NOTA OD AUTORÓW
My, autorzy, Ellen i Dave, możemy z dumą stwierdzić, że jesteśmy maniakami nauki. Napędza nas nieustanna ciekawość, jesteśmy zafascynowani naszą planetą, pasjonuje nas obserwowanie, dowiadywanie się nowych rzeczy oraz kwestionowanie dokonań nauki. Czasami spieramy się w sprawie tego, co jest ważniejsze: ocean (Ellen, oceanografka) czy atmosfera (Dave, meteorolog). Atmosfera zawiera tlen potrzebny do oddychania (meteorologia), ale fitoplankton w oceanie produkuje około połowy tlenu w atmosferze (oceanografia). Nie pozwólcie nam zacząć, chociaż przerzucanie się argumentami w naszym wykonaniu to byłby niezły spektakl. Uwielbiamy się śmiać (często z samych siebie) i odwołujemy się do poczucia humoru, aby zainteresować odbiorców i pokazać, że nauka może być zabawą. Przeprowadziliśmy wspólnie setki publicznych prezentacji (na scenie, na antenie i wirtualnie) i lubimy wchodzić w interakcje z naukowcami, nienaukowcami, dziećmi, nauczycielami, mediami, naszymi współpracownikami, krewnymi, sąsiadami... No dobrze, niech będzie, właściwie z każdym.
Czasami naukowcy nie są zgodni w sprawie tego, co jest ważniejsze.
Od lat otrzymujemy wiele pytań od słuchaczy i widzów. Niektóre pojawiają się często, inne są bardziej nietypowe, rzadkie lub zwyczajnie odjechane. A jednak nawet pozornie najbardziej banalne, lecz w istocie nieszablonowe pytania mogą stanowić wstęp do rozmowy o nauce. Dlatego też, by otworzyć co poniektórym oczy i przeciwdziałać dezinformacji, postanowiliśmy napisać tę książkę i odpowiedzieć na szereg najczęściej stawianych i najdziwniejszych pytań, jakie my i nasi współpracownicy otrzymujemy na temat oceanu, biologii mórz, pogody, zmian klimatycznych i nie tylko. Mamy nadzieję, że książka ta wywoła radość i uśmiech (zwłaszcza wspaniałe ilustracje Alece), a także pomoże docenić naukę i przybliży otaczający nas świat. Liczymy również na to, że po jej przeczytaniu łatwiej będzie znaleźć wiarygodne informacje o Ziemi, atmosferze i oceanie. Zanim jednak, czytelniku, zagłębisz się w lekturę, oto trochę informacji o nas i o kilku przełomowych momentach w naszym życiu, które zapoczątkowały pasję do badania głębin morza i pogody oraz do nauki.
ELLEN PRAGER
Często pytają mnie w rozmowach, skąd wzięło się moje zainteresowanie oceanografią. Odpowiadając, mam z czego wybierać. Kiedy byłam mała, oglądałam programy telewizyjne o tematyce przyrodniczej, takie jak realizacje Jacques'a Cousteau czy Wild Kingdom (później poznałam prowadzącego, wspaniałego Jima Fowlera, i zaprzyjaźniłam się z nim), pamiętam rodzinne wakacje i nurkowanie. Jednak kilka momentów i doświadczeń można uznać za szczególnie inspirujące na mojej drodze do zostania oceanografką.
Podczas wakacji w szkole średniej pracowałam jako ratowniczka i instruktorka bezpieczeństwa w wodzie. Pewnego dnia inny ratownik przyniósł na basen sprzęt do nurkowania i zapytał, czy chciałabym go wypróbować. Szybko założyłam butlę i wskoczyłam do basenu, ciesząc się, że mogę zostać pod wodą dłużej, niż pozwala mi na to zdolność wstrzymywania oddechu. Później pobiegłam do domu i oznajmiłam, że chcę uzyskać certyfikat płetwonurka. Moi rodzice zawsze zachęcali mnie do spełniania marzeń dzięki edukacji i ciężkiej pracy. Z własnych pieniędzy opłaciłam kurs płetwonurka i u wybrzeży stanu Massachusetts wykonałam wymagane nurkowania na wodach otwartych - przy niskiej temperaturze, ograniczonej widoczności i wysokiej fali. Bardzo mi się to spodobało. Z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że te wydarzenia doprowadziły do kolejnych, które realnie zmieniły moje życie. Jeszcze podczas studiów na Uniwersytecie Wesleya wzięłam semestr urlopu dziekańskiego, aby studiować oceanografię tropikalną w Laboratorium Indii Zachodnich (West Indies Laboratory) na Saint Croix w archipelagu Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych.
Przez lata Laboratorium Indii Zachodnich było rajem dla studentów i naukowców badających rafy koralowe. Wykłady i ćwiczenia łączono z zajęciami w terenie. Nurkowaliśmy z butlą, w masce i z fajką i prowadziliśmy niezależne projekty. Moi profesorowie mieli pracę, o jakiej marzyłam - szybko stali się dla mnie wzorami do naśladowania i mentorami (a później przyjaciółmi i cenionymi współpracownikami). W trakcie semestru wybraliśmy się na wycieczkę do Hydrolabu, małego podwodnego siedliska, w którym naukowcy mieszkali przez tydzień pod wodą, prowadząc badania raf koralowych. Byłam tak zafascynowana programem, że w następną sobotę wsiadłam na rower, przejechałam pofałdowaną pagórkami wyspę i dotarłam do bazy Hydrolab. Zapytałam, czy latem nie będą potrzebowali nurka.
Po potwierdzeniu, że mam uprawnienia płetwonurka i doświadczenie oraz że potrafię unieść (ledwo co) po dwie stalowe butle z tlenem w każdej ręce, zostałam zatrudniona. Gdy wróciłam do West Indies Lab, byłam wyczerpana, ale szczęśliwa. Inni studenci zastanawiali się, jakim cudem dostałam tę pracę. Odpowiadałam, że wystarczyło po prostu pojechać i zapytać. Był to nie tylko początek niesamowitego lata wypełnionego nurkowaniem i nauką, lecz także ważna lekcja inicjatywy i badania możliwości, która wpłynęła na moje późniejsze życie i karierę.
Praca w Hydrolabie w charakterze nurka wspierającego to kolejny kluczowy etap mojego życia zawodowego. Nurek wsparcia lub zabezpieczenia to zasadniczo eufemizm dla podwodnego "przynieś, wynieś, pozamiataj". Podczas misji wynosiliśmy puste zbiorniki na powierzchnię, napełnialiśmy je i transportowaliśmy z powrotem do podwodnego laboratorium. Przenosiliśmy zapasy i posiłki, pomagaliśmy w badaniach naukowych, pilnowaliśmy nurków w wodzie poza laboratorium i sprzątaliśmy po misjach. To była najlepsza praca, jaką mogłam sobie wyobrazić. Jedna misja w sposób szczególny pomogła mi przezwyciężyć wątpliwości, czy mam to coś, czego potrzeba, aby być naukowcem.
Celem misji było określenie znaczenia papugoryb w obiegu składników odżywczych na rafach koralowych. Rafy koralowe wykazują tendencję do wzrostu w wodzie ubogiej w składniki odżywcze i papugoryby odgrywają tu ważną rolę, ale nie było jasne, jak istotną. Tak więc co wieczór naukowcy tworzący zespół opuszczali podmorskie laboratorium, pobierali z magazynu butle tlenowe i zakładali sprzęt. Używając specjalnego wyposażenia do zbierania materiału (plastikowych worków), podążali za papugorybami po rafie i zbierali ich odchody, które były później analizowane na lądzie. Wtedy to do mnie dotarło: jeśli zbieranie kup papugoryb to praca naukowa, to ja też się nadaję.
W West Indies Lab i Hydrolabie stawiałam pierwsze kroki. To był początek kariery pełnej niesamowitych możliwości, przygód, humorystycznych wydarzeń i nauki - od zajęć z oceanografii, które prowadziłam na pokładach żaglowców Sea Education Association [Stowarzyszenia Edukacji Morskiej], działając z Woods Hole w Massachusetts, po kierowanie małym laboratorium morskim na odległej wyspie na Bahamach, badania w Zatoce Florydzkiej na zlecenie Amerykańskiej Służby Geologicznej, pracę na wyspach Galapagos i - zatoczywszy pełny krąg - od stanowiska nurka wsparcia w Hydrolabie do życia pod wodą jako akwanautka, a później jako osoba odpowiedzialna za badania naukowe w Aquarius Reef Base, następcy Hydrolabu. Moje ogólne spojrzenie na badania naukowe poszerzyło się dzięki pełnieniu funkcji prodziekanki w Rosenstiel School of Marine, Atmospheric and Earth Science na Uniwersytecie Miami, zatrudnieniu w U.S. Commission on Ocean Policy oraz pracy w charakterze doradczyni federalnych agencji oceanicznych w Ocean Research and Resources Advisory Panel.
Gdzieś po drodze odkryłam nową pasję - popularyzację nauki. Zaowocowała ona publikacją ilustrowanych książek dla dzieci, dwóch serii pełnych humoru powieści przygodowych dla młodzieży o tematyce ekologicznej (miałam z tego ogromną frajdę!), artykułami w czasopismach i książkami popularnonaukowymi, a także wieloma pogadankami. Po drodze stałam się również rozchwytywaną przez stacje telewizyjne specjalistką (sporo się nauczyłam na własnych błędach). Pojawiałam się w CNN, Weather Channel, NBC, Today Show, Good Morning America, CBS Mornings, Discovery Channel i nie tylko. Większość młodych widzów uważa, że moim najbardziej imponującym dokonaniem była rola konsultantki podczas powstawania filmu Disneya Vaiana: Skarb oceanu z 2016 roku. Moja kariera naukowa to wspaniała podróż, która trwa do dziś, i nie mogę się doczekać, co będzie dalej.
DAVE JONES
Podczas gdy Ellen była zanurzona w oceanie, ja chodziłem z głową w chmurach. Już jako sześciolatek zastanawiałem się, dlaczego wielka ciemna chmura wisi tam, gdzie wisi, a nie gdzie indziej. Dlaczego deszcz, który zapowiadano w prognozie pogody, czasami pada na końcu ulicy, a czasami wcale? Ale być może najbardziej wpływowe i elektryzujące wydarzenie miało miejsce wtedy, gdy piorun uderzył w drzewo naprzeciwko domu moich rodziców (na wprost mojego pokoju). Rozbłysło i świetlista niebiesko-biała kula poszybowała nad naszą ulicą w kierunku mojego okna, po czym rozpłynęła się w powietrzu (więcej o błyskawicach w rozdziałach 6 i 7). Nigdy tego nie zapomnę! Byłem jak zahipnotyzowany. Pragnąłem dowiedzieć się wszystkiego o błyskawicach i pogodzie.
W wieku 11 lat byłem do tego stopnia zafascynowany zjawiskami pogodowymi, że co dzień po szkole szedłem (a czasem biegłem) do budynku pobliskiego college'u w Catonsville w stanie Maryland. Stawałem przed mapą pogody wywieszaną na ścianie na wydziale nauk ścisłych. Prowadzono tam cykl niesamowitych wykładów Wstęp do meteorologii. Na wydziale mieli małe centrum meteorologiczne i dalekopis, który drukował biuletyny i obserwacje pogodowe z szaloną wówczas prędkością 300 bodów! To około 30 znaków na sekundę, przy czym mokre papierowe mapy pogody musiały jeszcze wyschnąć przed zawieszeniem.
Dziekan wydziału nauk o Ziemi zauważył mój zapał do studiowania map pogodowych i to, że zadawałem pytania każdemu, kto tylko był w pobliżu. Pewnego dnia spakowałem do torby kilka starych map (oczywiście za zgodą dziekana), żeby je rozwiesić w moim domowym "centrum meteorologicznym" - czyli starej, doprowadzonej do porządku ciemni. Widząc moje zaangażowanie, dziekan zapytał, czy chciałbym uczestniczyć w wykładach i ćwiczeniach. Wyjaśnił, że mogę zostać przyjęty jako wolny słuchacz, a ponieważ moja mama pracuje na uczelni, jeśli zaliczę zajęcia, będzie mogła otrzymać zwrot kosztów. Podobnie jak w przypadku Ellen mój entuzjazm i chęć zadawania (atmosferycznych) pytań otworzyły przede mną drzwi do świata nauki i jako zaledwie dwunastolatek zostałem studentem uniwersytetu.
Wizyta u dentysty i studia w młodym wieku stworzyły kolejną szansę - rozpocząłem swoją pierwszą pracę w charakterze konsultanta. Kiedy mój stomatolog dowiedział się, że będąc w siódmej klasie, uczęszczam na wykłady z meteorologii, skontaktował się ze swoimi kumplami uczestniczącymi w kursie pilotażu. Wszyscy trzej mieli trudności z częścią szkolenia dotyczącą pogody. Skończyło się na tym, że uczyłem ich meteorologii lotniczej w zarezerwowanej na tę okazję sali chińskiej restauracji. Byłem w siódmym niebie. Rozmowy o pogodzie i lotnictwie, a przy tym tyle zupy z jajkiem i kurczaka z brokułami, ile tylko potrafiłem zjeść!
Na uczelni rozpocząłem zaoczne studia z prognozowania pogody. Mój entuzjazm i nieustające prośby o mapy pogody po każdych zajęciach zwróciły uwagę wykładowcy, doktora Roberta Atlasa, który pracował również w Centrum Lotów Kosmicznych imienia Roberta H. Goddarda (GSFC), jednym z ośrodków badawczych NASA. Zapytał, gdzie zamierzam robić studia magisterskie. Złożyłem już podanie na Uniwersytet Stanu Pensylwania, ponieważ mieli jeden z najlepszych programów meteorologicznych w kraju. Wyjaśnił, że zatrudnia stażystów do pracy w NASA, ale kandydaci muszą studiować na Uniwersytecie Maryland w College Park. To nie była trudna decyzja. Bez mrugnięcia okiem odparłem: "Mogę iść do Maryland!".
