Runda 1 Nokdaun, czyli na samym dnie
Trening Fury'ego I
Dzień dobry, frajerze! Bierzemy się do roboty! Na początek łagodny trening, żeby spokojnie wdrożyć się w ćwiczenia. Słowo przestrogi: potem będzie trudniej.
Rozgrzewka - 1 minuta 30 sekund
(Możesz skorzystać z alarmu w telefonie albo z aplikacji do treningu interwałowego).
Truchtaj w miejscu przez 20 sekund, wyprowadzając proste obiema rękami. Podskakuj w miejscu przez 20 sekund. Przez 10 sekund kręć biodrami zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a potem przez 10 sekund w drugą stronę. Wykonuj powolne przysiady przez 20 sekund.
(Rozstaw nogi na szerokość bioder, wyciągnij ręce przed siebie i powoli opuszczaj się do momentu, w którym twoje uda znajdą się równolegle do podłoża - jak gdybyś siedział na niewidzialnym krześle. Przenieś ciężar ciała na pięty. Potem się wyprostuj. To jedno powtórzenie).
Rób wykopy nogami przez 10 sekund.
Część główna - 10 minut
(Pamiętaj: po każdym ćwiczeniu masz się nawadniać i odpoczywać przez 30 sekund).
Marsz z wykrokami × 10
(Robisz wykrok lewą nogą, potem prawą. To jedno powtórzenie).
Przysiady z wyskokiem × 10
(Stosuj się do instrukcji dotyczących powolnych przysiadów, tylko że wykonuj ćwiczenie szybciej i wyskakuj w górę zaraz po wyprostowaniu ciała).
Pompki × 10. Pełne brzuszki × 10
(Połóż się na plecach, unieś kolana, postaw całe stopy na ziemi. Połóż ręce za głową i wykorzystując mięśnie brzucha, podnieś tułów do siadu. To jedno powtórzenie).
Brzuszki rowerowe × 10
(Połóż się na plecach z rękami za głową. Unieś lewe kolano w kierunku klatki piersiowej i prawy łokieć w kierunku lewego kolana, jednocześnie prostując prawą nogę. Powinieneś czuć spięcie mięśni w poprzek brzucha. Powtórz z przeciwległą ręką i nogą. To jedno powtórzenie).
Pajacyki × 10. Półbrzuszki × 10
(Jak pełne brzuszki, tyle że mięśniami brzucha unosisz się tylko do połowy normalnego siadu).
Szybkie przysiady × 10. Wykroki w miejscu × 10
(Zamiast w trakcie robienia wykroków iść przed siebie, trzymaj lewą nogę w miejscu i prawą nogą wykonaj wykrok do tyłu, do momentu, w którym lewe udo znajdzie się równolegle do podłoża. Zmień nogi. To jedno powtórzenie).
Burpees × 10
(Zacznij z pozycji stojącej. Schyl się i połóż dłonie na podłożu, szybko wyrzuć nogi do tyłu, żebyś znalazł się w pozycji jak do pompki. Równie szybkim ruchem przyciągnij nogi ku rękom, wyprostuj się do pozycji stojącej i podskocz. To jedno powtórzenie).
Relaks
Skłony × 10 (stań wyprostowany i sięgnij jak najniżej) W pozycji stojącej skrzyżuj nogi i powoli dwukrotnie wykonaj skłon do palców stóp, a potem pomału, kręg po kręgu, się wyprostuj. Krąż biodrami, po 5 razy na stronę.
Gdybym miał przekazać ci tylko jedno słowo na całą resztę życia, to nie wybrałbym "diety", "serca", "odwagi", "wiary w siebie", "zaangażowania" czy "energii", choć to wszystko jest bardzo ważne. Byłoby to 11-literowe słowo, które charakteryzuje paliwo napędzające największe życiowe dokonania: POZYTYWNOŚĆ. Pozytywne nastawienie jest niezbędne we wszystkim, czego się podejmujemy. Od razu spieszę cię zapewnić, że mamy większą kontrolę nad naszymi myślami, niż nam się wydaje. Z samego rana, zanim zdążę wymyślić jakąś wymówkę, wyskakuję z łóżka i zaczynam dzień od czegoś pozytywnego, czyli w moim przypadku od ćwiczeń. Zaczynam ze świadomością, że po treningu będę czuł się dobrze - to coś w rodzaju życiowego lekarstwa, które codziennie zażywam.
Skoro już przy tym jesteśmy, pozwól, że wytłumaczę się, dlaczego na początku każdego rozdziału znajdziesz zestaw ćwiczeń. Pomyślałem sobie: "Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby mój czytelnik mógł zaliczyć porządny trening kardio i pod koniec lektury tej książki znajdował się w zdecydowanie lepszej kondycji?". Z tą właśnie myślą postanowiłem nakłonić ciebie i twój brzuch, a może nawet całą twoją rodzinę, do wykonywania codziennie rano sesji kardio. Na początku będą łatwe, ale stopniowo zrobią się coraz trudniejsze! Jeżeli uznasz, że chcesz ćwiczyć co drugi dzień, proszę bardzo - ćwicz we własnym tempie. To nie żaden wyścig - ruch to po prostu styl życia. Poświęć zatem kilka dni na to, by przywyknąć do Treningu Fury'ego I, zanim przejdziesz do kolejnej rozpiski.
Jeżeli jesteś już gotowy, to zaczynajmy. Jak każda dobra historia, moja też zaczyna się od upadku głównego bohatera. Wierzę, że w życiu zawsze zdarza nam się dokładnie to, co miało się w nim wydarzyć. Nic nie dzieje się bez powodu. Historia boksu usiana jest opowieściami o wielkich upadkach, o pięściarzach, którzy się pogubili, gdy skończyły się sukcesy i zgasły światła reflektorów, lecz kilku pięściarzom udało się podnieść - między innymi mnie. Wierzę, że ten wielki upadek przytrafił mi się właśnie po to, żebym mógł zwrócić uwagę innych na palący problem zdrowia psychicznego. Wychodzę z założenia, że taka była wola Boska - musiałem stoczyć tę walkę. I toczę ją każdego dnia. Nie chcę się za bardzo rozwodzić nad otchłanią rozpaczy, w którą wpadłem - ta książka opowiada o tym, jak wydostać się z mroku i wydobyć z siebie to, co w nas najlepsze. Czytelnicy, którzy nie czytali mojej autobiografii pt. Tyson Fury. Bez maski, muszą wiedzieć, jak nisko upadłem - tylko wtedy w pełni docenią odrodzenie feniksa z Lancashire.
Pod koniec 2015 roku czułem totalną wewnętrzną pustkę, byłem wyzuty z wszelkich emocji. Dopadło mnie to, co Winston Churchill nazywał "czarnym psem" depresji. Warto mieć świadomość, że okresowo zmagał się z nią nie tylko najwybitniejszy brytyjski premier, ale także słynni komicy, aktorzy, wokaliści, pisarze, a nawet astronauci.
Przez całe życie czułem, że coś jest ze mną nie tak. Dorastając w rodzinnym gronie, często nękało mnie wrażenie osamotnienia, choć otaczali mnie inni ludzie. Czułem się zostawiony sam sobie. W 2016 roku zdiagnozowano u mnie zaburzenia afektywne dwubiegunowe (wcześniej określane jako psychoza maniakalno-depresyjna) oraz zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Doznałem olbrzymiej ulgi, gdy dowiedziałem się, że rzeczywiście coś jest ze mną nie tak, że sobie tego wszystkie nie ubzdurałem. Wreszcie potrafiłem konkretnie nazwać wszystko, co czułem. Wydawano na ten temat książki, zaburzenia te badali znani neurobiolodzy. Wreszcie miałem pewność, że nie oszalałem.
Jeżeli widziałeś film Lepiej być nie może z Jackiem Nicholsonem, w którym grana przez niego postać nie jest w stanie postawić stopy na spękaniach chodnika, to znaczy, że miałeś już styczność z dziwnym światem zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych (OCD). Wyróżnia się cztery rodzaje OCD. U mnie objawia się to zamiłowaniem do porządku i potrzebą, żeby wszystko znajdowało się na swoim miejscu. Gdy natknę się na coś, co jest jakoś nie w porządku albo wypada niesymetrycznie, na przykład krawat zupełnie obcego mi mężczyzny albo krzywo wiszące zdjęcie w ramce, muszę grzecznie interweniować i przywrócić ład, bo nie daje mi to spokoju. Moje ponad dwa metry wzrostu to w takich sytuacjach korzyść - nikt mnie za to nigdy nie uderzył... Przynajmniej jak dotąd.
W najczarniejszym okresie depresji budziłem się rano i od razu, zanim jeszcze usiadłem na łóżku, w oczach stawały mi łzy. Czułem się bezbronny jak dziecko. Wydawało mi się, że nic nie jest możliwe czy warte wysiłku. Nawet boks pociągał mnie wtedy mniej więcej tak samo jak resztki ryby z frytkami z poprzedniego dnia. Kompletnie nie miałem energii, by spędzać czas z dziećmi (wówczas było ich troje, teraz mam pięcioro), ani zapału do ćwiczeń, brakowało mi entuzjazmu... Czułem się, jakby całkowicie zabrakło mi paliwa. Tak naprawdę możemy tyle, na ile pozwala nam płonący w nas ogień, a mój niemal zupełnie zgasł.
Kiedy pierwszy raz miałem atak paniki, pojechałem na SOR, bo wydawało mi się, że umieram na zawał serca. Nigdy w życiu nie bałem się tak jak wtedy. Powiedziałem nawet pielęgniarce, że mogłem zostać otruty wąglikiem. Całe moje ciało wypełniało przerażenie, nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Normalnie strach się bać. Nieznane zawsze wydaje się straszniejsze niż to, co znane, a ja spadałem właśnie w przerażającą mnie otchłań szaleństwa. Proszę Boga, bym już nigdy nie doświadczył tego rodzaju epizodu, gdyby jednak mi się przytrafił, przynajmniej będę wiedział, co się dzieje. Wiedza jest źródłem siły, naprawdę.
Być może zastanawiasz się, co ściągnęło mnie na samo dno. Pozwól, że najpierw to ja zadam ci pytanie: co robisz, kiedy wejdziesz na szczyt góry, o której zdobyciu od zawsze marzyłeś? Osiągnięcie tego, czego się zawsze pragnęło, wiąże się z niebezpieczeństwem. Odkąd zostałem nastolatkiem, koncentrowałem się wyłącznie na wywalczeniu tytułu mistrza świata wagi ciężkiej. Nie chciałem być jakimś tam pięściarzem, lecz artystą z najlepszą pracą nóg, odkąd Muhammad Ali (wtedy jeszcze Cassius Clay) rozprawił się z Sonnym Listonem. Tanecznym krokiem i przekładanką Alego wspinałem się na kolejne szczeble pięściarskiej hierarchii, mając przed oczami tylko jeden cel - szczyt. Kiedy w wieku 27 lat spełniłem w końcu to marzenie i odebrałem Władimirowi Kliczce wszystkie pasy mistrzowskie, zamiast wyczekiwanej przez całe życie wspaniałej chwili doświadczyłem czegoś okropnego. Być może doskonale wiesz, o czym mówię. Być może wyznaczyłeś sobie kiedyś jakiś cel, postanowiłeś zdobyć wymarzoną pracę, poprowadzić własną firmę albo wygrać w lokalnej lidze piłkarskiej. Skupiłeś się wyłącznie na tym celu, ciężko pracowałeś, by go osiągnąć, i dzięki olbrzymiej determinacji odniosłeś sukces. Tak się zastanawiam: czy dałeś sobie wtedy chwilę na delektowanie się tym doświadczeniem, na uświadomienie sobie skali własnego osiągnięcia? To ważne, by poklepać się po plecach, gdy na to faktycznie zasłużyliśmy. Bez tego można poczuć się pustym i pozbawionym kierunku. I tak się właśnie poczułem.
Czy po wygranej z Kliczką zostały mi jeszcze jakieś szczyty, na które mógłbym się wspiąć? Osiągnąłem wszystko, co sobie zamierzyłem, skrzyżowałem rękawice z każdym, z kim warto było walczyć. Nie widziałem przed sobą następnego wyzwania, dostrzegałem natomiast pustkę. Nie napędzał mnie żaden nowy cel, więc się zatrzymałem. Depresja powoduje, że życie wydaje się gorsze, niż jest w rzeczywistości. Mnie wydawało się, że nie mam już po co żyć. Byłem ja i wielkie nic. Wątpiłem we wszystko, codziennie modliłem się o śmierć. Kupiłem sobie ferrari, a w banku miałem milion funtów - to wszystko powinno być cholernie fajne, a wcale takie nie było. Nie widziałem w tym sensu, nic nie miało dla mnie wartości. Zależało mi tylko na spotkaniu z kostuchą, a jako że miałem serdecznie dość przesiadywania w jej poczekalni, postanowiłem wziąć sprawy we własne ręce, by to przyspieszyć.
Miesiąc po tym, jak sięgnąłem po tytuł mistrza świata, byłem emocjonalnym wrakiem, a twarde narkotyki, śmieciowe żarcie i alkohol stanowiły moją receptę na rychły atak serca. Przestałem trenować, więc szybko dobiłem niemal do 180 kilogramów, a moje zdrowie psychiczne wisiało na włosku... Podobnie jak moje małżeństwo. Robiłem wszystko, czym wcześniej gardziłem, sięgnąłem między innymi po narkotyki. Do tego stopnia nienawidziłem sam siebie. Wcześniej najważniejsze było dla mnie, aby być porządnym ojcem, nie brałem kokainy, teraz zaś w pojedynkę ratowałem przed bankructwem kolumbijskie kartele, jednocześnie butelka za butelką zbliżając się do cmentarza. Alkohol maskuje ból, ale rano człowiek budzi się w jeszcze większym dole. Codziennie czułem się tak, jak gdybym na jednym ramieniu miał anioła, a na drugim diabła. Pierwszy mówił mi, że mam w sobie dobro, a drugi, że jestem zły i beznadziejny, a świat bez Tysona Fury'ego byłby lepszy. Aniołowi za bardzo nie wierzyłem. To niesamowite, jak szybko potrafimy sami siebie potępić i dać posłuch wszystkim negatywnym podszeptom.
Któregoś czerwcowego dnia w 2016 roku, siedząc za kierownicą mojego czerwonego ferrari, pomyślałem, że mogę wyłączyć cały ten ból i skończyć wszystko raz na zawsze. Pędziłem w kierunku podpory wiaduktu nad autostradą, a mój włoski samochód bez problemu przekraczał 250 kilometrów na godzinę. Naprawdę w ostatniej chwili w głowie rozległ mi się głos: "Tyson, pomyśl o swoich dzieciach dorastających bez ojca". Dzięki Bogu udało mi się wyrwać mackom rozpaczy. Na kilka sekund przed śmiercią odezwała się we mnie istota życia - nie chciałem się poddawać. Dostrzegłem w mroku cieniutki promyk światła, który stał się początkiem mojego powrotu. Jeżeli nachodzą cię myśli samobójcze, natychmiast zgłoś się po profesjonalną pomoc, żebyś i ty mógł zacząć wracać do lepszego życia.
***
Od czasu do czasu życie powala nas na deski w taki czy inny sposób. Niektórzy przekonają się, co to znaczy sięgnąć dna, i to nie raz. Bez względu jednak na to, jak nisko upadniesz i jak okropnie będziesz się czuł, z moich doświadczeń wynika, że masz do dyspozycji dwa koła ratunkowe: jednym jest nadzieja, drugim zaś wdzięczność.
Urodziłeś się, by cieszyć się każdym kolejnym dniem. Nadzieja i radość z tego, co jeszcze cię czeka, stanowią nieodłączny element twojego jestestwa. Niestety to samo da się powiedzieć o strachu, który może wywoływać stany lękowe i zwątpienie w samego siebie, a stąd już krótka droga do rozpaczy. Każdego dnia nadzieja i rozpacz mogą rzucać się sobie do gardeł i czasami rozpacz oraz czarny pies depresji wyjdą z tego pojedynku zwycięsko. Chciałbym ci tutaj wyjaśnić, w jaki sposób nauczyłem się przestać karmić mojego wewnętrznego psa strachu, a zamiast tego zacząłem koncentrować się na nadziei.
W moim przekonaniu koncentracja na szczęściu i pozytywnych myślach stanowi jedyny sposób, żeby osiągnąć to, co chce się w życiu mieć. W ten sposób można cieszyć się również podróżą, a nie tylko osiągnięciem celu. Jeżeli powtarzasz sobie: "Gdy na moim podjeździe stanie porsche 911, będę spełnionym człowiekiem" albo "Odprężę się w końcu, gdy zostanę dyrektorem i będę zarabiał 100 tysięcy funtów rocznie", to najnormalniej w świecie sam siebie oszukujesz. Wyznaczanie celów jest niezbędne, by w pełni wykorzystać własny potencjał, ale nie rezygnuj z dnia dzisiejszego na rzecz jutra. Gdybym powiedział ci, że za pięć minut nasza planeta przestanie istnieć, jak wyglądałoby twoje "teraz"? Czy robisz właśnie to, co kochasz? Czy spędzasz czas z ludźmi, których szanujesz i którzy szanują ciebie? Czy twoi bliscy wiedzą, ile dla ciebie znaczą? Możesz podnieść jakość swojego "teraz" praktycznie od ręki i sam decydujesz, czy chcesz to zrobić. Tutaj włącza się wdzięczność. Zacznij żyć teraźniejszością, a poczujesz wdzięczność za wszystko, co masz.
Owszem, strach jest nieodłącznym elementem naszego instynktu przetrwania, ale nie urodziliśmy się po to, żeby się bać i żyć życiem tchórza. Kontrolujący lęk i zadowoleni z siebie ludzie nie pozwalają, żeby negatywność ich zdominowała. Nauczyli się nieustannie wypatrywać wszelkich destrukcyjnych myśli. Wierzę, że gdy tylko nie pozwalamy zdominować się negatywności, możemy osiągnąć dosłownie wszystko. Życie teraźniejszością daje nam gigantyczną wolność.
Chciałbym ci również powiedzieć, że jeśli zmagasz się z depresją, nie jesteś w tym sam. To choroba opisywana już w przypadku mieszkańców starożytnego Babilonu i Egiptu (jestem przekonany, że nie wiedziałeś, że interesuję się historią), postrzegana wówczas jako jeden z rodzajów opętania przez demony. Do łagodniejszych sposobów leczenia tego stanu należały dotkliwe bicie, podtapianie, zakuwanie w łańcuchy i głodzenie. Starożytni Grecy i Rzymianie podchodzili do problemu w nieco bardziej trzeźwy sposób - zalecali gimnastykę, kąpiele, specjalną dietę oraz kojącą muzykę. W XIX wieku Persowie walczyli z depresją za pomocą terapii wodą i pozytywnego wzmacniania właściwych zachowań. Po drodze stosowano też inne metody, takie jak upuszczanie krwi czy palenie na stosie, a jeszcze w epoce wiktoriańskiej chorych na depresję dożywotnio zamykano w zakładach dla obłąkanych - z powodu schorzenia, które we współczesnym społeczeństwie występuje powszechnie.
W społeczności Travellerów z problemami psychicznymi należy się kryć, bo ktoś, kto się z nimi boryka, traci tam miano mężczyzny. Na depresję cierpiał też mój ojciec. Powiedział mi kiedyś: "Gdy czułem przygnębienie, kryłem się z tym przed rodziną, nie chciałem wyglądać na słabego. Młody mężczyzna i głowa rodziny z depresją? Nie, to było zbyt duże obciążenie. Nigdy niczego nie wypierałem, zawsze akceptowałem to, co się ze mną dzieje. Wychodziłem wtedy do szopy, gdzie wisiał worek treningowy, który okładałem przez godzinę. Potem szedłem pobiegać albo brałem psa na spacer, bo musiałem pozbierać myśli i ułożyć sobie wszystko w głowie... Wmawiałem sobie, że nie chcę się tak czuć, i sztucznie się uśmiechałem. Tak samo jak ty, Tyson, radziłem sobie poprzez ćwiczenia fizyczne".
Depresja bywa dziedziczna. Tata opowiadał, że jego mentorem był jego ojciec, który również zmagał się z depresją. Mój dziadek momentalnie dostrzegał, że z moim tatą coś się dzieje. Mówił mu wtedy: "Siadaj i napij się herbaty". Rozmawiali o dawnych czasach i już dziesięć minut później mój tata wstawał od stołu z uśmiechem na twarzy.
Wierz mi, depresja to powszechniejsza przypadłość, niż mogłoby się wydawać. Mental Health Foundation donosi, że w dowolnym tygodniu jeden na sześciu Brytyjczyków doświadcza ataku depresji lub stanu lękowego, a jeden na pięciu miewa myśli samobójcze. To bardzo ważne, żebyśmy o tym rozmawiali.
Jeśli chodzi o mnie, to mam pełną świadomość, że wielka euforia na zmianę z wielkimi dołami - typowe objawy zaburzeń afektywnych dwubiegunowych - same z siebie nigdy mnie nie opuszczą. Depresja będzie towarzyszyła mi niczym cień już do końca moich dni. Wielu osobom udaje się łagodzić objawy zaburzeń afektywnych dwubiegunowych poprzez regularne przyjmowanie leków. Porozmawiaj z lekarzem, czy w twoim przypadku istniałaby taka możliwość. W moim przypadku skutecznym sposobem na trzymanie depresji na dystans są regularne ćwiczenia fizyczne, stała rutyna oraz poczucie sensu każdego kolejnego dnia. Gdy mówię o ćwiczeniach fizycznych jako lekarstwie, mam na myśli powtarzane kilka razy dziennie skrajnie intensywne treningi. Chodzi o to, żebym wieczorem, kiedy przyłożę już głowę do poduszki, od razu odpłynął w krainę snów. Dzisiaj moja depresja jest wyraźnie stłumiona, powiedziałbym wręcz, że trzymam ją na bardzo krótkiej smyczy, z której jej nie spuszczam. Przez lata od niejednej osoby słyszałem, że najważniejsze jest zdrowie, ale w rzeczywistości dopiero niedawno zrozumiałem, ile w tym prawdy. Bez dobrego zdrowia znacznie trudniej czerpać radość z naturalnych dobrodziejstw codzienności. Jeżeli cieszysz się dobrym zdrowiem fizycznym i psychicznym, to już jesteś bogaty. Jeżeli czytasz tę książkę i starasz się jak najlepiej spędzać kolejne dni, choć zmagasz się z problemami fizycznymi i psychicznymi, to jesteś jednym z życiowych wojowników i niniejszym chylę przed tobą czoła.
Ostatnio tak jakoś wyszło, że zostałem kimś w rodzaju ambasadora problematyki zdrowia psychicznego w świecie sportu, i to dla mnie prawdziwy zaszczyt. Moim celem jest inspirować innych i im pomagać. Chciałbym wszystkich zapewnić, że na końcu tego tunelu jest światło. Uwierz facetowi, który też ma depresję. Od razu widzę, że ktoś na nią cierpi - zdradza go mowa ciała, a konkretnie unikanie kontaktu wzrokowego i skulone ramiona, jak gdyby dana osoba pragnęła stać się niewidoczna i chciała, żeby nikt nie zwracał na nią uwagi. Tak właśnie w mroczny dzień czuje się nawet największy gigant.
W zeszłym roku w Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego mój przyjaciel Ricky Hatton publicznie opowiedział o swojej walce z depresją. Mówił między innymi: "Bardzo trudno jest opisać to komuś, kto sam nigdy czegoś takiego nie doświadczył. To po prostu całkowite przygnębienie, kompletny brak motywacji, brak choćby chęci wstania rano z łóżka. Wiesz, że potrzebujesz pomocy, ale nie chcesz się przed nikim do tego przyznać. Całymi dniami leżysz w łóżku i płaczesz".
Czasem dostrzegam kogoś zupełnie mi obcego, po kim widać, że ma już serdecznie dosyć. Podchodzę wtedy do takiej osoby i biorę ją w ramiona. Chcę, by choroby psychiczne przestały być stygmatyzowane - skoro dwukrotny mistrz świata wagi ciężkiej może mówić otwarcie o zmaganiach z depresją, to inni też mogą. Jako osoba publiczna staram się wykorzystywać mój status społeczny do czynienia dobra. Chcę pomóc innym być szczęśliwszymi. Codziennie walczę o to, by dać nadzieję uciskanym, zmagającym się z depresją, narkomanom i alkoholikom. Chciałbym, aby po pobudce mieli świadomość, że ktoś trzyma za nich kciuki. Depresja w połączeniu z nałogiem przypomina świadome wyciągnięcie zawleczki z granatu przy rodzinnym obiedzie, by wysadzić wszystko, co się kocha i ceni: rodzinę, przyjaźnie, ciężko wypracowane poczucie bezpieczeństwa, reputację, chęć życia. Nikt nie zapada na chorobę psychiczną dlatego, że to takie fajne.
Żyję na krawędzi i z niczym się nie kryję. Mówię wprost o moich problemach ze zdrowiem psychicznym. Po raz pierwszy brytyjska opinia publiczna zaczyna poznawać mnie takiego, jakim naprawdę byłem i jestem. Wcześniej promotorzy traktowali mnie jak cyrkową małpkę i miałem tego po dziurki w nosie. Środowisko pięściarskie nieustannie oczekiwało ode mnie dziwacznych popisów, co było wyczerpujące, a poza tym negatywnie odbijało się na moim zdrowiu psychicznym. Odkąd wróciłem, pokazuję światu prawdziwego Tysona i świetnie się przy tym bawię!
Mam szczerą nadzieję, że bez względu na to, jak bardzo dostałeś od życia po głowie, podniesiesz się z tego i dostaniesz od losu taką samą szansę jak ja. Ty też możesz pokazać światu swoje prawdziwe ja i przekuć to, co najbardziej negatywne, w olbrzymi pozytyw. Jeżeli sam mogłem osiągnąć to, co osiągnąłem, i wrócić z miejsca, w którym się znalazłem, to nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli sięgnąłeś dna, pamiętaj o dwóch kołach ratunkowych: nadziei i wdzięczności. Sięgnij po nie i zacznij od nowa, by stać się jeszcze lepszym niż wcześniej.