1.
Jednym z najmniej znanych obszarów drugiej wojny światowej była
działalność hitlerowskich sił powietrznych w Iraku w 1941. Co tam robiło
Luftwaffe i dlaczego Brytyjczycy przedstawiają fiasko mikroskopijnej
ekspedycji lotniczej jako swoje wielkie zwycięstwo -?o tym jest ta
książeczka.
Na horyzoncie, rozmazanym przez matową kotarę z rdzawego pyłu, wiszącą
leniwie nad ziemią, zamajaczyło miasto z gęstą, niską zabudową. Bagdad.
Pilot wykonał łagodny skręt w lewo i potem w prawo, by lepiej ocenić
podejście do lądowania. Odchrząknął i przez telefon pokładowy, z szacunkiem należnym szarży, przemówił do pasażera, nie przerywając
obserwacji terenu przed sobą.
-?Panie majorze, niedługo będziemy lądować w Bagdadzie, ale muszę się
najpierw rozeznać, czy wszystko w porządku i czy nie ma zagrożenia.
Po pstryknięciu włącznika interkomu natychmiast odezwał się głos z tylnej kabiny.
-?Pan dowodzi samolotem, panie Knemeyer, mam do pana pełne zaufanie -
odpowiedział major Axel von Blomberg, specjalny oficer łącznikowy
niemieckiego dowództwa, wydelegowany do Iraku do kontaktów z Raszidem
Alim, wielkim entuzjastą Trzeciej Rzeszy i przywódcą powstania przeciw
brytyjskiemu okupantowi. Był 12 maja 1941 roku.
Pilot spojrzał w prawo, na drugiego pilota, który przez cały czas
nerwowo przyglądał się ziemi przez przeszklony dziób Heinkla. Spotkali
się wzrokiem. Bez słów wiedzieli, że taki oficer jak von Blomberg zdarza
się w Luftwaffe rzadko: syn feldmarszałka, który po pierwszej wojnie
światowej miał ogromne wpływy w armii i kierował tajną działalnością
Reichswehry w Rosji Sowieckiej, syn, który się nie wywyższa i nie
traktuje niższych stopniem jak śmieci. Imponowała im erudycja majora,
jego znajomość języków obcych, a także rzadka u pruskich oficerów
skromność.
Lecąc w nieznane, dobrze było mieć kogoś takiego w roli oficera
łącznikowego. Po drodze z Aten przez francuską Syrię von Blomberg dał
się poznać jako przyzwoity gość, rozmawiał z wielką swadą z nadętymi
Francuzami, zjednując ich błyskawicznie do siebie. Może nie będzie tak
tragicznie w tym Iraku. Obydwa silniki Daimler-Benz pracowały czysto,
miarowo. Pilot nieco rozluźnił dłonie na wolancie.
Z tyłu za nim, w kadłubie Heinkla pozbawionym okien, na składanych,
aluminiowych krzesełkach z parcianymi siedziskami, wraz z von
Blombergiem i jego adiutantem siedziało dwóch milczących, opalonych
mężczyzn w kombinezonach bez dystynkcji. Mieli włosy tak długie, że nie
pasowały zupełnie do norm wojskowych. Odruchowo ludzie z Luftwaffe
omijali ich z daleka, odwracając wzrok. Tylko niektórzy oficerowie
dokładnie wiedzieli, kim są małomówni, barczyści faceci, uzbrojeni w brytyjskie rewolwery Webley i mocno sfatygowane Schmeissery.
Pistolety maszynowe były czyściutkie, zadbane, ale z poprzecieranym
oksydem. Ludzie ci w istocie byli tzw. Brandenburgerami, komandosami ze
specjalnych jednostek podległych Abwehrze. Planowano w Berlinie operacje
dywersyjne na dużą skalę w Iraku, Syrii oraz Palestynie skierowane
przeciw Brytyjczykom, gdzie jednostkami złożonymi z lokalnych ochotników
mieli dowodzić właśnie Branderburgerzy, świetnie wyszkoleni, operujący w małych grupach doradcy -?podobieństwo do późniejszych amerykańskich
Zielonych Beretów nie jest przypadkowe. W kadłubie samolotu znajdował
się zapas materiałów wybuchowych do wykorzystania dywersyjnego przeciw
instalacjom naftowym.
Szykując dwie jednostki, które miały dowodzić ruchem arabskich
sojuszników ku Kanałowi Sueskiemu od wschodu, podczas gdy Rommel parł
doń od zachodu, nazwane wstępnie Sonderverband 287 i 288, przesiano całe
siły zbrojne Trzeciej Rzeszy, poszukując ludzi, którzy wcześniej
mieszkali na Bliskim Wschodzie. Szukano żołnierzy, swobodnie mówiących
po arabsku, także w lokalnych dialektach, znających perski, hindi, urdu
i sanskryt. Po opanowaniu Suezu logicznym kierunkiem uderzenia byłyby
brytyjskie Indie -?tam przydać się miały niektóre z wymienionych
języków.
Starzy oficerowie, którym zlecono poszukiwania lingwistów i znawców
regionu, sami wcześniej robili coś podobnego, doradzając wojskom
tureckim (de facto dowodząc nimi) podczas zaplanowanej przez Winstona
Churchilla i zakończonej całkowitą klęską inwazji na turecki półwysep
Gallipoli w trakcie pierwszej wojny światowej.
Dwóch podróżujących Heinklem podoficerów posługiwało się arabskim jak
niemieckim, czemu dali wyraz w Syrii, w mgnieniu oka spławiając
handlarzy, którzy zbliżyli się do pomalowanych w irackie barwy
samolotów. Zrobiło to wrażenie na mechanikach z Luftwaffe,
sprawdzających filtry powietrza silników, ale byli oni zbyt
doświadczonymi żołnierzami, by to głośno komentować. Brandenburgerom
lepiej było nie podpadać.
2.
Wszystko zaczęło się tak naprawdę znacznie wcześniej, bo w 1937 roku.
Adolf Hitler zdawał sobie sprawę, że jednym z nielicznych krajów, które
mogą poważnie zagrozić jego planom ekspansji jest Wielka Brytania.
Dysponująca potężną flotą, zdolna do skutecznego prowadzenia blokad
morskich i atakowania dostarczanego drogą morską zaopatrzenia mogła
utrudnić działania wojenne Trzeciej Rzeszy. Na dodatek miała gigantyczne
zaplecze w postaci kolonii, zdolnych do dostarczania surowców, żywności
i siły żywej -?wiele z nich docierało do Imperium Brytyjskiego kluczowym
szlakiem z Indii przez Kanał Sueski. Wyspiarskie królestwo dysponowało
także tym, czego brakowało Niemcom: własnymi źródłami ropy naftowej w Iraku i Persji.
Ropa z irackiego Kirkuku płynęła rurociągiem do Hajfy w Palestynie,
rejonie znajdującym się pod brytyjską kontrolą i stamtąd tankowcami
trafiała do angielskich portów, zaś ropa z Persji docierała do królestwa
nowoczesnymi tankowcami, zabierającymi ją z Abadanu oraz irackiej Basry
i dalej transportującymi ten surowiec także przez Suez. Bardziej
dokładnie, pojedynczy rurociąg zaczynał się w Kirkuku i prowadził do
miejscowości Haditha nad Eufratem, gdzie rozwidlał się na dwie nitki.
Jedna była "francuska" i wynikała z uzgodnień poczynionych jeszcze
podczas pierwszej wojny światowej (mających korzenie w porozumieniu
Sykesa i Picota); ta wiodła przez niemal całą Syrię aż do portu Tripoli
na wybrzeżu tego kontrolowanego przez Francję kraju. Druga prowadziła z Haditha najpierw na południowy zachód, a potem wprost na zachód,
docierając przez Transjordanię do Hajfy. Francuska odnoga została
odcięta wraz z upadkiem Francji w czerwcu 1940 roku, aby uniemożliwić
Niemcom skorzystanie z tego źródła paliwa. System rurociągów podzielony
był na sekcje, obsługiwane przez rozmieszczone w regularnych odstępach
stacje pomp. Każda stacja stanowiła rodzaj samowystarczalnej oazy, z kwaterami dla personelu, małym fortem, studnią głębinową i generatorem
prądu. Podczas wydarzeń, które opisze niniejsza książeczka, takie stacje
pomp na pustyni były atakowane przez bandy rabunkowe złożone z Beduinów
oraz oddziały nieregularne pod wodzą Fawziego al-Qawuqji.
Przerwanie dopływu irackiej oraz perskiej ropy tudzież zablokowanie
dostępu do Kanału Sueskiego -?to byłby ogromny cios dla rozleniwionego
długotrwałym pokojem imperium. W sumie złoża ropy Persji i Iraku,
znajdujące się pod kontrolą brytyjską, dostarczały przed wojną 15
milionów ton surowca, podczas gdy Rumunia, zaopatrująca Trzecią Rzeszę,
była w stanie pozyskać mniej niż połowę tej wielkości. Niemcom ogromnie
pomogły wielkie umowy handlowe ze Stalinem z 1939 roku, dzięki którym
sowiecka ropa płynęła szerokim strumieniem do Trzeciej Rzeszy -?Berlin
wiedział dobrze, jakie konsekwencje niesie deficyt strategicznego paliwa
i dlatego chciał taki deficyt wywołać u Brytyjczyków.
Na początku 1941 roku, zanim Stany Zjednoczone oficjalnie przystąpiły do
wojny, co umożliwiło dostęp do amerykańskiej ropy naftowej i produkowanych na jej bazie benzyn, utrata bliskowschodnich źródeł paliwa
spowodowałaby załamanie się oporu Wielkiej Brytanii wobec hitlerowskich
Niemiec (i ich sojusznika Stalina) i zmusiłaby wyspiarskie królestwo do
podpisania hańbiącego i skrajnie niekorzystnego pokoju z Berlinem. Tak
naprawdę pod tym względem położenie Londynu było w tym okresie gorsze
niż u zarania wojny, czyli w 1939 roku.
Tam, gdzie Niemcom brakowało sił militarnych, tam pojawiało się pole do
działania dla znacznie tańszej propagandy. Najbardziej wydajnym sposobem
działania przeciwko Brytyjczykom było wywołanie powstań tubylczej
ludności, które osłabiłyby władzę kolonialną i otworzyły drzwi dla
zmiany stosunku sił na Bliskim Wschodzie, w pełni zdominowanym przez
Wielką Brytanię i Francję po upadku Imperium Osmańskiego. Konieczność
panowania nad tubylczą ludnością na terenach o kluczowym znaczeniu dla
bezpieczeństwa drogi do Indii oraz zabezpieczenia dostaw paliw ciekłych
to ten czynnik, za sprawą którego RAF, Królewskie Siły Powietrzne,
przetrwały jako formacja zakończenie pierwszej wojny światowej.
Admiralicja i inne siły polityczne nad Tamizą próbowały po 1918 roku
albo podporządkować sobie nowy rodzaj sił zbrojnych, albo doprowadzić do
jego likwidacji. Niejaki Hugo Trenchard, później wicehrabia Trenchard,
przekonał polityków, że najtańszym sposobem na panowanie nad krnąbrnymi,
tubylczymi plemionami będzie zbudowanie sieci lotnisk od Palestyny przez
Aden po Irak i rozmieszczenie tam jednostek lotniczych -?nawet powolny,
przestarzały dwupłatowiec jest w stanie bowiem skutecznie razić z powietrza słabo uzbrojone, konne lub piesze oddziały rebeliantów.
Jedno z takich lotnisk powstało w miejscowości Habbanija, na południowy
wschód od Bagdadu, na terenie przyznanym Brytyjczykom w drodze mandatu
Ligi Narodów, tam też zorganizowano szkołę lotniczą. Zapamiętajmy tę
nazwę, bo do niej niebawem wrócimy. Potężna przewaga liczebna ludności
miejscowej nad okupacyjnymi siłami brytyjskimi była oczywista dla
hitlerowskiego kierownictwa -?wśród niemieckich oficerów nie brakowało
bowiem ludzi z doświadczeniem walki w pierwszej wojnie u boku Turków, a także znawców rejonu takich jak arcyszpieg Oskar Niedermeyer.
Wzbudzanie niepokojów społecznych to proces. Proces hodowania ludzi,
proces kształtowania mitów, proces stymulowania agresji. Nie istniały w połowie lat 30. media społecznościowe, Trzecia Rzesza zatem, dążąc do
osłabienia wpływów brytyjskich w basenie Morza Śródziemnego oraz na
Bliskim Wschodzie, przygotowała wielowątkową kampanię propagandową,
wykorzystującą tradycyjne środki przekazu. Do 1937 roku Berlin nie
chciał antagonizować Londynu, szukającego porozumienia z Hitlerem,
ciężko było też znaleźć lewar, który pomógłby w radykalizacji Arabów
oraz innych narodów pod brytyjskim panowaniem (np. masowa migracja
Arabów na teren Palestyny, także pod koniec rządów Imperium Osmańskiego,
miała swoje korzenie w stymulacji gospodarczej rejonu przez
napływających tam syjonistów, dzięki której chrześcijanie oraz
muzułmanie pochodzenia arabskiego znajdowali pracę i w których interesie
była pokojowa koegzystencja).
Taki lewar pojawił się właśnie w 1937 roku, gdy tzw. komisja Peela w Anglii zaproponowała powstanie osobnych organizmów państwowych dla
Arabów i Żydów w znajdującej się pod kontrolą brytyjską Palestynie. Tu
trzeba wyjaśnić rzecz kluczową: w rozumieniu lat 30. "Palestyna" to
region, kojarzony z historycznym państwem żydowskim, zamieszkiwany przez
Żydów, chrześcijan oraz napływową ludność arabską wyznania
chrześcijańskiego i muzułmańskiego, której przodkowie pierwotnie
przybyli tam wraz z arabską inwazją terenów dawnego Imperium Rzymskiego
w siódmym wieku naszej ery. Brytyjczycy, jak wszędzie tam, gdzie de
facto zarządzali koloniami, dbali o to, by podległe im narody
pozostawały w sporach między sobą, co ograniczało ich zdolności do
skutecznego buntu. Tak czy owak, Palestyna lat 30., która była istotnym
partnerem handlowym państwa polskiego, to wielonarodowy organizm pod
brytyjską kontrolą, w którym współistniały społeczności żydowska,
chrześcijańska, arabska, druzyjska i inne. Rejon rozwijał się
gospodarczo po usunięciu kagańca tureckiego i stale napływali doń ludzie
z biedniejszych rejonów Bliskiego Wschodu, zamieszkałych głównie przez
Arabów.
3.
Przywódcą muzułmanów na terenie Palestyny był Al-Hadżdż Muhammad Amin
al-Husajni, były oficer armii tureckiej, ustanowiony w 1921 roku przez
Brytyjczyków Wielkim Muftim Jerozolimy. Podsycanie przezeń arabskiej
rebelii w Palestynie w latach 1936-1939 było początkowo na rękę
Londynowi, albowiem sprawiało, że żadna grupa społeczna na terenie
brytyjskiego mandatu nie stawała się na tyle silna, by zagrozić
interesom Imperium w regionie -?w tym w działaniu rurociągu z Mosulu do
Hajfy. Urodzony w 1897 roku al-Husajni po raz pierwszy otwarcie wyraził
swój podziw wobec nazistów podczas spotkania z niemieckimi dyplomatami w Jerozolimie w roku 1933. Rzadko mówi się o tym, że nie tylko hitlerowcom
było na rękę prowadzenie propagandy, zjednującej im Arabów z Afryki
Północnej i Bliskiego Wschodu -?wzmożone działania w tym zakresie, i to
od 1934 (pierwsze programy radiowe po arabsku) prowadziły również
faszystowskie Włochy, które region uznawały za własną strefę wpływów.
W 1937 intensywną kampanię propagandową skierowaną do Arabów uruchomiła
specjalna jednostka, podległa Ministerstwu Spraw Zagranicznych Rzeszy i personalnie ministrowi Joachimowi von Ribbentropowi, wspierana przez
odpowiednie komórki Ministerstwa Propagandy Rzeszy Josepha Goebbelsa.
Największy nacisk położono na regularne audycje radiowe, albowiem w latach 30. ponad połowa arabskich mieszkańców Mandatu Brytyjskiego w Palestynie nie potrafiła czytać (wg niektórych badań nawet ponad 70%).
Znajdowało się tam za to mnóstwo odbiorników radiowych, których często
słuchano grupowo, na przykład w restauracjach. Radio, tak chętnie
stosowane już kilka lat wcześniej przez Hitlera, stać się miało kluczem
do pozyskania Arabów do walki politycznej i zbrojnej po stronie
nazistów.
Radiową działalność propagandową, związaną m.in. z selektywnym
cytowaniem i interpretacją Koranu (Mein Kampf Adolfa Hitlera i napisane przez carską Ochranę Protokoły Mędrców Syjonu wydano po
arabsku w latach 30., ale bez bezpośredniego udziału Berlina), prowadził
Wydział Radiofonii Politycznej w MSZ u Ribbentropa, z okazjonalnym
wsparciem ze strony Ministerstwa propagandy Goebbelsa. Zatrudniano
orientalistów z Wydziału Kultury RSHA, podległych Himmlerowi, a także
tych, którzy doradzali MSZ tudzież pracowali w jednostkach "badawczych"
SS. Muzułmańscy sympatycy nazizmu, mieszkający w Niemczech, chętnie
przyjmowali oferty współpracy od resortu spraw zagranicznych -?ich
zdolność do przemawiania do ludności Bliskiego Wschodu oraz Afryki
Północnej w kolokwialnym, autentycznym, łatwo zrozumiałym języku
arabskim czyniła ich niezastąpionymi elementami propagandowej machiny.
W październiku 1939 roku nadawano już 15 godzin na dobę programu w obcych językach, dzielonego na 113 osobnych audycji. Rok później
niemieckie radio na zagranicę zatrudniało pięćset osób. W 1943 roku
emitowało programy w 13 językach -?w tym po arabsku. Sojusznicy Hitlera,
tacy jak Subhas Chandra Bose z Indii, znany nam już Mufti al-Husajni czy
Raszid Ali al-Gajlani z Iraku w późniejszym okresie chętnie występowali
na antenie, nawołując do jedności z nazistami w walce z Brytyjczykami i Żydami.
Intensywnej propagandzie towarzyszyło finansowanie działalności (Berlin,
stale cierpiący na niedobór zagranicznych walut, okazał się tu wyjątkowo
szczodry) oraz dostawy broni, w tym materiałów wybuchowych do
zastosowania przeciw społecznościom żydowskim w Palestynie. Organizacja
terrorystyczna Bractwo Muzułmańskie w błyskawicznym tempie, dzięki
berlińskim dotacjom i wsparciu ideologicznemu (m.in. broszurom
wskazującym na wspólnych wrogów hitlerowców i wyznawców Koranu) rozrosła
się od ledwie ośmiuset do 200 tysięcy członków. Niemieccy propagandziści
umiejętnie wykorzystywali antyżydowskie sentymenty niektórych środowisk
arabskich, jednocześnie tak manipulując twierdzeniami na temat
"aryjskości", aby -?wbrew logice -?Arabowie, Persowie czy Turcy stali
się w świadomości odbiorców propagandy przedstawicielami nacji
"sprzymierzonych" z niemieckimi nadludźmi.
Po interwencjach dyplomatycznych ze strony Ankary, Kairu i Teheranu
Berlin wprowadził do obowiązującego w Trzeciej Rzeszy prawa szczegółowe
wyłączenia osób pochodzących z tych krajów z ustaw rasowych -?jasno
pokazując, że w praktyce niearyjscy byli wyłącznie Żydzi. Egipt zagroził
bojkotem Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku i ten protest stał
się początkiem działań dyplomatycznych, w wyniku których Berlin
potwierdził, że wymienione wyżej narody nie są podludźmi -?pragmatyzm
zwyciężył z ideologią. Programowy antysemityzm miał dotyczyć tylko
niektórych grup etnicznych o rodowodzie semickim.
O wadze propagandy wobec Bliskiego Wschodu najlepiej świadczy fakt, że
faszystowskie Włochy zaprzestały jej dopiero w 1943 roku, z dość
oczywistych powodów, zaś berlińskie jednostki podległe Ribbentropowi i Himmlerowi dopiero w marcu (!) 1945 roku. Programy radiowe nazwane
"Berlin po arabsku" oraz "Głos Wolnej Arabii" nadawano siedem dni w tygodniu; zawierały one miks muzyki, wiadomości oraz komentarzy
politycznych. Początkowo audycje miały charakter łagodnych pogadanek
znawców regionu i islamu, podkreślających wspólne z nazizmem wartości,
takie jak posłuszeństwo, jedność, duch społeczności i pobożność.
Sceptycyzm, indywidualizm i podziały społeczne jednoznacznie ukazywano
jako wrogie hitlerowcom i muzułmańskim nacjonalistom cechy wyróżniające
ich wspólnych wrogów. Spory kompetencyjne wśród nazistowskich
dostojników i tu się pojawiły, ale uciął je w 1939 Hitler jedną decyzją,
jednoznacznie nadając aparatowi MSZ Ribbentropa prymat nad wysiłkami
Goebbelsa. W innych sprawach latami pozwalał swoim podwładnym gryźć się
między sobą, a tutaj wykazał wyjątkową asertywność.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki