Rozdział pierwszy
Eliza
Muzyka dudniła tak głośno, że nawet tu, w toalecie, nie sposób było rozmawiać. Nie żeby mi to przeszkadzało. Z kim niby miałam tu zamienić choć słowo? Z kolejną laską, która urżnęła się jak świnia na wiejskim odpuście i właśnie próbowała nie obrzygać sobie butów? Nie, nie ten poziom.
Wyszczerzyłam się do lustra i westchnęłam ciężko. Czerwona szminka zdobiła moje kły, jakbym była jakimś pieprzonym wampirem. Wyjęłam chusteczkę i ostrożnie, by nie naruszyć starannie wyrysowanych krawędzi warg, wytarłam zęby.
Napruta dziewczyna spróbowała wstać z kolan. Otworzyła przez to drzwi swojej kabiny, bo popchnęła je tyłkiem. Mną za to wstrząsnęły mdłości. Dużo w życiu widziałam, ale zawsze gdy w grę wchodzi obserwowanie kogoś wymiotującego, wszystko podchodzi mi do gardła. Gdzieś kiedyś czytałam, że to pozostałości z dawnych czasów. Kiedy współplemieniec zaczynał wymiotować, to oznaczało, że czymś się zatruł i kto chce przeżyć, powinien zwrócić treść żołądka.
Ech... Ewolucja dała mi więcej niż innym, a jednocześnie w takich przypadkach boleśnie się dowiadywałam, jak bardzo zwyczajna jestem.
Dobra, koniec tego, praca wzywa. Pochyliłam się i podciągnęłam kozaki kończące się nad kolanami. Poprawiłam biust i ułożyłam go tak, by wylewał się z dekoltu. Byłam gotowa na podbój świata. Okej... nie świata, lecz klubu, w którym normalnie moja noga by nie postała, lecz czego się nie robi dla pracy.
Gdy tylko otworzyłam drzwi, muzyka uderzyła we mnie z całą mocą. Przytłumione światła zapewniały kameralną atmosferę. Cieszyłam się w duchu, że nie było tu stroboskopów. Jakoś traciłam orientację przy tak pulsującym świetle.
Niebotycznie wysokie szpilki zapewniały mi dodatkowe centymetry wzrostu, aczkolwiek jedynie dzięki sile mięśni byłam w stanie utrzymać się w pionie na miejscami śliskiej podłodze. Ciekawe, ile drinków dałoby się zrobić z tego, co wylali tu ze szklanek ludzie w ciągu jednego wieczoru.
Znowu się rozpraszałam, ale co miałam zrobić? Moja praca dzisiaj była wyjątkowo przewidywalna i zwyczajna. Zero niepewności, zero nowości, zero zaskoczeń. Nuda.
Nogi same zaprowadziły mnie dokładnie tam, gdzie chciałam, czyli na jedno z podwyższeń, które sąsiadowało z trzecim stolikiem części VIP. Miałam szczęście. Laskę, która tańczyła tu przede mną, zabrał akurat jakiś niezadowolony facet. Przełożył ją sobie przez ramię i jedyne, co po niej zostało, to korona z napisem "bride"1. Chyba happy endu w tym wypadku nie będzie.
Kiedy z głośników popłynęła jedna z moich ulubionych ostatnio piosenek, Unholy2, zaczęłam tańczyć. Tu nie chodziło o zwykłe pląsanie, nie było tu żadnego jury, które oceniłoby technikę. W tym wypadku szło o samotny seks, który uprawiałam w wyobraźni na oczach całego klubu. Przypominałam sobie, jak ostatnio Marcin wodził rękoma po moich piersiach oraz talii, i zrobiłam to samo. Dotykałam się w rytm muzyki tak, jakbym chciała po prostu świetnie się zabawić, poczuć ten dreszcz oczekiwania. Czarna sukienka była tak ciasna, że niebezpiecznie się podciągała z każdym ruchem, a kiedy się zsunęłam, by następnie wstać, wypinając nieco tyłek, doskonale wiedziałam, że moje czerwone stringi widziała połowa strefy VIP. Dokładnie tak, jak miało być. Obróciłam się, by rzucić okiem na gości, i z zadowoleniem zobaczyłam, że ten, dla którego tu przyszłam, nie może oderwać ode mnie wzroku. Lubił atrakcyjne blondyny, które mógł złapać za piersi, noszące kozaki i całe w czerni prócz czerwonej bielizny.
Przejechałam dłonią po włosach i twarzy, aż w końcu włożyłam palec wskazujący pomiędzy wargi i zaczęłam go ssać. Nie przestawałam kołysać biodrami w rytm muzyki. Facet nie wytrzymał. Skinął na mnie ręką i zaprosił do siebie.
Nie czekałam, aż się rozmyśli. Szybko zeszłam z podwyższenia i skierowałam się ku kilku schodkom prowadzącym do części dla tych ważnych, których pilnie strzegł rosły ochroniarz. Kiedy mój mężczyzna kiwnął mu głową, goryl mnie przepuścił i mogłam podejść do odpowiedniego stolika, kręcąc przy tym tyłkiem. Siedzieli tam we czworo. Trzech facetów i jedna laska, która jak bluszcz otoczyła swego wybranka. Pewnie się łudziła, że ta historia nie skończy się na jednym razie. Naiwna. Albo głupia.
Opuściłam nieco głowę i spojrzałam butnie na swoją zwierzynę. Doskonale wiedziałam, jak ma na imię, ale czekałam, aż to on nada ton tej znajomości.
- Cześć... - zagaiłam i się uśmiechnęłam, wciąż skupiając uwagę wyłącznie na nim. Poskutkowało, bo poklepał uda, zachęcając, bym na nich usiadła. Nie trzeba było mi powtarzać. Zrobiłam to, a gdy się do niego zbliżyłam, w nozdrza uderzył mnie zapach drogiej wody po goleniu.
- Cześć, seksowna. - Nie czekał na pozwolenie. Zanurzył twarz w moim dekolcie i pocałował piersi. - Co taki anioł robi w takim miejscu?
Nie miałam nic do stracenia. Wstałam na chwilę tylko po to, by usiąść na nim okrakiem. Sukienka podjechała mi wyżej, ale nie udawałam skromności i nie próbowałam jej obciągać. Chyba mu się to spodobało, bo mruknął zadowolony.
- Nie jestem aniołem. Jestem diablicą szukającą diabła. - Czułam na sobie wzrok jego kolegów. On również, bo ewidentnie puchł z dumy. I wcale nie miałam tu na myśli jego członka, który już od początku wyraźnie zaznaczał swoją obecność.
- No, to dobrze trafiłaś, maleńka. - Powiódł rękoma od moich ramion przez plecy, aż zatrzymał się na pośladkach. Wsunął pod nie dłonie i delikatnie je ścisnął.
Nachyliłam się do jego ucha i wyszeptałam:
- Udowodnij... - Po czym przejechałam językiem po jego uchu. Zadrżał pode mną i mocniej ścisnął mi tyłek. W tym momencie już wiedziałam, że należy do mnie. Wpadł w siatkę niczym zagubiony motyl.
Szarpnął i brutalnie mnie przyciągnął. Skóra moich nagich ud otarła się o delikatną wełnę jego garniturowych spodni. Nawet gdybym chciała, nie miałam kiedy zaprotestować. Puścił mój lewy pośladek i złapał mnie za kark, zmuszając do brutalnego, gwałtownego pocałunku.
Mogłoby to nawet być przyjemne. Szkoda tylko, że ten koleś kompletnie na mnie nie działał. Niestety rzadko kiedy mogłam sobie pozwolić na wybrzydzanie. Klient to klient. Nie zawsze będzie ideałem i trzeba szybko do tego przywyknąć.
Nie miałam jednak ochoty na jego dłuższe umizgi. Przygryzłam mu wargę, uważając, by nie zostawić śladów, i ponownie przysunęłam się do jego ucha.
- Chcę, żebyś mnie zerżnął tak bardzo, żebym nie mogła przez tydzień siedzieć. - Wewnętrznie się skrzywiłam na to, co powiedziałam. Ten tekst był tak słaby, że aż zabrakło skali, lecz doskonale wiedziałam, że perfekcyjnie podziała na mój obiekt.
- Zerżnę cię tak, że nie usiądziesz przez miesiąc, suczko. - Jego głos drżał, chyba z powodu ściśniętego podnieceniem gardła. Mnie za to ścisnęło na tę "suczkę". Jeśli to naprawdę działało na kobiety, nie mam dobrych wieści w temacie płci pięknej.
Poruszyłam się tak, by otrzeć nogą o wypukłość jego spodni, i wstałam. Wyciągnęłam rękę, ale nie musiałam długo czekać. Chwycił mnie, jakbym jedynie ja mogła wyciągnąć go na powierzchnię. Gdyby Jack tak złapał Rose, na pewno znalazłoby się dla niego miejsce na tych cholernych drzwiach.
Ech... Znowu się rozpraszałam. Spojrzałam mu w oczy i przygryzłam wargę. Jestem pewna, że obiekt uznał to za niezwykle seksowne. W życiu by nie wpadł na to, że zrobiłam tak tylko po to, aby zdobyć nieco więcej jego uwagi. W końcu zaraz nastąpi wielki finał.
Pociągnęłam go i położyłam sobie jego dłoń na biodrze. Nie spieszyłam się. Toalety strefy VIP znajdowały się dość blisko, a przygotowanie gruntu w postaci nastawienia tego pana było niezbędne. Nikt nie zwracał na nas uwagi. Takie zachowanie stanowiło tu codzienność. Bogaci kolesie przychodzili pieprzyć łatwe laski albo te, które z tego żyły. Utwierdziłam się w tym przekonaniu, gdy otworzyłam drzwi jednej z wielu toalet i moim oczom ukazał się skórzany czerwony szezlong. Zaraz obok niego stała mała komoda, a na niej - uroczy koszyczek z prezerwatywami. Mniej subtelnie chyba się nie dało.
Przepuściłam go, by wszedł pierwszy, i zamknęłam pomieszczenie na klucz. Obiekt tylko na to czekał, bo kiedy odwróciłam się do niego przodem, naparł na mnie i przygwoździł do drewna. Klamka boleśnie wbiła mi się w dół pleców, ale nawet nie syknęłam. Pozwoliłam mu przez chwilę być panem sytuacji, całować mnie i obłapiać. Przecież po to go tu zwabiłam.
Poczułam, jak robi mi malinkę na szyi niczym napalony nastolatek, i przewróciłam oczami. Zbyt długo nie wytrzymałam.
- Usiądź na kanapie. Chcę przed tobą klęknąć. - Położyłam mu dłonie na klatce i lekko go popchnęłam, by lepiej zrozumiał to, co do niego mówię. Usłuchał, a na odchodne uszczypnął mnie w pośladek.
Pierwsza zasada wykorzystywania faceta brzmi, że jeszcze się taki nie urodził, co by odmówił loda zrobionego przez ładną laskę.
Zbliżając się do mebla, rozpinał spodnie, a gdy przy nim stanął, opadły mu do kostek razem z bokserkami. Rozsiadł się niczym król i spojrzał na mnie wzrokiem pełnym głodu. Traktował mnie jak zabawkę. Pobawi się i rzuci w kąt. Nie oczekiwałam uczuć, miłości ani zobowiązań, aczkolwiek nie byłam przedmiotem. Szkoda tylko, że mój obiekt tego nie zapamięta.
Sukienka ze sztucznej lakierowanej skóry nie dawała mi zbyt wielu możliwości. Mogłam jedynie ją podciągnąć - co też zrobiłam, odsłaniając czerwoną koronkę stringów. Przełknął z trudem i warknął coś, co zrozumieliby chyba jedynie ludzie sprzed kilku tysięcy lat.
- Chodź tu w tej chwili, bo inaczej za karę zerżnę twój tyłek - wychrypiał i złapał penisa. Poruszał na nim dłonią w górę i w dół, ewidentnie nie mając za grosz cierpliwości.
