meLady 01 (6) 2016 - Zespół redakcyjny

Reflow text when sidebars are open.
- spełnieniem kobiecych marzeń
Pamiętnik "meLADY"
I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od książki...
Wpadła mi w ręce ktoś powiedziałby przypadkiem, ale ja w takie przypadki nie wierzę. Odkąd pamiętam, interesowałam się psychologią kobiecą. Z racji fachu dużo tego typu książek czytałam w oryginale. I tak oto trafiłam na książkę pewnej amerykańskiej autorki. Publikacja wzbudziła moje ogromne zainteresowanie. Zaczęłam czytać. Już w trakcie lektury pomyślałam sobie, że koniecznie musi ona trafić w ręce innych kobiet w Polsce. Tylko jak? Przecież nie każda Polka zacznie czytać książkę po angielsku.
To ją przetłumacz!
Ja? Dlaczego ja? Nie jestem tłumaczem.
Podoba Ci się ta książka? Chcesz, żeby inne kobiety ją przeczytały?
No, tak, ale zaraz tak z grubej rury - tłumaczyć?
Ewelina, daj spokój. Znam Cię, nie będziesz mogła o tym zapomnieć.
Oj tam. Zaraz nie będę mogła. Mam tyle ciekawych rzeczy do zrobienia. Książka może poczekać.
Kolejny dzień. Wczesne godziny ranne.
Siedzę przed komputerem i piszę maila. Do kogo? Do autorki książki. Próbuję się z nią skontaktować, a właściwie z jej agencją wydawniczą.
Ty naprawdę wierzysz, że ktoś Ci odpowie?
Oczywiście, że tak. No, dobrze, nie wiem, ale mam taką nadzieję.
Dziewczyno! Czy Ty zawsze musisz działać w takim tempie?! Daj sobie chwilę na zastanowienie.
Za późno. Wysłane.
Po kilku tygodniach...
Otwieram skrzynkę mailową. Dostałam odpowiedź.
W skrócie:
Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że jest Pani zainteresowana tłumaczeniem. Dziękujemy za podjętą inicjatywę. Jeśli uda się Pani znaleźć polskie wydawnictwo chętne do współpracy, jesteśmy nią jak najbardziej zainteresowani.
Ale jak to? Ja mam znaleźć wydawcę, a nie oni?
Nie jest tak prosto, jak Ci się zawsze wydaje, że będzie? (szyderczy śmiech)
Oj dobrze, już skończ. Nie pomagasz mi w ten sposób.
Wiedziałam, że muszę wziąć się do pracy.
Całe popołudnie spędziłam na tworzeniu wiadomości, wyszukiwaniu maili do kontaktu z wydawcami w Polsce. Szaleństwo!
Kolejny tydzień.
Wysłałam łącznie ponad 50 maili. Nawet nie wiedziałam, że mamy tylu wydawców w naszym kraju.
Odpowiedzi spływały stopniowo. Byli i tacy, którzy do dziś się nie odezwali, jednak w większości przypadków wiadomość zwrotna była bardzo podobna:
Serdecznie dziękujemy za podjęcie kontaktu. Niestety nie jesteśmy zainteresowani.
Pojawiło się jednak kilka obiecujących odpowiedzi:
Prosimy o przetłumaczenie próbki tekstu. Zapoznamy się z tekstem i poinformujemy Panią o naszej decyzji.
Ha, a myślałaś, że będzie tak prosto (szyderczy śmiech).
Nie poddawaj się! Pojawiła się przecież szansa!
Muszę jak najszybciej przygotować fragment tłumaczenia.
Po kilku tygodniach.
Przyszła odpowiedź z kilku wydawnictw:
Fragment wydaje się być bardzo ciekawy. Podejmiemy kontakt z wydawnictwem w Stanach Zjednoczonych i poinformujemy Panią o wynikach naszych rozmów.
Po roku.
A tak się cieszyłaś. Myślałaś, że przetłumaczenie książki to bułka z masłem. Nawet nie wiesz, czy w ogóle dojdzie do tłumaczenia (szyderczy śmiech).
Dojdzie, dojdzie! Musi dojść. Wiem, że książka jest tego warta. Przetłumaczę ją.
Zobaczysz, odezwą się w swoim czasie.
I się odezwali. Jednemu wydawnictwu udało się nawiązać kontakt z agencją wydawniczą w Stanach Zjednoczonych.
Przyszedł mail:
Proszę zacząć tłumaczenie. Ma Pani rok.
Ale przecież książka ma ponad czterysta stron, a ja mam kilkumiesięcznego szkraba w domu.
Nie dasz rady! Jak Ty to niby chcesz zrobić - praca, dom, rodzina i jeszcze Ci tego do szczęścia potrzeba?
Tyle czekałaś! Poddasz się teraz? Podziękujesz? Zrezygnujesz ze swojego marzenia?
Nigdy w życiu!
Po wielu nieprzespanych nocach, po roku ciężkiej pracy...
...skończyłam tłumaczenie książki. W ten oto sposób powstała "Potęga kobiecości" wydana przez Wydawnictwo Bernardinum. Książka, która inspiruje kobiety na całym świecie, a od kilku lat także w Polsce, do podążania ścieżką szczęścia małżeńskiego.
Rok później.
Czytając jakąś książkę, natknęłam się na słowa, które spędzały mi sen z powiek przez kilka nocy.
Oto pragnienie, modlitwa, której wysłuchaj bacznie. Panie, niech moje życie pomaga tym, których dotykam przypadkiem.
Ale jak?! Jak mam pomóc i komu?
Kilka dni później.
Eureka!
Książka przetłumaczona. Muszę z nią dotrzeć do jak największej liczby kobiet w Polsce, bo przecież: "Największą satysfakcję odczuwamy wtedy, gdy dajemy innym coś z siebie".
Tak się zaczęła moja kolejna przygoda z kobiecością.