Memento. Antologia o życiu i śmierci - Praca zbiorowa

Kup ebooka

14.90 zł
12.81 zł (14,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

AgnieszkaHałasIN FAVILLA

Kiedy Maria Englert odsłoniła rano żaluzje, przywitał ją księżycowykrajobraz.

Popiółprószył z nieba już od tygodnia. Nikt nie wiedział, czym należytłumaczyć to dziwne zjawisko meteorologiczne. W telewizji bąkanocoś mętnie o prądach powietrza, o zanieczyszczeniuatmosfery pyłami przemysłowymi, które "na niektórych obszarachosiągnęło wartości krytyczne", przywoływano też wybuch wulkanuEyjafjallajökull, a nawet katastrofę w Czarnobylu. Mariawiedziała, że to wszystko bzdury, czcza gadanina mająca zamaskowaćbezradność tak zwanych ekspertów.

Niktnie potrafił też wyjaśnić, czemu średnie temperatury powietrzaw całej Europie utrzymują się na takim poziomie jak w sierpniu,choć był już koniec października, ani czy to właśnie ta anomaliapogodowa spowodowała niezwykłe czerwone zakwity sinic w rzekachi zbiornikach wodnych od Tybru po jeziora Finlandii. Jednakzdaniem Marii najgorsza ze wszystkiego była plaga mrówek. W żadnymsklepie nie można już było dostać preparatu Raid ani innych środkówowadobójczych, a sąsiadki polecały sobie nawzajem różne domowesposoby: zasypywać szpary w podłodze solą, proszkiem Ajax, sodąoczyszczoną, przecierać blaty octem i perfumami, rozkładaćw szafkach watę skropioną olejkiem lawendowym oraz liścieanginowca... Nic nie skutkowało.

Andrzejpewnie by coś wymyślił, on zawsze umiał coś wykombinować. Jak wówczasgdy w Komańczy naprawił motocykl wujka Darka, a przecieżnie miał wtedy nawet szesnastu lat... Ale nie powinna myślećo Andrzeju. Nie z rana. Bo jest za dużo do zrobienia.Sprawdzić pięć ostatnich prac z tego nieszczęsnego kolokwium,które oblała prawie cała grupa. Pójść do sklepu po zakupy, zjeść cośi jechać na zajęcia z zaocznymi o dwunastej. Zostałyjej trzy lata do wcześniejszej emerytury, miała nadzieję, że jakośdociągnie. Mimo tego cholernego serca.

Nadobrą sprawę powinna być na rencie. Ale ZUS uznał ją za zdolną dopracy i wtedy przyjęła to z ulgą. Spłacała długi, które jejzostały po byłym mężu, przed chorobą harowała na dwóch etatachi uważała, że nie może sobie pozwolić nawet na tygodniowe L4,a co dopiero na dłuższe. I się urządziła. Niedoleczonagrypa spowodowała zapalenie mięśnia sercowego. Miesiąc w szpitalu,kolejne dwa miesiące w domu, żgający ból za mostkiem, puchnącenogi, duszności przy najmniejszym wysiłku i budzenie się w nocyz okropnym uczuciem, że nie może złapać oddechu, jakby coś jądławiło. A i tak martwiła się głównie tym, co ją czeka,jeśli nie zdoła wrócić do pracy i dostanie głodową rentę.W wyobraźni już widziała, jak banki jeden po drugim wypowiadająumowy kredytowe i komornik licytuje jej mieszkanie.

Naszczęście żaden z czarnych scenariuszy się nie ziścił i potrzech miesiącach nieobecności wróciła na uczelnię, rezygnującz dodatkowego etatu w prywatnej szkole. Jeden z kredytówudało się restrukturyzować tak, żeby raty były mniejsze; od czasu doczasu coś tam pożyczała od ojca, żeby przebiedować do pierwszego.A serce jakoś funkcjonowało, wspomagane lekami i ziółkami.Andrzej, kochany chłopak, starał się, jak mógł, żeby jej ulżyć,sprzątał w domu, załatwiał wszelkie sprawy na mieście, nawetgotował...

Alenie, stop. Nie może myśleć o Andrzeju. Musi się ogarnąć i wyjśćdo sklepu. Bo nie ma co jeść, w lodówce pustki, w szafcemrówki, a jutro niedziela. Maria, choć niewierząca, starała sięnie robić zakupów w niedzielę. Dla zasady.

