Rozdział I. Grito de Dolores
ROZDZIAŁ I.
GRITO DE DOLORES
Niech żyje Dziewica z Guadalupe! Niech żyje Ameryka, o którą będziemy
walczyć!
Ksiądz Miguel Hidalgo,
16 września 1810 roku
W niedzielę 16 września 1810 roku o godzinie 5 rano ksiądz Miguel
Hidalgo, proboszcz wiejskiej parafii Dolores w pobliżu Guanajuato, 440
km na północny zachód od miasta Meksyk (Ciudad de México), zaczął bić
w dzwon swojego kościoła, aby zgromadzić ludzi w świątyni wcześniej niż
zwykle. Kiedy wierni się zebrali, ksiądz wszedł na ambonę i wezwał
parafian, aby przyłączyli się do powstania przeciwko Hiszpanom, którego
celem będzie obalenie trzystuletniego ucisku kolonialnego. Trudno
powiedzieć, czy wszyscy obecni zrozumieli, o co chodzi, ale większość
osób posłuchała ulubionego proboszcza i ochoczo stanęła u jego boku.
Wezwanie ojca Hidalgo, znane jako "Okrzyk z Dolores" (Grito de
Dolores), zapoczątkowało jedenastoletnią wojnę o niepodległość
Meksyku1. Treść słynnego apelu nie jest dokładnie znana, ale
jego ogólne przesłanie brzmiało następująco:
"Moje Dzieci! Dzisiaj przychodzi do nas zrządzenie opatrzności. Czy
jesteście gotowi, aby je przyjąć? Czy chcecie być wolni? Czy poczynicie
wysiłki, aby uwolnić się spod rządów znienawidzonych Hiszpanów i odzyskać ziemie waszych przodków, skradzione im trzysta lat temu?
Musicie działać natychmiast [...]. Niech żyje Matka Boska z Guadalupe!
Niech żyje Ameryka, o którą będziemy walczyć! Śmierć rządowi! Śmierć
gachupines!"2.
Słynny "Okrzyk z Dolores", który rozpoczął meksykański ruch
niepodległościowy, był spontanicznym odruchem Miguela Hidalgo. Ksiądz
postanowił działać sam, ratując sprawę rozbitego już i skazanego na
likwidację spisku zorganizowanego w środowisku kreolskim w miastach
żyznego, nizinnego regionu Bajio w prowincji Guanajuato w środkowym
Meksyku. Duchowny i jego współtowarzysze mieli świadomość ryzyka,
wiedzieli, że plan powstania może się wydać, dlatego zdecydowali się
wzniecić rebelię natychmiast.
Konspiracja, do której należał ojciec Hidalgo, była częścią
rozgałęzionego spisku niepodległościowego, którego głównym ośrodkiem
było miasto Valladolid (dzisiejsza Morelia w stanie Michoacán), a także
inne ośrodki miejskie: San Miguél el Grande, Celaya, Guanajuato, San
Felipe, Tlalpujahua i Querétaro. Podczas gdy Hiszpanie i przedstawiciele
głównego, konserwatywnego nurtu Kreolów walczyli ze sobą o to, kto ma
być przedstawicielem hiszpańskiego monarchy w Meksyku, mała grupka
liberałów postanowiła przyspieszyć bieg wydarzeń i ustanowić własne
rządy. Spiskowcy, wiedząc, że obalony przez Napoleona król Hiszpanii
Ferdynand VII Burbon ma niewielkie szanse na odzyskanie tronu i nie może
stanąć im na drodze, dążyli do zerwania więzów z metropolią, ale nie
zamierzali zmieniać istniejących stosunków społecznych i podkreślali
swoje przywiązanie do religii i Kościoła katolickiego.
W liczącym 55 000 mieszkańców mieście Querétaro grupa Kreolów założyła
klub kulturalny i społeczny, w którym pod pozorem tzw. zebrań
literackich w domu księdza José Marii Sáncheza dyskutowano o polityce i podnoszono sprawę niepodległości. Członkami klubu byli przeważnie ludzie
pochodzący ze średnio zamożnych rodzin kreolskich, prawnicy, drobni
urzędnicy, kupcy i wojskowi, którzy pragnęli niepodległości Meksyku,
ale uznawali usuniętego w 1808 roku przez Francuzów króla Ferdynanda VII
i rolę Kościoła katolickiego. Nie chcieli jednak, aby rządzili nimi
urzędnicy hiszpańscy. Patronem klubu był królewski administrator
(corregidor) miasta Querétaro, Kreol Miguel Domínguez (1756-1830).
Potajemnie sprzysiężenie, znane jako La Conjuración de Querétaro,
wspierała jego światła, młodsza o dwanaście lat żona, do?a Josefa
Ortiz de Domínguez zwana La Corregidora, która spotykała się z konspiratorami w tajemnicy przed mężem w swoim domu przy głównym placu
miasta (obecnie Casa de la Corregidora). Oprócz Josefy Ortiz i ojca
Sáncheza do konspiracji należeli m.in.: adwokaci Lorenzo de la Parra,
Mariano Lazo de la Vega i Juan Nepomuceno Mier y Altamirano, burmistrz
(alcaide) Ignacio Pérez, nowo przybyły do miasta oficer piechoty z milicyjnego pułku z Celayi (Regimento de Celaya), kapitan Joaquín
Arias, ksiądz Anselmo Castillo oraz bracia Emeterio i Epigmenio
González, kupiec i piekarz, którzy gromadzili w swoim domu broń dla
spiskowców. Niektórzy z nich byli weteranami nieudanej rebelii, która
wybuchła w Valladoid we wrześniu 1809 roku w odpowiedzi na francuską
okupację Hiszpanii i wymuszoną abdykację Ferdynanda VII.
Konspiratorzy z Querétaro wciągnęli do swojej działalności Kreolów z innych miast, w tym grupę wojskowych służących w armii kolonialnej.
Wśród nich wyróżniało się kilku młodych oficerów milicji, podwładnych
pułkownika Narciso Maríi Loreto de la Canala, dowódcy Prowincjonalnego
Pułku Dragonów Królowej (Regimiento de Dragones Provincionales de la
Reina) z garnizonu w uroczym miasteczku San Miguél el Grande (obecnie
San Miguél de Allende): kapitanowie Ignacio Allende (1769-1811), Mariano
Abasolo (1784-1816) i Juan Aldama (1774-1811), oraz najmłodszy w tym
gronie porucznik José Francisco Lanzagorta (1791-1811).
Najstarszy z nich, Ignacio María José de Allende y Unzaga, szwagier
braci Gonzálezów, był synem Dominga Narciso, zamożnego hiszpańskiego
kupca z San Miguél, a przy tym człowiekiem odważnym i pełnym fantazji.
Mimo stosunkowo młodego wieku i niskiego stopnia wojskowego właśnie jego
spiskowcy z Querétaro wyznaczyli na wojskowego dowódcę planowanej
insurekcji. Kapitan Allende wprowadził do sprzysiężenia znajomego
proboszcza z miejscowości Dolores, księdza Miguela Hidalgo, który
poprzednio był rektorem kolegium św. Mikołaja (Colegio de San Nicolás)
w Valladolid.