Studia również obfitowały w niesamowite okazje. Podczas pracy w GSFC, wspierając badania doktora Atlasa, wybrałem się z kolegą z grupy, też stażystą, do stacji telewizyjnej NBC w Waszyngtonie. Nie kryłem zachwytu, gdy przedstawiono mnie głównemu meteorologowi - Bob Ryan był najczęściej oglądanym prezenterem pogody w regionie. Przez kilka tygodni z entuzjazmem kibicowałem szybkiemu tempu, w jakim powstają lokalne wiadomości, a potem zaproponowano mi pracę asystenta w biurze meteorologicznym. Była to już druga świetna posada związana z pogodą, stanowiąca dodatek do mojej prawdziwej, przynoszącej zarobek. W weekendy sprzedawałem wnioski o karty kredytowe przy wejściu do domu towarowego Hechtów.
Po ukończeniu studiów pracowałem w firmach zajmujących się grafiką map pogody, a także pomagałem start-upowi na północno-zachodnim Pacyfiku, który stworzył zautomatyzowany system dostarczający windsurferom informacji o tym, gdzie znaleźć najlepszy wiatr w wąwozie rzeki Kolumbii.
Telefon od Boba Ryana przyniósł kolejną nieoczekiwaną i zachwycającą propozycję. Zapytał, czy chciałbym nagrać próbkę autorskiej prezentacji prognozy pogody. Co? Kto by nie chciał? Zaledwie dwa tygodnie po "przesłuchaniu" zostałem zatrudniony w waszyngtońskiej stacji telewizyjnej NBC4. Miałem opracować ramy nowego porannego programu weekendowego i go poprowadzić. Ale super! Spędziłem prawie 10 lat w NBC4 i przeżyłem kilka niesamowitych przygód, w tym kierowanie wspaniałym zespołem, który wygrał grant NASA na wykorzystanie czegoś, co nazywano Internetem, w celu uzyskania dostępu do danych NASA dotyczących Ziemi i kosmosu oraz adaptacji systemu do potrzeb telewizji. W 1995 roku zbudowaliśmy WeatherNet4, pierwszą w kraju stronę internetową stacji telewizyjnej poświęconą pogodzie. Byliśmy stacją numer jeden na rynku, dostarczającą milionom widzów dane naukowe o Ziemi i kosmosie, poza tym tworzyliśmy specjalne strony internetowe dla nauczycieli i studentów. Kilka razy leciałem do Nowego Jorku, aby prezentować prognozę pogody w porannym programie Today, a potem od razu wracałem do Waszyngtonu, żeby przedstawić prognozę wieczorną. To była gorączkowa, szalona jazda.
Odszedłem z NBC4, by podjąć samodzielną działalność. Założyłem firmę StormCenter Communications Inc. Chciałem wprowadzać kolejne innowacje w zakresie sposobu korzystania z danych i uzyskiwania do nich dostępu. Szczególnie dumny jestem z opatentowanej przez nas nowej technologii o nazwie GeoCollaborate?. Umożliwia ona synchroniczną współpracę w czasie rzeczywistym za pośrednictwem dowolnego urządzenia lub platformy w celu usprawnienia dostępu do różnorodnych poufnych danych tym, którym są potrzebne, na przykład ratownikom medycznym i menedżerom, władzom lokalnym, stanowym lub regionalnym, firmom, agencjom rządowym, planistom, decydentom i opinii publicznej. Ściśle współpracuję również ze społecznością meteorologów, dzięki czemu obywatele mają dostęp do unikalnych danych i treści naukowych.
***
Z uwagi na ogrom wiedzy o oceanach i atmosferze Ellen i ja lubimy mówić, że ogarniamy cały świat. Ale przecież nie tylko my. Mamy wielu wspaniałych współpracowników i przyjaciół z podobnych lub pokrewnych dziedzin. Razem z nimi i dzięki ich wkładowi na stronach tej książki przedstawiamy odpowiedzi na pytania dotyczące niektórych naszych ulubionych tematów.
Pamiętajcie, że naszym zamiarem nie jest stworzenie kompleksowego przewodnika po każdym z nich, ale raczej udzielenie zwięzłych, łatwych do zrozumienia odpowiedzi na typowe, interesujące, a czasem dziwne pytania. Jednocześnie zachęcamy do bardziej szczegółowego zapoznania się z omawianymi tematami - i z tą myślą na końcu książki podajemy źródła dodatkowych informacji. Życzymy miłej lektury!
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki