Marcowy poranek był chłodny, ale dzień zapowiadał się na ciepły. Samochód zaparkował przy dużym, niewyróżniającym się domu w jednej z dzielnic Szczecina. Kierowca wysiadł pierwszy i rozejrzał się po okolicy, następnie omiótł wzrokiem budynek.
- Dom, jak dom. - Wzruszył ramionami i spojrzał na żonę, która w końcu wyszła z auta.
- A czego się spodziewałeś? Zwłok na elewacji?
- Nie, no, nie wiem. W końcu to dom mordercy. Czy taki koleś nie powinien mieszkać gdzieś na uboczu? Z dala od ludzi, tak żeby nikt nie słyszał wrzasków jego ofiar?
- Ty tak na serio czy już kompletnie ci odbiło? Przecież on nikogo tu nie zabił. Gdyby tak było, to policja zaplombowałaby wszystko i nie moglibyśmy wejść. - Kobieta pokręciła głową z dezaprobatą i otworzyła bagażnik. - Może byś mi pomógł?
Przeszli przez furtkę, dźwigając torby z różnymi środkami czyszczącymi, szmatami i dwiema rolkami papierowych ręczników.
- Mam nadzieję, że znajdziemy odkurzacz i wiadro z mopem, bo jak nie, to będziesz drałował z powrotem do domu - burknęła kobieta, kiedy mąż otwierał drzwi wejściowe.
Dom z zewnątrz nijaki, w środku sprawiał takie samo wrażenie. Odłożyli torby i rozejrzeli się po pomieszczeniach. Meble miały już swoje lata, a ściany i sufity wymagały odświeżenia. Jedynie spory salon został odnowiony i nowocześnie wyposażony. Wielki narożnik, dorównujący mu telewizor z zestawem kina domowego i konsolą, ledowe żyrandol i lampy, duży stół. Nigdzie nie było żadnych roślin, regały na książki stały puste, żadnych fotografii.
- Może puścimy jakąś muzyczkę, będzie się lepiej sprzątać - zagadał mężczyzna, ale szybko pożałował.
- Weź mnie nie denerwuj nawet. Twoja kuzynka mogła wynająć profesjonalną firmę sprzątającą, ale zadzwoniła do nas, bo się zorientowała, że potrzebujemy kasy. A wiesz, że dobrze nam zapłaci. Babka, która odziedziczyła ten dom, mieszka w Stanach i zamierza go sprzedać, a my mamy tu wysprzątać na błysk, więc postaraj się i przestań wydurniać.
- Wyluzuj, kobieto. Skoro mieszka w Stanach, to i tak nie sprawdzi, jak nam poszło.
- Ale Magda sprawdzi i jak spieprzymy sprawę, to więcej nic nam nie załatwi, jarzysz? Obym nie żałowała, że cię zabrałam ze sobą. - Spojrzała groźnie na męża.
- Dobra, dobra, przecież żartowałem. - Machnął ręką. - Co mam robić?
- Najpierw poszukaj tego pieprzonego odkurzacza.
Był, schowany w niewielkim pomieszczeniu gospodarczym zlokalizowanym przy nowoczesnej kotłowni z piecem na pellet. Kobieta zaczęła od łazienki, a mężczyzna wziął się do odkurzania. Zgodnie z poleceniem żony odsuwał wszystkie szafki i komody i zaglądał w każdy zakamarek. Miało być czysto, będzie czysto.
Kiedy skończyli na dole, przenieśli się na piętro. Tutaj znajdowały się mała łazienka i dwie duże sypialnie. Kiedy weszli do jednej z nich, mężczyzna klepnął żonę w pośladek.
- A może tak szybki numerek? Sami jesteśmy, nikt nas nie goni...
Kobieta tylko się skrzywiła, przewróciła oczami i wyszła, a on wystawił za nią język i zrobił głupią minę. Po chwili chwycił odkurzacz i włożył wtyczkę do gniazdka. Dwuosobowe łoże miało wysokie nóżki, więc opadł na kolana, by odkurzyć podłogę pod spodem. Następnie odsunął szafkę nocną. Było za nią trochę pajęczyn, więc omiótł i ją. Obszedł łóżko i tak samo zajął się drugą szafką, ale kiedy wciągał pajęczyny, dostrzegł, że pod spodem, w przestrzeni między podłogą a dnem szafki, coś zostało przyklejone srebrną taśmą. Wyprostował się i rozejrzał, jakby to mogło mu pomóc w podjęciu decyzji, ale w końcu wsunął rękę i wyciągnął mały przedmiot. Zawinięty w folię.
- Elka, chono tu.
- Nie mam czasu na bzdury.
Wstał i poszedł do łazienki, gdzie żona właśnie czyściła sedes.
- Patrz, było przyklejone do szafki nocnej.
- Co to jest?
Odwinął folię.
- Chyba dysk przenośny. Taki do przechowywania danych.
- Wiem, co to dysk przenośny.
Oboje przez chwilę patrzyli na czarne pudełeczko.
- Może to jakaś jego nowa książka? Nie zdążył jej wydać, zanim go zastrzelili. - Mężczyzna wydawał się podekscytowany. - Co myślisz?
- Myślę, że musimy to oddać Magdzie.
- Najpierw to sprawdźmy. A jak da się na tym zarobić? Jak to coś o nim, to może gazety za to zapłacą?
- Tylko narobisz problemów swojej kuzynce. Nie dość, że załatwiła nam tę fuchę, chociaż nie musiała, to chcesz, żeby straciła pracę? Nie bój się, jak to coś cennego, to pewnie odpali nam znaleźne. A jak to coś związanego z tamtymi morderstwami albo, co gorsza, z jakimiś nowymi? Jeszcze nas zamkną. Nie, dzięki.
Mężczyzna nie zamierzał się kłócić. Niechętnie oddał dysk, a kobieta owinęła go w folię i schowała do torebki.
Magdalena Bułat-Soczówka, która zajmowała się postępowaniem spadkowym dotyczącym między innymi tego domu, przyjechała, jak tylko dostała telefon, że wszystko gotowe. Jej kuzyn z żoną już zapakowali swoje rzeczy do auta i czekali na nią przy wejściu.
- Podłogi świeżo umyte - ostrzegł ją mężczyzna z szerokim uśmiechem na ustach. - Cały dom wysprzątany i gotowy do inspekcji.
Spojrzała na jego żonę. Ta skinęła głową i wyciągnęła w jej kierunku rękę z jakimś zawiniątkiem.
- Jest czysto, a to znaleźliśmy przyklejone taśmą pod jedną z szafek nocnych. To dysk przenośny.
Magdalena uniosła brwi, wzięła paczuszkę.
- Dziwne, że nikt tego wcześniej nie znalazł, ale dzięki. Zajmę się tym. - Wyciągnęła portfel. - Tak jak się umawialiśmy.
Odliczyła odpowiednią kwotę i podała kobiecie.
- Jeśli to coś ważnego - uniosła dłoń z dyskiem - to postaram się, żeby pani Jones coś wam odpaliła, okej?
Oboje skinęli głowami.
Po powrocie do biura Magdalena Bułat-Soczówka rozwinęła dysk z folii i przyjrzała mu się. Podobnego modelu sama używała, więc nie musiała długo szukać kabla, którym podłączyła go do laptopa.
Przez całą drogę zastanawiała się, co może znajdować się na tajemniczym dysku. Jeśli nowy kryminał, to pani Jones się ucieszy. Pozostałe książki jej brata były bestsellerami, więc i ta nim zostanie. Tym bardziej że autor okazał się mordercą i już nie żył, co niewątpliwie zwiększało wartość dzieła. Trochę gorzej, jeśli zawartość będzie miała związek z przestępstwami, ale wtedy odda dysk policji i po sprawie.
Program antywirusowy nie wykrył zagrożeń, więc kliknęła ikonkę dysku. Pojawiło się mnóstwo folderów. Większość nazw zaczynała się od słów "sprawa" albo "morderstwo". Otworzyła na chybił trafił jeden z nich. Na ekranie wyświetliło się kilka plików tekstowych, jakieś skany i trochę zdjęć. Kliknęła jedno z nich. Przez chwilę przyglądała się fotografii, nie rozumiejąc, na co patrzy. Zaraz jednak treść żołądka podjechała jej do gardła, a ona pożałowała swojej ciekawości.
Zdjęcie przedstawiało stół sekcyjny, na którym leżała poćwiartowana kobieta. Brakowało głowy, ale reszta była prawie kompletna i poukładana jak dobrze pasujące puzzle. Poszczególne części ciała miały ziemistoszary kolor, a pomiędzy nimi prześwitywała chłodna stal stołu. Szybko najechała myszką na przycisk "zamknij" i makabryczny obraz zniknął z ekranu. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że to wcale nie musiały być zwłoki kobiety.
Spojrzała na zegarek i szybko przeliczyła. W Chicago dochodziła dziesiąta rano, więc spokojnie mogła zadzwonić do pani Jones. W końcu to ona o wszystkim decydowała.