Wstęp
WSTĘP
Problematyka wojny amerykańsko-meksykańskiej z lat 1846-1848 nigdy nie
cieszyła się większym zainteresowaniem i w Stanach Zjednoczonych, ani w innych krajach. Konflikt zbrojny z Meksykiem, przez wielu historyków
amerykańskich uważany za prolog wojny secesyjnej, do dziś pozostaje w jej cieniu, chociaż jego skutki militarne i geopolityczne stawiają go w rzędzie najważniejszych, a jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych
wojen w historii Ameryki Północnej.
W sensie militarnym wojna z Meksykiem była jednym pasmem sukcesów
Amerykanów. W ciągu 18 miesięcy walk armia Stanów Zjednoczonych
przeprowadziła zwycięską kampanię w Teksasie i północnym Meksyku, zajęła
bez większego oporu rozległe i bogate prowincje Nowego Meksyku i Kalifornii, dokonała imponującej operacji desantowej pod Veracruz i odbyła strategiczny marsz w głąb Meksyku "szlakiem konkwistadorów"
Korteza, zakończony pierwszą w historii USA okupacją stolicy wrogiego
kraju.
Wojna meksykańska, będąca najbardziej spektakularnym ucieleśnieniem
ducha "Objawionego Przeznaczenia", doprowadziła do wydarcia Meksykowi
więcej niż połowy jego ówczesnego terytorium o powierzchni ponad miliona
mil kwadratowych i pozwoliła rozszerzyć amerykańskie panowanie na
ogromne obszary rozciągające się od Zatoki Meksykańskiej po wybrzeża
Pacyfiku. W niedalekiej przyszłości na ziemiach tych. obejmujących jedną
trzecią terytorium całego kraju, miało powstać dziesięć nowych stanów
Unii: Teksas, Nowy Meksyk, Arizona, Utah, Newada, Kalifornia oraz
częściowo Oklahoma, Kansas, Kolorado i Wyoming.
Zwycięstwo w wojnie z Meksykiem zakończyło ostatecznie długotrwały
konflikt graniczny wynikający z uzyskania niepodległości przez Teksas,
zwróciło uwagę Amerykanów na ziemie Dzikiego Zachodu (Wild West),
wywołując m.in. słynną gorączkę złota w Kalifornii w 1849 r., oraz
umożliwiło Stanom Zjednoczonym osiągnięcie wybrzeży Oceanu Spokojnego i rozwój handlu z krajami Dalekiego Wschodu. W jego wyniku w granicach
Stanów Zjednoczonych znalazły się także tysiące nowych mieszkańców,
wywodzących się z odmiennych od anglosaskiej kultur i cywilizacji.
To, co początkowo wydawało się być tylko egzotyczną przygodą i kolejnym
doświadczeniem militarnym, okazało się niezwykle doniosłym wydarzeniem,
jednym z tych, które zmieniły oblicze narodu amerykańskiego i w zasadniczy sposób wpłynęły na ukształtowanie jego dalszych dziejów.
A jednak, mimo wszystkich swoich znaczących konsekwencji, wojna
meksykańska pozostaje jednym z najbardziej wstydliwych i zapomnianych
epizodów w historii Stanów Zjednoczonych. Obiektywnie patrząc wydaje
się, że Amerykanie mają wystarczająco dużo powodów, żeby nie chcieć o niej pamiętać i ukryć ją na samym dnie narodowej świadomości.
Wojna ta, wywołana jako akt polityczny ekspansjonistów i prowadzona
przez ograniczonych, skłóconych i rozpolitykowanych ignorantów nie
znających się na problemach militarnych, była w swej istocie wojną
agresywną i zaborczą. Przyczyny i okoliczności, w jakich wybuchła,
pozbawiają ją całkowicie usprawiedliwienia i aspektów moralnych,
zwłaszcza w świetle zasad dzisiejszej demokracji amerykańskiej. Fakt. że
po jej zwycięskim zakończeniu Stany Zjednoczone wypłaciły Meksykowi
znaczną kwotę za "odstąpione terytorium", niektórzy badacze traktują
jako rekompensatę, wynikającą z poczucia winy. Wydaje się to potwierdzać
tezę tych, którzy wojnę meksykańską zawsze uważali za cyniczną i wyrachowaną grabież ziem należących do państwa, które było zbyt słabe i zacofane, żeby się obronić przed zakusami bezwzględnego i zaborczego
sąsiada z północy.
Prawda historyczna i racje obu stron konfliktu zawsze będą przedmiotem
indywidualnej oceny historyków. Pozostaje mieć nadzieję, że niniejsza
praca przybliży polskiemu czytelnikowi najważniejsze problemy związane z wojną amerykańsko-meksykańską i przyczyni się do lepszego poznania tego
ważnego dla historii kontynentu północnoamerykańskiego epizodu, który w naszym kraju pozostaje niemal całkowicie nieznany.
PIierwsza krew nad Rio Grande
PIERWSZA KREW NAD RIO GRANDE
W niedzielę 8 marca 1846 r. o godzinie 10.00 czołowe elementy
amerykańskiej Armii Obserwacyjnej gen. Zachary Taylora wyszły ze swojej
dotychczasowej bazy w Corpus Christi na wybrzeżu Teksasu i wkroczyły na
sporne terytorium z Meksykiem za rzeką Nueces. W ciągu kilku następnych
dni bazę u ujścia Nueces River opuściły pozostałe oddziały amerykańskie,
kierując się wzdłuż wybrzeża Zatoki Meksykańskiej w stronę odległej o 160 mil na południe rzeki Rio Grandę (Rio Bravo). W ten sposób gen.
