MARJA, RIZZIO, DUGLAS, PAŹ.
MARJA.
Witam ciebie Duglasie, niedawno,
przed chwilą,
Widziałam tu Mortona w bramie pałacowéj.
Nieś mu ten roskaz, trzeba pieczęci kanclerza.
Duglas odbiéra pismo z rąk królowy, przegląda je i
czeka.
Cóż to? wszak posłuszeństwo jest cnotą rycerza,
Śmiałżebyś w niém ubliżyć kobiécie? królowéj?
DUGLAS.
Królowéj? o nie, Duglas nie zna zdrady cienia.
Lecz wybacz pani - oto na tym pargaminie,
Pewnie skutkiem pośpiechu, w tak nagłéj godzinie,
Braknie tytułu króla, Henryka imienia,
Twego małżonka święta dla ludu osoba,
Imie, z twoim imieniem zawsze było w parze;
Wybacz śmiałości mojéj, może się podoba
Sprostować błąd?
RIZZIO.
Królowa nie błądzi gdy każe.
DUGLAS, ze wzgardą
Niech z samych ust królowy otrzymam odprawę,
Czekam jéj odpowiedzi.
MARJA.
Spełń rozkaz.
DUGLAS, zapalając się.
Na Boga!
Wstrzymaj pani! o! wstrzymaj te rozkazy krwawe!
Królowo! chceszże aby krwią zalana droga
Wiodła do twego tronu? do tronu kobiéty?
I niezgody pochodnia na królewskim dworze,
Niewiém kto ją zapalił? jakiś wróg ukryty,
Albo ją wiatr francuzki roznieca przez morze.
Słowa wyroku wzięte z Weneckiego śpiewu,
Z barkarolli harfiarza? lub z hymnów Papieża.
Więc aż w Szkocji je słychać - pragną krwi rozlewu!
Ktoś umié radzić, może zastąpi kanclerza,
Może zostanie...
MARJA.
Dosyć! pamiętaj Duglasie!
Mnie twoje płoche słowa obrazić nie mogą,
Lecz pamiętaj, pobiegłeś nierycerską drogą,
Możesz stracić ostrogi, lub ozdobę w pasie...
A gdy pieczęć upuści dłoń Mortona drząca,
Może ją weźmie ręka, co o stróny trąca.
Jestem królową...
DUGLAS.
Przebóg! ja stracę ostrogi?
Zetrze się z nich pozłota - żelazo zostanie,
Ani je podstępnémi zdobywałem drogi,
Nie dała mi ich harfa - nie dało śpiéwanie,
Nie wziąłem - nie znalazłem ich u stopni tronu,
Gdziem je zyskał powiedzą pola Albijonu:
Winienem je potyczkom i niespanym wartom,
Szczycę się długim przodków szlachetnych poczetem:
A wszyscy! - wszyscy! mieczem służyli Stuartom.
RIZZIO.
Pozwól - nieraz Stuartom służyli sztyletem...
DUGLAS.
O nędzny coś wymówił? co słyszałem? Boże!
Ha! więc znasz jak Duglasy mścili swéj zniewagi?
Mścili się na Stuartach, na królewskim dworze,
Na kim że ja się zemszczę? - lalka - bez odwagi,
Oto trefione włosy i różane lice:
Przystąp tu małe dziecko - rzucam rękawicę!
Rzuca rękawicę.
Podnieś - jeśli ją podnieść, dźwignąć jesteś w stanie.
RIZZIO, podnosząc.
Podnoszę... Z mojéj strony oto masz wyzwanie.
Bierze kwiaty leżące na stoliku przed królową, i rzuca je pod
nogi Duglasowi.
Podnieś gdy lubisz kwiaty - ta broń nam przystoi
Tu, w obliczu królowy...
MARJA, do Rizzia.
Z mojego roskazu
Odrzuć tę rękawicę...
RIZZIO.
Rzucam, niémam zbroi,
I nadto ciężka - dłoń ma nie sprzyja żelazu...
Daj mi wachlarz królowo!...
DUGLAS, z wściekłością.
Jeszcze raz znieważył,
Odrzucił rękawicę... Królowo! królowo!
Znajdę go, pod zasłoną znajdę go tronową,
Już nie zaśnie pod dachem gdzie pożar rozżarzył.
Przysięgam, ścigać będę... Nie zechce się bronić?
Zostanę podłym zbójcą - pójdę za nim w ślady;
Ścigając wiecznie, kiedyś zdołam go dogonić.
Znajdzie mnie tu, w pałacu, gdzie śmiał szerzyć zdrady,
Znajdzie mnie u podwoi - w ogrodach - w kościele,
Znajdzie na dworze Francyi - przed tronem Papieża,
Choćby mu się słał u nóg jak się teraz ściele
Wyrwę go - tu przysięgam! przysięgą rycerza...
Zimno, ze wzgardą.
Kiedyś królowo - kiedy dworem okolona,
Rzucisz na chwilę tronu ciężar i zgryzoty;
Gdy się będziesz uśmiéchać - stanę pośród grona,
A naśladując dworzan uśmiéch i zaloty,
Podam ci ten kwiat - we krwi!...
MARJA.
Rizzio! chodź z téj sali.
Widzisz Duglasie! jestem ze Stuartów rodu,
Umiém pogardzać.
Odchodzi. Rizzio idzie za nią, ale potém wraca.
RIZZIO.
Jutro - w chłodnikach ogrodu
Czekam ciebie Duglasie, i na ostrzu stali
Znajdziesz śmierć, albo zemstę.
Odchodzi spiesznie za królową.