Wstęp
Wstęp
COŚ Z NICZEGO... CZYLI GOTOWANIE W CZASACH INFLACJI
Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że jedną z niewielu rzeczy w kuchni,
których nie lubię i nie toleruję, jest marnowanie żywności.
Odziedziczyłem to w genach. Mama i babcia nauczyły mnie, że nie wyrzuca
się niczego, co nie jest popsute, i nie marnuje się resztek jedzenia.
Wpoiły mi to na długo przed tym, jak modne stało się hasło "zero waste"
i zanim rozpoczęły się akcje mające na celu uświadomienie wszystkim, jak
ważne jest dokonywanie rozsądnych zakupów. U mnie w domu było to
naturalne. Na śmietnik wyrzucało się u nas głównie pudełka i opakowania
po produktach. A i to też nie zawsze, bo przecież puste pojemniki po
lodach można bez problemu wykorzystać jako naczynia do mrożenia potraw
"na później". I tak mi zostało! W mojej własnej kuchni staram się
zużywać wszystko. Przez lata nauczyłem się przetwarzać różne dania,
nadawać im "drugie życie", kombinować potrawy nawet z teoretycznie tak
bezużytecznych resztek jak obierki po owocach i warzywach.
Zaprocentowało to zwłaszcza teraz, kiedy przygotowuję przepisy do
książek czy publikacji prasowych i gotuję o wiele więcej, niż jestem w stanie zjeść. Nie sposób przecież upiec tylko jednej pajdy chleba,
zrobić kawałeczka pasztetu czy zużyć połowy jajka. Po gotowaniu zawsze
zostaje mi mnóstwo jedzenia i produktów. I żaden z nich nie wylądował
nigdy w śmieciach! W tej książce chciałbym zarazić was moją filozofią.
Zwłaszcza że przyszło nam żyć w czasach, kiedy każdego dnia ceny
artykułów spożywczych rosną aż strach i często przeżywamy dylematy, czy
kupić coś, co jeszcze nie tak dawno wrzucilibyśmy do naszego koszyka bez
chwili zastanowienia. Być może będzie nas stać na więcej, jeśli nauczymy
się mniej marnować. Tym bardziej że mamy co nadrabiać!
Najnowsze dane Eurostatu (Europejskiego Urzędu Statystycznego) dotyczące
marnowania żywności w krajach należących do Unii Europejskiej są
przerażające! Co roku tylko w tych 27 państwach marnuje się prawie 57
milionów ton żywności! W Polsce na śmietnikach kończy ponad 4 miliony
ton jedzenia. Jak łatwo obliczyć, na każdego z nas statystycznie
przypada ok. 100 kilogramów zmarnowanej żywności rocznie. I jeśli w tym
momencie próbujecie uspokoić swoje sumienia, myśląc: "A, to pewnie
restauracje albo sklepy tyle wyrzucają!", to niestety prawda jest inna -
za ponad 56% wyrzucanego jedzenia odpowiadają gospodarstwa domowe! I to
jest coś, nad czym warto choć przez chwilę się zastanowić, a następnie
zrobić szybki rachunek sumienia i sprawdzić, jak bardzo my sami
dokładamy się do tego ponurego obrazu rzeczywistości. A potem -?zacząć
zmieniać, za jednym zamachem -?i swoje nawyki, i świat dokoła nas!
"CHCE MI SIĘ JEŚĆ, WIĘC PÓJDĘ NA ZAKUPY",
CZYLI DLACZEGO KUPUJEMY ZA DUŻO
Zanim zaczniemy coś gotować, najpierw idziemy do sklepu i zaopatrujemy
się w wiktuały. Jak uniknąć sytuacji, kiedy wkładamy do koszyka o wiele
więcej, niż potrzebujemy? Oto kilka błędów, które popełniamy
najczęściej:
-?robimy zakupy "na głodnego", a co za tym idzie "jemy oczami", przez co
kupujemy produkty, które -?gdy już będziemy syci -?nigdy nam się do
niczego nie przydadzą,
-?działamy pod wpływem impulsu albo reklamy, nie analizując, czy
będziemy umieli potem zamienić nasze zakupy w pyszne danie,
-?zapominamy (i jest to sytuacja o wiele częstsza, niż mogłoby się
wydawać!), że jakiś produkt już kupiliśmy i zalega on gdzieś na górnej
półce naszej spiżarni albo za innymi w lodówce -?zdecydowanie za rzadko
sprawdzamy zawartość naszych kuchennych szafek,
-?nie robimy przed wyjściem do sklepu listy potrzebnych wiktuałów.