Nadworze panował upał. Bezchmurne niebo zasnuwała siwa mgiełka. Anikropli deszczu od trzech tygodni. Tylko drobne płatki popiołuprószyły bez przerwy, pokrywając wszystko - trawniki,liście drzew, zaparkowane samochody, rowery, poręcze - szarawąwarstwą wyglądającą jak pleśń na zapomnianym talerzyku truskawek.

Naplacu przy kościele stała grupka młodych ludzi w białychstrojach. Jeden chłopak trzymał krucyfiks, pozostali - zapaloneświece. Od tygodnia dyżurowali tak bez przerwy, we dnie i w nocy,raz w liczniejszym gronie, raz w mniej licznym. Czasemśpiewali, czasem się modlili albo wykrzykiwali coś do przechodniówo nadchodzącym dniu sądu i karze za grzechy. Ignorowanoich.

Przedsklepem Marię jak zwykle zaczepił znajomy pijaczek, pan Zyzio: paniMarysiu, pani da złotóweczkę, listonosz mi się z rentą spóźnia.Wyjęła portmonetkę, a ponieważ nie miała drobnych, wręczyła panuZyziowi nie złotówkę, tylko dziesięć złotych. Niech przynajmniej onma przez chwilę dobry humor.

Zrobiłazakupy: chleb, twarożek, mleko, płatki kukurydziane, włoszczyzna,mandarynki. Chciała wziąć też na wszelki wypadek zgrzewkęnałęczowianki, ale zorientowała się, że nie da rady jej zataszczyć dodomu, więc włożyła do koszyka dwie półtoralitrowe butelki.W telewizji i radiu powtarzano, żeby "na wszelkiwypadek zrobić zapasy". Woda, żywność w puszkachi paczkowana, cukier, sól, zapałki. Leki. Papier toaletowy. Miećw pogotowiu butlę gazową, a jeszcze lepiej mały przenośnygenerator i paliwo do niego. Tak jakby chodziło o katastrofęnaturalną albo wojnę. Ale zarazem nikt nie nazywał sprawy po imieniu,w mediach wyraźnie panowała zmowa milczenia. Może lękano sięmasowej paniki i tego, że z dnia na dzień uaktywnią sięróżne dziwne sekty?

Zresztąw końcu nic takiego się nie działo, prawda? Póki co. Nie byłotrąb anielskich ani innych znaków zwiastujących zagładę. Tylko tenprószący z nieba popiół. Lato w październiku. Czerwona wodaw rzekach i jeziorach. I mrówki. Rojące się naframugach okien i na drzwiach, przypuszczające zmasowane atakina rośliny doniczkowe, cukiernice, otwarte opakowania ciastek,landrynek i płatków śniadaniowych. I biegające w najlepszepo sklepowych półkach. Maria wzdrygnęła się lekko.

W porządku.Kupi jeszcze zapałki. I baterie do latarki. Choć ani jedne, anidrugie raczej jej nie pomogą, jeśli rozstąpi się niebo i zjawiąsię anioły zniszczenia na ognistych wierzchowcach, czy jak to tamszło. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę listę jej grzechów,a w szczególności rozwód. I zabieg.

Zawszeszczyciła się, że posiada umysł ścisły i potrafi myślećracjonalnie. Doktorat z matematyki teoretycznej zobowiązuje,a co dopiero habilitacja. Pogardzała przesądami, wiarąw Opatrzność i przeznaczenie. Mimo to przez ostatni rok nieraz i nie dwa razy łapała się na kompletnie nieracjonalnej,wstydliwej i przerażającej myśli, że może śmierć Andrzeja tobyła kara... za tamto. W dniu wypadku warunki drogowe byłyidealne, widoczność jak marzenie. Andrzej nie miał we krwi nawetułamka promila alkoholu, nie przekroczył dopuszczalnej prędkościi nie on zawinił, to tamten drugi kierowca zasnął za kierownicąi zjechał na przeciwległy pas...

Potrąconakoszykiem przez innego klienta Maria otrząsnęła się i ruszyła dokasy, mijając rodziców z dzieckiem w wózku, którzysprzeczali się, czy warto pytać w aptece o płyn Lugola.

Kiedyz ciężką siatką powoli wyszła ze sklepu, pan Zyzio podszedłi szarmancko zaproponował, że zaniesie jej zakupy do domu.Zgodziła się, bo już zaczynało jej dokuczać znajome kłucie w piersi.

Gdymijali kościół, zauważyła, że grupka biało ubranych rozrosła się dodwudziestu kilku osób z ręcznie malowanymi transparentami orazprzenośnym głośnikiem. Śpiewali religijną pieśń, chyba coś połacinie. Blaszane tony głośnika utrudniały rozróżnienie słów.

Przeddrzwiami mieszkania pan Zyzio oddał jej siatkę i poradziłz troską:

- Paniuważa na siebie, pani Marysiu. Zwłaszcza teraz.

Boinaczej kto by panu dawał drobne na piwko, co? Chciała sięzaśmiać i odpowiedzieć raźnie, że złego diabli nie biorą.A potem przypomniała sobie, że ma pięćdziesiąt dwa lata, choreserce, lata temu rozwiodła się z mężem hazardzistą, ze Stachemnie wyszło jej na własne życzenie, potem pochowała ojca, pochowałasyna i jedyną osobą, która jeszcze troszczy się o jejzdrowie, jest osiedlowy pijaczek, i znowu żgnęło ją za mostkiemtak, że przez dłuższą chwilę nie mogła złapać tchu.

W końcuweszła do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi. Zataszczyłasiatkę do kuchni i usiadła, żeby odpocząć. Serce jej kołatało,a cholerny oddech wiązł w płucach jak po biegu.

Pojakimś czasie zmusiła się, żeby wstać, pójść do łazienki, obmyć twarzi zażyć lekarstwo. Potem powoli, ale metodycznie rozpakowałazakupy. Zrobiła sobie kanapki z twarożkiem i zielonąherbatę, wyławiając z kubka utopioną mrówkę. Zerknęła natelefon, żeby sprawdzić godzinę - niedługo będzie trzebasię zbierać na uczelnię - i zdziwiła się, widząc trzynieodebrane połączenia z nieznanego numeru oraz nagranąwiadomość. Z westchnieniem uruchomiła pocztę głosową.

Sekundępóźniej zmartwiała. Zrobiło jej się zimno, a później gorąco.

- Cześć,mamo - powiedział z telefonu głos Andrzeja.Rozpoznałaby go na końcu świata.

Tylkote dwa słowa. I piknięcie sygnału. Maria pośpiesznie odłożyłakomórkę na stół, jakby urządzenie ją parzyło. Trzęsły się jej ręce.

Siedziałai niemo gapiła się na swoje dłonie, niepewna, czy niezwariowała. Po dłuższej chwili zdołała się opanować. Już prawiecałkiem spokojna, na wszelki wypadek ponownie odsłuchała wiadomość,by zyskać pewność, że się nie przesłyszała.

Uśmiechnęłasię cierpko. W sumie, jeśli się zastanowić, wszystko byłojasne. Tylko z jakiegoś powodu świat jeszcze się niezorientował.

Sprawdziłagodzinę. Kwadrans po jedenastej. Nagle opadły ją dziwne myśli. Czywarto jechać na te nieszczęsne zajęcia z zaocznymi? Może raczejpowinna rzucić wszystko w diabły i sprawdzić, kiedyodchodzi następny pociąg do Gdańska albo autobus do Krynicy Górskiej?Żeby przynajmniej przywitać apokalipsę w jakimś ładniejszymmiejscu niż jej przysypane popiołem, opanowane przez mrówki rodzinnemiasto?

Wzruszyłaramionami, dopijając herbatę. Trzydzieści lat wcześniej pomysłz podróżą może i miałby sens, ale nie teraz, kiedy choreserce uniemożliwiało jej nawet tak banalną aktywność jak pójście nawycieczkę. Pojedzie na zajęcia. Ochrzani swoich zaocznych, którzy nieumieją po ludzku policzyć najprostszej całki. Będzie udawała, że tonaprawdę ma jakieś znaczenie, a oni może nawet będą udawać, żejej wierzą.

Wstawiłatalerz oraz kubek do zlewu i poszła do sypialni, żeby sięprzebrać, ale zaraz za progiem stanęła jak wryta. Rzeczywistośćrozleciała się bezgłośnie na kawałki po to, żeby natychmiast ułożyćsię z powrotem w niepojęty, przerażający kształt.

Nałóżku Marii ktoś spał.

Dziewczynka.

Szczupła,na oko jedenastoletnia blondyneczka w dżinsachi szaro-fioletowej bluzie z nadrukiem Monster High. Ustamiała rozchylone, oddychała spokojnie. Na podłodze obok łóżka leżałyjej zapinane na rzepy różowe adidasy.

SerceMarii targnęło się tak, jakby chciało wyskoczyć z piersi. Oparłasię ciężko o framugę, przyciskając je dłonią. Zmusiła się, żebypowoli policzyć do trzydziestu. Potem podeszła i ostrożnieusiadła obok dziewczynki, tak żeby jej nie zbudzić.

Jużznacznie spokojniejsza, wręcz z fascynacją patrzyłai rozpoznawała. Własne usta i podbródek. Wysokie czołoStacha. Jego jasne jak u Szweda włosy, jego brwi.

Tak,miałabyś teraz jedenaście lat.

W Polscenie udało się jej uzyskać zgody na zabieg. Lekarze mówili, żeniewydolność serca, późne powikłanie stanu zapalnego, nie jest aż takzaawansowana i są szanse... Ale Maria doskonale wiedziała, jakmęczy ją każdy wysiłek, nawet wejście po schodach na drugie piętro,nie mówiąc o podbiegnięciu do autobusu. Zbyt dobrze pamiętała,jak krótko po powrocie ze szpitala budziła się każdej nocy, czującprzeszywające kłucie za mostkiem, a serce kołatało okropnym,nieregularnym rytmem, jak biegnący w panice, potykający sięczłowiek. Jak siedziała skulona na łóżku, czekając, aż ból osłabnie,powtarzając sobie, że wytrzyma, nie będzie budzić Andrzeja.

Musiałampojechać na Słowację. Szybciutko, żeby zdążyć przed końcem pierwszegotrymestru. Nic nie mówiąc Stachowi, bo za krótko się znali,a w ogóle kto by przypuszczał, że baba po czterdziestce,rozwódka z siedemnastoletnim synem, wpadnie jak nastolatka. Mimoże przecież się zabezpieczali.

Rąbnęłoją to strasznie, ale nie wierzyła, że ze swoim sercem donosi tę ciążębez komplikacji, i naprawdę nie chciała ryzykować życiem, skoromiała wybór.

Zamierzałao niczym nie mówić Stachowi, ale tajemnica ciążyła jej jakołowiane buty, i dwa miesiące po zabiegu Maria doszła downiosku, że nie, nie może budować nowego związku na kłamstwie. Więcnapisała mail. Długi, sążnisty. Taki mniej więcej na pięć stronczcionką Times New Roman 12 z pojedynczym odstępem. Potem goskasowała bez wysyłania i napisała krótszy. Na jedną stronę.A Stach, cóż, odpisał, że jest wstrząśnięty i musi sobie towszystko przemyśleć na spokojnie, po czym zamilkł. Po tygodniumyślenia zadzwonił w sobotę wieczorem wstawiony, właściwiecałkiem pijany, i przez telefon nazwał Marię morderczynią. I niebyło już nic więcej do dodania.

Dziewczynkaotworzyła oczy. Były zielone jak malachit i patrzyły jakośtak... dorośle. Na widok Marii uśmiechnęła się leciutko,enigmatycznie.

- Weźmnie za rękę - powiedziała.

Gdzieśdaleko rozległ się głuchy huk. Raz, potem drugi. Jak fajerwerkiodpalane w Sylwestra. W oknach sąsiedniego bloku odbiła sięmigotliwa, czerwonawa łuna. I nagle Maria coś sobie uświadomiła.Nie czuła już żadnego bólu ani nawet dyskomfortu w klatcepiersiowej. Serce biło równie miarowo i mocno jak wtedy, kiedymiała dwadzieścia lat.

Wzięładziewczynkę za rękę i razem stanęły przy oknie. Spokojniepatrzyły, jak niebo nad Lublinem pęka, rozpruwa się niczym stareprześcieradło, a z płomienistej czeluści wyłaniają sięjeźdźcy w pancerzach koloru siarki.

Oficyna wydawnicza RW2010 proponuje:

BIERZMNIE

antologia opowiadań zmysłowych

Cielesne uciechy, gorącespojrzenia, złamane serca.

Ludzie pióra płci obojgakochają nie tylko książki, i nie z samej jedynie literaturyczerpią rozkosz - są przecież przede wszystkim kobietamii mężczyznami. Autorki i autorzy niniejszej antologiispłodzili oto dziewięć śmiałych opowiadań o tym, co najbardziejludzkie, choć często i obce, dla czytelniczek i czytelnikówotwartych na nowe doznania.

Przeszłość, teraźniejszośći przyszłość łączą się tu z miejscami bliskimi i dalekimi,nauka i magia z intymnością i pożądaniem, a pięknośćz potwornością; egzotyka splata się ze swojskością, subtelnośćz dosadnością, a miłość z seksem.

Z tego mariażu narodziłsię zbiór pobudzający zmysły i podniecający wyobraźnię, ale teżdający do myślenia - nie tylko w długą, bezsenną noc.

GDZIEŚDALEKO STĄD

antologia opowiadań podredakcją Dawida Juraszka.

Wędrowcy,włóczędzy, wagabundzi

Wędrowcyprzemierzający dalekie strony. Włóczędzy odchodzący w siną dal.Wagabundzi uciekający byle dalej.

Autorzyniniejszego zbioru poszybowali wysoko na skrzydłach fantazji, zeszligłęboko w labirynt wyobraźni, zapuścili się daleko w gęstwęmarzeń, snów i koszmarów - wszystko po to, by oderwać się odtego, co bliskie, i choć na moment znaleźć się gdzieś dalekostąd. Od pustyń Lewantu, przez otchłanie galaktyk, po zawikłane mapyludzkich losów, każde z tych dziesięciu opowiadań zabierze Cięw podróż, której przecież tak bardzo potrzebujesz. Jak mywszyscy.

NIEDOCZEKANIE

Gdybybabcia miała wąsy, czyli antologia historii alternatywnych.

Coby było, gdyby było inaczej, niż jest? Historie alternatywne todoskonała pożywka dla wyobraźni i niezły sposób na odreagowanieniepowodzeń jednostek i zbiorowości. Bo przecież gdyby wtedy,dawno temu, coś potoczyło się inaczej, to dzisiaj wszyscy bylibyzdrowi, bogaci i szczęśliwi. Albo i nie...

Niedoczekanie...Od alternatywy na parę, przez gwiezdnych wojowników i nieśmiertelnedynastie, po kolonializm na odwrót - antologia ośmiuhistorii alternatywnych z podniesionym czołem odpowiada napytanie: co by było gdyby?

Antologię"Niedoczekanie" promuje opowiadanie "Parowy Hycel".Kto parą wojuje, od pary ginie! Krzysztof Kochański bierze nawarsztat fascynującą konwencję steampunku i brawurowo nadaje jejautorski szlif godny kunsztu weterana polskiej fantastyki. W świeciena pozór rodem z pozytywistycznych powieści wiek paryi elektryczności okazuje się być wiekiem pary, mechaniki,chemii i... zmysłowości!

DO DIABŁA Z BOGIEM

Antologiaopowiadań fantastycznych

Opiumdla ludu w 10 odsłonach

Dodiabła z bogiem... Ale którym bogiem? Do jakiego diabła i poco? Dziesięciu autorów tej fantastycznej antologii odpowiada nadziesięć różnych sposobów - nigdy jednak na klęczkach.

Czy pisarze zajmujący sięfantastyką mogą pisać o religiach? Zbiór opowiadań, któryprezentujemy, dowodzi, że nie tylko mogą, ale powinni! Efektkonfrontacji wiary z rozumem, przeszłości z przyszłością,magii z fantazją może Was zaskoczyć. I prędzej czy późniejniektórzy z was dojdą do wniosku, że to wszystko jest... fikcją.

SZABLĄI WĄSEM.

Antologiaopowiadań sarmackich

Szabląi wąsem, ogniem i mieczem, kontuszem i dworkiem.

PrawdziwychSarmatów już nie ma. Co się nam ostało? Ognie i miecze, potopy,Wołodyjowskie pany... Wilcze gniazda, diabły łańcuckie, samozwańce...Charakterniki, szubieniczniki i licho wie, co jeszcze... Noi fajnie, ale czy fikcyjni Sarmaci muszą być wszyscy na jednokopyto?

