Marks Praca i czas - Marek Łagosz

Kup ebooka

84.00 zł
67.20 zł (52,08 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

W odniesieniu do przyrody można powtórzyć za Arystotelesem: substratem czasu jest ruch. W stosunku zaś do bytu społecznego należałoby powiedzieć: substratem czasu jest praca. Czas zaś - jak ujmuje to Karol Marks - "jest przestrzenią ludzkiego rozwoju". (PCZ, s. 63)

W książce tej chciałbym systematycznie i szczegółowo zbadać rolę kategorii czasu w społeczeństwie. Uznaję, że chociaż byt społeczny zbudowany jest ze szczególnego rodzaju "materii" - ze stosunków społecznych, to ufundowany jest na materialnych (fizykalnych: fizycznych, biologicznych, psychicznych) podstawach. Ludzkie działanie społeczne - praca, jest rodzajem ruchu materialnego[1] i podlega - jak zakładam - takim samym najogólniejszym zasadom ontologicznym, w szczególności zaś ma taką samą strukturę czasową. Można zatem przyjąć, że jeden i ten sam czas[2] stosuje się do różnych procesów: fizycznych, biologicznych, psychicznych czy społecznych, i że różnica w ich treści nie oznacza jakichś odmiennych zasad ich czasowego organizowania. Trudno zatem zgodzić się z tezą, że czas społeczny "płynie w zależności od siły i intensywności ludzkiego działania"[3], jest bowiem tak, iż ludzkie działanie jest "umiejscowione" w "uniwersalnym" czasie przyrody. Gdy intensywniej pracujemy, możemy więcej wytworzyć, ale czas płynie niezależnie od tego swoim rytmem.

W książce badam rolę jednolitej ontologicznie - jak zakładam - kategorii czasu w bycie społecznym. Dobrym do tego punktem wyjścia jest - w moim przekonaniu - Marksowska teoria wartości opartej na pracy. Przytoczmy raz jeszcze słowa motta tej książki: "Praca jest żywym, kształtującym ogniem; kształtując rzeczy żywym czasem praca jest ich przemijaniem, ich doczesnością" (ZKEP, s. 269). Podkreślają one dynamiczny, procesualny charakter pracy, a stawanie się (zmiana, ruch) jest - ontologicznie biorąc - "substancją czasu". W Teoriach wartości dodatkowej Marks pisze zaś: "Widmo świata towarów rozprasza się i ów świat ukazuje się już tylko jako wciąż znikająca i wciąż na nowo stwarzana obiektywizacja pracy ludzkiej. Wszelkie materialnie trwałe bogactwo jest tylko przemijającym uprzedmiotowieniem tej pracy społecznej, krystalizacją procesu produkcji, którego miarę stanowi czas, miara samego ruchu" (TWD 3, s. 499).

Skończoność życia ludzkiego, tak bardzo dotkliwa egzystencjalnie, znajduje swoje odzwierciedlenie nie tylko na poziomie indywidualnym, lecz także w sferze stosunków społecznych, z których za podstawowe - zgodnie z materialistyczną wykładnią ontologii bytu społecznego rozwiniętą przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa - należy uznać stosunki produkcji. Ograniczenie czasowe ludzi sprawia, że czas jest podstawową wartością nie tylko w życiu człowieka jako jednostki, lecz także - fundamentalną wartością społeczną[4]. Czas należy uznać za podstawową kategorię determinującą byt społeczny.

Mimo zasygnalizowanego wyżej "wątku egzystencjalistycznego" książka w swym podstawowym planie nie dotyczy ludzkich wyobrażeń na temat czasu, postaw rozmaitych społeczeństw wobec czasowości życia ludzkiego czy odrębności percepcji (np. metod pomiaru) czasu między różnymi kulturami. Chociaż w ontologii bytu społecznego trudno całkowicie zdystansować się od aspektów psychicznych, światopoglądowych, "ideologicznych", kulturowych etc., moim głównym celem jest uchwycenie czasu jako obiektywnej kategorii organizującej społeczne bytowanie człowieka. Nie jest to więc książka z zakresu psychologii czy socjologii czasu (badanie stosunku ludzi do upływającego czasu), lecz z zakresu ontologii bytu społecznego. Chodzi w niej o pokazanie czasu jako kategorii konstytuującej podstawy bytu społecznego: gospodarkę i moralność. Zaczynam od przedstawienia wartości czasu w świetle Marksowskiej teorii wartości. Docelowo jednak wartość czasu w szerszym kontekście: czas jest nie tylko wartością ekonomiczną, lecz także wartością doniosłą moralnie. Główny ciężar moich wywodów spoczywa, po pierwsze, na krytycznej analizie Marksowskiej kategorii wartości jako czasu społecznie niezbędnego, a po drugie - na próbie rozwinięcia tej kategorii wartości w ogólniejszą aksjologię, w pewien zarys koncepcji etycznej.

Wstępnie i najogólniej biorąc, Marksowskie pojęcie wartości wiąże się z czasem za pośrednictwem kategorii pracy, która wzięta idealizacyjnie w swej abstrakcyjnej formie (tj. gdy abstrahujemy od jej konkretnej treści) sprowadza się właśnie do czasu jej trwania. Praca - jako szczególny rodzaj ruchu - jest substratem czasu społecznego. Jeżeli uznamy za Marksem, że praca jest fundamentem bytu społecznego, sposobem istnienia człowieka, to jest nim również czas w jego rozmaitych formach, odpowiadających różnym formom pracy oraz różnym rodzajom wartości kreowanym w procesie pracy, mianowicie: czas społecznie niezbędny - określający wartość wymienną, czas społecznie niezbędny - określający wielkość produkcji społecznej, czas niezbędny do reprodukcji pracującego (określający wartość siły roboczej), czas dodatkowy (jako źródło wartości dodatkowej), czas żywy (praca nowo dodana), czas przeszły (praca "zakrzepła" w kapitale stałym).

Chociaż kategoria czasu stanowi jeden z zasadniczych filarów Marksowskiej ontologii bytu społecznego, Marks nie zawsze mówi o czasie wprost. Często natomiast pisze o pracy, wartości (wymiennej), wartości dodatkowej, pieniądzu czy kapitale. Praca - to proces (a więc "przedmiot czasowo określony") świadomego wydatkowania energii fizycznej i umysłowej człowieka w celu przystosowania rzeczywistości do swoich potrzeb. Wartość (wymienna) towaru - to czas społecznie niezbędny do jego wyprodukowania, a wartość dodatkowa - to wartość realizowana w danym towarze w czasie wykraczającym poza czas niezbędny do reprodukcji elementów produkcji tego towaru, czyli środków produkcji oraz siły roboczej. Pieniądz zaś w jednej ze swych funkcji jest miernikiem wartości, a przeto powszechnym ekwiwalentem towarowym. W tym sensie w pełni uprawnione jest stwierdzenie, że pieniądz to czas. Kapitał zaś jest "pieniądzem podstawowym" (caput pecuniae) - samopomnażającą się wartością. Pojęcie czasu obejmuje zatem treść każdej z wymienionych kategorii; przenika całą - rozwijaną za klasyczną ekonomią angielską (Adam Smith, David Ricardo) - Marksowską teorię wartości opartej na pracy.

Swoje analizy Marks odniósł do dziewiętnastowiecznego społeczeństwa kapitalistycznego, będącego empirycznym punktem wyjścia jego badań. Sądzę jednak, że wiele z Marksowskich charakterystyk jest adekwatnych w odniesieniu do współczesnej gospodarki wolnorynkowej. I choć współczesny kapitalizm (ze swoimi wielkimi spółkami akcyjnymi, monopolistycznymi instytucjami rynkowymi, różnymi aspektami interwencjonizmu państwowego, manipulacją konsumpcją, reklamą i kulturą masową[5]) znacząco się od tamtego różni, należy zgodzić się z opinią, według której dopóki istnieje kapitalizm, dopóty warto czytać Kapitał[6]. Wskażę także przypadki, w których zastosowanie ustaleń Marksa do współczesności jest problematyczne[7], jednakże szerokiej "procedury aktualizacyjnej" wobec tej filozofii nie przeprowadzam, wymagałoby to bowiem napisania odrębnej monografii. Zresztą problem aktualności Marksowskiej krytyki ekonomii politycznej podejmuje współcześnie wielu filozofów i ekonomistów (w książce odwołuję się do prac głównie niemieckich i angielskich). Choć rezultaty ich dociekań nie są bynajmniej jednoznaczne[8], jedno nie ulega wątpliwości - trudno zaprzeczyć, że Marks w dużej mierze przedstawił trafny i klarowny obraz kapitalistycznego sposobu produkcji, charakteryzującego się dominacją formy towarowej oraz użyciem ludzkiej pracy w formie specyficznego towaru - siły roboczej, co jest konsekwencją charakterystycznych dla tego sposobu produkcji stosunków własności[9].

Z punktu widzenia prowadzonych przeze mnie rozważań najważniejsze są jednak wnioski ontologiczne - w aspekcie ontologii bytu społecznego - do jakich prowadzi analiza Marksowskiej krytyki ekonomii politycznej, a w szczególności teorii wartości opartej na pracy. Związek Marksowskiej krytyki ekonomii politycznej (a zwłaszcza teorii wartości) z kategorią czasu wyraźnie podkreśla też Aleksander Ochocki, pisząc: "Chodzi o to, że w obręb najżywotniejszych, najbardziej nawet prozaicznych spraw ludzkich (konkretniej: w obręb samego procesu produkcji) zostaje wciągnięty czas - i to, co trzeba podkreślić, czas uczłowieczony, a więc mierzony nie zegarem rytmu procesów przyrodniczych, lecz procesów par excellence społecznych"[10].

Mam nadzieję, że prezentowana książka będzie szczegółowym i rzetelnym uzasadnieniem tej konstatacji, w tym miejscu zaś wskażę tylko ogólnie na podstawowe elementy filozofii Marksa (jego krytyki ekonomii politycznej), które uprawomocniają podjęcie zagadnienia czasowości bytu społecznego.

Jednym z takich kamieni węgielnych tej filozofii jest relacjonizm ontologiczny. Tam, gdzie inni filozofowie widzą rzeczy-substancje, tam Marks widzi stosunki między ludźmi. W krytyce ekonomii politycznej przejawia się to m.in. w krytyce fetyszyzmu towarowego. Siemek pisze: "Marks "poprawia" ekonomistów, mianowicie stwierdzając, że towar jako taki nie jest rzeczą, przedmiotem, lecz stosunkiem"[11]. Bycie towarem nie jest więc właściwością samych rzeczy, lecz "ich cechą wtórną i czysto relacyjną. Cecha ta zakłada mianowicie jednoczesne istnienie dwojakiego odniesienia: dla kogoś i do czegoś (te dwa odniesienia towaru określa Marks odpowiednio jako jego wartość użytkową i wymienną)"[12].

U podstaw "formy towarowej", a także całej sfery produkcji oraz wymiany (cyrkulacji towarów na rynku), leżą "przede wszystkim stosunki własnościowe oraz stosunki wynikające z podziału pracy"[13]. Te zaś ewidentnie wiążą się z czasem: właściciele środków produkcji stają się właścicielami pewnej części czasu (czasu pracy) tych, którzy tych środków nie posiadają; wynikający z własności środków produkcji podział pracy daje posiadającym możliwość swobodnego (oczywiście w pewnych granicach) rozporządzania swoim czasem, co dzieje się kosztem "czasu wolnego" nieposiadających[14].

Ponadto praca jako proces dla ludzi "bytotwórczy"[15], tj. taki, w którym wytwarzają oni nie tylko materialne warunki swojej egzystencji, lecz także reprodukują swój byt społeczny, stosunki, w jakich pozostają między sobą, wymaga organizacji. Ta ostatnia na każdym szczeblu społecznego rozwoju przybiera rozmaite postacie, ale czas odgrywa w niej zawsze rolę istotną (synchronizacja i kolejność działań, pory roku, pory dnia etc.). Czas pracy - czyli to, jak szybko ludzie potrafią w przeciętnych warunkach danej epoki wytwarzać przedmioty użytkowe (w tym towary) - stanowi podstawowe kryterium ekonomiczne i w tym sensie można powiedzieć, że sformułowanie "ekonomia czasu" jest pleonazmem. W Zarysie krytyki ekonomii politycznej Marks pisał: "Wszechstronność rozwoju społeczeństwa, jego używania (Genuss), jego działalności zależą, tak jak i u pojedynczego człowieka, od oszczędzania czasu. Wszelka ekonomia sprowadza się ostatecznie do ekonomii czasu" (ZKEP, s. 114). Przy czym im wyższy szczebel rozwoju społecznego, tym rola czynnika czasowego w procesie pracy wzrasta. Istotna jest też w tym przypadku różnica między miastem a wsią (między kapitalistycznym a feudalnym sposobem produkcji). Epokę współczesną (współczesną gospodarkę rynkową) ze względu na to, że organizacja pracy wymaga w niej ustawicznego i wielostronnego odnoszenia się do czasu, można określić jako "erę temporalizacji".

Relacjonizm Marksowskiej ontologii bytu społecznego wiąże się z zagadnieniami stosunków czasowych między ludźmi (które można ujmować na przykład z ekonomicznego czy etycznego punktu widzenia), lecz można go także rozpatrywać jako zgodny z ogólną ontologią czasu - ontologią niesubstancjalną, nieatrybutywną, ale właśnie relacyjną. Mam tu na uwadze - wyrażając to hasłowo - przeciwstawienie substancjalnej koncepcji czasu Newtona relacjonizmowi Leibniza i rozmaitym ich wariantom późniejszym[16].

Inną składową myślenia Marksowskiego wskazującą na istotne związki z pojęciem czasu jest teoria wartości dodatkowej. Centralna rola pojęcia wartości dodatkowej polega na tym, że wyraża ono, jak pisze Althusser, "fakt kapitalistycznych stosunków produkcji"[17]. Marks zakwestionował mianowicie przekonanie klasycznej ekonomii, jakoby związane z pojęciem wartości dodatkowej zjawisko kapitalistycznego zysku było szczególnym przypadkiem ekwiwalentnej wymiany towarów[18]. Klasyczna ekonomia (na przykład reprezentowana przez Adama Smitha) przyjmowała, że wartość każdego nowo wytworzonego produktu dzieli się na zysk, płacę roboczą i rentę gruntową[19]. Zgodnie z tym założeniem między kapitałem, pracą i ziemią a przypadającymi na nie częściami wartości produktu końcowego (odpowiednio: zyskiem, płacą roboczą i rentą gruntową) zachodzą stosunki ścisłej ekwiwalencji, a tym samym zysk przedsiębiorcy odpowiada wartości kapitału (analogicznie do tego, jak płaca robocza stanowi równowartość towaru "praca")[20]. Smith pisał: "Zyski te zależą zawsze od wartości włożonego kapitału i są większe lub mniejsze stosownie do jego rozmiarów"[21]. Marks natomiast wykazał, że zysk przedsiębiorcy nie odpowiada wartości jego kapitału - gdyby bowiem obowiązywała w tym wypadku ekwiwalencja, niepojęte byłoby, skąd bierze się pomnożenie wartości, "które przecież stanowi istotę kapitalistycznej akumulacji"[22]. Aby rozwiązać ten paradoks klasycznej ekonomii, należy - zdaniem Marksa - przyjąć, że źródłem poszukiwanej nadwyżki jest sfera produkcji, która stanowi "istotę i źródło kapitalistycznej akumulacji"[23]. Dokładniej zaś mówiąc: niewyczerpalnym, gdyż wciąż reprodukowanym źródłem kapitalistycznego pomnażania zysku jest żywa praca, a ściślej - ta jej część, która pozostaje nieopłacona w postaci płacy roboczej. Istota polega tu na zawłaszczaniu nieopłaconego czasu pracy robotnika (czasu dodatkowego) lub - lepiej - owocu tego czasu pracy, jakim jest wartość dodatkowa.

W związku z problematyką temporalną warto zwrócić uwagę na jeszcze inny wątek Marksowskiej krytyki ekonomii politycznej[24] - mianowicie na poprawkę do klasycznej ekonomii, zgodnie z którą kapitalista nie kupuje od robotnika "pracy", lecz tylko jego zdolność do pracy - siłę roboczą. Ściśle zatem biorąc, płaca robocza odpowiada wartości - ale nie pracy, lecz wartości siły roboczej, tj. stanowi ekwiwalent środków niezbędnych do utrzymania robotnika przy życiu i jego reprodukcji jako robotnika[25]. Wartość dodatkowa (owo źródło zysku) bierze się stąd, że tylko część czasu pracy robotnika stanowi czas społecznie niezbędny do jego reprodukcji. Resztę zaś swego czasu robotnik "oddaje" kapitaliście - i właśnie w tym czasie krystalizuje się wartość dodatkowa jako źródło zysku[26]. Można powiedzieć, że siła robocza jest towarem jedynym w swoim rodzaju, gdyż wytwarza wartość zawsze większą niż jej własna wartość[27]. Jest tak, gdyż - jak można to ująć - w procesie produkcji siła robocza uruchamia pracę - ów "żywy, kształtujący ogień", który kształtuje rzeczy "żywym czasem".

Jak widzimy, wskazywane węzłowe punkty Marksowskiej krytyki ekonomii politycznej mają ewidentną "składową temporalną", odnoszą się do pojęcia czasu. Stąd też zrodził się zamysł uczynienia filozofii Marksa paradygmatem badań nad czasowością bytu społecznego. Nie twierdzę, że paradygmat ten ma walor uniwersalny, jeśli chodzi o problematykę czasu w odniesieniu do bytu społecznego, tj. że pozwoli uchwycić wszystkie istotne jej momenty. Nie można bowiem wykluczyć, że znajdzie się taki aspekt zagadnienia czasowości, który wyłamie się z wybranego przeze mnie paradygmatu. Jedno wszakże wydaje się pewne - wiele aspektów tego zagadnienia można z dobrym rezultatem poznawczym podjąć na gruncie Marksowskiej myśli. I to wystarczy, gdyż książka ta nie pretenduje do "absolutności" w ujęciu podejmowanej w niej problematyki.

Pisząc tę książkę, wyszedłem od filozofii Karola Marksa (a także - w niezbędnym zakresie - Fryderyka Engelsa), uwzględniłem też niektórych komentatorów i kontynuatorów tej filozofii (na przykład György Lukácsa, Louisa Althussera, Etienne'a Balibara, Marka Siemka, Aleksandra Ochockiego, Seweryna Dziamskiego czy Andrzeja Walickiego), nie ustosunkowałem się natomiast do ogromnej liczby prac, które mieszczą się pod hasłem "filozofia marksistowska". Kontekst ideologiczny czy "profetyczny" myślenia Marksa, tzn. społeczno-polityczna ocena kapitalizmu oraz przewidywanie jego dalszych losów, nie ma bowiem większego znaczenia dla prowadzonych przeze mnie rozważań.

Skoro przedmiotem refleksji filozoficznej uczynił człowiek galaktyki, gwiazdy, planety i inne układy fizyczne oraz organizmy, to - w moim przekonaniu - powinny nim być także towary oraz pieniądze, będące rezultatem ludzkiej pracy i odzwierciedlające stosunki społeczne, które określa czas.

