Marna 1914 - Jarosław Centek

Kup ebooka

29.99 zł
24.89 zł (23,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Wstęp

Od wielu już lat inte­re­sują mnie dzia­ła­nia wojenne w pierw­szej woj­nie świa­to­wej. Posta­no­wi­łem się zmie­rzyć z jedną z naj­waż­niej­szych bitew tego kon­fliktu. Brak tomu jej poświę­co­nego w serii "Histo­ryczne Bitwy" sta­wał się coraz bar­dziej odczu­walny, gdyż w ostat­nich latach przy­było już kilka prac o mniej istot­nych star­ciach Wiel­kiej Wojny. Przed­sta­wie­nie bitwy nad Marną było trudne, ale odda­jąc do rąk Czy­tel­ni­ków niniej­szą książkę, mam nadzieję, że wywią­za­łem się z tego choćby w stop­niu dosta­tecz­nym. Z tego względu liczę, że spo­tka się ona z życz­li­wym przy­ję­ciem.

Bitwa nad Marną zatrzy­mała nie­miecki pochód w głąb Fran­cji i tym samym pogrze­bała plany wojenne Dru­giej Rze­szy. Star­cie to rów­nież ura­to­wało Paryż przed zdo­by­ciem lub choćby oblę­że­niem - jak w woj­nie fran­cu­sko-pru­skiej z lat 1870-1871. Pamię­tać jed­nak należy, że skoro wów­czas to nie zła­mało woli walki z najeźdź­cami, można jedy­nie spe­ku­lo­wać, jak byłoby w 1914 roku.

Niemcy bez wąt­pie­nia potrze­bo­wali zwy­cię­stwa pod Pary­żem, jeżeli zamie­rzali póź­niej znisz­czyć oddziały nie­przy­ja­ciela. Z ich per­spek­tywy była to zatem bitwa roz­strzy­ga­jąca. Z tego względu klę­ska nad Marną była nie­jako począt­kiem końca dla wojsk cesar­skich, choć przy­szło na to cze­kać jesz­cze ponad cztery lata. Niemcy już ni­gdy nie byli tak bli­sko zwy­cię­stwa na Zacho­dzie jak wów­czas. Można oczy­wi­ście przy­wo­łać potężne nie­miec­kie ofen­sywy z wio­sny i lata 1918 roku, nie wolno jed­nakże zapo­mi­nać, że wów­czas po stro­nie Fran­cji i Wiel­kiej Bry­ta­nii sta­nęły już Stany Zjed­no­czone.

Co zaska­ku­jące, w pol­skiej histo­rio­gra­fii bitwa nad Marną zaj­muje miej­sce wręcz odwrot­nie pro­por­cjo­nalne do jej zna­cze­nia. Do tej pory nie powstała żadna jej mono­gra­fia, choć odno­szono się do tego star­cia w wielu kon­tek­stach. Nie można zapo­mi­nać, że to tylko pozor­nie była "obca" bitwa. W sze­re­gach armii nie­miec­kiej wal­czyło prze­cież wielu Pola­ków. Po dru­gie, po prze­gra­nej wojsk cesar­skich wojna zmie­niła się w walki pozy­cyjne, które dopro­wa­dziły do wyczer­pa­nia i klę­ski armie wszyst­kich trzech zabor­ców. To zaś umoż­li­wiło powsta­nie nie­pod­le­głej Pol­ski.

Pod­stawą pracy są przede wszyst­kim histo­rie ofi­cjalne tj. nie­miecka Der Welt­krieg 1914 bis 1918. Ope­ra­tio­nen zu Lande1 i fran­cu­ska Les Armées françaises dans la Grande Guerre2 wraz z załącz­ni­kami zawie­ra­ją­cymi roz­kazy i mel­dunki z pola walki3. Nie mogło także zabrak­nąć bry­tyj­skiej Mili­tary Ope­ra­tions. France and Bel­gium 19144. Pozy­cje te liczą w sumie kilka tysięcy stron opi­sów ruchów wojsk i ana­liz sytu­acji. Cen­nym uzu­peł­nie­niem były now­sze publi­ka­cje doty­czące wrze­śnio­wych zma­gań, napi­sane przez Iana Seniora5, Hol­gera Her­wiga6 oraz Iana Sum­nera7. Należy jed­nak pamię­tać przy tym, że nie­które współ­cze­sne syn­tezy, zwłasz­cza te o cha­rak­te­rze rocz­ni­co­wym, nie zawsze cechują się wyso­kim pozio­mem mery­to­rycz­nym8.

Wyko­rzy­sta­łem także, z natury subiek­tywne, wspo­mnie­nia uczest­ni­ków opi­sy­wa­nych wyda­rzeń. Po stro­nie nie­miec­kiej doty­czy to głów­nie wspo­mnień dowód­ców armii pra­wej flanki9 wraz z obszer­nym wstę­pem do fran­cu­skiego wyda­nia wspo­mnień gene­rała von Hau­sena10. Jeżeli cho­dzi o Bry­tyj­czy­ków i Fran­cu­zów, to sko­rzy­sta­łem ze słyn­nych wspo­mnień 1914 sir Johna Fren­cha11, jak rów­nież publi­ka­cji Fer­di­nanda Focha12 oraz Jose­pha Gal­lie­niego13. Pozwala to spoj­rzeć na wyda­rze­nia rów­nież ich oczami.

Wyko­rzy­sta­łem rów­nież liczne nie­miec­kie i fran­cu­skie histo­rie puł­kowe, jed­nakże nie stały się one głów­nym źród-łem, gdyż pisane były ku pokrze­pie­niu serc, a nie w celu obiek­tyw­nego przed­sta­wie­nia opi­sy­wa­nych wyda­rzeń. Dodat­kowo nie­miec­kie publi­ka­cje tego typu czę­sto opi­sują szcze­gó­łowo drobne epi­zody, pod­czas gdy fran­cu­skie są naj­czę­ściej skraj­nie lako­niczne. Te ostat­nie były wie­lo­krot­nie wery­fi­ko­wane ze źró­dłami archi­wal­nymi, w tym dzien­ni­kami dzia­łań bojo­wych. Z kolei histo­rie jed­no­stek Bry­tyj­skiego Kor­pusu Eks­pe­dy­cyj­nego (BEF) były mi dostępne w ogra­ni­czo­nym zakre­sie. Się­gnię­cie do nich wszyst­kich pozwo­liło na przy­bli­że­nie Czy­tel­ni­kowi realiów pola walki i uczy­nie­nie nar­ra­cji bar­dziej żywą.

Na potrzeby niniej­szego opra­co­wa­nia przy­ją­łem cezurę cza­sową tytu­ło­wego star­cia, zgodną z ofi­cjal­nym wyka­zem bitew i bojów opra­co­wa­nym przez nie­miecki Sztab Gene­ralny, według któ­rego toczyło się ono od 5 do 12 wrze­śnia 1914 roku14. Pozwala to opi­sać całość dzia­łań - od nawią­za­nia stycz­no­ści bojo­wej przez IV KRez z Fran­cu­zami nad Ourcq do zakoń­cze­nia nie­miec­kiego odwrotu na linię rzeki Aisne, jed­nakże z pomi­nię­ciem prób prze­ła­ma­nia tej pozy­cji przez woj­ska fran­cu­sko-bry­tyj­skie po zakoń­cze­niu bitwy nad Marną. Są to nieco szer­sze ramy chro­no­lo­giczne niż funk­cjo­nu­jące w pol­skiej histo­rio­gra­fii od 5 do 9 wrze­śnia 1914 roku15. Alianci rów­nież nieco ina­czej dato­wali prze­bieg bitwy. Dowo­dzący BEF mar­sza­łek sir John French uwa­żał, że bitwa została roz­strzy­gnięta w nocy z 10 na 11 wrze­śnia16. Podob­nie Annika Mom­bauer uznała, że bitwa trwała w dniach 6-10 wrze­śnia17. Dla Fran­cu­zów z kolei zaczyna ona się od gene­ral­nej kontr­ofen­sywy, roz­po­czę­tej 6 wrze­śnia18.

W przy­padku ram tery­to­rial­nych zde­cy­do­wa­łem się ogra­ni­czyć opis do dzia­łań nie­miec­kich 1., 2. i 3. Armii, pozo­stałe przed­sta­wia­jąc jedy­nie skró­towo. Należy przy tym pamię­tać, że według Niem­ców nad Marną toczył się sze­reg bitew, do któ­rych zali­czali także walki toczone przez 4. i 5. Armię19. Dzia­ła­nia tych dwóch związ­ków ope­ra­cyj­nych były jed­nak bar­dziej zwią­zane z twier­dzą Ver­dun niż dra­ma­tycz­nymi wyda­rze­niami na nad Marną i Ourcq. Z tego względu, dla zaosz­czę­dze­nia miej­sca, zostały one w niniej­szej książce przed­sta­wione jedy­nie skró­towo.

Autor publi­ka­cji w tak poczyt­nej serii jak "Histo­ryczne Bitwy" musi się liczyć z tym, że jego książka trafi zarówno do rąk począt­ku­ją­cych czy­tel­ni­ków, jak i takich, któ­rzy mogą już ucho­dzić za znaw­ców tematu. Stąd efekt koń­cowy jest swego rodzaju kom­pro­mi­sem, mają­cym zain­te­re­so­wać tych pierw­szych i nie roz­cza­ro­wać tych dru­gich. Nie jest to łatwe i ni­gdy nikogo cał­ko­wi­cie nie zado­wala, toteż pozwa­lam sobie pro­sić, by Czy­tel­nik miał to na wzglę­dzie i wyka­zał się wyro­zu­mia­ło­ścią w sto­sunku do piszą­cego te słowa.

Ze względu na wyma­ga­nia obję­to­ściowe, jakim pod­le­gają książki z serii, opis wyda­rzeń sta­no­wią­cych tło dla tytu­ło­wej bitwy, ogra­ni­czy­łem do nie­zbęd­nego mini­mum, w miarę moż­li­wo­ści wska­zu­jąc zain­te­re­so­wa­nym pogłę­bie­niem wie­dzy warte prze­czy­ta­nia pol­sko­ję­zyczne publi­ka­cje na ten temat.

Na początku przed­sta­wiam armie stron: nie­miecką, fran­cu­ską i bry­tyj­ską, a następ­nie ich plany wojenne. Pomi­jam przy tym Bel­gów, gdyż nie brali oni udziału w bitwie nad Marną. Kolejne dwa roz­działy niniej­szej publi­ka­cji cha­rak­te­ry­zują prze­bieg dzia­łań na fron­cie zachod­nim w pierw­szym mie­siącu wojny oraz sytu­ację stra­te­giczną w początku wrze­śnia 1914 roku. Następne zaś przed­sta­wiają prze­bieg bitwy dzień po dniu, aż do kry­tycz­nego 9 wrze­śnia, kiedy zapa­dła decy­zja o gene­ral­nym odwro­cie wojsk nie­miec­kich. Manewr ten opi­sa­łem w osob­nym roz­dziale, który obej­muje dzia­ła­nia wojenne w dniach 10-12 wrze­śnia 1914 roku. Oczy­wi­ście w każ­dym z przy­pad­ków naj­wię­cej miej­sca poświę­ci­łem wal­kom na nie­miec­kiej pra­wej flance.

W miarę dostęp­no­ści źró­deł sta­ra­łem się prze­no­sić Czy­tel­nika mię­dzy biur­kami gene­ra­łów i szta­bow­ców a pierw­szą linią frontu. Należy oczy­wi­ście mieć na uwa­dze, że dotar­cie do źró­deł wytwo­rzo­nych przez pro­stych żoł­nie­rzy było dużo trud­niej­sze i nie zawsze moż­liwe w stop­niu, który byłby satys­fak­cjo­nu­jący.

Ponie­waż sta­ra­łem się nie ogra­ni­czać do suchego przed­sta­wie­nia fak­to­gra­fii, a rów­nież doko­nać pew­nego pod­su­mo­wa­nia bitwy i jej ana­lizy, zde­cy­do­wa­łem się umie­ścić te kwe­stie w ostat­nim roz­dziale, co dało moż­li­wość obszer­niej­szego ich potrak­to­wa­nia. Uwy­pu­kli­łem w nim rolę bitwy nad Marną oraz dostar­czy­łem argu­men­tów na rzecz oceny tych zma­gań, jaką wysta­wi­łem na kar­tach niniej­szej pracy. W pierw­szym podroz­dziale przed­sta­wi­łem straty, jakie ponio­sły armie: fran­cu­ska, bry­tyj­ska i nie­miecka w cza­sie opi­sy­wa­nych walk. Następ­nie sta­ra­łem się uka­zać błędy popeł­nione przez obie strony, a tam, gdzie to było moż­liwe, dąży­łem do wska­za­nia osób per­so­nal­nie za to odpo­wie­dzial­nych. Opi­sa­łem rów­nież wnio­ski, jakie można wycią­gnąć z krwa­wych walk nad Marną. Ostatni pod­roz­dział zaś poświę­ci­łem na roz­wa­że­nie kilku sce­na­riu­szy alter­na­tyw­nego prze­biegu star­cia.

Zgod­nie z zasadą przy­jętą w ofi­cjal­nych histo­rio­gra­fiach pierw­szej wojny świa­to­wej, powsta­łych w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym, opis wyda­rzeń pro­wa­dzony jest od pra­wej flanki do lewej z nie­licz­nymi wyjąt­kami. To, że kie­ru­nek ten miał zna­cze­nie dla woj­sko­wych, widać choćby po nume­ra­cji armii nie­miec­kich czy fran­cu­skich. W obu przy­pad­kach armia pra­wo­skrzy­dłowa miała nr 1. Zde­cy­do­wa­łem jed­no­cze­śnie za punkt odnie­sie­nia przy­jąć pozy­cje wojsk nie­miec­kich, toteż jed­nostki ententy opi­sy­wane będą naj­czę­ściej w odwrot­nym kie­runku. Jest to zabieg czy­sto tech­niczny, uła­twia­jący upo­rząd­ko­wa­nie tre­ści piszą­cemu i jej odbiór Czy­tel­ni­kowi.

Pisow­nia cyta­tów z ksią­żek wyda­nych w języku pol­skim w okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym została uwspół­cze­śniona. Z kolei w przy­padku prac w języ­kach: angiel­skim, fran­cu­skim i nie­miec­kim wszyst­kie tłu­ma­cze­nia zostały doko­nane przeze mnie. W przy­padku pew­nych wąt­pli­wo­ści, zwłasz­cza przy odręcz­nie pisa­nych dzien­ni­kach bojo­wych jed­no­stek fran­cu­skich, pomocy udzie­lili użyt­kow­nicy forum www.lan­gu­age-lear­ners.org zare­je­stro­wani tam po nic­kami (w kolej­no­ści alfa­be­tycz­nej): AnneL, Arnaud, guy­ome i Spe­ake­asy20. Chciał­bym im w tym miej­scu ser­decz­nie podzię­ko­wać.

Podzię­ko­wa­nia należą się redak­to­rowi Bogu­sła­wowi Bro­dec­kiemu, który cier­pli­wie nama­wiał mnie do napi­sa­nia tej książki, bez czego z pew­no­ścią nie ujrza­łaby ona świa­tła dzien­nego. Wdzięczny jestem rów­nież (w kolej­no­ści alfa­be­tycz­nej): dr. Sła­wo­mi­rowi Kuła­czowi, dr. Łuka­szowi Przy­byle oraz Alber­towi Roko­szowi za pomoc w dotar­ciu do mate­ria­łów poświę­co­nych bitwie nad Marną.

Szcze­gól­nie chciał­bym jesz­cze podzię­ko­wać dr. Łuka­szowi Przy­byle za poświę­ce­nie swo­jego czasu na przej­rze­nie maszy­no­pisu i zgło­sze­nie do niego swo­ich uwag mery­to­rycz­nych, a także za owocne dys­ku­sje, jakie toczy­li­śmy w toku powsta­wa­nia tej książki. Kolej­nym czy­ta­ją­cym maszy­no­pis był dr Rado­sław Wiśniew­ski, który sku­pił się na ana­li­zie logicz­no­ści wywodu oraz sty­li­styce. Rów­nież bez Jego wkładu książka ta byłaby znacz­nie uboż­sza!

Na koniec chciał­bym podzię­ko­wać mojej Żonie Bar­ba­rze, która wyka­zała się ogromną cier­pli­wo­ścią i wyro­zu­mia­ło­ścią wobec męża, który dłu­gie tygo­dnie spę­dzał głów­nie przy kom­pu­te­rze, a nawet jeżeli nie, to i tak myślami był w innym cza­sie i miej­scu; no i za tole­ro­wa­nie w tym cza­sie ksią­żek i papie­rów poroz­kła­da­nych na biurku i dookoła niego. Podob­nie chciał­bym podzię­ko­wać moim dzie­ciom: Nata­lii, Hele­nie, Wero­nice, Jerzemu oraz Sta­ni­sła­wowi, i jed­no­cze­śnie je prze­pro­sić, że wie­lo­krot­nie nie znaj­do­wa­łem dla nich czasu, gdy byłem pogrą­żony w pisa­niu.

Nie chcę zmie­niać poprzed­niego aka­pitu, gdyż miał on być zakoń­cze­niem wstępu. Życie jed­nakże pisze różne sce­na­riu­sze i muszę dopi­sać jesz­cze podzię­ko­wa­nia wszyst­kim tym, któ­rzy poma­gali mi czy wspie­rali mnie modli­twą czy dobrym sło­wem w trak­cie bitwy z nowo­two­rem, którą przy­szło mi nie­spo­dzie­wa­nie sto­czyć; bez względu na wynik, jaki dla mnie ona przy­nie­sie.

Roz­dział I Siły stron

ROZ­DZIAŁ I SIŁY STRON

Uwagi ogólne

Czas mię­dzy wojną fran­cu­sko-pru­ską a pierw­szą wojną świa­tową to okres dyna­micz­nego przy­ro­stu lud­no­ści oraz roz­woju sieci kole­jo­wej i wpro­wa­dza­nia do uzbro­je­nia poszcze­gól­nych armii nowych, coraz bar­dziej śmier­cio­no­śnych rodza­jów broni. Utrzy­my­wa­nie na sto­pie poko­jo­wej wiel­kich mas żoł­nie­rzy było nie­zwy­kle kosz­towne, toteż armie mocarstw, z wyjąt­kiem Wiel­kiej Bry­ta­nii, zde­cy­do­wały się naśla­do­wać sys­tem pru­ski i corocz­nie wcie­lać do sze­re­gów kon­tyn­gent wszyst­kich zdol­nych do nosze­nia broni męż­czyzn, grun­tow­nie ich prze­szko­lić, a następ­nie skie­ro­wać do rezerwy i utrzy­my­wać ich umie­jęt­no­ści na wła­ści­wym pozio­mie za pomocą regu­lar­nych ćwi­czeń. W prak­tyce jed­nak powo­ły­wa­nie wszyst­kich nie było moż­liwe.

Niemcy; Liczeb­ność

Na sto­pie poko­jo­wej armia nie­miecka skła­dała się z kon­tyn­gen­tów róż­nych kra­jów Rze­szy - naj­więk­szym była oczy­wi­ście Kró­lew­ska Armia Pru­ska, do któ­rej włą­czono rów­nież siły mniej­szych lan­dów. Oprócz niej funk­cjo­no­wały woj­ska wir­tem­ber­skie (XIII KA), saskie (XII i XIX KA) oraz bawar­skie, które miały wręcz odrębną nume­ra­cję (I, II, III KA)21. Poza Dywi­zją Kawa­le­rii Gwar­dii nie­miec­kie wiel­kie jed­nostki skła­dały się - z poje­dyn­czymi wyjąt­kami - z dwóch bry­gad pie­choty, bry­gady kawa­le­rii i bry­gady arty­le­rii polo­wej. Na każdy kor­pus przy­pa­dał pułk arty­le­rii cięż­kiej (zwa­nej wów­czas pie­szą). Łącz­nie w 1914 roku na sto­pie poko­jo­wej skła­da­jąca z pobo­ro­wych armia w Niem­czech liczyła około 657 000 żoł­nie­rzy.

Po mobi­li­za­cji Druga Rze­sza powo­łała pod broń 120 000 ofi­ce­rów oraz ponad 3 700 000 żoł­nie­rzy. Z tej liczby armię polową (Fel­dheer) i załogi twierdz sta­no­wiło pra­wie 84 400 ofi­ce­rów i ponad 2 310 000 sze­re­go­wych. Pozo­stali, w licz­bie 35 400 ofi­ce­rów oraz bli­sko 1 390 000 żoł­nie­rzy, wcho­dzili w skład wojsk obszaru tyło­wego (Besat­zung­sheer). W tej licz­bie znaj­do­wały się rów­nież bata­liony, szwa­drony i bate­rie zapa­sowe, pozo­sta­wione przez wyru­sza­jące na front pułki w miej­scach swo­jego sta­cjo­no­wa­nia. Miały one za zada­nie szko­lić uzu­peł­nie­nia dla macie­rzy­stych jed­no­stek. W kry­tycz­nych sytu­acjach jed­nak rów­nież tra­fiały na front.

Trzeba dodać, że wyszko­lo­nych rezer­wi­stów było jesz­cze wię­cej - nieco ponad 4 900 000. Do sfor­mo­wa­nia armii polo­wej wyko­rzy­stano zatem zale­d­wie 70%, pozo­sta­wia­jąc przy mobi­li­za­cji około 1 400 000 nie­wy­ko­rzy­sta­nych. Do tego docho­dziło pra­wie 5 475 000 męż­czyzn w wieku pobo­ro­wym, któ­rzy nie prze­szli prze­szko­le­nia, gdyż Niemcy co roku powo­ły­wali do odby­cia służby zasad­ni­czej zale­d­wie około połowy obję­tych tym obo­wiąz­kiem22. W 1913 roku liczba pomi­nię­tych wynio­sła aż 38 00023.

W Niem­czech obo­wią­zek służby woj­sko­wej reali­zo­wano ten spo­sób, że każdy męż­czy­zna był zobo­wią­zany słu­żyć w armii sta­łej od ukoń­cze­nia 20. roku do roz­po­czę­cia 28. roku życia; przez 2-3 lata (zależ­nie od broni) znaj­do­wał się w służ­bie czyn­nej, a następ­nie w rezer­wie.

Po ukoń­cze­niu okresu rezerwy męż­czyźni zali­czani byli do Lan­dwhry, gdzie przy­na­le­żeli do ukoń­cze­nia 39. roku życia. Następ­nie kwa­li­fi­ko­wano ich do landsz­turmu, gdzie pozo­sta­wali do ukoń­cze­nia 45 lat. Znaj­do­wali się tam rów­nież męż­czyźni od 17. do 45. roku życia, któ­rzy nie prze­szli prze­szko­le­nia woj­sko­wego24. Zarówno żoł­nie­rze lan­dwery i landsz­turmu mieli wyko­ny­wać drugo-, a nawet trze­cio­rzędne zada­nia, np. służbę war­tow­ni­czą. W prak­tyce jed­nak zło­żone z nich jed­nostki zna­la­zły się w polu i brały udział w wal­kach.

Orga­ni­za­cja

Mobi­li­za­cja ozna­czała nie tylko znaczny przy­rost liczebny, ale także daleko idące zmiany w orga­ni­za­cji wiel­kich jed­no­stek. Nie­miecka dywi­zja pie­choty na sto­pie wojen­nej skła­dała się z dwóch bry­gad pie­choty, a te z kolei z dwóch puł­ków (po trzy bata­liony i jed­nej kom­pa­nii ckm każdy). Do tego docho­dziła jazda dywi­zyjna, którą sta­no­wił "pół­pułk" (Halb-Regi­ment) kawa­le­rii, liczący trzy szwa­drony. Wspar­cie ogniowe dla wiel­kiej jed­nostki zapew­niała bry­gada arty­le­rii z dwoma puł­kami (każdy po dwa dywi­zjony skła­da­jące się z trzech bate­rii oraz kolumny amu­ni­cyj­nej). Nie były one jed­nakże jed­no­li­cie zor­ga­ni­zo­wane. O ile jeden z regi­men­tów posia­dał na wypo­sa­że­niu jedy­nie armaty 7,7 cm, o tyle w dru­gim jeden z dywi­zjo­nów miał hau­bice polowe kali­bru 10,5 cm. W skład dywi­zji wcho­dziły rów­nież: 1-2 kom­pa­nie pio­nie­rów, 1-2 kom­pa­nie sani­tarne oraz kolumna mostowa. Łącz­nie nie­miecka dywi­zja pie­choty eta­towo liczyła w zaokrą­gle­niu 17 000 żoł­nie­rzy, 4000 koni i 600 wozów tabo­ro­wych.

Na szcze­blu dwu­dy­wi­zyj­nego kor­pusu armij­nego docho­dziły: eska­dra lot­ni­cza (sześć samo­lo­tów), dywi­zjon łącz­no­ści, plu­ton reflek­to­rów oraz dywi­zjon cięż­kich hau­bic 15 cm (cztery bate­rie) wraz z kolumną amu­ni­cyjną. Oprócz tego ten zwią­zek ope­ra­cyjny dys­po­no­wał służ­bami tyło­wymi, jak laza­rety, kolumny amu­ni­cyjne dla arty­le­rii polo­wej i cięż­kiej itp. Łącz­nie kor­pus liczył 24 bata­liony pie­choty, 6 szwa­dro­nów kawa­le­rii, 28 bate­rii arty­le­rii oraz 3 kom­pa­nie pio­nie­rów25.

Nie­miecka dywi­zja rezer­wowa miała pra­wie iden­tyczną orga­ni­za­cję pie­choty (jedna z dwóch dywi­zji w kor­pu­sie rezer­wo­wym miała dodat­kowy rezer­wowy bata­lion strzel­ców26) oraz kawa­le­rii dywi­zyj­nej, z tą jedy­nie róż­nicą, że two­rzyły je jed­nostki rezer­wowe. Wyraźna róż­nica poja­wiała się dopiero w arty­le­rii, którą sta­no­wił zale­d­wie jeden pułk (dwa dywi­zjony, w każ­dym trzy bate­rie po cztery armaty 7,7 cm oraz kolumna amu­ni­cyjna). Dodat­kowo ta wielka jed­nostka dys­po­no­wała rezer­wo­wymi: kom­pa­nią sani­tarną, kolumną mostową oraz 1-2 kom­pa­niami pio­nie­rów. Na szcze­blu dwu­dy­wi­zyj­nego kor­pusu rezer­wowego docho­dził jedy­nie rezer­wowy oddział łącz­no­ści oraz kolumny amu­ni­cyjne arty­le­rii polo­wej itp. służby tyłowe. Łącz­nie ten zwią­zek ope­ra­cyjny posia­dał: 25 bata­lio­nów pie­choty, 6 szwa­dro­nów kawa­le­rii, 12 bate­rii arty­le­rii oraz 3 kom­pa­nie pio­nie­rów27. Widać zatem, że jed­nostki rezer­wowe miały znacz­nie mniej­szą siłę ognia nie tylko ze względu na mniej­szą liczbę luf, ale przede wszyst­kim na cał­ko­wity brak arty­le­rii stro­mo­to­ro­wej.

W wyniku mobi­li­za­cji z ist­nie­ją­cych na sto­pie poko­jo­wej bry­gad jazdy Niemcy sfor­mo­wali też dywi­zje kawa­le­rii28. Skła­dały się one z trzech bry­gad po dwa czte­rosz­wa­dro­nowe pułki każda. Do tej wiel­kiej jed­nostki przy­dzie­lano bata­lion strzel­ców (wraz z kom­pa­nią ckm oraz kom­pa­nią kola­rzy). Jed­nostki orga­niczne dywi­zji to: pod­od­działy łącz­no­ści i pio­nie­rów, dywi­zjon arty­le­rii kon­nej (trzy bate­rie po cztery armaty 7,7 cm wraz z kolumną amu­ni­cyjną) oraz pod­od­dział ckm (sześć sztuk)29. Łącz­nie dys­po­no­wała ona około 5000 żoł­nie­rzami, 5300 końmi oraz 200 wozami30. Dywi­zje kawa­le­rii pod­po­rząd­ko­wy­wano "wyż­szym dowód­com kawa­le­rii", któ­rzy dys­po­no­wali tyl ko nie­wiel­kimi szta­bami bez jakich­kol­wiek jed­no­stek orga­nicz­nych, gdyż pod­le­głe im jed­nostki były samo­dzielne pod wzglę­dem służb tyło­wych. Dla uprosz­cze­nia jed­nak w niniej­szej książce nie­miec­kie związki ope­ra­cyjne jazdy nazy­wane będą kor­pu­sami kawa­le­rii, mimo iż ofi­cjal­nie nimi nie były, nie posia­dały także żad­nych jed­no­stek szcze­bla kor­pu­śnego31.

Poważ­nym zanie­dba­niem armii nie­miec­kiej, które zemściło się w cza­sie walk nad Marną, był nie­do­ro­zwój łącz­no­ści, co utrud­niło (czy wręcz unie­moż­li­wiło) sprawne poro­zu­mie­wa­nie się pomię­dzy poszcze­gól­nymi szta­bami i dowódz­twami armii a Wielką Kwa­terą Główną.

Uzbro­je­nie

Pod­sta­wową bro­nią nie­miec­kiej pie­choty był kara­bin wz. 98 (Gewehr 98) z maga­zyn­kiem na pięć naboi, który nie był nową kon­struk­cją, ale zasad­ni­czo udo­sko­na­le­niem wzoru 88. Skon­stru­owano do niego rów­nież nowe poci­ski ostro­łu­kowe ze sta­lo­wym płasz­czem, które dzięki mniej­szej masie osią­gały pręd­kość począt­kową 885 m/s32. Dola­ty­wały wpraw­dzie na około 4000 m, jed­nakże sku­teczny zasięg ognia był dużo niż­szy, choć i tak prze­kra­czał moż­li­wo­ści obser­wa­cyjne strzelca. Amu­ni­cja ta miała także znaczną ener­gię kine­tyczną. Pocisk z tego kara­binu był w sta­nie prze­bić war­stwę suchego drewna sosno­wego gru­bo­ści 10 cm z odle­gło­ści nawet 1800 m, a na mniej­szy dystans nawet 60 cm. Do 350 m moż­liwe było prze­strze­le­nie płyt żela­znych gru­bo­ści 7 mm. Ochronę zapew­niały dopiero 9,5 mm pan­ce­rze sta­lowe naj­lep­szej jako­ści. Pocisk prze­cho­dził rów­nież przez mur gru­bo­ści poje­dyn­czej cegły, a w pia­sek czy zie­mię wbi­jał się na 90 cm33. Pod­kre­ślić przy tym należy, że kara­bin 98 cecho­wał się przy tym bar­dzo dobrą cel­no­ścią. Nie był jed­nakże pozba­wiony wad. Przede wszyst­kim był sto­sun­kowo wraż­liwy na zabru­dze­nia. Do sła­bych stron kara­binu woj­skowi zali­czali też fakt, iż więk­szość spo­wo­do­wa­nych przez niego ran dość szybko się goiła. Gene­rał Frie­drich von Tay­sen, inspek­tor pie­choty, po 1921 roku w swoim stu­dium na temat kara­binu wz. 98 jasno stwier­dził, iż przy kon­stru­owa­niu tej broni za bar­dzo myśle­li­śmy o bali­styce, a za mało o dzia­ła­niu na cel34.

Do kara­bi­nów wz. 98 sto­so­wano bagnety wz. 1898, któ­rych głow­nie na 1/3 były obo­sieczne, nada­wały się zarówno do kłu­cia, jak i cię­cia. Dłu­gość głowni wyno­siła 520 mm, bagnetu - 652 mm, a kara­binu z nasa­dzo­nym bagne­tem - 177 cm. Nie­mniej jed­nak takie połą­cze­nie oka­zało się mało prak­tyczne. Manew­ro­wa­nie czymś tak dłu­gim było utrud­nione, a same głow­nie dość czę­sto się zgi­nały i łamały35.

Bro­nią wspar­cia pie­choty był ciężki kara­bin maszy­nowy Maxim wz. 08. Był on ciężki w peł­nym tego słowa zna­cze­niu - bez pod­stawy ważył 23 kg (z czego około 3 kg przy­pa­dało na wodę w chłod­nicy), z pod­stawą zaś 54 kg. Była to solidna i nie­za­wodna kon­struk­cja, jed­nakże skła­dała się z wielu drob­nych czę­ści, które wyma­gały bar­dzo sta­ran­nego i umie­jęt­nego obcho­dze­nia się z nimi, gdyż w prze­ciw­nym razie powstaje bar­dzo wielka ilość róż­nego rodzaju zacięć, któ­rych roz­po­zna­wa­nie i usu­wa­nie jest bar­dzo trudne i wymaga dużo czasu. Ckm wz. 08 zasi­lany był z 250-nabo­jo­wej taśmy tą samą amu­ni­cją kali­bru 7,92 mm, co kara­bin 98. Osią­gał przy tym szyb­ko­strzel­ność prak­tyczną 400 strz/min36.

W począt­ko­wym okre­sie wojny w każ­dym pułku pie­choty znaj­do­wała się kom­pa­nia ckm, wypo­sa­żona w 12 sztuk tej broni. Nie­miecki regu­la­min prze­wi­dy­wał uży­cie ich przy ataku w linii strze­lec­kiej, jeżeli to moż­liwe, ukry­tych przed roz­po­zna­niem nie­przy­ja­ciela. Gdy poru­szano się sko­kami, miały kryć ogniem żoł­nie­rzy wyko­nu­ją­cych ruch naprzód. W obro­nie zaś nale­żało poczy­nić wszyst­kie przy­go­to­wa­nia, które pod­no­siły sku­tecz­ność ognia i osłony37.

W prak­tyce uży­cie ceka­emów w ataku było skom­pli­ko­wane, choć sto­so­wano np. przy­go­to­wa­nie ogniowe, ostrze­li­wu­jąc pozy­cje obroń­ców w trak­cie natar­cia. Nie­mniej jed­nak znacz­nie więk­szy wpływ na prze­bieg dzia­łań wojen­nych miało wyko­rzy­sta­nie ich w obro­nie, co wal­nie przy­czy­niło się do prze­kształ­ce­nia wojny w wojnę pozy­cyjną.

Jak wspo­mniano wcze­śniej, w dywi­zjach pie­choty znaj­do­wały się dwa rodzaje puł­ków arty­le­rii polo­wej. Pierw­szy posia­dał na wypo­sa­że­niu jedy­nie armaty 7,7 cm. Masa tych dział wyno­siła 1020 kg, a z przod­kiem 1910 kg. Mogły one strze­lać bądź gra­na­tami, bądź szrap­ne­lami (300 lotek) z regu­lo­wa­nym zapal­ni­kiem cza­so­wym z mak­sy­malną nastawą na 5000 m. Dla poci­sku z zapal­ni­kiem ude­rze­nio­wym zasięg ognia wyno­sił do 8000 m. Oby­dwa rodzaje poci­sków ważyły 6,85 kg. Szyb­ko­strzel­ność docho­dziła do 20 strza­łów na minutę38. Pod wzglę­dem dono­śno­ści ustę­po­wała wyraź­nie fran­cu­skiej arma­cie polo­wej 75 mm.

Jak wspo­mniano, w bry­ga­dzie arty­le­rii polo­wej jeden dywi­zjon miał na wypo­sa­że­niu hau­bice kali­bru 10,5 cm. Wystrze­li­wały one na odle­głość 6300 m poci­ski ważące 15,8 kg. Zasięg ognia był sto­sun­kowo nie­wielki, gdyż nie był dla kon­struk­to­rów prio­ry­te­tem. Uwa­żano, że będą strze­lać z osło­nię­tych sta­no­wisk, co miało im zapew­nić ochronę przed prze­ciw­dzia­ła­niem ze strony nie­przy­ja­ciela. Główną zaletą tych dział był stromy tor lotu poci­sku, co umoż­li­wiało nie tylko pro­wa­dze­nie ognia pośred­niego, ale także raże­nie celów ukry­tych w for­ty­fi­ka­cjach polo­wych. W począt­ko­wym okre­sie wojny dawały one Niem­com znaczną prze­wagę.

Niemcy na początku XX wieku roz­bu­do­wy­wali swoją ciężką arty­le­rię (zwaną przez nich arty­le­rią pie­szą), która była im nie­zbędna do szyb­kiego zneu­tra­li­zo­wa­nia twierdz bel­gij­skich, co w ich mnie­ma­niu było pierw­szym kro­kiem do poko­na­nia Fran­cji. Jako pierw­szą wpro­wa­dzono 15 cm (149,7 mm) hau­bicę wz. 02, a przed wybu­chem wojny poja­wił się kolejny typ, ozna­czony jako wz. 1339. Przed mobi­li­za­cją zdo­łano skon­stru­ować do tych dział pocisk, który dawał dobre wyniki przy strze­la­niu do umoc­nień drew­niano-ziem­nych gru­bo­ści 2 m. Zasięg ognia cięż­kiej hau­bicy polo­wej wz. 13 wyno­sił 8500 m40. W 1905 roku przy­jęto na uzbro­je­nie 10 cm armatę wz. 0441. Posia­dała ona zasięg ognia do 10 300 m oraz dosta­teczną ruchli­wość. Przy­go­to­wano do niej zarówno szrap­nele, jak i gra­naty42.

Przed wybu­chem wojny zdo­łano jesz­cze skon­stru­ować hau­bicę43 21 cm (Mörser)44. Działo to było kom­pro­mi­sem pomię­dzy siłą raże­nia poci­sku arty­le­rii oblęż­ni­czej a moż­li­wo­ścią wyko­rzy­sta­nia w polu. Do trans­portu roz­kła­dane było na trzy czę­ści prze­wo­żone za pomocą trak­cji kon­nej. Zasięg jego ognia wyno­sił 9400 m. W ważą­cym 120 kg poci­sku znaj­do­wało się 17 kg mate­ria­łów wybu­cho­wych. Działo to było w sta­nie nisz­czyć nie tylko umoc­nie­nia polowe, a nawet lżej­sze obiekty beto­nowe czy pan­cerne45.

Niemcy roz­wi­jali rów­nież ciężką arty­le­rię pła­sko­to­rową. Pierw­szą nowo­cze­sną kon­struk­cją była armata 10 cm wz. 04. Mio­tała ona poci­ski ważące 18,75 kg na odle­głość do 10 300 m z teo­re­tyczną szyb­ko­strzel­no­ścią do 10 strza­łów na minutę. W latach 1909-1911 przy­jęto na uzbro­je­nie armatę 13 cm, która zapew­niła wpraw­dzie dono­śność 14 000 m, jed­nakże sku­tecz­ność jej 40-kilo­gra­mo­wych poci­sków (szrap­neli i gra­na­tów) oka­zała się nie­za­do­wa­la­jąca. Masa działa przy tym wzro­sła na tyle, że konieczny był jego trans­port w dwóch czę­ściach46.

W cza­sie bitwy zamie­rzano uży­wać stro­mo­to­ro­wej arty­le­rii cięż­kiej do nisz­cze­nia umoc­nień, a pła­sko­to­ro­wej do pro­wa­dze­nia ognia kontr­ba­te­ryj­nego, dzięki czemu nie­miec­kie działa polowe mogłyby bez prze­szkód pro­wa­dzić przy­go­to­wa­nie ogniowe i wspie­rać nacie­ra­jącą pie­chotę. Z tego względu cięż­kie bate­rie powinny masze­ro­wać na końcu sił głów­nych dywi­zji, do któ­rej ją przy­dzie­lano47.

Praw­dziwą dumę arty­le­rii nie­miec­kiej sta­no­wiły jed­nak działa naj­więk­szych kali­brów. Pod koniec XIX wieku Niemcy posia­dali sześć cięż­kich moź­dzie­rzy nad­brzeż­nych kali­bru 30,5 cm, któ­rych głów­nym zada­niem - wbrew nazwie - było nisz­cze­nie twierdz. Wystrze­li­wały one pocisk prze­ciw­pan­cerny o wadze 400 kg na odle­głość do 8200 m. W modelu wpro­wa­dzo­nym w 1910 roku zasięg ognia wzrósł nawet do 12 000 m. Pocisk prze­bi­jał kopuły ze stali pan­cer­nej gru­bo­ści 25 cm lub pan­ce­rze z żelaza wal­co­wa­nego do 36 cm, ale nie radził sobie ze stro­pami żel­be­to­wymi gru­bo­ści powy­żej 1,5 m48.

Jesz­cze potęż­niej­sza była słynna "Gruba Berta" - hau­bica 42 cm, która była w sta­nie znisz­czyć każdą ówcze­sną for­ty­fi­ka­cję49. Dla ukry­cia praw­dzi­wego celu powsta­nia tego działa została ona ofi­cjal­nie nazwana krótką armatą mary­narki. Masa tego kolosa wyno­siła około 115 ton. Przy­go­to­wa­nie sta­no­wi­ska bojo­wego zaj­mo­wało od 29 do 36 godzin. Zasięg ognia zaś wyno­sił 13 675 m. W uży­ciu była rów­nież wer­sja o mniej­szej dono­śno­ści, za to przy­sto­so­wana do ciągu mecha­nicz­nego50.

Co cie­kawe, począt­kowo cesarz Wil­helm II nie chciał wpro­wa­dze­nia tarcz ochron­nych przy dzia­łach polo­wych, ponie­waż oba­wiał się, że ucierpi na tym duch ofen­sywny armii nie­miec­kiej. Dał się jed­nak prze­ko­nać stwier­dze­niem, że ich brak pozwoli Fran­cu­zom na łatwe wyeli­mi­no­wa­nie arty­le­rzy­stów, a następ­nie zwró­ce­nie się prze­ciwko pie­cho­cie i zada­nie jej poważ­nych strat51.

W chwili wybu­chu wojny Niemcy posia­dali łącz­nie pra­wie 7000 dział arty­le­rii lek­kiej, z czego w armii polo­wej zna­la­zły się 4534 armaty 7,7 cm oraz 1068 hau­bic 10,5 cm. Arty­le­ria ciężka zaś dys­po­no­wała: ponad 400 cięż­kimi hau­bicami polo­wymi kali­bru 15 cm, ponad 100 hau­bicami 21 cm, 16 arma­tami kali­bru 10 cm. W skład stro­mo­to­ro­wej arty­le­rii oblęż­ni­czej wcho­dziły: sie­dem "Gru­bych Bert" kali­bru 42 cm, 10 moź­dzie­rzy 30,5 cm, 80 hau­bic 21 cm, 520 hau­bic 15 cm (w tym 120 star­szych typów); pła­sko­to­ro­wej zaś: 32 armaty 13 cm oraz 176 armat 10 cm. Łącz­nie dawało to 1369 dział cięż­kich. Do tego w twier­dzach i umoc­nie­niach nad­brzeż­nych znaj­do­wało się kolejne 4378 luf, jed­nakże tylko 72 nowo­cze­sne52.

Zgro­ma­dzone zapasy amu­ni­cji do dział polo­wych zbli­żały się do 5 000 000 poci­sków - w przy­bli­że­niu 700 na armatę oraz 670 na hau­bicę. Wyli­cze­nie liczby amu­ni­cji dla arty­le­rii cięż­kiej jest bar­dziej skom­pli­ko­wane ze względu na mno­gość kali­brów, jed­nakże dla przy­kładu można podać, że do hau­bic 15 cm zgro­ma­dzono ponad 850 000 poci­sków, a do armat 10 cm ponad 270 00053.

Niemcy dys­po­no­wali też spo­rym lot­nic­twem, gdyż już w 1910 roku było oczy­wi­ste, że nowa broń będzie przy­datna na polu walki. Wów­czas też sfor­mo­wano pierw­szą jed­nostkę lot­ni­czą. Samo­loty uczest­ni­czyły rów­nież w przed­wo­jen­nych manew­rach.

W 1914 roku, w wyniku mobi­li­za­cji, sfor­mo­wano 29 polo­wych oddzia­łów lot­ni­czych (po sześć samo­lo­tów), a w więk­szych twier­dzach dodat­kowo cztery for­teczne oddziały lot­ni­cze (po cztery maszyny). Na fron­cie zachod­nim utwo­rzono je w Metzu i Stras­burgu. Łącz­nie wysta­wiono 232 samo­loty w pierw­szej linii, nie licząc zapa­so­wych. Każda z nie­miec­kich armii posia­dała wła­sny park lot­ni­czy. Na front zachodni tra­fiły 182 maszyny ze 194 potrzeb­nych eta­towo.

Wśród typów pano­wała spora róż­no­rod­ność - oprócz jed­no­pła­to­wych Rum­ple­rów A.II Taube, można było spo­tkać dwu­pła­towce: Alba­tros B.I, Avia­tik B.I, LVG B.I, DFW B.I oraz Otto54.

Tak­tyka

Pod­kre­ślić należy, że o ile regu­la­miny wyzna­czały ramy tak­tyczne, o tyle dowódcy kor­pu­sów posia­dali pewną swo­bodę w szko­le­niu pod­le­głych sobie jed­no­stek. Pro­wa­dziło to do innego roz­ło­że­nia akcen­tów i tym samym róż­nic w wyszko­le­niu.

Jeżeli cho­dzi o tak­tykę, to regu­la­min pie­choty pod­kre­ślał, że ofi­cer jest wzo­rem dla swo­ich ludzi; swoim przy­kła­dem pociąga ich za sobą. Utrzy­muje żoł­nie­rzy w naj­ostrzej­szej dys­cy­pli­nie i pro­wa­dzi ich do zwy­cię­stwa nawet po ogrom­nym wysiłku i cięż­kich stra­tach. Ma przy tym być dla nich wier­nym pomoc­ni­kiem i winien cie­szyć się ich bez­gra­nicz­nym zaufa­niem. Zada­niem pod­ofi­cera było wspar­cie ofi­cera w tych dzia­ła­niach, a w razie potrzeby także i jego zastą­pie­nie. Wewnętrzna zwar­tość oddzia­łów spo­czywa na jego nie­za­wod­no­ści i wier­no­ści obo­wiąz­kowi55. Kła­dziono przy tym nacisk na samo­dziel­ność dowódcy i poje­dyn­czego strzelca - z tego względu regu­la­min wręcz zaka­zy­wał wyćwi­cze­nia wybra­nych sytu­acji bojo­wych.

W myśl regu­la­minu pie­chota jest bro­nią główną. Wraz z arty­le­rią zwal­cza wroga ogniem. Sama łamie jego ostatni opór. Dźwiga główny cię­żar walki i ponosi naj­więk­sze ofiary. Za to czeka ją naj­więk­sza sława. Pod­kre­ślano przy tym, że w natar­ciu nale­żało kie­ro­wać się zasadą za wszelką cenę naprzód na wroga56.

Co warte pod­kre­śle­nia, uwa­żano, że atak polega na ostrze­li­wa­niu prze­ciw­nika, w razie koniecz­no­ści znajm­niej­szej odle­gło­ści, nato­miast o poko­na­niu prze­ciw­nika prze­są­dza szturm na broń białą57.

Na nowo­cze­snym polu bitwy sama pie­chota nie mogłaby nic zdzia­łać bez wspar­cia dział. Miała go udzie­lić arty­le­ria polowa, a która - według sto­sow­nego regu­la­minu - łączy silne dzia­ła­nie poci­sku z wysoką szyb­ko­strzel­no­ścią i potrafi samo w sobie silne dzia­ła­nie ognia jesz­cze wyraź­nie wzmoc­nić nie­spo­dzie­wa­nym poja­wie­niem się. Wska­zy­wano, że szyb­ko­strzel­ność działa musi być wyko­rzy­stana do cza­so­wego obez­wład­nie­nia prze­ciw­nika szyb­kimi, krót­kimi i sil­nymi falami ognia. [...] Głów­nym zada­niem arty­le­rii polo­wej jest jak naj­sku­tecz­niej­sze wspie­ra­nie pie­choty. Jej dzia­ła­nie w boju nie może być ani w cza­sie, ani w prze­strzeni oddzie­lone od tej pie­choty. Zasad­ni­czo musi wciąż zwal­czać te cele, który są naj­nie­bez­piecz­niej­sze dla wła­snej pie­choty58.

W regu­la­mi­nie wyszko­le­nia arty­le­rii cięż­kiej pisano zaś, że: łączy silne dzia­ła­nie poci­sku z dużym zasię­giem i wystar­cza­jącą szyb­ko­strzel­no­ścią. Ruchli­wość jej ele­men­tów o ciągu kon­nym jest dopa­so­wana do przy­pa­da­ją­cych jej zadań [...] Część arty­le­rii pie­szej może jako ciężka arty­le­ria zostać przy­dzie­lona oddzia­łom polo­wym. Naj­cięż­sze hau­bice (Mörser)są potrzebne do nisz­cze­nia umoc­nień sta­łych i polo­wych [...] Do dział stro­mo­to­ro­wych sto­suje się głów­nie gra­naty, do pła­sko­to­ro­wych szrap­nele, gra­naty i cza­sami kar­ta­cze. Cięż­kie hau­bice polowe i oblęż­ni­cze strze­lały jedy­nie gra­na­tami59. Arty­le­ria pie­sza ma we współ­dzia­ła­niu z arty­le­rią polową wspie­rać pie­chotę. Osiąga to głów­nie przez obez­wład­nie­nie arty­le­rii. Jej ogień ma roz­strzy­ga­jące zna­cze­nie prze­ciwko widocz­nej i łatwej do wykry­cia arty­le­rii, prze­ciwko woj­sku w ukry­ciach lub za nimi, a zwłasz­cza prze­ciwko moc­niej roz­bu­do­wa­nym pozy­cjom pie­choty60.

Warto wspo­mnieć także o regu­la­mi­nie kawa­le­rii, który był odbi­ciem kon­ser­wa­ty­zmu ofi­ce­rów tej broni. Stwier­dzał on, że walka konna jest domi­nu­ją­cym spo­so­bem walki kawa­le­rii. Zasad­ni­czo pro­wa­dzona jest ona więk­szymi zgru­po­wa­niami we współ­dzia­ła­niu z arty­le­rią konną i kara­bi­nami maszy­no­wymi. Dopiero w dru­gim punk­cie wspo­mi­nano, że kawa­le­ria jest dzięki swej broni strze­lec­kiej zdolna także do walki pie­szo. Jest w sta­nie - zwłasz­cza przy wspar­ciu arty­le­rii i kara­bi­nów maszy­no­wych - sta­wiać opór oddzia­łom róż­nych broni [...] Tam, gdzie wymaga tego sytu­acja, nie unika także ataku. Czę­sto będzie łączyć walkę pie­szo z walką konno61. Regu­la­min zawie­rał także wska­zówki, jak pro­wa­dzić walkę konno i pie­szo w róż­nych sytu­acjach. Jed­nakże oprócz racjo­nal­nych sfor­mu­ło­wań, jak tylko żoł­nierz, który opa­no­wał walkę ogniową, pew­nie użyje kara­binka62, poja­wiają się zale­ce­nia cał­ko­wi­cie ode­rwane od rze­czy­wi­sto­ści. Naj­lep­szym tego przy­kła­dem jest punkt o szarży na kara­biny maszy­nowe: jeżeli wal­czą one w związku z nie­przy­ja­ciel­ską kawa­le­rią, to cho­dzi o to, żeby je zwią­zać moż­li­wie małymi siłami i przez to odcią­gnąć ich nisz­czy­ciel­skie dzia­ła­nie od wła­snych sze­re­gów. Czę­sto wystar­czy do tego celu jeden szwa­dron. Ata­ku­jeon w jed­nym rzu­cie z moż­li­wie wielu stron63. Idea odwró­ce­nia uwagi jak naj­bar­dziej słuszna, jed­nakże szanse powo­dze­nia takich szarż raczej nie były zbyt duże...

Kawa­le­ria samo­dzielna, pod­le­gła bez­po­śred­nio OHL lub dowódz­twom armii, winna pró­bo­wać moż­li­wie wcze­śnie uzy­skać wgląd w sytu­ację u nie­przy­ja­ciela. Powinna sta­rać się nie tylko wyrzu­cić nie­przy­ja­ciel­ską kawa­le­rię z pola bitwy, lecz także wyprzeć albo prze­ła­mać wysu­nięte oddziały wszyst­kich broni prze­ciw­nika i prze­drzeć w pobliże kolumn nie­przy­ja­ciela64.

Łukasz Przy­było jako cha­rak­te­ry­styczne cechy dok­tryny nie­miec­kiej tego okresu wska­zał nie­zwy­kłą agre­syw­ność oraz dąże­nie do osią­gnię­cia roz­strzy­ga­ją­cego zwy­cię­stwa poprzez oskrzy­dle­nie prze­ciw­nika. Jed­no­cze­śnie jed­nak Niemcy doce­niali zna­cze­nie siły ognia, toteż dopro­wa­dzili do dużego nasy­ce­nia pie­choty bro­nią maszy­nową, a dywi­zji arty­le­rią. W odróż­nie­niu od Fran­cu­zów brali pod uwagę moż­li­wość obrony ogniem, żeby zwią­zać nie­przy­ja­ciela. Podob­nie jak ich prze­ciw­nicy, przy­go­to­wy­wali się jedy­nie na krótką wojnę, jed­nak zadbali o sfor­mo­wa­nie kor­pu­sów rezer­wo­wych, by wzmoc­nić jak naj­szyb­ciej armię polową65.

Kolejną cechą cha­rak­te­ry­styczną dok­tryny nie­miec­kiej była nie­za­leż­ność dowód­ców szcze­bla tak­tycz­nego i ope­ra­cyj­nego w podej­mo­wa­niu decy­zji, co nazy­wano Auftrags-tak­tik66. Pole­gała ona na przy­dzie­la­niu pod­wład­nemu zada­nia wraz z siłami i ze środ­kami do jego wyko­na­nia bez inge­ro­wa­nia w spo­sób jego reali­za­cji. Zapew­niała każ­demu dowódcy dużą swo­bodę do wyka­za­nia się ini­cja­tywą67. Za jej pre­kur­sora uwa­żany jest mar­sza­łek Hel­muth von Moltke (star­szy), jed­nakże jej początki się­gają cza­sów przed zjed­no­cze­niem Nie­miec. Osta­tecz­nym zwy­cię­stwem Auftrags-tak­tik były prze­pisy cyto­wa­nego wcze­śniej regu­la­minu wyszko­le­nia pie­choty z 1906 roku68.

Fran­cja; Liczeb­ność

O ile w 1911 roku na sto­pie poko­jo­wej Fran­cja posia­dała armię liczącą około 608 000 żoł­nie­rzy, to - dzięki prze­dłu­że­niu w 1913 roku służby woj­sko­wej do trzech lat - w sierp­niu 1914 roku tę liczbę udało się pod­nieść do 736 000. Została ona następ­nie zwie­lo­krot­niona przez mobi­li­za­cję69, roz­po­czętą 2 sierp­nia. Do jej zakoń­cze­nia 18 sierp­nia pod broń powo­łano w sumie 2 200 000 żoł­nie­rzy w jed­nost­kach linio­wych oraz 1 540 000 w tery­to­rial­nych (starsi wie­kiem rezer­wi­ści, pod­le­ga­jący pobo­rowi w latach 1886-1899). Łącz­nie pod bro­nią zna­la­zło się 4 622 000 męż­czyzn70. Tak dobre wyniki osią­gnięto dzięki temu, że jedy­nie 1/5 spo­śród obję­tych powszech­nym obo­wiąz­kiem służby woj­sko­wej nie była powo­ły­wana do odby­cia obo­wiąz­ko­wej służby woj­sko­wej71.

Po zakoń­cze­niu czyn­nej służby woj­sko­wej rekruci przez 11 lat słu­żyli w rezer­wie, następ­nie sie­dem lat w armii tery­to­rial­nej oraz dal­sze sie­dem w rezer­wie armii tery­to­rial­nej72. Z tego względu for­mo­wane w cza­sie mobi­li­za­cji dywi­zje rezer­wowe (DRez) wciąż nada­wały się do walki w polu, w prze­ci­wień­stwie do jed­no­stek tery­to­rial­nych (DTer), skła­da­ją­cych się ze star­szych wie­kiem żoł­nie­rzy.

Orga­ni­za­cja

Fran­cu­ska dywi­zja pie­choty skła­dała się z dwóch bry­gad po dwa pułki. Każdy z nich miał trzy bata­liony pie­choty oraz kom­pa­nię ckm. Jazdę dywi­zyjną sta­no­wił zale­d­wie plu­ton wydzie­lany z kawa­le­rii kor­pu­śnej. Wspar­cie ogniowe zapew­niał pułk arty­le­rii z trzema dywi­zjo­nami po trzy bate­rie, wypo­sa­żony jedy­nie w armaty 75 mm. Dodat­kowo każda wielka jed­nostka posia­dała odpo­wied­nie for­ma­cje sani­tarne i saper­skie.

Dwie dywi­zje two­rzyły kor­pus, który dodat­kowo dys­po­no­wał: puł­kiem kawa­le­rii, puł­kiem arty­le­rii (armaty 75 mm), rezer­wową bry­gadą pie­choty (dwa dwu­ba­ta­lio­nowe pułki). Oprócz tego w jego skład wcho­dziły pod­od­działy: reflek­to­rów, łącz­no­ści, sape­rów czy mostowe. Kor­pus posia­dał także swoją wła­sną eska­drę lot­ni­czą. Zależ­nie od potrzeb i skrom­nych moż­li­wo­ści prze­wi­dy­wano przy­dzie­le­nie mu także kilku bate­rii arty­le­rii cięż­kiej. Łącz­nie ten zwią­zek ope­ra­cyjny liczył 28 bata­lio­nów (sie­dem kor­pusów miało dodat­kowo 29. bata­lion - strzel­ców), sześć szwa­dro­nów kawa­le­rii oraz 33 bate­rie arty­le­rii73.

Fran­cu­ska dywi­zja rezer­wowa w począt­ko­wym okre­sie wojny rów­nież skła­dała się z dwóch bry­gad pie­choty, po trzy dwu­ba­ta­lio­nowe pułki w każ­dej. Jazdę dywi­zyjną sta­no­wił rezer­wowy pułk kawa­le­rii (cztery szwa­drony), a wspar­cie ogniowe zapew­niał rezer­wowy pułk arty­le­rii (trzy dywi­zjony po trzy bate­rie armat 75 mm każdy). Dodat­kowo w skład tej wiel­kiej jed­nostki wcho­dzili sape­rzy, for­ma­cje sani­tarne itp.74. Te wiel­kie jed­nostki łączono w grupy dywi­zji rezer­wo­wych (GDR), które nie posia­dały jed­nakże żad­nych jed­no­stek kor­pu­śnych75.

Armia fran­cu­ska dys­po­no­wała rów­nież dywi­zjami kawa­le­rii. Skła­dały się one z trzech bry­gad (odpo­wied­nio huza­rów, dra­go­nów i kira­sje­rów76) po dwa pułki (w każ­dym cztery szwa­drony). Oprócz tego znaj­do­wały się w nich pod­od­działy kola­rzy, pio­nie­rów, łącz­no­ści oraz sani­tarne. Wspar­cie ogniowe zapew­niały dwie bate­rie arty­le­rii kon­nej. Do dys­po­zy­cji dowódcy jed­nostki był też klucz samo­lo­tów77.

Uzbro­je­nie

Pod­sta­wową bro­nią fran­cu­skiego pie­chura był kara­bin Lebel wz. 86/93 kali­bru 8 mm, pierw­szy na świe­cie (jako wz. 86) strze­la­jący amu­ni­cją na proch bez­dymny. Zasi­lany był ruro­wym maga­zyn­kiem na osiem naboi scho­wa­nym w łożu pod lufą. Przed walką żoł­nierz mógł przy­go­to­wać dzie­sięć naboi, umiesz­cza­jąc dodat­kowo po jed­nym w dono­śniku i komo­rze nabo­jo­wej. Łado­wa­nie maga­zynka jed­nakże było pro­ce­sem sto­sun­kowo skom­pli­ko­wa­nym i dłu­go­trwa­łym, przez co żoł­nierze uni­kali tego w cza­sie walki i korzy­stali z kara­binu, jak z broni jed­no­strza­ło­wej, każ­do­ra­zowo wkła­da­jąc do niej tylko jeden nabój. Wadą był także brak bez­piecz­nika z praw­dzi­wego zda­rze­nia. Zgro­ma­dzono takie zapasy tej broni, że w chwili wybu­chu wojny w skła­dach mobi­li­za­cyj­nych znaj­do­wało się 2 880 000 kara­binów wz. 86

Uży­wano amu­ni­cji ostro­łu­ko­wej, któ­rej wyso­kie wła­ści­wo­ści bali­styczne współ­grały z dobrymi przy­rzą­dami celow­ni­czymi. Jed­nakże w miarę opróż­nia­nia maga­zynka zmie­niało się nieco wywa­że­nie kara­binu, co utrud­niało pro­wa­dze­nie cel­nego ognia do tego samego celu.

Na kara­bin nakła­dany był bagnet z czwór­gra­nia­stą głow­nią dłu­go­ści 520 mm. Na pierw­szy rzut oka wyglą­dał groź­nie, w prak­tyce jed­nak był nie­po­ręczny oraz czę­sto się łamał. Żoł­nie­rze nazy­wali go piesz­czo­tli­wie "Roza­lią"78.

Fran­cuzi ze względu na liczne obszary pustynne w swo­ich kolo­niach zde­cy­do­wali się na wypo­sa­że­nie swej armii w kara­biny maszy­nowe chło­dzone powie­trzem, a nie wodą. Począt­kowo nie chcieli zaku­pić kon­struk­cji Hotch­kissa, ale skon­stru­owali w pań­stwo­wym arse­nale St. Etienne kara­bin maszy­nowy wz. 07. Broń ta była źle zapro­jek­to­wana - skom­pli­ko­wana i zawodna. Ważyła 25,4 kg, strze­lała poci­skami kali­bru 8 mm, które miały pręd­kość wylo­tową 700 m/s. Jej szyb­ko­strzel­ność teo­re­tyczna to 400 do 600 strz/min, jed­nakże zasi­lana była ze sztyw­nych taśm meta­lo­wych na zale­d­wie 24 lub 30 naboi79. Dopiero w toku dzia­łań wojen­nych zde­cy­do­wali się przy­jąć ckm Hotch­kiss do uzbro­je­nia.

Fran­cuzi skon­stru­owali świetną armatę 75 mm wz. 1897, wypro­du­ko­waną w zakła­dach Schne­idera. Na sta­no­wi­sku bojo­wym ważyła ona 1250 kg, a poci­ski wystrze­li­wała na mak­sy­malną odle­głość 11 200 m. Dłu­gość lufy wyno­siła 2,721 m, co odpo­wia­dało 36 kali­brom. Szyb­ko­strzel­ność teo­re­tyczna wyno­siła aż 25 strza­łów na minutę, jed­nakże dozwa­lano tylko na 12, gdyż w prze­ciw­nym razie można było dopro­wa­dzić do uszko­dze­nia ele­men­tów. Rewo­lu­cyjną czę­ścią tego działa był ole­jowo-powietrzny opo­ro­pow­rot­nik, który miał za zada­nie wyha­mo­wać ener­gię odrzutu po wystrzale, a następ­nie prze­su­nąć lufę na jej nor­malną pozy­cję.

Do armaty 75 mm wz. 97 sto­so­wano amu­ni­cję zespo­loną. Opra­co­wano przy tym różne jej rodzaje - od szrap­nela (zawie­rał 290 lotek) po poci­ski odłam­kowe czy burzące (z opóź­nio­nym zapło­nem), które ważyły 6-7 kg80.

Ze względu na zalety tej armaty, skraj­nie ofen­sywną dok­trynę, kon­ser­wa­tyzm czę­ści woj­sko­wych, biu­ro­kra­cję i prze­py­chanki poli­tyczne Fran­cuzi zanie­dbali roz­wój arty­le­rii cięż­kiej. Zigno­ro­wali przy tym doświad­cze­nia z dru­giej wojny bur­skiej oraz wojny rosyj­sko-japoń­skiej, które jed­no­znacz­nie dowio­dły przy­dat­no­ści tej broni. Jed­nakże w cza­sie manew­rów w kraju nad Sekwaną nie wie­dziano, jak z niej korzy­stać. Jak traf­nie zauwa­żył gene­rał Fre?deric Geo­r­ges Herr: naro­dził się dogmat indy­wi­du­al­nej mocy szyb­ko­strzel­nego działa i jako jego bez­po­śred­nie następ­stwo prze­ko­na­nie, że na fron­cie 200 m bate­ria z czte­rech armat 75 mm jest w sta­nie dać wszystko, czego można żądać od arty­le­rii81.

W chwili wybu­chu wojny Fran­cuzi posia­dali 3840 armat 75 mm z zapa­sem 1300 poci­sków na działo, przy czym zakła­dali dzienną pro­duk­cję w licz­bie 13 600 sztuk. Do tego docho­dziło jed­nak tylko 308 dział arty­le­rii cięż­kiej, w tym jedy­nie 104 nowo­cze­sne szyb­ko­strzelne hau­bice 155C wz. 190482. Sfor­mo­wano z nich 20 dywi­zjo­nów przy­dzie­lo­nych do armii (zob. tabela 1.1). Dopiero w toku wojny nastą­piła szybka jej roz­bu­dowa. Przy­kła­dowo armatę ciężką 105 mm skon­stru­owano dzięki umo­wie z rosyj­skimi zakła­dami Puti­łowa, w 1913 roku przy­jęto do uzbro­je­nia armii fran­cu­skiej, ale jej pro­duk­cja nabrała tempa dopiero pod koniec 1914 roku. Z kolei w listo­pa­dzie 1914 roku wzno­wiono także pro­duk­cję armat 155 mm, ozna­cza­nych jako wz. 1877-1914 (lufa działa wz. 1877 na now­szej lawe­cie)83.

Tabela 1.1. Podział arty­le­rii cięż­kiej mię­dzy armie fran­cu­skie 5 sierp­nia 1914 roku

Dywi­zjony arty­le­rii cięż­kiej Łącz­nie w tym hau­bic 155 mm CTR hau­bic 120 mm C Baquet armat 120L de Bange 1. Armia 4 2 2 - 2. Armia 5 2 2 1 3. Armia 5 1 1 3 4. Armia 1 1 - - 5. Armia 5 2 2 1 Razem 20 8 7 5

Źró­dło: AFGG, I/1, s. 592-619.

Fran­cu­skie siły powietrzne na sto­pie poko­jo­wej liczyły: 23 eska­dry armijne, trzy eska­dry kawa­le­rii oraz sek­cję lot­nic­twa arty­le­rii, a także dzie­sięć ste­row­ców. W 1914 roku zmo­bi­li­zo­wano 200 pilo­tów oraz 162 samo­loty, przy czym łącz­nie z maszy­nami rezer­wo­wymi było ich 340. Głów­nym zada­niem maszyn lata­ją­cych miało roz­po­zna­nie. Bom­bar­do­wa­nia były począt­kowo zastrze­żone jedy­nie dla ste­row­ców. Także tu pano­wała spora róż­no­rod­ność pod wzglę­dem typów: dwu­pła­towe "pcha­cze"84 Far­man HF.20, Voisin L; samo­loty ze śmi­głem cią­gną­cym - dwu­pła­towe: Cau­dron G 2 i G 3, Bre­guet U1, Dorand DO 22 oraz jed­no­pła­towe: Blériot XI, Deper­dus­sin TT, Nie­uport IV, Morane-Saul­nier L85.

Tak­tyka

We fran­cu­skim regu­la­mi­nie wyszko­le­nia pie­choty z kwiet­nia 1914 roku stwier­dzano, że zada­nia przy­dzie­lone przez dowódz­two zawsze skła­dają się na wyko­na­nie ataku, a w pew­nych przy­pad­kach, na obro­nie frontu. Przy­po­mi­nano przy tym, że obie te formy walki powinny być pro­wa­dzone do końca, a jeśli to konieczne do cał­ko­wi­tego poświę­ce­nia, a także, iż siły moralne oży­wiają uży­cie środ­ków mate­rial­nych; domi­nują we wszyst­kich decy­zjach dowód­ców i muszą inspi­ro­wać wszyst­kie dzia­ła­nia oddzia­łów. Honor i patrio­tyzm budzą naj­szla­chet­niej­sze odda­nie; dys­cy­plina i soli­dar­ność gwa­ran­tują dzia­ła­nie dowo­dze­nia i zbież­ność wysił­ków; wola zwy­cię­stwa i duch poświę­ce­nia zapew­niają suk­ces86.

Pie­chota jest bro­nią główną. Ona zdo­bywa i utrzy­muje teren. Wyrzuca nie­przy­ja­ciela z jego punk­tów opar­cia [...] Pie­chota działa przez ruch i przez ogień. Uwa­żano, że roz­strzy­ga­jący jest ruch naprzód, jed­nakże musi otwo­rzyć mu drogę przy­go­to­wa­nie ogniowe87. Żoł­nie­rze mieli otwie­rać ogień tylko na sku­tecz­nych odle­gło­ściach i w sytu­acji, w któ­rej pie­chota nie mogła się bez tego ruszyć. Natar­cie odbywa się szyb­kimi sko­kami wspie­ra­nymi ogniem arty­le­rii i sąsied­nich oddzia­łów, dopóki jeden nie znaj­dzie się wystar­cza­jąco bli­sko wroga, aby zbli­żyć się do niego do wyko­na­nia ostat­niego skoku z bro­nią białą. Z kolei w zakry­tym tere­nie czy w nocy walka może zostać zre­du­ko­wana do podej­ścia, po któ­rym nastę­puje natych­mia­stowy atak bagne­tem88. Roz­wa­ża­nia na temat roli pie­choty koń­czono stwier­dze­niem, że jej zada­nia dadzą się wyko­nać jedy­nie ogrom­nym kosz­tem ener­gii fizycz­nej i moral­nej oraz krwa­wymi ofia­rami. Z tego względu zada­nie pie­choty na polu bitwy jest naj­bar­dziej chwa­lebne ze wszyst­kich89. Sfor­mu­ło­wa­nia te zatem były bar­dzo zbli­żone do opisu roli pie­choty w regu­la­mi­nie nie­miec­kim, ale na tym podo­bień­stwa się koń­czyły, ponie­waż prak­tyka była różna.

Regu­la­min pie­choty defi­nio­wał rolę ofi­cera w cza­sie walki. Zada­niem jego było zwięk­sza­nie zapału żoł­nie­rzy, uni­ka­nie dla nich zbęd­nego zmę­cze­nia, jed­nak w razie potrzeby miał nie wahać się narzu­cać im wszel­kie poświę­ce­nia konieczne do odnie­sie­nia suk­cesu. Ma obo­wią­zek utrzy­mać, mię­dzy nimi ści­słą dys­cy­plinę i kiedy jest to konieczne wymu­szać ich posłu­szeń­stwo. Od pod­ofi­cera z kolei wyma­gano nie tylko, żeby wspie­rał dowódcę, ale także w razie potrzeby mógł go zastą­pić. O sze­re­go­wym żoł­nie­rzu zaś pisano w regu­la­mi­nie, że musi zaak­cep­to­wać wszel­kie zmę­cze­nie, sta­wić czoło wszyst­kim nie­bez­pie­czeń­stwom, gdyż to jego war­tość osta­tecz­nie roz­strzyga o wyniku walki90.

Gene­rał Herr pisał, że spo­dzie­wano się wojny, która będzie wojną krótką, o szyb­kich prze­su­nię­ciach, w któ­rych manewr ode­gra główną rolę; będzie wojną ruchową. Bitwa będzie głów­nie walką dwóch pie­chot, w któ­rej zwy­cię­stwo zosta­nie po stro­nie licz­niej­szych bata­lio­nów; woj­sko powinno być woj­skiem sta­nów liczeb­nych, a nie woj­skiem sprzętu. Arty­le­ria będzie tylko bro­nią pomoc­ni­czą, z jedy­nym zada­niem wspie­ra­nia natarć pie­choty91.

Według Łuka­sza Przy­były dok­tryna fran­cu­ska opie­rała się wyłącz­nie na dzia­ła­niach ofen­syw­nych przy cał­ko­wi­tej rezy­gna­cji z obrony. Nisko oce­niano siłę ognia nowo­cze­snych broni, prze­ce­nia­jąc jed­no­cze­śnie czyn­nik moralny, który miał być roz­strzy­ga­jący na polu bitwy. Dąże­nie do szyb­kich roz­strzy­gnięć pocią­gnęło za sobą wpraw­dzie sprawny apa­rat mobi­li­za­cyjny oraz wysoki odse­tek pobo­ro­wych, któ­rzy rze­czy­wi­ście odby­wali służbę woj­skową. Nie mniej jed­nak ceną za te poglądy był brak przy­go­to­wa­nia do dłu­giej i wyczer­pu­ją­cej wojny czy wspo­mniane już wcze­śniej zanie­dba­nie roz­woju arty­le­rii cięż­kiej, która była w oce­nach fran­cu­skich zbyt powolna w sto­sunku do pla­no­wa­nego tempa dzia­łań92. Z kolei Douglas Porch nad­mierny kult ofen­sywy przy­pi­suje sła­bo­ści orga­ni­za­cyj­nej oraz mate­ria­ło­wej armii fran­cu­skiej, która dodat­kowo miała jego zda­niem nie posia­dać jed­no­li­tej dok­tryny. Nato­miast mało zde­cy­do­wane dowódz­two powo­do­wało, że ambitni młodsi ofi­ce­ro­wie mogli narzu­cać swoje wizje zwierzch­ni­kom. Dodat­kowo sys­tem szko­le­nia ofi­ce­rów pre­fe­ro­wał szta­bow­ców, któ­rzy czę­sto nie umieli się odna­leźć na polu bitwy93. Warto przy tym pod­kre­ślić, że pogląd, iż armia fran­cu­ska nie posia­dała dok­tryny, poja­wił się w lite­ra­tu­rze przed­miotu znacz­nie wcze­śniej. Pole­mi­zo­wał z nim już Pas­cal-Marie-Henri Lucas94.

Szkoła ofen­sywna powstała pod auspi­cjami gene­rała dywi­zji Fer­di­nanda Focha oraz ppłka Louisa de Grand­ma­ison. Pierw­szy z nich stał na czele Szkoły Wojen­nej, drugi zaś oddziału ope­ra­cyj­nego Sztabu Gene­ral­nego95. Wpa­jali ją na tyle sku­tecz­nie, że fran­cu­scy ofi­ce­ro­wie uwa­żali, że tylko ofen­sywa, cią­gle i zawsze, ofen­sywa do osta­tecz­no­ści, miała być [...] wyj­ściem we wszyst­kich wypad­kach. Sku­tek tego był pro­sty - nie uwzględ­niano dosta­tecz­nie skut­ków ognia; uży­wano jesz­cze zbyt gęstych szy­ków, zanie­dby­wano łącz­ność; a wszystko to dla­tego - by móc posu­wać się szybko, gdyż raz wyru­szyw­szy do natar­cia, nie nale­żało przy­pusz­czać zatrzy­ma­nia się po dro­dze96. Nic zatem dziw­nego, że w odczu­ciu Niem­ców wyszko­le­nie strze­lec­kie fran­cu­skiej pie­choty stało nisko, cho­ciaż nie­któ­rzy żoł­nie­rze potra­fili radzić sobie z kara­bi­nem. Chwa­lili pod tym wzglę­dem zwłasz­cza jed­nostki strzel­ców alpej­skich97.

Nic dziw­nego zatem, że prze­po­jona duchem ofen­syw­nym na szcze­blu ope­ra­cyj­nym i tak­tycz­nym armia fran­cu­ska ponio­sła w począt­ko­wym okre­sie wojny ogromne straty. W ich wyniku w roku 1914 roku z sze­re­gów ubyło 492 000 żoł­nie­rzy, w tym 360 000 zabi­tych, zmar­łych z ran i cho­rób oraz zagi­nio­nych98. Jesz­cze więk­sze liczby podaje Douglas Porch - miały wynieść łącz­nie 995 000 ludzi99.

Wielka Bry­ta­nia; Liczeb­ność

Bry­tyj­skie siły zbrojne funk­cjo­no­wały w zupeł­nie inny spo­sób niż armie na kon­ty­nen­cie. Nie było powszech­nego obo­wiązku służby woj­sko­wej, a jedy­nie armia zawo­dowa oparta na zaciągu ochot­ni­czym. Z tego względu Wielka Bry­ta­nia nie dys­po­no­wała milio­nową rze­szą prze­szko­lo­nych rezer­wi­stów. W poniż­szych roz­wa­ża­niach zde­cy­do­wa­łem się pomi­nąć siły for­mo­wane z tubyl­ców w kolo­niach, zwłasz­cza Bry­tyj­ską Armię Indyj­ską (Bri­tish Indian Army), gdyż nie wzięły one udziału w bitwie nad Marną.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Wyko­rzy­stano w pracy przede wszyst­kim Der Welt­krieg 1914 bis 1918, Ber­lin 1925, t. 1, a także Der Welt­krieg 1914 bis 1918, Ber­lin 1926, t. 3; Samej zaś bitwy doty­czy Der Welt­krieg 1914 bis 1918, Ber­lin 1926, t. 4. [wróć]

Wyko­rzy­stano wolu­miny tomu pierw­szego wraz z anek­sami: Les armées françaises dans la Grande guerre, dalej AFGG nr tomu/nr wolu­minu). Bitwy nad Marną doty­czą zaś bez­po­śred­nio: AFGG, I/3, cz. 1, Paris 1931, oraz AFGG I/3, cz. 2, Paris 1932. [wróć]

Warto przy tym dodać, że wolu­miny z załącz­ni­kami (ozna­czane w przy­pi­sach jako Ann) liczą w sumie kilka tysięcy stron! [wróć]

J.E. Edmonds, Mili­tary ope­ra­tions. France and Bel­gium, 1914, t. 1, wyd. 3, Lon­don 1937. [wróć]

I. Senior, Inva­sion 1914. The Sche­lief­fen Plan to the Bat­tle of the Marne, Oxford-New York 2014. [wróć]

H.H. Her­wig, Marne 1914. Eine Schlacht, die die Welt veränderte?, Pader­born 2016. [wróć]

I. Sum­ner, The First Bat­tle on the Marne 1914. The French "miracle" halts the Ger­mans, Oxford 2010. [wróć]

J. Cen­tek, B. Cen­tek, "Samo­bój­stwo Europy" Andrzeja Chwalby. Udana syn­teza Wiel­kiej Wojny?, "Prze­gląd Histo­ryczny", 2014, nr 4, s. 697-708; J. Cen­tek, Andrzej Chwalba - "Samo­bój­stwo Europy" - recen­zja [online], [dostęp 19.02.2020],Dostępny https://www.youtube.com/watch?v=Q4w8BbMDqtk. [wróć]

K. von Bülow, Mein Bericht zur Mar­ne­schlacht, Ber­lin 1919; A. von Kluck, Der Marsch auf Paris und die Mar­ne­schlacht 1914, Ber­lin 1920; M. von Hau­sen, Erin­ne­run­gen an den Mar­ne­fel­dzug 1914, Leip­zig 1920. [wróć]

C. Man­gin, Préface, [w:] M. von Hau­sen, Souve­nirs de la cam­pa­gne de la Marne en 1914, Paris 1922, s. 7-21. [wróć]

J. French, 1914, wyd. 2, Lon­don 1919. [wróć]

F. Foch, Mémoires pour servir a l'histo­ire de la guerre 1914-1918, t. 1, Paris 1931. [wróć]

J. Gal­lieni, Obrona Paryża, War­szawa 1924. [wróć]

Die Schlach­ten und Gefechte des gros­sen Krie­ges 1914-1918. Quel­len­werk nach den amtli­chen Bez­e­ich­nun­gen zusam­men­ge­stellt vom Gros­sen Gene­ral­stab, Ber­lin 1919, s. 28-30. [wróć]

Mała ency­klo­pe­dia woj­skowa, War­szawa 1970, t. 2, s. 267 nn. [wróć]

J. French, op. cit., s. 137. [wróć]

A. Mom­bauer, The Bat­tle of the Marne. Myths and Reality of Ger­many's "Fate­ful Bat­tle", "The Histo­rian", 2006, nr 4, s. 747. [wróć]

Od tej daty zaczyna się tom fran­cu­skiej histo­rii ofi­cjal­nej poświę­cony tej bitwie. Zob. AFGG I/3, cz. 1, s. IX. [wróć]

Die Schlach­ten und Gefechte..., s. 28-32. [wróć]

cja­reck [J. Cen­tek], Ple­ase help me read short frag­ment of a French docu­ment [online], [w:] A lan­gu­age lear­ners' forum [dostęp 19.02.2020], Dostępny w World Wide Web: https://forum.lan­gu­age-lear­ners.org/view­to­pic.php?f=17&t=12662. [wróć]

Dla odróż­nie­nia w niniej­szej pracy okre­ślane są one dodat­kowo przy­miot­ni­kiem "bawar­ski" - np. I KA (baw.), choć nie był to ele­ment ofi­cjal­nej nazwy. [wróć]

Der Welt­krieg 1914 bis 1918. Kriegsrüstung und Krieg­swirt­schaft, t. 1, Ber­lin 1930 (dalej cyt. Kriegsrüstung und...), s. 217-219; J.L. Sny­der, The ide­ology of the offen­sive. Mili­tary deci­sion making and the disa­sters of 1914, Ithaca 1989, s. 42; M. Zgór­niak, Tery­to­rium Pol­ski w pla­nach wojen­nych państw cen­tral­nych i Rosji w chwili wybu­chu pierw­szej wojny świa­to­wej - 1914 rok, "Dzieje Naj­now­sze", 2004, nr 3, s. 22. [wróć]

O. Stein, Ilość czy jakość? Obraz wojny i pro­jekty nie­miec­kich zbro­jeń woj­sko­wych w okre­sie armii maso­wych 1871-1914, "Europa Orien­ta­lis. Stu­dia z Dzie­jów Europy Wschod­niej i Państw Bał­tyc­kich", 2014, nr 5, s. 10. [wróć]

Hand­buch zur deut­schen Militärgeschichte 1648-1939, cz. V: Von der Entlas­sung Bismarcks bis zum Ende des Ersten Welt­krie­ges (1890--1918), wyd. H. Meier-Welc­ker, W. von Gro­ote, Frank­furt am Main 1968, s. 49-51. [wróć]

D.V.E. Nr. 267: Feld­dienst-Ord­nung, Ber­lin 1908, zał. 1, s. 5; Der Welt­krieg..., t. 1, s. 686. [wróć]

Były to pod­od­działy eli­tar­nej pie­choty, w któ­rych dbano szcze­gól­nie o umie­jęt­no­ści strze­lec­kie. Okre­ślano je ter­mi­nem Jäger (niem. strze­lec, myśliwy), w Kor­pu­sie Gwar­dii był jesz­cze Garde Schützen Bata­il­lon (schütze - niem. strze­lec), jed­nak w 1914 roku niczym się nie róż­niły. Miały one (z wyjąt­kiem bawar­skich) 5. kom­pa­nię wypo­sa­żoną w sześć ckm. W 1913 roku dodano im także kom­pa­nię kola­rzy. Zob. Hand­buch zur deut­schen Militärgeschichte..., cz. V, s. 164. [wróć]

Der Welt­krieg..., t. 1, s. 687. [wróć]

Na sto­pie poko­jo­wej, jak wspo­mniano wcze­śniej, ist­niała jedy­nie Dywi­zja Kawa­le­rii Gwar­dii. Pozo­stałe zaś two­rzono jedy­nie na czas spe­cjal­nych ćwi­czeń (Zob. D.V.E. Nr. 270: Bestim­mun­gen für die größeren Truppenübungen, Ber­lin 1908, s. 15-17). [wróć]

Der Welt­krieg..., t. 1, s. 687. [wróć]

Feld­dienst-Ord­nung, zał. 1, s. 5. [wróć]

Zob. np. H. Cron, Die Orga­ni­sa­tion des deut­schen Heeres im Welt­kriege, Ber­lin 1923, s. 52; Hand­buch zur deut­schen Militärgeschichte..., cz. V, s. 229; J. Cen­tek, Man­fred von Rich­tho­fen i kawa­le­ria nie­miecka w począt­ko­wym okre­sie I wojny świa­to­wej, [w:] Man­fred von Rich­tho­fen (1892-1918) oraz jego pol­scy krewni. W setną rocz­nicę zakoń­cze­nia I wojny świa­to­wej i śmierci Czer­wo­nego Barona, pod red. J. Kuzic­kiego, Rze­szów 2018, s. 71. [wróć]

Einem, Erin­ne­run­gen eines Sol­da­ten 1853-1933, Leip­zig 1933, s. 84. [wróć]

D.V.E. Nr. 240: Schießvorschrift für die Infan­te­rie, Ber­lin 1909, s. 12-17, pkt. 22-27. [wróć]

Bun­de­sar­chiv-Militärarchiv Fre­iburg, RH 12-2/95, von Tay­sen, Ver­wen­dung des Gewehrs 98 im Welt­krieg 1914-18. [wróć]

M. Pró­szyń­ski, Bagnet nie­miecki wz. 1871/84, War­szawa 1990, s. 12 nn. [wróć]

J. Kwa­ci­szew­ski, Ciężki kara­bin maszy­nowy Maxim 08, Toruń 1925, s. 5 nn. [wróć]

D.V.E. Nr. 130: Exe­rzier-Regle­ment für die Infan­te­rie, cz. IV, Ber­lin 1911, s. 35 nn, pkt. 618-621. [wróć]

Kriegsrüstung und..., s. 234-237; W. Balck, Roz­wój tak­tyki w ciągu Wiel­kiej Wojny, War­szawa 2012, wyd. 2, s. 17. [wróć]

Einem, op. cit., s. 87. [wróć]

Kriegsrüstung und..., s. 247 nn. [wróć]

Einem, op. cit., s. 87. [wróć]

Kriegsrüstung und..., s. 250; O. Grün, Die Artil­le­rie, [w:] G. Wetzell, Die Deut­sche Wehr­macht 1914-1939. Rückblick u. Aus­blick, Ber­lin 1939, s. 211. [wróć]

Działo to raz jest nazy­wane hau­bicą, raz moź­dzie­rzem. Zwo­len­nicy obu roz­wią­zań mają na to swoje argu­menty. Zali­czam się do tych pierw­szych. Podob­nie sprawy mają się w przy­padku słyn­nej "Gru­bej Berty". [wróć]

Einem, op. cit., s. 88. [wróć]

Kriegsrüstung und..., s. 248 nn; O. Grün, op. cit., s. 211. [wróć]

S. Pataj, Arty­le­ria lądowa 1871-1970, War­szawa 1975, s. 214, 218, Kriegsrüstung und..., s. 250 nn. [wróć]

F.G. Herr, Arty­le­ria. Jaka była, jaka jest i jaka powinna być, wyd. 2, War­szawa 2013, s. 28. [wróć]

Kriegsrüstung und..., s. 252. [wróć]

Einem, op. cit., s. 88. [wróć]

Kriegsrüstung und..., s. 253-256. [wróć]

Einem, op. cit., s. 86. [wróć]

Der Welt­krieg..., t. 9, Ber­lin 1933, s. zał. 3; por. F.G. Herr, op. cit., s. 29, przyp. 36. [wróć]

Der Welt­krieg..., t. 9, zał. 3. [wróć]

M. Bow­den, The Great War's Finest. An ope­ra­tio­nal History of the Ger­man Air Service, t. 1, b.m.w., 2017, s. 8-41, 359. [wróć]

D.V.E. Nr. 130: Exe­rzier-Regle­ment für die Infan­te­rie vom 29. Mai 1906, Ber­lin b.d., s. 81 nn., pkt 266. [wróć]

Ibi­dem, s. 78-81. [wróć]

Ibi­dem, s. 95, pkt 324. [wróć]

D.V.E. Nr. 414: Exe­rzier-Regle­ment für die Fel­dar­til­le­rie: (Ex. R.f.d.Fa.), Ber­lin 1907, s. 165, pkt 363 nn. [wróć]

D.V.E. Nr. 200: Exe­rzier-Regle­ment für die Fußartillerie (Ex. R.f.d.Fßa.), Ber­lin 1908, s. 110 nn., pkt. 353-357. [wróć]

Ibi­dem, s. 111, pkt 358 (brzmie­nie wg "Änderung B"). [wróć]

D.V.E. Nr. 367: Exe­rzier-Regle­ment für die Kaval­le­rie (Ex. R.f.d.K.)., München 1909, s. 134, pkt 389 nn. [wróć]

Ibi­dem, s. 149, pkt 452. [wróć]

Ibi­dem, s. 149, pkt 451. [wróć]

Feld­dienst-Ord­nung..., s. 41 nn., pkt 133. [wróć]

Ł. Przy­było, Dok­tryny wojenne. Histo­ria i ocena, War­szawa 2018, s. 85. [wróć]

Ibi­dem. [wróć]

S. Leisten­sch­ne­ider, Auftrag­stak­tik im preußisch-deut­schen Heer 1871 bis 1914, Ham­burg 2002, s. 137. [wróć]

Ibi­dem, s. 136 nn. [wróć]

J.L. Sny­der, op. cit., s. 42 nn.; O. Stein, op. cit., s. 9. [wróć]

J.-B. Duro­selle, Wielka wojna Fran­cu­zów 1914-1918, War­szawa 2006, s. 65. [wróć]

J.L. Sny­der, op. cit., s. 42. [wróć]

Hand­buch zur deut­schen Militärgeschichte..., cz. V, s. 41. [wróć]

Der Welt­krieg..., t. 1, s. 690 nn. [wróć]

Ibi­dem, s. 691. [wróć]

AFGG, X/1, Paris 1923, s. 597-605. [wróć]

W począt­ko­wym okre­sie wojny wciąż nosili jesz­cze meta­lowe hełmy oraz zbroje, co było wów­czas już zupeł­nym prze­żyt­kiem. [wróć]

Ibi­dem. [wróć]

M. Pró­szyń­ski, Bagnet fran­cu­ski wz. 1886 do kara­binu Lebel, War­szawa 1991, s. 3 nn; A. Kon­stan­kie­wicz, Broń strze­lecka woj­ska pol­skiego: 1918-1939, War­szawa 1986, s. 64-66. [wróć]

J.H. Wil­l­banks, Machine guns. An illu­stra­ted history of their impact, Santa Bar­bara 2004, s. 166. [wróć]

P.H.S.I. Alvin, F. d'André, Les Canons de la vic­to­ire. 7e édition du Manuel d'artil­le­rie lourde, revue et considérablement augmentée, Paris-Limo­gnes-Nancy 1923, 7. wyd. 7, s. 39-76; K. Szcze­głow, 75 mm armata wz. 1897, War­szawa 1988. [wróć]

F.G. Herr, op. cit., s. 23. [wróć]

P.H.S.I. Alvin i F. d'André, op. cit., s. 1; D. Porch, The march to the Marne. The French army 1871-1914, Cam­bridge-Lon­don-New York 1981, s. 232-245. [wróć]

P.H.S.I. Alvin i F. d'André, op. cit., s. 111, 149. [wróć]

Posia­dały kra­tow­ni­cowy kadłub i umiesz­czone za kabiną śmi­gło pcha­jące. [wróć]

AFGG I/1, wyd. 2, Paryż 1936, s. 520; D. Méchin, 1914 de la bata­ille de la Marne á guerre des tranchées, "Bat­tles Aériennes", 2014, nr 3, pas­sim. [wróć]

R?glement de mano­eu­vre d'infan­te­rie du 20 avril 1914, Paris 1915, s. 123 nn., pkt 298 nn. [wróć]

Ibi­dem, s. 124, pkt 300. [wróć]

Ibi­dem. [wróć]

Ibi­dem, s. 125, pkt 300. [wróć]

Ibi­dem, s. 124, pkt 299. [wróć]

F.G. Herr, op. cit., s. 23. [wróć]

Sze­rzej zob. Ł. Przy­było, op. cit., s. 77. [wróć]

D. Porch, op. cit., s. 214-221. [wróć]

P.-M.-H. Lucas, Roz­wój myśli tak­tycz­nej we Fran­cji i w Niem­czech pod­czas wojny 1914-1918 r., wyd. 2, War­szawa 2013, s. 14 nn. [wróć]

Ł. Przy­było, Dok­tryny wojenne: histo­ria i ocena, War­szawa 2018, s. 76. [wróć]

P.-M.-H. Lucas, op. cit., s. 16. [wróć]

Ströhlin, Die Kamp­fwe­ise unse­rer Feinde, wyd. 3, Ber­lin 1916, s. 1-3. [wróć]

J.-B. Duro­selle, op. cit., s. 107. [wróć]

D. Porch, op. cit., s. 213. [wróć]