Taylor wykonał rozkaz prezydenta Jamesa K. Polka z 13 stycznia 1846 r.,
nakazujący armii zajęcie spornego obszaru za rzeką Nueces i rozciągnięcie zwierzchności Stanów Zjednoczonych na obszary aż po brzegi
Rio Grandę.
Od czasu wywalczenia przez amerykańskich kolonistów w Teksasie
niepodległości w 1836 r. rzeka Nueces stanowiła nieformalną granicę
Republiki Teksasu z Meksykiem. Pas bezludnych, półpustynnych ziem
leżących pomiędzy rzekami Nueces i Rio Grandę (tzw. Nueces Strip) stał
się strefą buforową odgradzającą Teksas od północnego Meksyku, którą
Teksas uważał za swoje terytorium, ale której nigdy nie zajmował. Po
aneksji Teksasu przez Stany Zjednoczone w 1845 r. obszar ten stanowił
ziemię niczyją, do której oba państwa rościły sobie pretensje. Ponieważ
z chwilą aneksji Teksas stał się częścią składową Unii amerykańskiej, a Meksyk żądał ustalenia granicy wzdłuż rzeki Nueces i linii biegnącej w kierunku północnym od jej górnego biegu, Polk przyjął stanowisko Teksasu
i wydał gen. Taylorowi rozkaz wkroczenia na sporny obszar.
Początkowo oddziały Taylora nie napotkały żadnego oporu ze strony
Meksykanów. Nieliczne patrole meksykańskiej kawalerii z garnizonu w mieście Matamoros obserwowały z daleka ruchy wojsk amerykańskich i wycofywały się, unikając kontaktu z nieprzyjacielem.
16 marca przednia straż armii Taylora, kompania kawalerii z 2 pułku
dragonów i bateria artylerii konnej, dotarła do płytkiego strumienia
Arroyo Colorado, płynącego 25 mil na północ od Rio Grandę. Dopiero na
jego przeciwległym brzegu Amerykanie napotkali silny oddział wojsk
meksykańskich blokujący przeprawę przez strumień. Dowódca amerykańskiej
awangardy, widząc gotowych do boju Meksykanów, wstrzymał marsz i zaczekał na nadejście sił głównych. Wkrótce po ich przybyciu, z drugiego
brzegu przygalopował meksykański parlamentariusz z listem do gen.
Taylora.
Gen. Francisco Mejia, komendant wojsk meksykańskich w Matamoros, w piśmie do amerykańskiego dowódcy ostrzegł, że dalszy marsz armii
inwazyjnej w kierunku Rio Grandę zostanie uznany przez Meksyk za akt
wrogości i zmusi wojska meksykańskie do ostrzelania każdego żołnierza
amerykańskiego usiłującego przekroczyć Arroyo Colorado. W odpowiedzi
gen. Taylor oświadczył stanowczo, że otrzymał rozkaz dotarcia do Rio
Grandę i zamierza wykonać go bez względu na konsekwencje. Zagroził przy
tym, że każdy przejaw oporu ze strony Meksykanów zostanie zgnieciony
siłą. Na poparcie swoich słów kazał artylerzystom wytoczyć działa i, nie
wdając się w dalsze pertraktacje, wydał dragonom rozkaz sforsowania
strumienia. Kiedy tylko pierwszy oddział amerykańskiej kawalerii
przekroczył Arroyo Colorado, zaskoczeni Meksykanie zwinęli szyki i wycofali się bez jednego wystrzału w kierunku Matamoros.
23 marca oddziały Taylora osiągnęły ujście Rio Grandę w pobliżu
miejscowości Brazos Santiago. Ostatnie patrole meksykańskiej kawalerii,
odchodząc w pośpiechu za rzekę, podpaliły pobliski port Point Isabel.
Amerykańskim dragonom udało się w ostatniej chwili wpaść do płonącego
portu i ugasić pożary. Umożliwiło to gen. Taylorowi założenie nowej bazy
operacyjnej, do której wkrótce zaczęło napływać zaopatrzenie ze składów
armii w Nowym Orleanie.
Zaraz po zajęciu Point Isabel gen. Taylor rozpoczął budowę fortyfikacji,
którym na cześć urzędującego prezydenta nadano nazwę Fort Polk. Kiedy
tylko pierwsze prace nad nowym fortem zostały zakończone, Taylor
przesunął większość swoich wojsk nad Rio Grandę, 28 mil na południe od
Point Isabel. Na lewym brzegu rzeki, naprzeciwko meksykańskiego
Matamoros, rozpoczął budowę drugiej fortecy, nazwanej Fort Texas. W obozie nad Rio Grandę Taylor odrzucił żądania nowego dowódcy wojsk
meksykańskich, gen. Pedro de Ampudii, który domagał się wycofania
oddziałów amerykańskich z powrotem za rzekę Nueces. Przez blisko miesiąc
obie armie, oddzielone od siebie szerokim korytem Rio Grandę,
obserwowały się nawzajem i wzmacniały swoje pozycje obronne.
24 kwietnia rano zwiadowcy amerykańscy donieśli o ruchach oddziałów
meksykańskich za rzeką. Tego samego dnia po południu gen. Taylor
otrzymał nie potwierdzony meldunek o sforsowaniu rzeki przez kawalerię
meksykańską. Zaniepokojony aktywnością przeciwnika, natychmiast wysłał
na rozpoznanie dwa silne patrole jazdy. Kpt. Croghan Kerr na czele dwóch
kompanii dragonów udał się w dół rzeki, nie napotkał jednak śladów
obecności nieprzyjaciela i zawrócił do obozu. Dwie inne kompanie pod
dowództwem kpt. Setha B. Thorntona, liczące 63 dragonów, wyruszyły w górę rzeki.
25 kwietnia rano koło hacjendy La Rosia, kilka mil powyżej Fortu Texas,
patrol Thorntona zauważył niewielki oddział kawalerzystów meksykańskich.
Na widok Amerykanów żołnierze meksykańscy rzucili się do ucieczki. W pogoni za nimi dragoni Thomtona dotarli do pola przegrodzonego wysokim
żywopłotem, zza którego wypadł nagle bardzo liczny oddział meksykańskich
lansjerów. Wywiązała się krótka, gwałtowna walka, w której długie lance
Meksykanów i ich przewaga liczebna szybko wzięły górę nad Amerykanami.
Zaraz na początku starcia koń kpt. Thomtona został zabity i padł
przygniatając jeźdźca. Zanim kontuzjowany oficer zdołał się spod niego
wydostać, dostał się w ręce przeciwnika. Dragoni, pozbawieni dowódcy,
bronili się przez krótką chwilę, po czym bez powodzenia próbowali
przerwać pierścień okrążenia. Kiedy padł por. George Mason i ośmiu
żołnierzy, a wielu innych odniosło rany, pozostali złożyli broń i oddali
się do niewoli.
Następnego dnia, zaraz po otrzymaniu meldunku o potyczce pod La Rosia i wzięciu do niewoli oddziału kpt. Thomtona, gen. Taylor ogłosił
rozpoczęcie działań wojennych i wysłał szczegółowy raport do
Ministerstwa Wojny (War Department) w Waszyngtonie.
9 maja prezydent Polk zwołał posiedzenie gabinetu, którego rematem miała
być sprawa meksykańska. Od kilku tygodni na pograniczu z Meksykiem
panował względny spokój i wszyscy członkowie rządu odnosili wrażenie, że
strona meksykańska pogodziła się z obecnością wojsk gen. Taylora nad Rio
Grandę. Polk i większość jego ministrów, niezadowoleni z rozwoju
sytuacji, dyskutowali nad sposobem nakłonienia Kongresu do wypowiedzenia
wojny Meksykowi. Jedynie sekretarz marynarki (Secretary of the Navy)
George Bancroft nawoływał do spokoju i cierpliwego oczekiwania na
pierwszy akt wrogości Meksykanów wobec wojsk Taylora.
Wieczorem, po posiedzeniu gabinetu, prezydent Polk otrzymał z Ministerstwa Wojny wiadomość o ataku kawalerii meksykańskiej na patrol
kpt. Thomtona. Natychmiast zasiadł do pisania orędzia do Kongresu,
nawołującego do wypowiedzenia wojny Meksykowi. 11 maja przesłał tekst
pod obrady Kongresu z prośbą o ogłoszenie stanu wojny pomiędzy USA a Republiką Meksyku. Słowami pełnymi oburzenia pisał w nim: "Meksyk
przekroczył granicę Stanów Zjednoczonych, napadł na nasze terytorium i przelał amerykańską krew na amerykańskiej ziemi". Jednocześnie
zapewniał, że jako prezydent zrobił wszystko, żeby uniknąć konfrontacji
zbrojnej, ale nie mógł pozostać obojętny wobec prowokacji ze strony
Meksyku. "(...) Jeśli wojna istnieje, pomimo wszelkich naszych wysiłków,
by jej uniknąć, istnieje ona poprzez akt dokonany przez Meksyk, a my
wezwani jesteśmy wszelkimi względami obowiązku i patriotyzmu, by poprzez
naszą decyzję bronić honoru, praw i interesów naszego kraju"1.
Jeszcze tego samego dnia Izba Reprezentantów przyjęła deklarację o wypowiedzeniu wojny Meksykowi większością głosów 174 do 14. Następnego
dnia Senat zatwierdził ją 40 głosami wobec 2 przeciwnych (wszystkie
głosy przeciwne podczas głosowań w obu izbach były głosami członków
opozycyjnej partii wigów pochodzących z Północy; jednym z tych, którzy
głosowali przeciwko wojnie był kongresman z Illinois, Abraham Lincoln).
13 maja dokument został przesłany prezydentowi, który podpisał go
niezwłocznie. Długo oczekiwana przez administrację Polka wojna z Meksykiem stała się faktem.
Manifest Destiny
MANIFEST DESTINY
Jednym z najpilniejszych problemów do rozwiązania, jakie stanęły przed
administracją Jamesa Knoxa Polka tuż po jego zaprzysiężeniu na
prezydenta Stanów Zjednoczonych 4 marca 1845 r., była sprawa
pogarszających się stosunków z Meksykiem, spowodowana aneksją Teksasu.
W niedawno zakończonej kampanii prezydenckiej Polk, mało znany szerszemu
ogółowi działacz Partii Demokratycznej ze stanu Tennessee, zaprezentował
się jako gorący zwolennik aneksji Teksasu i wcielenia do USA terytorium
Oregonu, o który władze amerykańskie od dłuższego czasu toczyły spór z Wielką Brytanią. W czasie kampanii wyborczej w 1844 r. sprawy Teksasu i Oregonu stały się centralnym problemem politycznym. Jako główne hasła
agitacji wyborczej określały zarówno sprzeczności pomiędzy
rywalizującymi partiami wigów i demokratów, jak i istniejące w każdej z tych partii sprzeczności wewnętrzne, decydując o programach, taktyce i wyborze kandydatów.
Aneksja Teksasu oznaczała w praktyce wojnę z Meksykiem, co wynikało
wyraźnie z oświadczenia meksykańskiego prezydenta Santa Anny z sierpnia
1843 r. Z kolei włączenie Oregonu jako naturalnego obszaru wolnej
kolonizacji mogło stanowić pewną przeciwwagę dla kalkulacji lobby
plantatorów z Południa, którym aneksja Teksasu stwarzała perspektywę
powiększenia Stanów Zjednoczonych o nowe terytoria niewolnicze i uzyskania przewagi we władzach Unii2.
Wigowie, z obawy przed nieuchronną wojną z Meksykiem, udzielili poparcia
kandydaturze obywatela Kentucky, Henry'ego Claya, przeciwnika aneksji
Teksasu. Widząc jednak, że idee ekspansjonistyczne wywołują entuzjazm i zyskują coraz większe poparcie w społeczeństwie, nie odważyli się
otwarcie deklarować swojego stanowiska i kluczyli w opiniach, nadając
swoim poglądom politycznym cechy dwuznaczności.
Wykorzystali to abolicjoniści, zdecydowani przeciwnicy niewolnictwa i włączania do Unii nowych stanów niewolniczych, którzy - zorganizowani od
1839 r. w tzw. Partię Wolności - wysunęli w wyborach własnego kandydata,
Jamesa G. Birneya. Wprawdzie nie zyskał on większego poparcia, ale
doprowadził do rozbicia głosów i w praktyce przesądził o wyniku wyborów.
W rezultacie Polk nieznaczną większością głosów (1 337 000 do 1 299 000)
pokonał bardziej znanego i lubianego Claya, zostając jedenastym
prezydentem Stanów Zjednoczonych.
Zwycięstwo Polka zostało odebrane jako poparcie opinii publicznej dla
idei ekspansji. Sprzyjały temu zresztą nastroje większości
społeczeństwa. Ich zdecydowanym wyrazem był tekst dziennikarza
nowojorskiej gazety "Morning Star", Johna L. O'Sullivana, który w artykule redakcyjnym z 1845 r. udowadniał "prawo" Stanów Zjednoczonych
do zajęcia całego kontynentu północnoamerykańskiego. O'Sullivan
twierdził, że prawo to wynika z Manifest Destiny, "objawionego
przeznaczenia, którym jest ekspansja i wzięcie w posiadanie całego
kontynentu (...) danego nam przez Opatrzność po to, byśmy prowadzili tam
wielki eksperyment wolności i federacyjnego samorządu, który nam
powierzono"3.
Chociaż idea Manifest Destiny została oficjalnie ogłoszona dopiero w 1845 r., interesy materialne Stanów Zjednoczonych, tłumaczone
przekonaniem, że to Bóg dał Amerykanom prawo do zajmowania nowych
terytoriów i ustanawiania na nich amerykańskich zwyczajów i rządów,
stały się siłą motoryczną społeczeństwa amerykańskiego na długo
przedtem. Zakup francuskiej Luizjany przez Thomasa Jeffersona w 1803 r.,
zawiłe plany i intrygi byłego wiceprezydenta Aarona Burra (marzył o tytule cesarza Meksyku, chcąc siłą odebrać ten kraj Hiszpanom), plany
podboju Kanady (stały się jedną z przyczyn wojny amerykańsko-angielskiej
1812-1815 r.), czy organizowane z terytorium USA awanturnicze wyprawy
flibustierskie do posiadłości hiszpańskich w Ameryce Łacińskiej -
wszystko to było symptomem tej samej choroby toczącej społeczeństwo
amerykańskie od chwili powstania Stanów Zjednoczonych. Nic dziwnego, że
Meksyk, ze względu na swoje położenie geograficzne i sąsiedztwo USA,
musiał stać się prędzej czy później celem agresji ze strony zachłannego
sąsiada z północy.
Pierwszym krokiem na drodze amerykańskiej ekspansji stał się zakup
Luizjany. Jej tereny, rozciągające się na zachód od Missisipi aż po Góry
Skaliste, przejęte w 1762 r. od Francji przez Hiszpanię, w 1800 r.
wróciły z powrotem do Francuzów w wyniku tajnego układu zawartego przez
Napoleona z Hiszpanią w San Ildefonso.
Wraz z powrotem Francuzów do Luizjany Stany Zjednoczone znalazły się w trudnej sytuacji. Administracja hiszpańska w Nowym Orleanie przyznała
wcześniej Amerykanom prawo do strefy wolnocłowej i wiele innych
przywilejów. Tymczasem Francuzi nie kryli, że wolny handel amerykański
przez Nowy Orlean nie będzie dłużej tolerowany. Prezydent Jefferson,
będący tradycyjnie nastawiony przyjaźnie wobec Paryża, znalazł się pod
ostrzałem opinii publicznej, która domagała się wypowiedzenia Francji
wojny w akcie samoobrony. W tej sytuacji Jefferson podjął kompromisową
próbę zakupu Nowego Orleanu, stawiając jednocześnie w stan gotowości
armię i stwarzając pozory szukania porozumienia z Anglią. "Cesja
Luizjany przez Hiszpanię na rzecz Francji wywraca cały porządek
międzynarodowy, jeśli chodzi o interesy Stanów Zjednoczonych. Kto ma w ręku Nowy Orlean, jest naszym naturalnym wrogiem. Przez ten port
wypływają na świat produkty trzech ósmych naszego terytorium. Francuzi w Nowym Orleanie skazują nas na ścisły sojusz z narodem brytyjskim i flotą
brytyjską (...)" - pisał, uzasadniając swoje działania4.
Rezultat tych działań przerósł najśmielsze oczekiwania Amerykanów.
Napoleon, któremu wcześniej marzyła się odbudowa potęgi kolonialnej
Francji w Ameryce i odbicie Kanady z rąk Brytyjczyków, na skutek strat
poniesionych przez francuskie wojska ekspedycyjne na San Domingo (Haiti)
i wobec groźby wybuchu nowej wojny w Europie, zdecydował się na sprzedaż
całej Luizjany. Kiedy delegacja amerykańska z Jamesem Monroe'em i Jamesem Livingstone'em przybyła do Paryża, usłyszała niespodziewanie z ust francuskiego ministra spraw zagranicznych Talleyranda słowa:
"Niepokoicie się o Nowy Orlean, to kupcie Luizjanę!"5.
30 kwietnia 1803 r. Monroe i Livingstone podpisali w stolicy Francji
traktat o kupnie Luizjany, nie nalegając nawet na ścisłe określenie jej
granic. W ciągu jednego dnia, za minimalną cenę 15 milionów dolarów,
pokrycie roszczeń obywateli amerykańskich wobec Francji i zobowiązanie
do przyznania mieszkańcom Luizjany praw obywatelskich, Stany Zjednoczone
powiększyły się o ogromne terytorium na zachód od Missisipi. W przyszłości na obszarze tym, sześciokrotnie większym od terytorium
zajmowanego przez pierwsze trzynaście kolonii-założycieli, miało powstać
piętnaście nowych stanów Unii.
Szczęśliwe zakończenie wojny amerykańsko-angielskiej 1812-1815 pozwoliło
Stanom Zjednoczonym sfinalizować plany rozszerzenia swojego
zwierzchnictwa na Florydę. Zainteresowanie hiszpańską Florydą Amerykanie
zaczęli wykazywać już w roku 1810. Najpierw, korzystając z niejasności
traktatu paryskiego, zagarnęli Florydę Zachodnią, czyli tereny leżące w bezpośredniej bliskości Nowego Orleanu, które uznano za część kupionej
wcześniej Luizjany. Później przyszła kolej na Florydę właściwą. W 1816
r. gen. Andrew Jackson, bohater niedawno zakończonej wojny z Anglikami i indiańskim plemieniem Krików (Creek)6, w pościgu za Indianami
wkroczył na teren Florydy. Rozpoczął w ten sposób tzw. pierwszą wojnę z Seminolami (1816-1818), w trakcie której wyparł Indian w głąb półwyspu.
Jackson, widząc niezdolność władz hiszpańskich do zapewnienia ładu na
tym obszarze i powstrzymania napadów Indian na sąsiednie posiadłości
amerykańskie, okupował i spacyfikował Florydę wbrew protestom Hiszpanów.
W 1819 r. Hiszpania, osłabiona utratą większości swoich kolonii w Ameryce, które jedna po drugiej ogłaszały niepodległość, sprzedała
Florydę Amerykanom za cenę 5 milionów dolarów. 22 lutego 1819 r. został
zawarty traktat amerykańsko-hiszpański (tzw. traktat Adamsa-Onisa), w którym Stany Zjednoczone, w zamian za korzystną ofertę kupna Florydy,
potwierdziły prawa Hiszpanii do terenów położonych na zachód od
Luizjany.
Po zajęciu Florydy, w której posiadanie USA weszły co prawda w sposób
legalny, choć wymuszony siłą, oczy Amerykanów coraz częściej zaczęły
spoglądać na zachód, w stronę żyznych i bogatych ziem Teksasu.
Od 1821 r. Teksas był prowincją hiszpańskiego wicekrólestwa Nowej
Hiszpanii ze stolicą w Mexico City. Od 1824 r., już w ramach
niepodległej Republiki Meksyku, tworzył wraz z Coahuilą jeden połączony
stan Coahuila Teksas. Jego rozległe, słabo zaludnione ziemie, graniczące
na wschodzie z amerykańską Luizjaną, miały doskonałe warunki
klimatyczne, sprzyjające rolnictwu, hodowli i uprawie bawełny. Jeszcze w czasie trwania wojny o niepodległość Meksyku (1810-1821) Teksas stał się
obiektem zbrojnych wypraw różnych grup międzynarodowych idealistów i awanturników, organizowanych i zaopatrywanych na terenie Luizjany.
Organizatorzy tych wypraw mieli początkowo na celu udzielenie pomocy
meksykańskim rewolucjonistom. Z czasem jednak, powołując się na
amerykańskie roszczenia, wynikające jakoby z zakupu Luizjany, zaczęli
dążyć do oderwania Tekssu od posiadłości hiszpańskich i podporządkowania
go Stanom Zjednoczonym.
W sierpniu 1812 r. meksykański rewolucjonista Jose Bernardo Gutierrez de
Lara, przy pomocy byłego oficera armii USA Augustusa Mageego i grupy
międzynarodowych flibustierów7, zorganizował z Luizjany
wyprawę, w wyniku której zajął przejściowo wschodni Teksas i proklamował
tam "niepodległą" Republikę Północy (Republic ofthe North). W 1813 r.
rebelia Gutierreza została krwawo stłumiona przez wojska rządowe gen.
Joaąuina de Arrendondo. W bitwie nad rzeką Medina w pobliżu San Antonio,
która zadecydowała o klęsce powstańców, wyróżnił się po raz pierwszy
młody porucznik hiszpańskich dragonów, Antonio Lopez de Santa Anna.
Cztery lata później powrócił do Teksasu wraz z inną grupą flibustierów
amerykański awanturnik z Connecticut Henry Perry, były uczestnik wyprawy
Gutierreza i Mageego. Jego oddział został jednak rozbity podczas ataku
na hiszpański fort La Bahia w Goliad. Perry i większość jego ludzi
ponieśli śmierć z rąk ścigających ich żołnierzy hiszpańskich.
W 1819 i 1821 r. dwukrotnie organizował wyprawy do Teksasu dr James
Long, lekarz wojskowy z Nowego Orleanu. Long, nie godząc się z postanowieniami traktatu Adamsa-Onisa, próbował oderwać Teksas od
posiadłości hiszpańskich i przyłączyć go do Stanów Zjednoczonych
(podczas drugiej wyprawy w 1821 r. nie zwrócił nawet uwagi na to, że
dokonuje inwazji niepodległego już Meksyku). Schwytany przez Meksykanów,
zginął w nie wyjaśnionych okolicznościach w drodze do granicy
amerykańskiej. Od wielu lat Hiszpanie utrzymywali ścisły zakaz
osiedlania się obcych kolonistów na terenie swoich amerykańskich
posiadłości8. Po cesji Luizjany pozwolili jednak nielicznym
Francuzom i Amerykanom, którzy uzyskali wcześniej obywatelstwo
hiszpańskie w Luizjanie, na osiedlenie się w Teksasie. W 1805 r., wobec
zagrożenia nie kontrolowaną kolonizacją amerykańską, władze hiszpańskie
wydały bezwzględny zakaz osadnictwa anglo-amerykańskiego na kresach
Nowej Hiszpanii. Złagodziły go dopiero reformy rewolucji burżuazyjnej w Hiszpanii (1820-1823) i wejście w życie postanowień postępowej
konstytucji hiszpańskiej z 1811 roku. Pozwoliło to na wprowadzenie
nowego prawa kolonizacyjnego, zezwalającego wreszcie na sprowadzanie do
hiszpańskich kolonii w Ameryce cudzoziemskich osadników (w 1820 r. na
terenie Teksasu mieszkało tylko 2500 osób pochodzenia europejskiego).
Zmiany te zbiegły się w czasie z kryzysem ekonomicznym, jaki dotknął
Stany Zjednoczone w 1819 r., i wprowadzeniem tam nowych zasad
regulujących handel ziemią. Wysokie ceny gruntów i krach systemu
bankowego, kredytującego dotychczas nowych osadników, sprawiły, że
ziemia w USA stała się dla wielu ludzi niedostępna. Niestabilna sytuacja
ekonomiczna zwróciła uwagę dotkniętych kryzysem Amerykanów z Południa na
nowe możliwości, jakie stwarzały ziemie sąsiedniego Teksasu. Grupy
zdecydowanych i energicznych pionierów amerykańskich, wykorzystujących
brak jasno określonych granic z posiadłościami hiszpańskimi, wkraczały
na teren Teksasu przez kresową rzeką Red River. Na pograniczu z Arkansas
powstały w ten sposób pierwsze osiedla amerykańskie, o których, z uwagi
na ogromne przestrzenie i brak stałych posterunków hiszpańskich we
wschodnim Teksasie, władze Nowej Hiszpanii mogły nawet nie wiedzieć.
Pierwsza zorganizowana grupa kolonistów amerykańskich osiedliła się w Teksasie na mocy przywileju kolonizacyjnego (tzw. impresariatu)
przyznanego przez władze hiszpańskie w 1820 r. pionierowi z Missouri
Mosesowi Austinowi. Zezwolono mu na sprowadzenie do Teksasu 300 rodzin
ze Stanów Zjednoczonych i osiedlenie ich w kolonii na obszarze między
rzekami Brazos i Colorado. W 1822 r. syn i następca Mosesa, Stephen
Fuller Austin, uzyskał potwierdzenie impresariatu ojca przez władze
niepodległego Meksyku. Dzięki nowym przywilejom i wytężonej pracy Austin
zdołał w ciągu kilku lat zorganizować dynamicznie rozwijającą się
kolonię, która w 1825 r. liczyła 1800 mieszkańców (w tym 443 murzyńskich
niewolników). Zasługi dla rozwoju amerykańskiej kolonizacji tych ziem
przyniosły mu, jeszcze za życia, miano "Ojca Teksasu" ("Father of
Texas").
Wkrótce śladem Austina poszli inni impresario, tworząc kilka dalszych
kolonii, zamieszkałych głównie przez osadników z amerykańskiego
Południa. W 1830 r. w Teksasie mieszkało już 15 000 białych, nie licząc
kilku tysięcy murzyńskich niewolników, przy czym stosunek ludności
anglo-amerykańskiej do osób pochodzenia hiszpańskiego wynosił jak 4 do
1. Władze meksykańskie miały nadzieję, że z czasem nowi koloniści
zasymilują się z miejscową ludnością, przejdą na katolicyzm i zaczną
posługiwać się językiem hiszpańskim. Tymczasem wraz z upływem lat, w miarę jak było ich coraz więcej (w 1835 r. liczba ta sięgnęła 35 000
ludzi), anglosascy Teksańczycy nabierali pewności siebie i arogancji,
jawnie lekceważąc prawa i interesy Meksyku. Kiedy w 1827 r. prezydent
Vicente Guerrero zniósł niewolnictwo na całym terytorium państwa,
Amerykanie w Teksasie gwałtownie zaprotestowali. Widząc w tym zagrożenie
dla swojego systemu społeczno-gospodarczego nie uznali abolicji, tworząc
ukrytą formę niewolnictwa w postaci tzw. pracy
kontraktowej9.
Spór o likwidację niewolnictwa w Teksasie był dla Meksyku pierwszym
sygnałem ostrzegawczym przed "pokojową inwazją" mas przedsiębiorczych i rosnących w siłę osadników amerykańskich, którzy coraz częściej
okazywali swoją niechęć i pogardę dla meksykańskiego prawa i administracji. Wreszcie Kongres meksykański na mocy ustawy z 30 kwietnia
1830 r. zabronił dalszej kolonizacji Teksasu przez Amerykanów i wprowadził obostrzenia celne. Wkrótce okazało się, że amerykańscy
Teksańczycy nie mają wcale zamiaru stosować się do nowych rozporządzeń.
W 1835 r. wykorzystali jako pretekst wprowadzenie centralistycznych
rządów prezydenta Santa Anny i likwidację swobód gwarantowanych przez
federalistyczną konstytucję z 1824 r. i zaczęli jawnie nawoływać do
buntu przeciwko nowemu rządowi. Kiedy głosy wzywające do oderwania
Teksasu dotarły do stolicy Meksyku, a na terenach zamieszkałych przez
Amerykanów doszło do pierwszych starć zbrojnych, rząd meksykański podjął
decyzję o zamknięciu granicy ze Stanami Zjednoczonymi i objęciu Teksasu
okupacją wojskową.
2 października 1835 r. doszło do potyczki kolonistów amerykańskich z wojskami meksykańskimi pod Gonzales, która zapoczątkowała wojnę o niepodległość Teksasu (1835-1836).
W grudniu Teksańczycy, wspomagani przez ochotników z USA, zdobyli po
pięciodniowych walkach ulicznych centrum administracyjne Teksasu, miasto
San Antonio, i wzięli do niewoli garnizon meksykański pod dowództwem
gen. Cosa. Do końca 1835 r. wszystkie oddziały meksykańskie zostały
wyparte za rzekę Rio Grandę.
Na początku 1836 r. przeciwko powstańcom teksaskim wyruszyła z Meksyku
sześciotysięczna armia dowodzona przez samego gen. Santa Annę. 2 marca
obradująca w miejscowości Washington nad rzeką Brazos konwencja
delegatów z Teksasu ogłosiła go niepodległą republiką, wybrała rząd
tymczasowy i rozpoczęła prace nad własną konstytucją. 6 marca, po
13-dniowym oblężeniu, armia Santa Anny zdobyła ufortyfikowaną misję
Alamo koło San Antonio i wycięła w pień jej teksańską załogę. Zginęło
wówczas 189 ludzi, wśród nich dowódca fortu, ppłk William B. Travis,
oraz słynni herosi amerykańskiego pogranicza - Davy Crockett i Jim
Bowie, którzy nawet nie wiedzieli, że walczą w obronie niepodległego
państwa. Dwa tygodnie później Meksykanie pod wodzą zdolnego generała
Jose Urrey zadali klęskę teksaskiemu garnizonowi fortu w Goliad,
dowodzonemu przez płk. Jamesa Fannina. W niedzielę palmową 27 marca 1836
r. 350 jeńców z oddziału Fannina zostało rozstrzelanych na rozkaz gen.
Santa Anny. Oba te krwawe incydenty, Alamo i Goliad, poruszyły opinię
publiczną w Stanach Zjednoczonych i wywołały powszechną nienawiść do
Meksyku.
21 kwietnia 1836 r. gen. Santa Anna, pewien przewagi nad rozbitym
nieprzyjacielem i zadufany w siłę swoich wojsk, dał się zaskoczyć nad
rzeką San Jacinto dwukrotnie słabszej armii teksańskiej gen. Sama
Houstona. W trakcie bitwy trwającej zaledwie dwadzieścia minut wojska
Santa Anny zostały całkowicie rozbite. Krwawa rzeź, jaka potem
nastąpiła, była srogim rewanżem Teksańczyków za śmierć ich towarzyszy w Alamo i Goliad. Następnego dnia po bitwie wzięty do niewoli gen. Santa
Anna podpisał zawieszenie broni, a 14 maja zawarł z tymczasowym rządem
teksańskim traktat pokojowy, w którym zobowiązał się do przerwania
działań wojennych i uznania niepodległości Teksasu.
Najtrudniejszym problemem, przed którym stanął pierwszy rząd
niepodległej Republiki Teksasu prezydenta Sama Houstona, była sprawa
więzionego gen. Santa Anny. Większość Teksańczyków domagała się jego
egzekucji, oskarżając meksykańskiego generała o zbrodnie popełnione na
obrońcach Alamo i Goliad. Houston odrzucał jednak wszystkie naciski
uważając, że śmierć Santa Anny sprowokuje Meksyk do nowej inwazji
zbrojnej. W listopadzie 1836 r. uwolnił więźnia i wysłał go do
Waszyngtonu, mając nadzieję, że Santa Anna dotrzyma swoich zobowiązań z Velasco i, przy okazji, przekona prezydenta Andrewa Jacksona do uznania
Teksasu i włączenia go do Stanów Zjednoczonych. Jackson zawiódł jednak
nadzieje Houstona, odmówił przyjęcia Santa Anny i odesłał go do Meksyku.
W Stanach Zjednoczonych sprawa Teksasu wywołała podzielone reakcje. O ile amerykańska opinia publiczna przyjęła z radością oderwanie się
Teksasu od Meksyku i proklamowanie jego niepodległości, o tyle plany
aneksji spotkały się ze sprzeciwem znacznej części społeczeństwa. W USA
od dłuższego czasu toczył się spór na tle niewolnictwa. Ponieważ w Senacie utrzymywała się względna równowaga polityczna pomiędzy stanami
wolnymi a niewolniczymi, plany Południowców, uważających ogromne tereny
Teksasu za doskonały obszar do rozwoju gospodarki niewolniczej i umocnienia wpływów Południa, napotkały zdecydowany opór mieszkańców
Północy, zwłaszcza purytańskich stanów Nowej Anglii. Prezydent Jackson,
popierający plany aneksji Teksasu, spotkał się w tej sytuacji z silnym
sprzeciwem przeciwników niewolnictwa, którzy uznali zamysł włączenia
Teksasu za spisek lobby południowych plantatorów. Wzbudziło to obawy
prezydenta nie tylko przed rosnącą opozycją abolicjonistów, która mogła
doprowadzić do zaostrzenia sporów wewnątrz kraju, ale i przed
możliwością wybuchu wojny z Meksykiem. Odrzucił więc propozycje aneksji
Teksasu, tłumacząc, że taka wojna przyniosłaby Stanom Zjednoczonym hańbę
w oczach całego świata, gdyż byłaby postrzegana jako akt agresji. Nie
powstrzymało to jednak Jacksona od uznania niepodległości Teksasu w marcu 1837 r. i wysłania tam amerykańskiego rezydenta. Następca
Jacksona, Martin Van Buren, stanął po stronie abolicjonistów i zdecydowanie odrzucił prośbę Houstona o włączenie Teksasu do Unii.
Chociaż Kongres meksykański nie ratyfikował postanowień traktatu z Velasco i konsekwentnie odmawiał uznania niepodległości Teksasu, Meksyk
okazał się za słaby, żeby odzyskać utracone ziemie. Niepokoje wewnętrzne
oraz zbrojna interwencja francuska w Veracruz (1838-1839) osłabiły na
razie zainteresowanie Meksykanów Teksasem.
Sytuację tę starał się wykorzystać kolejny prezydent Republiki Teksasu,
Mirabeau Lamar, który wyrażał przekonanie, że tylko siłą można zmusić
Meksyk do uznania niepodległości państwa i jego nowych granic. W czerwcu
1841 r. Lamar, dążąc do rozszerzenia wpływów Teksasu i rozwoju kontaktów
gospodarczych z Nowym Meksykiem i Kalifornią, zorganizował
wojskowo-handlową ekspedycję do Santa Fe. Meksyk słusznie uznał ją za
naruszenie swej suwerenności. Zanim jeszcze wyprawa dotarła do celu,
została zaatakowana przez wojska meksykańskie, które wzięły do niewoli
jej uczestników i skonfiskowały wiezione towary. W następnym roku
Meksykanie, w odwecie za akcję Lamara, dwukrotnie wyprawili się do
Teksasu. Najpierw, w marcu 1842 r., gen. Rafael Vasquez na czele 700
żołnierzy przeprowadził rajd na San Antonio i złupił to miasto. We
wrześniu gen. Adrian Woli, były oficer napoleoński w służbie
meksykańskiej, dysponujący oddziałem złożonym z 1400 ludzi, przejściowo
zajął San Antonio i proklamował przywrócenie władzy Meksyku nad
Teksasem. W odwecie siły teksańskie przekroczyły Rio Grandę i zaatakowały przygraniczne miasto Mier, bronione przez silny garnizon
meksykański. Jego dowódca, gen. Pedro de Ampudia, zadał napastnikom
klęskę i zmusił do poddania. W rezultacie porażki część Teksańczyków
rozstrzelano, wielu innych zmarło podczas pobytu w niewoli w Meksyku.
Zwycięstwa Meksykanów w 1842 r. upokorzyły administrację teksańską, ale
nie zdołały zachwiać podstaw młodej republiki. Mimo ogólnej słabości
państwa Teksas, dzięki pomocy ze Stanów Zjednoczonych, zdołał się
zorganizować i uzbroić, a Meksyk nie miał wystarczających funduszy na
kontynuowanie wojny. Od 1843 r. na granicy teksańsko-meksykańskiej
zapanował względny spokój.
Okrucieństwo, z jakim potraktowano jeńców teksańskich po wyprawie na
Mier, wzmogło nienawiść do Meksyku wśród Teksańczyków i Amerykanów,
pamiętających dobrze wcześniejsze masakry w Alamo i Goliad. Nic
dziwnego, że zarówno w USA, jak i w samym Teksasie nie brakowało ludzi,
którzy z niecierpliwością czekali na okazję do zemsty i podsycali
gorączkę wojenną przez cały okres istnienia Republiki Teksasu.
Odrzucenie przez rząd USA prośby Teksasu o włączenie do Stanów
Zjednoczonych skłoniło władze teksańskie do nawiązania ściślejszej
współpracy z krajami europejskimi. W 1839 r. Francja jako drugie państwo
po USA uznała Republikę Teksasu i nawiązała z nią stosunki
dyplomatyczne. W 1840 r. uczyniły to Wielka Brytania i Holandia, a w 1841 r. Belgia.
Wielka Brytania, w zamian za obietnicę powstrzymania importu
niewolników, wyraziła również zgodę na zawarcie układu handlowego z Teksasem. W następnych latach rząd brytyjski, który starał się
utrzymywać dobre stosunki zarówno z Meksykiem, jak i Teksasem, w imię
interesów ekonomicznych Imperium Brytyjskiego, podjął wiele wysiłków na
rzecz nakłonienia Meksyku do uznania niepodległości Republiki
Teksańskiej. Brytyjczycy zaproponowali nawet, że udzielą Teksasowi
gwarancji niepodległości w traktacie dwustronnym.
Flirt teksańsko-brytyjski wywołał zaniepokojenie Amerykanów, którzy
podejrzewali, że jego konsekwencją może być nawet włączenie Teksasu do
Imperium Brytyjskiego. Ponieważ Wielka Brytania wspólnie ze Stanami
Zjednoczonymi zajmowała Oregon, w USA zaczęto się obawiać, że może ona
podjąć próbę uzyskania kontroli nad Kalifornią, aby połączyć ją potem z Teksasem i Oregonem i zablokować Amerykanom dostęp do wybrzeży Pacyfiku.
Na dodatek Anglicy znieśli niewolnictwo na terenie całego imperium i istniała obawa, że mogą nakłonić do tego samego Teksańczyków.
W tej sytuacji opór stanów północnych sprzeciwiających się aneksji
Teksasu osłabł i w 1844 r. amerykański sekretarz stanu John C. Calhoun
mógł wznowić rozmowy z władzami republiki. 11 kwietnia 1844 r. oba
państwa zawarły traktat o aneksji. Jego podpisanie zaktywizowało znowu
opozycję i abolicjonistów, którzy gwałtownie zaprotestowali przeciwko
aneksji i próbom rozszerzania niewolnictwa na Zachód. 8 czerwca Senat,
ulegając presji opozycji, odmówił ratyfikacji traktatu głosami 35 do 16.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki