Rozdział 3
Można powiedzieć, że w tamtym momencie miał fart. Nie było go obok, dzięki temu pierwsza fala mojej wściekłości na niego zdążyła opaść przed jego powrotem. W głowie układałam sobie różne scenariusze, co zrobię jego powrocie, jednak wszystkie okazały się do bani. Ciekawe, czy nasza historia dalej potoczyłaby się tak samo, gdyby wtedy był przy mnie. Może specjalnie w oddaleniu przeczekał moment mojego zaskoczenia?
Od tamtego czasu nie byłam sobą. Najpierw te dziwne spojrzenia, później kamera. Co mnie jeszcze czeka? Chodziłam przybita, zdołowana emocjami. Czułam spadek energii, ale musiałam być silna dla synka i taka właśnie byłam. W końcu nadszedł dzień powrotu męża z delegacji.
Dzisiaj Adam wraca do domu, ale to nie jedyna z moich trosk. Oprócz tego mają nas odwiedzić teściowie. I o ile teść nigdy nie stwarzał mi problemów, to niestety nie mogę powiedzieć tego samego o matce Adama.
Danucie można pozazdrościć figury. Jest wysoka, ma wcięcie w talii i niezłe kształty. No, ale niestety nie można mieć wszystkiego, więc patrząc na jej twarz, można mocno się zdziwić, a nawet przerazić.
Wykorzystuje wszystkich, ale nikt nie potrafi jej tego otwarcie zarzucić. Ciągle stara się być w centrum uwagi. Wszystkich kontroluje, a do tego jest cholernie zazdrosna. W momencie, gdy, jak mówi, odebrałam jej Adama, jej zazdrość poszybowała w kosmos. Krótko mówiąc, nie lubimy się.
Czekam na niego od rana. Tak naprawdę nie dał znaku życia i nie wiem, o której wróci. Już nie jestem na niego tak zła jak wtedy, kiedy odkryłam kamerę. Ale nie potrafię się niczym zająć. Tylko Tomka nie zaniedbuję.
Dzisiaj nie jest tak jak po każdej delegacji męża. Nie czekam z kolacją i uśmiechem. Nawet nie za bardzo chcę, żeby wracał. Wiem, że matka weźmie jego stronę i będę skazana na ich złośliwości. Teść na pewno okaże się neutralny. Będę musiała wyjaśnić sprawę kamery, nim wszyscy zwalą się nam na głowę. Zresztą uważam, że to idiotyczny pomysł, żeby w takiej sytuacji przyjeżdżali w odwiedziny razem z nocowaniem.
Za oknem jest już ciemno, kiedy na podjazd wjeżdża samochód. Zrywam się momentalnie, w pełnej gotowości. Obejmuję się ramionami i stukam nogą, zdenerwowana.
Słyszę kolejne auto parkujące przed domem. Czyżby zgadali się i przyjechali razem? Ten gnojek prawdopodobnie celowo to zrobił. Wie, że matka będzie mu wtórować we wszystkim, co powie, i że zawsze będzie przeciwko mnie. A jeszcze niedawno od niej uciekał. Pieprzony hipokryta...
Otwierają się drzwi i wchodzą wszyscy do domu. Widzę z daleka parszywą minę Danuty, obok niej idzie Krzysztof i uśmiecha się do mnie szczerze, a za nimi Adam. Pierwszy raz widzę na twarzy męża szyderczy uśmiech, tak jakby był dumny z tego, co zrobił.
Zaczynam się zastanawiać, co ja tutaj w ogóle robię. To nie jest człowiek, za którego wyszłam. Jest zupełnie inny niż kiedyś, a może właśnie teraz dopiero pokazuje swoją prawdziwą twarz.
- Cześć, Ewuś - mówi teść, przytula mnie i całuje w policzek.
Teściowa łypie tylko na mnie i przechodzi obok. Mój mąż, chociaż już nie wiem, czy nadal jest mój, zachowuje się, jakby nie było mnie w pokoju. Od razu siada przy kuchennej wyspie i przygląda mi się. Czuję na sobie jego spojrzenie, chłodne i pełne odrazy.
- Gdzie jedzenie? - rzuca wkurwiony.
- No właśnie, Ewa, chyba nie będziesz nas tu trzymać o głodzie - wtrąca się teściowa.
- A tam! Nie to jest najważniejsze - mówi teść i macha ręką.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Adam zachowuje się, jakby nic się nie stało, jakbym to ja była temu wszystkiemu winna. Nie wiem, jak mam się zachować. Spoglądam na wiszącą pod sufitem kamerę, a później na Adama.
Widzę, jak wstaje i idzie w moją stronę. Podchodzi blisko, bardzo blisko, ale nic nie mówi. Czeka, aż zacznę rozmowę.
- Co to jest? - pytam go, choć już przecież mi na to odpowiedział.
- Kamera, już mówiłem - powtarza, nadal bez żadnej skruchy.
Widzę, jak teściowa przygląda się nam i chłonie każde słowo. Pewnie w duchu napawa się konfliktem.
- Dlaczego, co ja ci takiego zrobiłam? - pytam rozżalona.
- To dla twojego bezpieczeństwa...
- Bezpieczeństwa? Naprawdę? - dziwię się.
- Tak - wzdycha głośno. - Od jakiegoś czasu dochodzą mnie słuchy, od sąsiadów i znajomych, że dziwnie się zachowujesz...
- Ja się dziwnie zachowuję? - wybucham niekontrolowanym śmiechem. - To oni od jakiegoś czasu traktują mnie jak trędowatą. Na mój widok odwracają wzrok, i zachowują się, jakbym coś złego zrobiła, coś, o czym nie mam pojęcia - wyjaśniam i łzy lecą mi ciurkiem.
- Widzisz, właśnie o tym mówię. - Wypuszcza głośno powietrze. - Boję się, że możesz sobie coś zrobić.
- Masz mnie za wariatkę, tak? - ogarnia mnie złość. - Jak mogłeś coś takiego wymyślić?
- Zwyczajnie się o ciebie martwię - odpowiada.
Nie mogę wytrzymać naporu emocji. Ruszam do przedpokoju i wychodzę przed dom. Bez butów. Nawet nie czuję, że stoję boso na zimnej kostce brukowej. Ogarnia mnie poczucie pustki, jakby ktoś odebrał mi całą radość z życia.
Nawet nie wiem, kiedy pod dom podjeżdża kolejne auto. Znam je. Należy do przyjaciela ojca Adama, Przemysława. Nie wiem, co tutaj robi, ale zawsze był u nas mile widziany. Adam zna go od dziecka. Uważa za przybranego wujka.
Przemek wysiada z auta i podchodzi do mnie. Całuje mnie w policzek, śliniąc przy tym. Ogarnia mnie dziwna odraza. Być może przesadzam, ale jego zachowanie nie jest normalne.
- Przyjechałem na grilla - mówi do mnie.
- Jakiego grilla? - pytam zdziwiona.
- Zaprosiła mnie Danuta - wyjaśnia.
Nie rozumiem, dlaczego teściowa miałaby go zaprosić, i to właśnie dziś. Nie mam jednak czasu się nad tym zastanawiać. Wystarczą mi własne problemy. Wpuszczam go do domu, ale sama nie wchodzę. Muszę chwilę ochłonąć.
Dociera do mnie, że nie mogę tak po prostu odejść. Nie tak zostałam wychowana. Muszę spróbować dojść do porozumienia z Adamem, dla siebie i dla naszego synka. Wycieram łzy w rękaw i wchodzę do środka.
Pokazuję Adamowi wzrokiem schody. Wchodzę pierwsza na górę. Mąż idzie za mną. Oboje zmierzamy do sypialni. Nie chcę załatwiać naszych problemów przy wszystkich. Wolę to zrobić za zamkniętymi drzwiami.
Siadam na łóżku, Adam obok mnie.
- Nie musiałeś tego robić, ze mną jest wszystko w porządku - mówię.
- Przepraszam - odpowiada, a ja czuję w nim wreszcie skruchę. - Dałem się przekonać ludziom, że z Tobą coś jest nie tak, ale nie chciałem, żebyś sobie coś zrobiła - powtarza to, co mówił wcześniej.
- To jedyna kamera w domu? - pytam, patrząc mu prosto w oczy.
- Tak - zapewnia od razu.
- Ma jeszcze dzisiaj zniknąć i to raz na zawsze - mówię, a on kiwa głową na znak zgody. - Adam - wzdycham. - Ostatni raz ci odpuszczam. Nie mogę być z kimś, kto mi nie ufa - mówię i wstaję z łóżka.
Wracamy na dół do salonu. Teściowie rozmawiają z Przemysławem. Atmosfera jest napięta. Powietrze wokół wydaje się ciężkie, czuć kolejną awanturę. Na nasz widok zaczynają szeptać.
Biorę Tomka na ręce, bo w tym wszystkim nikt na niego nawet nie patrzy. Odchodzę daleko, żeby nie słyszeć ich rozmowy. Adam podchodzi do nas też niezainteresowany dyskusją.
Wiem, że coś jest nie tak. To widać na pierwszy rzut oka. Teściowa jest hipokrytką. Zarzuca mi wiele rzeczy, a sama ma sporo za uszami. Nie patrzymy na nich, aż do chwili, kiedy słyszę zamykające się drzwi. W pokoju został tylko ojciec Adama.
Podchodzimy do niego. Czekamy oboje podminowani, oczekując kolejnej bomby. Ale zamiast tego mówi:
- Mama poszła z Przemysławem na grilla. - I znudzony ziewa.
- A ty? - pyta Adam.
- Ja jestem zmęczony - odpowiada i idzie na górę do pokoju gościnnego.
Nawet nie mamy szansy zadać mu więcej pytań. My też idziemy do sypialni. Temat kamer zamknięty, a ja chcę, by wszystko jak najszybciej wróciło do normy.
Leżąc w łóżku, nie potrafię zatrzymać pędzących w głowie myśli. Nie wiem, czy Adam też to zauważył, ale sytuacja jest dziwna.
- Nie zastanawia cię to, że twoja mama zostawiła ojca samego i poszła na imprezę z jego przyjacielem? - pytam.
- Nie, przecież to Przemysław - odpowiada.
Wbijam wzrok w sufit. Nadal nie zasypiam. Ma rację, tak było zawsze. Ale czy jest w porządku? Nie sądzę.
***
Przypominam sobie pewne lato. Nie byliśmy jeszcze wtedy małżeństwem. Dopiero co poznałam Adama i mieliśmy spędzić weekend z jego rodzicami i ich przyjaciółmi. Plan wyjazdu do domku letniskowego mnie zachwycił. Nasza relacja dopiero się zaczynała, wszystko było dla mnie nowe i ciekawe. Chciałam dobrze wypaść i uzyskać akceptację bliskich Adama.
W piątek z samego rana pakujemy się do samochodu i ruszamy w trasę. Czeka nas dobre kilka godzin jazdy do celu. Adam nie chce się spóźnić i wcale mu się nie dziwię. Też nie mam zamiaru zepsuć pierwszego wrażenia.
Po kilku godzinach dojeżdżamy do drewnianego domku w lesie. Mijamy bramę wjazdową i podjeżdżamy na podjazd przed wejściem. Na werandzie siedzą dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Rozpoznaję od razu Danutę i Krzysztofa, rodziców Adama, bo wcześniej widziałam ich na zdjęciach.
Podchodzimy. Matka Adama nie przerywa rozmowy, co wydaje mi się nieuprzejme. Nic nie mówię, nie reaguję.
- Mamo, tato - mówi Adam i spogląda na rodziców. - Poznajcie Ewę.
Krzysztof podnosi się z krzesła. Podchodzi i mnie przytula, a mnie robi się od razu cieplej na sercu. Matka Adama się nie wita, odwraca się na pięcie i znika w domu. Tak samo mało wylewnie zostaję przywitana przez ich przyjaciół. Zachowanie matki jest dla mnie od początku dziwaczne, chamskie i niemiłe. Żadnego gościa bym tak nie potraktowała.
Może tutaj panują inne zasady i muszę się dostosować? Danuta wraca do stołu, w rozmowach przekrzykuje wszystkich i stara się skupić na sobie uwagę. Nie interesuje jej, co mamy jej z Adamem do powiedzenia, a to przecież jej jedyny syn!
W końcu nie tylko ja mam jej dosyć, także Adam i jego ojciec. Przemysław i jego żona rozmawiają z nią nadal, z anielską cierpliwością. Całkiem miło czuję się w towarzystwie Krzysztofa. Obecność Danuty mnie dołuje.
Po wypiciu kawy dołącza do nas żona Przemysława.
Ojciec Adama częstuje nas nalewką domowej roboty. Jeden kieliszek, drugi, trzeci, kolejny, aż w końcu zakręciło mi się w głowie. Atmosfera wokół nas się rozluźniła, a stres przed poznaniem rodziców Adama w końcu znika. Wszyscy jesteśmy w dobrym humorze. W całym domu słychać śmiech i głośne rozmowy.
- Muszę się przewietrzyć - szepczę Adamowi do ucha.
Idę do drzwi, zostawiam za sobą wszystkich bawiących się w najlepsze. Naciskam na klamkę i już jestem na dworze. Idę po tarasie w kierunku drewnianej barierki i opieram się o nią. Gdzie się podziali Danuta i Przemysław? Staram się ich wypatrzeć.
Nigdzie ich nie widać. Postanawiam się przejść. Schodzę po schodach i idę w lewo wzdłuż ściany domu. Kiedy wychodzę za róg, dębieję - Danuta obściskuje się z Przemysławem. Cofam się o krok i chowam. W skroniach mi pulsuje. Wklejona plecami w ścianę domu próbuję się uspokoić. Adam nie może się o tym dowiedzieć.
Czekam jeszcze kilka minut, nim wrócę do domu. Dociera do mnie, jak wyglądają układy w tej rodzinie. Same pozory, blef i oszustwo. Mam tylko nadzieję, że daleko pada jabłko od jabłoni.