1
Lizbona. Tajemnice Johna Coustosa
Kiedy 14 marca 1743 roku John Coustos, czterdziestoletni jubiler z Londynu, wychodził z jednej z lizbońskich kawiarni, został pochwycony,
zakuty w kajdanki i wepchnięty do karety, a wkrótce po tym znalazł się w jednym z najbardziej przerażających budynków w całej Europie,
usytuowanym na północnym krańcu placu Rossio. Była to siedziba trybunału
inkwizycji.
Coustosowi, tak jak setkom czarownic, heretyków i Żydów, których już
wcześniej przyprowadzano do tego miejsca, ogolono głowę i odebrano
ubrania, zostawiając go jedynie w płóciennej bieliźnie. Wtrącono go do
lochu i poddano ostrej dyscyplinie, a nakaz izolacji i ciszy był surowo
egzekwowany: jego współwięźnia cierpiącego na uporczywy kaszel pobito do
nieprzytomności. Kontakty z przyjaciółmi czy rodziną były zakazane,
podobnie jak posiadanie jakichkolwiek rzeczy osobistych i książek -
nawet Biblii. Niedozwolone było wszystko, co zagłuszałoby głos bożego
sumienia albo pozwoliłoby więźniowi zapomnieć o nazbyt wyraźnych wizjach
potworności czekających na niego podczas auto da fé inkwizycji. To
ogromne widowisko religijnej sprawiedliwości było procesją, której punkt
kulminacyjny stanowiły modlitwy, zaklinania oraz publiczna egzekucja za
pomocą jednej z dwóch metod: dla tych, którzy w ostatnim momencie
zaakceptowali wiarę katolicką, przewidziane było miłosierne uduszenie, a dla opornych -?nieopisane katusze płomieni.
Jak opowiada Coustos, inkwizycja początkowo przepytywała tak, jakby
chciała mu udzielić duchowego wsparcia, lecz on zdawał sobie sprawę, że
jego odpowiedzi nie mają znaczenia. W końcu został wyprowadzony z celi i stanął przed obliczem przewodniczącego trybunału inkwizycji, który
przeczytał zarzuty wobec niego tak, jak gdyby mówił do ściany:
Przynależąc do sekty masonów, naruszył on nakazy papieża, a sekta ta
jest odrażającym siedliskiem świętokradztwa, sodomii i wielu innych
ohydnych zbrodni, które objawiają się, nazbyt wyraźnie, w zachowywaniu
żelaznej tajności i wykluczaniu kobiet. Rzeczony Coustos odmówił
przedstawienia inkwizytorom prawdziwych zwyczajów i obrzędów masońskich
zebrań, a wręcz upierał się przy tym, że masoneria jest sama w sobie
dobra, i to właśnie najbardziej obraziło całe królestwo. Dlatego też
inkwizytor żąda, aby rzeczony więzień został skazany z zachowaniem
najsurowszego rygoru oraz aby w tym celu sąd wykorzystał całą swoją
władzę i uciekł się nawet do tortur.
Coustos został przeniesiony do usytuowanego w wieży kwadratowego
pomieszczenia bez okien, którego drzwi zaopatrzono w dodatkowe obicie
mające wyciszać krzyki pochodzące z wewnątrz. Jedynym źródłem światła
były dwie świece stojące na biurku, przy którym sekretarz trybunału
oczekiwał na spisanie zeznań więźnia. W cieniu znajdowali się doktor i chirurg.
Coustosa chwyciło czterech rosłych mężczyzn i zacisnąwszy żelazną obręcz
wokół jego szyi, przytwierdziło go do łoża sprawiedliwości. Na kostki
założono mu pierścienie, do których przymocowano liny, i rozciągnięto mu
nogi do granic możliwości. Następnie przewiązano go ośmioma pętlami liny
-?dwiema na każdą rękę i nogę -?i przełożono mu je przez dłonie. Coustos
czuł, jak sznury się naprężają, zaciskają i w końcu zaczynają wrzynać mu
się w ciało. Na podłogę zaczęła spływać krew. Powiedziano mu, że jeżeli
umrze podczas tortur, winny będzie tylko jego upór. Pośród jego krzyków
dało się słyszeć pytania inkwizytora, które zadawano mu już wiele razy:
"Czym jest wolnomularstwo? Jaka jest jego struktura? Na czym polegają
zebrania loży?". Wkrótce Coustos stracił przytomność i przeniesiono go z powrotem do lochów.
Sześć tygodni później inkwizytor podjął kolejną próbę uzyskania zeznań,
tym razem wykorzystując inną metodę, czyli budzące postrach wahadło
(strappado). Coustos znajdował się wówczas w pozycji pionowej, a ręce
stopniowo wyginano mu do tyłu, aż wierzchnie strony jego dłoni łączyły
się; następnie powoli wyciągano mu ręce do góry, aż ramiona wyskoczyły
mu ze stawów, a z ust popłynęła krew. Kiedy błagał niebiosa o pomoc,
inkwizytor uparcie zadawał pytania: "Czy wolnomularstwo jest religią?
Dlaczego nie przyjmujecie w swoje szeregi kobiet? Czy to dlatego, że
dopuszczacie się sodomii?".
Po tym, jak lekarze nastawili mu kości i minęły dwa miesiące jego
rekonwalescencji, tortury zostały wznowione. Tym razem wokół torsu
przewiązano go łańcuchem, który przymocowano także do jego nadgarstków.
Maszyna zaciągała łańcuch coraz mocniej, co ściskało mu wnętrzności i wybijało nadgarstki i ramiona. "Dlaczego wolnomularstwo jest owiane taką
tajemnicą? Co macie do ukrycia?"
Coustos twierdził, że w lochach pałacu Estaus spędził łącznie szesnaście
miesięcy, podczas których poddawano go torturom dziewięciokrotnie, zanim
w końcu 21 czerwca 1744 roku przeprowadzono go przez ulice w ramach
auto da fé. A jednak poszczęściło mu się. Ośmiu z jego współwięźniów
spalono żywcem w punkcie kulminacyjnym całego pochodu, a on sam został
skazany na cztery lata pracy na galerach. Ta relatywna wolność, jaką
przewidywał jego wyrok, pozwoliła mu skontaktować się z przyjaciółmi,
którzy przekonali brytyjski rząd do zdobycia ułaskawienia dla Coustosa.
Coustos zaczął spisywać swoją historię, kiedy dotarł do Londynu 15
grudnia 1744 roku, jednakże już w roku 1745 wybuchło powstanie
jakobickie. "Śliczny Książę Karolek", czyli Karol Edward Stuart, zebrał
wojska w Szkocji w regionie Highlands z zamiarem przeforsowania swojego
katolickiego prawa do tronu, na którym kiedyś zasiadał jego dziadek.
Armia jakobitów zawędrowała aż do miasta Derby, znajdującego się w sercu
Anglii, co wywołało panikę w samej stolicy. Co prawda powstanie wkrótce
zostało stłumione, ale i tak roznieciło powszechne zainteresowanie
książkami dokumentującymi barbarzyństwa, których dopuszczał się Kościół
katolicki. Tom The Sufferings of John Coustos for Free-Masonry,
uzupełniony rysunkami wszystkich tortur, jakim poddano jego autora,
został więc wydany w idealnym momencie. Coustos zyskał sławę, a jego
książka doczekała się wielu tłumaczeń i drukowano ją jeszcze w XIX
wieku. Stał się on zatem męczennikiem dla sprawy masonerii i jej
"żelaznej tajności".
Problem polegał jedynie na tym, że nie wszystko, co napisał Coustos,
było zgodne z prawdą.
Ponad dwa wieki później z lizbońskich archiwów wyciekły zapiski
inkwizycji pochodzące z jego przesłuchań, traktujące o tym, że Coustos w rzeczywistości wyjawił tajemnice masonerii, które przysięgał chronić,
choćby miało go to kosztować życie. Stojąc przed perspektywą tortur i auto da fé, Coustos rozsądnie wszystko wyznał, kiedy tylko inkwizycja
zaczęła zadawać mu pytania.
Nie oznacza to, że wyznania te pomogły mu uniknąć katuszy -?portugalska
inkwizycja rzadko potrzebowała wymówek, aby wypróbować swoje narzędzia
tortur. Coustos znalazł się na łożu sprawiedliwości dwukrotnie, ale za
każdym razem poleżał tam nie dłużej niż kwadrans -?tak tylko, żeby nikt
nie miał żadnych wątpliwości. Jednak nigdy nie zaznał strappado czy
nienazwanych tortur z użyciem łańcucha.
Coustos zataił przed czytelnikami coś jeszcze: gdyby lizbońska
inkwizycja dobrze poszukała, i tak znalazłaby opublikowane źródła, które
odpowiedziałyby na jej pytania. Przykładem jest choćby pamflet Sama
Pricharda z 1730 roku zatytułowany Masonry Dissected [Masoneria
obnażona]. Publikacje dotyczące masonerii są niemalże tak samo wiekowe
jak ona sama, więc jej tajemnice tak naprawdę nigdy nie były aż tak
tajemnicze.
Coustos najwyraźniej stwierdził, że pokusa zrobienia z siebie bohatera
jest zbyt duża, i kiedy tylko znalazł się z powrotem na wolności,
sfabrykował swoją historię w celu uwiecznienia frapującego mitu, zgodnie
z którym masoni są powiernikami jakichś doniosłych i niebezpiecznych
prawd, dostęp do nich ma jedynie kilku wybrańców, a osoby te
poprzysięgły strzec tych sekretów za wszelką cenę.
"Żelazna tajność" masonów jest wymijająca i bardzo wpływowa -?napędza
fascynacje i hipotezy, które zawsze otaczały masonów, oraz pobudza
lojalność i przyciąga kłopoty. Utrzymywanie tajemnic to gra i zarówno
Coustos, jak i inkwizytorzy dali się jej ponieść. A jednak, tak jak
według mnie zrozumiał to John Coustos, ważniejsze od samych tajemnic są
historie tworzone wokół tych tajemnic. Tajność to klucz do historii
masonerii, ponieważ z jej pomocą może otworzyć się przed nami bogaty
zbiór opowieści o tym, jak budowano świat, w którym żyjemy.
Wyznania Coustosa dotyczyły osobliwych rytuałów stanowiących sedno
masonerii oraz powiązanej z nimi filozofii. Aby zrozumieć wolnomularzy,
należy zrozumieć ich rytuały i filozofię, które oficjalnie są tajemnicą.
Wykorzystując informacje pochodzące z zeznań Coustosa, w drugim
rozdziale niniejszej książki zwięźle przedstawię czytelnikom wszystkie
najważniejsze sekrety tych rytuałów. Jednak dzieje masonerii są dużo
bardziej złożone. Jak udowadnia historia Coustosa, zanim poznamy te
najważniejsze tajemnice, warto się dowiedzieć, czego można oczekiwać od
historii masonerii i tajemniczości, która odgrywa w niej tak kluczową
rolę.
Kiedy John Coustos zetknął się z portugalską inkwizycją, historia tego
braterstwa, którą masoni nazywają czasem sztuką królewską, była już w pełnym rozkwicie. Wówczas wolnomularska mitologia wiązała swoje początki
z budowniczymi świątyni króla Salomona, ale obecnie, dzięki ogromnym
nakładom detektywistycznej pracy akademickiej, źródeł udokumentowanej
historii masonerii upatruje się niemalże sto pięćdziesiąt lat przed
Coustosem. Temat ten zostanie opisany w rozdziale trzecim.
Ponadto, kiedy Coustos został aresztowany, wolnomularstwo było jeszcze w wielu istotnych aspektach nowością. W 1717 roku w Londynie spośród
oparów intryg wyłonił się nowy kształt tej organizacji -?oraz jej nowy
kodeks -?lecz już wkrótce masoneria zyskała ogromną popularność i zaczęła rozprzestrzeniać się po świecie z zadziwiającą prędkością. To
jeden z najbardziej rozchwytywanych kulturowych towarów eksportowych
Wielkiej Brytanii, pod tym względem porównywalny ze sportami takimi jak
tenis, piłka nożna czy golf. Sam John Coustos pomógł zaszczepić ją we
Francji oraz w Portugalii. W rozdziale czwartym powrócę do czasów
współczesnych Coustosowi, aby opisać londyńskie korzenie tego, co przez
resztę książki będzie już historią globalną.
Tak naprawdę istota masonerii nie zmieniła się od czasów Coustosa -
nadal jest to bractwo składające się wyłącznie z mężczyzn zobowiązanych
przysięgą do przestrzegania metody samodoskonalenia się, której sedno
stanowią rytuały odprawiane w izolacji od świata zewnętrznego. Za
symbolami pojawiającymi się w rytuałach kryją się wartości moralne, a najważniejszy z tych symboli związany jest z rzemiosłem kamieniarstwa.
Stąd też pochodzi nazwa bractwa1, a także utożsamiane z tym
bractwem symbole węgielnicy i cyrkla oraz fartuch i rękawiczki.
Jednak jeśli to byłby początek i koniec masonerii, jej historia byłaby
nudna. Charakteru nadają jej bowiem tajemnice -?jedną z funkcji tajności
jest przyciąganie do masonerii wielu milionów ludzi. Podczas składania
zeznań w 1743 roku Coustos wyjaśnił, że tajemniczość była, częściowo, po
prostu przynętą na nowych rekrutów: "Tajemnice, rzecz jasna, wzbudzały
ciekawość, dzięki czemu do tej społeczności pragnęło wstąpić wiele
osób". Pośród nich nie brakowało ludzi wspaniałych i dobrych: wszyscy
wolnomularze są dumni z galerii niezwykłych postaci, które były ich
braćmi. Coustos również stwierdził, że jest "wielce uhonorowany
przynależnością do społeczności, w której szeregach znajdowało się kilku
chrześcijańskich królów, kilkoro książąt i osób o jak najlepszych
przymiotach". Bycie członkiem masonerii jest atrakcyjne między innymi z uwagi na prestiż, który wiąże się z przynależnością do tak ekskluzywnej
grupy, a tajemniczość taką ekskluzywność gwarantuje: znajomość
masońskich sekretów, jakiekolwiek by one były, odróżnia masona od cowana
(czyli niemasona).
Od czasów Coustosa lista sławnych masonów ciągle się wydłuża. Samo
bractwo chętnie wskazuje na ojców narodów, którzy do nich przystąpili:
to Giuseppe Garibaldi, Simón Bolivar, Motilal Nehru i George Washington,
który przeszedł inicjację sześć lat po wydaniu książki Coustosa.
Masonami było również pięciu królów Anglii oraz, łącznie z Washingtonem,
aż czternastu prezydentów Stanów Zjednoczonych. Wolnomularstwo może
pochwalić się również pokaźną listą pisarzy, takich jak narodowy poeta
szkocki Robert Burns, autor Niebezpiecznych związków Pierre Choderlos
de Laclos, twórca Sherlocka Holmesa Arthur Conan Doyle oraz główny
przedstawiciel literatury niemieckiej Johann Wolfgang von Goethe. Na
liście tej znajdują się także liczni kompozytorzy, między innymi
Wolfgang Amadeusz Mozart, Joseph Haydn i Jan Sibelius. Masonów można
odnaleźć wśród sportowców, takich jak golfista Arnold Palmer, karaibski
mistrz krykieta Clive Lloyd, bokser Sugar Ray Robinson czy koszykarz
Shaquille O'Neal; nie brak tam również artystów estradowych, począwszy
od Harry'ego Houdiniego i Petera Sellersa, a na Nacie Kingu Cole'u i Olivierze Hardym skończywszy. Do masonów przedsiębiorców natomiast można
zaliczyć takich tytanów jak Henry Ford, mistrz branży samochodowej,
William Lever, pionier przemysłu detergentowego, czy Cecil Rhodes,
magnat górniczy. Masoni odnoszą również sukcesy w wielu innych, zupełnie
niezwiązanych ze sobą dziedzinach -?wystarczy wymienić Davy'ego
Crocketta i Oscara Wilde'a, Walta Disneya i Winstona Churchilla, Buzza
Aldrina i "Buffalo Billa" Cody'ego, Paula Revere'a i Roya Rogersa,
"Duke'a" Ellingtona i księcia Wellington.
Obecnie Wielką Brytanię zamieszkuje około 400 tysięcy masonów, Stany
Zjednoczone -?1,1 miliona, a na całym świecie jest ich 6 milionów.
Niegdyś było ich natomiast znacznie więcej.
Takie nazwiska i liczby świadczą o magnetycznej sile tajemniczości oraz
ogromnym i trwałym wpływie masonerii. Na kartach tej książki pojawi się
wielu masonów, będą także fascynujące historie związane z ich
przynależnością do tego stowarzyszenia. Jednak jeszcze bardziej
frapująca jest generalna narracja wolnomularstwa -?sposób, w jaki
mężczyźni łączą się w bractwie, które od setek lat rozprzestrzenia się
na cały świat dzięki mocy swej aury tajemniczości.
Kiedy tylko masoneria pojawiała się w nowym miejscu, nie pozostawało to
bez wpływu na lokalne społeczeństwo. Wystarczy podać jeden przykład:
działania podejmowane prywatnie, za zamkniętymi drzwiami lóż, pomagały
szerzyć się wartościom, które utożsamiamy ze współczesnym życiem
publicznym. Masoni od dawna dążą do życia w zgodzie z zasadami
religijnej i rasowej tolerancji, demokracji, kosmopolityzmu i równości
wobec prawa.
Jednak historia, którą będę opisywał w niniejszej książce, opowiada o czymś więcej niż wspomniane powyżej wartości oświeceniowe -?światłu
towarzyszą przecież niemałe pokłady ciemności. W naszej współczesności,
którą masoni pomogli ukształtować, nie brakuje imperializmu, globalnych
wojen, dyktatur, fanatyzmu religijnego oraz budowania i obalania państw
i narodów.
To wszystko skłania mnie do tego, aby wspomnieć jeszcze o inkwizytorach,
którzy torturowali Coustosa. Zrozumienie, jak wolnomularze i ich
tajemniczość były postrzegane przez ich wrogów, pomaga nam z kolei
pojąć, co sprawiło, że dla większości osiemnastowiecznego świata stali
się oni tak atrakcyjni, co wyróżnia ich nawet dzisiaj oraz co sprawia,
że ich historia jest warta opowiedzenia.
W 1738 roku papież Klemens XII, znany przede wszystkim jako inicjator
budowy fontanny di Trevi, wydał bullę In eminenti apostolatus specula,
na mocy której przynależność do masonerii była zakazana, wszyscy jej
członkowie zostali obłożeni ekskomuniką, a inkwizycja miała za zadanie
zgłębić jej arkana. John Coustos nie był zatem jedyną ofiarą inkwizycji.
Podejrzliwość papieża i jego inkwizytorów była podyktowana słusznymi i pilnymi powodami -?wolnomularstwo zdecydowanie miało charakter
religijny, i to w jakimś mrocznym wymiarze. Wkrótce okazało się, że
masoni nawet Boga nazywali na swój sposób: był to dla nich Wielki
Architekt Wszechświata. Wolnomularze modlili się, składali religijne
przysięgi i dokonywali swoich rytuałów, lecz mimo to twierdzili, że ich
ugrupowanie nie jest religią. Według nich masoneria nie starała się
rozstrzygać kwestii boskich: nie trzymano się tam jednej konkretnej
teologii. Jak zresztą Coustos mówił portugalskim inkwizytorom, "w [naszym] bractwie nie wolno rozmawiać o kwestiach religijnych": ten
zakaz został wprowadzony, aby zapobiec konfliktom między jego członkami
i aby uniknąć innych potencjalnych problemów. Nie powinno jednak nikogo
dziwić, że wolność sumienia masonów trąciła jadowitą herezją Kościołowi,
który postawił sobie za cel utrzymanie swego monopolu na prawdę.
Brytyjskie pochodzenie masonerii również w niczym jej nie pomagało.
Jeśli masoni wywodzili się z tak dziwnego kraju z wszechwładnym rządem,
wyborami i gazetami codziennymi, to z pewnością wydawali się nieznanym
zagrożeniem -?a kto wie, może nawet szpiegami.
Wolnomularze ewentualnie mogli być również globalną siecią dywersantów:
stali się podejrzani nie tylko ze względu na swoją brytyjskość, lecz
także kosmopolityzm. Nie byli bowiem obywatelami żadnego państwa ani
niczyimi poddanymi.
Wolnomularstwo przyciągało także niezwykle zróżnicowane grupy ludzi:
kupców, prawników, aktorów, Żydów, a nawet Afrykanów. Prawdziwa
społeczna menażeria. Nie było to również zwykłe zbiorowisko pochlebców,
którzy polegali na opiece wpływowego protektora -?co prawda w szeregach
masonerii znajdowało się wielu arystokratów, ale nie zawsze sprawowali
oni tam władzę. Tak naprawdę nie było wiadomo, czy w ogóle ktokolwiek
miał tam władzę. Dla tych, którzy uważali, że hierarchie społeczne są
ustalone przez Wszechmogącego Boga, było to niepokojące.
Oczywiście masoni zawsze twierdzili, że ich ugrupowanie nie ma
charakteru politycznego, ale z drugiej strony żaden spiskowiec z głową
na karku nigdy by nic takiego nie przyznał. W czasach, kiedy monarchia
absolutna była normą, niewiele krajów prowadziło otwarte życie
polityczne, znane nam z realiów, w których żyjemy obecnie. Wszelkie
spotkania stowarzyszeń stanowiły potencjalne zagrożenie dla ustalonego
porządku i dla wrogów masonerii nie liczyło się to, że podobnie jak w przypadku religii i nawet z tych samych powodów w lożach nie można było
dyskutować o polityce.
W oczach Kościoła katolickiego wolnomularstwo było więc bardzo
niebezpieczne, a jego potajemny charakter tylko te obawy potęgował. John
Coustos twierdził, że jego bractwo nie ma żadnych tajemnych celów, a wręcz przeciwnie -?"dobroczynność i braterska miłość" były "podstawą i sercem tego stowarzyszenia". Masoni nadal zresztą wyrażają się w podobnym duchu. Odpowiedzi lizbońskich inkwizytorów również brzmią
bardzo współcześnie: "Jeśli zatem to stowarzyszenie masonów jest tak
cnotliwe, to nie ma powodów, aby tak skrupulatnie ukrywać jego sekrety".
Obecnie masoni obruszają się, kiedy ich bractwo nazywa się tajnym
zgromadzeniem, i twierdzą: "Nie jesteśmy tajnym zgromadzeniem. Jesteśmy
zgromadzeniem, które ma tajemnice". Nie jest to jednak przekonująca
odpowiedź -?jeśli już się przyzna, że ma się sekrety, to żadne pokłady
idealnie skrojonej szczerości i otwartości nikogo nie uspokoją i każdy,
kto ma w sobie choć odrobinę podejrzliwości, uzna, że nadal coś się
ukrywa. Być może nie powinno więc być zaskoczeniem, że Watykan nigdy nie
wyzbył się swojej pierwotnej wrogości wobec masonerii i nadal uważa, że
loże są zgubnym siedliskiem ateizmu.
Przeciwników masonerii często łączy określony styl myślenia, czyli wiara
w teorie spiskowe, których powstanie zawdzięczamy właśnie obawom przed
masonerią. Masońskie teorie spiskowe są w modzie właściwie od początków
XIX wieku. Niektóre są dziwnie przekonujące, a inne zupełnie kuriozalne.
To masoni otruli Mozarta. Kuba Rozpruwacz był masonem i to jego
pobratymcy zacierali jego ślady. Masoni zaplanowali rewolucję francuską,
zjednoczenie Włoch, upadek imperium osmańskiego oraz rewolucję w Rosji.
Internet jest pełen stron poświęconych iluminatom, czyli gałęzi
wolnomularstwa, której członkowie, między innymi Bono, Bill Gates i Jay
Z, podpisali tajemny pakt zobowiązujący ich do wykonania niegodziwego
planu zawładnięcia światem.
Niektóre z takich mitów są nieszkodliwe i przypominają raczej historie o duchach w stylu "ja-tam-w-to-nie-wierzę-ale-podobno-to-prawda", które
nastolatkowie opowiadają sobie nawzajem, żeby trochę się postraszyć.
Niektóre jednak są bardzo niebezpieczne. Mussolini, Hitler i Franco
oskarżali masonerię o knucie spisków i w rezultacie wymordowali tysiące
jej członków. Komuniści z kolei zawsze postrzegali masonów jako grupę
przebiegłych kapitalistów i w Chińskiej Republice Ludowej wolnomularstwo
jest nadal zakazane. Świat islamu także ma za sobą długą tradycję
antymasońskiej paranoi.
Sama przysięga milczenia, którą bracia składają podczas swojej
inicjacji, jest już wystarczająca, aby puścić wodze wyobraźni pełnej
teorii spiskowych. Tajemniczość masonów jest jak studnia -?ludzie,
którzy ją zbudowali, znają jej głębię, ale reszta nas może jedynie
zerkać ponad otaczającym ją murem i snuć domysły. Kiedy my spoglądamy w dół na lustro wody, zastanawiając się, co może czaić się poniżej, czarna
tafla odbija tylko nasze lęki. Zasadniczo to właśnie dlatego masoneria
nieustannie wywołuje nieporozumienia i wzbudza nieufność oraz wrogość.
Żadna historia masonerii nie jest kompletna, jeżeli nie uwzględnia
również jej przeciwników.
Wolnomularze są spadkobiercami wspaniałej tradycji. Każdy z nich potrafi
opowiedzieć coś o historii masonerii i wielu uważa, że badania
historyczne pogłębiają ich wiedzę na temat arkanów ich stowarzyszenia.
A jednak, aż do niedawna, masonom zależało, żeby ich historia była tajna
i znali ją tylko jej członkowie. Cowani nie mieli dostępu do archiwów i bibliotek wielkich lóż. Następnie, jedno pokolenie wstecz, najbystrzejsi
bracia zrozumieli, że historia masonów jest zbyt istotna, aby była ich
wyłączną własnością. Masoneria ma swój udział w kształtowaniu naszego
świata, więc jej historia należy do nas wszystkich. W dzisiejszych
czasach w archiwach wielkich lóż często już można spotkać historyków,
którzy nie są masonami. Ich praca, uzupełniająca i kwestionująca wysiłki
najlepszych masońskich historyków, nakreśliła fascynujące i wciąż
rozwijające się pole badawcze. Jednym z celów niniejszej książki jest
ukazanie części tych badań znacznie szerszej publiczności.
Odczuwana przez masonów duma z własnej historii doprowadziła do
powstania wielu prac, które są tak naprawdę narracjami tożsamościowymi:
ich celem nie jest odkrycie prawdy, lecz raczej pobudzanie esprit de
corps bractwa. Książka The Sufferings of John Coustos for
Free-Masonry jest modelem dla wielu masońskich narracji, ponieważ jest
to czarno-biały obraz ukazujący konfrontację masońskiej tradycji
tolerancji, rozsądku i braterskiej miłości ze złymi i bezmyślnymi
ruchami antywolnomularskimi.
W masonerii najważniejsze powinny być -?i często tak właśnie jest -
wartości takie jak filantropia, solidarność, etyka i duchowość. Panuje
tam nawet zasada, że nie można dołączyć do bractwa w celu uzyskania
zawodowych czy osobistych korzyści. Takie reguły mają swoją wagę i traktowanie ich jako przykrywkę dla jakichś haniebnych czynów byłoby
cyniczne. Jeśli jakiś historyk nie zauważa co bardziej szlachetnych
motywów masonerii, ukazuje bardzo stronniczą wersję wydarzeń.
Jednak należy też przyznać, że masoni są zbyt powściągliwi w kwestii
jednego, niezwykle ważnego wątku ich historii, czyli nawiązywania
kontaktów. Tak samo jak reszta ludzi na całym świecie wolnomularze
zapoznają się z innymi osobami. W odpowiednich warunkach loże mogą być
świetnymi miejscami budowania sieci kontaktów z bardzo różnych powodów -
i dobrych, i złych. Trzeba jednak dodać coś na ich obronę. Przykładowo w Wielkiej Brytanii mężczyźni zbierają się w grupy ze względu na coś, co
ich łączy: wszyscy uczęszczali do tej samej prywatnej szkoły lub lubią
spotykać się w jednym konkretnym pubie. Podobnie jak tego typu grupy
masoneria nie przyjmuje w swoje kręgi kobiet, ale jej członkowie
pochodzą z różnych klas społecznych -?a przynajmniej są to co bardziej
odpowiedni reprezentanci różnych klas. Masoni podkreślają, że podczas
ich ceremonii wkłada się rękawiczki po to, aby nikt nie mógł odróżnić
dłoni księcia od dłoni śmieciarza. Mimo to loże czasami stają się
siedliskami nepotyzmu czy nawet konspiracji i nie wszystkie teorie
spiskowe i obawy związane z podejrzanymi działaniami masonów są
nieuzasadnione. Ponadto idea masonerii, czyli wzór męskiej wspólnoty
zrodzony z mitu, rytuałów i tajemniczości, okazała się zaraźliwa już od
samego początku i sami jej członkowie nie mogli jej kontrolować: była
ona używana i nadużywana, stosowana i dostosowywana na niezliczone
sposoby. A zarówno sycylijską mafię, jak i Ku Klux Klan łączą z masonerią te same kluczowe nici DNA.
Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest zamiar
pokazania struktur ludzkiego doświadczenia, które są o wiele bardziej
skomplikowane, niż mogłoby to wynikać z masońskich narracji
tożsamościowych czy cynicznych obsesji na punkcie nepotyzmu wśród
wolnomularzy. Zamiast spłaszczać te struktury poprzez spoglądanie na
rozległy krajobraz historii masonerii z góry, postanowiłem zanurzyć się
w konkretne epoki i miejsca na całym świecie, które odegrały w tej
historii szczególnie istotną rolę. Determinującą zasadą był dla mnie
fakt, że masoneria nigdy nie mogła całkowicie odseparować się od
otaczającego ją społeczeństwa. Organizacja ta powstała w szczególnych
warunkach XVII i XVIII wieku w Wielkiej Brytanii i -?nie zmieniając się
przy tym zbyt drastycznie -?przystosowywała się do napotykanych po
drodze okoliczności. Interesują mnie właśnie te interakcje pomiędzy
wolnomularstwem i społeczeństwem: masoneria, wraz z całym swoim
idealizmem i hermetycznością, pomogła ukształtować naszą współczesność.
O kobietach natomiast opowiem więcej później. (Tak samo jak o ludziach,
których inkwizycja nazywała "sodomitami").
Nasza ciekawość wcale nie słabnie. "Na czym polegają zebrania loży? Co
tak dokładnie macie do ukrycia?" Stosunek do masonerii większości z nas
ma coś wspólnego z lizbońską inkwizycją. Pomijając obsesję związaną z sodomią, ich pytania bardzo przypominają nasze pytania. Za sprawą
internetu ich tajemnice nie są już dziś tak bardzo tajemnicze, ale
okazuje się, że nam, niemasonom, ciągle jest mało. W telewizji zawsze
znajdzie się jakiś nowy film dokumentalny, który obiecuje ukazać nam
najpilniej strzeżone sekrety wolnomularstwa. Historie o masonach zawsze
są w modzie.
Jednak tajemniczość wolnomularzy jest znacznie bogatsza, niż można to
pokazać w jakimkolwiek dokumencie. Jest skomplikowana, subtelna i,
według mnie, jej badanie sprawia dużo przyjemności. Ma wiele wątków,
dzięki czemu łączy się z mitami i nieporozumieniami, które stały się już
jej częścią. Mimo to, jak wyznał John Coustos, u jej sedna leży
historia, która zaczyna się u progu świątyni osadzonej poza czasem i przestrzenią...
2
Nigdzie. Przedziwna śmierć Hirama Abiffa
Mężczyzna w fartuchu dzierżący w dłoni miecz mówi, żebyś odłożył swoje
pieniądze, klucze i telefon -?wszystkie metalowe przedmioty, które łączą
cię ze światem zewnętrznym. Na oczy zakładana jest ci opaska i czujesz,
że podwijane są prawy rękaw twojej koszuli oraz lewa nogawka spodni, tak
aby odsłonić kolano. Lewą rękę wyjmują ci z rękawa i odsłaniają pierś.
Na szyję zakładają ci pętlę.
Robisz krok do przodu. Twoje życie masona właśnie się rozpoczęło.
Następnie opisane jest, co czeka przyszłego masona, który ma przekroczyć
próg loży po raz pierwszy. Nakreślone tu przeze mnie ceremonie bardzo
przypominają te, przez które przeszedł John Coustos w Rainbow Coffee
House przy Fleet Street. Kolejne rytuały wyznaczają jego inicjację oraz
drogę z jednej pozycji zajmowanej w masonerii do następnej -?takie
oznaczenia statusu nazywane są stopniami. Tajemnice są kluczowe dla
dramatycznej wymowy rytuałów masońskich.
Lizbońscy inkwizytorzy stwierdzili, że rytuały te są "absurdalne", i na
przestrzeni wieków wielu satyryków podzielało ich zdanie. Śmianie się z tych rytuałów jest bardzo łatwe, ale na pewno nie oryginalne: im więcej
dowiaduję się o masonach, tym bardziej nieswojo czuję się, słysząc takie
żarty, ponieważ nie pozwalają nam one poznać historii masonów i nie
widzimy wówczas, jak bardzo są oni do nas podobni.
Kiedy śmiejemy się z rytuałów innych osób, zapominamy, jak duża część
naszego życia opiera się na rytuałach, nawet jeśli na co dzień ich nie
zauważamy. Chodzi o przyzwyczajenia takie jak uderzanie dłoni o dłoń w geście uznania, podawanie sobie dłoni na powitanie lub mówienie "na
zdrowie" podczas toastów. Nieważne, jak bardzo materialne czy
skomputeryzowane stanie się nasze życie lub jak głęboko jesteśmy
przekonani o doborze naturalnym czy Wielkim Wybuchu -?nigdy nie
pozbędziemy się potrzeby rytuałów organizujących naszą codzienność.
Narodziny, śluby i śmierci: nikt z nas nie czuje się odpowiednio
pożeniony, wydany za mąż czy wysłany na drugą stronę bez stosownych
ceremonii.
Przeciętny mason rozumie magię odpowiednio odprawionych rytuałów lepiej
niż większość z nas. Rytuały inicjacyjne bardziej sugestywnie niż inne
doświadczenia podpowiadają nam, że staliśmy się kimś nowym. Rodzinne
rytuały łączą rodzinę, ponieważ wykonuje się je wspólnie i ze wspólnym
punktem odniesienia, ale z drugiej strony jesteśmy podejrzliwi wobec
osób, które mają inne rytuały niż my. Co prawda w ogóle nie jestem
religijny, ale dorastałem w kulturze anglikanizmu i kiedy ludzie tacy
jak ja stykają się z ideą muzułmańskiego hadżdżu (pielgrzymki do Mekki),
żydowskiego brit mila (rytuału obrzezania) lub hinduskiej ofiary
wedyjskiej, zazwyczaj jest to dla nich dziwne. Każdy, kto dopiero
poznaje rytuały masonów i stosowane przez nich terminy, niemal na pewno
uznaje je za mętne -?potrzeba więc odrobiny cierpliwości i empatii. Na
szczęście, choć bracia muszą godzinami uczyć się wszystkich przemów i mechanizmów swojego stowarzyszenia, nam wystarczy tylko garść takich
informacji, aby docenić wolnomularską historię.
Kiedy już kandydat z opaską na oczach przekroczy próg loży, poproszony
jest, żeby uklęknął do modlitwy. Następnie jest wiedziony trzykrotnie
wokół pokoju, aby potem zostać zaprezentowanym starszym oficerom loży,
którzy orzekają, że mężczyzna ten ma co najmniej dwadzieścia jeden lat,
jest "dobrych obyczajów" i "urodził się wolny".
Zachęcony przez mistrza loży kandydat składa wówczas szereg oświadczeń,
zwłaszcza dotyczących tego, że wierzy w wybranego boga oraz że jego chęć
dołączenia do masonerii nie jest podyktowana "interesownością lub innymi
niehonorowymi powodami".
Następnie przychodzi czas na kroki. Postulant idzie trzy kroki do
przodu, z których każdy jest większy niż poprzedni, a jego pięta musi
ułożyć się tak, aby obie stopy tworzyły węgielnicę (czyli przyrząd
służący do wytyczania kątów prostych). Zaraz po tym kandydat ponownie
musi ustawić nogi pod kątem prostym, klękając przed ołtarzem na
obnażonym lewym kolanie i wysuwając prawą stopę do przodu; proszony jest
wtedy o położenie ręki na Biblii, Koranie lub jakiejkolwiek innej
wybranej przez siebie "księdze świętego prawa". W tym momencie należy
również przysiąc, że nigdy nie spisze się sekretów masonerii, które lada
chwila ma się poznać. Jeśli natomiast ktoś zdradzi jej tajemnice,
wówczas czekają go mrożące krew w żyłach kary: "pod karą podcięcia mi
gardła, wyrwania języka oraz zakopania mojego ciała na brzegu morza przy
najniższym poziomie wody, w odległości jednego kabla od brzegu, gdzie
fale odpływają i przypływają dwukrotnie w regularnych odstępach w ciągu
dwudziestu czterech godzin". Kiedy kandydat wypowie już te słowa i przypieczętuje przysięgi pocałowaniem księgi świętego prawa, staje się
"nowo przyjętym" masonem, a z oczu zdejmowana jest mu przepaska.
Następnie opowiada mu się o trzech wielkich "symbolicznych światłach"
masonerii. Pierwsze leży przed nim na ołtarzu i jest współdzielone z największymi religiami świata -?to księga świętego prawa, czyli
przewodnik w sprawach wiary. Drugie i trzecie to insygnia
wolnomularstwa, które widnieją na budynkach, fartuchach i przypinkach na
całym świecie: węgielnica, oznaczająca prawość, oraz cyrkiel, symbol
samokontroli.
Następnie masonowi po inicjacji pomaga się wstać i zaprasza się go, aby
stanął po prawej stronie mistrza, skąd może już spokojnie spojrzeć w życzliwe oczy braci siedzących pod ścianami i podziwiać kwadratowy
kształt loży wraz z jej sławną podłogą w szachownicę. Za czasów Coustosa
wzór ten zazwyczaj był rysowany kredą -?dokładnie tak, jak opowiedział
inkwizytorom.
Uwagę nowo przyjętego masona przyciąga umeblowanie loży -?są tam,
przykładowo, dwa filary sięgające, mniej więcej, do ramion i zwieńczone
globami. Wokół ołtarza, na którym leży otwarta księga świętego prawa,
znajdują się natomiast trzy świece na miniaturowych kolumnach, z których
każda ma inny kształt. Jedna, zakończona misternie wyrytymi liśćmi, jest
wykonana w stylu korynckim, a pozostałe dwie -?jońskim i doryckim. Jak
można się domyślić, wszystko to ma wymiar symboliczny. Na tym jednak
etapie mistrz wyjaśnia jedynie znaczenie świec (czyli, jak mówią masoni,
"trzech małych świateł") odnoszących się do trzech przewodników, którzy
będą towarzyszyć nowo przyjętym masonom w ich życiu: to słońce, księżyc
i mistrz loży. Coustos przyznał bowiem, że "słońce oświetla dzień, a księżyc noc, i tak samo mistrz musi kierować swoimi oficerami i uczniami
i im przewodzić".
To jednak nie koniec lekcji udzielanej przez mistrza. Wolnomularstwo ma
kilka stopni, z których ten właśnie, znany jako stopień ucznia, jest
dopiero pierwszym. Nowo przyjęty brat może się więc spodziewać, że
czekają go jeszcze kolejne ceremonie, a na razie wolno mu nauczyć się,
jak nazywają to masoni, Znaku, Tokena i Słowa.
Znak, przypomnienie o karach czekających każdego, kto zdradzi masońskie
tajemnice, polega (jak wyznał Coustos) na "przyłożeniu prawej ręki do
gardła tak, jakby się chciało je podciąć".
Token, nazywany przez masonów również Dotknięciem, jest nam znany jako
wolnomularski uścisk dłoni. Według Coustosa dzięki temu masoni "w każdym
miejscu na świecie mogą rozpoznać innych braci i upewnić się, kto do ich
bractwa nie należy". Mistrz pokazuje taki uścisk, kładąc kciuk na
knykciu palca wskazującego nowego masona.
Słowo to Boaz, czyli nazwa jednej z dwóch kolumn, które, jak opisane
zostało w Księdze królewskiej, stały przy wejściu do świątyni Salomona.
Wolnomularze czerpią wiele swoich symboli z tej świątyni i jej
budowniczych. Słowo to jest tak tajemne, że masoni mogą je sobie tylko
przeliterować i nigdy nie wolno im wymówić go w całości. Coustos, rzecz
jasna, wszystko o nim inkwizycji opowiedział. Boaz ma również znaczenie
symboliczne -?oznacza siłę.
Nowy mason musi jeszcze zaprezentować się przed oficerami loży, za
każdym razem wymieniając z nimi Znak, Token i Słowo. To wszystko
uprawnia go do otrzymania wolnomularskiego fartucha z baraniej skóry.
Po tym, kiedy nowy członek wolnomularstwa zobowiąże się do wspomożenia
zubożałych masonów i ich rodzin, można mu wybaczyć założenie, że cała
procedura już się skończyła. Wciąż bowiem musi dowiedzieć się o symbolicznych narzędziach przeznaczonych dla masonów w stopniu ucznia:
to dwudziestoczterocalowa miarka (lub linijka), młotek (lub pobijak)
oraz dłuto; wszystko to metaforycznie przypomina o tym, że powinno się
dobrze wykorzystywać swój czas, ciężko pracować oraz nie poddawać się
trudom. Nowy mason musi także nauczyć się wielu innych symboli oraz
abstrakcyjnych rzeczowników. Czeka na niego niemało informacji o prawdzie, honorze i cnotach. O rozwadze, powściągliwości oraz męstwie.
Życzliwości. Dobroczynności. I jeszcze o wierności, posłuszeństwie oraz
-?co oczywiste -?dyskrecji. Wspomina mu się także o kilku innych
zasadach, takich jak obowiązek "niezakłócania spokoju i porządku
organizacji".
