Masło - Asako Yuzuki

Kup ebooka

49.90 zł
38.92 zł (29,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

...

Rika na­prawdę za­zdro­ściła sie­dzą­cemu te­raz przed nią z bez­tro­skim uśmie­chem Ry­?su­kemu. Roz­gry­zła już, dla­czego wy­gląda na wy­po­czę­tego i jak to moż­liwe, że jego skóra ma taki zdrowy po­łysk. W jej fir­mie to wła­śnie starsi ko­le­dzy pre­zen­to­wali się naj­le­piej. Byli prze­mę­czeni, ale więk­szość z nich miała żony, które nie pra­co­wały. Rika sama ni­gdy nie wi­działa się w domu, ale wie­działa, jak ważna jest rola go­spo­dyń do­mo­wych w utrzy­ma­niu ro­dziny. To one co wie­czór cier­pli­wie usu­wają wszel­kie brudy, które na­gro­ma­dziły się w ciągu dnia w ich part­ne­rach, a które nie­ru­szane, po­zo­sta­wione same so­bie, ku­mu­lują się do tego stop­nia, że pew­nego dnia za­czy­nają wy­że­rać czło­wieka od środka. W ze­szłym mie­siącu je­den z jej ko­le­gów nie­spo­dzie­wa­nie zmarł; był ka­wa­le­rem, miesz­kał sam. Rika nie­wiele się od niego róż­niła. My­ślała o tym czę­sto, przy­po­mi­na­jąc so­bie wła­sne miesz­ka­nie, wy­zię­bione i nie­sprzą­tane od ty­go­dni.

- Na­stęp­nym ra­zem przyjdź do nas z chło­pa­kiem. Nie mie­li­śmy oka­zji po­znać Ma­koto.

Prawda, przy­naj­mniej miała chło­paka - Rika nie­mal się ro­ze­śmiała na tę nie­spo­dzie­waną pro­po­zy­cję Re­iko. Ma­koto Fu­ji­mura pra­co­wał w re­dak­cji li­te­ra­tury pięk­nej. Do­stali się do firmy w tym sa­mym roku; za­czy­nali od przy­ja­ciel­skiej re­la­cji i pew­nie dla­tego omi­nęła ich faza mo­tyli w brzu­chu. W ty­go­dniu mi­jali się na ko­ry­ta­rzach, a je­śli się udało, to raz w mie­siącu spę­dzali wspól­nie noc. Taki dy­stans był im jed­nak na rękę.

- Rika, go­tu­jesz cza­sem? - do­py­ty­wała Re­iko. - Dbasz o sie­bie? Wy­daje mi się, że znów schu­dłaś. Czy­ta­łam nie­dawno, że współ­cze­sne ko­biety od­ży­wiają się mniej ka­lo­rycz­nie niż te w po­wo­jen­nej Ja­po­nii.

- Nic dziw­nego. Brak mi czasu i sił na go­to­wa­nie. Na­wet nie mam garnka do ryżu. Przez więk­szość wie­czo­rów za­ba­wiam po­li­ty­ków na ko­la­cjach albo prze­pro­wa­dzam wy­wiady.

- Na tych ko­la­cjach pew­nie ser­wują ta­kie spe­cjały, o ja­kich nam się na­wet nie śniło! - wy­krzyk­nął Ry­?suke.

Rika nie­chęt­nie wró­ciła my­ślami do nie­daw­nej nocy i dłu­gich go­dzin spę­dzo­nych w re­stau­ra­cji w Gin­zie, gdzie była trak­to­wana jak ho­stessa od na­le­wa­nia al­ko­holu i za­ma­wia­nia po­traw. Więk­szość po­li­ty­ków prę­dzej czy póź­niej wpa­dała w po­dobny stan wy­god­nego "nie­zro­zu­mie­nia" - czy ta dzien­ni­karka szuka ze mną kon­taktu dla­tego, że chce zro­bić wy­wiad, czy może dla­tego, że jej się po­do­bam? Na samo wspo­mnie­nie gra­tin - z po­rami tak de­li­kat­nymi, że roz­pły­wały się w ustach - zgorzk­niał, więc Rika zmie­niła te­mat.

- Nie znam się na kuchni - rzu­ciła. - Mam pod­nie­bie­nie jak nie­mowlę. Wy­star­czą mi go­towy lunch z pu­dełka i curry z sie­ció­wek.

Ni­gdy nie in­te­re­so­wała się kuch­nią ani modą. Była jed­nak dość wy­soka, więc żeby w oczach in­nych nie wy­da­wać się zbyt duża, dbała o to, żeby jej waga nie prze­kro­czyła pięć­dzie­się­ciu ki­lo­gra­mów. Po­dej­ście to prze­jęła po matce, wiel­kiej es­tetce. Rika nie ja­dała wie­czo­rami. Pa­mię­tała o tym, żeby na pro­szo­nych ko­la­cjach się­gać tylko po wa­rzywa i zupę, choć na stole czę­sto znaj­do­wały się wy­kwintne da­nia. W kon­bini[2], które od­wie­dzała re­gu­lar­nie rano i wie­czo­rem, przed pracą i po niej, wy­bie­rała jo­gurty, sa­łatki, ma­ka­ron szklany. Nie miała czasu cho­dzić na si­łow­nię, ale gdy tylko mo­gła, po­ru­szała się pie­szo. Choć sama nie uwa­żała się za szcze­gól­nie uro­dziwą, dzięki smu­kłej syl­wetce czę­sto sły­szała kom­ple­menty i do­brze się pre­zen­to­wała na­wet w przy­pad­ko­wych ciu­chach, do­bie­ra­nych szybko i na chy­bił tra­fił w naj­zwy­klej­szych skle­pach odzie­żo­wych. W jej branży wy­gląd ze­wnętrzny za­pew­niał przy­wi­leje. Wą­skie oczy i po­cią­gła chło­pięca twarz spra­wiały, że w li­ceum dziew­częta wy­sy­łały jej wa­len­tynki.

- A ja my­ślę, że masz cał­kiem do­bry smak, Riko. Mi­saki za­wsze mi po­wta­rza, że nie miała czasu dla cie­bie go­to­wać, ale na tyle, na ile mo­gła, da­wała ci to, co naj­lep­sze. Sa­motna matka, a tak wiele zro­biła dla córki... Nie to, co moi ro­dzice.

Re­iko mó­wiła matce Riki po imie­niu - Mi­saki. Ro­dzice Riki roz­stali się, gdy ta po­szła do gim­na­zjum, do szkoły dla dziew­cząt po­łą­czo­nej z li­ceum. Jej matka po­trak­to­wała to jako oka­zję, by zo­stać wspól­niczką w skle­pie przy­ja­ciółki. Oj­ciec nie pła­cił ali­men­tów i nie mo­gły li­czyć na to, że bę­dzie par­ty­cy­po­wał fi­nan­sowo w ży­ciu Riki, więc matka pra­co­wała od rana do wie­czora, sie­dem dni w ty­go­dniu. Ni­gdy nie czuła się pew­nie w kuchni, ale Rika pa­mię­tała, że po odej­ściu ojca na ich stole czę­sto po­ja­wiały się nowe, co­raz bar­dziej uroz­ma­icone po­trawy. Pew­nego dnia wy­raź­nie prze­mę­czona Mi­saki za­py­tała ją: "Ko­cha­nie, czy od te­raz mo­gła­byś mi po­ma­gać w domu?", a ona przy­jęła tę prośbę z en­tu­zja­zmem. Za­nim mama wró­ciła z pracy, Rika zwy­kle zdą­żyła po­sprzą­tać i włą­czyć pra­nie, na­sta­wić ryż i ugo­to­wać pro­stą zupę. Po ósmej mama zja­wiała się ze świe­żymi za­ku­pami i ra­zem sia­dały do stołu. Nie było może wy­ra­fi­no­wa­nej do­mo­wej kuchni, ale nie było też na­pię­tej at­mos­fery, jak wtedy, gdy miesz­kał z nimi oj­ciec. Nie­rzadko de­cy­do­wały się zjeść coś w po­bli­skich ta­nich re­stau­ra­cjach. Rika z sym­pa­tią wspo­mi­nała ten czas, bo czuła się jak na szkol­nym obo­zie, a świa­do­mość, że jej matka na niej po­lega, do­da­wała jej pew­no­ści sie­bie.

Tak wy­glą­dało ich ży­cie aż do dnia, gdy jako dwu­dzie­sto­dwu­latka wy­pro­wa­dziła się z domu. Za­rzą­dzany przez Mi­saki sklep pro­spe­ro­wał, co­raz czę­ściej zda­rzały się jej wy­jazdy za gra­nicę po nowe to­wary i Rika za­częła spę­dzać co­raz wię­cej czasu u dziad­ków w dziel­nicy Oku­sawa - ale jej re­la­cje z matką się nie po­psuły. Omi­nął ją okres buntu, sama zde­cy­do­wała, na ja­kie pój­dzie stu­dia, jaką wy­bie­rze ka­rierę, i re­ali­zo­wała te plany. Jej cią­gle za­pra­co­wana matka prze­kro­czyła sześć­dzie­siątkę i wła­śnie otwie­rała ko­lejny sklep w Jiy­?ga­oce. Nie roz­ma­wiały otwar­cie, ale Rika wie­działa, że mama ma no­wego part­nera.

Na stu­diach Re­iko czę­sto od­wie­dzała Rikę i Mi­saki w Ha­ta­no­dai, przy­no­siła różne drobne przy­smaki i go­to­wała dla wszyst­kich. Obie z mamą były pod ogrom­nym wra­że­niem ku­li­nar­nych ta­len­tów Re­iko i nie mo­gły się jej na­chwa­lić. Na­wet naj­prost­sze po­trawy - spa­ghetti czy ryż z zie­loną her­batą - po­tra­fiła pod­ra­so­wać do­da­niem star­tej skórki yuzu lub pla­ster­kiem cy­tryny ma­ry­no­wa­nej w soli. Jej da­nia chciało się jeść długo i z na­masz­cze­niem.

Re­iko była je­dyną córką wła­ści­cieli miesz­czą­cego się w Ka­na­za­wie ho­telu z tra­dy­cjami. Na pierw­szy rzut oka de­li­katna, w środku skry­wała bun­tow­ni­czą na­turę i miała za­sad­ni­cze po­glądy. Od naj­młod­szych lat przy­wy­kła do ro­dzi­ców, któ­rzy żyli wpraw­dzie pod jed­nym da­chem, ale nie­mal osobno - oboje otwar­cie przy­zna­wali się do po­sia­da­nia part­ne­rów i nie oka­zy­wali córce więk­szego za­in­te­re­so­wa­nia. Mała Re­iko więk­szość ży­cia spę­dziła ze słu­żącą, ogrom­nie uta­len­to­waną ku­charką, a "do­mowa kuch­nia" ozna­czała dla niej te­rinę w ele­ganc­kich pla­ster­kach i stół za­sta­wiony ma­leń­kimi na­czy­niami z por­cyj­kami o ide­al­nie wy­li­czo­nych ka­lo­riach. "Jak będę miała kie­dyś wła­sne dziecko, bę­dziemy ra­zem piec i go­to­wać - po­wta­rzała jak man­trę. - Już za­czy­nam ba­dać, ja­kie po­trawy będą dla ma­lu­cha naj­lep­sze i naj­smacz­niej­sze".

Rika i Re­iko do­ra­stały w śro­do­wi­skach bar­dzo róż­nych, ale po­łą­czył je brak za­ufa­nia do in­sty­tu­cji ty­po­wej ro­dziny. Być może dla­tego, gdy pierw­szego dnia stu­diów ich spoj­rze­nia się skrzy­żo­wały, po­sta­no­wiły ze sobą po­roz­ma­wiać.

Te­raz oczy Re­iko aż skrzyły się z cie­ka­wo­ści.

- Opo­wiedz coś wię­cej o swo­jej pracy - po­pro­siła. - Wspo­mi­na­łaś, że wy­sła­łaś do Ma­nako Ka­jii prośbę o wy­wiad. I co?

Ma­nako Ka­jii była oskar­żoną w spra­wie se­ryj­nych mor­derstw, które od kilku lat wstrzą­sały opi­nią pu­bliczną. Po­sta­wiono jej za­rzuty za­bój­stwa trzech męż­czyzn i wy­łu­dze­nia znacz­nej sumy pie­nię­dzy od spo­rej grupy ofiar, do któ­rych zbli­żała się za po­śred­nic­twem por­talu ma­try­mo­nial­nego. Lu­dzie osza­leli na punk­cie jej bloga o luk­su­so­wej kuchni, który pro­wa­dziła nie­mal do chwili aresz­to­wa­nia. Roz­pi­sy­wała się w nim o je­dze­niu - jej hobby było pró­bo­wa­nie ulicz­nych przy­sma­ków, kosz­to­wa­nie spe­cja­łów z da­le­kich stron, po­dobno sama rów­nież świet­nie go­to­wała. Me­dia nie nu­dziły się te­ma­tem Ka­jii, na­wet gdy sie­działa już za­mknięta w aresz­cie śled­czym w To­kio.

Sprawa Ka­jii nie da­wała Rice spo­koju. W cza­sie gdy pierw­sze za­bój­stwa wy­cho­dziły na jaw, pra­co­wała w in­nym ze­spole i nie miała oka­zji wziąć udziału w dzien­ni­kar­skim śledz­twie. Ale owa hi­sto­ria tkwiła jej w gło­wie, a te­raz sama była już w wieku Ka­jii, gdy ta zo­stała za­trzy­mana. Re­la­cje wy­bor­cze, w któ­rych przy­go­to­wa­nie była za­an­ga­żo­wana, do­bie­gały już końca, więc nie­ba­wem bę­dzie mo­gła się za­jąć te­ma­tami, które ją po­cią­gały.

- Ka­ji­mana to do­piero jest żar­łoczna. - Ry­?suke na­zwał po­dej­rzaną prze­zwi­skiem, które nadały jej me­dia. - Taka gru­ba­ska! Dzi­wię się, jak temu pro­sia­kowi uda­wało się na­cią­gać tych wszyst­kich fa­ce­tów. My­śli­cie, że to tylko dla­tego, że tak świet­nie go­tuje?

Rika aż się wzdry­gnęła na wi­dok zmarsz­czo­nych gniew­nie brwi Re­iko. Przy­ja­ciółka była wy­czu­lona na wszel­kie sek­si­stow­skie tek­sty, dla­tego Ry­?suke rzadko so­bie na nie po­zwa­lał. Nar­ra­cja o "gru­ba­sce" kró­lo­wała w me­diach i nic dziw­nego, że lu­dzie ją po­wta­rzali. Spo­łe­czeń­stwo nie mo­gło przejść do po­rządku dzien­nego nad fak­tem, że ko­bieta, która wo­dziła tylu męż­czyzn za nos, a na sali są­do­wej no­siła się iście po kró­lew­sku, nie była ani młoda, ani - obiek­tyw­nie rzec bio­rąc - piękna. Rika pa­mię­tała jej zdję­cia, oskar­żona wa­żyła zde­cy­do­wa­nie po­nad sie­dem­dzie­siąt ki­lo­gra­mów.

- In­te­re­suje mnie nie tyle spo­sób, w jaki Ma­nako Ka­jii do­ko­nała swo­ich zbrodni - po­wie­działa - ile całe tło spo­łeczne, które do­pro­wa­dziło do tego nie­szczę­ścia... Mam wra­że­nie, że ofiary, sama Ka­ji­mana i wszy­scy męż­czyźni, któ­rych oszu­ki­wała, nie­na­wi­dzą ko­biet. Nie wiem tylko, czy nasz ty­go­dnik, który czy­tają przede wszyst­kim fa­ceci, to od­po­wied­nie miej­sce na pu­bli­ka­cję. Wy­sła­łam już kilka li­stów do Ka­jii, ale nie do­cze­ka­łam się od­po­wie­dzi. Dwa razy po­je­cha­łam do aresztu, ale nie miała ochoty się ze mną spo­tkać.

"By­łem sa­motny tak długo, że przyjmę na­wet brzy­dulę, byle tylko opie­ko­wała się mną na stare lata".

"Każda bę­dzie do­bra, niech tylko go­tuje i dba o dom".

"Może jest gruba, ale to praw­dziwa księż­niczka. Taka nie­winna i ete­ryczna, jak z in­nego świata".

Te zda­nia pa­dły z ust trzech za­mor­do­wa­nych męż­czyzn w obec­no­ści ich bli­skich w ostat­nich dniach przed śmier­cią. Wszy­scy trzej w ja­kiś spo­sób po­le­gali na Ka­jii, a ona wy­ko­rzy­stała to przy­wią­za­nie, żeby wy­cią­gnąć od nich po­kaźne kwoty. Co cie­kawe, męż­czyźni ci re­gu­lar­nie wy­po­wia­dali się też o niej w dość nie­po­chlebny spo­sób. W są­dzie pro­ku­ra­tura zi­gno­ro­wała kwe­stię alibi i pre­zen­to­wane do­wody, skon­cen­tro­wała ataki na wąt­pli­wej mo­ral­no­ści Ka­jii, roz­prawy krę­ciły się więc w kółko, bez prze­ko­nu­ją­cego fi­nału. Sprawa Ka­jii po­dzie­liła w dys­ku­sjach przed­sta­wi­cieli obu płci. Je­den z uzna­nych ko­men­ta­to­rów spo­łecz­nych mu­siał wręcz pu­blicz­nie prze­pro­sić za wy­po­wiedź uznaną przez wiele osób za dys­kry­mi­nu­jącą i mi­zo­gi­niczną.

- Pa­mię­ta­cie, jak się na­zy­wał ten ostatni za­mor­do­wany? Taki słynny in­ter­ne­towy otaku? Za­nim wpadł pod po­ciąg, zjadł gu­lasz wo­łowy, który ugo­to­wała mu Ka­jii. Je­stem cie­kawa, czy na­uczyła się go ro­bić w tej szkole ku­li­nar­nej... Za­raz, na­zy­wała się chyba Sa­lon de Miy­uko?

Po tym py­ta­niu można było po­znać, że Re­iko rów­nież uważ­nie śle­dzi do­nie­sie­nia w ga­ze­tach i in­ter­ne­cie. Za­wsze sta­rała się wy­ro­bić so­bie zda­nie na różne te­maty, lu­biła się uczyć, a na stu­diach do­sta­wała naj­wyż­sze noty; do ostat­niej chwili wa­hała się, czy zo­stać na uczelni.

Sa­lon de Miy­uko pro­wa­dziła ma­dame Miy­uko Sa­sa­zuka, mał­żonka szefa Sa­sa­zuki ze słyn­nej fran­cu­skiej re­stau­ra­cji Bal­zac w Ni­shi-Azabu. W dni, gdy re­stau­ra­cja była za­mknięta, ma­dame za­pra­szała do kuchni zna­jome i zna­jome zna­jo­mych. Kur­santki nie tylko zy­ski­wały do­stęp do re­stau­ra­cyj­nego za­ple­cza, ale rów­nież mo­gły do woli ko­rzy­stać z pro­fe­sjo­nal­nych przy­bo­rów i roz­ma­itych przy­praw, a także naj­śwież­szych, naj­wyż­szej ja­ko­ści skład­ni­ków. Za­ję­cia od­by­wały się trzy razy w mie­siącu, a jedno spo­tka­nie kosz­to­wało nie­przy­zwo­ite pięt­na­ście ty­sięcy je­nów od osoby; je­śli któ­raś z pań ży­czyła so­bie uczęsz­czać na kurs cały rok, mu­siała wy­ło­żyć aż pięć­set ty­sięcy. Uczest­nic­two w lek­cjach nie za­pew­niało żad­nego cer­ty­fi­katu ani nie gwa­ran­to­wało ka­riery w ga­stro­no­mii. Była to je­dy­nie roz­rywka dla bar­dzo za­moż­nych go­spo­dyń do­mo­wych i ma­jęt­nych sin­gie­lek. Je­den ze zmar­łych opła­cał lek­cje Ma­nako Ka­jii jesz­cze na dwa mie­siące przed jej za­trzy­ma­niem. Na­le­żała do naj­pil­niej­szych uczen­nic; w in­ter­ne­cie z ła­two­ścią można było od­na­leźć gru­powe zdję­cie z za­jęć, na któ­rym wi­dać ją wraz z in­nymi kur­sant­kami. W opię­tej kre­acji, która bar­dziej nada­wa­łaby się na randkę niż do kuchni, Ka­jii od­sta­wała od szy­kow­nych ko­le­ża­nek w gu­stow­nych ubra­niach. Za­ję­cia zo­stały tym­cza­sowo wstrzy­mane, od­kąd dzien­ni­ka­rze za­częli oku­po­wać bu­dy­nek.

- Czy­ta­łam, że ten męż­czy­zna przed śmier­cią na­pi­sał do matki: "Dziew­czyna ugo­to­wała mi pyszny gu­lasz" - kon­ty­nu­owała Re­iko. - Ad­wo­kat Ka­jii cy­to­wał to w są­dzie. Po­da­wał w wąt­pli­wość, czy ko­bieta, która z taką tro­ską go­tuje dla part­nera, mo­głaby chwilę póź­niej we­pchnąć go pod po­ciąg. Rika, mam po­mysł! W na­stęp­nym li­ście po­proś ją o prze­pis na ten gu­lasz. My­ślę, że wtedy ze­chce się z tobą spo­tkać.

Rika za­mru­gała. Ni­gdy wcze­śniej nie przy­szło jej to do głowy. Ale gdy Re­iko pra­co­wała w dziale pro­mo­cji, mu­siała nie­raz po­sił­ko­wać się spry­tem i hu­mo­rem, żeby zjed­nać so­bie słyn­nych re­ży­se­rów, kie­row­ni­ków i spon­so­rów, na przy­kład przy­go­to­wu­jąc dla nich wy­jąt­kowe upo­minki.

- Ko­biety, które ko­chają go­to­wać, są tak za­chwy­cone, gdy ktoś po­prosi je o prze­pis, że opo­wie­dzą ci mnó­stwo rze­czy, na­wet tych, o które nie za­py­ta­łaś. To prawo na­tury. Przy­naj­mniej ja tak mam.

- Ra­cja - ro­ze­śmiał się Ry­?suke. - Nie­dawno go­ści­li­śmy mo­jego ko­legę z pracy z żoną i dziec­kiem. Za­sma­ko­wały im siu mai, które zro­biła Re­iko. By­łem w szoku, gdy za­częła ze szcze­gó­łami opo­wia­dać, jak się je robi i ja­kie są ro­dzaje ko­szy­ków do go­to­wa­nia na pa­rze.

- Ry?! Po­ślij mnie kie­dyś do Sa­lon de Miy­uko!

- Z moją pen­sją? Nie ma mowy!

Na de­ser Re­iko po­dała do­mo­wej ro­boty kan­dy­zo­wane kasz­tany, bisz­kopt z mąki ry­żo­wej i ama­zake[3] oraz in­dyj­ski czaj z wy­raź­nym aro­ma­tem im­biru. Rika za­chwy­cała się, jak bar­dzo de­li­katne i pu­szy­ste jest cia­sto, a jed­no­cze­śnie za­cho­wuje sprę­ży­stość i się nie roz­pada. Gdy je po­chwa­liła, Re­iko zmarsz­czyła brwi.

- Nie­długo święta, więc ma­rzyła mi się ro­lada z kre­mem, tak jak bo­żo­na­ro­dze­niowe b?che de Noël. Wła­śnie, Ry?, po­pro­si­łam Rikę, żeby po­szu­kała w skle­pach ma­sła, na­dal ni­g­dzie go nie ma. Mu­simy za­po­mnieć o bab­kach i bisz­kop­tach na ja­kiś czas. Zo­stają tylko lżej­sze wer­sje z ole­jem.

- Ten bisz­kopt jest taki miękki! I pyszny! Nic wię­cej mu nie po­trzeba. Ma­sła jesz­cze przez dłuż­szy czas nie bę­dzie. Mówi się, że te braki to wy­nik upal­nego lata - było tak go­rąco, że wiele krów cier­piało na za­pa­le­nie wy­mion. Rząd prze­wi­dział de­fi­cyt i ścią­gnięto sporo to­waru z za­gra­nicy. Sam je­stem cie­kaw, gdzie to wszystko się ro­ze­szło. W Ja­po­nii jest co­raz mniej farm mlecz­nych. Nie­długo cały na­biał bę­dziemy mu­sieli spro­wa­dzać z za­gra­nicy. Jako pierw­sze ucier­pią na tym mniej­sze firmy, ta­kie jak na­sza.

Rika ze zro­zu­mie­niem ki­wała głową, przy­słu­chu­jąc się roz­mo­wie, ale my­ślami była przy Ma­nako Ka­jii, która sły­nęła ze swo­jego za­mi­ło­wa­nia do ma­sła. Tylko z grub­sza przej­rzała blog Ka­jii, ale wpisy o ma­śle za­pa­dły jej w pa­mięć. W są­dzie wy­szło na jaw, że oskar­żona użyła karty kre­dy­to­wej jed­nej z ofiar i ku­piła kilka ko­stek luk­su­so­wego ma­sła po dwa ty­siące je­nów za sztukę. Czy była tak wy­bredna w kwe­stiach na­biału, bo do­ra­stała w pre­fek­tu­rze Nii­gata, w mia­steczku oto­czo­nym przez farmy? W in­ter­ne­cie nie bra­ko­wało wul­gar­nych do­cin­ków na ten te­mat: "Roz­tyła się, bo żre tyle ma­sła", "Nie chcę na­wet my­śleć, gdzie jesz­cze wkła­dała so­bie to ma­sło".

Rika po­że­gnała się około dwu­dzie­stej pierw­szej, grzecz­nie od­ma­wia­jąc go­spo­da­rzom, któ­rzy na­ma­wiali ją, żeby po­sie­działa dłu­żej lub zo­stała na noc. Na drogę do­stała paczkę za­wi­nię­tych w fo­lię oni­giri[4] z po­zo­sta­łego ryżu z ostry­gami oraz ka­wa­łek cia­sta i po­je­chała pro­sto do biura.

"Chcę się ota­czać ludźmi, któ­rzy znają się na rze­czy. Ta­kich lu­dzi jest jak na le­kar­stwo" - Ma­nako Ka­jii kil­ka­krot­nie po­wta­rzała te zda­nia na swoim blogu. Do­brze pa­so­wały do ko­biety ta­kiej jak Re­iko.

Przed bram­kami do me­tra Rika jesz­cze raz ro­zej­rzała się po oko­licy. Te­raz świa­tła z bu­dyn­ków po­ło­żo­nych na wzgó­rzach wy­dały się jej przy­jem­nie cie­płe. Gdy wy­cią­gała z port­fela kartę miej­ską, za­uwa­żyła, że jej dło­nie nie są już tak su­che jak wcze­śniej, a po­za­dzie­rane skórki prze­stały jej prze­szka­dzać.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki