Metagenealogia. Odkrywanie siebie za pomocą psychomagii i drzewa genealogicznego - Alejandro Jodorowsky, Marianne Costa

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1

Od sztuki do terapii

(Alejandro Jodorowsky)

Wiosną 1979 roku rozpoczęła się jedna z najbardziej intensywnych przygód mojego życia. Miałem wtedy pięćdziesiąt lat. Przygoda ta w późniejszym czasie zmusiła mnie do stworzenia terapeutycznego i artystycznego systemu opartego na badaniu drzew genealogicznych.

Zanim jednak ją opiszę, muszę choćby na chwilę powrócić do lat, które ją poprzedziły. Otrzymałem bogate i złożone wychowanie. Czytałem wiele książek i uczyłem się samodzielnie. Starałem się słuchać zarówno nauczycieli, jak i intuicji. W mojej młodości okresy nauki przeplatały się z okresami eksperymentowania. Teorie i praktyki zaprezentowane w tej książce opierają się na przeróżnych działaniach, które podejmowałem w tamtym czasie.

W 1947 roku - po ukończeniu liceum - postanowiłem rozpocząć naukę na wydziale pedagogicznym Uniwersytetu Chilijskiego. Byłem zafascynowany filozofią i psychologią. Po dwóch latach uzyskałem dyplom w dziedzinie filozofii matematyki i dyplom w dziedzinie historii kultury. W trakcie studiów uczęszczałem między innymi na zajęcia prowadzone przez północnoamerykańskiego profesora, który pewnego dnia zasugerował, że powinniśmy skoncentrować się na przystosowywaniu ludzi do sposobu funkcjonowania maszyn. Odszedłem z uniwersytetu i poświęciłem się teatrowi lalkowemu.

Po jakimś czasie moje przedstawienia zmieniły się w psychodramy. Tworzyłem lalki, które symbolizowały mojego ojca, moją matkę, moją siostrę i większość członków mojej rodziny. Po ułożeniu kilku sztuk zainteresowałem się mową naszego organizmu. Doszedłem do wniosku, że skoro emocje wywołują określone postawy ciała, to postawy ciała są w stanie wywoływać określone emocje. Wymyśliłem ćwiczenie, które rozpoczynało się od rozpaczliwej pozycji embrionalnej (wyrażającej pragnienie śmierci), a kończyło się narodzinami dojrzałej istoty ludzkiej, która miała szeroko rozłożone ramiona, była zjednoczona z kosmosem i cieszyła się ze swojego istnienia.

Początkowo moim celem było stworzenie języka migowego, który pomógłby mi opowiadać moje historie. Kiedy jednak skoncentrowałem się na mechanizmach rządzących mową ciała w trakcie tańca, medytacji i masażu, zdałem sobie sprawę, że w naszych organizmach są nagromadzone niezliczone wspomnienia (mogą one pochodzić nawet z dzieciństwa lub okresu prenatalnego i dotyczyć takich kwestii, jak poczucie akceptacji czy poniesione porażki), a także psychiczny "osad" pozostawiony przez różnych członków naszej rodziny.

Ogromne wrażenie zrobił na mnie następujący fragment traktatu Namiętności duszy, napisanego przez Kartezjusza w 1649 roku:

Tak na przykład jest zupełnie możliwe, że dziwny wstręt, który pewni ludzie mają do zapachu róż, do kotów lub do rzeczy podobnych, pochodzi stąd jedynie, że w początkach swego życia doznali oni silnego urazu ze strony jakichś podobnych przedmiotów lub też odczuwali go podobnie jak ich matka, która doświadczyła owego urazu w czasie ciąży. Istnieje bowiem niewątpliwie wzajemne oddziaływanie pomiędzy wszelkimi ruchami matki a ruchami dziecka w jej łonie, tak że to, co jest szkodliwe dla jednego, szkodzi także drugiemu. Tak więc zapach róż mógł wywołać ból głowy u dziecka, kiedy było ono jeszcze w kołysce, lub też mógł je bardzo przerazić kot, choć nikt tego nie zauważył, a i ono później zapomniało o tym, chociaż wyobrażenie dawnego wstrętu do róż lub do kotów pozostaje wyciśnięte w jego mózgu aż do końca życia1.

Prawda jest taka, że za sprawą określonych ruchów doświadczyłem depresji mojej matki; odziedziczonego po moich dziadkach wstydu związanego z emigracją; strachu spowodowanego groźbą śmierci podczas mojego pobytu w łonie i wielu innych rzeczy. Próby pantomimy szybko stały się grupową terapią. W ich trakcie manifestowała się autentyczność wszystkich uczestników. Dostrzegałem wyraźny kontrast pomiędzy tymi spotkaniami a światem zewnętrznym, który jest skonstruowany z uprzedzeń i pozorów zamykających ludzi w mentalnym więzieniu. Miałem wtedy dwadzieścia lat. Pewnego dnia uznałem, że za pomocą sztuki będę dążył do duchowego wyzwolenia. Choć moje przedstawienia pantomimiczne odniosły sukces, postanowiłem wyjechać z Chile i przeprowadziłem się do Paryża. Chciałem pracować z mimem Marcelem Marceau i z surrealistami skupionymi wokół André Bretona. Chciałem wreszcie wziąć udział w zajęciach, które na Sorbonie prowadził filozof Gaston Bachelard.

Praktykowanie pantomimy z Marceau spowodowało, że zainteresowałem się tantryczną jogą i czakrami, chińską medycyną i meridianami, a także kabałą i stosowaniem sefiry w odniesieniu do ciała. Czy wszystkie te praktyki są oparte na urojeniach? To pytanie nie ma dla mnie większego znaczenia. Według mnie o wiele ważniejsze jest to, że tego rodzaju techniki pomagają rozwijać Świadomość i uzdrawiać ludzi, którzy wierzą w ich skuteczność. Za sprawą surrealistycznej techniki nazywanej "wybornym trupem" (pismo automatyczne) wyzwoliłem się z kajdan racjonalizmu i nawiązałem kontakt z nieświadomością, którą od tamtej pory postrzegam jako potężnego sprzymierzeńca, a nie jako zagrożenie.

Bachelard podczas swoich zajęć analizował żywioły pierwotne (wodę, ogień, powietrze, ziemię i przestrzeń). Dzięki niemu zainteresowałem się alchemią. Zacząłem z zapałem czytać prace Zygmunta Freuda, Sándora Ferenczi, Melanie Klein, Georga Groddecka, Wilhelma Stekela i Wilhelma Reicha. Książka Symbole przemiany Carla Gustava Junga była dobrym przewodnikiem. Mój wciąż młody umysł zaczął dostrzegać bliską relację między sztuką a terapią. Z jednej strony widziałem artystów, którzy byli oddzieleni od ludzkości niczym wyspy, skupiali się na wysławianiu własnego indywidualizmu i dążyli przede wszystkim do tego, aby wszyscy wokół ich rozpoznawali i podziwiali. Z drugiej strony natomiast widziałem oddanych terapeutów, którzy próbowali dbać o fizyczne i psychiczne zdrowie innych ludzi.

Kiedy zdobyłem w Europie wystarczająco dużo wiedzy i doświadczenia, postanowiłem polecieć do Meksyku. W ciągu następnych dziesięciu lat zrealizowałem tam setki przedstawień, które w większości nawiązywały do teatru absurdu. Wystawiałem dzieła Samuela Becketta, Eug?ne Ionesco, Jean Tardieu, Fernando Arrabala, Aurusta Stridberga, Leonory Carrington, Michela de Ghelderode, Federica Garcii Lorki, Franza Kafki, Nikołaja Gogola i własne. W pewnym momencie stwierdziłem, że mam już dość przedstawień, podczas których aktorzy recytują wyuczone kwestie przed bierną widownią. W 1970 roku postanowiłem więc zrezygnować z wystawiania dzieł napisanych z myślą o teatrze i zastąpiłem je książkami dotyczącymi filozofii i psychoanalizy. Zacząłem od przygotowania scenicznej adaptacji Tako rzecze Zaratustra Nietzschego. Wzięli w niej udział znani aktorzy, którzy pod moim kierownictwem występowali nago.

Robiłem wszystko, aby w tych eksperymentalnych poszukiwaniach pójść jeszcze dalej. Dokonałem adaptacji książki W co grają ludzie: psychologia stosunków międzyludzkich Erica Berne'a, który chciał uprościć psychiatryczny żargon w taki sposób, aby pomóc terapeucie i pacjentowi w znalezieniu wspólnego języka. Tekst ten miał kluczowe znaczenie dla narodzin analizy transakcyjnej. Dodałem do niego książkę Listen, Little Man! Wilhelma Reicha. Była to moja pierwsza próba stworzenia teatru terapeutycznego. Przedstawienie przewidywało nadciągające katastrofy ekologiczne i opierało się na scenkach odgrywanych przez dzieci, rodziców i "dorosłych" (zdrowe osoby, które postanowiły żyć całkowicie w teraźniejszości). Natychmiast odniosło ono sukces i od swojego powstania regularnie pojawia się w teatrach w mieście Meksyk. Co roku jest wystawiane przez inne grupy studenckie.

Chęć znalezienia metod artystycznego uzdrawiania sprawiła, że odrzuciłem strukturę teatru. Zacząłem wykonywać improwizowane performance'y w miejscach, w których nikt się tego nie spodziewa: w szkołach malarstwa, na cmentarzach, w domach opieki, w autobusach i tak dalej. Nie pracowałem już z aktorami, których celem jest pełne wczucie się w określoną rolę. Moimi współpracownikami stały się osoby mające poczucie, że zostały odseparowane od swojej prawdziwej jaźni przez rodzinę, społeczeństwo i kulturę. Byli to ludzie, którzy chcieli zrezygnować z odgrywania "ról" i znaleźć swoją prawdziwą tożsamość, swoje podstawowe jestestwo. Wykonywałem wraz z nimi szokujące improwizacje, podczas których uczestnicy ukazywali zdumionym obserwatorom swoje mentalne, emocjonalne i seksualne obsesje oraz najskrytsze obawy.

Zacząłem tworzyć "akty efemerycznej paniki". Najważniejsze z nich odbyły się w 1962 roku w Meksyku w Akademii Sztuk Pięknych w San Carlos oraz w 1965 roku we Francji podczas Paryskiego Festiwalu Wolnej Ekspresji. Doprowadziły one ostatecznie do powstania techniki, którą nazwałem "psychomagią"2. Polega ona na wykonywaniu w codziennym życiu uzdrawiających czynności (przypominających marzenia senne), których celem jest rozpuszczenie nieuświadamianej blokady.

Za sprawą owych aktów przeciwstawiłem się psychoanalitycznemu podejściu, które dąży do przekształcenia języka nieświadomości (snów, przejęzyczeń, synchroniczności) w zrozumiały język mający racjonalne wyjaśnienia. Postanowiłem, że spróbuję nauczyć swój intelekt języka nieświadomości, który w znacznej mierze składa się z obrazów i działań sprzecznych z logiką. Słowa pokazują problem, ale nie są w stanie go rozwiązać. Spośród wszystkich technik werbalnych tylko modlitwy i inkantacje mogą uzdrowić Nieświadomość, ponieważ są dla niej zrozumiałe. Jeśli chcemy przekształcić nieświadomy umysł w opiekuńczego sprzymierzeńca, musimy go oczarować za pomocą dramatycznych lub poetyckich aktów nawiązujących do natury. Nieświadomość akceptuje metaforyczne czynności w taki sam sposób, w jaki akceptuje efekt placebo. Popędów nie da się załagodzić przy użyciu sublimacji. Możemy jednak zrobić to za sprawą aktu, który zaspokoi je w symboliczny sposób.

W pewnym momencie poczułem, że chcę wzbogacić swoją działalność artystyczną. Nie miałem jednak zamiaru poszukiwać nowych inspiracji u innych artystów. Zamiast tego postanowiłem nawiązać kontakt z czysto duchowymi źródłami. To właśnie dlatego w 1968 roku zacząłem praktykować medytację zen pod okiem Ejo Takaty - japońskiego mnicha, który w tamtym czasie od czterech lat mieszkał w mieście Meksyk. W jego zendo (przestrzeni medytacyjnej) praktykowało wielu lekarzy i psychiatrów. Za ich sprawą podczas pobytu w świątyni w Cuernavaca poznałem dr. Ericha Fromma. Ten wybitny psychoanalityk i autor wielu książek (między innymi Ucieczka od wolności oraz Buddyzm zen i psychoanaliza) mieszkał w tej wiosce, ponieważ tamtejszy łagodny klimat sprzyjał leczeniu jego problemów z sercem.

W pewnym momencie psychoanaliza zmieniła się w długie dyskusje na temat Biblii i buddyzmu. Fromm poprosił mnie więc, abym poprowadził dla jego uczniów zajęcia dotyczące mowy ciała. Dzięki temu mogłem przyjrzeć się głębokiemu rozdźwiękowi pomiędzy intensywną pracą mentalną analityków a ich brakiem wprawy w kontakcie z własną fizycznością. Podejmowane przez nich próby eksplorowania nieświadomości opierały się wyłącznie na słowach.

Zawarłem to cenne doświadczenie - wraz z wiedzą zdobytą dzięki Ejo Takacie - w moim filmie Kret (1970). Opowiedziałem w nim o relacji syna z ojcem, która jest pełna konfliktów, a zarazem miłości. Kret stał się kultowym dziełem. Niedługo później John Lennon i jego amerykański producent Allen Klein zorganizowali dla mnie pieniądze, których potrzebowałem na nakręcenie kolejnego filmu, zatytułowanego Święta góra (1973). Znów zacząłem myśleć o tworzeniu sztuki, która byłaby w stanie wzbogacić świadomość odbiorców. "Chcę, aby po obejrzeniu mojego filmu ludzie wychodzili z kina odmienieni do końca życia".

Te wygórowane nadzieje spowodowały, że rzuciłem się w wir badań dotyczących psychologii, ezoteryki, symboli i religii. Zasięgałem porad u wielu ludzi, między innymi u Oscara Ichazy, który stworzył w mieście Arica szkołę nawiązującą do "ruchu ludzkiego potencjału". Zalecał on swoim uczniom serię ćwiczeń opartych na Enneagramie - wywodzącym się z islamu metafizycznym/psychologicznym systemie typów charakterologicznych, złożonym z dziewięciu różnych aspektów "ja". Reżyserowanie tych dwóch filmów stało się dla mnie nie tylko doświadczeniem artystycznym, ale również bodźcem do rozwoju duchowego i poszukiwań psychologicznych.

W tamtym czasie zainteresowałem się pracami René Guénona i jego analizą tradycyjnych symboli. Zgłębiłem również koncepcje Fritza Perlsa - jednego z twórców terapii Gestalt. Następna faza moich poszukiwań rozpoczęła się w roku 1974. Miałem poczucie, że lata spędzone w Ameryce Północnej i Ameryce Łacińskiej bardzo mnie wzmocniły. Postanowiłem ponownie zamieszkać w Europie i wszedłem w nowy etap swojego życia.

Francuski producent filmowy Michel Seydoux zaproponował mi, abym wyreżyserował film Diuna oparty na powieści Franka Herbera o tym samym tytule. Był to niezwykle ambitny projekt. Jego celem było bowiem stworzenie superprodukcji, która mogłaby konkurować z hollywoodzkimi filmami science fiction. Kolosalny budżet pozwolił mi nawiązać kontakt z aktorami i artystami, których podziwiałem. W pracach nad filmem mieli uczestniczyć między innymi Moebius, H. R. Giger, Dan O'Bannon, Chris Foss, Salvador Dalí, Orson Welles, Glora Swanson, David Carradine i Udo Kier. Oprawę muzyczną miały przygotować zespoły Pink Floyd, Tangerine Dream i Magma. Przez dwa lata przygotowywałem scenariusz, ale ostatecznie nie udało się zrealizować tego filmu z powodu problemów z dystrybucją w Ameryce.

Ten niedokończony projekt pozwolił mi nawiązać kontakt z paryskim środowiskiem ezoterycznym, które w tamtym czasie dosłownie rozkwitało. Studiowałem kabałę pod okiem A. D. Grada - niezwykle mądrego autora książki Le livre des principes Kabbalisticques. Zgłębiałem tajemnice cygańskiej magii, o której opowiadał mi znawca tej tematyki Pierre Derlon. Poznawałem koncepcje fizyka matematycznego Jacques'a Ravatina, który zasugerował, że fale tworzą nie tylko trójwymiarowe kształty, ale również określone struktury. Studiowałem idee stuletniego alchemika i maga Pierre'a Cartiera, który zdobył sławę wśród iluzjonistów za sprawą swoich sztuczek z papierosami. Interesowałem się również działalnością nowatorskiego lekarza dr. Jeana Valneta, który eksperymentował z fitoterapią, koloroterapią i aromaterapią. Wszyscy ci eksperci udzielali mi cennych wskazówek. Przez dwa lata codziennie rano chodziłem do Biblioteki Narodowej. Gdy tylko ją otwierano, pogrążałem się w lekturze osiemnastowiecznych ksiąg dotyczących tarota marsylskiego, który jest potężnym narzędziem metafizycznym. Po wyjściu z biblioteki pracowałem natomiast nad moim filmem.

Doktor Valnet zapoznał mnie ze swoim współpracownikiem, wybitnym fitoterapeutą, dr. Jeanem-Claudem Laprazem, który w każdy weekend wysyłał do mnie czterech swoich pacjentów, abym przy użyciu tarota zbadał przyczyny ich dolegliwości. Był to dla mnie okres intensywnej nauki. W mojej duszy doszło do zjednoczenia sztuki i terapii.

Gdy próbujemy pokonać chorobę, nie możemy ograniczać się wyłącznie do koncepcji naukowych. Artystyczny punkt widzenia równoważy perspektywę lekarza, który potrafi zrozumieć problemy biologiczne, ale nie dysponuje technikami pozwalającymi odkryć cudowne wartości ukryte w każdym człowieku. Jeśli pacjent chce wyzdrowieć, musi dotrzeć do swojego prawdziwego "ja" i pozbyć się tożsamości, która została mu narzucona przez innych ludzi. Źródłem wszystkich chorób są otrzymane w dzieciństwie nakazy zmuszające nas do robienia rzeczy, na które nie mamy ochoty. Za sprawą tych ograniczeń nie możemy być tym, kim naprawdę jesteśmy. Problemy zdrowotne, depresja i strach biorą się z braku świadomości, z zapomnianego piękna, z tyranii rodziny oraz z ciężaru przestarzałych tradycji i religii.

Aby pacjent mógł wyzdrowieć albo otrzymać pomoc w dotarciu do swojego prawdziwego "ja", musi zdać sobie sprawę z tego, że nie jest odizolowaną jednostką, lecz owocem co najmniej czterech pokoleń swoich przodków. Jeżeli nie znamy duchowej i materialnej spuścizny naszego drzewa genealogicznego, nie jesteśmy w stanie poznać samych siebie. Struktura klanu rodzinnego nie powinna jednak być analizowana i interpretowana w taki sposób, jakby człowiek był maszyną biologiczną. Kompleksowe dwudziestowieczne teorie psychologiczne zostały stworzone przez niezwykle błyskotliwych psychiatrów, takich jak Freud, Groddeck czy Reich. Zaowocowały one jednak powstaniem fałszywego i szkodliwego przekonania, że jeśli chcemy zbliżyć się do ludzkiej duszy, każdy nasz krok musi opierać się na badaniach naukowych. Carl Gustav Jung zdawał sobie sprawę z błędności tego podejścia:

Intelekt faktycznie czyni duszy szkodę, kiedy bezpodstawnie próbuje się wykazać posiadaniem tego, co jest dziedzictwem ducha. Duch mianowicie jest czymś wyższym niż intelekt, jako że mieści w sobie zarówno intelekt, jak i uczucia3.

Świadoma istota ludzka nie może być analizowana w taki sposób, jakby nie dysponowała zdolnością do wprowadzania zmian - jakby była ciałem-przedmiotem pozbawionym duchowości. Nieświadomość zasadniczo sprzeciwia się logice. Gdy redukujemy ją do naukowych wyjaśnień lub uniwersyteckich rozważań, staje się martwa. Jung stwierdził również:

(...) wiem, że uniwersytety nie oddziałują już w oświecający sposób. Ludzie są obecnie znużeni specjalizacją w nauce i racjonalistycznym intelektualizmem. Pragną usłyszeć prawdy, które raczej dawałyby im większą swobodę, a nie krępowały, które by nie mąciły, ale oświecały, które by nie spływały po nich jak woda, lecz przenikałyby ich do głębi.

Z tego właśnie powodu żaden dyplom nie może zagwarantować, że psychoterapeuta jest kompetentny. Abyśmy mogli pomóc drugiemu człowiekowi w powrocie do zdrowia, musimy nie tylko zrozumieć jego dolegliwości, ale również dostarczyć mu elementów, które pozwolą mu na wprowadzenie niezbędnych zmian. Lekarze troszczą się wyłącznie o ciało chorego. Stawiają diagnozę, po czym wypisują receptę lub wykonują zabieg chirurgiczny. Osoby uważające się za terapeutów zbyt często nie potrafią odkryć przyczyny bólu odczuwanego przez pacjenta ani nawet nazwać jego dolegliwości. Być może w pewnym momencie klient stwierdzi: "Znam już przyczynę moich problemów. W jaki jednak sposób mogę je rozwiązać?". Ci rzekomi terapeuci nie są w stanie odpowiedzieć na to pytanie.

W kulturach prymitywnych szaman jest przeważnie artystą, a jednocześnie ekspertem od leczniczych i halucynogennych roślin, które mają terapeutyczne działanie i pozwalają podróżować do innych rzeczywistości. Ów znachor (lub znachorka) jest zarówno uzdrowicielem, jak i lekarstwem - jest źródłem żywych informacji, za sprawą których chora osoba może na nowo odkryć własne zasoby.

Gdy przestajemy być niewolnikami uniwersyteckich nakazów, wszystkie style i podejścia mogą nam coś zaoferować. Właśnie dlatego w moich poszukiwaniach duchowych nigdy nie powstrzymywałem się przed zgłębianiem orientalnych filozofii ani religijnych i ezoterycznych przekazów. Moim celem jest znalezienie kluczy do uniwersalnego zrozumienia istoty ludzkiej. U podstaw mojego podejścia do drzewa genealogicznego leżą następujące słowa wypowiedziane przez Buddę: "Świat płonie! Twój dom stoi w płomieniach! Nie pytaj więc o to, jak przebiega proces tworzenia świata ani jakie prawa nim rządzą. Myśl tylko o tym, w jaki sposób możesz ocalić własną osobę!".

W jaki sposób możemy służyć innym? W jaki sposób możemy być pomocni? W jaki sposób możemy udzielać ludziom konkretnych wskazówek dotyczących procesu zdrowienia i nie ograniczać się wyłącznie do wyjaśniania problemów?

W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że istotę pracy terapeutycznej można wyrazić następująco: prawdą jest to, co jest użyteczne w danym momencie, w danym miejscu i dla danej osoby. Powiedziałem sobie: "Niezbyt dużo wynika ze stwierdzenia, że wszechświat istnieje za sprawą czystego zbiegu okoliczności. Znacznie bardziej pomocne jest przekonanie o tym, że jego celem jest tworzenie Świadomości".

Od czasów Freuda akceptujemy istnienie strefy mentalnej, która jest niesłusznie nazywana "Nieświadomością". Uważamy, że przestrzeń ta jest niedostrzegana przez nasz świadomy umysł i zawiera prymitywne instynkty, traumy oraz wspomnienia dotyczące przeszłości zarówno jednostki, jak i zbiorowości. Nie bierzemy jednak pod uwagę przyszłych projektów, które znajdują się wewnątrz materii od czasów poprzedzających narodziny życia. Jest to spowodowane naszym przekonaniem, że wszechświat rozwija się bez żadnego zamierzonego celu.

Ludzki duch dąży przede wszystkim do dwóch rzeczy: mądrości i nieśmiertelności. Nieświadomość musi więc obejmować dwie strefy. Pierwsza z nich jest wytworem dawnych doświadczeń i zawiera nasze zwierzęce instynkty. Możemy nadal nazywać ją "Nieświadomością" w ścisłym znaczeniu. W drugiej strefie natomiast znajduje się potencjalna moc mutacji, których celem jest rozwijanie istot w zgodzie z kosmiczną Świadomością. Przyczyną tych przemian nie są nasze dawne przeżycia, lecz przyszłe możliwości, które manifestują się w poetyckich i profetycznych stanach. Tę strefę możemy nazwać "Nadświadomością".

Rozwijamy się na planecie biorącej udział w kosmicznym tańcu, w trakcie którego wszystko pojawia się, znika i ulega transformacji. W jaki więc sposób możemy go zdefiniować? Jeśli chcemy znaleźć istotę naszego jestestwa (trwałe "ja" manifestujące się w nietrwałym świecie), musimy spojrzeć poza granice materialnego wszechświata, utożsamić się z naszym kreatywnym centrum i rozbudzić w sobie przekonanie, że urodziliśmy się po to, aby aktywnie uczestniczyć w ewolucji kosmosu. Indywidualne "ja" i kosmiczne "my" mogą ulec zjednoczeniu wyłącznie w Świadomości. W alchemii ideał ten był wyrażany w symbolicznej formie. Alchemicy dążyli do tego, aby uduchowić materię, a jednocześnie zmaterializować ducha. Gdybyśmy przetłumaczyli ten mechanizm na język psychologii, moglibyśmy powiedzieć, że ego (własne "ja") musi zostać zintegrowane z nieświadomością, a nieświadomość musi zostać zintegrowana z ego. Nasza indywidualność została stworzona przez rodzinę, społeczeństwo i kulturę. Jest powiązana z materiałem bazowym (gniciem, nigredo, żelazem), który alchemicy transformują w złoto, w Istotę esencjalną, w Świadomość.

Zapytałem siebie: "W jaki sposób się przeobrażam?". Doszedłem do wniosku, że muszę pozbyć się nietrwałych rzeczy o niewielkiej wartości i skoncentrować się na zdrowiu, a nie na pragnieniach. Zdałem sobie sprawę, że na poziomie świadomości zbiorowej jestem nieśmiertelny. Odwiązałem mentalne kotwice i osiągnąłem wolność. Subiektywne treści przestały oddzielać mnie od kreatywnej energii niezbędnej do osiągnięcia stanu jedności. Postanowiłem, że będę żył pełnią życia, a jednocześnie uwolnię się od ziemskich trosk i będę zachowywał się tak, jakbym już był martwy. Przestałem czuć związek z moją "tożsamością", za pomocą której definiowałem własną osobę.

Wysoki poziom Świadomości możemy osiągnąć wyłącznie dzięki wytrwałym, nieustającym, intensywnym i zawziętym staraniom. W trakcie tego procesu musimy uśmiercić swoje dotychczasowe "ja" i odrodzić się w nowej formie. Nasze imię i narodowość nie mogą ograniczać naszych ponadjednostkowych dążeń. Powinniśmy przestać uważać się za osobę racjonalną lub irracjonalną, młodą lub starą, płci żeńskiej lub płci męskiej. Dzięki temu zaczniemy cieszyć się spokojem anonimowości pod naszymi indywidualnymi maskami i zlikwidujemy granice oddzielające ludzi od świętości. Jesteśmy tym, czym jesteśmy, a jednocześnie tym, czym nie jesteśmy.

Gdy całkowicie skoncentrowałem się na tych staraniach, dotarło do mnie, że jeśli chcę uzdrawiać siebie i innych, powinienem zaakceptować hipotezę, wedle której każdy człowiek może rozwijać Świadomość bez żadnych ograniczeń. Uznałem bowiem, że takie podejście jest najbardziej pomocne.

Jeżeli spojrzymy na zapłodnioną komórkę jajową pod mikroskopem, zobaczymy mały pulsujący punkcik w kolorze czerwonym: zaczątek serca. Rytm poprzedza pojawienie się wnętrzności. Serce istnieje dzięki temu, że chce pulsować. Powstało, aby pełnić konkretną funkcję. Kiedy już to sobie uświadomimy, powinniśmy zadać sobie pytanie: "Dlaczego nie dostrzegam faktu, że mózg wcale nie tworzy Świadomości, lecz jest czymś w rodzaju anteny, która ją odbiera?". Źródłem naszego istnienia jest Świadomość - niepojęta, wszechpotężna i niezgłębiona tajemnica, która według mnie jest "święta". Wraz z upływem czasu przybiera ona formę energii, a następnie zmienia się w ciało fizyczne. Kiedy więc mówimy o początkach swojego drzewa genealogicznego, musimy wziąć pod uwagę również jego kosmiczne korzenie.

Nasz mózg jest prawdopodobnie najbardziej złożonym obiektem we wszechświecie. Zawiera ponad sto miliardów neuronów - komórek wyposażonych w jądro pełniące funkcję miniaturowego odbiornika/nadajnika. Neurony łączą się ze sobą nawzajem i tworzą sieci, które przesyłają informacje w formie impulsów elektrycznych. Przychodzimy na świat wyposażeni w neuronowy potencjał przyszłego człowieka. W okresie niemowlęcym jesteśmy jednak kompletnie niesamodzielni. Stopniowo budujemy sieć kontaktów z krewnymi, którzy dzielą się z nami swoją wiedzą. Dziedziczymy po nich przeróżne doświadczenia. Przeżycia te są nam jednak przekazywane w ograniczonej formie narzuconej przez język "ojczysty". Powoduje to, że w naszym wnętrzu powstają bierne stany mentalne złożone z bardzo niewielkiej liczby połączeń. W ten sposób trafiamy do kulturowego więzienia, z którego nie potrafimy się wydostać.

Energia przepływająca przez neurony jest przez naukę definiowana jako elektryczna. Równie dobrze może ona jednak być uważana za przejaw uniwersalnej Świadomości, która tworzy w naszych mózgach ogromną strukturę zbudowaną ze wszystkich możliwych połączeń pomiędzy komórkami: umysł przyszłego człowieka. Możemy też uznać, że ta tajemnicza energia jednoczy całą Świadomość we wszechświecie. Społeczeństwo, kultura i rodzina walczą jednak o to, aby jednostka była posłuszna woli swoich przodków. Nagromadzenie idei, uczuć, pragnień i odziedziczonych potrzeb powoduje, że w większości przypadków kultywowanie rodzinnych tradycji stoi w sprzeczności z rozwojem duchowym i utrzymuje ludzi na niskim poziomie Świadomości.

Drzewo genealogiczne działa jak pułapka. Nakłada bowiem swoje treści i ograniczenia psychologiczne na doskonałość kosmicznego projektu przyszłych pokoleń. Za jego sprawą ludzie przekazują potomstwu swoje obawy, pretensje, frustracje i złudzenia. Płód przebywający w łonie matki otrzymuje od niej rozkazy, które zmuszają go do naśladowania modelu odziedziczonego po przodkach. Rodzina po prostu nie akceptuje tego, że nowy człowiek może powstać z "niczego" i nie potrzebuje żadnego zewnętrznego modelu.

Każda osoba jest produktem dwóch sił: siły naśladownictwa (kierowanej przez grupę rodzinną, która opiera swoje działania na przeszłości) i siły kreatywności (kierowanej przez Świadomość z przyszłości). Niektórzy rodzice ograniczają swoje dzieci i zmuszają je do tego, aby dostosowały się do określonych planów i nakazów ("będziesz tym lub tamtym", "jesteś taki, a nie inny", "będziesz nas słuchać i rozpowszechniać nasze idee i przekonania"). Tego rodzaju postawa stoi w sprzeczności z przyszłymi projektami ewolucyjnymi. Za jej sprawą rodzina pogrąża się w różnego rodzaju chorobach psychicznych i cielesnych. Gdy tylko płód zaczyna wykształcać swój indywidualizm, jego Świadomość cierpi z powodu owego konfliktu między "tworzeniem" a "naśladowaniem". Jeżeli dziecko ma niewiele cech psychologicznych wykreowanych przez rodziców, możemy uznać, że Świadomość przezwyciężyła wpływ modeli narzuconych przez poprzednie pokolenia. Jeśli jednak dziecko staje się kopią swoich rodziców lub dziadków, oznacza to, że Świadomość została pokonana. Kreatywne dusze należą do rzadkości. Naśladowczych dusz jest natomiast mnóstwo. Dusze kreatywne muszą nauczyć się komunikować i kultywować swoje wartości. Dusze naśladowcze muszą natomiast uwolnić się od ograniczeń i nauczyć się tworzyć. Muszą stać się swoim prawdziwym "ja" i przestać dopasowywać się do oczekiwań rodziny, społeczeństwa lub kultury.

Klan rodzinny działa jak organizm. Gdy jeden z jego członków doświadcza przemian, cała struktura na to reaguje - pozytywnie lub negatywnie. Drzewo jest częścią lasu. Piękne drzewo, które rodzi trujące owoce, nie jest dobre. Sękate drzewo, które rodzi zdrowe owoce, jest dobre. Człowiek rozwijający swoją Świadomość staje się dobrym owocem i nadaje swojemu drzewu nowe znaczenie. Cierpienie przodków - narcystyczne rany, upokorzenia, wstyd i poczucie winy - zyskuje wtedy sens. Reakcja rodziny pociąga za sobą reakcję otoczenia społecznego. Każdy człowiek ma dwa podstawowe cele. Pierwszym jest zaspokojenie biologicznej potrzeby spłodzenia dziecka i opiekowanie się osobami potrzebującymi pomocy. Drugim jest natomiast zintegrowanie się z grupą społeczną i przestrzeganie jej reguł. Społeczeństwo nie mogłoby istnieć, gdyby poszczególne rodziny unikały ze sobą kontaktu i pozwalały sobie na tendencje separatystyczne. To właśnie dlatego drzewo genealogiczne staje się więzieniem zbudowanym z sieci rozkazów oraz społecznych i kulturowych zobowiązań, między innymi tabu kazirodztwa, za sprawą którego klan rodzinny musi mieszać się z resztą ludzkości i nie może zamknąć się w sobie. W niektórych przypadkach te nakazy i zobowiązania mogą oczywiście pomagać w odkryciu naszej podstawowej natury. Każda kultura narzuca ludziom wzorce zachowań, które bazują na jej mitach i religijnych przekonaniach lub ideologiach. Tradycje rodzinne mogą więc wyglądać zupełnie inaczej w różnych społeczeństwach. Rodzina nie musi opierać się na modelu monogamicznym. W niektórych kulturach mężczyźni mogą mieć wiele żon, a w innych kobiety mogą żyć z wieloma mężczyznami. W niektórych kulturach bezdzietny mężczyzna jest zobowiązany do poślubienia wdowy po swoim nieżyjącym bracie. W innych natomiast zmarła żona musi zostać zastąpiona przez młodszą siostrę. Urodziliśmy się w określonej kulturze, w określonym czasie i w określonym kraju. Gdybyśmy mówili innym językiem albo przyszli na świat w innym kontekście cywilizacyjnym i historycznym, nie bylibyśmy osobami, którymi jesteśmy obecnie. Wszystkie te ograniczenia są zależne od pamięci. Narzucają nam kulturową jaźń, przez co zmuszają nas do powtarzania określonych wzorców. Jednocześnie jednak możliwości oferowane przez przyszłość popychają ludzkość w kierunku zmian. Przekształcają cierpienie w uświadamianą energię i pomagają w odkrywaniu naszego podstawowego jestestwa.

Nasza kulturowa jaźń jest kształtowana przez osoby, które nas wychowują. Opiekunowie chcą być naśladowani przez dziecko i zmuszają je do akceptowania ich projekcji. Oczekują od niego, aby w przyszłości wykonywało określony zawód, popierało określone idee religijne lub polityczne i podporządkowało się negatywnym prognozom klanu rodzinnego: "Jeżeli to zrobisz, zniszczysz własną osobę", "Jeśli to zrobisz, prędzej czy później zostaniesz żebrakiem", "Jeśli będziesz uprawiała seks przed ślubem, zostaniesz prostytutką". Umysł ma skłonność do realizowania tych przewidywań. Nieświadomość przekształca je w nakazy, przez co stają się one czymś w rodzaju klątwy, która domaga się urzeczywistniania w codziennym życiu człowieka.

Jednocześnie jednak Istota esencjalna zaprogramowana przez Nadświadomość dostarcza umysłowi wzniosłych aspiracji, które są przeważnie redukowane do zwykłych iluzji przez pamięć rodzinną. Gdy przybierają formę utopijnych marzeń, zazwyczaj stają się źródłem cierpienia. Kiedy natomiast manifestują się jako chęć zmieniania świata, zwykle wywołują rozpacz. Jaźń kulturowa i Istota esencjalna bezustannie wchodzą ze sobą w interakcje. Czasem ze sobą walczą, a kiedy indziej łączą siły. Każdy człowiek zawiera w sobie swoich pradziadków, dziadków i rodziców. Może to być dla niego korzystne albo szkodliwe. Siła naśladownictwa i siła tworzenia są dynamiczne i niewyczerpane. Pierwsza z nich zmusza nas do powtarzania określonych wzorców, a druga do poszukiwania prawdziwego "ja". Ludzie mogą otrzymać od swoich pradziadków, dziadków i rodziców zarówno pozytywne, jak i negatywne wyobrażenia. Z tego względu każdy członek rodziny posiada dwoistą naturę, która zawiera w sobie światło i ciemność. W jego wnętrzu znajdują się dwa pola, które są wobec siebie sprzeczne, a jednocześnie wzajemnie się uzupełniają. Duchowi ulegającemu materializacji w każdej chwili towarzyszy materia ulegająca uduchowieniu. Nadświadomość idzie w parze z Nieświadomością, chęć kształtowania przyszłości idzie w parze z chęcią powtarzania przeszłości, podstawowe jestestwo idzie w parze ze społeczno-kulturową jaźnią, a pragnienie tworzenia idzie w parze z pragnieniem naśladowania. "Metagenealogią" nazywam analizowanie zbieżnych i komplementarnych wobec siebie aspektów drzewa genealogicznego, które jest jednocześnie skarbem i pułapką.

Badanie genealogii wymaga od nas, abyśmy zrozumieli fundamentalne znaczenie związku dwojga ludzi. Tego samego wymaga od nas tarot, w którym Papież uzupełnia się z Papieżycą, Cesarz uzupełnia się z Cesarzową, a Słońce uzupełnia się z Księżycem. Z tego względu doszedłem do wniosku, że niniejsza książka powinna zostać napisana przez parę. Poprosiłem o pomoc Mariannę Costę, z którą przygotowałem wcześniej publikację pt. The Way of Tarot: The Spiritual Teacher in the Cards (Inner Traditions, 2009). Uznałem, że będzie ona idealną współpracowniczką, ponieważ doskonale rozumie moje koncepcje dotyczące drzewa genealogicznego i od ponad dziesięciu lat korzysta z nich podczas spotkań ze swoimi klientami. Bez jej pomocy nigdy nie ukończyłbym tej książki.

1 René Descartes, Namiętności duszy, tłum. Ludwik Chmaj, Wydawnictwo ANTYK, Kęty 2001.

2 Zobacz: Alejandro Jodorowsky, Psychomagia, tłum. Łukasz Żyła, Okultura, Warszawa 2012.

3 Carl Gustav Jung, komentarz do Taoistycznego sekretu złotego kwiatu, tłum. Adam Sobota, Wydawnictwo Wrocławskie, Wrocław 1999.

ROZDZIAŁ 2

Wprowadzenie

Podstawy jodorowskianizmu

Przed rozpoczęciem podróży inicjacyjnej i zbadaniem własnego drzewa genealogicznego powinniście poznać kilka pomocnych koncepcji teoretycznych. W większości nie przynależą one do królestwa klasycznej psychologii, ale z pewnością są dobrze znane osobom prowadzącym poszukiwania duchowe. Chcemy również na wstępnie dokładnie wyjaśnić, czym jest opisywana przez nas "praca nad swoim ja - nad własną osobą". Nasze przemyślenia podeprzemy wskazówkami dotyczącymi tarota marsylskiego, który jest według nas pomocnym "narzędziem refleksji". Z tego względu pokrótce opiszemy jego podstawowe zasady.

TERAŹNIEJSZOŚĆ JEST JEDYNĄ RZECZYWISTOŚCIĄ, A JEDNOSTKA JEST OSTATECZNĄ PRAWDĄ O ISTNIENIU

Metagenealogia nie jest "terapią" w ścisłym tego słowa znaczeniu. Jest ona raczej metodą pracy z umysłem, dzięki której możemy zrozumieć wpływające na nas aspekty przeszłości, a jednocześnie nadać kształt przyszłym wydarzeniom.

Prawda jest taka, że analizowanie drzewa genealogicznego wymaga od nas, abyśmy zmienili swój sposób myślenia o czasie i uwolnili się od takich koncepcji, jak przeszłość (wcześniej), teraźniejszość (teraz) i przyszłość (później). Rzeczywistość przypomina strużkę wody wypływającą z fontanny. Nie jest stała i nigdy nie przybiera żadnego konkretnego kształtu. W każdej chwili pojawia się na nowo. Wszechświat nie ma przeszłości ani przyszłości. Istnieje wyłącznie wieczne "teraz", które nigdy nie przestaje się manifestować.

Po przeanalizowaniu swojego drzewa genealogicznego klient zaczyna po prostu płynąć naprzód. Towarzyszą mu zarówno jego przodkowie (dziadkowie, ciotki, wujkowie, rodzice), jak i jego potomkowie (dzieci, wnuki i prawnuki). Klient w każdym momencie manifestuje się na nowo. Jest jednocześnie płodem, noworodkiem, dzieckiem, nastolatkiem, młodzieńcem, osobą dojrzałą i starcem. Żyjemy w teraźniejszości. Zasadniczo każdy człowiek jest odrębną jednostką czy też komórką. Ludzkość jest jednak zorganizowana według konsensusu, w którym czas jest dzielony na przeszłość, chwilę obecną i przeszłość. Powinniśmy nauczyć się postrzegać własną osobę zarówno przez pryzmat tej dualistycznej wizji czasu, jak i przez pryzmat ponadczasowości "teraz".

Poniższy wykres przedstawia metagenealogiczny sposób postrzegania człowieka na środku jego drzewa rodzinnego.

Dzięki temu schematowi jesteśmy w stanie szybko zrozumieć naturę człowieka, który z jednej strony jest odrębną jednostką (komórką), a z drugiej strony - centrum pozornego dualizmu sił. Na samym dole i na samej górze znajdują się skrajne aspekty alchemiczej zasady dualistycznego ruchu: ducha ulegającego materializacji i materii ulegającej uduchowieniu. Alchemia powinna być tutaj rozumiana jako metaforyczny opis pracy nad własną osobą - jako metoda pozwalająca na transformację plugawej materii (neuroz, blokad, ekscesów) w drogocenną materię (Świadomość, kontakt z chwilą obecną, wolność jaźni). Materializację ducha i uduchowianie materii można również wyrazić w bardziej przystępny sposób, a mianowicie za pomocą koncepcji intencji i uważności.

Praktyka uważności polega na skupianiu świadomości na fizycznych działaniach, za sprawą których materia ulega uduchowieniu. Chodzi tu o uważne obserwowanie ruchów i doznań cielesnych, z jakim mamy do czynienia w sztukach walki, japońskich ceremoniach parzenia herbaty, psychoterapiach zorientowanych na ciało czy terapii Gestalt. Tego rodzaju metody powodują, że organizm przestaje być biernym narzędziem i zmęczonym sługą. Za ich sprawą nasze ciało jest w stanie nawiązać głęboki kontakt z teraźniejszością.

O "intencji" możemy natomiast mówić wtedy, gdy chęć podjęcia fizycznego działania natychmiast przybiera formę impulsów nerwowych, które wywołują skurcz mięśni: działanie. Mechanizm ten opiera się na reakcjach neuromotorycznych. Możemy uznać, że intencjonalny proces pomaga duchowi się materializować. To właśnie z tego założenia wywodzą się wszystkie metody oparte na rozbudzaniu określonych intencji (np. pozytywne myślenie, mistyczne recytacje czy powtarzanie mantr). Za ich pomocą możemy aktywnie wyobrażać sobie przyszłą rzeczywistość, aby mogła zamanifestować się w naszym życiu.

Powyższy wykres przedstawia pary przeciwieństw, które tylko pozornie stoją ze sobą w sprzeczności. Prawda jest taka, że w każdym momencie:

Wszechświat i Ziemia są jednością; Nieświadomość i Nadświadomość współpracują ze sobą; nosimy w sobie zarówno tendencje do powtarzania znanych schematów odziedziczonych po poprzednich pokoleniach, jak i chęć urzeczywistniania nowej, nieznanej przyszłości; podstawowe jestestwo (które jest autentyczne i niepowtarzalne) współistnieje z jaźnią kulturową (która jest nabyta i zbiorowa); zdolność do tworzenia jest wbudowana w nawyk naśladowania; uważamy swoją linię rodową za skarb, ale jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że do pewnego stopnia jest ono czymś w rodzaju pułapki.

Gdy skupiamy się na teraźniejszości, doświadczamy zarówno cierpienia naszej efemerycznej natury, jak i radości płynącej z życia. Można powiedzieć, że uzdrawianie drzewa genealogicznego polega na zaakceptowaniu własnej śmiertelności i trwałej nietrwałości wszystkich rzeczy. Jest to cena, którą musimy zapłacić, aby móc odkryć wielką radość życia i uświadomić sobie, że z jednej strony jesteśmy odrębnymi jednostkami, a z drugiej strony stanowimy jedną całość. W rezultacie uwolnimy się od cierpienia spowodowanego utratą wszystkiego, co jest dla nas cenne: ukochanych osób, ojczyzny, naszego własnego istnienia, naszego indywidualizmu, psychicznych lub fizycznych atrybutów powiązanych z naszą tożsamością i tak dalej. Powinniśmy zaakceptować nieustającą transformację, która jest prawdziwą naturą każdego człowieka i całego wszechświata. Musimy zrobić to w taki sam sposób, w jaki fontanna akceptuje wodę. Dzięki temu zrozumiemy sens maksymy surrealizmu: "Porzuć pewność na rzecz niepewności".

Uwaga! Praca z drzewem genealogicznym jest zbliżona do praktyki artystycznej i nie wymaga pomocy ze strony licencjonowanych terapeutów. Możemy jednak zgłosić się do genealoga i skorzystać z jego wskazówek w taki sam sposób, w jaki skorzystalibyśmy ze wskazówek nauczyciela muzyki czy instruktora sztuk walki. Osoba ta powinna wzbudzać naszą sympatię i posiadać umiejętność "bycia sobą", która od razu zamanifestuje się na naszych oczach.

KORZYSTANIE Z TAROTA

Tarot marsylski to ogromna struktura symboliczna, w związku z czym nie będziemy go tutaj szczegółowo omawiali. Uważamy jednak, że warto pamiętać o kilku jego zasadach. Jest on bowiem cennym narzędziem myślowym, które pomaga badać drzewo genealogiczne. Struktury tarota zawierają w sobie podstawowe założenia zachodniej symboliki i przedstawiają lustrzane rzeczywistości: ludzką i kosmiczną oraz fizyczną i psychiczną. Obie te rzeczywistości są nieskończenie małe, a jednocześnie nieskończenie duże. W tej książce będziemy regularnie nawiązywali do struktur tarota, ponieważ dostarczają one bardzo trafnego opisu istoty ludzkiej.

Numerologia ewolucyjna

Jeżeli człowiek nie chce ewoluować, nie będzie w stanie pracować nad swoim ja - nad własną osobą. Gdy kończymy etap dojrzewania fizycznego i wchodzimy w dorosłość, musimy zadecydować, czy chcemy kontynuować rozwój na poziomie psychicznym i duchowym. Z tego względu ludzie proszący o pomoc nauczyciela, przewodnika lub terapeutę często wchodzą w rolę "biernego pacjenta", który chce, aby druga osoba go leczyła, opiekowała się nim, troszczyła się o niego i uspokajała go w taki sam sposób, w jaki uspokaja się dziecko. Takie podejście jest pułapką. Można powiedzieć, że rozwój polega na stopniowym ulepszaniu własnej osoby. Za jego sprawą każdego dnia nosimy w sobie coraz mniej niepokoju. Z tego względu dobrze jest znać numerologiczną dynamikę tarota, który podsumowuje kolejne cykle ewolucji w formie dziesięciu stopni.

Dlaczego dziesięciu? Wszyscy mamy po dziesięć palców, ale każdy z nich jest niezależny od pozostałych. Liczba dziesięć symbolizuje pełnię, którą możemy podzielić na różne etapy. Dostarcza nam struktury, na której możemy oprzeć cały proces rozwoju - począwszy od kiełkującego potencjału (liczba jeden), a skończywszy na kompletnie urzeczywistnionej całości (liczba dziesięć).

Każdy etap wyłania się z poprzedniego i zostaje urzeczywistniony w następnym. Jeżeli cieszymy się dobrym zdrowiem, cyklicznie przechodzimy przez tę dynamiczną strukturę kolejnych poziomów, która przypomina spiralę. Każdy krok ma określone znaczenie numerologiczne i zawsze pozwala nam nauczyć się czegoś nowego. Być może w pewnym momencie zablokujemy się na jakimś etapie (stagnacja) albo - co gorsza - zamkniemy się w sobie i zaczniemy sprzeciwiać się wszelkiemu rozwojowi, ponieważ nabierzemy przekonania, że rozwiązaniem jest powrót do wcześniejszego stanu (regresja). Przyczyną tego rodzaju problemów może być strach, doznane niegdyś krzywdy, lenistwo i wiele innych czynników. Dynamiczny model zawarty w tarocie pomaga nam zaakceptować każdy krok i uznać go za coś niezbędnego. Dostarcza nam również informacji na temat następnej fazy rozwoju. Przyjrzyjmy się kolejnym poziomom numerologii tarota.

1. Potencjał, siła

Brak doświadczenia, potężna energia. Punkt wyjścia, z którego wyłania się Wszechświat (według teorii Wielkiego Wybuchu). Ziarno, z którego wyrośnie przyszłość. Wszystko jest możliwe.

Stagnacja lub regresja: nic się nie rozpoczyna.

2. Dojrzewanie w bezruchu

Etap gromadzenia (mocy, informacji etc.) w bezpiecznej przestrzeni. W tej fazie przypominamy ziarno leżące w ziemi albo płód rozwijający się w łonie matki. Stabilny stan. Spokojny bezruch, który przygotowuje do narodzin.

Stagnacja lub regresja: śmierć na podstawowym poziomie, brak narodzin.

3. Twórcza lub destrukcyjna eksplozja

Pierwsze działanie. Brak doświadczenia. W tej fazie jesteśmy jak kiełkujące nasionko albo jak dojrzewający nastolatek, którego ciało ulega transformacji. Etap ten przypomina gruntowne sprzątanie domu albo wyrzucanie niepotrzebnych rzeczy. Podejmujemy działanie, ale nie wiemy, dokąd nas ono zaprowadzi.

Stagnacja lub regresja: nieustające, nieproduktywne, agresywne i inwazyjne eksplodowanie we wszystkich kierunkach.

4. Stabilność, zrównoważenie

Świat staje się silniejszy. Rodzina, rząd, dom, stabilna ekonomia i tak dalej. Dobre warunki życia: pokrzepiające, zapewniające ochronę, dojrzałe.

Stagnacja lub regresja: sztywny umysł i despotyczny, ograniczony duch.

5. Pokusa, nowe spojrzenie

Na tym poziomie rozpoczynają się wszystkie poszukiwania. Możemy czuć pokusę, aby porzucić znany nam świat i odkryć nowe horyzonty.

Stagnacja lub regresja: kłamanie, nieważność, śmierć lub podstępność (przypominamy wówczas postać Tartuffe'a ze sztuki Moliera).

6. Piękno i radość jako "zasada rzeczywistości"

Na tym poziomie przestajemy ograniczać się do walki o przetrwanie i poczucie bezpieczeństwa. Trafiamy do rzeczywistości opartej na innych kryteriach. Otwiera się przed nami nowa wizja życia, która jest skoncentrowana na pięknie. Przypominamy kwitnącą roślinę: piękną, kolorową, pachnącą i pokrytą kwiatami, które wkrótce zmienią się w owoce.

Stagnacja lub regresja: narcyzm i pobłażliwość wobec własnej osoby (przypominamy wówczas roślinę, która wyschła przed wydaniem owoców).

7. Działanie w świecie

Energia zgromadzona we wszystkich wcześniejszych fazach wywołuje silne działanie. Nie jest to już jednak aktywność indywidualna i niepoparta doświadczeniem, z jaką mieliśmy do czynienia na etapie trzecim. Działanie na etapie siódmym ma charakter kolektywny i jest mocno zakotwiczone w świecie zewnętrznym. Energia tej fazy jest młoda i niebezpieczna. Jednocześnie jest jednak dojrzała za sprawą swojego doświadczenia. Działa w taki sposób, jakby znała swój cel.

Stagnacja lub regresja: zatracenie się w działaniach, destrukcyjne i wybujałe ego.

8. Doskonałość

W ósmym miesiącu ciąży płód jest już w pełni uformowany i gotów do przyjścia na świat. Ósemka symbolizuje manifestującą się doskonałość - horyzont wszystkich działań, który sam w sobie nie potrzebuje jakiejkolwiek aktywności. Nie ma nic do dodania ani nic do odrzucenia.

Stagnacja lub regresja: nadmierny perfekcjonizm, bezruch.

9. Kryzys towarzyszący przemianie

Na tym etapie przypominamy dojrzały owoc spadający z drzewa albo dziecko, które przychodzi na świat po dziewięciu miesiącach ciąży. W tej fazie porzucamy doskonałość, aby wejść do nowego, nieznanego świata. Kryzys zwiastuje początek nowego cyklu.

Stagnacja lub regresja: bezużyteczny kryzys, samotność, cierpienie.

10. Koniec cyklu albo początek następnego cyklu

Liczba dziesięć to pełne urzeczywistnienie. Nie zawiera energii, ale dysponuje ogromnym doświadczeniem. Symbolizuje moment, w którym stare rzeczy współistnieją z nowymi. Na tym etapie przypominamy poczwarkę przeistaczającą się w motyla albo dziecko, które uczy się oddychać, ale wciąż jest połączone pępowiną ze swoją matką. W tej fazie wszystko się kończy i wszystko się zaczyna. Jeśli chcemy rozpocząć nowy cykl, musimy zaakceptować pomoc z zewnątrz.

Stagnacja lub regresja: zablokowany cykl, niezdolność do dynamicznego rozwoju.

Jak widać na poniższym wykresie, po dziesiątce ponownie pojawia się jedynka. Mówiąc innymi słowy: następuje nowy początek w nowym świecie. Załóżmy na przykład, że zakończyliśmy cały cykl dotyczący intelektu, a więc doszliśmy do dziesiątki, która w tym przypadku symbolizuje umiejętność słuchania innych i odejście od sztywnych poglądów. Następnie rozpoczęliśmy zupełnie nowy cykl dotyczący uczuć lub emocji. Jako że w poprzednim cyklu nauczyliśmy się słuchać innych, będziemy w stanie zreorganizować swoje życie miłosne i nawiązać nowy rodzaj kontaktu z innymi.

Dzięki tej dynamicznej strukturze możemy uznać człowieka za istotę, które bezustannie ewoluuje. Takie właśnie podejście powinniśmy mieć podczas badania drzewa genealogicznego. Powtarzanie przeszłości odpowiada energiom stagnacji i regresji, a urzeczywistnianie przyszłości odpowiada dynamice ewolucji.

Ćwiczenie 1. Gdzie jestem?

Przetasujcie dziesięć pierwszych kart przedstawiających Wielkie Arkana (a więc karty od Maga do Koła Fortuny) i wyjmijcie jedną z nich. Wyciągnięta przez was "losowo" karta symbolizuje jeden z dziesięciu etapów cyklu numerycznego. Zadajcie sobie pytanie:

"W której części tego etapu znajduję się w chwili obecnej? Czy poruszam się płynnie (ewolucja), czy może jestem w bezruchu (stagnacja)?".

Cztery żywioły

Małe Arkana tarota są podzielone na cztery kolory (inaczej symbole), które pomagają nam zobaczyć, że świat nie jest jednolitym monolitem, lecz raczej strukturą zbudowaną z czterech różnych energii używających odmiennych języków.

Energia intelektualna (Miecze - Powietrze)

Nasze pomysły, przekonania, koncepcje i zdolność do myślenia o świecie.

Język: idee

Działanie: tworzenie wyobrażeń i wierzeń, myślenie, definiowanie rzeczy za pomocą słów

Energia emocjonalna (Puchary - Woda)

Nasze uczucia i emocje; pełne spektrum stanów emocjonalnych, które zbliżają nas do ludzi i oddalają nas od nich; umiejętność budowania relacji.

Język: odczucia

Działanie: tworzenie wszystkich form miłości i negatywnych uczuć oddzielających nas od innych

Energia seksualno-twórcza, czyli libidinalna (Buławy - Ogień)

Wszystkie możliwe formy seksualnej lub twórczej aktywności, których celem jest stworzenie czegoś nowego (dziecka, dzieła sztuki lub czegokolwiek innego).

Język: pragnienia

Działanie: tworzenie, ale również moc niezbędna do radzenia sobie z problemami (twórczy i seksualny proces przechodzenia przez trudne doświadczenia, podczas którego doświadczamy zarówno poczucia siły, jak i bezsilności)

Energia materialna (Monety - Ziemia)

Wszystko, co podtrzymuje nas przy życiu: ciało, zdrowie, równowaga, zasoby finansowe, a także miejsce, w którym mieszkamy i pracujemy.

Język: potrzeby

Działanie: zaspokajanie potrzeb życiowych, podtrzymywanie przy życiu, praca z innymi ludźmi

Powyższy podział pozwala nam również zająć się innym aspektem pracy alchemicznej, a mianowicie procesem rozpuszczania i spajania. Za jego sprawą jesteśmy w stanie wyizolować elementy tworzące nasze jestestwo oraz przebudować własną osobę w taki sposób, abyśmy stali się bardziej elastyczni i przestali wierzyć w to, że jesteśmy stabilnymi i monolitycznymi istotami kierowanymi przez "tajemnicze" siły.

Czasem nasze myśli kolidują z naszymi uczuciami, a materialna rzeczywistość mówi nam, że powinniśmy podążać ścieżką, która stoi w sprzeczności z naszymi pragnieniami. W takich momentach cztery ośrodki naszego jestestwa zaczynają siłować się ze sobą nawzajem. Zachowują się tak, jakby były czterema końmi, które są przywiązane do jednego wozu, ale które próbują biec w różnych kierunkach. Jeśli chcemy zsynchronizować nasze energie i nakierować je na określony cel, powinniśmy w pierwszej kolejności zidentyfikować czynniki zakłócające pracę poszczególnych aspektów naszego "ja". Dla przykładu: zachodnia moralność przez długi czas bała się energii seksualnej i umieszczała ją w sferze uczuć (zwłaszcza w przypadku kobiet) oraz w sferze obowiązków (zwłaszcza w przypadku mężczyzn). Mówiąc innymi słowy: często zdarza się tak, że z powodów kulturowych, społecznych i religijnych jakaś energia zostaje "skolonizowana" przez inną energię. Intelekt ogarnięty przez emocje nie jest w stanie myśleć jasno. Seksualność obciążona przekonaniami i zakazami zmienia się w wulkan cierpienia (z taką właśnie sytuacją mieliśmy do czynienia w XIX stuleciu, kiedy to niemal wszystkie osoby uprawiające zachodnią medycynę pisały broszurki na temat domniemanych zagrożeń związanych z masturbacją). W niektórych rodzinach rodzice okazywali swoje uczucia wobec potomstwa wyłącznie za pomocą pieniędzy lub wsparcia w codziennych sytuacjach. Dzieci wychowane przez te osoby są więźniami przeszłości i nie potrafią odróżnić sfery materialnej od sfery emocjonalnej. Może to prowadzić do destrukcyjnych zachowań związanych z jedzeniem lub pieniędzmi.

Każdy z czterech ośrodków może zostać owładnięty (czy też skolonizowany) przez któryś z trzech pozostałych ośrodków. W związku z tym możemy wyróżnić dwanaście wariacji (czyli dewiacji) osobowości. Jeżeli chcemy pracować nad własnym "ja", powinniśmy poszukać tych dewiacji we własnym wnętrzu. Niewykluczone, że któraś z nich zapanowała nad naszym jestestwem. Gdy już ją zidentyfikujemy, będziemy mogli sprawdzić, w jaki sposób nasze drzewo genealogiczne ją wytworzyło. Poniższa lista w żadnym wypadku nie jest wyczerpująca. Stanowi ona raczej punkt wyjścia do dalszych przemyśleń.

Gdy ośrodek intelektualny zostaje owładnięty przez:

Ośrodek emocjonalny: Za sprawą uczuciowości procesy myślowe stają się zbyt subiektywne, nieprecyzyjne i niespójne. Umysł może być nadmiernie pobudzony albo tworzyć myśli, które nas zniechęcają lub deprecjonują. Ośrodek seksualno-twórczy: Intelekt staje się kłótliwy i pojawiają się w nas seksualne obsesje. Bezgraniczna kreatywność tworząca myśli rozprasza się we wszystkich kierunkach. Ośrodek materialny: Nasze myśli stają się ultramaterialistyczne. Nie jesteśmy w stanie tworzyć abstrakcyjnych idei i nie rozumiemy zagadnień metafizycznych.

Gdy ośrodek emocjonalny zostaje owładnięty przez:

Ośrodek intelektualny: Emocjonalny chłód, wyrachowanie, niezdolność do wyrażenia emocji, wymówki spowodowane racjonalnymi wyjaśnieniami. Ośrodek seksualno-twórczy: Namiętna i zaborcza uczuciowość, zazdrość, uzależnienie emocjonalne, seksualne obsesje. Ośrodek materialny: Skłonność do szantażowania, wyrachowanie, manipulowanie emocjami innych ludzi w celu zdobycia czegoś. Miłość, która jest nakierowana na majątek drugiej osoby, a nie na jej osobowość.

Gdy ośrodek seksualno-twórczy zostaje owładnięty przez:

Ośrodek intelektualny: Oziębłość, skrajna racjonalizacja seksualności, seksualna i twórcza niemoc - zdolność do analizowania i wymyślania, ale niezdolność do tworzenia. Ośrodek emocjonalny: Czułość, która zajmuje miejsce seksualności i nie dopuszcza do siebie energii pożądania. Sentymentalna twórczość. Libido i kreatywność stają się infantylne. Ośrodek materialny: Prostytucja, przecenianie wpływu ciała lub pieniędzy na atrakcyjność seksualną, twórczość nastawiona na zysk albo intensywne poczucie materialnej niepewności, które blokuje energię twórczą i seksualną.

Gdy ośrodek materialny zostaje owładnięty przez:

Ośrodek intelektualny: Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Żyjemy w zgodzie ze sztywnymi zasadami i nie zwracamy uwagi na potrzeby ciała. Ośrodek emocjonalny: Zachowania związane z odżywianiem, finansami i światem fizycznym wyrażają potrzebę czułości (obżarstwo lub niedożywienie, bezmyślne wydawanie pieniędzy, nadmierne przywiązanie do jakiegoś miejsca, domu lub przedmiotu, ekonomiczna nędza lub wygórowane żądania dotyczące materialnych aspektów życia). Ośrodek seksualno-twórczy: Systematyczne seksualizowanie ciała, obsesja na punkcie uwodzenia, materialny nieporządek spowodowany nadmierną kreatywnością.

Człowiek jest w stanie się rozwijać, jeśli zna język i energię każdego z czterech ośrodków - jeśli myśli za pomocą intelektu, kocha za pomocą serca, pożąda i tworzy za pomocą ośrodka seksualnego i żyje zgodnie ze swoimi potrzebami. Można powiedzieć, że dwanaście dewiacji ego jest dwunastoma "apostołami" pobierającymi nauki od "chrystusowej jaźni", która jest najwyższym władcą i nauczycielem i w której wszystkie cztery ośrodki energetyczne działają prawidłowo. Oznacza to, że dostrzeganie dewiacji istniejących w poszczególnych ośrodkach pomaga odkrywać własne "ja". Wyobraźmy sobie na przykład człowieka, który w pewnym momencie przyznaje: "Mój ośrodek emocjonalny jest owładnięty przez intelekt. Nie potrafię wyrażać emocji i wymyślam sobie niezliczone wymówki, które mają na mnie szkodliwy wpływ i oddalają mnie od tego, co kocham". Ta osoba może opanować umiejętność należytego wyrażania własnego "ja" i w ten sposób naprawić zaburzony ośrodek (w tym przypadku jest to ośrodek emocjonalny). Dzięki temu intelekt (klarowność ekspresji) przestanie dominować nad ośrodkiem emocjonalnym i stanie się jego sprzymierzeńcem. Cały ten proces przebiega w następujący sposób:

Gdy ośrodek intelektualny zaczyna akceptować inne ośrodki i staje się sprzymierzeńcem:

Ośrodka emocjonalnego: Zyskujemy umiejętność słuchania innych, nasza inteligencja emocjonalna staje się bardziej otwarta, bierzemy pod uwagę bardziej subtelne aspekty naszych procesów myślowych. Ośrodka seksualno-twórczego: Odkrywamy naszą kreatywność mentalną i radość płynącą z tego, że możemy swobodnie wyrażać swoje pomysły i nie zawsze musimy wcielać je w życie. Ośrodka materialnego: Nasz intelekt jest zakotwiczony w organizmie i zwraca na niego baczną uwagę. Dzięki temu ciało może w spokoju odzyskać należną mu pozycję.

Gdy ośrodek emocjonalny zaczyna akceptować inne ośrodki i staje się sprzymierzeńcem:

Ośrodka intelektualnego: Dostrzegamy własne uczucia i rozumiemy uczucia innych ludzi. Emocje stają się dla nas klarowne. Ośrodka seksualno-twórczego: Odkrywamy przyjemność płynącą z podejmowania działań połączonych z uczuciami, a także z tworzenia pięknych lub wzniosłych emocji w naszym wnętrzu. Ośrodka materialnego: Uczymy się kochać absolutnie wszystko, a nie tylko ludzi, którzy są do nas podobni. Rozumiemy, że wszystko żyje i zasługuje na miłość.

Gdy ośrodek seksualno-twórczy zaczyna akceptować inne ośrodki i staje się sprzymierzeńcem:

Ośrodka intelektualnego: Zaczynamy rozumieć procesy leżące u podstaw pożądania i radości. Dostrzegamy je zarówno w swoim wnętrzu, jak i w innych ludziach. Ośrodka emocjonalnego: Jesteśmy otwarci na innych i umiemy ich słuchać. Tworzymy miłość i chcemy jej doświadczać. Ośrodka materialnego: Uczymy się namiętnie pragnąć wszystkiego, co już posiadamy. Mówiąc innymi słowy: odświeżamy swój sposób postrzegania tego, co już wiemy. Odkrywamy również, że pieniądze i zdrowie nie dają szczęścia, ale są przydatne.

Gdy ośrodek materialny zaczyna akceptować inne ośrodki i staje się sprzymierzeńcem:

Ośrodka intelektualnego: Intelekt, moralność lub duchowość (dharma) pozwalają zorganizować nasz czas i naszą egzystencję. Pamiętamy o naszej śmiertelności, w związku z czym nie tracimy życia. Ośrodka emocjonalnego: Nasze działania są pełne miłości i nakierowane na miłość. Dostrzegamy znaczenie pieszczot i delikatności w relacjach z innymi ludźmi. Czuła troskliwość sprawia, że nasze codzienne życie zyskuje unikatowy smak. Ośrodka seksualno-twórczego: W naszym codziennym życiu pojawia się piękno. Dopuszczamy do siebie swoją kreatywność i rozumiemy, że najlepszym wyborem zawsze jest ścieżka najpiękniejsza, a nie ścieżka najkrótsza.

Ćwiczenie 2. Polowanie na niedorzeczne poglądy

Wszyscy ludzie w mniejszym lub większym stopniu ulegają przekonaniom wytwarzanym przez schematyczne konwersacje, myśli lub obsesje, które w żaden sposób nie pomagają nam w codziennym życiu ("Życie jest ciężkie", "Mężczyźni to tępaki", "Kobiety są zbyt emocjonalne", "Pieniądze są czymś wstrętnym", "Lepiej jest umrzeć w młodym wieku" etc.). Możecie w związku z tym wykonać następujące kroki:

Zadajcie sobie pytanie: "Czy noszę w sobie jakieś niedorzeczne przekonania oddziedziczone po osobach z mojego drzewa genealogicznego?". (Niedorzeczne przekonania mogą mieć duży wpływ na nasz światopogląd. Za ich sprawą doświadczamy przeróżnych problemów, cierpień oraz blokad i nie potrafimy zdefiniować świata w użyteczny sposób). Sporządźcie listę poglądów, które regularnie pojawiają się w waszym umyśle, ale z którymi tak naprawdę się nie identyfikujecie i nie zgadzacie. Następnie skoncentrujcie się na każdym z nich po kolei i zadajcie sobie pytanie: "Która osoba z mojego drzewa genealogicznego wierzyła lub wierzy w ten pogląd? Co jest tego przyczyną?".

ROLA PRZESZKÓD

Każdy człowiek jest wytworem dwóch sił: siły naśladownictwa (kierowanej przez grupę rodzinną) i siły kreatywności (kierowanej przez uniwersalną Świadomość).

Poniższy diagram przedstawia ten podwójny wpływ w formie koncentrycznych kręgów otaczających Nieświadomość.

W samym środku znajduje się człowiek i jego indywidualna Nieświadomość. Wokół człowieka znajdują się osoby z jego drzewa genealogicznego i rodzinna Nieświadomość, która w niniejszej książce jest głównym tematem naszych rozważań. Drzewo genealogiczne jest częścią społeczeństwa, które również posiada zbiorową Nieświadomość. Nieświadomość społeczeństwa jest owocem kultury, która jest z kolei owocem ludzkości. Niewykluczone, że poza granicami Ziemi istnieje kosmiczny umysł, który jest źródłem wszelkiej Świadomości. Stanowi on odzwierciedlenie Świadomości samego wszechświata oraz "świętej" i całościowej Nieświadomości.

Możemy więc wyobrazić sobie, że każdy człowiek znajduje się w samym centrum kilku koncentrycznych kręgów symbolizujących różne warstwy Świadomości. Na poziomie planetarnym (ludzkość w swojej obecnej formie) wszyscy podlegamy siłom naśladownictwa: tradycjom, zwyczajom, zasadom, przekonaniom i tak dalej. Kiedy natomiast osiągamy poziom kosmicznego lub uniwersalnego umysłu, nawiązujemy kontakt z czystą Świadomością i nic nie przeszkadza nam w kreowaniu przyszłości.

Dynamiczną interakcję między siłą tworzenia a siłą powtarzania można przedstawić w następujący sposób:

Każdy człowiek jest ograniczany przez szereg oddziaływań pochodzących z zewnętrznego świata. Nie zmienia to jednak faktu, że twórczy proces rozwoju Świadomości (przedstawiony na poprzednim wykresie na str. 36) zachodzi nawet wtedy, gdy go nie dostrzegamy. Przeszkody wytworzone przez pełną powtórzeń edukację nie są w stanie go zatrzymać.

Nasze drzewo genealogiczne również ulega przeróżnym naciskom ze strony społeczeństwa i kultury. Kształtuje nas za pomocą sił naśladownictwa, powtarzania, konformizmu i tradycji. Nasza indywidualna Świadomość powinna pozbyć się wszystkich ograniczeń, które nie są zgodne z naszą prawdziwą osobowością. Za sprawą tego procesu będziemy mogli urzeczywistniać nowe, nieznane i oryginalne projekty.

Powyższy wykres wyraźnie pokazuje, że ścieżka Świadomości musi przejść przez drzewo genealogiczne, społeczeństwo i kulturę, aby móc połączyć się z poziomem uniwersalnym. Mówiąc innymi słowy: jeżeli przestanę powielać schematy wytworzone przez moje drzewo genealogiczne, przez otaczające mnie społeczeństwo i przez kulturę (w której zostałem wychowany i która w znacznym stopniu ukształtowała moją tożsamość), mój rozwój będzie miał korzystny wpływ na każdą z tych trzech struktur. Wyobraźmy sobie na przykład rodzinę, która znalazła się w trudnej sytuacji finansowej albo została zmuszona do emigracji. Jeżeli jeden z jej członków odniesie sukces i osiągnie dobry poziom życia, może dostarczyć pozostałym osobom informacji na temat istniejących możliwości. W ten sposób pokaże swoim krewnym, że mogą dobrze prosperować, dobrze radzić sobie w szkole i tak dalej. Jeżeli jeden z członków rodziny uwolni się od narzuconych mu ograniczeń, będzie mógł na nowo odkryć znaczenie miłości i wartość człowieka. W konsekwencji stanie się światłem, które wskaże drogę pozostałym osobom.

Wielkie rewolucje artystyczne, naukowe i kulturalne są początkowo postrzegane przez społeczeństwo jako atak na ustalony porządek. Podobnie jest na poziomie globalnym. W dzisiejszych czasach dostrzega się wartość pomysłów dotyczących zrównoważonego rozwoju i szacunku wobec zasobów naturalnych, które dawniej były uważane za utopijne. Siły naśladownictwa zawsze sprzeciwiają się innowacjom. Wynika to z tego, że tradycja (ochrona tożsamości rodzinnej, społecznej lub kulturowej) wymaga, aby członkowie zbiorowości odtwarzali jej strukturę.

Jak zobaczycie w części czwartej (która jest poświęcona związkom), dynamiczna interakcja między siłą naśladownictwa a siłą kreatywności może zostać zinterpretowana w następujący sposób: każdy człowiek jest dzieckiem swojej przeszłości, a jednocześnie niepowtarzalnym dziełem Wszechświata, przewyższającym jednostkową wolę swoich rodziców, którzy pełnią jedynie funkcję pośredników. W trakcie badania drzewa genealogicznego należy zatem przyjrzeć się szeregowi formacji i zniekształceń, które zostały narzucone na podstawowe jestestwo poszczególnych osób.

Następnie trzeba przeanalizować napotykane przez nas przeszkody i zrozumieć, że każda z nich jest niezbędna i korzystna. Powinniśmy pozwolić, aby nasz projekt osiągnął swój cel. Przeszłość chce nadawać sens przyszłości, ale tak naprawdę to przyszłość nadaje sens przeszłości. Przyszłość sprawia, że przeszłość zyskuje nowe znaczenie. Naszym zadaniem jest wspieranie tego procesu.

Wpływ drzewa genealogicznego może być pozytywny lub negatywny. Wyjaśnimy to za pomocą przykładów:

Potomek (syn lub córka) może kultywować tradycję rodową, żeby podnieść intelektualną lub społeczną pozycję klanu, żeby zrekompensować śmierć krewnych albo żeby naprawić reputację rodziny poprzez zawarcie małżeństwa z wysoko postawioną osobą bądź utrzymanie określonego statusu społecznego. "Czarna owca" w rodzinie jest natomiast nośnikiem stygmatów, których drzewo genealogiczne chciałoby się pozbyć. Wszystkie te znamiona spadają na jedną osobę. Drzewo genealogiczne wywiera wówczas negatywny wpływ. Osoba obciążona rodowymi stygmatami wybiera ścieżkę życiową, która nie pasuje do ideologii klanu rodzinnego. Może na przykład zostać alkoholikiem, narkomanem, prostytutką albo kompulsywnym hazardzistą, który rujnuje rodzinę swoimi porażkami i sprowadza na nią cierpienie.

Powyższe problemy mogą przybierać różne formy, ale pojawiają się w każdej rodzinie. Stanowią one rezultat procesu dziedziczenia.

Gdy człowiek chce włączyć nowe informacje do swojego drzewa genealogicznego, prędzej czy później natrafi na opór, który przybierze formę różnego rodzaju trudności. W pierwszej chwili te przeszkody wydają się nie do pokonania. Mity i legendy uczą nas, że powinniśmy stawić czoło napotkanym problemom, a następnie przekształcić je w taki sposób, aby pomogły nam osiągnąć wolność. Poniższa opowieść inicjacyjna pokazuje, że problemy przeszkadzające w znalezieniu drogi do Świadomości, Boga lub Natury mają ogromne znaczenie, ponieważ nas hartują i wzmacniają nasze przekonania.

Pewien wieśniak został odwiedzony przez Boga. Klęknął przez Nim i podziękował Mu za to, że otrzymał od Niego dar życia. "Zawdzięczam Ci wszystko. Muszę jednak złożyć pewną skargę. Dbam o swoją ziemię, aby mogła z niej wyrosnąć dorodna pszenica. Ty natomiast zsyłasz huragany, monsuny, wygłodniałe ptaki, myszy, ulewne deszcze i szkodniki. Czy choć raz mógłbyś oszczędzić mi tych wszystkich problemów?". Bóg spełnił prośbę wieśniaka. Wichury nie poruszały ziemią, pogoda przez cały rok była przyjemna, ilość opadów dokładnie odpowiadała potrzebom roślin i nie pojawiły się ptaki ani szkodliwe owady. Ziarna wysiane przez mężczyznę nie miały żadnych przeszkód do pokonania, przez co stały się słabe, zaczęły gnić w żyznej glebie i nigdy nie wykiełkowały.

Człowiek rozwija się dzięki pokonywaniu kolejnych przeszkód. Mnich zen osiąga oświecenie za sprawą systematycznej pracy wewnętrznej i stopniowego oczyszczania umysłu ze wszystkich pasożytniczych idei. Święty znajduje w swoim sercu spokój, gdy pozbywa się tendencji do dokonywania rozróżnień. Bohater odnosi sukces, gdy przezwycięża strach przed śmiercią. Sportowiec jest w stanie wygrać zawody tylko wtedy, gdy przestrzega rygorystycznej dyscypliny. Cztery powyższe przykłady nie są jednak próbami naśladowania losu przodków. Mogą one bowiem przytrafić się wyłącznie osobom, które dostrzegły w swoich duszach, w swoich pragnieniach i w swoich ciałach uniwersalną Świadomość - zaczątek licznych wszechświatów.

Ci ludzie postanowili żyć w wieczności i nieskończoności. Nie kierują nimi sztywne poglądy, a ich działania nie są mechaniczne i zautomatyzowane. Są oni w stanie zatrzymać wewnętrzny dialog, który próbuje zdominować umysł. Każdy sukces witają z zachwytem i szczerością dziecka, a ich serca pozostają otwarte na wzniosłe uczucia. Zdmuchują i rozsypują popiół pozostawiony przez wszystkie stereotypowe tradycje, po czym na nowo rozpalają ogień, który wytwarza światło i ciepło w teraźniejszości.

Należy jednak pamiętać, że kiedy człowiek kroczy ścieżką wiodącą do jego prawdziwej natury, a nawykowe siły (wytworzone przez drzewo genealogiczne, społeczeństwo i kulturę) stawiają na jego drodze wiele przeszkód. Pierwszą z nich jest personalna jaźń, a więc nabyta tożsamość we wszystkich jej formach - począwszy od najbardziej ponętnych, a skończywszy na najbardziej przerażających. Kolejnymi utrudnieniami są powszechnie akceptowane idee, fobie, zmartwienia, konflikty, wypadki, niepowodzenia i tak dalej... Lista potencjalnych przeszkód jest niezwykle długa.

Nie zmienia to jednak faktu, że niezależnie od naszych umiejętności i naszej tożsamości życie samo z siebie bezustannie tworzy przeróżne przeszkody i trudności. Należą do nich między innymi niesprzyjający klimat, zła passa, ruina ekonomiczna, katastrofy naturalne, wojna czy epidemia. Możemy napotkać na swojej drodze nieskończenie wiele katastrof.

Gdy natrafiamy na te przeszkody, trudności lub "rany", mamy do wyboru dwie opcje. Nasi przodkowie również je mieli. Pierwszą opcją jest zaakceptowanie istniejącego już podejścia i zastosowanie się do określonych wskazówek, które w mniejszym lub większym stopniu opierają się na doświadczeniach wyniesionych z przeszłości. Jeśli wybierzemy to rozwiązanie, pozostaniemy wierni siłom naśladownictwa i skorzystamy z zachowań odziedziczonych po przodkach. Drugą opcją jest nawiązanie kontaktu ze Świadomością, kreatywnością i całym naszym wnętrzem. Takie podejście jest bardziej innowacyjne i wymagające. Za jego sprawą przeszkody stają się naszymi nauczycielami, a my jesteśmy w stanie wymyślić nowatorskie rozwiązania, których źródłem tak naprawdę jest uniwersalna Świadomość. W rezultacie ulegamy transformacji i wnosimy nowe informacje do naszego drzewa genealogicznego. Spójrzcie na poniższy wykres.

Ćwiczenie 3. Przeszkody i bohater

Jakie są trzy główne przeszkody w waszym codziennym życiu? Czy mają one charakter:

materialny (problemy z pieniędzmi, narodowością, zdrowiem...), twórczy lub seksualny (oziębłość lub impotencja, niezdolność do tworzenia nowych rzeczy...), emocjonalny (poczucie niższości, regularnie powracające konflikty...), intelektualny (trudności ze zrozumieniem jakiejś kwestii, brak wykształcenia, agresja werbalna...)?

Czy dostrzegacie w swoim życiu jakieś przeszkody tworzone przez otaczające was społeczeństwo i kulturę?

W przypadku każdej przeszkody wymyślcie co najmniej sześć kreatywnych rozwiązań, dzięki którym będziecie w stanie poradzić sobie z sytuacją. Dopuśćcie do siebie wszystkie pomysły - nawet te, które wydają się dziwaczne albo niemożliwe do zrealizowania. Możecie na przykład pomyśleć o interwencji istoty nadprzyrodzonej albo wyobrazić sobie, że macie nadludzkie moce. Użyjcie swojej wyobraźni w taki sposób, jakby należała do jakiejś fikcyjnej postaci, a nie do was.

Potem podzielcie te rozwiązania na dwie grupy. W pierwszej grupie znajdą się pomysły, które według was są możliwe do zastosowania. W drugiej grupie znajdą się natomiast pomysły znajdujące się absolutnie poza waszym zasięgiem.

Następnie spróbujcie wyjść ponad swoją własną historię. Powróćcie do "niewykonalnych" rozwiązań i wyobraźcie sobie istotę potężniejszą od was, która potrafi zastosować je w praktyce (bohatera mającego szczęście). Zobaczcie każdy szczegół tego zwycięstwa nad przeszkodami. Być może poczujecie się tak, jakbyście czytali powieść albo scenariusz filmowy. To ćwiczenie pozwoli wam nabrać dystansu do ograniczeń, które zostały wam narzucone przez wasze drzewo genealogiczne.

Ćwiczenie 4. Tworzenie własnych ograniczeń i poszerzanie świadomości

Jeżeli chcemy wjechać na teren obcego państwa, najpierw musimy zbliżyć się do jego granicy. W podobny sposób powinniście podejść do waszych ograniczeń. Jeśli chcecie je przezwyciężyć, wcześniej musicie je poznać. W tym celu możecie je zbadać w symboliczny sposób.

Rozluźnijcie się, usiądźcie na poduszce i zlokalizujcie najbardziej aktywny punkt energetyczny w waszym ciele. Czy znajduje się w głowie? W klatce piersiowej? W okolicach splotu słonecznego (czyli w dolnej części mostka)? Pod pępkiem? W tym ćwiczeniu możecie wybrać dowolny obszar ciała. Pobłogosławcie ten punkt energetyczny, a następnie nadajcie mu konkretną formę. Wyobraźcie sobie, że w jego wnętrzu znajduje się światło, ogień lub złoty kolor. (Jeśli chcecie zwiększyć swoją stabilność wewnętrzną, możecie sobie dodatkowo wyobrazić, że siedzicie na świetlistym tronie). Wyobraźcie sobie, że ze wskazanego przez was punktu energetycznego emanuje sześć świetlistych promieni, które rozchodzą się możliwie najdalej w sześciu głównych kierunkach:

1. Pierwszy promień światła jest skierowany do przodu.

2. Drugi promień światła jest skierowany do tyłu.

3. Trzeci promień światła jest skierowany w prawo.

4. Czwarty promień światła jest skierowany w lewo.

5. Piąty promień światła jest skierowany w górę.

6. Szósty promień światła jest skierowany w dół.

Wyobraźcie sobie, że wasze jestestwo również rozchodzi się możliwie najdalej w tych sześciu kierunkach. Niech wasz umysł podąża za każdym z promieni, dopóki nie dotrze do granicy swoich możliwości (która jest tak naprawdę waszym jedynym ograniczeniem). Doceńcie fakt, że udało się wam ją odkryć. Następnie skierujcie promień w stronę własnej osoby. Pozwólcie, aby wypełniła was mądrość, wdzięczność i Świadomość. Poczujcie, że jest to bardzo wzbogacające doświadczenie.

Kiedy już zbadacie wszystkich sześć kierunków, powróćcie do wybranego przez was punktu energetycznego. Wyobraźcie sobie, że świetliste promienie tworzą wokół was trójwymiarową przestrzeń, która rozciąga się do granic możliwości. Owa przestrzeń jest czymś w rodzaju "bańki", w której wasze jestestwo może się rozszerzyć i nawiązać kontakt z teraźniejszością. Bądźcie świadomi otaczającej was bańki. Powróćcie do punktu energetycznego i przez jakiś czas rozmyślajcie o całym tym doświadczeniu. Doceńcie je. Następnie powróćcie do swojego codziennego życia. Możecie wykonywać to ćwiczenie regularnie. Jeżeli będziecie z niego systematycznie korzystali, promienie światła emanujące z punktu energetycznego będą się stawały coraz dłuższe.

WIEDZA ZAWARTA W KULTURACH NAZYWANYCH "PRYMITYWNYMI" I W TRADYCYJNEJ MAGII

Drzewo genealogiczne, opętania i eliminowanie szkodliwych wpływów

Cała ta książka pełna jest odniesień do przeróżnych praktyk, które kształtują znaczną część dziedzictwa ludzkości, i w rezultacie naszego osobistego dziedzictwa. Niektóre z nich wywodzą się z religii, inne z magii, a jeszcze inne z rytuałów. Oddziałują one na nas na poziomie znajdującym się ponad ewentualnymi różnicami kulturowymi. Jeśli chcemy zająć się kwestiami dotyczącymi naszych przodków, powinniśmy odejść od zachodnich metod, które uważamy za "cywilizowane" i które opierają się wyłącznie na racjonalnym, naukowym, medycznym lub zdroworozsądkowym podejściu. Dzięki temu będziemy mogli otworzyć się na wiedzę oferowaną przez te prymitywne "techniki", które używają (w mniej lub bardziej niezwykły sposób) ludzkiej Nieświadomości i traktują ją jako rezerwuar uzdrawiającej i życiodajnej energii.

Współczesne podejście neurologii do funkcji ludzkiego mózgu można podsumować w następujący sposób: lewą półkulę mózgu wykorzystujemy do tworzenia racjonalnych myśli (najczęściej w wyniku świadomej aktywności) i w trakcie snu przesyłamy tworzone przez nią dyrektywy do prawej półkuli mózgu, która odpowiada za naszą intuicję. Pierwszej z nich używamy wtedy, gdy jesteśmy przytomni. Drugiej z nich używamy natomiast wtedy, gdy śpimy.

Ten podział nie ma jednak charakteru absolutnego. Czasami uświadamiamy sobie, że ze stanu racjonalnego przeszliśmy do stanu emocjonalnego lub intuicyjnego. Tego rodzaju doświadczenie może zostać wywoływane przez dezorientującą sytuację, wypadek lub jakiś inny czynnik, który rozproszył naszą uwagę. Nasz mózg jest czymś w rodzaju symbolicznego "pomostu". To właśnie w nim znajduje się Świadomość, która uczy się myśleć i używać obu półkul mózgowych jednocześnie. Artyści i szamani funkcjonują w kreatywny i intuicyjny sposób (można powiedzieć, że otwierają wrota Nieświadomości za pomocą sztuki intuicji), ale jednocześnie zachowują racjonalne podejście, które jest mocno zakotwiczone w rzeczywistym świecie, w relacjach międzyludzkich i w kontekście społecznym. Aby lepiej to zrozumieć, wyobraźcie sobie laskę Hermesa - uskrzydlony kij, po którym wspinają się dwa splecione węże. Owe dwa węże mogą zostać uznane za symbol dwóch półkul mózgowych. Znajdujące się na czubku laski skrzydła mogą natomiast zostać uznane za symbol rozszerzania Świadomości. Należy jednak pamiętać, że Świadomości nie można rozszerzyć za pomocą zdecydowanych i szybkich "manewrów" naukowych, bazujących na odtworzonych doświadczeniach. Codzienne życie pełne jest unikalnych przeżyć, które nigdy się nie powtarzają. Są one jednak równie pewne, jak doświadczenia zgromadzone za pomocą metod naukowych. Przynależą po prostu do innego porządku rzeczywistości, który może zostać wyjaśniony wyłącznie w artystyczny sposób i którego lewa półkula nie jest w stanie dostrzec. Należy jednak pamiętać, że doświadczenia oparte głównie na prawej półkuli (na przykład ekstatyczne przeżycia mistyków albo surrealistyczne eksperymenty) mogą z łatwością ulec wypaczeniu i zmienić się w przesądy. W takich sytuacjach człowiek oddala się od Świadomości. Jego przeżycia mogą nawet stanąć w sprzeczność ze zdrowym rozsądkiem i z posiadaną przez niego wiedzą.

Uważamy, że jeśli człowiek chce dogłębnie zrozumieć siebie i swoje drzewo genealogiczne, musi spojrzeć na własną osobę z punktu widzenia łączącego podejście artystyczne z podejściem naukowym.

Powinniśmy zrozumieć, że rzeczywistość i sen są dwiema funkcjami ludzkiego mózgu, które tak naprawdę są ze sobą silnie połączone. Jeżeli to zaakceptujemy, będziemy mogli zmienić swój sposób rozumowania i rozwiązywania problemów. Odkryjemy bowiem, że jesteśmy w stanie racjonalnie postrzegać rzeczywistość jako sen. Jeżeli znajdziemy się w jakiejś traumatycznej lub trudnej do rozwiązania sytuacji, powinniśmy zadać sobie pytanie: "Czy w chwili obecnej śnię?".

Taka zmiana perspektywy może być niezwykle owocna. Abyśmy mogli jej doświadczyć, musimy zintegrować dwa aspekty swoich możliwości poznawczych. Umiejętność zmieniania perspektyw pozwoli nam śnić na jawie w każdych okolicznościach. Gdy napotkamy jakiś problem, będziemy w stanie wyobrazić sobie idealne rozwiązanie albo zupełnie nową sytuację. Nasze myśli natychmiast zaczną wywierać wpływ na rzeczywistość.

Warto również zwrócić uwagę na to, że różne szkoły religijne (na przykład buddyjska tradycja Bön wywodząca się z Tybetu) zachęcają do pracy ze świadomym śnieniem - czyli do rozwijania umiejętności świadomego penetrowania wszechświata snów i wpływania na zachodzące w nim zdarzenia. Celem świadomego śnienia nie jest wymyślanie snów przypominających wysokobudżetowe filmy. Praktyka ta ma raczej pomagać w pozbywaniu się głęboko zakorzenionych obaw.

Wyobraźmy sobie na przykład, że często śni nam się jakiś koszmar. Za sprawą świadomego śnienia możemy stawić czoła przerażającemu obiektowi (potworowi, agresorowi, strachowi przed ewentualnym wypadkiem), który nas prześladuje. Obiekt ten jest niczym więcej, jak tylko wiadomością od Nieświadomości. Kiedy już staniemy z nim twarzą w twarz, będziemy mogli mu powiedzieć: "Czego ode mnie chcesz? Jestem do twojej dyspozycji". Odkryjemy wówczas, że ten przerażający obiekt jest siłą pochodzącą z głębin naszej psychiki i próbuje nam przekazać niezwykle cenną wiadomość.

Umiejętność świadomego śnienia pozwala nam również w symboliczny sposób eksperymentować z unoszeniem się w powietrzu, przenikaniem przez ściany lub przekraczaniem granic atmosfery. Tego rodzaju praktyki mają sprawić, że nabierzemy dystansu wobec ściśle racjonalnego nastawienia. Za ich sprawą jednoczymy się z głębokimi poziomami Nieświadomości, która stanowi ogromny rezerwuar mądrości zgromadzonej przez ludzkość.

Wiedza "prymitywnych" kultur ma szczególnie duże znaczenie dla osób zainteresowanych zjawiskiem "opętania". Klasyczne opętanie polega na tym, że człowiek traci kontakt ze swoim ego (ze swoją osobowością) i zostaje owładnięty przez jakiś archetyp, który przejmuje kontrolę nad jego myślami, słowami i zachowaniami. W religiach opartych na zjawisku opętania (na przykład w kubańskim kulcie boga Orisza albo afrykańsko-haitańskiej tradycji voodoo, w której uczestnicy rytuałów są kontrolowani przez duchy nazywane loa) istnieje panteon różnych bogów, którzy mogą zostać przywoływani za sprawą określonego zachowania, przedmiotu, umiejętności, usposobienia, wyglądu albo rytmu.

Baron Samedi, Azaka-Tonnerre, Ogu, ???, ?angó, Ogun, Arere, Obatala, Jemaja, Oszun i tak dalej to duchy lub bóstwa, które narzucają opętanym osobom określone cechy. W trakcie rytuału religijnego człowiek ulega archetypowi. W rezultacie zapomina o sobie samym i o swoich normalnych cechach, a następnie zaczyna wykazywać cechy typowe dla bóstwa, które go opętało. Rozbieżność między codzienną osobowością opętanego człowieka a jego zachowaniem podczas rytuału może być niezwykle duża. Czasem dochodzi nawet do symbolicznej zmiany płci. Jeżeli opętana osoba jest obdarzona zdolnościami mediumistycznymi, może również nawiązać kontakt z krainą śmierci. Dusze zmarłych przejmą wówczas kontrolę nad jej wypowiedziami i zachowaniami, aby za ich pomocą przekazać coś żyjącym.

W kulturach szamanistycznych również mamy do czynienia ze zjawiskiem opętania. Podczas rytuału kapłan zostaje nawiedzony przez istotę, która wyraża się za jego pośrednictwem - na przykład przez bóstwo albo przez ducha zwierzęcia lub rośliny. Szaman jest osobą, która dysponuje niezwykłymi umiejętnościami i dobrowolnie decyduje się na opętanie. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku voodoo. W tej tradycji każdy może zostać opętany i czasami dokonuje się to wbrew woli człowieka. Różnica między osobą opętaną a aktorem jest minimalna. Osoba opętana staje się jakąś istotą i zostaje przez nią owładnięta. Aktor natomiast przez cały czas wie, że odgrywa określoną postać.

Zjawisko opętania można również dostrzec w rodzinach. Bardzo często mamy do czynienia z sytuacją, w której dziecko nie tylko przejmuje od rodziców gesty, sposób chodzenia, ton głosu albo postawę ciała, ale również uczucia i myśli. Oczywiście tego rodzaju podobieństwa są niekiedy spowodowane wrodzonymi predyspozycjami genetycznymi. W niektórych przypadkach ich źródłem jest jednak naśladownictwo, czy też raczej coś w rodzaju opętania. Imitatorstwo jest zazwyczaj czymś świadomym i dobrowolnym. Rodzinne naśladownictwo jest natomiast niekontrolowane i nieświadome. Jeśli człowiek chce się od niego uwolnić, musi wykonać ciężką pracę wewnętrzną dotyczącą własnego ego. Z tego względu jest ono podobne do opętania.

Niewykluczone, że nasi rodzice zostali "opętani" przez naszych dziadków, którzy z kolei zostali "opętani" przez naszych pradziadków. Łatwo jest wywnioskować, że w takiej sytuacji możemy zostać "opętani" przez naszych dziadków lub pradziadków - nawet jeśli ich nie znaliśmy.

O zdrowym naśladownictwie możemy mówić wtedy, gdy dorosły człowiek świadomie imituje wartości pomagające mu dążyć do określonego celu. W takiej sytuacji informacje pochodzące z drzewa genealogicznego mogą zostać uznane za sprzymierzeńców.

Należy jednak pamiętać, że czasem cechy "opętującego" biorą górę nad rzeczywistymi cechami "opętanego". Osoba opętana nie dąży wówczas do urzeczywistnienia swojej prawdziwej natury, lecz zaczyna odgrywać określoną "rolę". Zostaje pozbawiona swojej jaźni i owładnięta przez cechy innego człowieka lub innych ludzi. W niektórych rodzinach dziadek lub babcia jest kimś w rodzaju rodowego bohatera. Bardzo często zdarza się tak, że wnuk lub wnuczka takiej osoby ma bardzo niską samoocenę i negatywny obraz siebie. W takiej sytuacji osoba opętana zawsze znajduje się niżej niż wyidealizowany przodek. Niewykluczone, że osoba skazana na dźwiganie tożsamości tragicznie zmarłego lub śmiertelnie chorego członka rodziny nigdy nie uwolni się od tej ofiarnej roli.

Psychika dziecka ma tendencję do integrowania i "duplikowania" uczuć, idei, pragnień i zachowań innych ludzi. Ten proces duplikacji w znacznym stopniu jest powiązany z fascynacją: silniejsze ego (ego osoby dorosłej) jest kopiowane przez słabsze ego (ego dziecka). Młoda osoba jest podatna na zewnętrzne wpływy i imituje innych. Jeżeli jakiś jej przodek miał niezwykle silne ego, owa fascynacja może się utrzymywać w rodzinie przez wiele pokoleń. Z podobnym procesem mamy do czynienia w sytuacjach, w których dorosła osoba wpada w szpony ludzi owładniętych przez ego jakiegoś oszusta, fałszywego "guru" lub spragnionego władzy szefa. Im bardziej uniezależnimy się od swojego drzewa genealogicznego, tym mniej będziemy podatni na tego rodzaju opętania.

Jeżeli dorosła osoba nie dostrzega swojej prawdziwej natury, może się czuć kompletnie zablokowana. Nie będzie wówczas w stanie zainicjować upragnionych zmian. Niewykluczone, że została "opętana" przez przodka (lub przodków). W takiej sytuacji powinna zlokalizować i dezaktywować niepożądane wpływy.

Zilustrujemy to przykładem. Pewna kobieta miała słabego i nieobecnego ojca oraz apodyktyczną matkę decydującą o wszystkich kwestiach związanych z domem. W dorosłym życiu poślubiła mężczyznę, który miał bardzo silnego ojca oraz oziębłą i zdystansowaną matkę. Każda z tych osób szukała w rodzinie partnera tego, czego nie dostała w dzieciństwie. Na nieuświadamianym poziomie żona wyprojektowała na swojego teścia obraz wyidealizowanego ojca, natomiast mąż chciał zostać "adoptowany" przez swoją teściową, którą postrzegał jako bardziej otwartą i troskliwą wersję swojej własnej matki. Gdy te dwie osoby się poznały, każda z nich zakochała się w archetypie, który przejął kontrolę nad drugą stroną. Żona zakochała się w "silnym ojcu", który opętał jej partnera (mężczyzna ten został tak naprawdę zgnieciony przez swojego despotycznego ojca). Mąż zakochał się natomiast w "uroczej matce", która opętała jego partnerkę (kobieta ta tak naprawdę żywiła urazę do swojego ojca i do wszystkich innych mężczyzn). Kilka lat później ich związek przechodził kryzys. Zgłosili się do nas na konsultację, ponieważ nie potrafili zrozumieć, dlaczego ich idylliczna relacja zmieniła się w małżeńskie piekło. Analiza ich drzew genealogicznych pomogła im wyjść z tego podwójnego opętania i zbudować autentyczną relację.

Zrozumienie drzewa genealogicznego może być niezbędne do dezaktywacji tego rodzaju "opętań". Niekiedy nawet jeden nowy wgląd jest w stanie wyeliminować określone nawyki emocjonalne, cielesne, twórcze lub seksualne - w tym również przekonania utrzymujące się od wielu lat.

Drzewo genealogiczne może zostać porównane do "kąpieli", do której zostaliśmy zmuszeni w dzieciństwie i za sprawą której określone cechy i wady wsiąknęły we wszystkie warstwy naszej osobowości w pozornie nieodwracalny sposób. Wszystkie przewidywania działają jak klątwy. Przejmują nad nami kontrolę. Dopóki ich nie zauważymy, nie możemy się od nich uwolnić. Oczywiście nosimy w sobie wiele afirmatywnych prognoz, które otrzymaliśmy między narodzinami a wejściem w dorosłość: "Będę świetnym dyrygentem orkiestry", "Jestem w stanie budować domy własnymi rękami", "Dzięki odrobinie wiary mogę osiągnąć szczęście".

Gdy mamy do czynienia z opętaniem wyniesionym z dzieciństwa, proponujemy klientowi jedną z czterech technik, które w bezpośredni sposób wywodzą się z szamanistycznych i magicznych metod uzdrawiania:

Masaż inicjacyjny to technika, w której ludzki organizm jest postrzegany zarówno jako odbiornik przeszłości (a więc całego drzewa genealogicznego), jak i nośnik Świadomości (a więc esencjalnego, czyli idealnego ciała). Celem tego masażu jest spowodowanie, że dotykana osoba uwolni się od szkodliwych lub bezużytecznych treści pochodzących z przeszłości i zintegruje brakujące informacje, które pozwolą jej osiągnąć pełną świadomość ciała. Psychorytuał to technika polegająca na "zainscenizowaniu" sytuacji, w której cierpiąca osoba może uzdrowić rany wyniesione z przeszłości. Przypomina to trochę przedstawienie teatralne organizowane przez zaufanych ludzi. W dalszej części książki zobaczycie, że rany wyniesione z przeszłości dotyczą zazwyczaj okresu prenatalnego i procesu narodzin. Tego rodzaju przedstawienie powinno zostać przygotowane i wykonane w bardzo ostrożny sposób. Jego celem nie jest powtórzenie negatywnych informacji, lecz możliwie najpełniejsze zintegrowanie czegoś, czego nam brakuje. Psychomagia to technika polegająca na wykonywaniu aktów, podczas których człowiek w symboliczny sposób zaspokaja potrzebę leżącą u podstaw jego problemów i w rezultacie doświadcza głębokiej przemiany. Ten "sen na jawie" pozwala w nieszkodliwy sposób urzeczywistnić nierealne fiksacje Nieświadomości (chęć zabicia drugiego człowieka, kazirodcze pragnienia etc.), zrekompensować traumatyczne przeżycia (odtworzyć bolesną sytuację, aby ją przezwyciężyć) albo zintegrować informacje i pozytywne wartości, które dotychczas wydawały się nieosiągalne (stać się ucieleśnieniem bohaterskich cech, poradzić sobie z trudnym doświadczeniem etc.). Psychoszamanizm to technika, w której wykwalifikowany przewodnik imituje szamańskie interwencje (oczyszczenia, operacje etc.), ale odziera je z zabobonnych i szkodliwych elementów. Za pomocą tej metody można w bezpośredni sposób wpływać na fizyczną Nieświadomość, czyli na ciało fantomowe.

KIM JESTEM?

Od treści personalnych do transpersonalnych, od czterech ego do Istoty esencjalnej

Można wyróżnić trzy główne aspekty człowieka: jaźń personalną (ego), jaźń transpersonalną (która bierze pod uwagę przeszłość) oraz Istotę esencjalną. Podział ten jest bardzo pomocny w badaniu drzew genealogicznych.

Wszystkie ścieżki rozwoju osobistego pozwalają wyjść poza granice ego, przechodzą przez jaźń transpersonalną i docierają do Istoty esencjalnej, w której wszystkie procesy wewnętrzne zachodzą harmonijnie (Istota esencjalna może również zostać nazwana prawdziwym "ja" albo wewnętrznym bogiem).

Wszyscy składamy się z czterech energii: ciała, libido, emocji i intelektu. Manifestują się one zarówno na poziomie naszego ego, jak i na poziomie jaźni transpersonalnej. Ludzie mają swoje osobiste potrzeby, osobiste pragnienia, osobiste uczucia i osobiste myśli. Należy jednak pamiętać, że każdy z nas nosi w sobie również kulturowe potrzeby, kulturowe pragnienia, kulturowe uczucia i transpersonalne myśli, które przekraczają granice egoizmu i obejmują nie tylko jednostkę, ale również grupę i całą ludzkość.

W przypadku większości ludzi wszystkie te elementy są niezorganizowane i trudne do odróżnienia. Ich uporządkowanie wymaga wiele wysiłku, któremu zawsze towarzyszy ból - wymaga rozproszenia niezróżnicowanego chaosu i przebudowania jaźni w taki sposób, aby stała się jednolita (alchemicy nazywają ten proces "spajaniem").

Jednym z podstawowych elementów potrzebnych do osiągnięcia tego celu jest chęć "spotkania" swojej jaźni - chęć bycia swoim prawdziwym "ja". Owa chęć pojawia się w nas dzięki obserwowaniu ludzi, którzy znajdują się blisko swojej autentycznej natury. Osoby te są hojne, otwarte i oddane. Emanuje od nich ogromna radość życia. Jednocześnie jednak są spokojne i potrafią słuchać w milczeniu. Co więcej, noszą w sobie niezwykłą energię i mądrość, która wprawia nas w zakłopotanie.

Cierpienie istnieje wyłącznie na poziomie personalnym. Możemy wręcz powiedzieć, że cierpieniem jest wszystko, z czym się identyfikujemy. Nasza codzienna tożsamość w taki czy inny sposób jest źródłem przywiązania, zniewolenia i ograniczonych wyobrażeń. Za jej sprawą nie jesteśmy w stanie prowadzić naprawdę niezależnych poszukiwań wewnętrznych i ulegamy schematom, które zostały nam narzucone przez rodzinę. W mniejszym lub większym stopniu stoi ona w sprzeczności z tym, co jest. Powoduje ona, że człowiek jest kompletnie odizolowany od prawdziwej rzeczywistości. Wywoływane przez nią cierpienie może zostać przezwyciężone wyłącznie na poziomie transpersonalnym - na poziomie, który jest wspólny wszystkim ludziom. Każda istota ludzka jest więc tak naprawdę całą ludzkością. Przekonanie o samotności człowieka jest niezwykle egoistyczne. Odosobniony człowiek nie jest w stanie istnieć. Dopóki wierzymy w swoją samotność, pozostajemy uwięzieni w iluzji (pozytywnej lub negatywnej). Żyjemy w sztucznym i urojonym świecie.

Bardzo często pierwszym etapem "pracy nad sobą" jest uświadomienie sobie cierpienia. Następnie pojawia się opór. Sprzeciwiamy się zmianom, a nasze osobiste potrzeby często kolidują z potrzebami transpersonalnymi. Tak samo jest z naszymi pragnieniami, emocjami i myślami. Gdy rozpoczynamy poszukiwania wewnętrzne, wszystko jawi się nam jako skomplikowana i dezorientująca całość. Nasze pragnienia, potrzeby, uczucia i myśli są wówczas niezwykle optymistyczne. Powinniśmy jednak pamiętać, że większość z nas stanowi wytwór własnego drzewa genealogicznego, a ludzie naprawdę wyjątkowi należą do rzadkości.

Dzięki intensywnej i wytrwałej pracy wewnętrznej będziemy w stanie otworzyć wszystkie cztery ośrodki: ciało, libido, emocje i intelekt. Dzięki temu wykroczymy ponad własną tożsamość i nawiążemy kontakt z całą ludzkością. Abyśmy jednak mogli osiągnąć ten cel, musimy wykształcić w sobie obiektywny punkt widzenia, który będzie niezależny od owych czterech elementów - który nie będzie ograniczony wyłącznie do naszych osobistych potrzeb, pragnień, emocji i intelektu. Ten nowy punkt widzenia składa się z dwóch perspektyw. Pierwsza z nich jest nakierowana na ego, zaś druga na jaźń transpersonalną. Dzięki takiemu podejściu możemy przyjrzeć się każdemu z tych aspektów w oderwaniu od drugiego.

Obserwowanie własnego ego jest początkowo dość bolesne, ponieważ dostrzegamy trywialność naszej fałszywej tożsamości. Wiele osób rozpoczynających praktykę medytacji zen stwierdza w pewnym momencie: "Nie jestem tym". Gdy ludzie siedzą przez dwadzieścia minut w absolutnej ciszy, zaczynają dostrzegać w swoim umyśle mnóstwo nieuporządkowanych myśli albo ocean chaotycznych emocji, które przepływają przez ich serce jedna za drugą. Są zniecierpliwieni i jest im niewygodnie, ponieważ ich ciała nie są przyzwyczajone do bezruchu.

Właśnie w tym momencie dobrze jest skierować uwagę na jaźń transpersonalną. Zalewający nas strumień subtelnych emocji mówi nie tylko "ja", ale również "my". Gdy to dostrzegamy, nasza jaźń personalna zaczyna zazwyczaj współpracować z Nieświadomością i Nadświadomością. W tym samym czasie jaźń transpersonalna odkrywa Nieświadomość zbiorową. Sprawia, że przestajemy być opętani przez infantylne poczucie, że każda rzecz musi być nasza. Stopniowo zwracamy się ku dojrzałemu altruizmowi, który sugeruje nam, że powinniśmy się wszystkim dzielić. Jaźń transpersonalna zaczyna zauważać, że wszystkie ludzkie radości wywodzą się z wszechświata i przechodzą przez nasze "ja", abyśmy mogli przekazać je innym. W pewnym momencie przestajemy utożsamiać się z naszym personalnym "ja", które dotychczas wydawało nam się czymś trwałym (w przypadku większości ludzi personalne "ja" jest wzmacniane za pomocą określonych granic i pilnie strzeżone). Możemy wtedy poczuć się tak, jakby ktoś zmienił kanał w telewizorze.

Ta wyzwolona perspektywa stworzona przez naszą wolę stopniowo włącza jaźń transpersonalną do codziennego życia. Za jej sprawą nasze osobiste działania i decyzje zaczynają być naznaczone ponadosobową intencją - na przykład chęcią chronienia naszego ekosystemu i naszej planety, pomagania potrzebującym, promowania harmonii czy rozwiązywania konfliktów dzięki dostrzeganiu w nich naszej roli. Ten punkt widzenia jednocześnie oddziela i jednoczy wszystkie rzeczy. Po jakimś czasie stanie się on fundamentem Świadomości naszej Istoty esencjalnej. W pewnym momencie jaźń transpersonalna pozwoli nam zrozumieć, że tak naprawdę nie jesteśmy żadnym z elementów naszej dotychczasowej tożsamości.

Jeżeli akceptujemy podział na cztery formy energii, będziemy w stanie zobaczyć, że istnieją cztery rodzaje ego: fizyczne, seksualno-twórcze, emocjonalne i intelektualne. Każde z nich ma dwa aspekty: personalny i transpersonalny.

Ego fizyczne

Poziom personalny: Dążymy do nieśmiertelności, idealnego zdrowia, wiecznej młodości, niezniszczalności, dostatku i bogactwa.

Poziom transpersonalny: Akceptujemy choroby, starość i śmierć. Jednocześnie jednak mamy świadomość tego, że ludzkość sama w sobie jest nieśmiertelna. Zdajemy sobie sprawę, że starsze osoby przekazują młodzieży mądrość i wartości kulturowe. Każda choroba jest przez nas traktowana jako lekcja, która pozwala nam zwrócić uwagę na wewnętrzne konflikty i nierozwiązane problemy (na przykład na epidemie cholery i innych chorób, które są bezpośrednio związane z tym, że znaczna część naszej planety żyje w skrajnym ubóstwie). Jaźń transpersonalna uwalnia nas od absurdalnych potrzeb, które zostały nam wpojone przez media, społeczeństwo lub kulturę.

Ego seksualno-twórcze

Poziom personalny: Chcemy posiadać wszystko i tworzyć wszystko. Marzymy o tym, aby być najlepszym kochankiem, najwspanialszym artystą i najbardziej imponującym uzdrowicielem. Pragniemy pokonać wszystkich konkurentów. Dążymy do satysfakcji i zwycięstwa.

Poziom transpersonalny: Potrafimy okiełznać swój apetyt i współpracować z innymi ludźmi podczas grupowych przedsięwzięć. Wyraźnie widzimy, że jesteśmy po prostu czymś w rodzaju kanału dla kreatywnej energii i że tworzone przez nas rzeczy tak naprawdę nie są naszą własnością. Skupiamy się na świętej sztuce, pożytecznych działaniach i zdrowej seksualności. Za sprawą jaźni transpersonalnej dążymy do zjednoczenia z boskością.

Ego emocjonalne

Poziom personalny: Chcemy mieć swojego partnera na wyłączność i być przez niego bezwarunkowo kochani. Mylimy miłość z posiadaniem.

Poziom transpersonalny: Rozumiemy, że miłość ma charakter uniwersalny. Potrafimy przekazywać dalej to, co otrzymaliśmy. Oddajemy innym ludziom wszystkie rzeczy, które dostajemy. Doświadczamy miłości pozbawionej zaborczości i granic, za sprawą której widzimy, że wszyscy są tacy sami (miłość chrystusowa). Jak głosi arabskie przysłowie: "Jeżeli weźmiesz do ręki piasek i zaciśniesz dłoń, będziesz mieć co najwyżej garść piasku. Jeśli jednak otworzysz dłoń, cały piasek leżący na pustyni będzie mógł przelecieć pomiędzy twoimi palcami".

Ego intelektualne

Poziom personalny: Chcemy wszystko wyjaśniać, kontrolować i rozdrabniać. Kurczowo trzymamy się naszych przekonań, opinii, obaw i wszystkich innych elementów naszej tożsamości. Istne szaleństwo.

Poziom transpersonalny: Potrafimy zachować milczenie i słuchać innych. Rezygnujemy z chęci zrozumienia wszystkiego, dzięki czemu możemy zrozumieć istotę "Wszystkiego". Jak głosi afrykańskie przysłowie: "Prawda jest zawarta nie tylko w głowie. W pewnym momencie umysł odchodzi od tworzenia i koncentruje się na poznawaniu". Gdy dziewiętnastowieczny indyjski święty Ramakryszna został zapytany o swoją wiarę, odpowiedział: "Nie wierzę w Boga. Ja znam Boga".

W pewnym momencie jaźń transpersonalna zaczyna dostrzegać własne ograniczenia: "Jestem niczym. Nie mogę nic zrobić. Niczego nie wiem". Właśnie wtedy możemy odkryć źródło swojego istnienia - naszą prawdziwą Jaźń, która mówi: "Jestem wszystkim. Mogę zrobić wszystko. Wiem wszystko".

Osiągamy stan absolutnej pełni. Odkrywamy, że wiek nie ma żadnego znaczenia, ponieważ istnieje wyłącznie wieczna młodość. Uwalniamy się od ignorancji i otwieramy się na mądrość. Uwalniamy się od przekonań i otwieramy się na dostatek. Uwalniamy się od indywidualizmu i otwieramy się na jednolitą całość. Niektórzy ludzie zbliżający się do tego stanu ulegają przeróżnym złudzeniom dotyczącym absolutnej pełni. Wpadają w pułapkę zastawioną przez ego, które gloryfikuje ich osobę. Wyobrażają sobie, że są "wybrańcami" albo że tylko oni mają dostęp do jednolitej Świadomości, która jest tak naprawdę ogólnodostępnym skarbem. Tego rodzaju ludzie tworzą w swoim wnętrzu dewiacje ego, które cechują niektórych świętych, guru, egoistycznych nauczycieli i tak dalej.

Kontakt z Istotą esencjalną nie jest czyimkolwiek przywilejem. Każdy człowiek może czerpać z niego korzyści. Tak samo jest z zapachem róży, który nie jest zawarty w żadnym konkretnym płatku, lecz stanowi integralny element istoty całego kwiatu.

Kiedy człowiek jest w stanie rozpuścić się w Istocie esencjalnej, doświadcza tego, co ewangeliści nazywają "przemienieniem". Ciało uwalnia się od ciężaru cierpienia, emocje zaczynają być bardziej subtelne, a myśli stają się płynne i pełne radości życia. Ta transformacja może być trwała albo tymczasowa. Nawet jeśli po jakimś czasie stracimy kontakt z Istotą esencjalną, będziemy pamiętali jej "smak". Pozwoli nam to regularnie do niej wracać. Jeżeli natomiast transformacja będzie trwała, Istota esencjalna obejmie naszą osobowość, personalne ego i transpersonalne ego. Możemy wtedy poczuć się jak dziecko, które zostało czule przytulone przez swoją matkę. Zaczniemy myśleć: "Osoba nosząca moje imię jest obecnie żywa, ale prędzej czy później umrze. Nie zmienia to faktu, że w ostatecznym rozrachunku owa śmiertelna istota jest iluzją". To przesłanie leży u podstaw wszystkich wielkich tradycji duchowych.

Wstęp

(Marianne Costa)

Tytuł tej książki jest neologizmem. Czym jest metagenealogia? Dlaczego nie użyliśmy bardziej modnego słowa: "psychogenealogia"?

Alejandro Jodorowsky ukuł termin "psychogenealogia" pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku. Od tamtego czasu słowo to stopniowo traciło swój pierwotny sens. Dziś jest ono używane w odniesieniu do bardzo różnych praktyk. Niektóre z nich kompletnie odeszły od psychologii, a inne od spirytyzmu, którego skuteczność bywa trudna do zweryfikowania. Słowo "psychogenealogia" jest używane na tak wiele sposobów, że obecnie mało kto kojarzy je z jego pierwotnym znaczeniem.

Te różne podejścia mają jednak ze sobą coś wspólnego. Wszystkie pojawiły się w ciągu kilku ostatnich dekad w konsekwencji tego, że ludzie w coraz większym stopniu dostrzegają wpływ linii rodowej na jednostkę.

Od lat siedemdziesiątych XX wieku terapeuci i ogół naszego społeczeństwa wykazują coraz większe zainteresowanie drzewami genealogicznymi. Trend ten jest spowodowany przede wszystkim tym, że psychoanalitycy zaczęli zajmować się zagadnieniem więzi międzypokoleniowych. Praktyki religijne, magiczne i szamańskie zawsze były obecne w świecie zachodnim. Nasza kultura dopiero teraz odkrywa jednak coś, o czym wiele innych kultur mówi od dawna: odziedziczona nieświadomość bezustannie wchodzi w interakcje z jednostkową nieświadomością i wywiera na nią dobry albo zły wpływ.

Wyobraźmy sobie człowieka, który chce umówić się na sesję psychogenealogiczną. Osoba ta może trafić do licencjonowanego terapeuty, do medium albo do uzdrowiciela energetycznego. Co może uzyskać dzięki tego rodzaju sesji? Czy otrzyma po prostu listę ważnych talentów swoich przodków z pięciu poprzednich pokoleń? Być może usłyszy jakieś dziwne intuicyjne wiadomości z pamięci "energetycznej" albo sugestie, że wywodzi się od Karola Wielkiego. Bardzo prawdopodobne, że będzie absolutnie zdumiona znaczeniem przekazanych jej informacji. Nie jest również wykluczone, że w trakcie sesji odkryje powracające motywy, których wcześniej nie dostrzegała. Mogą to być sekrety rodzinne albo źródła jakiejś obsesji lub fobii. W najgorszym razie osoba ta będzie mocno sfrustrowana nadmiarem intelektualizmu i chłodną, bezużyteczną diagnozą. Może również pojawić się w niej silny sceptycyzm wobec potoku irracjonalnych bredni, które usłyszała podczas sesji pełnej newage'owych komunałów lub sentymentalnej głupoty.

Metagenealogia proponuje, abyśmy spróbowali pogodzić pozorne sprzeczności. Dociera do miejsc, w których racjonalność współpracuje z irracjonalnością, nauka tańczy ze sztuką, a "jasnowidztwo" jest traktowane jako sposób na rozbudzenie intuicji, a nie na odkrycie prawdy absolutnej. Gdybyśmy chcieli użyć języka neurologii, moglibyśmy powiedzieć, że metagenealogia polega na synchronizowaniu prawej półkuli mózgowej z lewą.

Dyscyplina ta istnieje w przestrzeni pomiędzy skrajnościami. Jest zakorzeniona zarówno w psychologii, jak i w sztuce; zarówno w nauce, jak i w tradycjach duchowych oraz ezoterycznych. Niniejsza książka w przystępny sposób prezentuje i podsumowuje odkrycia, których Alejandro Jodorowsky dokonał w ciągu trzydziestu pięciu lat badań dotyczących drzew genealogicznych.

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się tym zagadnieniem razem z nim. Wspólnymi siłami pracujemy nad teoriami i praktykami, które bezustannie się rozwijają. Jest to dla nas ogromne wyzwanie. Metagenealogia jest mocno zakotwiczona we współczesnych koncepcjach psychologicznych i naukowych. Odzwierciedla życiową podróż artystyczną Jodorowsky'ego i jego natchnione, nieustające poszukiwanie znaczenia. Dyscyplina ta sugeruje, że "choroba" może być postrzegana jako brak piękna i Świadomości oraz że "lekarstwem" jest dotarcie do swojej prawdziwej jaźni.

Nie chcieliśmy pisać kolejnego podręcznika. Naszym celem było raczej stworzenie książki opisującej dwie inicjacje. Pierwsza z nich już się zakończyła, a jej przebieg możecie prześledzić dzięki zaprezentowanym przez nas wskazówkom dotyczącym metagenealogii. Druga natomiast jeszcze się nie wydarzyła. Jeśli chcecie jej doświadczyć, wyruszcie razem z nami w podróż w poszukiwaniu waszej prawdziwej tożsamości. Wspólnymi siłami zorganizowaliśmy tę narrację w taki sposób, jakby była opowieścią inicjacyjną. Jej struktura opiera się na przykładnej chronologii, w związku z czym może ona posłużyć jako drogowskaz dla wszystkich czytelników, którzy chcą zbadać swoje drzewo genealogiczne i zastanowić się nad własnym przeznaczeniem.

Każda część tej książki składa się z dwóch rozdziałów. W pierwszym Alejandro Jodorowsky w pierwszej osobie rekonstruuje kluczowe momenty swojej podróży przez życie. W drugim natomiast znajdują się teoretyczne rozważania podparte ćwiczeniami i wskazówkami bazującymi na tarocie - naszym podstawowym modelu pracy nad własną osobą, który z pewnością pomoże wam zrozumieć i uzdrowić wasze drzewo genealogiczne. Opiszemy w tej książce również serię technik rozwijających uważność, kreatywność i wyobraźnię. Te trzy jakości są według nas niezbędne do tego, aby człowiek mógł odkryć i wyleczyć korzenie, o których tu piszemy!

Mamy szczerą nadzieję, że za sprawą tej podwójnej podróży niczym dawni bohaterowie pokonacie wszystkie przeszkody i zdobędziecie eliksir, który na zawsze przemieni wasze życie, wasze istnienie i wasze środowisko. Jodorowskianizm uważa, że ten eliksir nosi nazwę "Świadomość".