Dziewczyna zobaczyła oczy potwora dopiero wtedy, gdy żarówka przy suficie rozjaśniła całe wnętrze. Już wcześniej czuła jednak na sobie spojrzenie mężczyzny. W półmroku widziała jedynie smukłą, nieruchomą postać siedzącą na krześle ustawionym pod nienaturalnie małym oknem, które najpewniej powstało ze starego otworu wentylacyjnego. Człowiek ten nie poruszył się ani w momencie, gdy weszła do pomieszczenia, ani chwilę później, kiedy zapaliło się światło.
Na pierwszy rzut oka nie kojarzył się z bestią. Przeciętna, choć przesadnie wyprostowana sylwetka, opadające na ramiona jasne włosy i biała, jednoczęściowa szata przywodziły na myśl raczej mnicha pątnika niż diabła. Twarz poza szeroką blizną na lewym policzku była delikatna, wręcz młodzieńcza. Wszystko tworzyło ciepły, stonowany obraz. Wyjątkiem były jasnoniebieskie oczy. Przeszywały dziewczynę na wylot. Przez kilka sekund poczuła wszystkie możliwe emocje i nie potrafiła opanować drżenia rąk. Mężczyzna wstał, wciąż wpatrując się w blondynkę. Gdy wykonał krok w jej kierunku, kobieta znieruchomiała niczym mysz sparaliżowana wzrokiem zbliżającego się do niej grzechotnika. Nie była w stanie wykonać ruchu, chociaż adrenalina buzowała w jej żyłach, próbowała krzyknąć, ale głos nie wydobył się z jej ust, chciała zamknąć oczy, lecz nie umiała wyrwać się z hipnotycznego transu.
Potwór już miał podejść jeszcze bliżej dziewczyny, gdy drzwi za jej plecami otworzyły się gwałtownie i do pomieszczenia wpadło z hałasem czterech mężczyzn. Dwóch błyskawicznie chwyciło kobietę pod ręce i wyciągnęło na korytarz, a ich koledzy stanęli przed bestią, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać i co robić dalej. Serca waliły im jak oszalałe, a na skroniach pojawiły się kropelki potu. Stojący naprzeciw potwór, z niezmąconym nagłym zamieszaniem spokojem, przeczesał włosy i powoli przechylił na bok głowę, by po raz ostatni spojrzeć na blondynkę. Jednocześnie uniósł skrawek kartki i przez moment trzymał go nieruchomo tak, by ona zdołała przeczytać zapisaną na nim wiadomość.
Kilka sekund później do pomieszczenia wszedł jeszcze jeden człowiek, starszy od tych czterech, którzy wpadli do niego wcześniej. Twarz miał szorstką i pomarszczoną jak u osoby, której życie nie szczędziło najgorszych doświadczeń. Rozejrzał się dokoła ze złością, jakby chciał zakląć, walnąć pięścią w futrynę i rzucić pytanie, co, do cholery, się tu dzieje. Ale nie zrobił tego. Powoli wypuścił powietrze, jego spojrzenie stało się pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. Wiedział, że ta chwila może nadejść. I że właśnie w tym momencie emocje mogą być bardziej niebezpieczne niż myśliwski nóż. On jeden ze wszystkich przybyłych musiał zachować całkowity spokój. Od tego zależało życie jego, czterech mężczyzn i dziewczyny. Odwrócił się w stronę korytarza.
- Zabierzcie ją stąd - rzucił. - Natychmiast.
Mężczyźni ponownie chwycili dziewczynę pod ręce i ruszyli z nią w kierunku dużych, dwuskrzydłowych drzwi.
- Wy dwaj na zewnątrz - polecił osiłkom stojącym naprzeciw potwora.
Gdy oni również, z wyraźną ulgą, wykonali polecenie, dokładnie przyjrzał się wnętrzu pomieszczenia. Okno, sufit, ściany, wyposażenie... Wzrok przesuwał metodycznie, lata doświadczenia sprawiły, że zajęło mu to zaledwie kilkanaście sekund. Nic nie wzbudziło jego niepokoju. Potem rzucił okiem na skrawek kartki trzymany przez człowieka w białej szacie. Delikatnie wyjął mu go z ręki, złożył na pół i wsunął do kieszeni spodni.
- A ty, John - zwrócił się do potwora, po raz pierwszy od chwili wejścia spoglądając mu prosto w oczy - wyśpij się dobrze. Jutro przeprowadzka.