Skróty

AD -

F. Engels, Anty-Dühring, tłum. P. Hoffman, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 20, Książka i Wiedza, Warszawa 1972

18B -

K. Marks, 18 brumaire'a Ludwika Bonapartego, "Książka", Warszawa 1948

IN -

F. Engels, K. Marks, Ideologia niemiecka, w: F. Engels, K. Marks, Dzieła, t. 3, tłum. K. Błeszyński, S. Filmus, Książka i Wiedza, Warszawa 1961

K 1 -

K. Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej, 1.1, tłum. Henryk Lauer, M. Kwiatkowski, J. Heryng, Ludwik Selen, Książka i Wiedza, Warszawa 1956

K 2 -

K. Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej, t. 2, tłum. Julian Maliniak, Warszawa 1955

K 3/1 -

K. Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej, t. 3, cz. 1, tłum. Edward Lipiński, Warszawa 1957

K 3/2 -

K. Marks, Kapitał. Krytyka ekonomii politycznej, t. 3, cz. 2, tłum. Edward Lipiński i Julian Maliniak Warszawa 1959

KPG -

K. Marks, Krytyka Programu Gotajskiego, Spółdzielnia Wydawnicza "Książka", Warszawa 1948

LK -

K. Marks, List do L. Kugellmana z 11 lipca 1868 r., w: K. Marks, F. Engels, Listy wybrane, Warszawa 1951, s. 274

NF -

Karol Marks, Nędza filozofii. Odpowiedź na "Filozofię nędzy" p. Proudhona, tłum. K. Błeszyński, Spółdzielnia Wydawnicza "Książka", Warszawa 1948

PCZ -

K. Marks, Płaca, cena, zysk, "Książka", Warszawa 1948

PKEP -

K. Marks, Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej, tłum. E. Lipiński, Książka i Wiedza, Warszawa 1955

PNK -

K. Marks, Praca najemna i kapitał, Spółdzielnia Wydawnicza "Książka", Warszawa 1948

REF -

K. Marks, Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r., tłum. K. Jażdżewski, T. Zabłudowski, Książka i Wiedza, Warszawa 1958 

ŚR -

K. Marks, F. Engels, Święta rodzina, tłum. T. Kroński, S. Filmus, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 2, Książka i Wiedza, Warszawa 1961

TWD 1 -

Marks K., Teorie wartości dodatkowej (IV tom "Kapitału"), cz. 1, tłum. C. Grabowski, F. Romaniukowa, W. Sadowski, Książka i Wiedza, Warszawa 1969

TWD 2 -

K. Marks, Teorie wartości dodatkowej (IV tom "Kapitału"), cz. 2, tłum. J. Maliniak, Książka i Wiedza, Warszawa 1965

TWD 3 -

K. Marks, Teorie wartości dodatkowej (IVtom "Kapitału"), cz.3., tłum. J. Maliniak, Książka i Wiedza, Warszawa 1966

UAW -

K. Marks, Uwagi na marginesie książki Adolfa Wagnera "Podręcznik ekonomii politycznej", w: K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 19, Książka i Wiedza, Warszawa 1972

WKEP -

K. Marks, Wprowadzenie do krytyki ekonomii politycznej, tłum. L. Winiarski, w: K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 13, Warszawa 1966

ZKEP -

Marks K., Zarys krytyki ekonomii politycznej, tłum. Z. Jan Wy-rozembski, Książka i Wiedza, Warszawa 1986

Część I Wartość produktu pracy - czas w ekonomii

Tak więc wartość wymienna jest nie tylko formą towaru, lecz okazuje się ogniem, w którym spala się jego substancja. (ZKEP, s. 899)

1. Ogólne pojęcie wartości

Dla właściwego rozpoznania czasowości bytu społecznego kluczowe znaczenie ma analiza Marksowskiej kategorii wartości (wymiennej), której treść zawiera bezpośrednie odniesienie do czasu[28]. Wartość (wielkość wartości) w sensie ekonomicznym Marks definiuje następująco: "A więc tylko ilość społecznie niezbędnej pracy, czyli czas pracy społecznie niezbędny do wytworzenia jakiejś wartości użytkowej określa wielkość wartości".(K 1, s. 42)

W pojęciu czasu społecznie niezbędnego zawierają się implicite każdorazowy stan techniki oraz sposób organizacji pracy w określonej dziedzinie przemysłu. Chodzi tu o przeciętne, typowe dla danego etapu rozwoju określonego przemysłu, czynniki decydujące o średnim czasie produkcji wytwarzanych dóbr. Przy czym - jak zwraca uwagę Karl Kühne - nie zawsze jest tak, że jeśli jakaś branża zużywa do produkcji jakiegoś dobra określoną ilość czasu, to czas ten jest właśnie czasem społecznie niezbędnym. Często bowiem z przyczyn strukturalnych (niedofinansowanie małych przedsiębiorstw, kartel, oligopol) pewna branża nie osiąga możliwego dla niej na danym etapie stopnia produkcyjności (mechanizacji)[29]. Poza tym społecznie konieczny czas niezbędny nie jest niezmienny. Zależy od poziomu techniki oraz organizacji produkcji i z biegiem czasu ulega zwykle w danej gałęzi produkcji skróceniu. Ponieważ współcześnie produktywność pracy zależy bardziej niż od zdolności pracowników czy intensywności ich pracy od takich warunków produkcji, jak stopień kapitalizacji, wydajność, organizacja czy postęp techniczny, można przyjąć, że czas społecznie niezbędny jest określany na podstawie najwydajniejszych (najbardziej skapitalizowanych lub najwyżej rozwiniętych) oraz najsłabiej wydajnych przedsięwzięć, przy czym konkurencja dąży do tego, by różnica wydajności była jak najmniejsza. W wypadku granicznym można by przyjąć model, w którym każdemu sektorowi przemysłu przyporządkowuje się jedną jedyną technikę - tę najefektywniejszą. W ten sposób z przeciętnej wartości czasu społecznie niezbędnego powstałaby wartość "jednostkowa" (Einheitswert)[30].

W przeciwieństwie do fizjokratów, dla których tworzenie wartości sprowadza się jedynie do fizycznego "przyrostu ziemi" i jej wytworów (bydło, lasy etc.)[31], Marks przyjął - za klasyczną ekonomią angielską - teorię wartości opartej na pracy. "Wartość użytkowa, czyli dobro - pisał - ma więc tylko dlatego wartość, że jest w nim uprzedmiotowiona, czyli zmaterializowana, abstrakcyjnie ludzka praca" (KI, s. 41). W tym sensie praca jest źródłem wszelkiej wartości. Czas zaś jest jej miarą: "Ten sam proces pracy [który wytwarza określone wartości użytkowe - M.Ł.] występuje w procesie tworzenia wartości tylko od strony ilościowej. Idzie tu już tylko o czas, jakiego wymaga praca dla swych czynności [...]" (K 1, s. 207). Czas, w jakim wydatkowana jest energia społeczna (praca), decyduje o wielkości wartości.

Należy tu dodać, że o ile odosobniona (jednostkowa) praca może tworzyć wartości użytkowe, o tyle ""źródłem bogactwa i kultury staje się praca jedynie jako praca społeczna" [...] "w społeczeństwie i poprzez społeczeństwo"" (KPG, s. 16).

Zauważmy też za Marksem, że "Praca nie jest źródłem wszelkiego bogactwa" (KPG, s. 14)[32]. Oprócz pracy, która jest przejawem jednej z sił przyrody (ludzkiej siły roboczej), także przyroda w ogóle jest źródłem wartości użytkowych (dóbr, które stanowią bogactwo). Co więcej, przyroda jest pierwotnym źródłem wartości użytkowych - pierwszym źródłem wszelkich środków i przedmiotów pracy. Praca ludzka staje się źródłem wartości użytkowych (bogactwa) dopiero wówczas, gdy człowiek "ustosunkowuje się do przyrody" (KPG, s. 15), która - jak można powiedzieć za Stanisławem Brzozowskim - jest "współmierna" z pracą i na nią "wrażliwa"[33]. Proces przekształcania dóbr (pierwotnie należących do przyrody) przez celową działalność jest według Marksa procesem pracy jako ogólnym warunkiem ludzkiego życia[34].

Za Williamem Pettym Marks twierdził, że praca nie jest jedynym źródłem wytwarzanych przez nią wartości użytkowych: praca jest ich ojcem, a ziemia - matką. Wszystkie towary powstają z naturalnej materii. Praca może je tylko przekształcać. Właśnie to przekształcanie czyni z naturalnych materiałów wartości wymienne. Na przykład sama rzadkość występowania dóbr natury wymaga ich poszukiwania, czyli czyni je produktami pracy[35].

Trzeba tu zaakcentować, że siła robocza jest dla Marksa bardzo wyjątkową siłą natury. Stanowi ona jedyne źródło wartości (wymiennej). Pozostałe siły przyrody, które są wykorzystywane w procesie pracy za pośrednictwem maszyn, nie uczestniczą w tworzeniu wartości. Przywłaszczamy te siły, gdyż zwiększają wydajność pracy, ale nie wpływają one na wzrost wartości. Jest tak dlatego, że siły przyrody jako takie nic nie kosztują. Nic zaś nie kosztują, gdyż nie stanowią produktu ludzkiej pracy[36]. Trzeba tu jednak zauważyć, że kosztuje ich naukowe odkrycie oraz adaptacja do warunków produkcji, na przykład koszt maszyny. Zarówno wiedza naukowa, jak i jej techniczna adaptacja są produktami pracy.

Pomieszanie wartości (wymiennej) z wartością użytkową oraz z bogactwem[37] jest prawdopodobnie przyczyną zarzutu Hermanna Schölera, że - wbrew temu, co zakładał Marks - tworzenie wartości jest bardzo często niezależne od ludzkiej pracy[38]. To prawda, że drzewo ma wartość, gdyż można przetworzyć je na coś użytecznego (deski, meble itp.), ale nie jest to określana ilościowo wartość wymienna, lecz właśnie "jakościowa" wartość użytkowa. Ta ostatnia nie może być obiektywną podstawą racjonalnej wymiany, gdyż nie sposób porównać ze sobą użyteczności rozmaitych dóbr - co jest na przykład obiektywnie bardziej użyteczne: węgiel czy drewno?

1.1. Czas społecznie niezbędny

Jeśli chodzi o pojęcie czasu społecznie niezbędnego, to Marks w swej teorii wartości opartej na pracy używa go w dwojaki sposób. Po pierwsze, chodzi mu o czas społecznie niezbędny zawarty w poszczególnych towarach i wyznaczany przez każdorazowy przeciętny stan techniki oraz przeciętny sposób organizacji produkcji; po drugie - o niezbędną część globalnego czasu pracy społeczeństwa, jaki przeznacza się (powinno się przeznaczać) na określoną sferę produkcji (czas potrzebny na zaspokojenie określonego zapotrzebowania społecznego[39]). Jeśli przekracza się ten ostatni czas, to "wprawdzie każda jednostka towaru zawiera, być może, tylko niezbędny czas pracy, ale suma tych jednostek zawiera więcej niż społecznie niezbędny czas pracy [...]" (TWD 2, s. 615).

To drugie rozumienie[40] eksponuje na przykład Labriola, który w pojęciu pracy społecznie niezbędnej widzi takie relacje, jak: między wysiłkiem a wynagrodzeniem, między tym, co pożądane a rzeczą, czyli między popytem a podażą, słowem: który to, co społecznie niezbędne, wyjaśnia jako to, co potrzebne jest ogółowi konsumentów[41]. W tym sensie ""Wartość" jest odzwierciedleniem ilościowego wkładu sił roboczych w system społeczny"[42]. Zauważmy, że w tej interpretacji ujawnia się "czynna" rola wartości użytkowej w określaniu wartości towarów. Jeśli bowiem w określeniu społecznie niezbędnego czasu pracy istotną rolę odgrywa popyt społeczny, to tym samym ważna jest wartość użytkowa, gdyż to właśnie na określone dobro skierowuje się popyt. Jak pisze Peter Behnen: "Wartość użytkowa pewnego towaru nie funkcjonuje już jako prosty warunek wartości towarów, lecz ma znaczenie dla samego tego określania"[43].

Odnośnie do czasu społecznie niezbędnego w pierwszej z przytoczonych interpretacji zauważmy, że właściwie powinniśmy mówić o przeciętnym czasie społecznie niezbędnym, bo w ramach opłacalnego w danych warunkach społeczno-ekonomicznych czasu produkcji określonego dobra mieszczą się różne czasy, jakie osiągają poszczególni przedsiębiorcy. Czas społecznie niezbędny można by traktować jako średnią z tych "indywidualnych" czasów. Myśl tę znajdujemy na przykład u Carla von Weizsäckera, który proponuje rozróżnienie między krańcowym i przeciętnym społecznie przeciętnym niezbędnym czasem pracy[44]. Przy czym jest tak, że z jednej strony, konkurencja dąży do maksymalnego zmniejszenia różnicy między czasami produkcji określonego rodzaju dóbr, z drugiej jednak - współczesne praktyki monopolistyczne bywają takie, że - gwoli utrzymania wysokiej stopy zysku[45] - celowo hamuje się zmiany technologiczne i utrzymuje się przedsiębiorstwa o mniejszej efektywności. Niektórzy z tego ostatniego faktu wyciągają wniosek, że - wobec nieokreśloności pojęcia czasu społecznie niezbędnego - zarówno Marksowska teoria wartości, jak i teoria wartości dodatkowej są bezużyteczne[46].

Przyjmuję tu, że istnienie wskazanych praktyk monopolistycznych nie jest dostatecznym powodem odrzucenia pojęcia czasu społecznie niezbędnego. Przecież także w warunkach monopolistycznych kształtuje się pewna średnia społeczna czasu potrzebnego na produkcję określonego typu dóbr.

Jeśli mówimy o czasie (pracy) społecznie niezbędnym, to pojęcie to należy rozumieć na tyle szeroko, aby obejmowało zarówno bezpośredni, jak i pośredni czas (pracy) potrzebny do wyprodukowania jakiegoś dobra. Na przykład praca wymagana do produkcji bawełny jest częścią pracy koniecznej do produkcji przędzy, dla której bawełna jest surowcem. Ogólnie: ilość (czasu) pracy wydatkowana na produkcję jakiegoś zużywanego w produkcji wyrobu jest częścią ilości pracy koniecznej do produkcji pewnej nowej wartości użytkowej. Ta porcja jest pracą przeniesioną ze środków produkcji na nowy produkt. Wyrażając to w kategorii wartości: wartość środków produkcji przenosi się na produkt i w ten sposób zostaje zachowana[47]. Chodzi tu o zużytą część wartości środków produkcji, a więc głównie o kapitał obrotowy, ale nie tylko, gdyż w grę wchodzi też zużycie kapitału trwałego, na przykład maszyn[48]. Aby zatem określić wartość towaru, należy - jak wskazuje Daniel Little - rozważyć proces produkcji typowy w danym czasie dla danej gałęzi przemysłu i uwzględnić różne źródła czasu pracy zużytkowanego w tym procesie, a więc zarówno żywą pracę robotników, jak i pracę wydatkowaną w przeszłości na produkcję maszyn, budynków fabrycznych czy surowców. "Wartość dobra równa jest przeto sumie czasu pracy wydatkowanego przy jego produkcji [...]"[49].

W kontekście opozycji wartość nowo wytworzona/wartość przeniesiona Aleksander Ochocki zwraca uwagę na "dwoisty charakter pracy", "która jako praca w ogóle dołącza nową wartość, a jako praca konkretna zachowuje wartość"[50].

Weizsäcker wskazuje na dwa sposoby ujmowania czasu społecznie niezbędnego: diachroniczny, który polega na sumowaniu komponentów "szeregu czasowego" (Zeitreihe), mających takie samo znaczenie dla określenia wartości[51], oraz synchroniczny, który zakłada, że "całościowy gospodarczy" (gesamtwirtschaftlichen) proces produkcji jest zsynchronizowany, a tym samym szereg czasowy potrzebny do wyprodukowania danego produktu również jest zsynchronizowany[52].

W związku z pojęciem czasu społecznie niezbędnego Gilbert Abraham-Frois i Edmond Berrebi odnotowują następujący problem: skoro wartość jest "średnią z nowych i starych technologii" to jak taką średnią można obliczyć?[53]. Problem ten wydaje się jednak sztuczny. Nowe technologie wypierają stare, a dopóki współistnieją (np. ręczny i maszynowy - by ująć to jak najprościej - sposób wytwarzania jakiegoś dobra w początkowej fazie upowszechniania się produkcji maszynowej), to czas społecznie niezbędny da się obliczyć jako średnią z czasu, jaki przeciętnie zajmuje produkcja ręczna, i z czasu, jaki przeciętnie zajmuje produkcja maszynowa. Jeśli zaś produkcja maszynowa jest bardzo nieznaczna (stan zalążkowy), to można ją pominąć i liczyć czas społecznie niezbędny jako średnią z czasów produkcji ręcznej. Gdy zaś produkcja maszynowa dostatecznie się upowszechni, wypiera produkcję ręczną i wtedy liczy się średnia z czasów produkcji maszynowej. Czasy "indywidualnych" produkcji maszynowych różnią się zwykle ze względu na jakość maszyn, zastosowane w nich technologie, stopień ich zużycia czy umiejętności operatorów.

1.2. Praca jako źródło wartości

Produkty ludzkiej pracy - poza tym, że są pewnymi rodzajami rzeczy na swój sposób użytecznych - są "krystalizacją", "nagromadzeniem" pracy. Jak pisze Marks: "Jako kryształy tej wspólnej im substancji społecznej są one wartościami - wartościami towarów" (K 1, s. 40-41). W związku z tą konstatacją Peter Ruben stawia pytanie o właściwe źródło wartości towarów. W świetle rozróżnienia przez Marksa siły roboczej (zdolności robotnika do wykonania określonego kwantum pracy) i samej pracy można - zdaniem Rubena pytać - czy wartość określa ta pierwsza, ta druga, obie czy dodatkowo jeszcze coś trzeciego[54]. Wątpliwości pogłębia jeszcze Marksowskie rozróżnienie czasu produkcji i czasu pracy[55]. Ten pierwszy nie pokrywa się często z drugim, co widać na przykład w produkcji rolnej: czas produkcji zbóż obejmuje zarówno czas pracy (przygotowanie ziemi do zasiewu, zasiew itd.), jak i czas wzrostu, kiedy nie wydatkuje się na ogół pracy (przerwy w produkcji) (zob. ZKEP, s. 543). Różnicę między czasem produkcji a czasem pracy uwidacznia także następujący przykład: załóżmy, że do wyprodukowania zarówno jednego litra soku winogronowego, jak i jednego litra wina trzeba - na danym etapie historycznego rozwoju produkcji - wydatkować taką samą ilość pracy, na przykład określoną "jednostkę pracy" (Arbeitseinheit). Jednakże do produkcji wina potrzebnych jest więcej "jednostek czasu" (Zeiteinheiten) - powiedzmy dwie - niż do produkcji soku winogronowego (np. jedna jednostka czasu)[56].

W kontekście wskazanego rozróżnienia Marks zauważa, że produkcyjność oraz pomnażanie wartości danego kapitału produkcyjnego w określonym czasie są tym większe, im bardziej czas produkcji i czas pracy pokrywają się ze sobą. Stąd produkcja kapitalistyczna dąży do możliwie największego skrócenia nadwyżki czasu produkcji ponad czas pracy (zob. K 2, s. 126). W wielu gałęziach przemysłu, a w szczególności w rolnictwie, istnieją naturalne (chociaż wciąż przesuwane) granice skracania owej nadwyżki.

Mówiąc szczegółowo: Marks rozróżnia pięć rodzajów czasu mających związek z wartością towarów: czas pracy, czas produkcji (który obejmuje ten pierwszy wraz z czasem "produkcji naturalnej"), czas cyrkulacji, czyli czas obiegu[57], oraz czas cyklu, czyli czas obrotu (który jest sumą czasu produkcji i czasu cyrkulacji)[58]. Balibar mówi o wpisywaniu "różnych czasów jedne w drugie"[59]: "Można wpisać czasy segmentowane (czas pracy, czas produkcji, czas cyrkulacji w cykle (cykliczny proces kapitału); same te cykle muszą być cyklami złożonymi, cyklami cyklów, ze względu na nierówną szybkość obrotu różnych elementów kapitału, ale razem wzięte będą z kolei mogły być wpisane w ogólny ruch reprodukcji (akumulacji) kapitalistycznej, który Marks w ślad za Sismondim opisuje jako spiralę [...]"[60]. Można zatem mówić o obrotach sfer produkcji.

Jeśli chodzi o rozróżnienie siły roboczej i pracy, to siła robocza jako tylko potencja do wykonania szczególnego rodzaju pracy nie może być bezpośrednio wartościotwórcza. Siła robocza dopiero w akcie pracy stwarza wartość. Zgodnie z ujęciem Marksa wartość powstaje w procesie pracy lub - mówiąc inaczej - jest funkcją czasu pracy rozumianej każdorazowo nie jako specyficzny rodzaj czynności skutkujący powstaniem określonego dobra użytkowego, lecz ogólnie i abstrakcyjnie: jako wydatkowanie ludzkiej energii fizycznej i psychicznej w czasie (oczywiście chodzi o czas społecznie niezbędny). Mimo wskazywanej tu różnicy (siła robocza/ praca) robotnik jest dla kapitalisty ważny jako czas pracy (dodatkowej). W Zarysie krytyki ekonomii politycznej czytamy: "Pracę dodatkową opartą na systemie maszyn cechuje to [...], że stosuje się mniej równoczesnych dni pracy, zatrudnia się mniej robotników" (ZKEP, s. 633).

Można jednak przypuszczać (zostanie jeszcze dokładniej rozważone), że specyficzne umiejętności, kwalifikacje robotników mają wpływ na wartość towarów, gdyż tworzą określone jakości produktów. To zaś sprawia, iż różne towary - mimo że zawarta w nich jest ta sama ilość pracy - mogą mieć różną wartość dla użytkowników.

Zwolennik Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy mógłby w tym wypadku postawić zarzut niemierzalności, subiektywności w taki sposób określanej wartości. Z drugiej strony warto wstępnie odnotować sformułowanie, które sugeruje udział siły roboczej i tego, co nazywamy użytecznością, w określaniu wartości: "Ekonomicznie pracę należy rozumieć jako iloczyn siły roboczej i wielkości wartości użytkowej'[61]. Do kwestii teorii wartości opartej na użyteczności powracam bardziej szczegółowo dalej.

Co się zaś tyczy drugiego Marksowskiego rozróżnienia: czas pracy/czas produkcji, to sam upływ czasu (czas produkcji niebędący czasem pracy) nie stwarza wartości w sensie ekonomicznym[62]. Solomon Wygodzki pisze: "Niezależnie od przyczyn, które wywołują nadwyżkę czasu produkcji ponad czas pracy, wartość w tym okresie, stanowiącym tę nadwyżkę, nie wzrasta"[63].

Jeśli jednak mamy na uwadze tę część czasu produkcji, która nie jest czasem pracy (czas produkcji naturalnej), jest to przecież czas "zorganizowany", przygotowany przez wcześniejszą pracę i najczęściej dopełniany przez pracę późniejszą - na przykład hodowlę ryb, zboże do wzrostu, wino do leżakowania trzeba przygotować. Zatem taki zorganizowany produkcyjnie upływ czasu można uznać za wartościotwórczy[64]. Odnośnie zaś do czasu cyrkulacji należy powiedzieć, że jest to nie tyle czas tworzenia wartości, ile czas jej realizacji w drodze wymiany.

Zgodnie z myśleniem Marksa można zatem przyjąć, że tylko czas produkcji określa wartość, gdyż tylko gotowe produkty mogą być sprzedawane. Uznanie czasu produkcji za czynnik wartościotwórczy Ruben traktuje jako drobną poprawkę Marksowskiego sposobu rozumienia.

Nieco inaczej rolę kategorii czasu produkcji ujmują autorzy podanego przykładu z winem i sokiem winogronowym. Różnicą między czasem produkcji a czasem pracy uzasadniają oni rozbieżność u Marksa wartości z cenami, jakie kształtują się na rynku. Sok winogronowy i wino mają tę samą wartość, ponieważ wyprodukowanie litra każdego z nich wymaga jednostki pracy, wino jest jednak droższe, gdyż w określaniu ceny uwzględnia się to, że produkcja wina wymaga dwóch jednostek czasu, a soku tylko jednej[65]. Bierze się tu zatem pod uwagę czas produkcji niebędący czasem pracy. Przy czym zamiast uzasadniać analizowaną różnicą (czas produkcji/czas pracy) rozbieżność między wartościami a cenami, można by przyjąć - jak zrobił to właśnie Ruben - że wino ma wyższą wartość niż sok, dlatego że czas "produkcji naturalnej" ma charakter wartościotwórczy, i potraktować to jako uzupełnienie Marksa.

Przekonanie Marksa, że praca jest jedynym źródłem wartości, można by uzasadniać tak: tylko ludzka praca stwarza wartość, natomiast przyroda nie jest wartościotwórcza. Działają w niej przyczyny i skutki, bodźce i reakcje, jakieś formy teleonomii, lecz ani śladu wartościowania. Jeśli zaś chodzi o świat ludzki, to wartością dla człowiek jest przede wszystkim drugi człowiek. Towary mają wartość, gdyż jest w nich uprzedmiotowiona praca człowieka, czyli pewien fragment czasu jego życia - wszystkiego, co tak naprawdę człowiek posiada. Wartość dla człowieka mają też dobra niebędące produktami ludzkiej pracy, lecz w tym wypadku jest to już wartość innego typu - wartość użytkowa.

1.3. Wartość a wartość wymienna

Wielu autorów wskazuje, że należy odróżnić Marksowską kategorię wartości w ogóle od pojęć wartości użytkowej i wartości wymiennej. Rudolf Kronstein pisze: "W przeciwieństwie do Ricarda Marks nie bada bezpośrednio, co określa wartość wymienną dóbr, lecz rozróżnia trzeci "rodzaj wartości" - "wartość" po prostu"[66]. "Cechą jakościową wartości jako takiej - zauważa Jerzy Osiatyński - jest społeczny stosunek produkcji powstający na gruncie społecznego podziału pracy i odosobnienia producentów"[67]. Ilościowym zaś jej aspektem są "nakłady pracy (abstrakcyjnej) społecznie niezbędne do wytworzenia poszczególnych produktów"[68]. Ponieważ jednak podział pracy i odosobnienie producentów są przesłankami wymiany, a ilościową stronę wartości określa się relacyjnie w kontekście wymiany społecznej (chodzi o ustalenie, ile wartości użytkowych jednego typu wymienia się na określoną ilość wartości użytkowych innego typu - co umożliwia "porównanie" czasu społecznie niezbędnego do wyprodukowania tych wartości użytkowych), ogólna kategoria wartości odsyła nas bezpośrednio do pojęcia wartości wymiennej. Inaczej jeszcze: wartość w ogóle jest tym, co wspólne towarom, gdy abstrahujemy od ich wartości użytkowej, i co przejawia się w stosunku wymiany jako wartość wymienna. "W rzeczy samej wartość wymienna jest koniecznym sposobem wyrazu albo formą przejawiania się tej "wartości""[69].

Na potrzebę odróżnienia wartości jako takiej od wartości wymiennej wskazuje to, że - według Marksa - miara wartości istnieje przed wymianą. To nie wymiana towarów reguluje wielkość ich wartości, lecz przeciwnie - wielkość ich wartości reguluje proporcje wymiany[70]. Można powiedzieć, że ludzie wymieniają między sobą "substancję" swoich prac, czyli czas. Marks odwołuje się też w tym kontekście do Ricardowskiego odróżnienia wartości rzeczywistej, będącej wyrazem określonego czasu pracy, od wartości względnej, czyli wyrazu zawartego w towarze czasu pracy w wartościach użytkowych innych towarów (zob. TWD 3, s. 161)[71].

W tym świetle trudno zgodzić się z tezą Franza Petry'ego, że Marks w Kapitale nie dość wyraźnie przeprowadza podział między jakościową i ilościową stroną problemu wartości - chociaż jest świadom tej dualności[72]. Marksowskie rozróżnienia wartości jako takiej i wartości wymiennej, wartości wymiennej i wartości użytkowej czy wartości wymiennej i ceny produkcji[73] są dostatecznym sposobem rozdzielenia obu tych aspektów. Inna sprawa, że rozdzielenie teoretyczne nie może oznaczać ontologicznej izolacji, gdyż - realnie biorąc - oba te momenty przenikają się, choćby w takim sensie, że ilościowe określenie wartości opiera się na charakterystyce jakościowej (to, co jest liczone, mierzone itp., musi być jakoś określone jakościowo).

Mieczysław Krajewski zwraca uwagę - uzasadniając tym samym celowość ogólnego pojęcia wartości - że także na takim poziomie rozwoju społecznego, który wyklucza wymianę towarową "nawet w jej najprostszej postaci"[74], czas niezbędny do wytworzenia danego dobra także pozostaje w centrum zainteresowania społeczeństwa. Dwie uwagi do tego stwierdzenia.