Miguel Gregorio Antonio Ignacio Hidalgo urodził się 8 maja 1753 roku
jako drugi z pięciu synów Cristóbala Hidalgo y Costilli (ur. 1713),
niedoszłego księdza, a od 1743 roku skromnego kreolskiego zarządcy
hacjendy San Diego de Corralejo w Pénjamo w regionie Bajío oraz Any
Maríi Gallaga z miejscowości Jururemba w prowincji Michoacán, "młodej
kreolskiej kobiety, nie tylko pięknej i inteligentnej, ale także
wykształconej w Valladolid".
"Od urodzenia do dwunastego roku życia [Miguel Hidalgo] mieszkał w hacjendzie Corralejo" - pisze historyk Fortino López Robles w książce
Ojciec Hidalgo i pierwsze drogi powstania ("El padre Hidalgo y las
rutas primeros de la insurgencia") - "W wieku dziewięciu lat miał ja
najbardziej normalne zajęcia, takie jak: jazda konna, ujeżdżanie byków,
dojenie krów, strzyżenie owiec, zbieranie owoców w sadach oraz pomoc
chłopom w różnych pracach rolniczych, przy pługu, siewie i w czasie
żniw".
Trzy lata po śmierci matki, która zmarła w połogu po urodzeniu
ostatniego dziecka w 1762 roku, młody Miguel w towarzystwie starszego
brata José Joaquina wyjechał do Valladolid, gdzie razem pobierali nauki,
najpierw w jezuickiej szkole San Francisco Javier (Colegio Jesuita de
San Francisco Javier), a po wygnaniu jezuitów ze wszystkich posiadłości
hiszpańskich w 1767 roku - w konkurencyjnym kolegium San Nicolás.
Następnie studiował filozofię i teologię na katolickim Uniwersytecie
Królewsko-Papieskim w mieście Meksyk (Real y Pontificia Universidad de
México) i w 1773 roku uzyskał tytuł magistra teologii. Rok później, za
aprobatą biskupa prowincji Michoacán, otrzymał cztery święcenia niższe,
które w kolejnych miesiącach uzupełniły: subdiakonat, diakonat i sakrament kapłaństwa (prezbiterat). Dzięki temu w 1778 roku, mając 25
lat, został wyświęcony na księdza. Powrócił do nauczania w swoim
macierzystym kolegium w Valladolid, gdzie uczył filozofii, gramatyki
łacińskiej oraz teologii scholastycznej, i ostatecznie w 1790 roku objął
funkcję jego rektora.
Mimo powołania kapłańskiego Miguel Hidalgo nie był ortodoksyjnym
klerykałem. Kwestionował niepokalane poczęcie, krytykował dogmat o nieomylności papieża i celibat księży. Był bardzo oczytany, miał w swym
domu zakazane książki (głównie francuskie i włoskie) i żywo interesował
się wydarzeniami na świecie. Znał kilka języków obcych i, jak wielu
księży w Meksyku, władał kilkoma narzeczami indiańskimi. W młodości nie
stronił od uciech życia doczesnego: uprawiał hazard, tańczył, słuchał
muzyki i lubił towarzystwo kobiet (niemal otwarcie żył w nieformalnym
związku z przyjaciółką o nazwisku Maria Manuela Herrera i miał pięcioro
nieślubnych dzieci z dwiema różnymi kobietami). Sposób bycia Hidalgo i zainteresowanie nowymi ideami wzbudziły czujność inkwizycji, przed którą
stanął jako "heretyk", zadenuncjowany w lipcu 1800 roku przez mnicha
Joaquina Huescę3. I chociaż nic mu nie udowodniono, został
odsunięty od nauczania, a w 1803 roku przeniesiono go jako księdza
najpierw do Colimy, a potem do prowincjonalnego miasteczka Dolores.
Chociaż było to oczywiste zesłanie, pobyt w Dolores dał księdzu Hidalgo
możliwość bycia z ludźmi i wcielania w życie swoich idei społecznych.
Interesował się nie tylko życiem religijnym swoich parafian, ale także
ich sytuacją ekonomiczną i poziomem kulturalnym. Był człowiekiem
humanitarnym, współczuł uciskanym Indianom i odnosił się do nich z wielką sympatią. W Dolores zapoczątkował rozwój nowych rzemiosł, takich
jak: garncarstwo, produkcja ceramiki i wyrobów ze skóry. Propagował też
hodowlę jedwabników oraz uprawę oliwek i winorośli. Otaczał opieką
muzyków i artystów ludowych. Dzięki swojemu zaangażowaniu w sprawy
lokalnej społeczności zyskał sobie szacunek i miłość parafian. Nie
zmieniało to jego przekonania, że w przyszłym niepodległym Meksyku
władzę mieli sprawować oświeceni Kreole, a głębsze reformy są zbędne i,
aby ulżyć doli ludu, wystarczy ograniczyć podatki i znieść niektóre
świadczenia. Cechami, które charakteryzowały księdza Hidalgo, były:
odwaga osobista, uczciwość i porywczość, która popychała go czasami do
czynów niemających nic wspólnego ze stanem duchownym i z jego prawdziwym
charakterem. Kiedy Miguel Hidalgo spotkał kapitana Allende, bliskie
stały mu się poglądy na hiszpański ucisk w Meksyku, które wyznawali ten
dziarski oficer i jego spiskujący towarzysze. Za jego pośrednictwem
aktywnie włączył się w działalność konspiracyjnego klubu w Querétaro i nawiązał kontakty z innymi spiskowcami. Nikt nie mógł wtedy
przypuszczać, że ten prowincjonalny ksiądz stanie na czele wielkiego
powstania ludowego w Meksyku.
Początkowo konspiratorzy, których liczba według różnych szacunków wahała
się od 105 do 400 osób, planowali ogłosić niepodległość Meksyku pod
koniec 1810 roku. Okazją do tego miał być wielki dwutygodniowy jarmark w mieście San Juan de los Lagos w północno-wschodniej części dzisiejszego
stanu Jalisco, zaplanowany od 1 do 15 grudnia. Oratorskie talenty
księdza Hidalgo wydawały się dostatecznym argumentem, który miał
przekonać przybyłe do tamtejszego sanktuarium Matki Boskiej tłumy
pielgrzymów do pochwycenia kupców hiszpańskich, odebrania im towarów i rozpoczęcia krucjaty religijnej przeciwko gachupines4.
Szybki rozwój ruchu konspiracyjnego, postępy w gromadzeniu broni i zagrożenie wykryciem sprzysiężenia przez władze latem 1810 roku
sprawiły, że na nadzwyczajnym tajnym spotkaniu 7 sierpnia termin
powstania przesunięto według rozbieżnych źródeł na 22 września lub 2
października. Najpóźniej 12 grudnia spiskowcy zamierzali triumfalnie
wkroczyć do stolicy i przejąć władzę. Wkrótce jednak doszło do wydarzeń,
które całkowicie zmieniły ich plany.
Już w sierpniu pojawiły się pogłoski o istnieniu tajnego sprzysiężenia.
W połowie miesiąca zamiary spiskowców zdradził rządowi wicekróla jeden z nich, urzędnik pocztowy z Querétaro José Mariano Galván, zaufany
człowiek corregidora Domíngueza. Wkrótce jego doniesienia potwierdzili
major José Alonzo oraz inni oficerowie z garnizonu w Querétaro, których
starano się pozyskać dla sprawy niepodległości. Swoje trzy grosze
dorzucił także pewien ksiądz, który dowiedział się o spisku podczas
spowiedzi.
Początkowo władze hiszpańskie odniosły się do informacji o spisku
lekceważąco. W stolicy myślano, że wystarczy dać znać Kreolom, że ich
plany są znane rządowi, a wystraszą się i zrezygnują z myśli o buncie.
Dlatego ograniczono się do wysłania emisariusza, który miał bacznie
obserwować zachowanie potencjalnych spiskowców i informować władze o ich
poczynaniach. Dopiero gdy 10 września zdrajca, kapitan Joaquín Arias,
jeden z oficerów należących do konspiracji w Querétaro, dokładnie
poinformował przełożonych o spisku i niektórych jego uczestnikach (w tym
o Allende i Aldamie, którzy podejrzanie dużo czasu spędzali w Dolores u tamtejszego proboszcza), a trzy dni później plany powstania ujawnił Juan
Garrido, kapelmistrz orkiestry wojskowej z Guanajuato, wciągnięty do
sprzysiężenia przez księdza Hidalgo, urzędnicy hiszpańscy przystąpili do
działania.
11 września władzę w Meksyku objął oficjalnie nowy wicekról, generał
Francisco Javier Venegas de Saavedra (1760-1838), zdolny i doświadczony
żołnierz, który zasłużył się podczas kampanii przeciwko wojskom
napoleońskim okupującym Hiszpanię. Zastąpił nieudolnego, pełniącego
przejściowo władzę arcybiskupa Meksyku, Francisco Javiera de Lizanę.
Trzy dni później corregidor Domínguez został ostrzeżony przez swego
przyjaciela, doktora Rafaela Gila de León, że jego nazwisko znajduje się
na liście konspiratorów. Chcąc dowieść swej lojalności i uprzedzić
hiszpańskiego dowódcę garnizonu w Querétaro, brygadiera Ignacio Garcíę
Rebollo, Domínguez postanowił aresztować konspiratorów. 14 września
kazał zamknąć żonę na klucz w pokoju na piętrze ich domu, a sam z oddziałem milicjantów udał się do domu piekarza Epigmenio Gonzáleza.
Odkrywszy u niego skład broni i prochu (w arsenale spiskowców znajdowało
się około 2000 sztuk broni, głównie białej), kazał zamknąć w areszcie
Gonzáleza i jego brata Eufemia, po czym ruszył na poszukiwanie innych
spiskowców. Tymczasem uwięziona w domu do?a Josefa poinformowała przez
dziurkę od klucza o planach aresztowania konspiratorów alkada
(burmistrza) Ignacio Péreza. 15 września rano Pérez, zdeklarowany
patriota, zabrał ze sobą fryzjera Luisa Mendozę i obaj pognali co koń
wyskoczy, aby ostrzec o grożącym niebezpieczeństwie wtajemniczonych
oficerów z San Miguél. Ostrzeżony na czas przez sprzyjającego
konspiratorom pułkownika Canala Allende natychmiast udał się z kilkoma
ludźmi do Dolores, aby odbyć naradę z księdzem Hidalgo. Jeszcze tej
samej nocy z 15 na 16 września dołączył do nich niespodziewanie kapitan
Aldama, przynosząc zatrważającą wieść o rozbiciu sprzysiężenia.
W tym czasie pozostająca w areszcie domowym do?a Josefa nawiązała
kontakt z kapitanem Ariasem i nie wiedząc, że ten oficer zdradził sprawę
niepodległości, ujawniła mu szczegóły akcji przeciwko spiskowcom. Arias
obiecał jej pomóc, ale zamiast tego zadenuncjował do?ę Josefę i jej męża
Hiszpanom (później Arias znowu stanął po stronie rewolucji i zginął
śmiercią honorową w glorii patrioty). Corregidor Dominguez został
aresztowany, ale ponieważ nie było pewnych dowodów jego winy, a wielu
wpływowych mieszkańców miasta wstawiło się za nim, wkrótce go
zwolniono5. Z rozkazu wicekróla przywrócono go na urząd. Jego
żona także odzyskała wolność, ale władze od tej pory bacznie ją
obserwowały i śledziły każdy jej krok6.
W niedzielę 16 września o godzinie 2 nad ranem Hidalgo, Allende i dwaj
lub trzej inni konspiratorzy, którzy przybyli wraz z nim z San Miguél,
zostali obudzeni przez kapitana Aldamę wiadomością, że spisek został
odkryty.
"- To koniec! Zostaliśmy zdradzeni - wykrzyknął zrozpaczony Aldama. -
Oni wszystko wiedzą!".
Kwadrans później w salonie księdza Hidalgo odbyła się szybka narada
wojenna. Hidalgo, Allende i Aldama mieli świadomość, że po ujawnieniu
spisku w Querétaro istnieje ryzyko, iż planu powstania Kreolów i pozyskania armii nie da się zrealizować. Wszyscy byli teraz zagrożeni,
bo wyrok za zdradę Korony mógł być tyko jeden - śmierć. Dlatego zgodnie
z legendą, gdy tylko za oknem nastał świt, Hidalgo chwycił szpadę i wykrzyknął:
"- Wszystko wydaje się stracone, ale jeśli będziemy działać, sprawę da
się jeszcze uratować! Bierność oznacza klęskę. Teraz nie mamy innego
wyboru, jak tylko ruszyć i aresztować Hiszpanów. Do broni!".
Nie mając uzbrojenia i wojska, ojciec Hidalgo i jego towarzysze
zdecydowali się wzniecić rebelię natychmiast, wykorzystując do tego masy
indiańskiego chłopstwa. Dlatego po wyjściu z kościoła w Dolores tłum
wiernych pod przywództwem Hidalgo ruszył do bogatego hiszpańskiego domu
na rynku (obecnie Casa de Visitas), gdzie rozbroił i aresztował dwie
osoby: miejscowego przedstawiciela wicekróla Meksyku i hiszpańskiego
poborcę podatkowego. Następnie rebelianci opanowali arsenał miejski,
uwolnili więźniów z miejscowego aresztu i po zamknięciu w nim
pochwyconych Hiszpanów splądrowali sklepy należące do gachupines. W samo południe uwolnieni więźniowie oraz zgromadzony na placu tłum około
600 uzbrojonych w piki, kije, noże, proce i maczety Kreolów, Metysów
oraz Indian z miasteczka i najbliższych okolic ruszyli na południe, do
San Miguél, dając początek narodowemu powstaniu antykolonialnemu. W pierwszej napotkanej wiosce Atotonilco rebelianci za zgodą księdza
Remigia Gonzáleza zabrali z kościoła obraz ciemnolicej Matki Boskiej z Guadalupe, świętej patronki Indian, który stał się sztandarem powstania
i symbolem walki rewolucyjnej.
Jeszcze tego samego wieczora powstańcy, wznosząc okrzyki: "Niech żyje
religia!", "Niech żyje nasza Święta Panienka z Guadalupe!", "Niech żyje
król Ferdynand VII!" i "Śmierć złemu rządowi!", dotarli do San Miguél i zajęli je bez trudu, płosząc niewielki oddział wojska porucznika José
Cabrery, wysłany przez Domingueza w celu aresztowania kapitanów Allende
i Aldamy. Porażony wielkością buntu Cabrera niezwłocznie wrócił do
Querétaro, aby ostrzec tamtejsze władze. Z powodu niezdecydowania
pułkownika Canala garnizon San Miguel połączył się z ludźmi przybyłymi z Dolores, a wszyscy mieszkający tam Hiszpanie zostali aresztowani, stając
się zakładnikami Hidalgo. Długo tajona nienawiść do Hiszpanów
doprowadziła do pierwszych aktów gwałtu i grabieży, ale pochodzący z San
Miguél kapitan Allende, przerażony gwałtownością rozruchów, wjechał
konno w sam środek rozgorączkowanego tłumu i zdołał przywrócić porządek,
grożąc w razie nieposłuszeństwa surowymi karami.
Ksiądz Hidalgo wierzył, że nawet bez udziału wojska uda się wykorzystać
masy ludności indiańskiej do obalenia władzy Hiszpanów i wygnania ich z Meksyku. W ciągu kilku dni spontaniczne powstanie przerodziło się w prawdziwy pochód triumfalny. Do Hidalgo przyłączały się setki i tysiące
Indian oraz Metysów, głównie chłopów, rzemieślników, fornali i pasterzy,
choć nie brakowało także ubogich indiańskich górników, miejskiej biedoty
i księży z zapadłych wiosek. W krótkim czasie armia powstańcza urosła do
25 000 ludzi, mężczyzn i kobiet, w tym 9000 Indian uzbrojonych w tradycyjne proce, łuki i strzały, 4000 piechoty wyposażonej w lance i maczety oraz 12 000 jeźdźców. Wśród tych ostatnich było około 400
królewskich dragonów z oddziału pułkownika Canala, którzy idąc za
przykładem kapitanów Allende i Aldamy, przyłączyli się do rebeliantów w San Miguél.
Kontynuując swój marsz przez region Bajio, powstańcy zajmowali jedno
miasto po drugim bez wystrzału. 21 września w ich ręce wpadła Celaya. 23
września armia powstańcza skręciła na zachód i następnego dnia zajęła
Salamankę. W zdobytej Salamance Hidalgo objął oficjalnie kierownictwo
powstania i przyjął tytuł naczelnego wodza - "Kapitana Generalnego
Narodu Amerykańskiego" (Capitán General de la Nación Americana).
Mianował Allende swoim zastępcą i generałem wojsk powstańczych. Potem
odrzucił fałszywą pozę lojalności wobec króla Ferdynanda VII i zaczął
otwarcie głosić hasło niepodległości Meksyku. Dowodzeni przez niego
powstańcy, strasząc, że poderżną gardła zakładnikom hiszpańskim,
zmuszali kolejne miasta do otwierania bram, po czym wtrącali do
więzienia wszystkich Hiszpanów i zabierali ich bogactwa, przeznaczając
je na potrzeby powstania. W ten sposób opanowali miejscowości:
Chamucuero, Carmen, Irapuato i Silao. Nie pomagały groźby i błagania
księży, którzy z krzyżami w rękach zaklinali wiernych, aby nie
przyłączali się do powstańców. Wszędzie zamiast dotychczasowej
administracji kolonialnej tworzono kreolskie zalążki lokalnej władzy
(junty).
Po zdobyciu Silao i zatoczeniu koła armia powstańcza skierowała się na
wschód ku dużemu i bogatemu miastu Guanajuato, stolicy intendentury i jednego z najważniejszych w Meksyku ośrodków górnictwa srebra, złota,
żelaza i ołowiu, położonego 400 km na północny zachód od
stolicy7. Doświadczony latami służby dla Korony hiszpańskiej i walki z Brytyjczykami w północnoamerykańskiej Luizjanie, Alabamie i na
Florydzie intendent Guanajuato, pułkownik Juan Antonio Ria?o y Bárcena,
nie miał zamiaru kapitulować, ale uznał obronę miasta za niemożliwą,
gdyż zbyt wielu było tu zwolenników Hidalgo. Pełen obaw wysłał kuriera z listem do hiszpańskiego komendanta garnizonu w San Luis Potosi, generała
Félixa Maríi Callei. W liście tym napisał: "Mój wielce szanowny
przyjacielu i dowódco, piszę do Ciebie w godzinie strasznej konieczności
[...]. Szpiedzy donieśli mi, że siły Hidalgo wynoszą już 20 tysięcy
ludzi [...]. Jestem przygotowany dać opór, jaki tylko zdołam, gdyż
jestem człowiekiem honorowym, ale błagam Cię, mój przyjacielu, w imię
Boga, przybądź mi szybko na pomoc. Nadzieja na inny ratunek graniczy z cudem!".
Na nieszczęście dla Hiszpanów z Guanajuato dramatyczny apel intendenta
Ria?o pozostał bez echa. Generał Calleja nie dysponował bowiem większymi
siłami i sam miał kłopoty z konspiratorami na własnym podwórku. Już 18
września wpadł na trop spisku, na czele którego stali porucznik
Lanzagorta i jego cywilny pomocnik Félix de Herrera. Obaj konspiratorzy
zostali aresztowani i osadzeni pod strażą w celi klasztoru San Juan de
Dios.
Tymczasem w Guanajuato Ria?o zebrał wszystkich Hiszpanów i lojalnych
bogaczy kreolskich, po czym, zabierając ze sobą cały skarbiec (w tym 309
sztabek srebra) i urzędowe papiery, zamknął się w ogromnym prostokątnym
gmachu zwanym Alhóndiga de Granaditas, służącym za składnicę zboża.
Masywny, dwukondygnacyjny spichlerz zbudowany z litych bloków kamiennych
w latach 1798-1808 po wybuchu powstania stał się fortecą, w której
schroniły się oddziały hiszpańskie, rodziny gachupines i przywódcy
rojalistów. W sumie znalazło się tam 470 słabo uzbrojonych milicjantów i żołnierzy królewskich oraz 2 000 cywilów. Ria?o i jego ludzie wykopali
rowy, które wypełniono wodą, ustawili przeszkody na sąsiednich ulicach i zabarykadowali się w środku, podczas gdy 20 000 powstańców księdza
Hidalgo przeszło przez wzgórza Cuarto oraz San Miguél i stanęło u wrót
Guanajuato, gotowych do ataku na stojącą w centrum miasta twierdzę
Hiszpanów.
28 września o świcie Hidalgo dał oblężonym ostatnią szansę uratowania
życia, wysyłając ze swojej kwatery w podmiejskiej hacjendzie Burras
dwóch posłańców, kapitana Abasolo i Ignacio Camargo, z napisanym przy
kubku gorącej czekolady listem do intendenta Ria?o: "Zechciej Panie
powiedzieć Hiszpanom, którzy są z tobą w Alhóndidze, że jeśli nie
spełnią mojego żądania kapitulacji, użyję wszelkich środków, aby ich
zniszczyć, nie pozostawiając im żadnej nadziei na litość lub pardon".
"Stałem się silny w zamku Granaditas i tutaj czekam na ciebie i towarzyszące tobie tłumy" - odpowiedział zwięźle i niegrzecznie Ria?o
posłańcom Hidalgo. I chociaż przed rozpoczęciem ataku przywódca
powstania wysłał mu kolejne ostrzeżenie i osobisty list, intendent nie
okazał najmniejszej chęci kapitulacji. Nie zamierzał tego zrobić nawet w imię przyjaźni, jaka go kiedyś łączyła z proboszczem z Dolores.
Kiedy zamknięci w twierdzy Hiszpanie i Kreole z oburzeniem odrzucili
propozycję kapitulacji, około godziny 11.00 powstańcy rozpoczęli atak na
Guanajuato trzema kolumnami pod wodzą Aldamy, Allende i Abasolo,
nadzorowany przez samego Hidalgo. Wszyscy posuwali się naprzód, dopóki
nie zdobyli barykad przecinających pobliskie ulice i nie otoczyli
Alhóndigi. Krótko po południu dragoni Allende wpadli główną aleją do
miasta i z marszu zaatakowali hiszpańską twierdzę. Odparci gęstym ogniem
zabarykadowanych wewnątrz Hiszpanów dowodzonych przez majora Diego
Berzábala, wdarli się do okolicznych domów i z ich płaskich dachów
prowadzili ostrzał dziedzińca i strzelnic Alhóndigi, starając się
osłonić kolejne ataki powstańców. Wielu górników z okolicznych kopalń
przyłączyło się do armii Hidalgo, podczas gdy ciekawscy mieszkańcy
obsiedli skaliste zbocza szerokiego wąwozu, w którym leży miasto, i śledzili stamtąd przebieg walki. Dzielny Allende pędził konno od jednej
grupy atakujących do drugiej, zachęcając ludzi do większego wysiłku, ale
słabo wyszkoleni, niedostatecznie uzbrojeni i pozbawieni drabin
oblężniczych powstańcy nie byli w stanie zdobyć potężnych murów
twierdzy. Sytuację atakujących pogarszał fakt, że wielu Indian nie znało
języka hiszpańskiego i często nie rozumiało nawet, czego się od nich
wymaga. Artylerzyści i muszkieterzy Ria?o ukryci za trzema rzędami
wąskich okien, strzelając z góry i rzucając granaty ręczne, zabijali
nacierających powstańców całymi setkami. Fosa na tyłach twierdzy
zapełniła się stosami trupów, a wypełniająca ją woda zabarwiła się na
czerwono. Wyglądało na to, że zamkniętym za grubymi na prawie metr
murami potężnego gmachu, mającym pod dostatkiem żywności i wody
Hiszpanom uda się przetrwać nawet długie oblężenie, chociaż sami także
ponosili straty od kul dragonów i kamieni wyrzucanych z indiańskich
proc. W trakcie pięciu godzin walki poległo około 300 oblężonych i 2000
powstańców.
W końcu jednak szczęście się od Hiszpanów odwróciło. Gdy dzielny Ria?o
padł śmiertelnie ranny od postrzału w prawe oko z karabinu jednego z dragonów Allende, a jego zastępcy kłócili się z Berzábalem o to, kto ma
po nim objąć dowództwo, chorowity i okaleczony indiański górnik z San
Miguél (według niektórych źródeł był Metysem z dużą domieszką krwi
Indian Otomi lub Chichimeca), Juan José de los Reyes Martínez Amaro,
znany później jako El Pípila (Indycze Jajo), co mogło się odnosić do
piegów na jego okrągłej twarzy, bez niczyjego rozkazu podkradł się na
czworakach pod mury twierdzy. Kryjąc się za przymocowaną do pleców
płaską, kamienną płytą, która chroniła go od kul hiszpańskich
muszkietów, za pomocą smoły i pochodni podpalił masywną bramę budynku,
po czym - jak mówi legenda - padł pod gradem kul8.
"El Pipila, człowiek niskiej postury, ale silny i odważny, choć mający
kłopoty z równowagą i cierpiący na częstą w kopalniach chorobę potocznie
zwaną krzemową [pewnie chodzi o pylicę - przyp. J.W] i przez to bliski
śmierci, który potrafił czytać i pisać, mężczyzna w typie Metysa o skośnych oczach z dużą domieszką krwi rdzennych mieszkańców Otomí lub
Chichimeca, podjął się nie lada wyczynu i czołgając się przykryty płytą
do bramy, spalił ją przy użyciu żywicznego drewna i smoły" - pisał jeden
z powstańczych kronikarzy Pedro García, który poznał bohatera w Guanajuato.
Kiedy wielkie drewniane drzwi frontowe twierdzy się przepaliły,
powstańcy rozłupali ich tlące się resztki maczetami, siekierami, drągami
i przed wieczorem wdarli się do Alhóndigi. Ogarnięci paniką Hiszpanie
rzucili broń, licząc na uratowanie życia, ale bardzo się zawiedli. W dzikim szale mordu powstańcy pozabijali większość pozostałych przy życiu
żołnierzy i cywilów, w sumie około 2200 ludzi. Nieliczni, którzy
przeżyli masakrę (uratowało się tylko 30 osób), zostali obdarci z odzieży i pognani ulicami Guanajuato ku uciesze rozwydrzonej tłuszczy.
Nagie ciało Ria?o wciągnięto na maszt, gdzie wystawione na widok
publiczny wisiało przez następne dwa dni. Późnym wieczorem
niekontrolowana przez nikogo pijana masa rozbiegła się po mieście,
niszcząc domy Hiszpanów, magazyny, gospody i kosztowne urządzenia
leżących pod miastem znienawidzonych kopalni srebra Rayas i Mellado
(obie kopalnie były pierwszymi, jakie uruchomiono w Guanajuato w 1558
roku). Spokój przywrócono dopiero nazajutrz rano dzięki zdecydowanej
interwencji generała Allende, który nigdy nie zapomniał księdzu Hidalgo,
że wszystkie te okropności działy się za jego milczącym przyzwoleniem .
Zdobycie Guanajuato było pierwszym militarnym zwycięstwem powstańców w walce o niepodległość. Gdy przywrócono porządek, Hidalgo zamknął
pozostałych przy życiu Hiszpanów jako zakładników w więzieniu w Alhóndidze, a następnie w ciągu kilku dni zorganizował rząd powstańczy.
Potem dołączył do swojej armii miejscowych rzemieślników oraz brać
górniczą i tydzień później pomaszerował na Valladolid.
Rozdział II. Meksyk w epoce kolonialnej
ROZDZIAŁ II.
MEKSYK W EPOCE KOLONIALNEJ
Nowa Hiszpania potrzebuje regularnej armii zdolnej do odparcia wszelkiej
agresji.
Król Hiszpanii Karol III, 1764 rok
Hiszpańskie imperium kolonialne zostało stworzone przez przybyszów z Europy, wywodzących się w większości z Kastylii i Andaluzji. Szacuje
się, że w pierwszej połowie XVI wieku przybyło ich do Nowego Świata
prawie 50 000. Podobna liczba ludzi wyemigrowała za ocean także w drugiej połowie tego stulecia i w wieku XVII. Oznacza to, że od początku
kolonizacji aż do końca XVII wieku przybyło z Hiszpanii do Ameryki
Środkowej i Południowej około 200 000 ludzi. W XVIII stuleciu liczba ta
znacznie się powiększyła. Ogólnie przyjmuje się, że do czasu upadku
imperium kolonialnego Hiszpanii na początku XIX wieku liczba osób, które
wyemigrowały z Półwyspu Iberyjskiego i osiedliły się w Ameryce
Łacińskiej, osiągnęła pół miliona. Zdecydowaną większość spośród nich
stanowili mężczyźni. Brak białych kobiet zmuszał ich do wiązania się z Indiankami, w wyniku czego powstała mieszana rasa Metysów. W konsekwencji mieszania ras w pierwszych latach XIX wieku w koloniach
hiszpańskich w Ameryce liczbę białych szacowano na 4,5 miliona osób, a mieszańców na co najmniej 6 milionów. Pomieszanie ras, zjawisko
charakterystyczne dla Ameryki, nie dotyczyło tylko ludności białej i indiańskiej. Już w XVI wieku zaczęto sprowadzać do Ameryki czarnych
niewolników z Afryki, a w późniejszych czasach zaczęli napływać tam
przedstawiciele innych ras, głównie Azjaci. To wszystko doprowadziło do
powstania fantastycznej mozaiki rasowo-etnicznej, jakiej nie znajdzie
się w żadnym innym zakątku świata.
W XVII i XVIII stuleciu system kolonialny Hiszpanii okrzepł i przybrał
ostateczną postać. Posiadłości hiszpańskie w Ameryce (Nowym Świecie)
obejmowały większą część kontynentu południowoamerykańskiego, Amerykę
Środkową, część Antyli, Meksyk z Kalifornią i Teksasem oraz Florydę.
Szacunkowy obszar tych terytoriów wynosił 15 000 tys. km2, a ich zaludnienie wahało się od 7,5 do 8
milionów ludzi (cała Ameryka Łacińska liczyła około 10 milionów
mieszańców). Do utworzonych za panowania króla Karola V dużych jednostek
terytorialno-administracyjnych (wicekrólestw): Nowej Hiszpanii (1535) i Peru (1544) w XVIII wieku doszły wicekrólestwa Nowej Granady (1717) i La
Platy (1776). Utworzono także wiele mniejszych kapitanii generalnych:
Gwatemali, Chile, Kuby i Florydy oraz prezydencję Quito. Pojawiły się
również jednostki sądownicze (audiencje): najpierw na Santo Domingo
(1511), później w Meksyku (1528), Panamie (1533), Limie (1542),
Gwatemali (1543), Guadalajarze (1548), Santa Fe (1549), Charcas (1551),
Quito (1563), Chile (1609), Buenos Aires (1661) oraz Caracas i Cuzco
(1786).
Przybysze z Hiszpanii stanowili element bardzo przedsiębiorczy i zaczęli
przenosić do Ameryki wzory przywiezione ze starego kraju, uzupełniając
je tylko pewnymi, chociaż wyraźnie zaznaczonymi, elementami miejscowymi.
Wyznaczono mniejsze i większe granice kolonii, w głównych skupiskach
ludności powstały lokalne centra administracyjne, zaimportowano wreszcie
klasyczne niewolnictwo na potrzeby rozwijającego się handlu i produkcji.
Powstały liczne miasta, niektóre - takie jak Meksyk czy ekwadorskie
Quito - na gruzach dawnych ważnych ośrodków cywilizacji indiańskich,
inne - jak Lima, Santiago, Concepción, Córdoba, Caracas - budowano od
początku według wzorców europejskich. Zaczęły rozkwitać różnorodne formy
kultury: w Meksyku i Limie literatura oraz architektura, w Córdobie
architektura, w Quito malarstwo, w Caracas muzyka. Absolutyzm kolonialny
osiągnął swój szczyt, odcięty całkowicie od wpływów z zewnątrz. Wzrosły
wpływy Kościoła, zwłaszcza dominikanów i jezuitów, którzy dominującą
pozycję zawdzięczali edukacji.
Oprócz miast, w których osiedliła się większość białej ludności, część
przybyszów z Europy osiadła także na roli, korzystając z nadań, którymi
władze Nowego Świata obdarzały najbardziej zasłużonych konkwistadorów
(głównie żołnierzy, urzędników i przedstawicieli Kościoła). Ponieważ
złoto i srebro Inków zostało już dawno podzielone, głównym źródłem
dochodów konkwistadorów stała się eksploatacja ludności indiańskiej w systemie tzw. powiernictwa (encomienda). Był to system władania ziemią
oparty na wzorach feudalnych przeniesionych z Hiszpanii, zastosowany po
raz pierwszy w czasie rekonkwisty wobec podbitej ludności muzułmańskiej
(Maurów). Właściciel, a ściślej rzecz biorąc, użytkownik majątku
(encomendero), otrzymywał od króla hiszpańskiego immunitet feudalny,
który poddawał jego władzy całą ludność indiańską (repartimientos) na
terenie jego majątku hodowlano-rolnego. Dotyczył on także naczelników
indiańskich, których działalność podlegała odtąd nadzorowi hiszpańskiego
właściciela. Teoretycznie prawo hiszpańskie wymagało od posiadacza
encomiendy, aby w zamian uczył tubylców języka hiszpańskiego i zasad
religii katolickiej. W praktyce jednak administracja kolonialna nie
mogła wymusić respektowania tych zasad ani wyplenić nadużyć. Istotą
systemu powiernictwa była praca przymusowa ludności poddanej
(repartmiento). Początkowo encomenderos mogli ją eksploatować bez
ograniczeń. Zmuszeni do przymusowej pracy Indianie byli odtąd nieludzko
wyzyskiwani, a nowi panowie uzyskali nad nimi prawo życia i śmierci. W ten sposób dawna umiarkowana pańszczyzna z czasów przedkolumbijskich
przemieniła się w faktyczne, choć prawnie nieuznawane niewolnictwo. Dla
porządku należy wyjaśnić, że podobny system zastosowały w swoich
koloniach także inne kraje: Portugalia, Holandia i Francja. W późniejszym czasie świadczenia Indian na rzecz encomenderos zostały
ograniczone do obowiązku płacenia renty, co odpowiadało pogłównemu
płaconemu na rzecz Korony przez ludność indiańską, która nie podlegała
powiernictwu. W dalszych pokoleniach spadkobierców uprawnienia do
encomiendy stopniowo wygasły i zostały zastąpione przez inne formy
wyzyskiwania Indian. Pośrednio do upadku encomiendy przyczyniło się
gwałtowne zmniejszenie liczby ludności indiańskiej, co sprawiło, że
system powiernictwa stał się nieopłacalny.
System pracy przymusowej Indian stosowano zresztą nie tylko na wsi, ale
także w rozwijającym się przemyśle i górnictwie. Szczególnie
wyniszczającą postać wyzysku przyjął on w kopalniach srebra i złota. W drugiej połowie XVI wieku w niektórych koloniach hiszpańskich
wprowadzono formę tymczasowej pracy przymusowej zwaną mita,
przyjmującą postać kontyngentów pracowników dostarczanych okresowo przez
miejscową ludność. Zgodnie z zarządzeniem naczelnicy społeczności
indiańskich obowiązani byli w ramach swoistej "daniny" wysyłać co roku
określoną liczbę zdrowych mężczyzn (mitayos) ze swoich wiosek do pracy
w kopalniach. W Meksyku czy też Nowej Hiszpanii (Nueva Espa?a), jak go
wtedy nazywano, gdzie przymusowych pracowników nazywano cuauteqiules,
ich liczba kształtowała się na poziomie jednej czwartej zdatnych do
pracy mężczyzn.
Robotnicy w kopalniach pracowali od świtu do zmierzchu, otrzymując za to
symboliczną zapłatę i równie symboliczną opiekę. Niektórzy stawali się
wręcz niewolnikami przypisanymi do kopalni, której nie mogli opuścić z powodu zaciągniętych długów. Wraz z rozwojem górnictwa, które wyrosło na
jeden z wielkich przemysłów Ameryki Łacińskiej, przymusowa praca w kopalniach (mita minera) stała się systemem masowej eksterminacji
robotników indiańskich. Tysiące Indian umierały w kopalniach, powodując
często wyludnienie całych wsi. W szybach największej
południowoamerykańskiej kopalni srebra w zboczach słynnej góry Cerro de
Potosi w Górnym Peru (dzisiejszej Boliwii), która swoim bogactwem
przyćmiła wszystkie dotąd poznane skarby Ameryki, rzadko który z tubylczych górników mógł przeżyć dłużej niż dwa lata przymusowej pracy.
Około 1550 roku pewien zakonnik dominikański nazwał kopalnie Potosi
"ustami piekła" (boca de inferno), połykającymi co roku dziesiątki
tysięcy Indian.
Jeszcze inną formę przymusowej pracy Indian stosowano w szeroko
rozwiniętym systemie produkcji włókienniczej. Jej podstawą były
prowizoryczne warsztaty tkackie i manufaktury włókiennicze (obrajes),
w których produkowano tanie towary bawełniane i wełniane przeznaczone do
użytku ogólnego. Wyzyskiwano w nich systematycznie indiańskich tkaczy,
zarówno w interesie naczelników indiańskich, jak i hiszpańskich
przedsiębiorców. Eksploatacji podlegały głównie kobiety, a nawet dzieci,
które zmuszano do wysiłku przekraczającego ich możliwości fizyczne. Od
czasu do czasu władze kolonialne lub zarządzający administracją
posiadłości kolonialnych od 1524 roku organ zwany Radą Indii (Consejo
de las Indias) starały się powstrzymać ten wyzysk, a gdy zabiegi te nie
odnosiły skutku, liczbę obrajes ograniczano ustawami. Prawo zakazywało
także zmuszania do pracy w manufakturach wolnych Indian, ale w latach
słabych rządów w Hiszpanii zakazy te były nagminnie łamane.
Ciężkie warunki pracy w kopalniach i warsztatach włókienniczych, ale
także na plantacjach, których nie wytrzymywali nieprzywykli do zabójczej
pracy Indianie, spowodowały konieczność zastąpienia ich niewolniczą siłą
roboczą. Niewolników murzyńskich zaczęto sprowadzać do kolonii
amerykańskich już od 1502 roku. W handlu niewolnikami specjalizowali się
przede wszystkim Portugalczycy, jednak od połowy XVII wieku zastąpili
ich Anglicy.
Nieludzki system eksploatacji ludności indiańskiej wywoływał sprzeciw
niektórych kół kościelnych. Pięć lat pobytu w koloniach amerykańskich
przekonało dominikańskiego mnicha, brata Bartolomé de Las Casas, o konieczności przedstawienia sprawy królowi Hiszpanii. Na skutek jego
próśb młody Karol V kazał wprowadzić bardziej liberalne prawa, aby
ukrócić wyzysk Indian. Korona, traktująca Indian zasadniczo jako swoich
wolnych poddanych, starała się ograniczać nadmierny wyzysk ludności
tubylczej i nie dopuścić do przekształcania powiernictwa w posiadłości
dziedziczne i wzrostu potęgi encomenderos. W 1542 roku z inicjatywy
Karola V został wydany pierwszy kodeks prawny dla kolonii amerykańskich,
słynne Nowe Prawa Indii (Nuevo Leyes de Indias), który ograniczał
zakres pracy przymusowej Indian. Sam Las Casas powrócił do Ameryki z tytułem protektora Indian. Napisał książkę w obronie krajowców pt.
Krótka relacja o wyniszczeniu Indian (La Brevísima relación de la
destrucción de las Indias), wydaną drukiem w 1552 roku. Książka ta,
szeroko rozpowszechniona zwłaszcza w Anglii, przyczyniła się do
powstania tzw. czarnej legendy (la leyenda negra) o okrucieństwach
hiszpańskich wobec Indian. Dzięki swym osiągnięciom Bartolomé de Las
Casas (podobnie jak Juan de Zapata y Sandoval - katolicki biskup Chiapas
od roku 1613 do 1621) zyskał dozgonną wdzięczność ludności indiańskiej i ściągnął na siebie nienawiść kolonizatorów. Jego działania wywołały
natomiast jeden zły skutek w koloniach amerykańskich. Sprzeciwiając się
niewolnictwu Indian i traktując handel niewolnikami murzyńskimi jako
mniejsze zło, zaproponował sprowadzenie Murzynów do Nowego Świata, aby
wykonywali najcięższe prace na plantacjach i w kopalniach zamiast
Indian. Później bardzo tego żałował, ale było już za późno. W drugiej
połowie XVI wieku ekspansja kolonialna i oficjalny zakaz zniewalania
Indian przyczyniły się do dalszego handlu niewolnikami z Afryki.
Mimo prób poprawy bytu ludności indiańskiej system powiernictwa trzymał
się długo wobec sprzeciwu kolonistów, którzy dzięki niemu mieli
możliwość pełnej eksploatacji podbitych ziem i warunki do maksymalnego
wzbogacenia się. Został on zniesiony dopiero w latach 1718-1722, kiedy
to zastąpiły go rozwijające się wielkie majątki ziemskie, powstałe z połączenia ziem należących przedtem do mieszkańców wspólnot wiejskich. W Nowej Hiszpanii nosiły one nazwę hacienda, a w niektórych krajach
Ameryki Południowej nazywano je latifundio Posiadacz takiego majątku
(hacendado lub latifundista) był już prawnym właścicielem majątku, a podstawą jego funkcjonowania stała się praca najemna indiańskich
chłopów. W Meksyku nosili oni nazwę peonów (peones), a w Peru nazywano
ich yanakuna (yanacones). Posiadali oni zazwyczaj poletka dzierżawione
od hacjendera, któremu w zamian za dzierżawę (arriendo) oddawali część
swoich plonów lub odpracowywali ją na polu właściciela.
Panowanie Habsburgów w Hiszpanii i jej posiadłościach kolonialnych
charakteryzował ostry, obsesyjnie katolicki styl rządów i niechęć do
wszelkich nowości z wyjątkiem sztuki, a i na nią często wpływ miała
polityczna i teologiczna filozofia władzy. Absolutyzm Habsburgów wynikał
z teokratycznych i samolubnych ciągot Korony do centralistycznej władzy,
będąc niczym więcej jak przedłużeniem okresu średniowiecza.
Panowanie bardziej postępowych Burbonów przyniosło pewne zmiany. W Hiszpanii ich rządy zaznaczyły się przede wszystkim ujednoliceniem
systemu prawnego i rozwojem centralizmu. Dlatego też od samego początku
dążyli oni do wzmocnienia władzy personalnej. Pierwsi Burbonowie, Filip
V (1700-1746) i jego starszy syn Ferdynand VI (1746-1759), tchnęli
nowego ducha w administrację zacofanej i podupadłej Hiszpanii. Filip V
przebudował strukturę państwową w kraju, oddając administrację i finanse
bezpośrednio pod kontrolę Korony. Służyć temu miał między innymi nowy
urząd królewskiego intendenta (intendente). Wzorem byli francuscy
intendenci, a ich zadanie stanowiły centralizacja władzy królewskiej i przeprowadzenie reform administracyjnych. Intendent stał się potężnym
narzędziem w rękach króla. Łączył w sobie funkcje: gubernatora,
corregidora, alkada, poborcy podatkowego i kontrolera skarbowego. W koloniach dzielił nawet niektóre uprawnienia wicekróla (virrey). W amerykańskich posiadłościach kolonialnych głównym zadaniem intendentów
było nadzorowanie procesu reform i maksymalizacja dochodów Korony. Miała
temu służyć likwidacja praktyk korupcyjnych, poprawa życia niższych
warstw ludności miejscowej oraz ograniczenie wpływów arystokracji
hiszpańskiej i kreolskiej. Był to istotny krok na drodze rozwoju
administracji fiskalnej, znacznie wykraczający poza dotychczasową
prymitywną biurokrację podatkową. Wadą systemu było to, że funkcje
intendentów często kolidowały z lokalnymi przywilejami, co budziło
niezadowolenie przede wszystkim Kreolów. W 1754 roku Ferdynand VI
zapoczątkował istotne zmiany w organizacji floty pływającej po skarby do
Nowej Hiszpanii.
Kolejny władca na tronie hiszpańskim, zdolny i oświecony Karol III
(1759-1788), postawił sobie za cel zwiększenie potęgi militarnej i ożywienie handlu imperialnego. Zreformował system podatkowy, wykorzenił
przekupstwo i korupcję, wzmocnił marynarkę, ufortyfikował granice i zaprowadził sprawne rządy w imperium. Za jego rządów do kolonii zaczęto
wysyłać wizytatorów generalnych, którzy mieli dokonać oceny warunków i przeprowadzić odpowiednie zmiany administracyjne. Król rozumiał, że aby
odzyskać handel kolonialny, należy wprowadzić prawa przeciwko
kontrabandzie i zliberalizować handel z koloniami i między nimi.
Zlikwidował autonomię kolonii i prywatne monopole, otworzył wiele nowych
portów w Nowym Świecie i pozwolił na wolny handel z koloniami.
Równocześnie dbał o rozwój kolonialnego rolnictwa i górnictwa. Z jego
rozkazu poprawiono system dróg i zaprowadzono regularny ruch pocztowy
między miastami. W Ameryce nowe reformy zwiększyły obroty handlowe,
podniosły dobrobyt klasy kupieckiej i sprzyjały rozwojowi nowej
burżuazji kreolskiej. Poszczególne kolonie i miasta zaczęły się bogacić.
Rezultaty reform gospodarczych i administracyjnych Karola III były
znaczne. Zwiększyły się dochody Korony, władza państwowa pod okiem
intendentów wzmocniła się i scentralizowała, ograniczono nadużycia,
uszczelniono granice i umocniono rubieże imperium. Dzięki centralizacji
poboru podatków i ceł oraz wprowadzeniu monopolów państwowych
podniesiono dochody i ukrócono przekupstwo. Podniósł się także poziom
kompetencji urzędników. W koloniach, mimo oporu konserwatywnych kół
hiszpańskich i prób opóźniania reform, w 1766 roku udało się znieść
ustawowo pracę przymusową i zlikwidowano resztki niewolniczego systemu
powiernictwa. W ostatnie ćwierćwiecze XVIII wieku kolonie hiszpańskie
wkraczały pod znakiem niespotykanych do tej pory zmian w dziedzinie
władzy państwowej, handlu, górnictwa i rolnictwa. Ograniczenie barier i restrykcji handlowych miało jednak i tę stronę, że koloniści zasmakowali
w nowej swobodzie, co jeszcze bardziej zmniejszyło ich miłość do
Hiszpanii i rozluźniło więź z metropolią.
Pomimo liberalnej polityki hiszpańskich Burbonów w sferze socjalnej w Ameryce Łacińskiej różnice w pozycji społecznej poszczególnych warstw
nie uległy zasadniczej zmianie, choć pod koniec XVIII wieku zarysowały
się pewne perspektywy także dla ludności najuboższej. W większości
krajów podziały rasowe i mieszanie się trzech głównych ras spowodowały
powstanie specyficznej drabiny społecznej. Biali, którzy stanowili
uprzywilejowaną grupę ludności, dzielili się na trzy kategorie. Na samym
szczycie piramidy stali wysoko urodzeni Hiszpanie przybyli z Półwyspu
Iberyjskiego, nazywani z powodu swego pochodzenia "półwyspiarzami"
(peninsulares), a czasami pogardliwie "pająkami" (gachupines). Do
tej kategorii należeli także przedstawiciele skromniejszych klas
hiszpańskich zwani "żółtodziobami" (chapetones), którzy przybywali do
Ameryki jako rzemieślnicy i rolnicy. Tuż za nimi stali dumni Kreole
(criollos) oraz lokalna arystokracja (mantuanos), a na końcu
osadnicy z Wysp Kanaryjskich (canari?os), uważani za gorszy rodzaj
białego człowieka. Niżej od białych stali kolorowi mieszańcy (pardos):
Metysi (mestizos), Mulaci (mulatos) i Zambosi (zambos), czyli
potomkowie Indian i Afrykańczyków. Wreszcie, niemal u podstaw piramidy,
znajdowali się wolni Indianie, za nimi indiańscy niewolnicy, wolni
Murzyni, a na samym końcu niewolnicy murzyńscy. Wśród tych ostatnich
było wielu zbiegów. Zbiegłych niewolników wyjętych spod prawa określano
mianem cimarrones.
Krew czy rasa nie były jedynymi kryteriami pozycji społecznej. Istotną
rolę odgrywały także: kryteria prawne, wykształcenie, majątek i czynniki
kulturowe. Zasady życia społecznego zostały posunięte niemal do granic
absurdu, sankcjonując nie tylko segregację rasową niektórych grup
ludności (np. w niektórych koloniach istniały osobne kościoły dla
Kreolów, Metysów i Murzynów), ale także to, kto może nosić taki a nie
inny rodzaj ubioru albo biżuterii. To samo dotyczyło handlu i rzemiosła
oraz dostępu do edukacji, która miała wpływ na wybór zawodu. Nauka na
uniwersytetach wymagała dużych nakładów pieniężnych, dlatego szkoły
często odmawiały przyjmowania ludności kolorowej. Każdy, kto aspirował
do dyplomu uniwersyteckiego, musiał wykazać swoje legalne pochodzenie,
czystą krew oraz rodziców znanych z imienia i nazwiska. To oczywiście
premiowało najbardziej wpływowe warstwy ludności: Hiszpanów i Kreolów.
Nikt nie dbał o edukację Murzynów, a od prostych Indian wymagano tylko
zrozumienia zasad religii katolickiej. Znana jest historia indiańskiego
wodza Juana Francisco z Nowego Meksyku, który w 1798 roku udał się do
Madrytu z prośbą o zgodę na nauczanie swego ludu i któremu zgody tej
odmówiono. Jeszcze w 1804 roku kroniki odnotowały przypadek pewnego
argentyńskiego Mulata, którego poddano publicznej chłoście po tym, jak
odkryto, że sam nauczył się czytać i pisać.
Przez długi czas każda praca fizyczna dyskwalifikowała ludzi
szlacheckiego pochodzenia. Filip II w 1562 roku zdefiniował nawet
"niskie, fizyczne i mechaniczne" zajęcia jako niegodne osób szlachetnie
urodzonych. Dzięki temu pewna część ludności kolorowej mogła podnieść
swój status, w tym także materialny, wykonując niektóre zawody,
szczególnie przydatne ze względów społecznych. Najcięższe i najbrudniejsze prace zarezerwowane były dla Murzynów, którzy na dodatek
byli poddawani rozmaitym restrykcjom. Na przykład w Wenezueli czarni nie
mogli nocą wychodzić z domu, a także podróżować z miasta do miasta. Po
1545 roku zakazano im jazdy konnej, a w roku 1620 noszenia broni palnej.
Nie wolno było robić interesów z murzyńskimi niewolnikami, z góry bowiem
przyjmowano, że posiadane przez nich pieniądze pochodzą z kradzieży lub
zostały zdobyte w inny, niezgodny z prawem sposób.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki