DLACZEGO MENELIKI NOWE, CZYLI WINA TUSKA I LOGIKA BIAŁORUSKA
Zanim zaczniecie czytać trzecią część opowieści o smakoszach win regionalnych i ich niebanalnym guście, powinienem wytłumaczyć tytuł, jaki macie przed sobą. Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska.
Niektórzy pewnie pamiętają, że dwie poprzednie zaistniały jako Meneliki, limeryki, epitafia, sponsoruje ruska mafia oraz Cwane główki i chłopaki z drogówki. Meneliki 2.
Dlaczego wina Tuska, tego nie muszę nikomu tłumaczyć. Już w poprzedniej części była historyjka pod tytułem Znowu pod lokalem wyborczym:
- Ja na pewno nie zagłosuję na Kaczyńskiego.
- Dlaczego?
- Bo Zenek z drugiej klatki mówił, że jego dziadek był w Wehrmachcie.
- Wszystko ci się pochrzaniło. To nie był dziadek Kaczyńskiego.
- To w takim razie czyj?
- A chuj jego wie. Jak pieprzyli o tym, to byłem najebany.
Tu nastąpiła długa, pełna wymuszonego myślenia cisza, po której sam do siebie odezwał się ten pierwszy.
- Tylko co z tym wspólnego miał Tusk?
Wina Tuska wyziera z każdego zakątka naszej rzeczywistości, obojętne, czy jest to rzeczywistość namacalna czy alternatywna, bo jak twierdzi rzecznik Białego Domu, taka też istnieje.
Jeżeli chodzi o logikę białoruską, to jest to myślenie zaskakujące, czego dowodem może być wypowiedź prezydenta Łukaszenki sprzed kilkunastu lat. Na pytanie, co zamierza zrobić z opozycjonistą głodującym przeciwko tyranii, odpowiedział ze szczerym uśmiechem na nieszczerej twarzy, że Białoruś jest wolnym krajem, gdzie nikt nikogo nie zmusza do jedzenia. I to przeniosło się do głów naszych rządzących, co udowodnił pan senator Jan Maria Jackowski, mówiąc o nagrodach, które się "po prostu należały", że kto nie chciał, ten nie musiał brać. I tak samo wytłumaczył, dlaczego pani premier przyznała nagrodę sama sobie: Ponieważ nikt inny nie mógł jej dać.
Jednak przykładem najlepiej udowadniającym, że logika białoruska u nas istnieje, jest wypowiedź tego samego pana senatora w sprawie łysych opon w samochodzie prezydenta Dudy: Były na stanie, więc je założono. Gdyby PO się ich pozbyła, toby ich nie było.
Nie dziw się więc, mój drogi czytelniku, że od czasu do czasu pojawi się w tej książce historyjka mająca ślady logiki odmiennej, a jednak porażająco logicznej. I celowo zastosowałem tutaj tak zwane masło maślane, to znaczy logikę logiczną.
A oto przykład pierwszy.
W pewnej miejscowości, w kraju, którego nazwy nie pamiętam, być może nawet w naszym, mieszkała pani, która co roku rodziła nowe dziecko i za każdym razem, czy była to dziewczynka, czy chłopczyk, cieszyła się jednakowo. I nawet kiedy mąż prosił, żeby chociaż z rok sobie odpuściła, mówiła: Nie! Chcę mieć bobaska! I miała. A ponieważ była to postawa obywatelska i na wskroś patriotyczna, od siódmego dziecka stawiano ją za niedościgniony wzór wszelkich cnót, a od dziesiątego, po spotkaniu z panem prezydentem kraju i otrzymaniu medalu za Bóg tylko wie jakie bohaterstwo, obwołano ją dobrem narodowym. I po dwunastu latach, po dwunastym dziecku, zwierzyła się swojej najbliższej przyjaciółce, a ta natychmiast rozpaplała po całym mieście, a w efekcie i kraju, że jej nie chodziło wcale o nowe dziecko, ale o nowy wózek, bo świat spacerówek zawrotnie pędzi do przodu, tak samo jak świat telefonów, samochodów i lodówek otwieranych pilotem. I taka spaceróweczka na resorach i pełna gadżetów może koleżanki wkurzać tak jak chłopów nowy model mercedesa albo smartfon czy iPhone generacji 12.
Tu z kolei opowiem żart, który według jednych już nim nie jest, a według innych, jeżeli nawet jest, to za chwilę nie będzie. A jest on o tym, jak pewien szpaner kupił sobie najnowszego iPhone'a, ale takiego z pozłacaną obudową, brylancikami dookoła obiektywu aparatu fotograficznego, który oprócz tego, że robi zdjęcia w tył i w przód, to jeszcze z góry i z dołu, na bokach miał platynowe przyciski, a zamiast zwykłego szkła kryształ. Odjechał za ten telefon kilkanaście tysięcy, chodzi po deptaku w mieście i krzyczy w mikrofon tak, żeby wszyscy dookoła widzieli, do czego mówi, ale po dwóch godzinach ręka mu się zmęczyła, więc postanowił dać jej odpocząć. Włożył to cudeńko do tylnej kieszeni spodni, też w taki sposób, żeby przechodnie widzieli złoto i brylanciki, i spacerował dalej po deptaku, ale po następnej godzinie zmęczyły mu się także nogi.
Usiadł na ławce, zapomniawszy, co ma z tyłu w kieszeni spodni, usłyszał trzask i zamarł, serce mu podeszło do gardła, przeżegnał się i powiedział do siebie:
- Boże, spraw, żeby to był kręgosłup.
*** *** ***
To może jeszcze jeden przykład logiki logicznej. Otóż jakiś czas temu byłem w Kanadzie i tam krążył po mediach taki news, że w jednym miasteczku na dalekiej północy kraju, gdzieś w pobliżu granicy z Alaską, mieszkał z żoną pan, który uwielbiał wędkowanie podlodowe. I ten pan co roku w tym samym sklepie nabywał drogą kupna nowy skuter śnieżny, oddając stary po niewielkim przebiegu. Nowy skuter musiał mieć jedną stałą cechę, a mianowicie kolor żółty. I kiedy obchodził dwudziestą rocznicę zakupu nowego pojazdu w kolorze yellow, właściciel sklepu zapytał:
- Powiedz, John, z jakiego powodu polubiłeś ten kolor, dlaczego on musi być koniecznie żółty.
- Widzisz, Max - rzekł John - moja żona nigdy nie zwraca uwagi na kształt i markę, ona reaguje tylko na kolory, skuter jest żółty, znaczy ten sam.
I przykładów będzie trochę więcej.
Zaczynamy.