Maska - Sandra Sagaz
10.10 zł
8.38 zł
(10,10 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Zastukał do drzwi pięć razy, jak podawała wcześniej ustalona instrukcja. Wpuszczony przez lokaja do środka, oniemiał z wrażenia. Już w progu znać było luksus. Jego uwagę przykuł duży, złocony pomnik w formie dzbana, stojący przy szklanym stoliku z nogami ze złota, na którym leżały markowe cygara. Luksus było widać od samego progu. Wielkie, szerokie pomieszczenie sprawiało, że można było swobodnie się poruszać z wielką grupą osób. Ściany z freskami były wykończone rzeźbami ze złoceniami. Kajuta została iście bogato udekorowana. Przez chwilę zastanawiał się, kto go zaprosił. Po wystroju wiedział, że musi to być majętny człowiek, zapewne miliarder. Nikt z klasy średniej na spotkanie nie wybierał miejsca pełnego luksusu i przepychu. Spotkanie to zaaranżowano przez pośrednika i nie znał w ogóle personaliów zleceniodawcy. Może właśnie teraz spotka się z nim osobiście, a może i tym razem nie. Może i w tym przypadku nadal będzie występował sam pośrednik. Różnie bywało w tej jego profesji. Mężczyzna nigdy do końca nie był pewny, z kim ma do czynienia, chyba że z góry klient przedstawił swoje personalia. Odnośnie do aktualnego spotkania, wiedział jedynie tyle, że ma dojść do wizyty z urzędnikiem państwowym. Tego rodzaju zajęcie zawsze wymagało dyskrecji i anonimowości.
Jeden z pięciu ochroniarzy stojących przy drzwiach nakazał gestem dłoni iść za sobą. Anonimo ruszył więc za wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Prowadzący czarnoskóry młodzieniec wyposażony był w kaburę z pistoletem i mikrosłuchawkę w uchu, która sterczała jak jakaś antena. Anonimo od dwóch godzin nie czuł się za dobrze. Doskwierała mu zwykła maseczka nałożona na twarz, taka, jaką nosiło się w czasie epidemii COVID. A wszystko przez słońce i upały, które panowały na zewnątrz. Ta kajuta była dobrze klimatyzowana i chłód trochę łagodził podrażnienia na jego twarzy. Żar słońca na spieczonej skórze zaczął gasnąć i Anonimo zaczął odczuwać lekką ulgę. Musiał wytrzymać w masce jeszcze kilkanaście minut, zanim wysiądzie w najbliższym porcie i opuści statek na dobre. W białej kandurze i kefii opaloną twarzą nie wyglądał na typowego Europejczyka. Szedł spokojnie, powolnym krokiem, za muskularnym mężczyzną i przyglądał się zza ciemnych okularów mijanym ścianom i meblom. Ta kajuta była zdecydowanie inna i nad wyraz luksusowa. Dzieła sztuki, obrazy, warte pewnie miliony, i klejnoty jako dekoracje powtykane w ramy dekoracyjne zdecydowanie przykuwały uwagę. Złodziej tutaj chętnie zeskrobałby wszystko ze ścian i wyszedł z workiem o sporej wartości. Mięśniak przeprowadził Anonimo przez ten iście królewski salon na zewnętrzny taras, na którym siedział przy kawowym stoliku jego klient - szejk. W podobnym ubraniu nie czuł się obco. Miał wrażenie, że trafił swój na swego. Szejk był dla niego ziomalem. Mężczyzna siedzący przy stoliku z przerwami pił kawę, spoglądając w swój smartfon. Wokół niego stało sześciu ochroniarzy. Ten, za którym przyszedł gość, zatrzymał się przy szejku i coś mu szepnął na ucho. Zaraz potem osiłek stanął przed drzwiami tarasowymi i kazał chwilę na siebie zaczekać. Czas się wydłużył. Czekaniu nie było końca. Szejk jeszcze jakiś czas spoglądał w swój telefon i nie obejrzał się ani razu w stronę przybyłego. Dopiero później dał znak ręką, że można już podejść do stolika. Ochroniarz przepuścił Anonimo, a ten stanął naprzeciwko szejka.
- Mam jednak dobre źródła. Okazuje się, że się nie mylą. Dobrze, że jesteś tutaj, na statku, w podróży. Przepraszam, że ci ją przerwałem - powiedział, wstając i ściskając dłoń gościa na powitanie.
- Co chce pan wiedzieć ode mnie? - niecierpliwie zapytał Anonimo, puszczając swoją dłoń z uścisku.
- Od trzech godzin nie mogę skontaktować się z Hindi. Miała na mnie tutaj zaczekać i, jak się pan domyśla, zniknęła - odpowiedział, siadając do stołu i wskazując na miejsce dla gościa.
Anonimo własnym uszom nie dowierzał, że chodzi o jakąś świeżą sprawę, którą powinna natychmiast zająć się policja, na pewno nie on i organizacja. Zastanawiał się, od kogo szejk wiedział, że jest na statku. Czyżby ktoś szperał i poznał jego tożsamość, którą solidnie ukrywał przed światem? Czy może pojawił się zdrajca, który pomału go zniszczy, od środka lub z zewnątrz? Organizacja była dla niego jak rodzina. Członkowie wzajemnie sobie pomagali. Głównym jej celem było dać nowe życie osobom, które uciekały przed światem. Zmiana danych osobowych i paszportów sprawiała, że ludzie czuli się pewniej i zaczynali żyć na nowo. Pomagali głównie ofiarom przemocy.
Nie marnując chwili dłużej, wyciągnął z kieszeni talię kart i położył na stole przed szejkiem. Ten na polecenie gościa przełożył je. Mężczyzna kolejno zaczął je powoli odwracać i interpretował to, co widzi.
- Pokłóciliście się. Ona tobie wybaczyła, ale chciała odpocząć i pobyć chwilę sama, tutaj, w tej kajucie - powiedział, a potem zapadła długa cisza.
- Tak, zgadza się - potwierdził szejk, przerywając nieznośną chwilę milczenia. - Tak było - dodał i przytaknął skinieniem głowy. Więcej było za niż przeciw, że Anonimo jest prawdziwym medium. Przez dalsze minuty wymownej ciszy szejk miał jednak wątpliwości. Nabierał coraz więcej podejrzeń, że medium mogło być zwykłym oszustem. Patrzył obsesyjnie na jego wypielęgnowane dłonie, w których gość niedawno trzymał przetasowaną i przełożoną talię kart, odłożoną na stolik. Przy odkrywaniu kart jego ruchy były zwinne. Wypielęgnowane dłonie mężczyzny świadczyły o tym, że nie pracował ciężko. A może w ogóle nie pracował? Czyżby utrzymywał się z naciągania i wyłudzania pieniędzy? Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę, czy owo medium nie widziało jego sprzeczki z narzeczoną. Ale to jednak nie było możliwe, bo jedynymi świadkami zajścia byli jego ochroniarze. A może właśnie został poinformowany o zajściu przez któregoś ze swoich pracowników ochrony lub kogoś z bliskiego otoczenia? Czyżby sądził teraz, że gość jest oszustem odgrywającym swoją rolę jak zawodowy aktor, a nie żadnym medium? Tak szejk przed chwilą ocenił swojego gościa. Porównał go do aktora. Mężczyzna mimo wątpliwości ostatecznie postanowił jednak, że będzie się dobrze bawił. Chętnie zagra w tę już rozpoczętą grę. W końcu zaprosił mężczyznę do siebie i nie wypadało gościa szybko spławiać. Starannie ukrywał swoje znudzenie, dobrze się maskując niby wielkim zainteresowaniem przepowiednią z kart.
- Co mówią duchy? Co mówią? Gdzie jest Hindi? - niecierpliwił się szejk. Anonimo chwilę się wahał i nie odpowiadał. W wizji pojawiło się wiele znaków. Widział front, flagę Ukrainy, drony i znak drogowy z nazwą miejscowości. Starał się zapamiętać tę wizję, która mogła w każdej chwili ulecieć i mógł ją zapomnieć na stałe. Tak najczęściej bywało, kiedy wracały świadomość i rzeczywistość. Dopiero po drogowskazie w jego wizjach pojawiła się kobieta leżąca na podłodze, a nad nią - mogiła. Zrozumiał, że to znak, że ona nie żyje.
- Nie żyje... Przykro mi, to właśnie widzę - odpowiedział ze smutkiem.
- Nie żyje?! Jak to?! - krzyknął, zbulwersowany, waląc pięścią w stół. Miał inne zdanie. Myślał, że usłyszy, że narzeczona go zdradza albo że jest w innej kajucie, bo ma chandrę. Tego, co usłyszał, całkowicie się nie spodziewał. Dlaczego się zbulwersował? Tego sam nie rozumiał. Przecież człowieka, który przed nim siedział, brał za oszusta. Czyżby śmierć nim wstrząsnęła, że zaczął wierzyć mężczyźnie i patrzeć na wszystko z innej perspektywy?
- Czuję, że jest pan rozczarowany. Chciał pan ją złapać na zdradzie, ale to, co pan usłyszał ode mnie, wywróciło pańskie życie do góry nogami.
- Proszę już oszczędzać słowa - powiedział, po czym wstał i odszedł od stołu. Zatrzymał się dopiero na balustradzie, spoglądając niemo przed siebie.
- Mam tylko jedno pytanie - zaznaczył groźnym głosem Anonimo.
- Proszę. Nie wiem tylko, czy będę na nie mógł panu odpowiedzieć.
- Skąd pan wiedział, że jestem na statku?
- Tak się składa, że z ostatnią osobą, z którą pan się spotkał, mam bardzo dobre relacje i ona wspomniała o pańskiej podróży.
Już zrozumiał, że nie było nic nadzwyczajnego w tym, że szejk miał o nim dobre informacje. Skojarzył fakty i poczuł ulgę, że nadal nikt nie zna jego tożsamości. A tego bardzo się bał. Bał się, że ktoś odkryje jego prawdziwą twarz, którą tak starannie ukrywał. Ale czy na pewno nikt nie znał jego personaliów?
- To chyba wszystko. Jestem już niepotrzebny - rzekł Anonimo i ruszył w drogę powrotną, zabierając ze stołu karty. Schował je do kieszeni, kiedy przechodził przez drzwi tarasowe. W drzwiach spojrzał za siebie w stronę szejka i szczerze mu współczuł straty. Widział w kartach, jak bardzo mężczyzna kochał kobietę, że oddał jej serce, a tu taka przykra niespodzianka, bo zamiast ślubu będzie pogrzeb. Do drzwi odprowadził go ten sam ochroniarz, który go przyprowadził. Mężczyzna po wyjściu od szejka, idąc spokojnie korytarzem, czuł, że jeszcze jest w transie. Zmarła, obudzona, niezidentyfikowana dusza go nie opuściła i nadal mu towarzyszyła. Przechodząc obok pierwszej napotkanej osoby, zaczepił ją, zagadując rozmową:
- Przepraszam. Mam uszkodzony telefon, a pilnie potrzebuję skontaktować się z lekarzem. No, wie pan... moja matka jest chora. - Zdecydował się na kłamstwo, które dałoby natychmiastowy efekt w pozyskaniu na chwilę cudzego aparatu. W sumie innego wyjścia nie miał, innej możliwości nie było. Mężczyzna bez wątpienia chciał pomóc. Bez chwili zastanawiania dał swój aparat proszącemu mężczyźnie. Na pewno nie wypadało tego nie robić, jeżeli chodziło o ratowanie czyjegoś życia. Anonimo odszedł kilka kroków dalej z aparatem w ręce i oznajmił, że będzie dzwonił, a sprawa ma charakter bardzo ważny i prosi o dyskrecję, żeby mu nie przeszkadzano. Mężczyzna przytaknął. Anonimo wybrał numer i po krótkim sygnale się połączył:
- Vladimir, widziałem, że nalot będzie na Charków. Trzymajcie się.
Po drugiej stronie padł tylko krótki wyraz "dzięki". Głos mężczyzny odbierającego połączenie był ospały i na tyle zmęczony, że Anonimo wiedział, że odebrano go w okopach na froncie.
Mężczyzna natychmiast zakończył rozmowę, lecz jeszcze nie odsuwał telefonu od ucha. Rozejrzał się za właścicielem aparatu, a kiedy ten odwrócił się do niego plecami, dopiero opuścił aparat i wybrał szybko kolejny numer. Teraz połączył się z agencją i oznajmił krótko, nagrywając się na automatyczną sekretarkę:
- Jestem spalony. Nie liczcie na mnie. Urywam kontakt. Powodzenia. Cześć. - Rozłączył się i, nadal trzymając słuchawkę przy uchu, głośno mówił:
- Tak, doktorze... Dziękuję, doktorze... Dobrze, doktorze...
Ostatnie zdania wypowiedział na tyle głośno, że właściciel telefonu się obejrzał, a ten zaraz się rozłączył. Wrócił na miejsce, w którym stał mężczyzna w czerwonych kąpielówkach i z pasiastym ręcznikiem na ramieniu, i serdecznie mu dziękował, oddając pożyczony telefon. Na zakończenie ścisnął mocno jego dłoń.
- Jest szansa, że przeżyje. W porcie będzie opieka medyczna. Jeszcze raz panu serdecznie dziękuję. Dziękuję panu bardzo - powiedział.
- To bardzo dobra wiadomość. Cieszę się, że mogłem pomóc - odezwał się starszy pan, dumny, że przysłużył się komuś.
Mężczyzna nonszalancko machnął ręką i wyminął Anonimo. Ruszył on śpiesznie na taras z basenem, a tajniak wrócił do swojej kajuty. Przebrał się w strój charakterystyczny dla Europejczyka i wyszedł na górę.
Na pokładzie statku znajdowały się pole golfowe i wielki basen. David nie zamierzał korzystać ani z jednego, ani z drugiego. Oparł się o barierkę i patrzył przed siebie, doszukując się lądu. Spojrzał w dół i zobaczył piękną kobietę, którą chciałby poznać bliżej. Wzrokiem sprawdzał, gdzie ona patrzy. Zwrócił uwagę na to, że nie był jej obojętny. Kobieta co jakiś czas patrzyła w jego stronę, raz na gasnące słońce, raz na gościa siedzącego z tyłu, za jej towarzyszką. Kiedy podeszła do niego kelnerka, z przyjemnością chwycił z tacy drinka. Kolejny raz ślicznotka rzuciła w przelocie na niego wzrokiem i zatrzymała się na dłuższą chwilę, przyglądając się mężczyźnie. On w tym czasie uśmiechnął się do niej i podniósł w górę kieliszek, jakby wznosił toast na jej cześć. Kobieta odwzajemniła uśmiech. Mężczyzna chciał wypaść dobrze na początku nowej znajomości, dlatego zawołał kelnerkę i poprosił, żeby drinka zaniosła na dół. Wskazał, komu ma go podać i jaką wiadomość przekazać. Wiadomość brzmiała: Słońce zachodzi dziś pięknie, na różowo, ale ty jesteś od niego znacznie piękniejsza. Wręczył obsługującej banknot, a ta pośpiesznie odeszła. Mężczyzna nie chciał kobiety nigdzie od razu zapraszać, żeby jej nie przestraszyć i nie spłoszyć. Nie był też pewny, czy będzie miała ochotę z nim się spotkać i czy nie jest czasem tutaj z mężem, więc działał ostrożnie. Kiedy kelnerka podeszła do stolika, przy którym siedziały dwie kobiety, wręczyła drinka młodszej z nich i przekazała jej wiadomość, wskazując palcem mężczyznę na górze, na zlecenie którego tutaj przyszła. Teraz on ponownie uniósł kieliszek, robiąc wspaniały uśmiech. Kobieta zrobiła to samo - uśmiechnęła się z sympatią. David, ciągle patrząc na piękność w dole, przechylił kieliszek, nabierając solidnego łyka do ust. Zachłysnął się nim i wylał się fontanną z jego zamkniętych ust. Nie znosił smaku tego napoju, a było to mojito. Kobiecie wyjątkowo drink smakował. Na widok reakcji mężczyzny na górze śmiała się do łez. Mężczyzna wystawił język w jej stronę, sugerując swoją miną, że jego trunek jest ohydny.
- A któż to cię, Emmo, podrywa? - zapytała Joanna, rozglądając się do góry za siebie. Nikogo już tam nie było. Kilka sekund temu drugi mężczyzna podszedł do balustrady i obaj za moment się oddalili. Emma widziała, jak panowie znikają w dali.
- Nikt taki, Joanno. Człowiek chciał być tylko miły. To jeden z naszych sąsiadów, i do tego żonaty - odparła, nie mając pewności, czy widziała go z żoną, czy też pomyliła z kimś innym.
- Ach tak. Nie wiem, dlaczego mi nie postawił drinka...
- Może ciebie wcześniej nie widział, a mnie tak.
- Aaa. No tak, możliwe, to wszystko wyjaśnia.
Joanna zamówiła sobie napój i panie spokojnie sączyły trunki. Emma piła mojito, a Joanna - tequillę sunrise. Obie zastanawiały się, co jeszcze zamówić. Miejsce było pełne uroku, a przy tak ślicznym pejzażu szybko nie chciało się odchodzić od stolika.
Po chwili przysiadł się do nich, siedzący w samotności z tyłu, pan w kandurze i rozmowa ożyła. Emma nie była zadowolona z towarzystwa, za to Joanna nową znajomością była zachwycona.