WPROWADZENIE
WPROWADZENIE
To niezwykła książka. Zawiera opis wielu zadziwiająco prostych technik,
które pomogą ci się odprężyć i wejść w stan zwany "medytacją".
Znajdziesz tu odpowiedzi na pytania dotyczące tego, jak działa
medytacja, jak interpretować to, co się podczas niej z tobą dzieje, i dlaczego jest ona tak przydatna współczesnemu człowiekowi.
Poproszono mnie o uzupełnienie tej książki informacjami o najnowszych
odkryciach medycyny i neuronauki. I o komentarz na temat tego, że coraz
więcej osób na całym świecie medytuje, o czym donoszą media. Obecnie
pytamy nie: "Po co medytować?", lecz: "Dlaczego by nie medytować?".
Jeżeli zrozumiałeś już, jaką wartość mają chwile uważności w codziennym
życiu, ta książka jest dla ciebie. Jeżeli natomiast nadal masz
wątpliwości, czy medytacja nie jest jedynie kolejną fanaberią, kolejną
chwilową modą, znajdziesz tu wiedzę, która pozwoli ci je rozwiać.
Dziesięć lat temu rocznie ukazywało się około pięćdziesięciu publikacji
związanych z medytacją. Obecnie ta liczba sięga nawet pięciuset.
Chcę przy tym zaznaczyć, że temat medytacji jest nieco bardziej
skomplikowany niż pozostałe tematy rozważań naukowych.
Widzimy ciała fizyczne oraz umiemy dokładnie zmierzyć, z jaką prędkością
się poruszają i kiedy dotrą do określonego punktu. Jeżeli częstotliwość
dźwięku mieści się w pewnym zakresie, słyszymy go. Jeśli długość fal
światła mieści się w pewnym zakresie, widzimy je. Zdajemy sobie jednak
sprawę, że istnieją zjawiska niedostępne naszym zmysłom. I że istnieją
rzeczy, których nie dostrzegamy ani nie umiemy zgłębić - z takich czy
innych względów.
Wiele, wiele lat temu nikt nawet nie przypuszczał, że Słońce nie krąży
dokoła Ziemi. Ani że Ziemia porusza się z ogromną prędkością i nie jest
wcale płaska. Odkrycie, jak jest naprawdę, wymagało połączenia sprawnej
obserwacji oraz zgromadzenia dowodów w postaci obiektywnych danych.
Gdy jest ci bardzo gorąco, zastanawiasz się, czy nie masz gorączki. Jak
to precyzyjnie określić? Z pomocą przychodzą ci zdobycze nauki: sięgasz
po termometr. Jeżeli on pokaże, że masz temperaturę w wysokości dwustu
stopni Celsjusza, nie wyskoczysz jednak przez okno ani nie wezwiesz
straży pożarnej - raczej włożysz inne okulary albo wydasz dwadzieścia
złotych na nowy termometr. W tej sytuacji również potrzeba sprawnej
obserwacji oraz obiektywnych danych.
Możesz zapytać: co to wszystko ma wspólnego z medytacją?
Załóżmy, że obiektem twojej obserwacji jesteś ty sam. Po co w ogóle
miałbyś chcieć obserwować siebie? Kiedy twoja mama krzyczała: "Tylko na
siebie popatrz!", miała na myśli, że podczas zabawy na podwórku
ubłociłeś się od stóp do głów. Nie chodziło jej o to, byś badał stan
twojego umysłu.
Być może sam odkryłeś to, co potwierdzają współczesne badania: że przez
połowę czasu czuwania jesteś nieobecny - uciekasz w iluzoryczny świat
marzeń, zamiast spróbować odnaleźć się w swoim własnym życiu tu i teraz.
Być może odkryłeś i to, co potwierdza nauka: że dużo lepiej się czujesz
wtedy, kiedy jesteś obecny tu i teraz, niż wtedy, kiedy cię tu nie ma -
niezależnie od tego, jak piękne miewasz marzenia.
Wyobraź sobie taką sytuację: poszedłeś do lekarza, a on powiedział ci,
że masz chorobę, która skróci twoje życie o połowę. Ta informacja na
pewno skłoniłaby cię do skupienia uwagi na teraźniejszości. Zapewne
dotarłoby do ciebie, że nieobecność w tu i teraz nic ci nie daje, a na
pewno nie czyni cię szczęśliwszym.
Może jest dla ciebie oczywiste, że aby zrealizować coś, co sobie
zaplanowałeś, musisz być w tym obecny. Może lubisz czuć się odprężony i zauważyłeś, że bycie w teraźniejszości jest znacznie bardziej
odprężające niż przeżywanie dramatów z przeszłości lub przyszłości, w które wciągają cię twoje myśli.
W porządku, mamy jasność. Powinieneś choć w niewielkim stopniu zdawać
sobie sprawę z tego, gdzie znajdują się twoje stopy, jeśli nie chcesz
obijać ich sobie o meble ani o płyty chodnikowe. Nieustanne
uświadomienie sobie, co się dzieje z twoimi stopami, wcale nie jest
łatwe. A nieustanne uświadamianie sobie swoich myśli i uczuć? To dopiero
należy nazwać medytacyjnym wyzwaniem!
Obserwowanie samego siebie jest dość skomplikowane. Kiedy obiektem jest
sam obserwujący, skąd wiadomo, kto kogo obserwuje? Kim jestem ja? Kto
jest obserwatorem? Jeśli za ważną uznajemy wiedzę na temat stanu
termometru, tym ważniejsza wydaje się wiedza o tym, w jakim stanie jest
obserwator. Nie będę nic więcej zdradzał, sam przeczytasz o tym w książce. Wierzę, że jej treść cię zafascynuje.
Skoro nasz własny - skądinąd niezwykły - system nerwowy nie rejestruje
tego, że poruszamy się z ogromną prędkością, to tym bardziej nie ufajmy
ocenom nadętych arogantów, którym się zdaje, że wiedzą wszystko.
Nie ma większego wyzwania niż poznanie ludzkiego umysłu. Wszyscy mierzą
się z tym wyzwaniem. Przekonano nas, że jesteśmy umysłem, że stanowi on
najmądrzejszą część każdego z nas. Wydaje nam się zatem, że używanie
umysłu, aby dowiedzieć się więcej o umyśle, ma sens. Większość naukowców
wychodzi z takiego założenia. Nie dostrzegają, że to zupełnie
nienaukowe.
Naukowcy, kiedy szukają skutecznych metod medytacji, zawsze stosują
metodę podwójnej ślepej próby, ponieważ wiedzą, że nikt nie jest wolny
od uprzedzeń. Natomiast w kwestiach dotyczących umysłu ci sami naukowcy
po prostu "wiedzą", jakie są odpowiedzi - tak jak nasi geocentryczni
przodkowie "wiedzieli", że to Słońce krąży wokół Ziemi. Naukowcy są
przekonani, że umysł jest zdolny zbadać umysł. Ale jeżeli wysokiej klasy
naukowiec może się pomylić, gdy bada skuteczność nowego leku, to na ile
pomyłek jest skazane badanie naszego uprzedzonego umysłu naszym
uprzedzonym umysłem!
Przekonania nastawionych na badanie umysłu naukowców zaczynają jednak
się zmieniać pod wpływem największego sprzymierzeńca nauki: wątpliwości.
Naukowcy wątpią w to, czy umysł potrafi w sposób obiektywny obserwować
umysł.
Przez ponad dwa tysiąclecia ludzie na Wschodzie, w takim samym stopniu
jak współcześni zachodni naukowcy, interesowali się tym, co nami
kieruje. Nie dysponowali żadnymi narzędziami badawczymi, więc mogli
jedynie obserwować swój umysł i swoje ciało. W ten sposób stworzyli coś,
co możemy nazwać "nauką o wnętrzu". Zatem nauka o świecie zewnętrznym i nauka o świecie wewnętrznym bazują na obserwacji oraz doświadczaniu.
Wkład Osho w rozwój ludzkości to synteza Wschodu i Zachodu, stworzenie
nauki łączącej oba podejścia. Jest to system otwarty, w całości oparty
na obserwacji. Nie ma znaczenia, co obserwujemy. Jest tak, jak jest -
obserwowanie tego stanowi klucz. Obserwator zawsze może dostrzec coś
nowego, nic nie zostaje pominięte.
Każdy człowiek jest tu naukowcem z własnym laboratorium: sobą samym.
Czyż to nie wspaniałe? Nie trzeba w nic wierzyć. Nie są potrzebne żadne
akty wiary. Wystarczy podejście naukowe polegające na testowaniu na
sobie różnych hipotez. Jeśli się nie uda, trudno. Jeśli się uda,
zdobędziesz złoty klucz. To podejście nie ma minusów. Ono pozwala
widzieć, co się naprawdę dzieje.
Wspomnę tu o interesujących badaniach pozwalających docenić wartość
medytacji. Na przykład powszechnie wiadomo, że powodem około dwóch
trzecich dolegliwości skłaniających nas do pójścia do lekarza jest
stres. Naukowcy poddawali szczury działaniu stresu i zaobserwowali, że z tego powodu powiększył się jeden obszar w mózgu tych biednych
zwierzaków. Później się okazało, że u ludzi pod wpływem stresu powiększa
się dokładnie ten sam obszar w mózgu. Można zaś temu przeciwdziałać za
pomocą medytacji. Inni naukowcy dowiedli, że u osób medytujących
występuje mniej oznak starzenia się - medytacja jest zdecydowanie tańsza
niż kremy przeciwzmarszczkowe!
W Instytucie Technologii w Massachusetts przeprowadzono niezwykle
interesujący eksperyment. Wolontariuszom zaproponowano udział w ośmiotygodniowym kursie medytacji. Uczestników podzielono losowo na dwie
grupy. Ci z pierwszej grupy chodzili na kurs i medytowali codziennie
przez godzinę. Tym z drugiej grupy powiedziano, że ich kurs rozpocznie
się później. Po ośmiu tygodniach członków obu grup zaproszono na wywiad
niezwiązany z tematem kursu.
Sytuację zaaranżowano tak, że w poczekalni przed pokojem, w którym miano
przeprowadzać wywiad, stały tylko trzy krzesła. Dwa z nich zawsze
zajmowali naukowcy udający uczestników. Na trzecim krześle siadał
niczego nieświadomy prawdziwy uczestnik eksperymentu. Następnie do
poczekalni wchodził trzeci naukowiec. Pozorował złe samopoczucie,
słaniał się na nogach. Dwaj siedzący naukowcy - zgodnie z planem
(jednostka zazwyczaj podąża za tłumem) - nie zwracali na niego uwagi.
Jak zachowywali się prawdziwi uczestnicy eksperymentu? Aby pomóc
"choremu", wstało tylko 21 proc. niemedytujących i aż 50 proc.
medytujących. Taki wynik podważa opinię, że medytacja rozwija
egocentryzm i polega na obserwowaniu własnego pępka, a nie na "kochaniu
bliźniego".
Współczesna nauka potwierdziła coś, o czym wiedzieli starożytni mędrcy:
jaźń to jedynie wymysł, jej istnienie to bajeczka, którą opowiadamy sami
sobie, aby mieć temat do rozmowy podczas spotkań towarzyskich. Tak
naprawdę jesteśmy procesem, płynącą rzeką, nie zaś nieruchomym jeziorem.
Pasują do tego najnowsze doniesienia, zgodnie z którymi mózg jest
organem niezwykle plastycznym, nieskoncentrowanym stale na jednej
funkcji, a jego komórki nieustannie poszukują nowych aktywności.
Oznacza to, że człowiek nie jest nawet rzeką; jest płynącą wodą
reagującą na zmiany zachodzące wokół. Znaczenie tego odkrycia jest
zdumiewające. Oznacza ono bowiem, że nieustannie, w każdym momencie
życia każdy tworzy siebie. Wszystko zależy od niego samego. To
przerażająca odpowiedzialność zwłaszcza dla tych, którzy chętnie za
swoje wady winią mamę, tatę, boga lub jeszcze kogoś. Jeśli chodzi o odpowiedź na odwieczne pytanie: "Kim jestem?" - prawie nic nie jest
ustalone. Powtarzam: każdy tworzy siebie, wszystko zależy od niego
samego.
Inny eksperyment dowiódł, że wystarczy przez trzy dni robić smutną minę,
aby popaść w depresję. Oto jak wielki wpływ mamy sami na siebie!
Wszyscy rodzimy się w jakiejś kulturze, w jakiejś religii, śpiewamy hymn
państwowy, akceptujemy męską dominację i tak dalej. Pewne przekonania i systemy wartości zostają nam wpojone w trakcie procesu wychowania i tkwią głęboko zakopane w naszej podświadomości. Nie wiemy, że zostaliśmy
uwarunkowani, więc traktujemy te przekonania i systemy jak własne.
Mózg to biokomputer zaprogramowany przez wiele czynników. Rezultatem
tego zaprogramowania jest "umysł". Neuronauka nie ma wątpliwości co do
tego, że komórki nerwowe często ze sobą współpracujące mocno się łączą.
Za każdym razem, gdy - nawet nieświadomie - myślisz: "Czarny to zło,
biały to dobro" lub: "Mężczyźni są ważniejsi niż kobiety", to
przekonanie staje się mocniejsze, upewniasz się, że masz rację.
Teraz ciekawostka. Istnieje stan nazwany przez lekarzy zaburzeniami
obsesyjno-kompulsyjnymi (obsessive-compulsive disorder, OCD). Jednym z jego objawów jest na przykład mycie dłoni pięćdziesiąt razy dziennie,
aby pozbyć się zarazków. Wiesz, że to bzdura, lecz i tak myjesz ręce.
Grupa komórek odpowiedzialnych za myślenie o zarazkach i grupa tych
odpowiedzialnych za chodzenie do łazienki zacieśniają współpracę. To
ekstremalna wersja, ale problem dotyczy wielu naszych codziennych
zachowań. Zagrają hymn Wielkiej Brytanii - część ludzi od razu poderwie
się na nogi. Rozlegną się dzwony kościelne w niedzielę - część ludzi
poczuje potrzebę pójścia do kościoła... Trudno z tym zerwać.
Najnowsze odkrycia mówią, że pomaga w tym medytacja. Na przykład, gdy
nałogowo palisz papierosy, sytuacja wygląda tak. Jedna grupa twoich
neuronów mówi: "Czas na dawkę nikotyny". Inna grupa sprawia, że od razu
zaczynasz przetrząsać kieszenie w poszukiwaniu papierosów i zapalniczki.
Zanim się zorientujesz, co robisz, już palisz. A co się dzieje, kiedy
decydujesz, że chcesz rzucić palenie? Kiedy jedna grupa neuronów wysyła
impuls, ty natychmiast go tłumisz. Czy to pomaga? Nie.
To, co ze sobą współdziała, łączy się. Nieważne: wzmacniasz czy tłumisz
impulsy, łączysz ze sobą coraz mocniej obie grupy neuronów. Właśnie
dlatego walka z nawykami rzadko daje efekty.
Dwadzieścia pięć wieków temu mężczyzna zwany Gautamą Buddą wyjaśnił, że
potrzebna jest "niewybiórcza świadomość". Skoro zarówno uleganie
nawykom, jak i walka z nimi coraz mocniej łączą grupy neuronów, jedyną
nadzieją jest niepodejmowanie działania. Nie rób nic za ani przeciw -
oto esencja medytacji. Dlatego medytacja pomaga w wypadku zaburzeń
obsesyjno-kompulsyjnych oraz nawyków i kompulsji, których istnienia
sobie nie uświadamiamy; między innymi kompulsji sprawiającej, że żyjemy
tak, jakbyśmy byli nieruchomym jeziorem.
Można to udowodnić naukowo. Wystarczy taki nawyk objąć świadomością, by
całkowicie zniknął.
Nic dziwnego, że prasa w Stanach Zjednoczonych zachwyca się obecnie
medytacją. Dziennikarze nazywają ją "uważnością". To skrót od
"prawdziwej uważności", którą Budda nazywał "niewybiórczą świadomością".
Setki wydawnictw akademickich objaśniają, jak niezwykle korzystnym
procesem jest medytacja.
Firmy dostrzegają korzyści płynące z posiadania zdrowych, szczęśliwych,
kreatywnych i obecnych tu i teraz pracowników, więc coraz więcej z nich,
zwłaszcza tych znajdujących się w Dolinie Krzemowej, zaleca i umożliwia
zatrudnianym osobom medytację. Korzysta się z niej w szkołach, na
spotkaniach weteranów wojennych, w leczeniu zespołu wypalenia zawodowego
u lekarzy... wszędzie. Chwalą ją osoby bardzo znane, choćby Nelson
Mandela, Steve Jobs1, Madonna, Sting, Tiger Woods, co jest
szczególnie ważne, ponieważ mają one ogromny wpływ na to, co się dzieje
w świecie.
Na pewno warto spróbować medytacji. Sprawdź, czy całe to zamieszanie
wokół niej jest zasłużone i czy ona ci odpowiada. Po pierwsze, musisz
zrozumieć, że medytacja jest obserwowaniem; obserwowaniem tego, co
zachodzi wewnątrz i na zewnątrz ciebie - niezależnie od tego, czym to
jest. W domu, w pracy, rano, po południu... Zawsze jest co obserwować.
Po drugie, twój umysł często odpływa w świat marzeń, ale twoje ciało
zawsze jest obecne tu i teraz. Jeśli chcesz nieprzerwanie być obecny w swoim życiu, zacznij obserwację od ciała.
Po trzecie, gdy tworzono techniki siedzącej medytacji, ludzie byli inni,
niż są teraz. Wspominałem, że mózg jest organem niezwykle plastycznym.
Trudno się dziwić, że mózg człowieka, który pracował w polu po dwanaście
godzin na dobę, szedł spać o zmierzchu z powodu braku elektryczności i widział jedną nową osobę rocznie, różni się od twojego mózgu.
Współczesny hiperaktywny mózg nie pozwoli ci siedzieć spokojnie.
Medytacja musi być połączona z aktywnością: obserwowanie siebie w działaniu jest łatwiejszym dla nas wstępem do medytacji. Dlatego aktywna
medytacja Osho i inne praktyki dla zabieganych opisane w tej książce są
tak wartościowe. Paradoksalnie: jeżeli usiądziesz spokojnie, zobaczysz
jedynie swój niespokojny umysł. Natomiast w wirze swojej zwykłej
aktywności dostrzeżesz, że twoje centrum jest zawsze spokojne.
Prawdopodobnie odkryjesz również, że musisz odrzucić część swojego
szalonego umysłu, zanim będziesz mógł odprężyć się w ciszy.
Bez względu na to, jaka jest twoja sytuacja życiowa, masz przed sobą
piękną książkę. Opisano w niej wiele różnych sposobów, które pozwolą ci
odkryć, kim jesteś, albo przynajmniej odkryć, kim nie jesteś.
Podejdź do medytacji uczciwie, lecz niezbyt poważnie. Baw się. Znajdź
metody, które sprawią ci przyjemność, którymi możesz się bawić, a wtedy
ta podróż zaprowadzi cię dokładnie tam, gdzie pragniesz się znaleźć.
John Andrews, dr n. med., lekarz, członek Królewskiej Akademii
Medycznej
John Andrews jest doktorem nauk medycznych, naukowcem, autorem. Był
osobistym lekarzem Osho, dbał o jego ciało przez wiele lat, aż do
ostatnich dni. Jako że praktykuje medytację i przez dziesięciolecia
prowadził związane z nią badania naukowe, z zadowoleniem obserwuje, jak
środowiska naukowe powoli zaczynają uznawać medytację i jak wzbudza ona
coraz większe zainteresowanie. Obecnie bada tradycyjne medytacje i porównuje je z medytacją Osho.
Nelson Mandela zmarł w 2013 r., a Steve Jobs w 2011 r. [wróć]
Rozdział 1
ZROZUMIEĆ PRZYCZYNY STRESU
Napięcie nie ma nic wspólnego ze światem zewnętrznym. Pochodzi ono z twojego wnętrza. Zawsze znajdziesz jakiś pozornie niezależny od ciebie
powód, aby wytłumaczyć swoje napięcie - byłoby dziwne, gdybyś denerwował
się bez powodu. Jednak powód do zdenerwowania znajduje się w tobie: jest
nim twój niewłaściwy styl życia.
Rozjaśnij wnętrze
Mądrość nie polega na gromadzeniu faktów, liczb oraz informacji; polega
na doświadczeniu przemiany.
Żyjemy w świecie zewnętrznym i dlatego nasz świat wewnętrzny otula
ciemność. Jeśli skierujemy się do środka, jeśli nasza uwaga zacznie
koncentrować się na wnętrzu, zapłonie światło. Mamy wszystko, co jest
potrzebne, żeby to światło zapalić. Potrzeba tylko kilku zmian.
To jest tak, jakby ktoś zrobił w twoim pokoju wielki bałagan,
poprzewracał meble, rzucił żyrandol na podłogę. Wszystko nadal jest w pokoju, tyle że tworzy chaotyczny zbiór. Trudno żyć w takim otoczeniu.
Musisz każdy przedmiot ustawić z powrotem na jego miejscu.
Tak właśnie dzieje się z nami, ludźmi: mamy wszystko, co jest nam
potrzebne, egzystencja obdarzyła nas wszystkim. Przyszliśmy tu gotowi,
by przeżyć swoje życie w pełni, lecz żyjemy na minimum, ponieważ nigdy
nie ustawiliśmy rzeczy na ich miejscu. Na przykład, nasza uwaga jest
skierowana na zewnątrz, toteż widzimy wszystkich, tylko nie siebie; a przecież najważniejsze jest to, by widzieć siebie. Widzisz innych - w porządku, lecz najpierw zobacz siebie i bądź sobą. Dzięki takiemu
wyśrodkowaniu patrzenie na innych będzie miało całkiem inny wymiar.