- Może na to właśnie liczę? - Oblizałam wargi i powoli, krok za krokiem w rytm kolejnej dudniącej piosenki3, zbliżyłam się do niego.
Umieściłam prawe kolano pomiędzy jego nogami, a drugie - po zewnętrznej stronie. Złapałam go za włosy i odchyliłam jego głowę do tyłu, patrząc mu prosto w oczy. Lubił zabawy z dominacją w tle, dlatego nie protestował. Złapał moje piersi i ścisnął boleśnie. Nachyliłam się jeszcze niżej nad jego twarzą i sięgnęłam do cholewki kozaka. Bezpieczna zabawa to podstawa.
- Pozdrowienia od Michaiła - powiedziałam głosem, któremu daleko było do słodyczy.
W tym samym momencie wbiłam typowi sztylet w pachwinę i naparłam z całej siły, by przesunąć go do wewnątrz. Nie musiałam sprawdzać, czy trafiłam w tętnicę. Wyszarpnęłam ostrze, a ciepła ciecz siknęła w moją prawą stronę. Szybko odsunęłam nogę. Oczy Tomka - bo teraz już mogłam nadać charakter naszej znajomości - rozszerzyły się z przerażenia. Spróbował się szarpnąć, wrzasnąć, ale puściłam jego włosy i przycisnęłam mu przedramieniem szyję do oparcia. Machnął nieskładnie rękoma, lecz życiodajny płyn uciekał mu z ciała. Z siły względnie młodego faceta nie zostało już nic.
- Zapomniałeś o najważniejszej zasadzie, czyli bezpiecznym seksie, i masz. To są konsekwencje - mruknęłam i pokiwałam głową na boki w rytm piosenki, tej samej, która rozpoczęła moją toaletową przygodę.
Jego ciało zwiotczało, a w oczach nie odbijało się już nic prócz przerażenia. Wstałam ostrożnie i oceniłam krytycznie swój wygląd. Musiałam się doprowadzić do porządku, ale wszystko po kolei. Kucnęłam i wsunęłam ostrze pod kanapę, a następnie ostrożnie ściągnęłam z rękojeści folię ochronną. Jestem normalna i nie zostawię swoich odcisków na narzędziu zbrodni. Następnie wyjęłam z dekoltu małą torebkę strunową zawierającą dwa włosy. Należały do barmanki pracującej w tym miejscu. Dwa dni temu przypadkiem wpadłam na nią w galerii handlowej i wyrwałam jej kilka kłaków. Teraz ostrożnie położyłam je bardzo blisko penisa Tomusia. Święta ta dziewczyna nie była, a dzięki temu dadzą mi spokój.
Dopiero po tym sięgnęłam po ręczniki papierowe i zaczęłam się wycierać. Po to właśnie włożyłam to szkaradztwo. Z lakierowanej powierzchni dużo łatwiej zetrzeć krew, zresztą żadne płyny w to nie wsiąkały. Trzy minuty i nie było na mnie śladu po dokonanym morderstwie, jeśli nie liczyć zabrudzeń na poziomie chemicznym czy tam biologicznym, jak zwał, tak zwał. Obejrzałam się jeszcze dokładnie w lustrze, ale oględziny wypadły pozytywnie. Zebrałam wszystkie rzeczy mogące świadczyć o mojej obecności tutaj, łącznie z zużytymi ręcznikami, i poupychałam je w cholewkach kozaków i w dekolcie, choć za dużo miejsca tam nie było. Podeszłam do drzwi i wytarłam je dokładnie, na wypadek gdyby zostały na nich czy na klamce moje odciski. Zaczęłam nasłuchiwać, żeby sprawdzić, czy nie ma nikogo obok, choć muzyka zagłuszała wszystko. Wzruszyłam ramionami, otworzyłam drzwi przez ręcznik papierowy na tyle, by się przez nie wyślizgnąć, i opuściłam toaletę.
Marzyłam o gorącej kąpieli i dobrej kolacji. W końcu zasłużyłam.
1 Bride (ang.) - panna młoda.
2 Kim Petras i Sam Smith, Unholy.
3 Sevdaliza, Pabllo Vittar i Yseult, Alibi.