Po pierwsze, wykluczenie wymiany towarowej "nawet w jej najprostszej postaci" jest założeniem wątpliwym. W pewnym bowiem sensie wymiana towarowa wśród ludzi ma uniwersalny i ahistoryczny charakter. Adam Smith na przykład utrzymywał, że skłonność do wymiany jest naturalną, wrodzoną skłonnością człowieka, swoistą cechą antropologiczną, odróżniającą go od zwierząt[75]. Jeśli zgodzić się z takim pozahistorycznym określeniem natury ludzkiej w aspekcie wymiany, to z takim zastrzeżeniem, że na najwcześniejszych etapach rozwoju społecznego ludzi (wspólnota pierwotna) wymiana miała charakter przypadkowy i sporadyczny. Claude Lévi-Strauss tak opisuje ten stan rzeczy w przypadku prymitywnego społeczeństwa Indian Bororo: "Niektórzy są lepszymi myśliwymi lub rybakami, mają więcej szczęścia lub są bardziej pracowici niż inni [...]. Pewien Indianin był biegły w sporządzaniu krążków szlifierskich do kamieni; wymieniał je na produkty żywnościowe i żył, jak się zdaje, dosyć dostatnio"[76]. Można zatem przyjąć, że nawet w najbardziej zhomogenizowanych i zintegrowanych wspólnotach istniały przesłanki do wymiany. Temkin zwraca przy tym uwagę, że początkowo wymiana jest dokonywana na granicach wspólnoty, w punktach stycznych z innymi wspólnotami, gdyż nie jednostki, lecz rody występują wobec siebie jako samodzielne podmioty[77]. Rzeczy stają się więc towarami najpierw na zewnątrz wspólnoty, a dopiero potem wewnątrz niej.

Po drugie - ważniejsze - Krajewski pisze w tym wypadku raczej o wartości samego czasu dla życia społeczeństwa, a nie o wartości produktu pracy społecznej. To prawda, że "człowiek wytwarzając określone dobra (czy też je zdobywając), ulepszał nieustannie swoje działanie, zmniejszając tym samym czas niezbędny do wytwarzania danego produktu"[78]. Jednakże dopóki człowiek nie wytwarzał w celu wymiany, produkty miały dla niego tylko wartość użytkową. Czas liczył się wtedy (był wartością) nie tyle ze względów ekonomicznych, ile biologicznych: trzeba było "zdążyć przeżyć", zdążyć zabezpieczyć podstawowe potrzeby. Skrócenie czasu pozyskiwania wartości użytkowych było więc biologicznie bardzo korzystne, gdyż pozwalało na przykład gromadzić zapasy, nadwyżkę produktu. Chodziło też o coś więcej: czas uwolniony od pracy na "odtworzenie wolumenu dóbr"[79] (reprodukcja prosta, materialna) oraz na zaspokojenie podstawowych potrzeb pracujących (reprodukcja siły roboczej) można było przeznaczyć na odpoczynek, zabawę, kontemplację lub pracę twórczą (reprodukcja rozszerzona)[80]. "Reprodukcja także prosta - pisze Krajewski - wymaga nie tylko odtworzenia materialnej strony sił wytwórczych, ale także reprodukcji ludzkiej siły roboczej"[81]. Innymi słowy, wymaga reprodukcji człowieka produkcyjnego - na przykład nie wystarczy sporządzać łuki, lecz umiejętność tę trzeba przekazać następnym pokoleniom. Ponieważ warunkiem reprodukcji prostej jest reprodukcja człowieka produkującego, "czas wydzielony przez społeczeństwo na produkcję materialnych podstaw życia nie zwalnia w pełni reszty czasu od ewentualnego wykorzystania do reprodukcji rozszerzonej"[82]. Zauważmy przy tym, że także czas przeznaczony na zabawę i odpoczynek itp. (czas reprodukcji rozszerzonej) może być postrzegany jako mający wpływ na reprodukcję gatunku (rozwój cech osobniczych sprzyjających socjalizacji)[83].

Werner Becker przeciwstawia kapitalistyczną gospodarkę wymienną socjalistycznej gospodarce rozdzielczej[84], sugerując, że w odniesieniu do socjalizmu Marksowska teoria wartości traci ważność[85]. Jeśli społeczna dystrybucja dóbr odbywałaby się "centralnie" i na zasadzie "każdemu według potrzeb", to nie istniałaby wymiana, a zatem nie byłby określony ilościowy stosunek wymienny między poszczególnymi rodzajami dóbr. Oczywiście także w tym wypadku ważny byłby wzrost produkcyjności, skracanie czasu społecznie niezbędnego, gdyż prowadziłoby to do wzrostu ogólnego dobrobytu społecznego, tj. do coraz wszechstronniejszego zaspokajania potrzeb członków społeczeństwa. Niewymieniane, lecz dystrybuowane centralnie produkty - oprócz wartości użytkowej - także miałyby wartość, ale w sensie czysto abstrakcyjnym (tj. niewyznaczonym określonym stosunkiem ilościowym do innych produktów lub pieniądza): w każdych warunkach produkcyjnych istnieje pewna przeciętna społeczna czasu potrzebna do wyprodukowania jakiegoś dobra. Tak więc również w społeczeństwach "niewymiennych" istnieją poważne przesłanki skracania czasu społecznie niezbędnego[86] - i w tym sensie czas ma wartość - ale o wartości ekonomicznej produktów można tu mówić tylko w wąskim sensie wartości biologicznie użytecznej albo w sensie zupełnie abstrakcyjnym i jakościowym, mianowicie czasu społecznie niezbędnego do wytworzenia określonego produktu. Dystrybucja "według potrzeb" nie unieważniałaby teorii wartości, lecz potrzebę ustalania cen towarów.

Trudno natomiast zgodzić się z sugestią Joan Robinson, że w odniesieniu do społeczeństwa socjalistycznego, w którym każda jednostka ma w globalnym produkcie społecznym udział proporcjonalny do swego wkładu w wytworzenie tegoż produktu, pojęcie wartości jest zbędne[87]. Nie jest tak, gdyż - jak pisze sama Robinson - proporcjonalność oznacza w tym wypadku to, że ceny odpowiadają wartościom, tzn. ceny towarów są tak ustalane, iż odpowiadają rzeczywistym kosztom społecznym ich wytworzenia[88]. Pojęcie wartości wciąż zatem jest użyteczne - chociażby w celu określenia wkładu jednostek w produkt globalny.

Petry za punkt wyjścia i swoiste a priori Marksowskiej teorii wartości uznaje "proces wymiany" (Austauschprocess)[89], przy czym chodzi mu o proces wymiany jako regularny proces społeczny, jako konieczny moment społecznego procesu reprodukcji[90]. Stąd można wysunąć przypuszczenie, że samo Marksowskie pojęcie wartości jako odbicie obiektywnej kategorii ekonomicznej ma - tak jak sama ta kategoria - historyczny charakter. Zaczyna ono być w pełni adekwatne dopiero w odniesieniu do społeczeństw, które zostały scementowane przez regularny, oparty na własności prywatnej i wolności osobistej proces wymiany towarowej. Nie znaczy to, że wcześniej (np. we wspólnocie pierwotnej) kategoria wartości nie przybierała jakiejś rudymentarnej formy. W przypadku wspólnot pierwotnych niewątpliwie ma sens mówienie o czasie społecznie niezbędnym (na danym poziomie organizacyjnym i technologicznym) na - powiedzmy - pozyskanie mięsa jakiegoś zwierzęcia. Dopóki jednak członkowie wspólnoty

dzielą mięso "według potrzeb", kategoria wartości ma czysto "formalny", abstrakcyjny i potencjalny charakter; tylko w wymianie, a w szczególności w wymianie towarowej realizuje się ona w życiu społecznym. Dopóki jeden produkt (towar) nie wystąpi wobec drugiego w stosunku wymiany, wartość nie ma charakteru ilościowego w sensie relacyjnym (tyle tego za tyle tamtego), lecz jedynie w sensie "bezwzględnym" - tyle a tyle czasu społecznie niezbędnego. Michael Heinrich pisze: "Jeśli to właśnie charakteryzuje produkcję towarową, że prywatnie wydatkowana praca nie jest zrazu pracą społeczną, lecz dopiero w wymianie musi być rozpoznana jako część składowa pracy społecznej (skoro produkt pracy prywatnej zostaje uznany za wartość), to oczywiste jest, że przed wymianą nie może być dana żadna ustalona wielkość wartości produktów"[91].

Sądzę, że można próbować pogodzić "historyczny" i "metafizyczny" punkt widzenia na społeczną rolę kategorii wartości. Wartość wymienna w ścisłym, ilościowym sensie byłaby kategorią czy też formą, jaką przybiera produkt, w warunkach produkcji kapitalistycznej, tj. jako towar (i w relacji do innych towarów). Wartość zaś rozumiana abstrakcyjnie i jakościowo (jako określone na każdym etapie rozwoju społeczno-ekonomicznego kwantum czasu społecznie niezbędnego) miałaby charakter "ponadhistoryczny". Sam Marks ujmował to na przykład tak: "Społeczny czas pracy istnieje w [...] towarach, rzec można, jedynie w sposób utajony i objawia się dopiero w procesie wymiany" (PKEP, s. 32). Można to interpretować tak: istniejąca w sposób utajony wartość manifestuje się w procesie wymiany jako wartość wymienna.

Oba wskazywane aspekty kategorii wartości zdaje się mieszać Murray Wolfson, kiedy z jednej strony wiąże teorię wartości z - charakterystyczną dla kapitalizmu - produkcją na wymianę, a z drugiej sugeruje, że pojęcie wartości odbija relację człowieka do natury[92]. Sądzę, że lepiej byłoby wyraźnie odróżnić te dwa aspekty pojęcia wartości i przyjąć, że to właśnie abstrakcyjna i jakościowa kategoria wartości odbija tę fundamentalną ontologiczną relację, a ilościowe pojęcie wartości wymiennej wyraża określone stosunki społeczne (zasadzające się zresztą na pierwotnej relacji człowieka do przyrody).

Petry z kolei wskazuje, że różnicę między wartością a wartością wymienną można w zasadzie sprowadzić do rozróżnienia jakościowego i ilościowego "problemu wartości" (Wertproblem). Przy czym rozróżnienie to jest bardzo istotne, gdyż - jak pisze Gianfranco Accardo: "Dla jednych wartość ma jakościowe, a dla innych ilościowe znaczenie. Prawdopodobnie zapoznanie tego rozróżnienia stało się głównym źródłem bezowocnych dyskusji wokół Marksowskiej teorii wartości"[93].

Gdy Marks określa produkty abstrakcyjno-ogólnej pracy jako wartości, określa niejako aprioryczne warunki ujęcia problemu wartości wymiennej, nie wypowiadając się na temat ilościowego stosunku, w jakim w określonej organizacji społecznej wartości te są wymieniane[94]. Można powiedzieć, że empiryczną realizacją owego a priori, jakim jest wartość, jest wymiana w odpowiednich proporcjach wartości użytkowych. O ile wartość to czas społecznie niezbędny wzięty w oderwaniu (wartość absolutna, rzeczywista, immanentna), o tyle wartość wymienna jest relacją między czasami społecznie niezbędnymi realizującą się w wymianie (wartość rynkowa, wartość jako indeks stosunku wymiany)[95]. Komentując naukę Ricarda, Marks wprowadza bardzo podobną dystynkcję - rozróżnienie wartości absolutnej i wartości relatywnej: wartość absolutna wyraża czas pracy, "który niezbędny jest do własnej produkcji towarów, czyli uprzedmiotowiony jest w samych tych towarach" (TWD 2, s. 195); wartość relatywna dotyczy "realnego wyrażania wartości wymiennej jednego towaru w wartości użytkowej innego towaru lub pieniądzu" (TWD 2, s. 195). Accardo pisze: "[...] Marks mówi najpierw o "wartości" w sensie jakościowym, a potem w sensie wielkości wartości"[96].

Karl Kühne, wychodząc z założenia, że u Marksa pojęcie wartości nie pokrywa się w pełni ani z wartością wymienną, ani z wartością użytkową (jest pojęciem sui generis), stwierdza - za Ladislausem von Bortkiewiczem - że Marks używa pojęcia wartości w dwojakiej formie: relatywnej oraz absolutnej[97]. W pierwszym rozumieniu jest to "czysty "wskaźnik stosunków wymiany", który "pokazuje, na ile jednostek pewnego dobra służącego jako miernik wartości wymienia się pewien towar lub pewna mnogość tego towaru""[98]. W drugim zaś - jest to ""ilość pracy, która zostaje użyta do produkcji pewnego towaru""[99]. Z określeń tych widać wyraźnie, że de facto idzie tu o różnicę między wartością wymienną a wartością rozumianą w sensie abstrakcyjnym, jakościowym i absolutnym.

Analogicznie rzecz ujmuje Ruben, który stwierdza, że wartość wymienna nie jest czymś wewnętrznym, immanentnym towarowi, lecz umownie ukonstytuowanym stosunkiem wymiany między wymieniającymi ("Umowa wymiany ustanawia stosunek wymiany między tym, co wymieniane (Gabe und Gegengabe)"). Wartość wymienna jest "wielkością wymiany" (Austauschgrösse), a nie żadną wewnętrzną miarą towaru. Rzeczywiście wewnętrzna jest wartość. Marks zaś - zdaniem Rubena - miesza wartość z wartością wymienną[100].

Ze stwierdzeniem tym można by jednak polemizować z punktu widzenia "aksjomatu stosunków wewnętrznych", który w sformułowaniu Bertranda Russella głosi: "[...] każdy stosunek między dwoma członami wyraża pierwotnie ich wewnętrzne właściwości [...]"[101]. Oczywiście koncepcja stosunków wewnętrznych jest problematyczna i właśnie sporo miejsca jej krytyce poświęca Russell w swojej książce. Nie miejsce tu na polemikę z Russellem, ale wydaje mi się, że jego uwagi nie są do końca przekonujące. W każdym razie jeśli nie wszystkie, to na pewno niektóre ze stosunków są stosunkami wewnętrznymi. Jeśli - z punktu widzenia teorii wartości opartej na pracy - ustala się relacja wymiany ekwiwalentnej 1A: 2B, oznacza to przecież, że w towarze A uprzedmiotowiona jest dwa razy dłuższa społecznie niezbędna praca niż w towarze B. To zaś jak długo przeciętnie produkuje się jakiś towar może być uznane za jego własność "wewnętrzną". Nie jest to wprawdzie własność samej tylko rzeczy fizycznej[102], która przysługiwałaby jej poza kontekstem stosunków społecznych (towar jest stosunkiem społecznym)[103], ale relatywnie, tj. w odniesieniu do stosunku wymiany, może być uznana za własność "wewnętrzną".

Zgodnie z interpretacją Seweryna Dziamskiego dla Marksa "relacja, w której pozostają względem siebie dwa odmienne przedmioty, nie jest tożsama z konstytuowaniem się własności tych przedmiotów, lecz relacja taka ujawnia jedynie cechy, które im obiektywnie przysługują"[104]. Relacja zaś, która zachodzi między wytworami w stosunku wartościowym, "jest zawsze jednoznaczna z ujawnianiem się formy wartości pierwszego z tych przedmiotów w formie wartości drugiego"[105].

Także u samego Marksa znajdujemy podstawę do ujmowania tej kwestii przez pryzmat dystynkcji: własność immanentna/własność relatywna. Rozważając zagadnienie wartości przedmiotu, odróżnia on mianowicie stosunek od zdolności rzeczy. Stosunek jest relacją wzajemną obu rzeczy i nie należy ani do jednej z nich, ani do drugiej. Inaczej jest ze zdolnością, ta jest czymś immanentnym rzeczy, chociaż "może ujawnić się tylko w stosunku danej rzeczy do innych rzeczy" (TWD 3, s. 163). Za pomocą tej swoistej "dialektyki" Marks próbuje przedstawić wartość przedmiotu jako coś, co jest mu właściwe, a mimo to istnieje jedynie w charakterze stosunku (zob. TWD 3, s. 163-164).

Marks krytykuje Baileya, że przez wartość towaru rozumie określanie wartości towarów za pomocą wartości jakiegoś towaru (ostatecznie chodzi tu o pieniądz jako powszechny ekwiwalent wartości). Według Baileya "wartość jest ilością artykułów, którą wymienia się na dany artykuł" (TWD 3, s. 181). "[...] tylko fakt wymiany (a nie sama możliwość wymiany) na inne towary stanowi o tym, że A jest wartością" (TWD 3, s. 176). Przy takim "recentywistycznym" ujęciu (dany towar można wymieniać tylko na towary "współczesne")[106] wzrost i spadek wartości, które są czymś oczywistym w teorii Marksa[107], stają się niemożliwe. Mówienie o spadku lub wzroście wartości zakłada zawsze "porównanie wartości towaru w danym czasie z jego wartością w innym czasie" (TWD 3, s. 181). Ale ponieważ dla Baileya wartość nie istnieje poza aktem wymiany, nie może być zatem traktowana jako przedmiot trwający w czasie, tj. jako coś, co zmieniając się, zachowuje swą tożsamość. Skrajny "relacjonizm" Baileya nie pozwala też na uznanie, że ta sama wartość może być wyrażona raz w jednym, a raz w innym towarze. "Wartość towaru A wyrażona w towarze B musi być czymś zupełnie odmiennym od wartości towaru A wyrażonej w towarze C, tak odmiennym, jak różnią się od siebie A i C" (TWD 3, s. 175)[108]. W związku z tym pozostaje też to, że towaru nie można sprzedać powyżej lub poniżej jego wartości, gdyż "wartością jego jest to, za co się go sprzedaje" (TWD 3, s. 181).

Zdaniem Marksa Bailey nie zauważa, że istnienie miary wartości (czyli de facto pieniądza) zakłada istnienie czegoś "trzeciego", "co ani nie ma wartości, ani samo nie jest towarem, lecz stanowi substancję wartości i sprawia dopiero, że produkty stają się towarami [...]" (TWD 3, s. 182). Mierzenie wartości towarów zakłada, że wartości te już istnieją, a zmienność (stała jednostka wartości nie istnieje) jest ich "rysem charakterystycznym" (TWD 3, s. 184). Wartość zmienia się wraz ze zmianą produkcyjności. Nie istnieje raz na zawsze ustalony czas społecznie niezbędny do produkcji wartości użytkowej danego typu.

Schöler wskazuje, że o ile wartość użytkowa towaru w stosunku do innych towarów pozostaje czymś danym i niezmiennym[109], o tyle wartość wymienna podlega nieustannej zmianie[110]. Miara zmienia się wraz z postępem gospodarczym[111]. Z biegiem czasu jednak podnosi się, relanie biorąc, wydajność. Wartość towarów ciągle się zmniejsza [...]"[112]. Niezmienna jest jedynie "immanentna miara wartości", tj. samo pojęcie wartości[113]. Teoria wartości opartej na pracy wskazuje właśnie taką "niezmienną substancję" - czas.

Trzeba przyznać, że - ontologicznie biorąc - odróżnienie własności "zewnętrznych" (nabywanych przez rzeczy w relacjach) od własności "wewnętrznych" (immanentnych rzeczom) nastręcza duże trudności. Jest bardzo prawdopodobne, że w ogóle nie istnieją własności rzeczy, które nie byłyby nabywane w oddziaływaniach, związkach, zależnościach z innymi rzeczami. W związku z tym przypuszczeniem lepiej nie wprowadzać aż tak zasadniczej różnicy między wartością a wartością wymienną towarów, upatrując w tym rozróżnieniu raczej różnicę w rozłożeniu akcentów poznawczych niż realną różnicę ontyczną.

Za wyraz absolutyzacji i substancjalizacji Marksowskiego pojęcia wartości można uznać pogląd von Weizsäckera, który w związku z pojęciem czasu pracy (społecznie niezbędnej) zaproponował wprowadzenie (ściślej: stwierdził jego istnienie u Marksa) tzw. aksjomatu zachowania (Erhaltungsaxioms): w procesie produkcji czas pracy zostaje zachowany ("Zasada zachowiania czasu pracy w procesie produkcji"[114]). Von Weizsäcker widzi tu analogię do fizycznego prawa zachowania energii (pierwsza zasada termodynamiki)[115].

Można się zastanawiać, jak dalece analogia taka jest uprawniona i co właściwie oznacza. Prawdopodobnie chodzi o to, że wydatkowany na produkcję towarów czas pracy istnieje potem w postaci zakrzepłej w tych towarach, a jeśli te towary stanowią część kapitału użytkowanego w produkcji innych towarów (środki produkcji), to ten zakrzepły czas przenosi się z nich (według stopnia ich zużycia) na wyprodukowane za ich pomocą towary itd. Można powiedzieć, że jest to aksjomat, zgodnie z którym odpowiednie porcje pracy zostają zachowane w procesie produkcji w takim sensie, że czas społecznie niezbędny do wyprodukowania danego produktu jest sumą serii czasowych potrzebnych do wyprodukowania określonych ilości produktów niezbędnych do produkcji tegoż produktu: surowców, półfabrykatów, maszyn[116]. Behnen pisze: "W trakcie procesu produkcji konkretnej pracy przypada funkcja przeniesienia wartości stałej części kapitału na produkowane w sposób kapitalistyczny towary. Konsekwencją dwustronności pracy jest to, że przez samo dołożenie nowej wartości zostaje jednocześnie zachowana wartość stara"[117].

Pojęcie czasu społecznie niezbędnego, u którego podstaw leży aksjomat zachowania kwantów pracy w procesie produkcji, Weizsäcker nazywa rozumieniem metafizycznym, gdyż jest on szczególną postacią metafizycznej zasady zachowania substancji. Temu rozumieniu czasu społecznie niezbędnego przeciwstawia rozumienie pragmatyczne opierające się na założeniu całkowicie zsynchronizowanej gospodarki narodowej[118].

Zgodnie z ujęciem Marksa część stała kapitału (środki produkcji) uczestniczy w procesie produkcji, nie dodając nowemu produktowi żadnej nowej wartości; dzięki pracy przenosi tylko na produkt swą poprzednią wartość (ex nihilo nihil fit). MV przeciwieństwie do części stałej część zmienna kapitału (siła robocza) tworzy nową, dodatkową wartość, która wcześniej nie istniała[119].

Nie chcę powiedzieć, że mamy w tym wypadku do czynienia z creatio ex nihilo, lecz że teza o zachowaniu czasu pracy w procesie produkcji jest niejasna i problematyczna. Wartość towaru (czas społecznie niezbędny do jego wytworzenia) składa się przecież nie tylko z wartości wcześniej obecnych (wartość zużytych środków produkcji oraz wartość siły roboczej), lecz także właśnie z zupełnie nowej wartości dodatkowej[120]. Już Smith zauważył, że kapitalista, kupując pracę robotnika, otrzymuje więcej, niż płaci, co narusza prawo wartości (prawo wymiany ekwiwalentnej)[121]. Skąd pochodzi ta nowa wartość? Za Marksem można powiedzieć, że jest to specyficzny "dar natury", szczególna własność użytkowa siły roboczej polegająca na tym, że jest w stanie pomnażać wartość: "Jest to naturalny dar pracy żywej, że zachowuje dawną wartość, stwarzając nową [...]"[122].

Zresztą sam Weizsäcker widzi tu problem, stwierdzając, że w każdym okresie wartość rynkowa dóbr konsumpcyjnych gospodarki narodowej jest wyższa niż całkowita "suma płac" (Lohnsumme), która przy stopie płac (Lohnsatz) równej jeden reprezentuje całkowitą sumę zastosowanej pracy[123]. W takim wypadku - kontynuuje Weizsäcker - całkowita suma społecznie niezbędnego czasu pracy jest wyższa niż faktycznie wydatkowany czas pracy, co czyni pojęcie czasu społecznie niezbędnego sprzecznym[124]. Myślę jednak, że z punktu widzenia Marksowskiego założenia o specyfice wartości użytkowej siły roboczej (siła robocza potrafi wytwarzać więcej wartości niż sama jest warta) nie ma tu żadnej sprzeczności. Trudno też przyjąć założenie, że stopa płacy wynosi jeden.

Trzeba też uświadomić sobie, że produkcja społeczna zawsze idzie w parze z konsumpcją. Nigdy cała wartość kapitałowa się nie reprodukuje - część z konieczności znika w konsumpcji indywidualnej, która jest warunkiem sine qua non reprodukcji[125]. Jak ujmuje to Behnen, proces tworzenia i pomnażania wartości musi być zarazem procesem, w którym odbywa się konsumpcja wartości użytkowej[126]. Ponieważ zaś wartość użytkowa stanowi ontyczną podstawę wartości wymiennej, jest jej nośnikiem, to samo dotyczy tej ostatniej. Konsumpcja kończy zatem żywot określonej wartości. Wartość ta, czyli społecznie niezbędny czas pracy, znika w konsumpcji bezpowrotnie.

Inna wątpliwość w kwestii "aksjomatu zachowania" wiąże się z tym, że - zgodnie z ustaleniami Marksa - wartość towaru w poszczególnej sferze produkcji jest określana przez całkowitą masę pracy społecznej, której wymaga całkowita masa towarów poszczególnej sfery produkcji społecznej, a nie przez indywidualne wartości[127], co można uważać za niezgodne z "aksjomatem zachowania": wartość poszczególnego towaru może odbiegać od czasu społecznie niezbędnego do jego wyprodukowania.

Podsumowując te wątpliwości: należy być bardzo ostrożnym w stosowaniu do pojęcia wartości ekonomicznej analogii do zasad fizyki (w tym wypadku do zasady zachowania energii).

Z poczynionych dotychczas ustaleń wynika, że zarówno absolutyzowanie pojęcia wartości jako niezależnego od społecznego kontekstu wymiany, jak i relatywizowanie pojęcia wartości wymiennej do pewnych arbitralnych aktów umowy (woluntaryzm) czy - w dużej mierze przypadkowej - gry popytu i podaży - trudno utrzymać w odniesieniu do myślenia Marksa. Należy raczej uznać, że pojęcia wartości i wartości wymiennej w rzeczywistej praktyce bytu społecznego zbiegają się i mają obiektywny charakter (społeczna przeciętna czasu niezbędnego nie zależy od dowolnych umów, lecz jest wyrazem poziomu rozwoju materialnych sił wytwórczych i stosunków społecznych panujących na danym etapie rozwoju społeczeństwa). W przypadku pojęcia wartości tylko myślowo możemy abstrahować od kontekstu wymiany, stwierdzając, że w każdym produkcie ludzkiej pracy uprzedmiotowiony jest określony społecznie niezbędny czas. Bez kontekstu wymiany pojęcie wartości pozostaje jednak kategorią abstrakcyjną i jakościową. Pomysł, jakoby Marks dopuszczał zachowanie wartości, eliminując jednocześnie wartość wymienną (komunizm), Temkin komentuje tak: "[...] tego rodzaju odróżnienie wartości od wartości wymiennej u Marksa nigdy nie występuje i nie może występować"[128].

Ontologicznie biorąc, można uznać wartość i wartość wymienną za charakterystyki różne, ale nierozdzielne: "Marks traktuje wartość wymienną jako sposób wyrażania wartości, uważa je za nierozłączne i mają zniknąć wraz z wyeliminowaniem produkcji i wymiany towarów"[129].

Inna sprawa, że skupienie się przez Smitha i Ricarda wyłącznie na ilościowym aspekcie kategorii wartości uznane zostało przez Marksa za błąd. Marks uzupełnił zatem ustalenia klasyków, dając jakościową charakterystykę wartości, określając jej "substancję" - czas (pracy). Nieoperacyjność zaś pojęć (niemożliwość pomiaru ich przedmiotu), jaką często krytycy Marksa wytykali pojęciu wartości czy wartości dodatkowej, wcale nie dyskwalifikuje Marksowskiej teorii wartości. Jak bowiem pisze Althusser: "Jeśli wartość dodatkowa jest niewymierna, to właśnie dlatego, że jest pojęciem swych form [zysku, renty gruntowej i procentu - M.Ł.], które z kolei są wymierne"[130]. W każdym razie należy się wystrzegać swoistego dualizmu ontologicznego, biorącego się z przekonania, że produkty uzyskują swoją "wartościowość" (Wertgegenständlichkeit) dopiero w wymianie, przed wymianą zaś w ogóle nie są zaś towarami[131]. Mielibyśmy wówczas - jak ujmują to Backhaus i Reichelt - dwa światy: pierwszy, w którym nie ma żadnych towarów, lecz istnieją tylko produkty (sfera naturalnej realności), oraz drugi - świat wymiany. Dwoistość ta odzwierciedla dualność pracy społecznej: z jednej strony jest ona bowiem pracą prywatną, a z drugiej - stanowi część pracy społecznej.

Myślę jednak, że w rozróżnieniu wartości (w sobie) i wartości wymiennej nie ma niebezpieczeństwa pojawienia się takich ostrych dualizmów. Faktem jest, że każdy produkt ludzkiej pracy wymaga czasu i to jest ontologiczna, "substancjalna" podstawa kategorii wartości wymiennej. Na rynku zaś, w akcie wymiany i wskutek interakcji między wymieniającymi, okazuje się, jak czas ten ma się do średniego (przeciętnego) czasu produkowania danego typu dóbr ukształtowanego na danym etapie rozwoju materialnych sił wytwórczych. Czas społecznie niezbędny jest wielkością statystyczną i dotyczy obiektywnej cech produktów: czasu ich wytwarzania. To zaś, żeby produkt mógł być uznany za towar, wymaga przynajmniej intencji jego wymiany (musi być przeznaczony na sprzedaż) jest oczywiste na podstawie definicji. "Świat wymiany" (inaczej: świat społeczny) nie jest żadnym drugim światem wobec "świata pracy indywidualnej", to raczej uzupełniające się sfery jednej i tej samej rzeczywistości społeczno-przyrodniczej.