Uwaga musi więc być skierowana do wewnątrz. Na tym polega odkrycie
samego siebie: na odwróceniu swojej własnej uwagi i swojej własnej
świadomości o sto osiemdziesiąt stopni. To, na czym koncentrujemy uwagę,
jest oświetlone. Nie mam nic przeciwko światu zewnętrznemu, świat
wewnętrzny ma jednak pierwszeństwo. Człowiek, który umie zadbać o swój
świat wewnętrzny, z łatwością zadba i o świat zewnętrzny.
Mądrość oznacza poznanie samego siebie, a takie poznanie jest początkiem
wszelkiego innego poznania. Wtedy krąg twojego światła może się
rozszerzać, obejmować coraz więcej. Nadchodzi w końcu moment, kiedy
twoja świadomość obejmuje wszystko, co jest ci potrzebne. Czujesz, że
niczego ci nie brak - dotarłeś do domu. To daje niezwykle silne poczucie
odprężenia, spełnienia, zadowolenia. W twoim wnętrzu panuje cisza,
chociaż wypełnia je pieśń.
Patologia ambicji
Wszystkie kultury i religie warunkują cię tak, abyś czuł się
niezadowolony z siebie. Nikt nie zyskuje szacunku z tego powodu, że jest
sobą. Masz udowadniać swoją wartość: zdobywać złote medale w zawodach
sportowych, osiągać sukces zawodowy, zarabiać pieniądze, zyskiwać
władzę, prestiż, respekt. Uczą cię, że twoja wartość nie jest wrodzona,
że musisz ją udowodnić.
Jeżeli nie umiesz udowodnić, że masz wartość, narasta w tobie
przekonanie, że jej nie masz. W tym świecie nastawionym na konkurowanie
wszystkich ze wszystkimi i o wszystko jedynie nieliczni odnoszą sukces.
Konkurują ze sobą miliony, ilu wygra? Jak wielu ludzi zostanie
prezydentem albo premierem? W kraju są miliony obywateli i jeden
prezydent, choć w głębi duszy każdy chciałby nim zostać. Wszyscy, którym
się nie udało, czują się... bezwartościowi. Ilu ludzi może się stać
wspaniałym malarzem? A przecież każdy chciałby namalować piękny obraz.
Ilu ludzi może pisać tak wiekopomne dzieła jak Szekspir, Milton,
Shelley, Tagore? A przecież każdy ma w sobie odrobinę poezji, którą
mógłby dać światu.
Przymus odnoszenia sukcesów jest dla ciebie torturą. Świadomość, że
trzeba koniecznie coś osiągnąć, to największe przekleństwo ludzkości.
Musisz konkurować, musisz walczyć. Nie ma znaczenia, jak osiągniesz ten
sukces. Zwycięzców nikt o to nie pyta. Nawet jeśli uciekniesz się do
nieuczciwości, cel uświęca środki. Sukces zmienia ocenę wszystkich
twoich działań.
Problemów przysparza jedynie znalezienie sposobu wejścia na szczyt. Oraz
to, że niewiele osób może tam stanąć. Gdyby wszyscy próbowali zdobyć
Mount Everest, dla ilu ludzi znalazłoby się miejsce na samym
wierzchołku? Na pewno nie dla milionów. Zatem miliony będą żyły z poczuciem przegranej, z poczuciem niespełnienia.
Mamy niewłaściwy system kształcenia. Tak zwane wykształcenie, które
otrzymałeś, jest trujące. Twoje szkoły, uniwersytety zatruwają cię,
czynią nieszczęśliwym. Są piekłem, choć nie zdajesz sobie z tego sprawy,
bo znajdujesz tam także wiele przyjemności. Z powodu złego systemu
kształcenia cały świat zamienił się w piekło. Każdy rodzaj edukacji,
który pobudza ambicję, wcześniej czy później zamieni ziemię w piekło.
Wszyscy ludzie cierpią i mają poczucie niższości. Naprawdę dziwna
sytuacja. Nikt nie jest ani gorszy, ani lepszy od innych, ponieważ każda
jednostka jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Jesteś sobą, jesteś wyłącznie
sobą i nie możesz być nikim innym. Zresztą nie ma potrzeby, żebyś był.
Nie musisz stać się sławny, nie musisz odnieść sukcesu w oczach świata.
Takie pomysły są po prostu głupie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki