Mené-Mené-Thekel-Upharisim!... Quasi una fantasia - Tadeusz, Miciński

Kup ebooka

24.00 zł
21.07 zł (17,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wojciech Kowalewski

Ostatnia powieść Tadeusza Micińskiego.Mené-Mené-Thekel-Upharisim!...Quasi una fantasia

Część pierwsza

I. Los tragiczny Pism pośmiertnych

Sylwetka twórcza pisarza a jego stereotyp

Życie i twórczość Tadeusza Micińskiego (1873-1918) poddawano w ostatnich latach wnikliwym studiom badawczym. Postawić zatem można następujące pytania: czy głębsze badania twórczości tego pisarza sprawią, że będzie można lepiej zrozumieć odległą o niemal sto lat epokę? Czy wyczerpująco zinterpretowano zawartą w dziełach Micińskiego teorię lucyferyzmu? Czy zbadanie kolejnego, zapomnianego utworu twórcy polskiej moderny wniesie nowe światło do badań nad historią literatury polskiej?

Problematyka utworów tego cenionego pisarza polskiej moderny, dla większości badaczy, stanowiła w ogólnym zarysie próbę połączenia geznezyjskich koncepcji Słowackiego, mistycznych dogmatów określających istotę bytu człowieka oraz filozoficznych założeń Nietzschego. We wszystkich jego dziełach, jak pisze Elżbieta Rzewuska, "nie jest nigdzie sformułowana jednoznacznie i wyczerpująco. To koncepcja metafizycznej walki dobra i zła w swoiście wyłożonym, synkretycznym programie lucyferyzmu pojętego gnostycznie, to łączące się elementy mitów i religii judaistycznych, chrześcijańskich i hinduskich, walka pierwiastków progresywnych i regresywnych w historii świata"[1]. Wnioski z badań nad pisarstwem Micińskiego z czasem rozwiały wątpliwości, które narosły wokół jego sylwetki twórczej, natomiast gruntowne badania dzieł pisarza w latach powojennych sprawiły, iż zawiązały się dwa przeciwstawne ugrupowania w kręgach znanych i cenionych historyków literatury: zwolenników oraz prześladowców "budowniczego nadgwiezdnych miast"[2].

Nie zanikły dotąd także pewne stereotypowe określenia dotyczące postawy twórczej Micińskiego, takie jak: mag, heretyk, dekadent, poeta dolorosus, a nawet satanista. Kategoryzują one jednoznacznie pisarza jako poetę "zanurzonego w mrokach", piszącego wyłącznie o buncie, bólu i męce egzystencjonalnej. Opinie te potęguje także brak znajomości całokształtu twórczości Micińskiego, a szczególnie utworów takich, jak Mené-Mené-Thekel-Upharisim!... Quasi una fantasta[3], które są istotnym elementem, składającym się na kompleksowy wizerunek pisarza. Wizerunek, który nie tylko definitywnie odbiega od wyżej wymienionych określeń, ale - jak się okazuje - zrywa z pochopnie uformowanym modelem "zagmatwanego" oraz mistyfikującego pisarza. Przypuszczalnie jednak do momentu kompletnego zbadania spuścizny autora Nietoty pojmowanie jego twórczości jako konglomeratu wiedzy przesyconej tajemnicą, okultyzmem czy mistycyzmem, pozwalającej się sprowadzić do wspólnego mianownika - metafizyki, będzie nadal sugerować pewne jednoznaczne spostrzeżenia odnośnie do zasadniczych kwestii jego światopoglądu.

Analizując twórczość Micińskiego, warto zauważyć, iż ulegała ona, jak sam pisarz, ciągłym przeobrażeniom. Wyraźnym przykładem takiej metamorfozy mogą być dwie ostatnie powieści, o których tak pisał Julian Krzyżanowski:

Rozmach twórczy Micińskiego nie wyczerpał się na dwu imponujących rozmiarami powieściach (Nietota i Xiądz Faust - W.K.); cały ich szereg miano wydać z papierów pośmiertnych, wydano tylko dwie, Witę i Mené-Mené-Thekel-Upharisim. Pierwsza osnuta jest na wydarzeniach związanych z głośnym zjazdem kaniowskim i stwarza malowniczą wizję Ukrainy, ukazanej metodą poematów Słowackiego; druga wygląda na pełną fantazji parafrazę Puszkinowskiego Oniegina; obie dają przewagę pierwiastkom awanturniczym, zarysowującym się już w powieściach filozoficznych, i stanowią barwną i niezwykłą mieszaninę jaskrawo malowanych obrazów obyczajowych z życia ukraińskiego - z żywiołową fantastyką, wyzwoloną jednak z przewagi mroków, w których zanurzały się Nietota i Xiądz Faust. Panuje w nich jednak, podobnie jak w tamtych powieściach, istne szaleństwo fantazji...[4].

To właśnie owo "wyzwolenie z przewagi mroków", któremu uległ pisarz podczas tworzenia ostatnich dwóch powieści, świadczy o tym, że przełamał on stereotyp własnej postawy twórczej. Pewnym pozostanie jednak, że dla większości odbiorców Tadeusz Miciński jest nadal pisarzem mrocznym i nieustannie poróżnionym z Bogiem.

Sam zresztą Miciński był zupełnie świadomym tego, że jest niedoceniany. Wyraz temu dał we wstępie do dramatu W mrokach złotego pałacu czyli Bazilissa Teofanu: "Może odpowie mi grad napaści [...] że pozuję na Maga, że piszę niezrozumiale..."[5]. Dzieło swe natomiast poświęcał tym: "...którzy idą - jawią się - możni, wspaniali, nie zaś na powszednim chlebie wszechkłamstwa wykarmieni..."[6]. Rosło osamotnienie pisarza, które wynikać mogło z recepcji jego dzieł. Mroczna i głęboka symbolika utworów nie spotykała się z szerokim uznaniem wśród przyzwyczajonych do lekkiej, niemęczącej intelektualnie, literatury dla mas czytelniczych. Nieprzychylnie reagowała zachowawcza krytyka, nie doceniając zarzewia prekursorskiej myśli pierwszego polskiego preekspresjonisty.