Pamiętajmy: gotowanie tak naprawdę zaczyna się nie w kuchni przy
rozgrzanym piekarniku czy włączonej płycie kuchenki, lecz w naszej
głowie przed wyjściem na zakupy. Chwila namysłu nad tym, co mamy ochotę
jeść przez kolejnych kilka dni, co przygotujemy na obiady, śniadania czy
kolacje, to dobry początek do tego, aby świadomie gospodarować
funduszami przeznaczonymi na nasze "kuchenne rewolucje". Niby banał, ale
jak często o tym zapominamy!
Coś ode mnie: odkąd pamiętam, staram się przygotowywać na każde
większe zakupy. Dzięki temu nie tylko oszczędzam czas, ale i pieniądze.
Czasem nawet odzywa się we mnie duch Moniki z kultowego serialu
"Przyjaciele" -?potrafię bowiem przygotować kolejność zakupów na liście,
opierając się na tym, jak rozłożone są podstawowe produkty w moim
ulubionym sklepie. Po co? Ano po to, abym nie musiał się wracać do
jakiegoś regału sklepowego po kilka razy i nie był powtórnie kuszony
przez promocje czy reklamy rzeczy, które są mi "absolutnie niezbędne".
Bo to właśnie one najczęściej kończą potem, psując się w najgłębszym
kącie lodówki. Reklama być może jest dźwignią handlu, ale na pewno nie
rozsądnego gotowania!
Warto, i to jest podstawowym zadaniem tej książki, nauczyć się świadomie
komponować posiłki. Wiadomo na przykład, że jeśli przygotuje się rosół,
to zostaną po nim warzywa i mięso, czyli z reguły co najmniej dwa
dodatkowe pyszne obiady. Rosół to zresztą kwintesencja tego, ile ma się
możliwości realizacji hasła "zero waste", i dlatego postanowiłem
poświęcić mu cały rozdział otwierający "Menu kryzysowe". Chcę wam
pokazać, że zrobiony "na bogato" rosół, choć na pierwszy rzut oka nie
wydaje się daniem na ciężkie czasy, to rozłożony na czynniki pierwsze
zapewni nam pożywne i smaczne menu na kilka kolejnych dni. Z użytych do
jego przygotowania produktów możemy potem zrobić sałatki, pasty,
pasztety, pierogi czy kotlety warzywne. Ba! Przydać nam się mogą nawet i obierki z warzyw. Są przecież cudownie aromatyczne, intensywne w smaku i zdrowe. Dlaczego więc nie ugotować z nich dodatkowego wywaru? Z dużą
ilością przypraw idealnie sprawdzi się on później jako podstawa sosów i zup. Jeszcze przyjemniejszy sposób wykorzystania owych na pozór
bezużytecznych resztek to pieczenie obierek z oliwą i gotowanie w niewielkiej ilości wody. Koniecznie musicie tego spróbować!
Warto również dbać o to, aby w kuchni zawsze mieć pod ręką kilka
podstawowych produktów, które sprawdzą się w wielu daniach i pomogą nam
dać "drugie życie" potrawie, która już nam się przejadła. Oto moim
zdaniem najważniejsze z nich:
-?przyprawy -?nie tylko świetnie aromatyzują potrawy, ale też czasem
zmieniają ich smak. Moje ulubione to: czerwona wędzona papryka, kurkuma,
cynamon i imbir. Nie sugerujcie się jednak moimi podpowiedziami. Każdy
lubi inaczej doprawione dania i być może dla waszych kubków smakowych
lepszy będzie na przykład kolorowy pieprz, ostra papryka chili albo
kardamon. Do wyboru, do koloru!
-?proszek do pieczenia, soda i drożdże -?trzy produkty, które warto
stale uzupełniać. Z niewielką pomocą któregoś z nich zawsze wyczarujecie
puszyste naleśniki, bliny czy bułeczki prosto z patelni,
-?produkty z gatunku "zrób to sam" -?po co kupować drogi cukier
waniliowy albo podrabiany wanilinowy, skoro prostym sposobem możecie
przygotowywać go sami? Przepis znajdziecie w tej książce,
-?bulion albo rosół -?jeśli został z obiadu, a na propozycję, że
jutro zrobi się z niego "pomidorówkę", wszyscy domownicy przewracają
oczami, wystarczy go zamrozić. Kiedy dopadnie was głód albo będziecie
mieli za mało czasu na robienie go od podstaw, okaże się jak znalazł.
Wystarczy go wrzucić do garnka, w tym czasie ugotować makaron albo dodać
chrzanu i odrobinę pozostałej z deseru śmietany i... obiad gotowy,
-?kasze -?przydają się nie tylko jako dodatek do obiadu, ale też
jako baza sałatki z warzyw, które zalegają w lodówce, do deserów,
zmiksowania z owocami albo uprażenia na oleju, po którym będą smakowały
jak... popcorn,
-?półprodukty -?fasolka, ciecierzyca, groszek czy soczewica. Jedna
puszka czy słoik czasem może uratować sytuację. Zmiksowane jako pasta z dodatkiem przypraw i oliwy, a potem podane z podsmażonym albo
podpieczonym w tosterze pieczywem będą idealną przystawką,
-?oliwa z oliwek -?to może nie jest produkt pierwszej potrzeby,
jednak z odrobiną soli i świeżym pieczywem uratuje nas w czasie
niespodziewanej wizyty gości; doda smaku warzywom i podkręci cudownie
aromat każdego sosu i dresingu,
-?sos sojowy -?słony, intensywny, idealny do wielu potraw. Ten jasny
jest bardziej słony, za to delikatniejszy w smaku, a ciemny, gęstszy, za
sprawą dłuższego procesu fermentacji intensywniejszy i bardziej
"podkręcający" smak potraw, do których go używamy,
-?mąka -?od słodkich wypieków po chleby czy makarony -?przydaje się
zawsze. Choć akurat z nią warto uważać, co jakiś czas robić jej przegląd
i sprawdzać, czy coś nam się w niej nie zalęgło. Ot, taka dobra rada z własnego doświadczenia :)
Nie byłbym też sobą, gdybym nie wspomniał przy okazji "Menu kryzysowego"
o... zamrażalniku. W tym moim można znaleźć bowiem... absolutnie wszystko.
Dlaczego? Po pierwsze: nie zawsze mam czas, aby biegać po produkty i pozwala mi on mieć je zawsze pod ręką. Po drugie, to najlepsza i najprostsza metoda przechowywania i niemarnowania jedzenia. I choć w uszach wielu z was na pewno zabrzmią teraz słowa Magdy Gessler, która w swoim programie często mówi: "Mrożone? A to nie, dziękuję!", to zauważyć
należy, że mrozić też trzeba z głową. Wiele potraw smakuje bowiem
najlepiej, gdy są przygotowywane na świeżo i jeśli akurat takową robimy,
to po prostu nie szalejmy z jej ilością. Zróbmy tyle, ile zjemy na raz.
Wróćmy jednak do zamrażalnika i popatrzmy, co jest w tym moim:
-?owoce -?nic nie zastąpi tych kupowanych i jedzonych latem. Klimat
mamy jednak taki, jaki mamy, więc od wielu lat nauczyłem się mrozić
owoce, by potem w deszczowe jesienne albo śnieżne zimowe dni cieszyć się
ich smakiem i choć na chwilę przenieść duchem do upalnych miesięcy,
które kocham najbardziej,
-?pieczywo -?marnujemy go zdecydowanie za dużo! Wyciągnięte z zamrażalnika po chwili staje się znowu świeżą dobrą bułką albo chlebem.
Poza tym po rozmrożeniu zawsze można przyrumienić je na oliwie albo
maśle,
-?warzywa -?większość z nich lubi niskie temperatury. Bez względu na
to, czy były wcześniej ugotowane, czy surowe, po odmrożeniu nadal mogą
stać się składnikami sałatek, musów czy dania smażonego na patelni i podanego z naszym ulubionym sosem,
-?świeże zioła -?jeśli zauważycie, że zaczynają więdnąć, warto je
posiekać, przesypać do pojemnika i zamrozić. Idealnie sprawdzą się potem
jako dodatek do zup i marynat,
-?wino -?tak, dobrze przeczytaliście! Czy nie zdarzyło się, że po
imprezie zostało wam w butelce trochę czerwonego albo białego? Po co je
wylewać albo zostawiać na kolejne spotkania, aby wywietrzało? Można je
zamrozić i zużyć potem do zupy cebulowej, marynowania mięsa albo do
przygotowania kisielu. To też moja odpowiedź na zarzuty, że "w przepisie
pojawia się kieliszek wina, a przecież szkoda otwierać całej butelki
tylko po to, aby użyć trochę do podsmażenia cebuli". Pamiętajcie tylko,
że proces zamrażania wina jest trochę inny niż innych płynów. Do
całkowitego zamrożenia potrzebna jest niższa temperatura w zamrażarce, a samo wino najlepiej rozlać wcześniej do foremek na lód,
-?masło -?jego cena poszybowała ponad granice rozsądku! A ponieważ
zużywam go dużo, zarówno do wypieków, jak i do smażenia, więc jeśli
tylko udaje mi się upolować je gdzieś w dobrej cenie, kupuję od razu
kilka(naście) kostek i wrzucam do zamrażalnika. Wyciągnięte z bardzo
niskiej temperatury potrzebuje co prawda kilkudziesięciu minut w temperaturze pokojowej, aby było gotowe do spożycia, ale za to nie traci
nic ze swojego smaku.
KILKA UWAG O MROŻENIU:
-?najlepiej skorzystać ze specjalnych woreczków - mają one nieco
grubszą folię, można je więc wykorzystywać kilka razy,
-?plastikowe pojemniki -?są idealne do tego, aby przechowywać w nich
owoce, warzywa i zioła, a do tego nadają się do wielokrotnego użycia,
-?słoiki -?zajmują może trochę więcej miejsca, ale do mrożenia
sprawdzają się fantastycznie. Pamiętajcie tylko, że jeśli wlewacie
płyny, to z umiarem, aby po zamrożeniu nie rozsadziły szkła. Płyny
zwiększają bowiem odrobinę objętość, zmieniając stan z ciekłego w stały.
PRZECHOWYWANIE POZA ZAMRAŻALNIKIEM:
-?słoiki i pojemniki -?są najlepszymi pomocnikami w zachowaniu
świeżości. Wiele produktów, na czele z mąką, kaszą, ryżem czy
przyprawami, potrzebuje przechowywania bez dostępu wilgoci. Zamknięte w szczelnych pojemnikach albo zakręcone w małych słoiczkach mogą stać
nawet kilka miesięcy. Pamiętajmy jednak o regularnym przeglądzie tych
zapasów, bo zbutwiałe produkty niestety nie nadadzą się do dalszej
obróbki,
-?papierowe torebki -?w nich najlepiej czuje się pieczywo, które nie
lubi ciasnego upychania w woreczki foliowe. Lepiej, żeby trochę
podeschło, bo wtedy ciągle można je zużyć na grzanki, niż by spleśniało,
-?papierowy ręcznik -?w lekko zwilżony klasyczny kawałek papierowego
ręcznika możecie zawinąć pęczek zielonej pietruszki, zioła albo koperek
i włożyć je do lodówki. Dłużej utrzymają świeżość niż trzymane na
zewnątrz, szczególnie na słońcu,
-?koszyki i miski -?najlepiej sprawdzą się te przewiewne,
przechowywane w nich owoce dłużej postoją niż np. włożone do lodówki,
gdzie szybko stracą wilgoć. Tutaj zasada jest banalna: owoce nie lubią
niższych temperatur niż te, w których rosły.
Ostatnia kwestia: przechowywać w lodówce czy poza nią? Często popełniamy
banalny błąd, upychając wszystko, co się da, do lodówki. Niepotrzebnie!
Część warzyw, takich jak pomidory, zielone ogórki, ziemniaki, cukinia
czy marchewki, nie lubi zimna i zdecydowanie lepiej czuje się w pokojowych temperaturach. Dłużej zachowuje wtedy świeżość. Reszta warzyw
powinna być przechowywana w lodówce bez niepotrzebnej folii, w której
się zaparzą i szybciej pleśnieją.
I NA KONIEC...
Tworząc tę książkę, kilka razy zastanawiałem się, jaki powinien być
klucz dobrania przepisów. W końcu dla jednych kryzysowa kuchnia to
najprostsze i najtańsze składniki, dla innych zaś to podpowiedzi, jak
nie marnować produktów. Postawiłem na różnorodność. Znajdziecie tutaj
przepisy i na dania bardzo proste, i na te trudniejsze, wymagające
większej liczby składników, ale za to takie, które można potem przerobić
na kolejne potrawy.
Jest jednak jeden wspólny mianownik: wszystkie produkty są łatwo
dostępne w sklepach, nie trzeba się więc głowić, skąd zdobyć jakieś
specjalne, udziwnione składniki. Chciałem sprzedać wam tutaj moje
spojrzenie na codzienne gotowanie, a mianowicie, że mniej znaczy więcej
i że zawsze warto stawiać na składniki dobrej jakości. A przede
wszystkim -?nie nudzić! Monotonia, podawanie w kółko tego samego,
zabijają przyjemność jedzenia. Obiad z dnia poprzedniego wcale nie musi
smakować tak samo. Jeśli tylko pojmiecie różnicę między odgrzewaniem a odświeżaniem potraw, już możecie czuć się mistrzami kuchni! Ta książka
ma za zadanie tylko was do tego zainspirować.
Powodzenia!
Paweł
Rosół -?przepis podstawowy
Rosół -?przepis podstawowy
Rosół to w mojej kuchni jedno z podstawowych dań. Za każdym razem
przygotowywany podobnie, zawsze smakuje trochę inaczej. Wpływ na to ma
ilość i jakość mięsa, warzyw i przypraw. Jeśli potrzebuję
rozgrzewającego, dodaję sporo imbiru i papryczkę chili. Kiedy zaś wiem,
że jego zawartość przerobię później na sałatkę, to w garnku ląduje
podwójna ilość włoszczyzny. Z kolei duża ilość mięs pojawia się wtedy,
kiedy planuję zrobić z nich potem pastę do chleba albo obłędnie
delikatne ravioli. Dlatego też u mnie podstawą rosołu są dobrej jakości
składniki, bo wiem, że większość z nich doczeka się drugiego życia na
talerzu.
udko z kurczaka
udko z kaczki
korpus z indyka lub kurczaka
2-3 skrzydełka kurczaka
200 g mięsa wołowego (antrykot, szponder lub pręga)
kilka żołądków drobiowych
włoszczyzna (2-3 marchewki, pietruszka, kawałek selera, por)
liść kapusty
1-2 cebule
spory pęczek lubczyku i pietruszki
kilka listków laurowych
kilka ziarenek ziela angielskiego i czarnego pieprzu
2-3 centymetry świeżego imbiru
ostra papryczka i kilka ząbków czosnku (opcjonalnie)
sól
świeżo zmielony pieprz
Mięso oczyszczamy, wkładamy do dużego garnka i zalewamy zimną wodą.
Wrzucamy połowę listków laurowych, ziela angielskiego i cały imbir.
Gotujemy na kuchence ustawionej na niską temperaturę albo na najmniejszy
ogień ok. godziny, co jakiś czas pozbywając się szumowin.
Włoszczyznę myjemy, obieramy i kroimy w duże kawałki (o tym, co zrobić z obierkami i jak je pożytecznie przerobić, piszę w kolejnych przepisach).
Cebulę opalamy na gazie, aż będzie w całości czarna (jeśli macie
kuchenkę indukcyjną, kroimy cebulę na pół i od środka zarumieniamy na
suchej patelni).
Do gotującego się mięsa dodajemy włoszczyznę, opaloną cebulę, lubczyk,
pietruszkę, pozostałe listki laurowe i ziele angielskie. Gotujemy na
kuchence ustawionej na niską temperaturę albo na najmniejszy ogień ok.
3-4 godzin. Najlepiej, aby rosół nie wrzał. Gdy będzie gotowy,
przecedzamy całość, doprawiamy do smaku i podajemy z ulubionymi
dodatkami: makaronem, kluskami lanymi lub warzywami.