Mazurscy w podróży. Sekret białej damy. Tom 7 - Agnieszka Stelmaszyk

Kup ebooka

31.99 zł
26.55 zł (25,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Tekst: Agnieszka Stelmaszyk

Zdjęcia: Agnieszka Stelmaszyk, Shutterstock.com

Ilustracje: Anna Oparkowska

Redaktor prowadząca: Olga Gorczyca-Popławska

Redakcja: Olga Gorczyca-Popławska, Anna Romaniuk

Korekta: Olek Zawisza, Anna Żukowska

Skład: Magdalena Jackowska

Shutterstock: dzięcioł - adamikarl, Ahlbeck - Bildagentur Zoonar GmbH, Fort Anioła - Fotokon, foka - Stuedal, foka - elakazal, chełbia modra - Arina P Habich, Cheryl Casey, pliszka siwa - Bronislav Cerven, castigation, ławka pod jabłonką - Wirestock Creators, Samociążek oraz ...nad Zalewem Koronowskim - rb3legs, wschód słońca - Georgii Shipin, łąka kwietna i wianek - Tohuwabohu 1976, ju_see, koń - Christin Noelle, konie - Valeri Vatel, jagody - Olha Rohulya, Shulevskyy Volodymyr, padalec - zdenek_macat, zwinka - ArtMediaFactory, Martin Erdniss, muffinka - Danny Schwarz, lot balonem - Arpan Bhatia, Irina Barilo, Pieczyska - Mariusz Guc, pożegnalne ognisko - Commercial RAF, bocian biały - Ondrej Prosicky, bociany w locie - macondofotografcisi, huta szkła i ceramika Bolesławiec - kim chul hyun

? Copyright for text and photography by Agnieszka Stelmaszyk, 2024

? Copyright by Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o., Warszawa 2024

All rights reserved

Warszawa 2024

Wydanie I

M1995

Niniejszy produkt objęty jest ochroną prawa autorskiego. Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku osobę, która wykupiła prawo dostępu. Wydawca informuje, że wszelkie udostępnianie osobom trzecim, nieokreślonym adresatom lub w jakikolwiek inny sposób upowszechnianie, upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie w technikach cyfrowych lub podobnych - jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.

ISBN 978-83-8319-205-5

Skład wersji elektronicznej: Michał Olewnik / Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.i Michał Latusek

Grupa Wydawnicza Foksal Sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 48

tel. +48 22 826 08 82, fax +48 22 380 18 01

biuro@gwfoksal.pl

www.gwfoksal.pl

Rozdział 1, w którym szukamy skarbu templariuszy, ale znajdujemy coś zupełnie innego

Staliśmy w pełnym słońcu na dziedzińcu zamku krzyżackiego w Radzyniu Chełmińskim, gdy Marcela nagle wykrzyknęła, pokazując mi coś palcem:

- Tam! Widzisz? O rajciu! Tam jest d-d-duch!

- Gdzie? - zapytałem, myśląc, że jak zwykle robi sobie ze mnie żarty.

- Na wieży! - Kuzynka odwróciła się do mnie gwałtownie. - Widziałeś?

Twarz miała białą jak płótno i taką minę, że byłem skłonny jej uwierzyć. Gdy jednak spojrzałem we wskazanym kierunku, niczego niezwykłego nie zauważyłem.

- Był tam, przysięgam! - zarzekała się Marcela.

- Może coś ci się przywidziało? - powątpiewałem.

- Widziałam tego ducha tak jak ciebie teraz! - upierała się. - Chcesz, to pójdziemy sprawdzić.

- Mówisz serio? Mamy tropić ducha? - Popatrzyłem na nią z niedowierzaniem.

- Gdy go zobaczysz, to mi uwierzysz! - Tupnęła nogą.

- No nie wiem...

Ten pomysł nie bardzo mi się podobał, ale muszę przyznać, że byłem trochę zaintrygowany. Rodzice siedzieli na ławce i czytali broszurę o historii radzyńskiego zamku, a babcia Henrysia ostrożnie chodziła pośród ruin przedzamcza i robiła zdjęcia.

Odłożyłem łuk, z którego strzelałem do tarczy, i zapytałem:

- Gdzie widziałaś tego ducha?

- W oknie wieży! - odparła Marcela.

- Hm... - mruknąłem. - Nie wiem, czy możemy pójść tam sami.

- Pójdziemy tylko na chwilkę i zaraz wrócimy - przekonywała kuzynka.

- Niech ci będzie - westchnąłem. - Mieliśmy szukać skarbu templariuszy, a nie jakiegoś ducha! - przypomniałem, bo po to właśnie przyjechaliśmy na zamek.

- A może ten duch strzeże skarbu? - stwierdziła Marcela. - Szkoda, że nie zdążyłam zrobić mu zdjęcia! - jęknęła. - Wyobrażasz sobie? Muszę go złapać i nagrać filmik na instastories. - W końcu będę miała dowód na istnienie duchów!

Marcela nie rozstaje się ze smartfonem i wszystko chce dokumentować, przez co czasem gra mi na nerwach.

Dałem się jednak namówić na poszukiwanie zjawy, bo bardzo chciałem rozwiązać tę zagadkę albo przynajmniej udowodnić Marceli, że się pomyliła.

Zamczysko w Radzyniu Chełmińskim jest trwałą ruiną, co znaczy, że pozostałości budowli są zabezpieczone przed dalszym zniszczeniem. Zamek wybudowano na niewielkim wzniesieniu. Kiedyś była to jedna z najpotężniejszych warowni braci zakonnych, ale do naszych czasów przetrwała jedynie południowa fasada twierdzy z bramą i dwiema narożnymi wieżami. To właśnie w jednej z nich Marcela podobno zobaczyła ducha.

Zamek jest pełen tajemniczych zakamarków i trochę pobłądziliśmy, zanim odnaleźliśmy wejście na wieżę.

- To na pewno tutaj? - spytałem zdziwiony. Przed nami znajdował się niewielki otwór, jak dla krasnoludków. Wyglądało to dość podejrzanie. - Ja tam nie idę! - oznajmiłem.

Obawiałem się, że Marcela zaciągnie mnie w jakąś czeluść, a potem się okaże, że jest tam wielka dziura, do której spadnę i się połamię.

- O nie! Wielkie dzięki! - pokręciłem głową.

- Chcesz zobaczyć ducha czy nie? - Kuzynka zmarszczyła brwi.

- Sam już nie wiem. - Wzruszyłem ramionami. - Chyba chcę, ale jeszcze mi życie miłe! Ten zamek to ruina! A jak coś nam spadnie na głowę?

- Skoro można go zwiedzać, to nic się nie stanie - stwierdziła krótko.

- Mama nie byłaby zadowolona... - mruknąłem jeszcze, bo kiedyś w podobnych ruinach wpadłem w dziurę w ciemnym korytarzu.

Na szczęście wtedy tylko obtarłem kolano, ale mogło się to przecież skończyć znacznie gorzej.

- Rób, jak uważasz, ja idę! - oznajmiła Marcela, po czym mocno się pochyliła, żeby zmieścić się w niewielkim otworze.

Nie mogłem pozwolić, żeby poszła tam sama, więc ruszyłem za nią. Przez dłuższą chwilę przeciskaliśmy się wąskim korytarzem. Nogi mi trochę dygotały, bo wciąż się obawiałem, że to jakieś fałszywe przejście i zaraz się skończy, a my spadniemy kilka pięter w dół.

- Ludzie chyba kiedyś byli niżsi - sapnęła Marcela.

Ostatnio sporo urosła i teraz już mocno nade mną górowała, musiała więc iść w niewygodnej pozycji.

Wreszcie, ku mojej wielkiej uldze, dotarliśmy na szczyt wieży.

- Wow! - wykrzyknęła Marcela. - Ale widok!

Wiatr zmierzwił mi grzywkę, gdy ja również wyjrzałem na zewnątrz. Przed nami rozciągała się panorama rozległych pól i łąk. Zobaczyłem nawet rodziców na dziedzińcu, ale... ani śladu ducha.

- No i...? - spytałem z przekąsem.

- Jestem pewna, że widziałam go w tym oknie - odparła Marcela. - Zaczekajmy chwilę, może znowu się pojawi.

- Mamy tu czekać na zjawę? - spytałem, nieco wystraszony. - Lepiej poszukajmy śladów, zanim wejdą tu inni turyści i wszystko zadepczą - zaproponowałem.

- Okej. - Kuzynka pokiwała głową.

Rozglądaliśmy się uważnie dookoła, ale nie zauważyłem nic podejrzanego. Szczerze mówiąc, to nawet nie bardzo wiedziałem, czego powinniśmy szukać.

- Lepiej wracajmy - powiedziałem w końcu, bo czułem, że rodzice zaraz zaczną się denerwować.

Usłyszeliśmy, że po schodach wchodzą inni turyści, więc uznałem, że w wieży zrobi się tłoczno i żaden duch na pewno się już nie pojawi.

- Tam jest bunia! - krzyknęła nagle Marcela. - Babciu, ahoj! Tu jesteśmy! - zawołała, machając do niej.

- Babciuuu! - zawołałem też ja, ale bunia zupełnie nas nie słyszała.

Krążyła po dziedzińcu, patrząc na ziemię, jakby coś zgubiła. Potem dotknęła dłonią ceglanej ściany, aż wreszcie za załomem muru zniknęła nam z oczu. W sumie zachowywała się dosyć dziwnie, co natychmiast wzbudziło moją ciekawość.

- Bunia czegoś tam szuka! - stwierdziłem.

- I to bez nas! Nawet nie zauważyła, że nas nie ma! - dodała z oburzeniem w głosie Marcela.

- My też weszliśmy na wieżę sami - przypomniałem.

- Hmm... Może szuka skarbu templariuszy? - Kuzynka zmarszczyła brwi.

- Przecież tak naprawdę wcale go tu nie ma - prychnąłem. - Tak było tylko w filmie.

- To nie jest zwykły zamek - zastrzegła Marcela. - Jest bardzo tajemniczy. Widziałeś te wszystkie zakamarki? Czuję tutaj niesamowite wibracje! - powiedziała z egzaltacją w głosie.

- Chyba komórka ci wibruje! - roześmiałem się, bo z kieszeni jej spodni dobiegało ciche: brr, brr, brr.

- Bardzo śmieszne! - prychnęła Marcela. - To twoja mama - dodała po chwili, patrząc na ekran.

- Pewnie już się niecierpliwi - odparłem.

- Tak? Uhm... Już idziemy, ciociu - rzuciła Marcela do telefonu, a potem zwróciła się do mnie: - Możesz się ze mnie śmiać, ale mam wrażanie, że te mury chcą nam coś powiedzieć. Mam przeczucie...

To było coś nowego: Marcela i jej przeczucia. Zwykle była zainteresowana tylko sobą albo swoimi koleżankami, więc skąd nagle wzięło się zafascynowanie starymi zamczyskami? Może to przez stary film ze Stanisławem Mikulskim, słynnym aktorem, który wcielił się w postać pana Tomasza, poszukiwacza skarbów, nazywanego Panem Samochodzikiem? Obejrzeliśmy go tuż przed wyjazdem. A może jednak Marcela miała trochę racji? No i jeszcze to dziwne zachowanie babci. Jakby miała przed nami jakiś sekret...

- Chodźmy do buni i zapytajmy, czego tam szukała - powiedziałem i skierowałem się do wyjścia z wieży.

- Spójrz! - wrzasnęła nagle Marcela. - Tam! DUCH!

W pierwszej sekundzie pomyślałem, że kuzynka znowu robi sobie ze mnie żarty, ale cofnąłem się od wyjścia i odwróciłem w samą porę, by pośród ruin, gdzie jeszcze parę minut temu stała nasza babcia, zobaczyć... białą damę!