Miciński jawił się jako twórca niezrozumiały, a przy tym demoralizujący, co szczególnie uderzało w niego, w gruncie rzeczy był on bowiem głębokim moralistą. Odzwierciedleniem tego stanu była niepopularność i niechęć wydawców do publikowania jego dzieł. We wspomnianym już wstępie do Bazillisy Teofanu pisał: "niewytrawna krytyka oraz niedbałość publiczna zagłuszyły mój utwór dramatyczny Kniaź Patiomkin, poezje W mroku gwiazd po siedmiu latach nie pokryły nawet kosztów wydania autorskiego, podczas gdy bredy, purchawkowe a pieprzne, rozrzucane są przez Wydawców w dziesiątkach tysięcy..."[7].

Okoliczności powstania dzieła oraz dzieje rękopisu

Życie Tadeusza Micińskiego, a w zasadzie jedynie jego wczesny etap, zostało opisane w "monografii" przygotowanej przez Jerzego Tyneckiego[8]. Biografia ta nie obejmuje okresu 1914-1918 - ostatnich lat pisarza, które spędził w Rosji. A właśnie w tym czasie powstała powieść Mené-Mené-Thekel-Upharisim, która zachowała się w dwóch wersjach rękopiśmiennych i wraz z poematem Niedokonany weszła w skład tomu pierwszego Pism pośmiertnych.

Dokładnej daty powstania tej powieści nie można ustalić; wiadomo jedynie, że została napisana w latach 1913-1914, podczas gościnnego pobytu pisarza u Cezarego i Wandy Popławskich na Ukrainie[9]. Żadnych innych informacji o okolicznościach powstania dzieła nie udało się dotąd odnaleźć. Trudny okres dziejowy (groźba wybuchu I wojny światowej) powodował, że opinia publiczna nie interesowała się zbytnio życiem pisarza, który coraz częściej przebywał poza granicami kraju. Polemiki, jakie toczył Miciński jeszcze przed wybuchem Rewolucji Październikowej oraz długo potem, zaogniły się, wymuszając liczne usprawiedliwienia ze strony pisarza, na które ten nie znalazł przychylnych głosów (np. kontrowersyjna dyskusja z Feliksem Dzierżyńskim w 1917 roku). Pod koniec wojny wstąpił do polskiego korpusu gen. Dowbora-Muśnickiego, gdzie pełnił obowiązki oficera oświatowego. Korpus stacjonował na terenach, z którymi pisarz był od dawna blisko związany (m.in. Białoruś, Moskwa itd.)[10].

Powodów napisania powieści Mené-Mené-Thekel-Upharisim w dwóch wersjach, a przede wszystkim przyczyn ich niedokończenia możemy się jedynie domyślać. Zdaniem Czesława Latawca: "Burzliwe ówczesne czasy, jako też praca publicystyczna i polityczna, której podówczas Miciński oddaje się, nie pozwoliła mu fantazji powieściowej dokończyć"[11]. Problem nieukończenia tekstu Mené-Mené-Thekel-Upharisim zainteresował również Elżbietę Rzewuską, której zdaniem "klęska opublikowanych powieści decyduje o zaniechaniu druku, a nawet o niewykończeniu innych"[12].

Miciński nie ukończył nie tylko pierwszej wersji powieści, lecz również kolejnej, nieco krótszej. Obydwa zachowane rękopisy (oznakowane odpowiednio przez wydawców jako Rękopis A oraz Rękopis B) przetrwały i zostały wydane po śmierci pisarza we wczesnych latach 30., dzięki staraniom Artura Górskiego i Czesława Latawca. Zaznajamiając się ze szkieletem konstrukcyjnym powieści oraz analizując obydwie wersje rękopisów, dostrzec należy następujące różnice w budowie pomiędzy nimi:

- Rękopis A jest tekstem obszerniejszym, a fabuła utworu jest w nim bardziej szczegółowa niż w przypadku drugiej wersji;

- w rękopisie A w przeciwieństwie do rękopisu B, brak wyraźnego podziału na rozdziały;

- Rękopis A urywa się, jednak autor nakreślił plan dalszego ciągu powieści; rękopis B urywa się natomiast nieoczekiwanie - brak w nim notatek autorskich, sugerujących kontynuowanie powieści; pozostały jedynie trzy dalsze fragmenty tekstu, które według Latawca są bezpośrednią kontynuacją powieści.

Większe różnice w strukturze budowy rękopisów nie występują. Rękopis A jest zasadniczo bardziej rozbudowaną wersją powieści, którą wyznaczają liczne partie liryczne, pełniejsze dialogi oraz monologi, a także fabuła powieści[13]. Również pod względem wymowy ideowej oraz światopoglądowej powieści w rękopisie A można dopatrzyć się powiązań z tytułem powieści. Wagę rękopisu wskazuje również samo wydanie tekstu powieści, bowiem redaktorzy tomu opublikowali rękopis B mniejszym drukiem niż rękopis A (oraz poemat prozą Niedokonany, który wchodzi w skład tomu Pism pośmiertnych). Większa czcionka ma bowiem przekonać czytelnika, że tekst rękopisu A jest niezbędny do zrozumienia istoty powieści oraz stanowi oś akcji powieściowej. Niemniej jednak bardziej "skąpa" wersja rękopisu B stanowi ważne ogniwo interpretacyjne oraz uzupełniające przy analizie warstwy kompozycyjnej dzieła.

***

"Miciński jest najbardziej nieczytelnym pisarzem Młodej Polski" - pisał Kazimierz Wyka[14], natomiast legendy o nim zaczęły powstawać już za jego życia[15]. Sylwetka pisarza "niezrozumiałego", tworzącego dzieła niedostępne z racji swoistego hermetyzmu, nadal pokutuje w historii literatury polskiej i wciąż odpowiada za brak wznowień powieści Micińskiego[16]. Prócz dwóch z nich: Xiędza Fausta (1913) i Nietoty (1910), wydanych dzięki staraniom pisarza, w rękopisach pozostały dwie inne powieści: Wita oraz Mené-Mené-Thekel-Upharisim, które nie weszły do obiegu czytelniczego[17]. Utwory te zostały dopiero wydane po śmierci pisarza[18].

Badania naukowe, przeprowadzone w ostatnich latach, a także powstała w ich wyniku egzegeza, dowiodły, iż utrwalona w świadomości pokoleniowej mitologizacja Micińskiego zaczęła ustawać[19]. Nadmienić przy tym należy, iż badacze twórczości Micińskiego podzielili się na dwie grupy - a więc na tych, którzy rezygnują z omawiania dzieł, które późno wydane rozminęły się ze swą epoką i skupiają się wyłącznie na Xiędzu Fauście i Nietocie, oraz na tych, którzy zaczynają od charakterystyki utworów najmniej znanych i popularnych. Wita została wydana osobno z rękopisów Micińskiego dwukrotnie: pierwsze wydanie pochodzi z roku 1926, drugie z roku 1930. Przedsięwzięcie zainicjował i zrealizował Jan Lorentowicz. Lata 20. i 30. XX wieku, kiedy pamięć o życiu i śmierci pisarza była jeszcze żywa, prócz wydania wspomnianej powieści (wznowiono dzięki synowi pisarza Do źródeł duszy polskiej w 1936 roku), nie przyniosły większych sukcesów. Nie doczekano się gruntownego zbadania okoliczności śmierci, nie zdobyto się na reedycję wydanych za życia dzieł pisarza, a przede wszystkim zaprzepaszczono planowane wydanie zbiorowe Pism pośmiertnych. Widać więc, że w okresie międzywojnia nie starano się uczynić twórczości Micińskiego przedmiotem badań naukowych. Zamiary wielotomowej edycji dzieł, w większości pozostających w rękopisach, nie doszły w pełni do skutku. Wydano zaledwie I tom Pism pośmiertnych. Dopiero następne lata zapoczątkowały powolny, lecz skuteczny proces rehabilitacji twórcy. Teresa Wróblewska prześledziła ten proces, wyjaśniając, że Miciński istniał w "powszechnej świadomości epoki międzywojennej" jako pisarz mało znany, lecz o którym zaczynano pisać sporo i pozytywnie. Sprzeczność tę wyjaśniła następująco: "czym innym jest recepcja krytyczna - co podkreśliła - a czym innym społeczna"[20]; "krytyk nie mając książki pod ręką, szuka jej w bibliotekach. Czytelnik, znalazłszy się w takiej sytuacji, poszukiwań bibliotecznych na ogół nie wszczyna [...] Książki Micińskiego nie były w dwudziestoleciu wznowione, więc nie mogły być i powszechnie czytane [...] Lecz sam Miciński zapomniany nie był, bo go od czasu do czasu przypominano. Ale nie był i znany, bo go nie czytano"[21].

I tom Pism pośmiertnych oraz zaniechanie wydań dalszych tomów

13 lat po tragicznej śmierci pisarza, Instytut Literacki w Warszawie zrealizował tylko część planów wydawniczych. Tom I Pism pośmiertnych, przygotowany przez Artura Górskiego i Czesława Latawca, ukazał się drukiem. Dlaczego zatem nie doszło do publikacji zachowanej spuścizny literackiej Micińskiego?

W 1923 roku przywiezione z Rosji przez Andrzeja Struga rękopisy zostały posegregowane i przygotowane do zredagowania[22]. Pomysłodawcą projektu wydania Pism był znany już pisarz i publicysta Artur Górski, zaś pracy edytorskiej i redakcyjnej podjął się młody poznański polonista Czesław Latawiec. Do współpracy pomiędzy nimi doszło w chwili, gdy Górski - po otrzymaniu z ramienia Związku Literatów Warszawskich rękopisów z wyraźnym poleceniem przygotowania ich do druku jako Pism pośmiertnych - zaangażował do współpracy przy odczytywaniu tekstów młodego studenta Uniwersytetu Poznańskiego - Latawca, który propozycję tę przyjął z wielką ochotą[23]. Czesław Latawiec na polecenie Artura Górskiego odczytał i wybrał rękopisy Micińskiego oraz podjął starania mające doprowadzić do wydania wybranych dzieł. Wynikiem tej pracy było przygotowanie do druku dotąd niepublikowanego utworu uznawanego za misterium narodowe W katedrze Ornaku oraz dwóch innych tekstów, które miały wejść do tomu I: poemat prozą Niedokonany oraz powieść Mené-Mené-Thekel-Upharisim, istniejąca w dwóch redakcjach. Sporządzony maszynopis obydwu utworów Latawiec wysłał z Poznania do przebywającego w Warszawie Górskiego, z propozycją zamieszczenia ich w tomie Pism pośmiertnych. Opublikowany tom miał stanowić cykl I: Lucyfer. Propozycja ta spotkała się z uznaniem ze strony Górskiego, który spowodował, że książka wkrótce ukazała się nakładem Instytutu Literackiego. Losy kolejnych dzieł, starannie redagowanych przez Latawca, wyglądały jednak mniej obiecująco. Tuż po ukazaniu się cyklu Lucyfer opinie na jej temat stały się skrajnie sprzeczne; z jednej bowiem strony wyraźnie nieprzychylne, z drugiej natomiast wręcz przeciwnie. Latawiec nie zaprzestał jednakże badań nad spuścizną Micińskiego i pracował nad wydaniem kolejnych tomów. Kompletną klęską okazała się natomiast sprzedaż książki. Instytut Literacki, zlecając wydanie tomu nakładem Domu Książki Polskiej, liczył na wszechstronne zainteresowanie czytelników, to też nakład tomu I zaplanował na 2350 egzemplarzy[24]. Przedstawiciel Domu Książki E. W. Szelążek w odpowiedzi na notę "Przeglądu Literackiego", informującą o wydaniu książki przez Instytut Literacki ("dla prawdziwych amatorów - pisano w nocie - wystarczyłyby egzemplarze przepisane ma maszynie z rękopisu przy 12-krotnym powieleniu"), stwierdził na łamach "Wiadomości Literackich", że "niesłusznie ma się tak złe wyobrażenie o zainteresowaniu czytającej publiczności; ??Lucyfera - pisze - sprzedaliśmy w ciągu pierwszych 6 miesięcy 640 egzemplarzy??"[25].

Obecnie, spoglądając z perspektywy lat na fakt wydania Lucyfera, od którego minęło już niemal 90 lat, można stwierdzić, iż książka ta stanowi w dzisiejszych czasach antykwaryczny unikat, stąd pomysł na jej wznowienie. Nie lepiej zresztą z pozostałymi pierwszymi wydaniami powieści Micińskiego[26].

Tuż po wydaniu pierwszego tomu Pism pośmiertnych Latawiec przygotował kolejny wybór utworów Micińskiego, tym razem miały to być dramaty. Całość poprzedził obszerną introdukcją, w której zawarł syntezę zredagowanych pism.

Utworami, które miały się znaleźć w tomie II Pism pośmiertnych były tragedie Król Helu oraz Upadek Wenety. Górski w Przedmowie do pierwszego tomu przedstawił projekt wydania dziesięciu tomów Pism przygotowanych po trzech latach pracy przez Latawca. Materiał wydawniczy został szczegółowo objaśniony i podzielony na grupy[27]. Spis ten, jak zaznaczył Górski, wyczerpał zawartość tek otrzymanych ze spuścizną pisarza, nie wyczerpał jednak wszystkiego, co po pisarzu pozostało, bowiem część jego pism zaginęła. Dlatego Górski zamieścił w Przedmowie apel do wszystkich posiadaczy nieogłoszonych rękopisów Micińskiego, aby nadsyłali na adres redakcji te teksty. Proces odszukiwania i kompletowania zagubionych dzieł, miał przyczynić się do uzupełnienia rozpoczętej edycji niewydanych dotąd utworów pisarza.

Przedsięwzięcie wydania dziesięciu tomów okazało się zatem skrupulatnie przemyślanym i imponującym. Niestety, najbliższe lata pokazały, że inaczej potoczyły się losy rękopisów; rozpoczął się bowiem etap negowania twórczości pisarza.

Czesław Latawiec, ukończywszy pracę nad kolejnym tomem cyklu, przesłał Górskiemu maszynopis zawierający wspomniane utwory Micińskiego wraz z obszerną introdukcją. Materiały te miały być zamieszczone w tomie II. Po niedługim czasie otrzymał jednak list od Artura Górskiego, w którym wyjaśniono, że Instytut Literacki zaniechał publikacji dalszych pism pisarza. Zaskoczony ową wiadomością Latawiec sądził jednak, że ktoś z pisarzy zainteresuje się sprawą wstrzymania wydawanych dzieł. Spowoduje to nagłośnienie problemu, a co za tym idzie żądanie wytłumaczenia oraz wznowienie publikacji planowanych tomów. Ostatecznie do wybuchu wojny w 1939 roku, Latawiec nie otrzymał żadnego listu. Nikt też z "głośniejszych" pisarzy lub wpływowych dziennikarzy nie zajął się tę sprawą. Po wojnie natomiast, gdy odrodził się pomysł opublikowania rękopisów pisarza, zaczął otrzymywać listy z pytaniami. Pytania te, pochodzące głównie od studentów badających dorobek Micińskiego, dotyczyły przede wszystkim braku wznowień wydań dzieł pisarza. Dopiero w latach siedemdziesiątych Czesław Latawiec na łamach miesięcznika "Poezja" złożył szczegółowe wyjaśnienie, dotyczące zaniechania wydawania cyklu Pism pośmiertnych. Treść jego wypowiedzi, jak sam podkreślił, opierała się bardziej na przypuszczeniach niż na faktach. Wyjaśnił on, że dramaty, które wysłał w tym czasie do Artura Górskiego, zostały przekazane do Instytutu Literackiego, gdzie odpowiednio je zrecenzowano. Instytut skierował wówczas maszynopisy do oceny prof. Zofii Szmydtowej, która wydała ocenę na tyle pejoratywną, że Instytut zrezygnował z dalszej publikacji Pism. List, który otrzymał Latawiec od Górskiego, wyjaśniał, że w zaistniałych okolicznościach zaniechania publikacji cyklu, rękopisy i maszynopisy zostają złożone w Bibliotece Krasińskich w Warszawie.

Po wojnie Latawiec, odwiedzając Górskiego, dowiedział się, że ten nie oddał materiałów do biblioteki i przechowywał je u siebie, ale gdy wybuchło powstanie i zmuszony był opuścić Warszawę "zakopał manuskrypty i odpisy w piwnicy domu", w którym mieszkał. Po wojnie, gdy wrócił do stolicy, nie odnalazł już rękopisów, bowiem wskutek przekopania piwnicy zostały one skradzione (pozostał jedynie tekst noszący tytuł U wrót Hadesu).

Podejmując temat tragicznego zaginięcia rękopisów pisarza, trzeba koniecznie przytoczyć wypowiedź wspomnianego już syna Micińskiego - Jarosława. W artykule zatytułowanym Tragizm rękopisów poety prześledził on wnikliwie tę sprawę i przedstawił "zgodnie z sumieniem"[28]. Przypomniał na wstępie, iż spuściznę rękopiśmienną ojca przywieziono z Moskwy w wiklinowym koszu, który miał "ciężar [...] tak olbrzymi, że i czterech silnych chłopów z trudem zdołałoby go ruszyć z miejsca". Następnie ukazał on swoje zmagania z Górskim. Początkowe nieporozumienia pomiędzy rodziną Micińskich a "ostatnim z Siekierzyńskich okresu Młodej Polski" przybierały na sile, zamieniając się ostatecznie w tragiczny spór, którego finałem były gorzkie słowa tego ostatniego, skierowane do Jarosława: "Całą pańską rodzinę znienawidziłem". To właśnie podczas tej rozmowy na dwa tygodnie przed zgonem Górskiego wyjaśniła się wreszcie sprawa rękopisów Micińskiego. Syn pisarza spotykając się z nim po raz ostatni, tak zrelacjonował przebieg tej rozmowy:

Patryarcha klanu czołowych polskich pisarzy, dziewięćdziesięcioletni starzec [...] przenicował zajadle bebechy mojego sumienia". Wtenczas padły słowa, które na zawsze utkwiły w pamięci potomka tragicznie zmarłego poety: "Rękopisy pańskiego ojca przestały mnie takoż obchodzić [...] dlatego też zostawiłem je w piwnicy, nie troszcząc się o ich dalszy los[29].

Ostateczna konkluzja w tej kwestii padła z ust Jarosława, wyjaśniając wszelkie wątpliwości: "rękopisy Tadeusza Micińskiego zaginęły, ponieważ pan Artur Górski porzucił je podczas powstania na pastwę losu, w nieokreślonej bliżej piwnicy, podobno gdzieś na Żoliborzu"[30].

Jest to szokująca relacja, która ukazuje wyrok skazujący utwory Micińskiego na zagładę. Równie surowy werdykt wydała Teresa Wróblewska, wprost oskarżając czasy, w których rozgrywały się te wydarzenia: "Za tę stratę dwudziestolecie ponosi winę największą i odpowiada dzisiaj przed nami. Trzeba jednak pamiętać i to, że jeśli dzisiaj w ogóle zajmujemy się Micińskim, to głównie dzięki pośrednictwu tej epoki"[31].

Rozwijając tezę badaczki, można przypuszczać, że to okres międzywojnia bezpośrednio odpowiada za zmarnowanie projektu wydawania Pism pośmiertnych. Odpowiada także za brak właściwego zabezpieczenia spuścizny pisarza, która, będąc rozproszona, uległa zniszczeniu podczas okupacji[32]. Przyczyny takiego obrotu sprawy podaje Latawiec, zastrzegając, że jego wypowiedzi mają już tylko wyłącznie charakter domysłów. Uważa on mianowicie, że zarówno Artur Górski, jak i Zofia Szmydtowa byli powiązani z Elsami, ruchem, którego duchowym przywódcą był dawniej Wincenty Lutosławski. Lutosławski, sparodiowany przez Micińskiego w Nietocie oraz w ogłoszonej powieści Mené-Mené-Thekel-Upharisim, poczuł się dotknięty, w wyniku czego gwałtownie zareagował[33]. Wyraz swej awersji do pisarza dał w artykule Lucyferyzm Micińskiego, gdzie zaatakował autora Nietoty, nazywając go płytkim pyszałkiem, zwykłym gadułą bez ciekawych poglądów na życie oraz sceptykiem niewierzącym w nic, a pozującym na erudytę[34]. Nie dość tego, że Wincenty Lutosławski przedstawił Micińskiego jako dyletanta i grafomana, to jeszcze wystąpił z wnioskiem do redakcji Instytutu Literackiego o zaniechanie dalszych "bezwartościowych" dzieł pisarza[35]. Redakcja Instytutu, przekonana najprawdopodobniej artykułem Lutosławskiego, skłoniła się ku tej sugestii. Nie zważono nawet na obszerną introdukcję Latawca, w której młody polonista wiązał ideologię pisarza z gnozą, mistyką, ezoteryką itd. Nieprzychylność recenzentów pracy Czesława Latawca definitywnie przesądziła o zaniechaniu publikacji dalszych tomów. Jako inne przyczyny zaprzestania wydania cyklu można podać następujące przypuszczenia badacza:

- uznanie ideologii Micińskiego za herezję, zagrażającą i deformującą ideę kultu trzech wieszczy (Latawiec rzekomo utożsamiał w swej Introdukcji przekonania pisarza w odniesieniu do ideologii mesjanizmu polskiego);

- domniemane deklaracje pisarza w dramatach ukazujące go jako zaciekłego wroga katolicyzmu, a tym samym zwolennika hinduizmu i apostoła wiedzy tajemnej;

- panslawistyczne i słowianofilskie zapatrywania pisarza oraz wrogość wobec idei pangermanizmu (przekonania te mogły powodować nieprzychylność ze strony władz, której mecenat obejmował zadania z zakresu kultury, a subwencje były przeznaczane na reżim polityczny);

- afirmowanie i agitowanie na rzecz twórczości Stanisława Brzozowskiego, którego dzieła przygotowywano do wydania (autorytet tego pisarza miał mieć korzystniejszy wpływ dla kultury narodowej).

Spekulacje Latawca nad zagrabieniem dzieł Micińskiego są głęboko motywowane długoletnimi badaniami nad twórczością tego pisarza. Wydaje się, że zrzuca on bezpośrednio winę na Górskiego, który w jego mniemaniu bezmyślnie postąpił, zakopując w piwnicy rękopisy i przyzwalając niejako na to, aby dostały się one w niepożądane ręce, a co za tym idzie - zaprzepaszczone. Z tego wszystkiego pozostała jedynie Introdukcja zawierająca dokładne omówienie i streszczenie planowanego tomu Pism pośmiertnych, które badacz przytacza w dalszym ciągu swego artykułu. Wszelkie drobne teksty Micińskiego, które mogły ponadto z pewnością wejść do drugiego tomu cyklu, zostały podczas II wojny światowej przywłaszczone przez okupanta i prawdopodobnie zniszczone. Argumentacja Latawca, dotycząca domniemanego zaniechania wydania Pism Micińskiego, znalazła natychmiast stanowczą ripostę ze strony wspomnianej już wcześniej prof. Szmydtowej. Zofia Szmydtowa zdecydowanie odcinała się od słów Czesława Latawca, uważając je za zmyślone i nieprawdziwe. Wśród argumentów przedstawiła przede wszystkim swój stosunek badawczy względem Micińskiego. Twierdziła, że nie podjęłaby się oceny jego dramatów, gdyż nigdy nie zajmowała się jego twórczością. Wykazała także, iż nie dowiedziono jej rzekomych powiązań z działalnością Wincentego Lutosławskiego. W rezultacie poddała w wątpliwość przypuszczenia dotyczące intencji Górskiego wobec Micińskiego, a chcąc zupełnie rozstrzygnąć ten problem, powołała się na pogląd Stanisława Pigonia. Wybitny znawca biografii pisarza ukazał bowiem Górskiego jako najwierniejszego przyjaciela Micińskiego, a tym samym odniósł się krytycznie do Introdukcji Latawca. Pomysł edycji pism Brzozowskiego pozostawiła bez komentarza.

Przedmowa oraz Introdukcja

Poprzedzające dzieło Przedmowa i Introdukcja to bardzo ważne teksty; zawierają bowiem pierwszą charakterystykę powieści, a także (po raz pierwszy) podejmują problemat lucyferyzmu Micińskiego. Powieść Mené-Mené-Thekel-Upharisim została opublikowana w pierwszym tomie Pism pośmiertnych, w "towarzystwie" napisanego prozą poematu Niedokonany. Kuszenie Chrystusa Pana na pustyni. Monodram ten doczekał się największej liczby interpretacji spośród wszystkich utworów Micińskiego[36], a także uznania w latach 80. XX wieku, bowiem został zamieszczony w zbiorze opracowanym przez Marię Podrazę-Kwiatkowską i Jerzego Kwiatkowskiego, noszącym wspólny tytuł Poematy prozą[37]. Niedokonany wyznaczył tym samym pewien wzorzec cechujący pisarstwo Micińskiego, głównie poprzez rozwinięty problemat lucyferyzmu[38]. Nieprzypadkowo też redaktorzy tomu zamieścili ten poemat jako pierwszy, otwierając nim cykl Pism pośmiertnych. Jako pierwszy nie tylko dlatego, że zawiera konglomerat poglądów filozoficznych pisarza, ale też dlatego, że jest to utwór, który sam pisarz cenił sobie wyjątkowo[39]. Głównie też charakterystyce problematyki (jednej z pierwszych) Niedokonanego poświęcona jest Introdukcja Latawca. Natomiast omówieniu utworu Mené-Mené-Thekel-Upharisim poświęcono mniej miejsca.

Tom Pism Micińskiego otwiera Przedmowa od redakcji autorstwa Artura Górskiego. Stosunek Górskiego do Micińskiego, o czym już wspominałem, był wyjątkowo serdeczny[40]. Toteż przyjaźń ta zaowocowała pośmiertnym hołdem, oddanym przez Górskiego jego towarzyszowi w kilku zdaniach owej Przedmowy do wydania I tomu Pism.

Złożył w niej Górski ofiarę "na rzecz wiary polskiej w Słowiańszczyznę", o czym świadczą jego gorzkie słowa: "Miciński w tej Rosji [...] szukał zawsze jej słowiańskiego oblicza, wierzył w przyszłość narodu Puszkina [...] kochał go [...]. Rozstrzygnął sobie problemat polsko-rosyjski z wysoka, po Mickiewiczowsku. Żadnego podobnego Micińskiemu pisarza i człowieka Rosja współczesna w stosunku do nas wykazać nie jest zdolna. I ten to właśnie szlachetny i ufny jej przyjaciel pośród nas, został przez jej synów zatłuczony kolbami"[41]. Świadomy nieustannego zagrożenia pisarz powinien był liczyć się z możliwością utraty życia, bowiem lata 1917-1918 w Rosji były wyjątkowo niespokojne. Echa rewolucji październikowej, srogie warunki zimowe (luty) oraz bandyckie grupy bolszewickich żołnierzy, czyhających na łatwy łup, spragnionych rozlewu krwi, spowodowały tragedię Micińskiego w roku, który przyniósł upragnioną niepodległość narodowi polskiemu, a której pisarz już nie doczekał. Przedmowa Górskiego, prócz przywołania okoliczności śmierci pisarza, opisania przygotowań do wydania tomu oraz samego już projektu edycyjnego wszystkich dziesięciu tomów cyklu Pism pośmiertnych, poświęcona została zdumiewająco błyskotliwej charakterystyce pisarza "nie artysty"[42].

Krótka Przedmowa Artura Górskiego, ujmująca główne założenia w związku z wydaniem pierwszego tomu, łączy się z dyskusyjnie recenzowaną Introdukcją Czesława Latawca. Sporne kwestie nie odnoszą się jednak do wykonanej pracy nad przygotowaniem utworów do druku. Trudności sprawia sam prolog, w którym badacz przedstawił przede wszystkim problemat lucyferyzmu na przykładzie poematu Niedokonany oraz niektórych wierszy pisarza. Przewija się tam również wątek biograficzny, ujęty na tle jego koncepcji ideowo-światopoglądowych. Latawiec podejmuje również kwestię "legendy, stworzonej przez poetę o sobie samym"[43]. Natomiast w dalszej kolejności przechodzi do problemów poruszanych w Mené-Mené-Thekel-Upharisim i, próbując je poddać analizie, stara się przeniknąć duszę Jarosława (głównego bohatera), u którego niekiedy dopatruje się rysów biograficznych samego pisarza.

Opinie znawców twórczości Micińskiego dosyć sceptycznie odniosły się do Introdukcji Latawca. Pogląd, iż tom jest "poprzedzony ciekawą, lecz ciężką ??introdukcją??" wyraziła - syntezując badania pośmiertne pisarza oraz poszukująca ich recepcji - Wróblewska[44]. Jej zdaniem praca Latawca przyniosła jedynie próbę rozwikłania teorii lucyferyzmu. Czy przyjąć zatem można pogląd Latawca, który nazywa swoją pracę "introdukcją", czy raczej stosownie byłoby uznać, iż jest to jedynie praca o charakterze wykładu rozwijającego istotę lucyferyzmu pisarza, niemająca głównych założeń, jakie spełniać winna introdukcja do dzieła? Oczywiście, przyjmując tezę drugą za właściwą, należy się z tym liczyć, iż praca ta uzupełniona barwną prezentacją głównych założeń filozoficznych Micińskiego, zawiera przede wszystkim prezentację utworów zamieszczonych w tomie, a poprzez opieranie się na nich zachowuje właściwe rygory prologu. Latawiec nie wykracza bowiem poza krąg semantyczny istoty problemu, nie skupia się jednak wyłącznie na nim, powodując, że wstęp zmienia się stopniowo w swoisty wykład problematyki lucyferyzmu, co on sam nawet zaznacza w pierwszych zdaniach Introdukcji[45]. Można zatem zapytać: skoro w swoim "wstępie" Latawiec zapowiedział, iż głównym jego zamiarem będzie roztrząsanie problematu lucyferyzmu, to dlaczego zatytułował swoją pracę "introdukcją"?

Jeśli nawet praca ta nie spełnia kryteriów właściwej introdukcji, a rozumiana jest jedynie w charakterze rozprawy, to bezdyskusyjnie jest to pierwsza taka rozprawa, równocześnie generalizująca problematykę powieści Mené-Mené-Thekel-Upharisim[46].

Zagadnienie lucyferyzmu rozpatrywane przez Latawca w Introdukcji do Pism pośmiertnych Micińskiego, zostało również zauważone przez Stanisława Pigonia. Jego dosyć lapidarny komentarz, bez wątpienia krytycznie oceniający tę pracę, ilustruje poniższy cytat: "Poświęcono wprawdzie temu zagadnieniu obszerną rozprawę wstępną na czele pierwszego tomu podjętego przed wojną wydania zbiorowego, ale zawiłe jej wywody zostawiają sprawę nadal otwartą"[47]. Dosyć istotną pozostaje także wypowiedź sformułowana przez Elżbietę Rzewuską, która, odnosząc się do Introdukcji, stwierdziła, iż "spekulacje Czesława Latawca, który traktuje twórczość Micińskiego jako świadomą i konsekwentną realizację literacką dziwacznego systemu religijno-filozoficznego, są swoistym tworzeniem bytów nad potrzebę interpretacyjną"[48]. Zupełnie odmiennie traktuje Introdukcję Latawca Adam Grzymała-Siedlecki. W tym sensie "odmiennie", gdyż a priori odnosi się on do twórczości Micińskiego z dużym dystansem, a nawet wręcz z pogardą. Zdaniem krytyka "Czesław Latawiec w przedmowie zajmuje się szczegółowo i z całym aparatem metodyki naukowej problematem lucyferyzmu"[49]. Zwraca on również uwagę, że "nie bez głębszego powodu redaktorowie pośmiertnych wydań Micińskiego taki tytuł (Lucyfer - W.K.) dali pierwszemu tomowi. To, co przez całe życie nurtowało autora W mroku gwiazd, to postawiony przed sobą dualizm głębokiego chrystianizmu i tego kompleksu zagadnień, które on nazywał lucyferyzmem". Adam Grzymała-Siedlecki w dalszej części "recenzji" I tomu Pism pośmiertnych Micińskiego, stara się zamknąć w kilku zdaniach dorobek twórczy pisarza, zaś podejmując problemat lucyferyzmu, przyrównuje go do "zakończonego w trzeciej części Dziadów, a nigdy u Micińskiego niezakończonego sporu między Improwizacją a sceną księdza Piotra".

Przywołuje on postać Konrada z Improwizacji i, odpowiednio mutatis mutandis modyfikując jego osobowość, stawia go naprzeciw księdza Piotra. Przedstawienie takiego zjawiska ma, zdaniem krytyka, wyrażać postawę twórczą samego pisarza.

Przypatrując się tym wszystkim opiniom, wysnuć należy następujące konkluzje: wyraźne braki kompozycyjne w Introdukcji Latawca deformują nieco jej założenia strukturalne, a przez to nie oddają w pełni pojęcia kategorii właściwej prologowi do dzieła. Tekst ten nie przynosi również logicznych wniosków odnośnie rozważanej w nim tematyki (dotyczy to w szczególności poematu Niedokonany). Trzeba jednak przyznać, że Latawiec uzasadnił argumenty względem omawianej tematyki powieści, a co ważne argumenty te zabarwił atmosferą niebanalnej wyobraźni samego Micińskiego. W swych domniemaniach ukazał przenikliwość badacza literatury, który rozstrzyga podstawowe wątpliwości, związane z intencją twórczą Micińskiego, oraz skorelował wybrane fragmenty powieści z utworami poetyckimi, tworząc nietypowy potencjał skojarzeń, które wymagają jedynie gruntownego skomentowania.

Charakterystyka powieści Mené-Mené-Thekel-Upharisim (niewątpliwie jedna z większych) dokonana przez Czesława Latawca wnosi na trwałe do historii badań nad twórczością Micińskiego dociekania i wnioski, które nie mogą zostać zignorowane podczas interpretacji tej powieści.

Część druga

II. Powieść czy fantazja powieściowa?

Krytyka o powieści Micińskiego

Utwór Mené-Mené-Thekel-Upharisim należy do gatunku prozy epickiej - jest powieścią. Nie jest to jednak zwyczajna powieść, jeśliby przyjrzeć się nieco uważniej jej budowie. Już sam Przewodnik encyklopedyczny przedstawia utwór Micińskiego dosyć enigmatycznie, a mianowicie jako "fragment prozy fantastycznej"[1]. Nie inaczej definiują Mené-Mené-Thekel-Upharisim inne źródła, w których jawi się to dzieło jako "fantazja powieściowa"[2].

O ile twórczość poetycka, dramatyczna bądź publicystyczna Micińskiego została poddana gruntownym studiom, o tyle jego powieści, często uznawane za niedoskonałe artystycznie, były analizowane w XX w. stosunkowo rzadziej i głównie przez wąskie, a wybitne, grono historyków literatury[3]. Rezultatem dosyć znikomej ilości prac na temat ten, który budzi zarazem najwięcej kontrowersji krytycznych, jest przeświadczenie wskazujące na niezdolność pisarza do tworzenia spójnych tekstów w prozie. Spróbujmy sięgnąć do tych wybranych tekstów krytycznych, traktujących o prozie Micińskiego.

Zaczniemy od wspomnianego już Adama Grzymały-Siedleckiego przyrównującego powieści Micińskiego do stosu kamieni, z których nigdy nie powstanie katedra, mimo że nieliczne z nich są nawet szlachetne[4]. Pisze on "że cała jego działalność pisarska jako prozaika, autora powieści i dramatów, jest raczej czymś, co mogłoby być dziełem sztuki, ale nim nie stało się"[5]. Krytyk poddaje oglądowi samą postać pisarza, jako indywidualności, sądzi, iż był on "zjawiskiem fenomenalnym. Przeszedł czterdziestkę swego życia, a na jednym punkcie pozostał młodzieńcem: w swojej zdolności nieustannego wchłaniania świata"[6]. Dlatego, jego zdaniem, Miciński, wchłaniając doznania ze świata zewnętrznego, nie zdołał ich "przetrawić", poprzerabiać na własne wrażenia, gdyż te nowe, gorączkowe "wypychały" je pod "wysokim ciśnieniem", tamte natomiast stawały się natychmiast jego twórczością[7]. Przyjmując za stosowne te argumenty, Grzymała-Siedlecki zaczął dopatrywać się w tekstach powieściowych pisarza odzwierciedlenia jego ideologii życiowej, światopoglądu czy nawet emocji.

Toteż powieść Micińskiego - pisze dalej - zawsze jest taką samą, jakim był on: wszystko w niej jest, co przeżywał poza nią. Jeśli nawet siadał do pisania z jakąś myślą przewodnią, to proces pisania zmieniał tę myśl do niepoznaki. Nigdy z tego nie mogło powstać dzieło beletrystyczne, ale zawsze powstawał wyjątkowo zajmujący pamiętnik Micińskiego. Pamiętnik jego wewnętrznego życia[8].

Mimo iż ten kontrowersyjny artykuł jest niewątpliwie napastliwym wobec postawy twórczej i osobistej pisarza, a jego autor, zdradzając zapędy nieuzasadnionego i szkodliwego krytycyzmu, nieświadomie demaskuje osobistą urazę do niego samego, to jednak w pewnym sensie pozwala na wysnucie obiektywnych wniosków na temat warsztatu twórczego Micińskiego. Grzymała-Siedlecki zarzuca Micińskiemu nieumiejętność stworzenia "dzieła beletrystycznego" oraz "dzieła sztuki" w ogóle, a także ośmiesza stosowanie autobiograficznych relacji bezpośrednio w jego powieściach. Brak obiektywizmu krytyka w stosunku do Micińskiego przejawia się również w specyficznym ataku na "bardzo liczne rzesze wielbicieli, którzy czują w sobie klucz do zupełnie jasnego porozumiewania się z myślami autora"[9]. Na końcu zaś swego "szkicu", omawiającego wydanie pierwszego tomu Pism pośmiertnych Micińskiego, agresywnie konkluduje: "Tym wielbicielom przybywa nowa pożywa wzruszeń: Lucyfer"[10].

Na niezdolność pisarza do kończenia dzieł zwracano niejednokrotnie uwagę, jednak najbardziej rzeczową tezę w tej sprawie przedstawił Michał Głowiński. Przypuszczam, iż teza ta - traktująca o "przyczynach psychologicznych niezdolności pisarza do konstruowania utworu, wynikających może nawet ze źródeł chorobowych" - trudna byłaby do zakwestionowania, gdyż nie jesteśmy w posiadaniu żadnych informacji o stanie - jak sugeruje Głowiński - patologicznego podłoża osobowości pisarza[11]. Dygresja ta z pewnością dałaby się rozwinąć głębiej w oparciu o psychoanalityczne badanie twórczości Micińskiego. Niemal rozpoznał to zagadnienie "biograf" Micińskiego - Jerzy Tynecki, który, wnikając bezpośrednio w tekst utworów pisarza, uchwycił problem chorobliwego usposobienia pisarza, a całe zjawisko nazwał "hermetyzacją". Otóż jego zdaniem "w powieściach Micińskiego dość natrętnie pojawiają się dziwaczne sytuacje rodzinne, oparte na nieporozumieniach, tragicznych w skutkach dla całego domu, motywy nekrofilii oraz bliskie kazirodczej miłości, wspomina się o bezradności i krzywdzie ojców, zwłaszcza w Mené-Mené-Thekel-Upharisim i w Wicie, a więc w utworach powstałych po 1910 roku, to znaczy po zgonie Rudolfa Micińskiego (ojca pisarza - W.K.), kiedy powściągi dyskrecjonalne mogły ulec odhamowaniu"[12]. Przyczyna zatem niezdolności pisarza do kończenia dzieł, a zarazem kwestia ich niespójności wewnętrznej oraz innych cech, które pociągają za sobą te dwa czynniki, pozostaje ostatecznie niezbadana i z pewnością wymaga wykorzystania metod innych niż ergocentryczne, które nie spełniają postulatu kompletnego przeanalizowania utworów badanego autora.

Reasumując, możemy stwierdzić, iż brak wytrwałości w zamiarach podczas budowania powieści powoduje, że Miciński, pisząc dany utwór, zmienia w pewnym momencie swe założenia kompozycyjne, przez co nie kontynuuje już rozpoczętych myśli[13]. Zaś wyraźny brak cierpliwości przy konstruowaniu dłuższych tekstów oraz częste zmiany koncepcji rzutują na budowę powieści, czyniąc ją niekonwencjonalną. To właśnie te czynniki przemawiają za niegasnącymi zarówno wśród badaczy literatury, jak i czytelników, opiniami o chybionych eksperymentach Micińskiego-prozaika. Z grupy tej wyłania się jednak Artur Górski, którego szczere i poczynione bez cienia złośliwości wyznanie stanowi zarazem swoisty ukłon pośród przed - i powojennych opinii ówczesnej krytyki. W Przedmowie do I tomu Pism pośmiertnych pisze on: "Artystą nie jest. Jest poetą, urodzonym improwizatorem, lirykiem. Opracowywać nie umie. Jeżeli chce coś poprawiać w tym co napisał, to improwizuje na nowo i inaczej..."[14]. Rodzi się zatem pytanie, czy krytyk, świadomie przyjmując ambiwalentną postawę w swej wypowiedzi, opowiada się przeciw głosom orzekającym o niskiej wartości powieści Micińskiego, czy też jedynie usprawiedliwia "improwizującego" pisarza.

***

Mené-Mené-Thekel-Upharisim jest powieścią niezwyczajną i niekonwencjonalną, pisaną z jednej strony jako pamiętnik, z drugiej zaś jako pełen fantazji twór nieposiadający w sobie nic z realności[15].

Powieści pisane w okresie 1906-1915, a więc takie jak Nietota, Xiądz Faust, Wita oraz Mené-Mené-Thekel-Uparisim, określano jako "poszukiwania warsztatowe, stanowiące etap w ogólnym rozwoju twórczości pisarza"[16]. "Poszukiwania" te o tyle mogą być zaskakujące, o ile uznamy, iż są one świadomym posunięciem pisarza, mającym na celu stworzenie całkiem nowego rodzaju powieści. Stworzenie nowego gatunku powieści można oczywiście zrozumieć jako zniszczenie starej formy. Teza ta jednak do końca nie przekonuje, o czym właśnie świadczy różnorodność kompozycyjna tych powieści[17]. Wyjątek stanowić może powieść Nietota, w której aż roi się od wszelkiego rodzaju uwag autotematycznych. Można zatem sądzić, iż wprowadzenie ich do tekstu miało za cel destrukcję zastanych form powieści obyczajowo-realistycznej. Los pozostałych utworów przybrał już odmienny charakter.

Powieści, a raczej jak - niektórzy sądzą - quasi-powieści Micińskiego, pozwalają przypuszczać, iż pisarz szukał akceptacji wśród czytelników, dlatego w każdej następnej powieści zmieniał jej zasadnicze koncepcje. I tak w napisanej na początku Nietocie wykorzystano motyw narratora-kronikarza, natomiast w ostatniej powieści Mené-Mené-Thekel-Upharisim mamy już wrażenie jakbyśmy czytali, a niekiedy śnili "tajemny" pamiętnik. Nie wspominając już o zgoła odrębnej tematyce oraz wymowie ideowej tych powieści, czy o wciąż podejmowanej kwestii metafizyki, która nieustannie przewija się w powieściach Micińskiego. Także tematyka psychologiczna, znamienna dla modernistycznych utworów, nie jest obca pisarzowi. Zyskuje ona swe apogeum właśnie w ostatniej jego powieści, zaś przejawia się głównie w kreowaniu najgłębszej warstwy bohatera: osobowościowej (monologi, częste zwroty do własnej duszy itp.)[18].

Dyskursywna dążność do kwalifikowania utworów literackich w stosowne ramy gatunkowe lub rodzajowe nakazuje również powieść Mené-Mené-Thekel-Upharisim usytuować we właściwych kryteriach podziałowych. Trzeba jednak wcześniej rozważyć, czy powieść, która nie została w pełni zamknięta, może przynależeć do odpowiedniej formuły gatunkowej (być może wymaga stworzenia odrębnej), pozwalającej dokładnie określić jej strukturę.