Melody - Karolina Milcarz

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (50,48 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział ósmy

Po zrobieniu makijażu, poczułam się nieco lepiej. Niby wciąż wyglądałam tak samo, a jakby lepiej. I to była kolejna rzecz, która zaskoczyła mnie na przestrzeni kilku tygodni. Umysł nie pamiętał czy lubiłam się malować, ale dłonie wiedziały, co robią. Odsunęłam jedną z szuflad znajdujących się przy toaletce. Wewnątrz były nożyczki. Sięgnęłam po nie i obracając je w dłoniach, westchnęłam. Raz kozie śmierć. Albo teraz, albo nigdy. Patrząc w lustro, zaczęłam obcinać włosy. Kiedy zaczęły sięgać do kości policzkowej, odłożyłam nożyczki. Zadowolona z uzyskanego efektu uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Teraz jedyne co bym w nich zmieniła, to kolor. Blond nie pasował do mnie. Melody sprzed utraty pamięci na każdym ze zdjęć była blondynką, ale ja już nie chciałam nią być.

- Melody?

Na dźwięk głosu Maxa podskoczyłam do góry. Byłam tak bardzo zajęta sobą, że nawet nie usłyszałam, jak wchodzi do sypialni. - Co ty do cholery wyprawiasz?

Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się w jego stronę. Liczyłam na to, że zaraz usłyszę jakiś komplement.

- Podoba ci się? Obcięłam włosy. I tak były za długie.

- Za długie? - powtórzył z jękiem. - Dziewczyno, zapuszczałaś je miesiącami. Wydałaś fortunę na różnego rodzaju odżywki, żeby wyglądały tak, jak - ręką omiótł podłogę i moją głowę. - Nie ważne zresztą, ale dlaczego to zrobiłaś?

Wzruszyłam ramionami. To był impuls i musiałam iść za głosem serca.

- Chciałam na dobre zerwać z przeszłością - wyjaśniłam. - Lepiej powiedz czy ci się podobam w takiej wersji.

Posłał mi zrezygnowane spojrzenie. Następnie wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał czyjś numer.

- Dzwonię do twojego fryzjera. - Powiedział. - Może uda mu się uratować w jakiś magiczny sposób to, co zostało na twojej głowie.

No jasne. Mogłam się w sumie sama tego domyślić. Wokół mnie skakał sztab wykwalifikowanych ludzi i robili wszystko, bym sama nie musiała brudzić sobie rąk. Idealne życie w idealnie złotej klatce.

Max po krótkiej rozmowie telefonicznej, oznajmił mi, że wyjeżdżamy. Droga nie była długa, ale dla mnie i tak ciągnęła się w nieskończoność. Po wyjściu z samochodu rozejrzałam się po okolicy. Wszędzie były sklepy. Miałam ochotę wejść do każdego z nich, ale Max ujmując mnie pod ramię, skutecznie mi to uniemożliwił i podprowadził pod salon fryzjerski.

- Idź - powiedział. - On już na ciebie czeka.

Podeszłam do drzwi i popychając je lekko, weszłam do środka. Niemal natychmiast zostałam przywitana przez mężczyznę w czarnym fartuchu, który na mój widok zareagował niemal łzami.

- Tak się cieszę, że nic ci nie jest - wziął z obrzydzeniem pasemko moich włosów w palce. - Gorzej z nimi, ale już ja coś wymyślę.

Gdyby chociaż się przedstawił, byłoby mi łatwiej z nim rozmawiać. Jakaś część mnie cieszyła się, że Max zabrał mnie do miejsca, gdzie wcześniej kogoś znałam. To spotkanie mogło okazać się pomocne przy odzyskiwaniu pamięci.

- Powiesz mi, jak masz na imię? - Zapytałam, nieśmiało zerkając na mężczyznę. - Wybacz, ale nic nie pamiętam.

- O mój Boże! Przepraszam! - Przystawił teatralnie ręce do twarzy. - Chuan.

- A więc Chuan, jesteś coś w stanie jeszcze z nimi zrobić?

- Seksowny Bob - posłał mi uśmiech. - Tył krótszy, przód dłuższy. Będzie ci do twarzy.

Jeśli chodziło o mnie, to mógł użyć nawet maszynki do golenia. Dla mnie najważniejsze było to, żebym przestała być blondynką.

- A kolor?

- Kiedyś przymierzałaś czarną perukę - odparł, odsuwając przede mną fotel, żebym na nim usiadła. - I nawet później próbowałem przekonać cię do farbowania włosów, ale nie chciałaś słuchać. Mówiłaś, że farba niszczy włosy. Cóż, to może teraz dasz się namówić na czarny?

To był dobry pomysł. Skinęłam głową, po czym oparłam ją o zagłówek i przymknęłam oczy. Już się nie mogłam doczekać, aż zobaczę w lustrze coś innego, niż jasne włosy.

Dwie godziny później, było po wszystkim. Powoli zaczynałam rozumieć, dlaczego Max postanowił mnie tu przywieźć. Oddał mnie w prawdopodobnie w najlepsze ręce, jakie mogłam trafić. Opuszkami palców przejechałam po włosach. Idealnie proste, lśniące i czarne.

- Nic więcej z nich już nie wycisnę. - Spojrzałam oczarowana na mężczyznę.

Nic więcej od niego nie chciałam. Właśnie dał nowe życie moim włosom, a przy okazji również mi.

- Dziękuję. - Szepnęłam z wdzięcznością.

- I błagam - złożył ręce, jak do modlitwy. - Nic więcej sama z nimi nie rób. Jeden telefon i jestem do twojej dyspozycji.

- W porządku. - Mruknęłam, wciąż nie mogąc napatrzeć się na swoje odbicie w lustrze.

Chuan pomógł mi ściągnąć ochronną pelerynę, którą wcześniej mi nałożył. Następnie wstałam z fotela i chciałam go poprosić, żeby zadzwonił do Maxa, ale wyprzedził mnie swoim wyznaniem.

- Ta dziewczyna, którą mi podesłałaś od jutra zaczyna dla mnie pracę.

- Dziewczyna? - Przechyliłam głowę w bok. - Wybacz, ale...