"Szabląi wąsem"to zbiór opowiadań polskich autorek i autorów, którzy Sarmacjinadmierną rewerencją nie darzą i opowiedzieć chcą o niejinne, świeższe historie. A opowiadać jest przecież o czym.Czasy Pierwszej Rzeczypospolitej to sensacje, thrillery i komediepisane historią, której niestety albo się wstydzimy, albo którą sięchełpimy, zamiast po prostu się nią interesować. Zebrane w tymtomie opowiadania gromko jednak krzyczą "Veto!" i naspuściznę po Sarmacji patrzą z nowego punktu widzenia, czasemtrzeźwo, czasem krzywo, a czasem zezem.

Odlatających machin królowej Ludwiki, przez patriotyzm diabła Boruty,po alternatywne oblężenie Jasnej Góry - ten fantastycznyzbiorek bez czołobitności wyciąga z legendy i historiiSarmacji to, o czym wciąż warto snuć opowieści.

ŚWIATYRÓWNOLEGŁE

Antologiaopowiadań fantastycznych

Sekcjaliteracka ŚKF w akcji

Jakilos czeka małą dziewczynkę i jej ojca osamotnionychw postapokaliptycznym zimowym świecie? Czy genetycznieudoskonalony detektyw rozwiąże sprawę brutalnych morderstw? Cowydarzyło się na L'Isled'Escargot,jak kończy się przywołanie ducha Chopina i kim naprawdę jest synśląskiego alchemika, który od najwcześniejszego dzieciństwa mawrażenie, że wszyscy prócz niego żyją z jakąś strasznątajemnicą?

W "Światachrównoległych" znajdziemy opowiadania zarówno autorów znanychi nagradzanych, jak i debiutantów. Znajdziemy SF twardei humorystyczne, grozę, groteskę, kryminał oraz fantasyw różnych odcieniach. Wszystkie te teksty łączy jedno- udowadniają one, że jeśli szukać gdzieś literackichtalentów, to przede wszystkim w Śląskim Klubie Fantastyki.

ANTOLOGIA"KRYMINALNA 13"

tojedyny w swoim rodzaju projekt, firmujący pierwszy konkursliteracki organizowany przez Oficynę wydawniczą RW2010. Znaleźliśmy13 specjalistów od zbrodni, 13 sprawdzonych fachowców odliterackiej mokrej roboty i umieściliśmy ich zabójczo świetneopowiadania w jednym zbiorze. Zarazem poprosiliśmy szanowneautorskie grono, aby wzięło udział w pracach profesjonalnego,kompetentnego i niezależnego jury.

Zapraszamdo lektury naszej antologii. Prezentujemy wysmakowany zestawopowiadań kryminalnych i sensacyjnych, podlanych tajemnicą,doprawionych szczyptą fantastyki, zbiór tekstów na wskrośwspółczesnych oraz sięgających w przeszłość, a nawetdotykających wydarzeń i postaci historycznych.

PrzedWami ponad 250 stron, 13 autorów i jeden motyw...

ZAPOMNIANEHISTORIE

antologiagrozy

zbiórpod redakcją Piotra Borlika

Niechpierwszy rzuci kamieniem ten, kogo nigdy nie przeszedł w lesiedreszcz na odgłos pękniętej gałązki, kto nigdy przy ognisku nieprzysłuchiwał się historiom o duchach, kto nigdy nie zamyśliłsię, przechodząc przez cmentarz. Wstarej skrzyni na strychu, wśród pożółkłych dokumentów, narozsypującym się w dłoniach papierze, a niekiedy zaledwie wcichym skrzypieniu drewna kryją się historie. Zagubione, ukryte,zapomniane. Często przechodzimy tuż obok, nawet ich nie zauważając.

Antologia grozy "Zapomnianehistorie" ma na celu przypomnienie tych, o którychzapomnieć po prostu nie wypada. Dziewięć najciekawszych prac- wyłonionych w ramach konkursu - stanowi tegonajlepszy dowód. Autorzy wybranych opowiadań nie tylko "straszą",ale też zmuszają do myślenia. Groza bowiem niejedno ma imięi pokazuje różne oblicza.

DawidJuraszek: JEDWAB I PORCELANA, TOMY I, II, III i IV

"Jedwabi porcelana"to orientalna powieść drogi - drogi wiodącej przezlabirynty przeznaczenia i przypadku, przez mroczne tajemniceludzi i bóstw, przez obce krainy rodem z mitów i annałów,przez zakamarki skrywanych namiętności i rwących się dourzeczywistnienia marzeń.

O Chinach nikt jeszczew Polsce tak nie pisał. Cesarstwo Środka to miejsce, gdzieścierają się siły ludzkie i moce nadprzyrodzone, gdzieniebezpieczeństwo nigdy nie jest daleko, a przygoda zawszezaskakuje. Pośród bitewnego zgiełku, upiornych nawiedzeń i cielesnychpokus bakałarz Xiao Long zmaga się z własnymi demonami i samymsobą. "Jedwabi porcelana"to opowieść o Chinach i Chińczykach, opowieść jak ze snu- snu, z którego trudno się otrząsnąć.

Zapraszamy do lektury czterechfascynujących tomów: "Biały tygrys", "Niebieskismok", "Czerwony ptak" i "Czarny żółw".

DawidJuraszek: CAIREN. DRAPIEŻCA

GdybyMarco Polo był Conanem Barbarzyńcą... miałby na imię Cairen!

Dziesięćwartkich opowiadań. Dziesięć orientalnych przygód z prężeniemmuskułów i przymrużeniem oka. A w nich bez likuzaginionych cywilizacji, walnych bitew, powabnych dziewek, groźnychmonstrów, magicznych sztuk, starożytnych grobowców, literackichnawiązań, i czego tam jeszcze.

Pośródszczęku mieczy, szabli, koncerzy, sztyletów, kindżałów, puginałówi handżarów, jęku cięciw, bajań mędrców i westchnieńrozkoszy... W ociekających przepychem pałacach Czungii,przedwiecznych ruinach miast Goryo, podmorskich grotach potworówNipponii, przybytkach zmysłowych uciech Syamii... Ramię w ramięi twarzą w twarz z Mengutami, Tuerami, Malajami,Jugurami, Manczami i Parsami... Przez spienione grzywaczeOceannego Morza, niezgłębione dżungle Kmerii, śnieżne pustkowiaXybelii, monsunowe ulewy Czamby... Wszędzie tam, bez zbytniejrewerencji dla chanów, szejków, cesarzy, kalifów, sułtanów, królów,szachów, szogunów czy maharadżów, dumnie, butnie i zuchwalekroczy CAIREN!

AgnieszkaHałas: PO STRONIE MROKU

Piekło ma wiele obliczy,a wszystkie one stanowią część planów Stwórcy. Na odwiecznąmachinę przeznaczenia składają się miliony pojedynczych trybików.Takich jak hiszpański alchemik El Claro, wojowniczka Sangre Veland,rudy demon Samir von Katzenkrallen czy jedenastoletnia strzygaMaszka. Dwanaście opowiadań połączonych wspólnym motywem Szeoluzabierze was w podróż przez różne czasy i miejsca - odwspółczesnej codzienności po rubieże zaświatów, od średniowiecznychKarpat po zbombardowane Nagasaki i płonące World Trade Center.

KatarzynaKowalewska: PIJANY SKRYBA

Maciej,Sylwek i Mario kontra bardzo źli ludzie.

BycieMaćkiem to łatwizna. Wystarczy żyć ze spadku, mieć dobrze zbudowanegokumpla, wracać do domu nad ranem i podrywać dziewczyny o dziwnymgłosie. Aha, i wypiąć się na rodzinę. Lecz gdzieś w środkuimprezy, gdzieś między Brzeską a Targową, ktoś robi Maćkowikuku, ktoś okrada jego mieszkanie, ktoś zostawia mu list. A todopiero początek kłopotów.

Wyjściez tarapatów ma zapewnić makieta, latynoska córka polskiegoAmerykanina i podróż do przeszłości. Kto wygra bitwę na kury? Coskrywa pudełko od przekupki ze Zgierza? Co łączy punk rockaz wojskiem polskim? Kim jest człowiek w gumofilcach? Jakklątwa voodoodziała na odległość? Co można ukryć w męskich spodniach?

Nate i inne pytania odpowie Maciek i jego ekipa komorników.W szalonej powieści, pełnej ciętego humoru, dziwnych przypadkówi nagłych zwrotów akcji. Spróbuj się nie roześmiać!

AndrzejW. Sawicki: KOLCE W KWIATACH

Zbióropowiadań ze świata powieści "Nadzieja czerwona jak śnieg"i "Furia błękitna jak ogień". Historii o tym,jak grupa XIX-wiecznych mutantów staje do walki o wolnośćojczyzny.

PołowaXIX stulecia. W Warszawie, w okopach oblężonegoSewastopola, na dalekich stepach Syberii, w prowincjonalnych,polskich miasteczkach, trwają przygotowania do buntu, który możezmienić oblicze świata. Obdarzeni boskimi mocami odmieńcy muszązdecydować, po której stronie stanąć w nadchodzącym konflikcie.

Zanimkosynierzy runą na rosyjskie roty, zanim strzelcy wymierzą brońw Dońców i carskich dragonów, ci od których zależą losybatalii, muszą się odnaleźć.

Nadeszładla nich pora, by wybrać drogę.

MaciejŻytowiecki: SZUJE, MĄTWY I STRACEŃCY

Odkryminału po urban fantasy. Od science-fiction po dramat. Jedenaściefantastycznych tekstów i jeden autor.

Latającawyspa plemienia Wilg i Polska okresu PRL-u. Mroczne zaułkiChicago i obca planeta zamieszkana przez nadistoty. Nieodległaprzyszłość i czasy barbarzyńców. Poznań i tajemniczaAsylea, gdzie osiadł pewien upiór.

Trzymajciesię mocno.

Jedenaścieopowiadań. Dziesięciu bohaterów. A wszyscy to szuje, mątwy albostraceńcy.

Kasia Szewczyk i JacekSkowroński: MASKI

Zbiór siedmiu przesyconychgrozą historii, w których prawda i fałsz grająz czytelnikiem w ciuciubabkę. Nic nie jest oczywiste,zdrowy rozsądek może okazać się zdrajcą,a szaleństwo - błogosławieństwem. Po lekturzeczytelnik zastanowi się sto razy, nim sięgnie po lukrowane pączki,nie zmruży oka, nocując w hotelu, i dowie się, do czegopotrafi być zdolny człowiek kochający literaturę... ponad życie.

Emma Popik: WYWIAD Z BOGIEM

Kim jest człowiek nazywanyprzez prosty lud bogiem? Podobno tworzy nowe byty - a towszak robota bogów. Ale czy jest ważniejszy od wpływowegodziennikarza, który również posiada boską moc? Może wywyższać ludziswoimi artykułami lub strącać ich w niebyt niesławy bylepomówieniem. Spotkaniu tej dwójki poświęcone jest tytułoweopowiadanie.

Bohaterowie pozostałych,podejmując decyzje, wykonując swoją pracę, wypełniając misje lubrozkazy, mają wpływ na całe miasta, kraje, a nawet planety. Albointymniej - odmieniają los jednego człowiek, jednejmiłości...

Emma Popik: NA ZAWSZEPIĘKNI I MŁODZI

Ofiarowujemy czytelnikomsprawdzoną hard sf. Prezentowane opowiadania - ostre,znaczące i niezmiennie ciekawe - ukazywałysię drukiem w "Fantastyce", "NowejFantastyce", "Science Fiction", "Fantasy andHorror" oraz w osobnych wydaniach książkowych;wśród nich "Mistrz"- uznany za jedno ze stu najlepszych polskich opowiadań.Zebraliśmy je razem i wierzymy, że tą literacką ucztą zadowolimyzarówno wyrafinowanych smakoszy, jak czytelników lubiących po prostudobrą, "męska" prozę, pełną akcji, przygód, mięsistychscen, ale niepozbawioną refleksji.

Emma Popik: WIGILIA SZATANA

Kolejny rewelacyjny zbiór EmmyPopik to smakowity kąsek dla pasjonatów dobrej fantastycznej prozyi mocnej hard sf, wgryzającej się w mózg i przepalającejtrzewia.

Tym razem autorka wprowadzanas w świat, który zostanie zbawiony przez... Szatana. Chcesztakiej apokalipsy, takiego końca i nowego początku? Nie chcesz?A jeżeli żadna inna wyższa siła się nie kwapi? Jeżeli Opatrznośćodwróciła się od świata i ludzkości?

Coś dla czytelnikówo stalowych nerwach. "WigiliaSzatana" to kolekcja przejmujących, mocnych opowiadańo upadku cywilizacji, słabości i błędach człowieka,o zbrodniach, które popełnia na najbliższych oraz na otaczającymgo świecie.