Rozdział 4: Jakub Sprawiedliwy
Ukamienowanie w Jerozolimie
Jerozolima, rok 62 po Chrystusie. Szczyt Świątyni, portyk Salomona.
Słońce stoi wysoko nad Jerozolimą. Świątynia, która miała być domem modlitwy dla wszystkich narodów, jest dziś miejscem sądu. Na szczycie południowego portyku, tam gdzie Salomon wystawił kolumnadę, gdzie Jezus nauczał przed śmiercią, gdzie Piotr przemawiał w dniu Pięćdziesiątnicy - tam dziś zbierze się tłum, by wydać wyrok.
Skazaniec ma na imię Jakub. Jest synem Józefa z Nazaretu i bratem Jezusa, którego Żydzi ukrzyżowali trzydzieści lat wcześniej. Jest przywódcą Kościoła jerozolimskiego, tym, który utrzymywał wspólnotę w wierności Prawu, a jednocześnie otwierał ją na pogan. Jest człowiekiem sprawiedliwym - tak nazywają go wszyscy. Sprawiedliwym, jak Henoch, który chodził z Bogiem. Sprawiedliwym, jak Abraham, który uwierzył. Sprawiedliwym, jak ci, których świat nie był godzien.
Teraz ten sprawiedliwy ma umrzeć.
Arcykapłan Annaniasz - nie ten sam, który sądził Jezusa, ale jego syn, równie bezwzględny - zwołał Sanhedryn. Wykorzystał bezkrólewie między namiestnikiem Festusem a jego następcą Albinusem. W tych dniach, gdy władza rzymska zawieszona, można było zrobić to, co zwykle było zakazane: skazać człowieka na śmierć bez zgody cesarza.
Jakub staje przed sądem. Oskarżenie jest proste: łamie Prawo. A konkretnie - zwodzi lud, odwodząc go od wierności Torze. Faryzeusze, którzy go oskarżają, wiedzą, że to nieprawda. Jakub był najbardziej żydowskim z chrześcijan. Nie jadał z poganami, strzygł włosy, składał ofiary w Świątyni. Ale w jednym przekroczył granicę: wierzył, że Jezus jest Mesjaszem. I że Jego śmierć otworzyła drogę do Boga dla wszystkich, którzy w Niego wierzą - Żydów i pogan.
To wystarczy. Wyrok zapada szybko. Skazaniec ma być ukamienowany.
I. Brat Pański
Kim był Jakub, by zrozumieć jego śmierć, musimy najpierw zrozumieć jego wyjątkową pozycję wśród pierwszych chrześcijan. Nie był apostołem w sensie ścisłym - nie należał do Dwunastu. A jednak był kimś więcej niż apostołem. Był bratem Pańskim.
Ewangelie mówią o braciach Jezusa: Jakubie, Józefie, Szymonie i Judzie. Katolicyzm i prawosławie interpretują to jako braci przyrodnich - synów Józefa z poprzedniego małżeństwa. Protestantyzm często widzi w nich młodszych braci, dzieci Marii i Józefa po narodzeniu Jezusa. Historyk nie może rozstrzygnąć teologicznego sporu, ale może stwierdzić jedno: wczesny Kościół traktował Jakuba jako krewnego Jezusa, a jego autorytet opierał się na tym pokrewieństwie.
Paweł w Liście do Galatów wspomina, że po nawróceniu "nie udałem się do Jerozolimy do apostołów, którzy byli przede mną, ale poszedłem do Arabii, a potem wróciłem do Damaszku. A po trzech latach udałem się do Jerozolimy, aby poznać Piotra; u niego zatrzymałem się piętnaście dni. Z apostołów zaś nie widziałem żadnego innego, tylko Jakuba, brata Pańskiego".
Zauważmy, jak Paweł stawia Jakuba na równi z Piotrem. "Tylko Jakuba, brata Pańskiego" - nie dodaje, że Jakub był apostołem. On jest po prostu tym, którego autorytet jest tak wielki, że nawet Paweł, który widział Zmartwychwstałego, który miał własną misję, który nie ustępował nikomu - nawet Paweł chce go poznać.