Następnie przychodzi czas na najdłuższy rytuał, sygnalizujący zamknięcie
posiedzenia loży -?jest on pełen kolejnych znaków, modlitw, stukań,
podniosłych sformułowań i dystyngowanych ruchów. Po tym wszystkim, czyli
po kilkugodzinnych ceremoniach, masoni mogą udać się na uroczysty
posiłek.
Podczas uczty nowo wybrany brat być może zastanawia się, o co tyle
krzyku. Te posępne procedery i upiorne przestrogi miały zapewnić mu
miejsce w kompanii braci stojącej na straży przełomowych tajemnic.
Dołączył już zatem do tego stowarzyszenia, ale gdzie te wszystkie
sekrety? Jak na razie dowiedział się tylko sekretów na temat sekretów.
Zna już Znak, uścisk dłoni, hasło i tak dalej. Jednak wszystko to po
prostu mówi o tym, że powinien on starać się być przyzwoitym
człowiekiem.
Mężczyzna dochodzi do wniosku, że w takim razie oświecenie przyjdzie
może wraz z kolejnymi stopniami. A jednak, kiedy nadchodzi pora na
ceremonie inicjacyjne, w których trakcie jest on przyjęty na drugi i trzeci stopień masonerii -?czyli stopień czeladnika i mistrza -?okazuje
się, że poza niewielkimi zmianami wszystkie one są do siebie bardzo
podobne.
W ceremonii drugiego stopnia (czyli stopnia czeladnika) kandydata
przygotowuje się, obnażając jego prawe kolano i prawą pierś -?czyli
odwrotnie niż w ceremonii pierwszej. Drugi uścisk lub wolnomularski
uścisk dłoni polega na przyciśnięciu kciukiem knykcia palca środkowego,
a nie wskazującego. Przesłania moralne są tak samo jasne jak w przypadku
stopnia pierwszego, lecz zachodzą też pewne zmiany: kandydat słyszy, że
oprócz bycia przyzwoitym człowiekiem powinien także dowiedzieć się
więcej o świecie. Następnie mężczyzna składa przysięgę pod karą
rozdarcia jego piersi i wyrwania mu serca, które zostanie pożarte przez
sępy. Słowo to w tym przypadku Jakin, czyli nazwa drugiej kolumny ze
świątyni Salomona.
Kandydatowi na stopień trzeci (stopień mistrza) należy całkowicie zdjąć
koszulę i obnażyć oba kolana. W uścisku dłoni mistrza trzeba rozdzielić
palce środkowy i serdeczny trochę tak, jak robił to Spock, a karą za
złamanie przysięgi jest przecięcie na pół oraz spalenie wnętrzności na
popiół, który potem zostanie rozrzucony na powierzchni ziemi. Słowem
jest w tym przypadku Mahabone -?jego znaczenie nie jest jasne, ale
według niektórych w jakimś nieokreślonym języku oznacza "loża jest
otwarta".
Ceremonia stopnia mistrza jest najważniejszą ze wszystkich trzech i stanowi punkt kulminacyjny procesu przyjęcia do masonerii. Trwa znacznie
dłużej niż dwie poprzednie, a jej motywem przewodnim jest śmierć -?mimo
to wydaje się, że masoni dobrze się wówczas bawią. Mężczyzna ubiegający
się o przyjęcie na ten wyższy stopień musi przygotować niewielką sztukę,
w której odgrywa morderstwo Hirama Abiffa, architekta świątyni Salomona.
Jak powiada historia, Hiram został zabity w wyniku ciosów zadanych mu w głowę po tym, kiedy odmówił wyjawienia sekretów mistrza kamieniarstwa.
Kandydat odgrywa rolę Hirama: inne osoby na niego krzyczą, nieco nim
poniewierają i "grzebią" go w płóciennym worku na zwłoki, a następnie
obnoszą go po loży w procesji. Wreszcie Hiram Abiff zostaje wskrzeszony
dzięki magii uścisku dłoni mistrza oraz specjalnemu, życiodajnemu
masońskiemu objęciu.
Sekrety zamknięte są w idei inicjacji na trzy spusty: samo istnienie
rytuałów jest tajemnicą, w ich trakcie składa się kilka przerażających
przysiąg zachowania tajemnicy, a same tajemnice ukryte są za symbolami.
Punkt kulminacyjny ceremonii nadania stopnia mistrza nadchodzi, gdy
ujawnia się najgłębszą i najstraszniejszą tajemnicę. A jest nią
stwierdzenie, że... śmierć to poważna sprawa, która pozwala nam spojrzeć
na świat z szerszej perspektywy.
Kandydat na stopień mistrza zostaje rytualnie sponiewierany, kiedy
próbuje się go zmusić do wyjawienia sekretów masonerii.
I tak naprawdę to już wszystko. Okazuje się, że mimo tych wielu warstw
tajemnic masońska obietnica ujawnienia ukrytych sekretów okazuje się
ładnym opakowaniem dla kilku słów prawdy. Jak wyjaśnia rytuał drugiego
stopnia, masoneria jest po prostu "szczególnym systemem moralności,
zawoalowanym alegorią i ukazanym za pomocą symboli".
Co prawda mogliście słyszeć między innymi o masonach trzydziestego
trzeciego stopnia, ale w masonerii nie ma już wyższego stopnia niż ten
trzeci, czyli mistrz. Jednak na przestrzeni czasu co bardziej
entuzjastyczni bracia opracowali sporo "stopni pobocznych", a Ryt
Szkocki, wraz ze swoimi trzydziestoma dodatkowymi stopniami, jest
najbardziej skomplikowany. (Na Wyspach Brytyjskich znany jest on jako
Rose Croix). Warto mimo wszystko pamiętać, że te poboczne stopnie są po
prostu dodatkowymi wariacjami na temat tych trzech stopni opisanych
powyżej. Kiedy zapytałem jednego masona, dlaczego tak mu zależało na
zdobywaniu wielu kolejnych stopni, odpowiedział mi po prostu, że "to
uzależnia". Żaden z nich nie jest wyjątkowo innowacyjny: wszystkie są
oparte na tym samym połączeniu alegorii, sztampowych zasad moralnych i uroczystego poczucia wspólnoty. Nie brakuje tam natomiast kreatywności w kwestii wykorzystania symboli i imponujących kostiumów.
Nie powinniśmy zatem negować fascynującego charakteru masońskich
ceremonii, tak samo jak nie powinniśmy odgórnie zakładać, że moralność i filozofia wyrażane poprzez takie rytuały są banalne. Znaczenia ukryte w tych wszystkich symbolach mogą się wydawać wyjątkowo oklepane: bądź
dobrym człowiekiem, staraj się być oczytany i szanuj przekonania
religijne innych osób. A jednak, w porównaniu z niebezpiecznie
absurdalnymi ideami propagowanymi przez wiele ortodoksyjnych religii -
palenie na stosach czarownic, zabijanie niewiernych, piętnowanie
grzeszników -?zasady, których mają przestrzegać masoni, wydają się
bardzo pozytywne.
Wolnomularze podkreślają, że ich braterstwo nie jest religią, choć
zdaniem wielu skoro tak jak w przypadku religii mają oni własne
ceremonie i symbole oraz poruszają tematykę moralności i duchowości,
upieranie się przy tym przypomina dzielenie włosa na czworo. Może zatem
powinno się przedstawiać wolnomularstwo jako religię drugiego rzędu -
członkowie wolnomularstwa mają wolność sumienia, mogą podejmować własne
decyzje w przypadkach zawiłości teologicznych, a jednocześnie dysponują
modelem wspólnego życia w konstruktywnym spokoju ducha. Łatwo się z tego
śmiać, ale trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza że wielu masonów
udziela się także charytatywnie.
Po tym jak John Coustos wyznał to wszystko portugalskim inkwizytorom,
kilkakrotnie przyznali oni, że Coustos jest "godny uznania" -
przynajmniej do czasu, aż zaczęto pytać go o cel tych wszystkich
rytuałów. Oto co w tej sprawie zapisali inkwizytorzy:
[Coustos] powiedział: jedynym celem [rytuałów] jest utrzymanie
tajemnic, których mają strzec wszyscy członkowie.
Pytanie: jeśli, tak jak mówi, jedynym motywem wspomnianych zasad i ceremonii jest podtrzymywanie tajemnic, jaki jest wówczas główny cel tej
tajności, skoro za jej naruszenie grożą tak surowe i niespotykane kary?
(...)
[Coustos] powiedział: głównym celem takich procedur jest taka właśnie
tajność.
Zatem celem wolnomularskiej tajności jest tajność. Nie brzmi to jak
dobry sposób, aby cokolwiek ukryć. Innymi słowy, całe to zamieszanie
wokół tajemnic jest rytualną fikcją, a przerażające kary za złamanie
przysiąg nigdy nie będą egzekwowane -?to tylko teatr. Jak można się
spodziewać, dla inkwizytorów ta część wypowiedzi Coustosa była
"skrótowa, wymijająca i myląca" i właśnie dlatego go torturowano: prawda
o masonerii była po prostu kompletnie rozczarowująca.
Mimo że Coustos w rzeczywistości nie był bohaterem, za jakiego się
podawał, trzeba podkreślić, że nie zmyślił czegoś, co zadowoliłoby
inkwizytorów. Z łatwością mógł przecież przekazać im informacje o jakichś wyssanych z palca świętokradztwach, dzięki czemu jego oprawcy
byliby ukontentowani, że nie marnują czasu. Kiedy Tommaso Crudeli,
włoski mason, został aresztowany przez inkwizycję we Florencji mniej
więcej w tym samym czasie, sprawa przeciwko niemu była oparta na
zeznaniach innego wolnomularza. Zgodnie z tymi informacjami rekruci byli
masturbowani przez wyższych rangą masonów, a następnie zmuszano ich do
podpisania własnym nasieniem przerażającej przysięgi: zobowiązywali się
ponoć do popełniania wszystkich możliwych przestępstw, z wyjątkiem
sodomii. Dlatego też Coustos w pewnym sensie był męczennikiem: cierpiał
za to, że rozczarował inkwizycję. A jednak od tego czasu inni masoni,
tacy jak Coustos, oraz wrogowie masonów, tacy jak inkwizytorzy, nie
mogli powstrzymywać się przed upatrywaniem w tajemnicach masonerii
czegoś więcej, niż w rzeczywistości można było w nich dojrzeć. Na tym
właśnie polega ironia, która będzie przeplatać się przez wiele kolejnych
historii. Koniec końców tajemnice masonów nie skrywają żadnych
szczególnych treści, lecz jednocześnie sami masoni oraz ich wrogowie na
przestrzeni dziejów i w różnych zakątkach świata dopilnowali, żeby każdy
chciał te sekrety odkryć.
3
Edynburg. Sztuka pamięci
Skromna grupa o wielkich ambicjach
Najważniejsze symbole wykorzystywane przez masonów w ich rytuałach,
czyli fartuchy, kolumny, węgielnice i kielnie, związane są z pracą
kamieniarzy. Według wolnomularzy przedmioty te nie tylko niosą
przesłanie moralne, lecz także opowiadają historię o masonerii, której
początków upatrywać można w gildiach średniowiecznych rzemieślników.
Takie informacje znajdują się również w niezliczonych książkach
poświęconych masonerii. Do wolnomularzy bardzo przemawia idea, zgodnie z którą są oni potomkami średniowiecznych kamieniarzy: łączy ich to bowiem
z budowniczymi tak wspaniałych katedr jak te w Salisbury, Lincoln czy
Yorku. To z kolei przywodzi na myśl wizję idyllicznej Anglii sprzed
rewolucji przemysłowej.
A jednak kiedy przychodzi moment, w którym trzeba wyjaśnić, w jaki
sposób gildie przekształciły się w loże masońskie, historycy stoją przed
ogromnym problemem, ponieważ średniowieczni kamieniarze wyjątkowo
nieudolnie radzili sobie z formowaniem gildii. W XIV i XV wieku
właściwie każdy szanujący się fach we wszystkich angielskich miastach
miał własną gildię. Garncarze, grabarze, gręplarze, grzebieniarze,
gwoździarze -?wszyscy mieli ugruntowane gildie. Wszyscy oprócz
kamieniarzy.
Powodem była niewystarczająca ilość pracy -?budulcem większości budynków
w średniowiecznej Anglii był nie kamień, ale niekoniecznie szlachetna
mieszanka wikliny z gliną, w której nie brakowało także gałęzi, słomy
czy zwierzęcych odchodów. Na usługi kamieniarskie nie było zatem takiego
popytu jak, przykładowo, na pracę cieśli czy strzecharzy. W rezultacie w większości miast nie można było zebrać wystarczającej liczby
kamieniarzy, nawet żeby porządnie zagrać w kości, a co dopiero stworzyć
gildię. Jeżeli natomiast kamieniarze należeli już do gildii, zazwyczaj
znajdowali się tam razem z innymi przedstawicielami przemysłu
budowlanego -?głównie różnego rodzaju robotnikami.
Kamieniarze prowadzili wędrowne życie, łapiąc się różnych okazji i z rzadka grupując się w danym miejscu, aby zbudować kamienny most lub dom.
W wielu przypadkach różnica między kamieniarzem a zwykłym robotnikiem
była bardzo subtelna. Kiedy natomiast realizowane były duże projekty -
budowa zamku, opactwa czy katedry -?zatrudniano wielu kamieniarzy, i to
z dalekich stron; często taka rekrutacja była przymusowa, ponieważ
otrzymywano nakaz od mistrza kamieniarstwa, który zawierał umowę z królem lub biskupem. Tacy elitarni mistrzowie również nie mieli stałego
zatrudnienia, ale indywidualnie byli bardzo wpływowi. Dlatego też
tradycyjne gildie nie mogły reprezentować zarówno ich, jak i masowych,
zwykłych pracowników.
Co ciekawe, spośród tak wielu rzemieślników okresu angielskiego
średniowiecza kamieniarze mieli najmniejsze szanse na to, że zrzeszająca
ich organizacja przetrwa wieki i przekształci się w takie bractwo jak
wolnomularstwo. Już od wielu pokoleń masońscy historycy bezskutecznie
próbują odkryć ogniwo pomiędzy, jak sami mówią, operatywnymi
kamieniarzami -?czyli osobami uzbrojonymi w dłuta, piony, a także
mięśnie i odciski -?oraz dzisiejszymi spekulatywnymi wolnomularzami -
ludźmi, których narzędzia mają wymiar filozoficzny, a nie praktyczny.
Jeśli zatem to nie średniowieczne gildie są brakującym ogniwem między
dawnymi kamieniarzami a dzisiejszymi wolnomularzami, to co nim jest? Do
prawdy możemy zbliżyć się, choć bardzo powoli, badając nie rzeczywistość
pracy średniowiecznych kamieniarzy, lecz ich kulturę i historię, czyli
elementy, które stały się później częścią wolnomularstwa.
Wspólne życie każdego średniowiecznego fachu wypełnione było
regulacjami, rytuałami oraz mitami. Nie brakowało tam także rytuałów
inicjacyjnych czy uroczystych i przerażających przysiąg, które miały na
celu ochronę tajemnic danego rzemiosła i wzmacnianie solidarności wśród
rzemieślników. Trzeba było zapamiętać różne prawa i hasła, często po to,
aby demaskować oszustów, którzy pojawiali się u bram miasta w poszukiwaniu pracy. Wyprawiano także huczne uczty z okazji świąt i opowiadano sobie legendy: szewcy, którzy zajmowali się wyrabianiem
wytwornych butów, wierzyli, że po tym, jak ich patron, Święty Hugo,
zmarł męczeńską śmiercią, jego kości zamieniły się w szewskie narzędzia.
Brytyjscy kamieniarze nadrabiali braki w organizacji swojej gildii,
tworząc wyjątkowo duży zestaw zasad, symboli i mitów. Kamieniarski
kodeks znany jako Stare obowiązki (Old Charges) był przekazywany ustnie,
ale ponieważ pamięć ustna jest zawodna, jego treść często się zmieniała
-?pojedyncze fragmenty były dodawane, ujmowane, przeinaczane czy
zapominane. Co jakiś czas różne wersje Starych obowiązków były
spisywane, a pierwszy tekst, który przetrwał ten zawiły proces, napisany
jest wierszem, dzięki czemu łatwiej było zapamiętać jego 826 wersów;
obecnie znany jest on masonom na całym świecie jako poemat Regius.
Jego pochodzenie nie zostało precyzyjnie ustalone, ale przypuszcza się,
że powstał w hrabstwie Shropshire w 1430 roku.
Przepisy wyszczególnione w Starych obowiązkach to standardowe reguły dla
średniowiecznych rzemieślników. Można tam znaleźć zarówno ogólne
wskazówki dotyczące dobrych manier (nie przeklinaj w kościele, nie
wydmuchuj nosa w serwetkę), jak i regulacje bezpośrednio dotyczące pracy
kamieniarskiej, czyli, przykładowo, mistrz musi sprawiedliwie płacić
swoim pracownikom i nadzorować jakość ich pracy. Jednak to, co wyróżnia
Stare obowiązki i co naprowadza nas na szlak powstania wolnomularstwa,
to mitologia kamieniarzy -?historia opowiadająca o tym, jak rzemiosło
kamieniarskie narodziło się u zarania dziejów i jak wielcy kamieniarze
przekazywali sobie przez wieki jego tradycje.
Dramatis personae tych opowieści to nie byle kto z nie byle jakim
pochodzeniem: greccy myśliciele spotykają się tam z wielkimi szychami z Księgi Wyjścia i Księgi Królewskiej. Jest też kilka postaci, które są
naprawdę istotne, ponieważ stały się później częścią masońskich legend.
Jedna z nich to Hermes Trismegistos, uczony, który po potopie z udziałem
Noego odkrył geometryczne zasady kamieniarstwa wyryte przez
zapobiegliwych kamieniarzy sprzed czasów potopu na dwóch kamiennych
filarach. Następnym w kolejce wielkim kamieniarzem był Euklides, grecki
matematyk, który przekazał starożytnym Egipcjanom całą wiedzę z zakresu
kamieniarstwa: dzięki temu powstały piramidy. Jest tam również Salomon,
który zatrudnił czterdzieści tysięcy kamieniarzy do budowy swojej
świątyni, stanowiącej obraz kamieniarskiego kunsztu. Główny kamieniarz
pochodził z Tyru i w późniejszych wersjach opowieści nazywano go Hiramem
Abiffem -?to ten sam, który odgrywa najważniejszą rolę w masońskich
rytuałach trzeciego stopnia.
Kamieniarskiej mitologii nie sposób odmówić braku wzniosłości: bezładna
grupa rzemieślników przypisywała sobie pochodzenie tak dawne i okazałe,
że nie powstydziłaby się go żadna dynastia królewska. Mieli oni także
bardzo poważne ambicje intelektualne: Stare obowiązki utożsamiały
rzemiosło kamieniarskie z geometrią i to właśnie dlatego Euklides, znany
jako ojciec geometrii, miał dla kamieniarzy tak duże znaczenie.
Geometria była przecież zaliczana do podstawy programowej
średniowiecznych uniwersytetów wraz z gramatyką, logiką, retoryką,
arytmetyką, muzyką i astronomią. Stare obowiązki głosiły zresztą, że
kamieniarska geometria jest najbardziej szacowną dziedziną ludzkiej
wiedzy, i masoni nadal traktują geometrię jako metaforę fundamentalnego
porządku wszechświata. Wielka litera G, która często figuruje obok
węgielnicy i cyrkla jako insygniów masońskich, odnosi się właśnie do
geometrii i do Boga2.
Nadal jednak daleko nam do znalezienia rzeczywistego historycznego
związku pomiędzy Starymi obowiązkami a wolnomularstwem. (A do tego
właśnie miejsca dotarli masońscy historycy pracujący nad tym
zagadnieniem).
Po stuleciach mistyfikacji (w których, jak się przekonamy,
osiemnastowieczni masoni odegrali niemałą rolę) przekonująca wersja
początków wolnomularstwa ukazała się dopiero niedawno, kiedy to w 1988
roku opublikowano przełomowe wyniki badań. Początki masonerii wcale nie
sięgają średniowiecza -?należy ich raczej upatrywać w okresie, kiedy
średniowieczny świat rozpadał się już na kawałki i rodziła się
nowoczesność. Ponadto iskra masonerii została wzniecona nie pośród
średniowiecznych gildii i gotyckich katedr Anglii, lecz na renesansowym
dworze stolicy Szkocji, czyli Edynburga.
Szkocki Salomon
Reformacja podzieliła Europę na wskroś. Aż do 1517 roku Kościół
rzymskokatolicki stanowił jedyną drogę do Boga i jedyny gwarant władzy
królewskiej. Rzym zajmował pewne miejsce w centrum świata
chrześcijańskiego, a w całej Europie potężne gotyckie katedry ze swoją
strzelistą niezmiennością świadczyły o porządku spraw ludzkich, który
pochodził wprost z nieba.
Potem jednak przyszedł czas na atak Lutra, w wyniku którego narodził się
protestantyzm, a chrześcijaństwo zostało nieodwracalnie podzielone.
Rozpoczęła się epoka wojen religijnych i po całym kontynencie
rozprzestrzenił się głód nowych idei -?najlepiej w formie drukowanej. W rezultacie dotychczas niekwestionowane aspekty wiary takie jak doktryna
czyśćca oraz czczenie relikwii i ikon zaczęły być traktowane jako znaki
działania Antychrysta.
Reformacja pojawiła się w Szkocji późno, ale z impetem. Począwszy od
1560 roku ofiarą tego entuzjazmu zaczęły być budynki religijne. Szkoccy
protestanci byli znani z wściekłości, z którą niszczyli bałwochwalcze
pomniki, witraże oraz kamienne ornamenty. Katedra Świętego Andrzeja,
największy kościół w kraju oraz niezwykły owoc stupięćdziesięcioletniej
pracy, została zdewastowana i opuszczona. W Edynburgu ograbiono i zniszczono opactwo Holyrood -?miejsce spoczynku królów. Wyznawcy nowego,
protestanckiego Kościoła w Szkocji byli przekonani, że Bóg chce, aby
miejsca modlitw były brutalnie surowe -?wystarczy prostokątny budynek o ścianach z kamienia polnego. Nie budowano już katedr, klasztorów czy
wyrafinowanych kościołów, więc szkoccy kamieniarze nie bez powodu
obawiali się reformacji. Strata takiego klienta jak Kościół była dla
nich katastrofą.
Ponadto, jak wiadomo, nieszczęścia chodzą parami -?upadek władzy
królewskiej oznaczał wstrzymanie głównych projektów budowlanych
monarchii. Król Szkocji Jakub VI niezaprzeczalnie był dzieckiem
reformacji, którego dzieciństwo było burzliwe nawet jak na ówczesne
standardy. Jego matką była Maria Stuart, królowa Szkotów i katoliczka
skazana na wygnanie po tym, jak poślubiła mężczyznę, który
prawdopodobnie był odpowiedzialny za spisek prochowy uwieńczony śmiercią
ojca Jakuba. W rezultacie wybuchła sześcioletnia wojna domowa, a trzynastomiesięczny Jakub został porwany i pospiesznie koronowany w kościele parafialnym w Stirling. Młody król został wychowany na
protestanta przez despotycznych opiekunów, którzy wmawiali mu, że jego
matka była czarownicą, a w tym samym czasie zachłanne dworskie frakcje
toczyły ze sobą walki. Zwaśnieni i rozjuszeni szkoccy arystokraci
zachowywali się jak wysoko urodzeni bandyci.
Jakub miał zaledwie dziewiętnaście lat, kiedy w 1585 roku postanowił
podziękować swoim współwładającym i sam przejął kontrolę nad rządem.
Przez kolejne piętnaście lat cierpliwie i mądrze hamował religijnych
ekstremistów i przejawiał nawet pewien stopień tolerancji, a oprócz tego
zdobył poparcie arystokracji, więc przemoc z jej strony również zmalała.
Bardzo rozsądnie wystosował także jedynie formalny protest, kiedy
Elżbieta I ścięła jego matkę w 1587 roku. Z każdym rokiem wydawało się
coraz bardziej pewne, że to Jakub obejmie tron po bezdzietnej Elżbiecie
I i złączy Anglię i Szkocję.
Jakub był nie tylko dobrym politykiem, lecz także intelektualistą -
poetą, teologiem oraz autorem prac poświęconych teorii i praktyce
królowania. Ponadto Daemonologie [Demonologia], książka poświęcona
czarnej magii, napisana przez Jakuba w 1597 roku, była głównym źródłem,
z którego korzystał Szekspir, kreując wiedźmy w Makbecie (1606). Ten
król naukowiec tchnął nowe życie w szkocki dwór i jeszcze bardziej
otworzył go na wpływy europejskiego renesansu. Arystokracja zaczęła
podróżować do Francji i Włoch, skąd wracała zafascynowana całym
wachlarzem międzynarodowych intelektualnych trendów sięgających od
teorii poezji, medycyny i techniki wojskowej aż po alchemię, astrologię
i magię.
Posądzone o magię kobiety przed obliczem Jakuba VI, króla Szkocji
(1566-1625). Rycina pochodzi z książki Daemonologie Jakuba VI.
Jakub zbudował lojalną mu administrację spośród szeregów arystokracji i intelektualistów. Jednym z jej nowych członków był William Schaw,
wykształcony i obyty w świecie drobny arystokrata, który został
mianowany na królewskiego przełożonego robót. Osoba piastująca to
stanowisko była odpowiedzialna za budowę, naprawę i utrzymanie
wszystkich budynków króla Szkocji oraz za organizację królewskich
ceremonii.
Tak jak inni północnoeuropejscy intelektualiści, Schaw był zachwycony
renesansem, który w poszukiwaniu inspiracji powracał do klasycznych
wzorców. Kluczowym źródłem był dla Schawa tekst O architekturze ksiąg
dziesięć, napisany w I wieku p.n.e. przez Witruwiusza -?inżyniera i konstruktora, który pracował dla Juliusza Cezara. Witruwiusz uważał, że
ludzie projektujący budynki muszą być intelektualistami, a nie tylko
zwykłymi budowniczymi. Pod jego wpływem prestiż dawnych mistrzów
budownictwa zmalał, a na horyzoncie renesansowej Europy pojawił się nowy
bohater: architekt. William Schaw był pierwszym w historii Szkotem,
którego nazwano architektem.
W lutym 1594 roku dwór świętował narodzenie królewskiego potomka w zamku
w Stirling. Królowi Jakubowi bardzo zależało, aby chrzest jego syna był
spektaklem wyrafinowania oraz pobożności, i w tym celu zlecił ekspresową
budowę nowej kaplicy zamkowej. Za projekt odpowiadał Schaw i do jego
realizacji zatrudniono najlepszych kamieniarzy z całego kraju. Kaplica
królewska w Stirling jest najwcześniejszym tego typu budynkiem okresu
renesansu w Wielkiej Brytanii, a jej charakterystyczną cechą są
zakończone łukami okna w stylu florentyńskim i, podobnie jak w przypadku
kaplicy Sykstyńskiej, wzniesionej w latach siedemdziesiątych XV wieku,
wymiary i wzór kaplicy królewskiej wzorowane są na świątyni Salomona,
opisanej w Księdze królewskiej. Pewien angielski wysłannik na szkockim
dworze opisał ją nawet jako "wspaniałą świątynię Salomona". Król Salomon
był starotestamentowym uosobieniem królewskiej mądrości, stanowił więc
idealne alter ego dla króla naukowca takiego jak Jakub i nadworni
poeci w Szkocji nie omieszkali takich porównań wygłaszać. Niektórzy
twierdzili nawet, że Jakub jest do Salomona podobny.
Cztery lata później Schaw zasiadł w pałacu Holyrood w Edynburgu, aby
rozpocząć tajne negocjacje w imieniu swojego Salomona. Naprzeciwko niego
przy stole znajdowała się grupa mistrzów kamieniarstwa, z których
niektórzy brali udział w budowie królewskiej kaplicy w Stirling.
Spotkanie to zaszczepiło jedne z najbardziej interesujących idei
renesansowej kultury dworskiej Jakuba VI w średniowiecznych metodach
pracy kamieniarzy opisanych w Starych obowiązkach. Owocem tych przemian
była masoneria.
Podobnie jak w Anglii kamieniarze w Szkocji nie byli odpowiednio
zorganizowani: gildie w obu miejscach zostały dodatkowo osłabione przez
reformację i w ich skład wchodzili zwykli robotnicy. Jednak kiedy król
Jakub VI miał już pełną władzę, zaczęło pojawiać się coraz więcej
projektów prestiżowych budynków -?w takich warunkach kamieniarze mogli
już spokojnie odetchnąć. Gdzieniegdzie, jeszcze przed spotkaniem z Schawem, zaczęli się formować w lokalne grupy, które nie miały nic
wspólnego z gildiami, a wręcz były im nieznane. Grupy takie nazywano
lożami, a nazwa ta związana jest z tymczasowymi chałupami stawianymi na
placach budowy -?po raz pierwszy wówczas słowo "loża" zaczęło odnosić
się nie do miejsca, ale do organizacji3.
Spotkanie w 1598 roku z królewskim przełożonym robót miało bardzo
ambitny program. Schaw uznał, że rodzące się organizacje kamieniarzy są
szansą na zgromadzenie przy dworze kluczowych stronników króla, i chciał
mianować się ogólnokrajowym patronem, a dokładnie "głównym dozorcą"
kamieniarzy. Loże stałyby się wówczas częścią państwowej struktury,
odbywałaby regularne spotkania i spisywały rejestry. Taki system
funkcjonowałby niezależnie od miejskich gildii w ujęciu lokalnym i, w przeciwieństwie do nich, byłby przeznaczony wyłącznie dla kamieniarzy
oraz bezpośrednio wiązałby się z dworem królewskim.
Loże Schawa były tajemnicą skrywaną przed gildiami czy władzami
lokalnymi. Ze spotkań lóż spisywano co prawda protokoły, ale nie
pokazywano ich osobom z zewnątrz -?zresztą w protokołach i tak widniały
jedynie praktyczne informacje związane z przemysłem budowlanym.
Działalność lóż jednak nie kończyła się na omawianiu suchych faktów. Jak
widnieje na dokumencie jednej z siedemnastowiecznych szkockich lóż,
"istniały sekrety, których nie wolno było spisywać". Można jednak
dotrzeć do wskazówek prowadzących ku tym niepisanym sekretom -?pierwsza
z nich znajduje się w umowie sporządzonej pomiędzy Schawem a kamieniarzami.
Jako stały bywalec dworu Schaw znał wartość pochlebstwa -?aby zatem
zyskać zbiorową przychylność kamieniarzy, zwołał zebranie 27 grudnia,
czyli w dniu Świętego Jana Ewangelisty, który kamieniarze z nieznanego
powodu uznali za swoje święto. (Masoni nadal zresztą celebrują ten
dzień, tak samo jak dzień Świętego Jana Chrzciciela w czerwcu). Schaw
nie omieszkał również włączyć do umowy obszernych cytatów ze Starych
obowiązków i obiecał, że nowy system lóż pozwoli im nadal przestrzegać
ich tradycyjnych zasad. Ponadto przekonał kamieniarzy, że król, który
uważa się za szkockiego Salomona, z pewnością będzie przychylny ich
potrzebom.
Była to dobra decyzja ze strony Schawa, lecz poszedł on także o krok
dalej i odwołując się do kultury renesansu, znalazł wartości, które
przypadłyby do gustu kamieniarzom. Oświadczył, że wszyscy masoni i ich
praktykanci będą poddani "testowi sztuki i nauki pamięci". To właśnie
był najbardziej innowacyjny ruch Schawa. Kamieniarze zdecydowanie
musieli zapamiętywać wiele informacji -?nie tylko Stare obowiązki -?a Schaw powiedział im, że to, co robią, nie jest po prostu
zapamiętywaniem, lecz uprawianiem sztuki i nauki zapamiętywania.
Aby zrozumieć, jak wielką skalę miało pochlebstwo Schawa, należy nieco
przyjrzeć się peryferiom myśli renesansowej. Sztuka pamięci była jednym
z ulubionych zapożyczeń europejskiej kultury ze starożytności.
Najbardziej znanym jej przedstawicielem był rzymski mówca Cyceron, który
korzystał z niej w każdym swoim przemówieniu, a król Jakub VI podobno
również uczył się jej od jednego z nadwornych poetów. Przede wszystkim
należy wyobrazić sobie, że idzie się przez duży budynek: każde
pomieszczenie to jeden z akapitów wypowiedzi, a każdy element w danym
pomieszczeniu (kolumna, ołtarz, wzór kafelków na posadzce) to jeden z punktów, o którym chce się wspomnieć. Osoby doświadczone w sztuce
pamięci mogą przechowywać i przypominać sobie co do słowa nawet długie
przemowy.
W czasach renesansu niektórzy filozofowie zaczęli utożsamiać sztukę
zapamiętywania z poszukiwaniem mądrości. Opierało się to na idei,
zgodnie z którą sam Bóg praktykował sztukę zapamiętywania, szyfrując
największe sekrety uniwersum w stworzonym przez siebie świecie.
Ta niewielka grupka wykształconej elity praktykującej sztukę
zapamiętywania była niczym ówcześni teoretycy fizyki. Otworzone przez
nich perspektywy były nie tylko fascynujące, lecz także potencjalnie
niebezpieczne. Czy gatunek ludzki mógł poradzić sobie z tym, co w każdej
chwili mogło zostać odkryte? Co jeżeli ujawniono by jakąś prawdę
sprzeciwiającą się Biblii? Z takich właśnie powodów niektórzy
renesansowi intelektualiści prowadzili badania na uniwersytetach lub w stowarzyszeniach w tajemnicy. Ukrywali wyniki swoich prac przed
niepowołanymi osobami za pomocą coraz to nowych kodów i symboli. W poszukiwaniu wiedzy okultystycznej członkowie takich grup szczególnie
chętnie korzystali z pism na wpół mitycznego Hermesa Trismegistosa -
dzięki niemu nazywano ich nawet hermetykami. Główny hermetyk Brytanii,
enigmatyczny Alexander Dicsone, często gościł na szkockim dworze w ostatniej dekadzie XVI wieku, ponieważ niejednokrotnie służył królowi
Jakubowi VI jako emisariusz i propagandysta.
Schaw przekonywał więc szkockich kamieniarzy, że oni również byli
hermetykami, i mimo że nie zdawali sobie z tego sprawy, brali właśnie
udział w największym filozoficznym przedsięwzięciu ludzkości. Zgodnie z poleceniami Witruwiusza zawartymi w dziele O architekturze ksiąg
dziesięć byli oni zarówno intelektualistami, jak i budowniczymi.
Hermetyzm doskonale wpisywał się w folklorystyczne elementy, które już
były zawarte w Starych obowiązkach kamieniarzy. Geometria. Tajemna
wiedza przekazywana sobie od zarania dziejów. Hermes Trismegistos: ten
sam mędrzec, który, jak podają Stare obowiązki, po potopie odkrył
sekrety kamieniarzy wyryte na kolumnie. Sekretne stowarzyszenia
poświęcone poszukiwaniu okultystycznej prawdy. Wielkie budynki jako
składy świętej wiedzy. Sztuka zapamiętywania. A oprócz tego, rzecz
jasna, jak okiem sięgnąć symbole. Energia wyzwolona poprzez taki mariaż
ustnej, rzemieślniczej kultury średniowiecznych kamieniarzy z naukowym,
hermetycznym elementem renesansowej kultury dworskiej była elektryzująca
i otworzyła nieskończone możliwości. Jedną z konsekwencji tych przemian
była zmiana charakteru loży, która nie stanowiła już organizacji, lecz
zarówno wyimaginowane, jak i realne miejsce, w którym kamieniarze mogli
wspólnie praktykować sztukę zapamiętywania. Prawdy zawarte w alegorycznym wystroju lóż -?kolumny, podłoga w szachownicę i tak dalej -
pomogły przekształcić rzemieślnicze rytuały w coś niezwykle doniosłego,
niemalże magicznego. Dzisiejsze loże masońskie są teatrami, gdzie
wystawiana jest sztuka zapamiętywania.
Korzystając z terminów masońskich historyków, można więc stwierdzić, że
dzięki Schawowi w lożach nadal zasiadali operatywni kamieniarze, lecz
mieli oni jednocześnie charakter spekulatywny, ponieważ w celach
filozoficznych odprawiali rytuały.
Negocjacje Schawa z kamieniarzami nigdy jednak nie przyniosły
satysfakcjonujących rezultatów -?rozpisał on co prawda regulamin lóż,
ale w 1602 roku zmarł i ustanowione przez niego stanowisko głównego
dozorcy nie przetrwało próby czasu. Wkrótce zmiany polityczne położyły
kres umowom między kamieniarzami a władzami w Edynburgu: w 1603 roku
zmarła Elżbieta I, Jakub VI, król Szkocji, został Jakubem I, królem
Anglii, i oba kraje złączono.
Niemniej zaprojektowana przez Schawa sieć lokalnych lóż przetrwała i wciąż się rozrastała: do 1710 roku w całej Szkocji było już ich około
trzydziestu. Ponadto 80 procent szkockich lóż znanych nam z czasów
Schawa istnieje do dziś. Najstarsze masońskie loże świata, które liczą
już ponad czterysta lat, znajdują się w Kilwinning, Edynburgu oraz
Stirling i szkoccy masoni są bardzo dumni z tych rekordów.
Z perspektywy czasu widzimy, że za pośrednictwem Schawa renesansowa
kultura dworska w okresie panowania Jakuba VI wywołała pośród
kamieniarskich lóż reakcję łańcuchową i w ciągu następnych
dziesięcioleci prestiż nadany im przez Schawa zaczął przyciągać wysoko
urodzonych mężczyzn.
Pieniądze były istotnym powodem, dla którego takich osób w lożach
przybywało. Jeśli nowi członkowie byli dobrze sytuowanymi mężczyznami, a nie pracownikami fizycznymi, to chętnie przyjmowano ich szczodry wkład
do wspólnej uczty lub funduszu pogrzebowego. Od czasu do czasu mogli oni
też zaoferować jakieś zlecenie budowlane.
Gwałtowne napięcia o charakterze religijnym i politycznym wywołane
reformacją również odegrały niemałą rolę w przyciąganiu do lóż kolejnych
osób. Szkockich kamieniarzy łączył wspólny zawód, a nie wspólna wiara -
byli wśród nich zarówno protestanci, jak i katolicy, i takie priorytety
wpoiła im reformacja. Sam Schaw był katolikiem, który nauczył się
dyskrecji i uległości potrzebnych do przetrwania i prosperowania na
protestanckim dworze. Loże były wówczas, tak jak i dziś, bezpieczną
przystanią: jeżeli masoneria pomogła ukształtować dzisiejszy świat,
stało się to częściowo dzięki temu, że oferowała schronienie przed
panującym poza jej murami chaosem.
Spotkanie Williama Schawa z kamieniarzami w 1598 roku zaowocowało
założeniem systemu lóż, z których każda obejmowała konkretny obszar. W lożach dokonywano tajemnych rytuałów opartych na sztuce zapamiętywania
oraz podtrzymywano średniowieczne rzemieślnicze tradycje w połączeniu z elementami renesansowych nauk. Ważną rolę odgrywały wzajemna pomoc,
braterstwo oraz bezwyznaniowa bogobojność. Jednak członkowie tych lóż
nie byli jeszcze wolnomularzami w takim sensie, jak rozumiemy to
dzisiaj: po pierwsze, nie stosowano jeszcze określenia "wolnomularz",
które było wówczas w Szkocji praktycznie nieznane; po drugie, ich
organizacja nie była scentralizowana; po trzecie, loże nadal były ściśle
powiązane z potrzebami pracujących kamieniarzy.
Przekształcenie szkockiego modelu lóż Schawa we współczesną masonerię
zaczęło się wraz z ich rozprzestrzenianiem się na południe do Anglii,
gdzie znano ich już pod wspólną nazwą wolnomularstwa uznanego.
Wolni i uznani masoni
Wolnomularze często oficjalnie mówią o sobie "wolni i uznani masoni",
jednak niewielu z nich rozumie, do czego tak naprawdę odnosi się słowo
"uznany". Co ciekawe, z przymiotników "wolny" i "uznany" to ten drugi
okazuje się dużo bardziej pomocny w odkrywaniu angielskich etapów
wczesnego rozwoju masonerii.
Oryginalnie angielskie słowo "freemason" ("wolnomularz") odnosiło się do
kamieniarza, który obrabiał "free stone" ("kamień ciosowy"), czyli
drobnoziarnisty piaskowiec lub wapień. W przeciwieństwie do mniej
wykwalifikowanych "ustawiaczy", którzy jedynie kładli ociosane kamienie
w odpowiednie miejsce ściany, zadaniem tych rzemieślników było nadawanie
kamieniom odpowiedniego kształtu. Wraz z upływem czasu słowo "freemason"
zaczęło odnosić się do każdego wyższego rangą rzemieślnika obrabiającego
kamień i ludzie nadal używali go w taki sam sposób nawet wówczas, kiedy
powstała znana nam dzisiaj masoneria -?to terminologiczna nieścisłość,
która sprawia historykom wiele trudności.
Bezpośrednich poprzedników współczesnych wolnomularzy można szukać w Anglii dopiero od momentu, w którym w historycznych dokumentach zaczęły
pojawiać się wzmianki o "uznanych masonach" lub tajemnej organizacji
znanej jako Uznanie. Wynika to ze znacznych podobieństw pomiędzy ich
rytuałami a rytuałami praktykowanymi przez członków lóż Schawa oraz
współczesnych wolnomularzy. Wraz z rozprzestrzenianiem się Uznania
wyciekało także coraz więcej informacji o "sekretach, które nigdy nie
mogą zostać spisane" -?dotyczyły one uznanych angielskich masonów,
którzy wkrótce sami zapracowali na miano wolnomularzy.
Wstrząsające wydarzenia, do jakich doszło podczas rządów Karola I, syna
króla Jakuba, odegrały ogromną rolę w rozprzestrzenianiu się lóż Schawa
w Anglii. Po tym, jak w 1638 roku doszło do sporu dotyczącego
modlitewnika, w Szkocji wybuchły wojny trzech królestw, które na dobre
zakończyły się dopiero w 1651 roku i sprawiły, że całe Wyspy Brytyjskie
zamieniły się w piekło. Z 7,5 miliona mieszkańców zabito około 800
tysięcy, a w Irlandii prawdopodobnie zginęło 40 procent przedwojennej
populacji. Wszystko to sprawia, że kamieniarska wersja hermetycznego
poszukiwania oświecenia za pośrednictwem symboli jeszcze wyraźniej jawi
się jako duchowy azyl.
Pochodzący z położonego w regionie West Midlands hrabstwa Staffordshire
Elias Ashmole został uznanym masonem w październiku 1646 roku -?relacja
przedstawiająca jego inicjację jest jednym z najstarszych opisów takich
ceremonii w Anglii. Istotne jest nie tylko miejsce tego wydarzenia, lecz
także to, co Ashmole musiał wówczas zrobić: jego inicjacja odbyła się w Warrington w hrabstwie Lancashire, niedaleko miejsca, w którym mieszkał
wówczas z teściami i dochodził do siebie po trudach służby w pokonanym
wojsku rojalistów. Przez większość wojen trzech królestw Lancashire było
zajęte przez szkocką armię, którą uważa się za jednego z głównych
propagatorów poglądów i praktyk szkockich lóż. (Rejestry edynburskiej
loży Schawa wskazują, że w maju 1641 roku masoni służący w szkockiej
armii w północnej Anglii przeprowadzali inicjacje oficerów walczących w wojnie domowej).
Dzięki swojemu stanowisku oficera artylerii Ashmole był wyjątkowo dobrym
kandydatem na masona. Członkowie loży świetnie znali dzieje Witruwiusza
i pamiętali, że w legionach Juliusza Cezara był specjalistą od broni
ciężkiej i konstruował oraz obsługiwał wszystkie typy machin
miotających. Dzięki swojej wiedzy o trajektoriach i innych aspektach tak
bardzo poważanej geometrii byli tak naprawdę honorowymi kamieniarzami.
Ashmole stał się człowiekiem o szerokich i (jak się obecnie wydaje)
wyjątkowo osobliwych zainteresowaniach. Był antykwariuszem badającym,
katalogującym i zbierającym wszystko, od starożytnych monet aż po
niezwykłe okazy zoologiczne; dziś najbardziej znany jest z tego, że jego
własność stała się podstawą kolekcji oksfordzkiego Ashmolean Museum.
Ashmole z wielkim oddaniem poświęcał się zgłębianiu heraldyki, a jego
obserwacje astrologiczne docenił nawet król Karol II. Ponadto badał on
magiczne symbole, alchemię i był przekonany, że jego intelektualne
zdolności są wynikiem ruchów Merkurego.
Takie właśnie ezoteryczne hobby przyciągały do lóż wysoko urodzonych
ludzi. Przykładowo Ashmole interesował się również różokrzyżem, co było
modne w przypadku sekretnych stowarzyszeń i osób zgłębiających wiedzę
okultystyczną. W połowie drugiej dekady XVII wieku kulturę europejską
zelektryzowały informacje z Niemiec, zgodnie z którymi odkryto tajemne i święte braterstwo powstałe wiele wieków wcześniej. Organizacja ta znana
była jako Zakon Braci Oświeconych Róży i Krzyża i zawdzięczała nazwę
swojemu założycielowi, mistykowi i lekarzowi Christianowi Rosenkreuzowi,
który podczas swoich podróży do Orientu posiadł wielkie tajemnice.
Różokrzyżowe pisma zawierały nowe spojrzenie na hermetyzm i chrześcijaństwo oraz ogłaszały nadejście nowej epoki duchowej.
Niestety, zakon różokrzyża nigdy nie istniał -?tak samo jak i jego
założyciel. Wszystko to było alegorią, a być może nawet zwykłą
mistyfikacją. Nie powstrzymało to jednak ludzi, którzy albo nadal
chcieli do tego zrzeszenia dołączyć, albo nadal interesowali się jego
założeniami. Być może niektórzy mężczyźni zasilający szeregi szkockich i angielskich lóż byli przekonani, że dołączają do zakonu różokrzyża lub
podobnej organizacji, a nawet jeżeli tak nie było, to mit różokrzyżowców
przydał masonerii jeszcze więcej symboliki. Przykładowo uważa się, że
rytuał śmierci i wskrzeszenia Hirama Abiffa ma swoje źródło w różokrzyżowej nekromancji.
Elias Ashmole (1617-1692).
Ashmole całe życie pozostał już uznanym masonem. W 1682 roku wziął
udział w spotkaniu uznanych masonów w Londynie. Opisał je w dzienniku
takimi słowami: "Miałem status starszego członka (przyjęto mnie już
trzydzieści pięć lat temu)" oraz "Wszyscy razem zjedliśmy obiad w tawernie Pod Półksiężycem przy ulicy Cheapeside, a ten zacny posiłek
został opłacony ze składek nowo przyjętych masonów".
Najbardziej szczegółowy opis działań przyjęcia -?i taki, który ukazuje
wyraźne podobieństwa do rytuałów wolnomularstwa -?pochodzi z rodzinnego
hrabstwa Ashmole'a, czyli Staffordshire. W 1686 roku Robert Plot,
profesor chemii na Uniwersytecie Oksfordzkim, opublikował pracę
dotyczącą tego regionu, której kilka stron poświęconych zostało uznanym
masonom. Profesor Plot nie należał co prawda do tej organizacji, ale był
nie tylko wykładowcą akademickim, lecz także kustoszem nowo powstałego
Ashmolean Museum, więc Ashmole mógł być źródłem jego informacji.
Plot był bardzo podejrzliwy wobec skrytości masonów i stwierdził, że
mają oni skłonność do snucia "intyrg" [sic!]. Pozyskał o nich jednak
wystarczająco wiele informacji, aby przedstawić istotne dowody. Uznani
masoni odbywali swoją inicjację "podczas zebrania lub, jak mówi się w niektórych miejscach, w loży, która musi składać się z co najmniej
pięciu lub sześciu starszych członków zakonu, których kandydaci
obdarowują rękawiczkami...". Jak wyjaśnił Plot, rytuał inicjacyjny "polega
przede wszystkim na przekazywaniu sobie pewnych tajemnych znaków, które
są znane członkom w całym kraju". Ponadto istniały dwa sposoby
dołączenia do organizacji: należało być albo kamieniarzem, albo dobrze
sytuowanym i poważanym człowiekiem, który został "zaakceptowany" lub
"uznany" -?stąd też pochodzi nazwa organizacji.
Wojny domowe nie były jednak jedynym czynnikiem zwiększającym
atrakcyjność lóż w Brytanii. Renesans narodził się we Włoszech w XV
wieku jako odpowiedź na potrzebę ponownego zgłębienia wiedzy klasycznej,
lecz w połowie XVII stulecia okazało się, że starożytność została już
prześcignięta. Czy Arystoteles rozpowszechniał swoją wiedzę za pomocą
drukowanych książek? Czy to Fenicjanie odkryli Amerykę? Czy legiony
Juliusza Cezara konstruowały armaty? Cały zastęp nowych technologicznych
nowinek, od mikroskopów, poprzez zegarki kieszonkowe, amunicję
muszkietu, aż po pompę powietrzną, nie tylko przewyższył wszystko, co
klasyczny świat miał do zaoferowania, lecz także gloryfikował
umiejętności i wiedzę ludzi, którzy te wynalazki konstruowali. To nowo
odkryte zamiłowanie do technologii zmniejszało przepaść między pracą
umysłową a praktycznym podejściem do życia -?to, że intelektualista może
nauczyć się czegoś od rzemieślnika, nie było już niczym niestosownym, a idea, zgodnie z którą Bóg był uważany za Wielkiego Architekta
Wszechświata, nie stanowiła już obraźliwej analogii.
Wraz ze zwiększającą się liczbą wysoko urodzonych mężczyzn zapraszanych
do lóż Schawa oraz zgromadzeń masonów uznanych pod koniec XVII i na
początku XVIII wieku na jaw wychodziły także kolejne informacje o rytuałach i poglądach tych organizacji. Same loże tworzyły coraz więcej
rejestrów i zaczęły nawet przelewać na papier "sekrety, które nigdy nie
mogą zostać spisane", aby mieć pod ręką instrukcje dla nowych członków.
Zarówno loże Schawa, jak i uznani masoni dysponowali tym samym zestawem
przeróżnych przysiąg, sekretnych znaków i mitów, które były bardzo
podobne do masońskich rytuałów opisywanych przez Johna Coustosa przed
obliczem lizbońskiej inkwizycji w 1743 roku i przeprowadzanych w dzisiejszych lożach masońskich. W ramach inicjacji należało złożyć
przysięgę pod karą "pogrzebania w miejscu, które podczas przypływu
pokrywa woda i o którym nikt się nie dowie", i trzeba było nauczyć się
kilku znaków, włącznie z gestem podcinania gardła oraz uściśnięcia
dłoni, czyli "tajnego znaku przekazywanego z ręki do ręki". Masoni
przyjęli także mityczną historię o korzeniach ich organizacji
sięgających czasów świątyni Salomona, nauczyli się dwóch słów kluczy:
Boaz i Jakin (nazw dwóch kolumn stojących u wejścia do świątyni).
Do tamtej pory wolnomularstwo rozwijało się powoli: około 1700 roku,
wiek po przełomowym spotkaniu Schawa ze szkockimi mistrzami sztuki
kamieniarstwa, organizacja cieszyła się już popularnością, lecz nadal
brakowało jej centralizacji i ciągle była powiązana z pracą kamieniarzy.
Poza granicami Szkocji przyjęta masoneria miała swoje istotne ośrodki w hrabstwach takich jak Staffordshire czy Cheshire oraz w miastach, na
przykład w Yorku czy Londynie.
Upływ czasu nie był jednak wystarczający, aby wykuć ostateczny kształt
wolnomularstwa. Przede wszystkim potrzeba było oczyszczającej
katastrofy, która wydarzyła się pamiętnego 2 września 1666 roku, a rozpoczęła się od iskry wznieconej w piekarni Thomasa Farrinera przy
Pudding Lane w Londynie. Wielki pożar trawił Londyn przez pięć dni, a jego odbudowa trwała pięćdziesiąt lat i wymagała pracy najlepszych
angielskich rzemieślników specjalizujących się w obróbce kamienia.
4
Londyn. Tawerna Gęś i Ruszt
Ceremonia zwieńczenia
Dwudziestego szóstego października 1708 niewielka grupa mężczyzn dotarła
na górny pomost rusztowania okalającego kopułę katedry Świętego Pawła,
która została właśnie pokryta doskonałą blachą ołowianą z Derbyshire.
Próbując złapać oddech, mężczyźni mogli też nacieszyć oczy nie lada
widokiem.
Daleko za bliźniaczymi zachodnimi wieżami katedry widniał majestatyczny
pałac Buckingham. Na północy można było dojrzeć zalesione wzgórza
rejonów Hampstead i Highgate. Jeśli mężczyźni spojrzeliby na wschód, w stronę morza, mogliby śledzić zakola Tamizy, na której tłoczyły się
statki i barki wypełnione bogactwami z Bostonu, Barbadosu czy Bengalu.
Co prawda na tej wysokości nie było słychać hałasu pobliskich ulic, ale
charakterystyczny dla Londynu fetor sadzy i tam wdzierał się do nozdrzy.
Ponadto miejsca, w których kończyły się otwarte obszary wiejskie i zaczynały się budynki -?czyli od ulicy Piccadilly na zachodzie oraz
dzielnicy White Chapel na wschodzie -?były zasnute kopalnianym dymem.
Niemniej ponad jego smugami górowały kościelne iglice i wieże, które
były znane tym mężczyznom tak dobrze jak twarze ich własnych dzieci:
kościół Świętej Brygidy przy Fleet Street ze swoją wąską pagodą,
geometryczna wieża kościoła Świętego Michała przy Crooked Lane z elegancko zakrzywionymi łukowatymi przyporami czy kościół St Benet's
Paul Wharf, którego wieży z czerwonej cegły wykończonej kamieniem oraz
zwieńczonej zgrabną kopułą i latarnią nie dało się pomylić z żadną inną.
Każdy kościół był nowy, każdy był wyjątkowy i każdy był niezwykłym
świadectwem Bożej chwały, umiejętności ludzi stojących na rusztowaniu i lat spędzonych przez nich na przywracaniu Londynu do życia po tym, jak w 1666 roku pochłonęło go piekło.
Widok na południową stronę katedry Świętego Pawła i innych kościołów
projektu Wrena w okresie narodzin współczesnej masonerii.
Reżyserem tego procesu wskrzeszenia był sir Christopher Wren: główny
architekt katedry i pięćdziesięciu innych kościołów uświetniających
miasto. Tego dnia Wren znajdował się w katedrze Świętego Pawła, ale
świadomy, że ma na karku siedemdziesiąt sześć lat, postanowił nie
wspinać się na szczyt rusztowania. Zamiast tego został na dole i czekał,
aż grupa, na której czele stanął jego syn, odprawi ceremonię zakończenia
budowy: krótki, acz uroczysty moment, kiedy do latarni zwieńczającej
katedralną kopułę dołożono ostatni kamień.
Położenie tego ostatniego kamienia przyniosło zupełnie uzasadnione
poczucie ukończenia pracy. I nie chodziło wyłącznie o to, że sir
Christopher Wren stał się pierwszym w historii architektem, który
nadzorował cały proces budowy katedry -?od początku do końca. Kilka
rodzin, w tym rodzina Wrena, odegrało kluczową rolę w historii nowej
katedry Świętego Pawła. Kiedy w czerwcu 1675 roku kładziono kamień
węgielny pod katedrę, syn Wrena Christopher miał zaledwie cztery
miesiące, a trzydzieści trzy lata później był już prawą ręką ojca i dostąpił zaszczytu przewodzenia ceremonii zwieńczenia. Podczas
pierwszego dnia budowy Wrenowi towarzyszył jego najbardziej zaufany
mistrz kamieniarstwa Thomas Strong, którego po śmierci zastąpił jego
młodszy brat Edward. Edward również brał udział w ceremonii zwieńczenia,
i to wraz z synem, także Edwardem, który był serdecznym przyjacielem
Christophera syna. To właśnie Edward syn odpowiadał za konstrukcję
latarni, która była wówczas kończona.
A jednak tych kilku mężczyzn stojących tego dnia na rusztowaniu łączyło
coś więcej niż tylko rodzina, przyjaźń i pokolenie pracy nad wspólnym
przedsięwzięciem. W dzienniku rodziny Wrenów uwieczniono ten moment dla
potomnych i zaznaczono, że ta niewielka grupka na rusztowaniach składała
się z masonów: "Najwyższy lub też ostatni kamień na szczycie latarni
został położony rękami syna inspektora Christophera Wrena, zastępującego
swojego ojca, w obecności tego wspaniałego rzemieślnika, pana Stronga,
jego syna oraz innych wolnych i uznanych masonów zatrudnionych przy
budowie". Wolnych i uznanych masonów. Strongowie należeli zatem do
masonów uznanych. Kiedy Edward Strong zmarł w 1724 roku, jedna z gazet
opisała go jako "jednego z najstarszych kamieniarzy i WOLNOMULARZY w Anglii", a następnego roku jego syn znalazł się już na liście członków
loży masońskiej, która spotykała się w Greenwich.
Ojciec i syn Wrenowie również byli masonami uznanymi. Sir Christopher
został "zaakceptowany jako brat" 18 maja 1691 roku podczas "wielkiego
zebrania braterstwa uznanych masonów w katedrze Świętego Pawła", a po
jego śmierci w kilku gazetach opisano go jako wolnomularza, co -?biorąc
pod uwagę, że bezsprzecznie nie był on kamieniarzem -?oznaczało, że
należał do wolnomularzy uznanych. W przypadku jego syna nie było już
wątpliwości: w 1729 roku został mistrzem swojej loży.
Wiemy również, że w odbudowie Londynu brali udział także inni masoni
uznani. Thomas Wise (1618-1685) był mistrzem kamieniarstwa, który
kilkakrotnie pomagał przy budowie katedry Świętego Pawła na wczesnym
etapie prac i wiadomo, że przewodniczył spotkaniu masonów uznanych w 1682 roku. John Thompson (?-1700) był masonem uznanym, który pracował
przy kilku kościołach zaprojektowanych przez Wrena, włącznie z kościołami Świętego Wedasta, St Mary-le-Bow oraz Wszystkich Świętych
przy Lombard Street.
Jako architekci Wrenowie byli w oczywisty sposób związani z mistrzami
kamieniarstwa stanowiącymi fundamenty zrzeszenia wolnomularzy uznanych,
ale akceptowano tam także inne znamienite osoby publiczne, których z przemysłem budowlanym nic nie łączyło. W 1708 roku, czyli w tym roku, w którym odbyła się ceremonia zwieńczenia na szczycie katedry Świętego
Pawła, został sporządzony dokument dotyczący życia w Londynie i to w nim
nazwano organizację masonów uznanych "braterstwem wielu przedstawicieli
szlachty i ziemiaństwa".
Masoni uznani rozpoczęli swoją londyńską historię jako część Kompanii
Muratorów: w dokumentach Kompanii sięgających 1630 roku przyjęcie jest
kilkakrotnie wspominane. Londyńska Kompania Muratorów była jedną z niewielu kamieniarskich gildii -?założono ją w połowie XIV wieku i od
1481 roku jej członkowie mogli nosić liberię. Jednak w przeciwieństwie
do gildii innych fachów był to klub dostępny dla elity przemysłu
budowlanego i przyjmowano tam wyłącznie wybranych rzemieślników. Do
londyńskich masonów uznanych można było dołączyć, tylko jeżeli otrzymało
się zaproszenie, a i tak nie było to tanie przedsięwzięcie: opłaty były
dwukrotnie wyższe niż te za dołączenie do samej Kompanii Muratorów,
które już były wysokie. Jeden z najważniejszych historyków wczesnej
masonerii opisał Uznanie jako "ekskluzywny element znajdujący się
wewnątrz Kompanii Muratorów", a pod koniec XVII wieku ugrupowanie to
stało się już niezależnym organem.
W Londynie masoni uznani byli więc elitą elit i Strongowie świetnie tam
pasowali. Edward ojciec odziedziczył po własnym ojcu (który także był
kamieniarzem) kamieniołomy w dwóch hrabstwach, a oprócz zysków z kamieniołomów Strongowie otrzymywali również godziwe zapłaty za duże
zlecenia przy budowie katedry Świętego Pawła i innych kościołów projektu
Wrena, do których zatrudniali wielu innych kamieniarzy. Brali oni udział
także w innych prestiżowych projektach, między innymi w budowie szpitala
Królewskiej Marynarki Wojennej w Greenwich oraz należącej do rodziny
Churchilla posiadłości Blenheim Palace w hrabstwie Oxfordshire.
Strongowie byli zresztą bardzo bogaci: rząd niezbyt dobrze radził sobie
z opłacaniem na czas przedsiębiorców, więc często musieli oni sami z góry przeznaczać duże sumy pieniędzy na płace robotników i materiały.
Raz nawet to oni udzielili rządowi pożyczki, dzięki której można było
kontynuować pracę przy katedrze Świętego Pawła. Krótko mówiąc,
Strongowie w ogóle nie przypominali skromnych średniowiecznych
rzemieślników rodem z masońskich legend -?podobnie jak inni uznani
wolnomularze zgromadzili duże bogactwo zasilane państwowymi pieniędzmi
inwestowanymi w odbudowę stolicy Anglii po pożarze.
Ceremonia zwieńczenia na szczycie katedry Świętego Pawła była początkiem
końca rekonstrukcji Londynu -?oraz funduszy. Duża część tych pieniędzy
pochodziła z podatków od węgla, czyli tego samego paliwa, którego dym
przesłaniał widok z katedralnej kopuły. Ostatni z trzech rządowych
podatków od węgla kończył się we wrześniu 1716 roku i budżet
przeznaczony na odbudowę miasta wyczerpał się na początku następnego
roku -?oznaczało to, że proces przywracania Londynu do życia również
został ukończony.
Londyńscy wolnomularze uznani bez wątpienia byli ekskluzywną i prestiżową organizacją, lecz pozostawali także relatywnie nieznani.
Ukończenie rekonstrukcji Londynu przyspieszyło natomiast rozwój
wydarzeń, które przekształciły ją w najsłynniejsze tajne stowarzyszenie
na świecie.
Christopher Wren, oprócz tego, że był geniuszem, był także bardzo
ujmującym człowiekiem. Miał spokojne usposobienie, był lojalny wobec
przyjaciół, oddany pracy i w zupełności nieskalany korupcją, co w osiemnastowiecznej Anglii oznaczało, że był o krok od świętości. Można
by więc ukazać go jako ucieleśnienie ideałów wolnomularstwa, lecz był
już w podeszłym wieku, wykonał swoją pracę i stał się kuszącym celem
politycznym. W kwietniu 1718 roku został pozbawiony stanowiska
królewskiego inspektora, które zajmował głównie w uznaniu za całokształt
pracy; zastąpiono go kimś, kto był korzystniejszym kandydatem z perspektywy politycznej i kto po przejęciu jego funkcji postawił mu
poważne zarzuty niegospodarności.
Problem Wrena nie polegał jednak tylko na tym, że skończono pobór
podatku od węgla: co gorsza, architekt znalazł się po niewłaściwej
stronie ówczesnego politycznego rozłamu. Brytyjska historia w XVII i XVIII wieku kręciła się wokół kwestii religii oraz koneksji parlamentu z monarchią, co stało się oczywiste od czasu tak zwanej chwalebnej
rewolucji przeprowadzonej w latach 1688-1689. Jakub II z dynastii
Stuartów doczekał się katolickiego syna z katolicką żoną i marzył, aby w jego kraju zaczęto naśladować absolutyzm rodem z katolickiej Europy,
gdzie król miał nieograniczoną władzę pochodzącą od Boga. Dlatego też
podczas chwalebnej rewolucji ci, którym katolicyzm i absolutyzm były nie
w smak, zdetronizowali Jakuba, a tron przekazali jego protestanckiej
córce Marii oraz jej holenderskiemu mężowi Williamowi, który również był
protestantem. Od tego czasu panujący monarchowie mogli ustanawiać prawo
wyłącznie po otrzymaniu zgody parlamentu. Jednak nawet po chwalebnej
rewolucji niepokoje na tle religijno-politycznym wciąż trwały i stały
się przedmiotem konfliktu pomiędzy torysami a wigami.
Torysi byli zwolennikami władzy monarchicznej i Kościoła anglikańskiego,
a częściowo popierali także katolików i jakobitów -?chcieli bowiem, aby
na tronie zasiadł katolicki syn Jakuba II. Dekady, które nadeszły po
chwalebnej rewolucji, były więc naznaczone serią jakobickich powstań.
Wigowie byli natomiast zwolennikami monarchii zależnej od parlamentu
oraz tolerancji religijnej w anglikańskim kraju, w którym panuje
protestancki monarcha.
Starcie między tymi dwiema partiami osiągnęło apogeum, kiedy w 1714 roku
królowa Anna zmarła, nie pozostawiając żadnego potomka. Anna pochodziła
z dynastii Stuartów, była konserwatywną anglikanką oraz sympatyzowała z torysami. Jedynym możliwym protestanckim kandydatem do objęcia tronu był
Jerzy, niemiecki książę elektor Hanoweru, który był luteraninem i zagorzałym wigiem. Kiedy zasiadł na tronie i zapoczątkował tym samym
dynastię hanowerską, wigowie zaczęli bezkompromisowo przejmować władzę.
Dopilnowali przede wszystkim tego, aby torysi nie zajmowali żadnych
ważnych stanowisk w służbie cywilnej, armii, na uniwersytetach czy w Kościele. Sir Christopher Wren znalazł się w ogniu krytyki właśnie
dlatego, że był znanym torysem: jego rodzina była lojalna wobec dynastii
Stuartów, odkąd jego ojciec służył Karolowi I jeszcze przed wojnami
domowymi. Oskarżenia pod adresem Wrena zostały odrzucone rok później, a jego następca, który był wigiem, został zwolniony pod zarzutami korupcji
i niekompetencji -?niemniej ujawniony został słaby punkt wielkiego
architekta.
Ta drastyczna zmiana w układzie sił między torysami a wigami w połączeniu z zakończeniem odbudowy Londynu przerwała sieć patronatu
torysów, dzięki któremu przedsiębiorcy z londyńskiego zrzeszenia masonów
uznanych przez ostatnie pięćdziesiąt lat gromadzili wielkie majątki.
Nadszedł czas, aby to wigowie przejęli kontrolę i przekształcili swoją
organizację we własną sieć patronatu.
Doktor Desaguliers
Piwiarnia Gęś i Ruszt znajdowała się przy ciągnącej się wzdłuż
południowej strony katedry ulicy St Paul's Churchyard; położone przy
niej tawerny i księgarnie stanowiły centrum kulturalnego życia Londynu
jeszcze na długo przed wielkim pożarem. Gospoda Gęś i Ruszt wyjątkowo
przypadła do gustu masonom wolnym i uznanym i choć brakuje dokumentów,
które mogłyby rozwiać wszystkie wątpliwości, bardzo możliwe, że to
właśnie tam sir Christopher Wren w 1691 roku został "uznany".
Dwudziestego czwartego czerwca 1717 roku, w dniu Świętego Jana
Chrzciciela, członkowie różnych lóż masońskich zebrali się w piwiarni
Gęś i Ruszt. Każda z lóż brała swoją nazwę od tawerny, w której się
spotykano, a więc były tam gospody Pod Koroną przy Parker's Lane,
znajdującej się niedaleko Drury Lane, Pod Jabłonką przy Charles Street w dzielnicy Covent Garden, Szklanica i Winogrona przy ulicy Channel Row w dzielnicy Westminster oraz, rzecz jasna, Gęś i Ruszt.
Głównym punktem spotkania było przyznanie Anthony'emu Sayerowi, niczym
niewyróżniającemu się księgarzowi, nowego stanowiska w strukturach
masonerii, czyli pozycji wielkiego mistrza. Następstwa tego zebrania
były kolosalne: pojawiła się Wielka Loża, która rościła sobie prawo do
ustanawiania praw dla całego braterstwa. Historia współczesnego
wolnomularstwa zaczyna się właśnie tego dnia w 1717 roku -?w 2017 roku
masoni na całym świecie świętowali trzechsetlecie swojej organizacji.
To słynne spotkanie w tawernie Gęś i Ruszt było punktem zwrotnym w historii masonerii -?i właśnie dlatego zaskakujące jest, że wiemy o nim
tak mało. Nie pozostały po nim żadne materialne ślady: Gęś i Ruszt i trzy inne tawerny, w których spotykały się loże, już od dawna nie
istnieją. Co jeszcze dziwniejsze, masoni, którzy zazwyczaj skrzętnie
dokumentują swoje działania, nie mają żadnych protokołów ze spotkania.
Jak zaraz się przekonamy, istnieją podstawy, aby podejrzewać, że
zebranie próbowano ukryć. Lata pomiędzy rokiem 1717 a 1723 były
najważniejszymi, a mimo to najbardziej enigmatycznymi w całej historii
masonerii, więc należy przyjrzeć się im pod historycznym mikroskopem.
Narodziny Wielkiej Loży miały miejsce akurat wówczas, kiedy skończyły
się pieniądze na odbudowę Londynu i kiedy rozpoczęły się rządy wigów.
Ludzie, którzy utworzyli Wielką Lożę, byli ambitni, poważani, zaradni -
i wszyscy byli wigami. Wiele informacji można zyskać, przypatrując się
najważniejszemu z nich, czyli mężczyźnie stojącemu za spotkaniem w tawernie Gęś i Ruszt: doktorowi Johnowi Theophilusowi Desaguliersowi.
Doktor Desaguliers odegrał kluczową i trwałą rolę w kształtowaniu
historii, rytuałów i wartości wolnomularstwa. Nie tylko był jednym z głównych twórców Wielkiej Loży, lecz także wpisał w spotkania lóż
edukacyjne wykłady i przyczynił się do założenia funduszu zapomogowego
Wielkiej Loży; podczas swoich podróży szerzył również idee masonerii w Europie kontynentalnej.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki