Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce - Tomasz Pospieszny

-
Proszę czekać

Przypisy

1 Córka Józefa Skłodowskiego, brata Marii Skłodowskiej-Curie.

2 Chodzi o Józefa Skłodowskiego.

3 W języku polskim jako pierwsze podaje się nazwisko panieńskie, stąd powinniśmy pisać Maria Skłodowska-Curie. We Francji zwyczaj jest odwrotny - najpierw podaje się nazwisko męża, a później rodowe. Sama Maria podpisywała się bardzo różnie, jako: Marie Curie, Madame Curie, Madame Pierre Curie (jako autorka książki L'isotopie et les éléments isotopes, Société de Physique, Paris 1921), Madame Sklodowska Curie (w rozprawie doktorskiej z 1903 roku), Marya Skłodowska-Curie (w rozprawie doktorskiej wydanej w języku polskim), M. Curie, M. Skłodowska-Curie. Na dyplomie Nagrody Nobla z 1903 roku podano nazwisko Marie Curie, ale już w 1911 - Marie Sklodowska Curie. Lucjan Biliński w książce Z Mazowsza do sławy paryskiego Panteonu, Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy, Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego, Warszawa 2003, przytacza słowa brata Marii Józefa Skłodowskiego: "Na kamieniu grobowym został wyryty napis, zawierający przed nazwiskiem nabytym, francuskim, nazwisko jej rodowe według dokładnej pisowni polskiej z "ł" przekreślonym pośrodku". Z kolei na grobowcu w Panteonie, zgodnie z francuskim zwyczajem, wyryto napis Marie Curie-Sklodowska.

4 B. Goldsmith, Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marii Curie, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006, s. 221.

5 Podwójnymi laureatami Nagrody Nobla są także: Linus Pauling (1901-1994), który w 1954 roku otrzymał nagrodę z chemii i w 1962 roku nagrodę pokojową, John Bardeen (1908-1991), który został dwukrotnie wyróżniony w 1956 i 1972 roku nagrodą z fizyki, oraz Frederick Sanger (1918-2013), którego nagrodzono w 1958 i 1980 roku z chemii.

6 W Panteonie spoczywa także Sophie Berthelot, żona chemika francuskiego Marcelina Berthelota. Została tam pochowana nie w uznaniu dla swoich zasług, lecz jako żona wybitnego uczonego.

7 H. Niewodniczański, Znaczenie odkryć Marii Skłodowskiej-Curie, "Nauka Polska" 4(8), rok II, 1954, s. 40.

8 F. Giroud, Maria Skłodowska-Curie, PIW, Warszawa, 1987, s. 7.

9 M. Heller, Podglądanie Wszechświata, Znak, Kraków 2011, s. 11.

10 N. Davies, Europa. Rozprawa historyka z historią, Znak, Kraków 2010.

11 N. Davies, Boże igrzysko. Historia Polski, Znak, Kraków 2010.

12 M. Burdowicz-Nowicka, Nieznane materiały do dziejów rodziny Marii Skłodowskiej-Curie, "Kwartalnik Nauki i Techniki" 21. 3, 1976, s. 485.

13 Warto zauważyć, że pierwotnie muzeum miało powstać w pomieszczeniach Instytutu Radowego w Warszawie przy ulicy Wawelskiej 15. Obie siostry Marii gromadziły tam listy, rzeczy osobiste i pamiątki po uczonej. Niestety podczas Powstania Warszawskiego, w początkach sierpnia 1944 roku, instytut został spalony i wszystkie zbiory uległy zniszczeniu. Spłonął także dom Bronisławy Dłuskiej w Helenowie koło Anina, gdzie również znajdowały się pamiątki po Marii.

14 W Warszawie wydzielono ulice Freta Nowa i Freta Stara. Freta Nowa dzieliła się na Freta Wąską i Freta Szeroką, odpowiadającą dzisiejszej ulicy Freta na Nowym Mieście. Freta Stara zaś to współczesne Krakowskie Przedmieście. Zob. A. Kraushar, Warszawa historyczna i dzisiejsza. Zarysy kulturalno-obyczajowe, Wydawnictwo Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich, Lwów-Warszawa-Kraków 1926, s. 10.

15 Tamże, s. 9.

16 Wszystkie informacje związane z pochodzeniem nazwy ulicy oraz z jej historią zawdzięczam pani Małgorzacie Sobieszczak-Marciniak.

17 Alexander Kraushar pisał: "W domu pod Nr. 16, ongi własności nożownika Gerlacha, mieściła się przed rokiem 1860 pensja Bronisławy Boguckiej, która wyszła za mąż za prof. dra Władysława Skłodowskiego. Z małżeństwa owego pochodzą zaszczytnie w świecie nauki i obywatelskich czynów znane: Curie Skłodowska, Szalayowa i Dłuska". Za: A. Kraushar, Warszawa historyczna i dzisiejsza..., s. 12.

18 K.P. Rogowska, Pamiętnik warszawskiej pensjonarki, opracował i indeksami opatrzył Edward Tryjarski, DiG, Warszawa 2000, s. 35-36.

19 Według aktu chrztu z 28 sierpnia 1835 roku z ksiąg parafialnych parafii rzymskokatolickiej w Węgrowie matka Marii ochrzczona została jako Maryanna Bronisława - zob. Archiwum Państwowe w Siedlcach, sygn. 62/169/0/1/11, pozycja nr 80. W literaturze Marianna Bronisława Boguska funkcjonuje pod imieniem Bronisława.

20 T. Kaczorowska, Córka mazowieckich równin, czyli Maria Skłodowska-Curie z Mazowsza, Akademia Humanistyczna im. Aleksandra Gieysztora, Związek Literatów na Mazowszu, Ciechanów 2011, s. 14.

21 J. Skłodowski, Pamiętnik (1926-1936), materiał niepublikowany, s. 16.

W tym miejscu chciałbym serdecznie podziękować Panu Doktorowi Piotrowi Chrząstowskiemu za wyrażenie zgody na cytowanie zapisków Józefa Skłodowskiego.

22 Tamże, s. 20-27.

23 Autobiografia Marii Skłodowskiej-Curie i jej wspomnienia o Piotrze Curie powstały w wyniku inicjatywy amerykańskiej dziennikarki i późniejszej przyjaciółki Marii, Marie M. Meloney (Missy). Była ona inicjatorką podróży do USA, podczas której Maria wygłaszała wykłady umożliwiające jej zdobycie środków finansowych na zakup grama radu i wyposażenie paryskiego laboratorium. Maria była początkowo bardzo sceptyczna wobec pomysłu pisania. Jak twierdziła: "w nauce nie powinniśmy interesować się ludźmi, lecz tylko faktami". Uległa jednak namowom Missy i w 1923 roku nakładem wydawnictwa Macmillan Company ukazała się książka zatytułowana Pierre Curie. Na książkę składała się biografia Piotra oraz szkic autobiografii Marii. Tekst ten stanowi podstawę obecnego wydania.

24 M. Skłodowska-Curie, Autobiografia i wspomnienia o Piotrze Curie, Dom Wydawniczo-Promocyjny GAL, Warszawa 2004, s. 12-13.

25 E. Curie, Maria Curie, WN PWN, Warszawa 1997, s. 15.

26 T. Kaczorowska, Córka mazowieckich..., s. 18.

27 H. Sadaj, Skłodowscy. Przodkowie i współcześni Marii Skłodowskiej-Curie, "Roczniki Humanistyczne" XXX, z. 2, 1982, s. 152.

28 T. Kaczorowska, Córka mazowieckich..., s. 11.

29 B. Dłuska, Marja Skłodowska-Curie. Życiorys i działalność naukowa gienjalnej Polki, Dziennik Ludowy, Chicago 1921, s. 5.

30 Doskonałą charakterystykę Józefa Skłodowskiego przedstawił Ireneusz Sadurski w pracy Józef Skłodowski - nauczyciel, dyrektor i wychowawca w szkołach Królestwa Polskiego w okresie międzypowstaniowym, "Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska", Sectio F, LXVI, z. 1, 2011, s. 7-55.

31 Królestwo Kongresowe - Królestwo Polskie istniało w latach 1815-1918 jako integralna część Cesarstwa Rosyjskiego, car zaś był zarazem polskim królem.

32 I. Sadurski, Józef Skłodowski..., s. 30.

33 Tamże, s. 33.

34 M. Piątkowska, Prus. Śledztwo biograficzne, Znak, Kraków 2017, s. 49.

35 B. Prus, Notatki z Lublina, "Tygodnik Ilustrowany" nr 5, 1911, s. 87.

36 B. Prus, Grzechy dzieciństwa i inne nowele, Dom Wydawniczy Jota, Warszawa 1991, s. 7; cyt. za: M. Piątkowska, Prus..., s. 50.

37 J. Kędracki, Znalazł grób babki podwójnej noblistki, Kielce.Wyborcza.pl, 23.07.2010, http://kielce.gazeta.pl/kielce/1,35255,8168060,Znalazl_grob_babki_podwojnej_noblistki.html [dostęp: 23.12.2019].

38 Bolesława (1834-?) uczyła się w Siedlcach, a później w Petersburgu. Znała język rosyjski, francuski i niemiecki. Miała kwalifikacje do pielęgnowania chorych i niemowląt. Podczas powstania styczniowego zorganizowała szpital dla powstańców; działała też jako kurierka w okolicach Kalisza. Była żoną Gustawa Hindemitha.

Bronisława (1835-1853) zmarła młodo, była żoną Władysława Dąbrowskiego.

Wanda (1839-1922) studiowała w Szwajcarii, zajmowała się literaturą. Znała biegle język rosyjski, francuski i niemiecki. Była też tłumaczką z greki i łaciny. Wyszła za Józefa Wilgosińskiego.

Wisława (1843-1928) była absolwentką Instytutu Aleksandryjskiego i żoną Henryka Felaura.

Przemysław (1838-1864) został inżynierem. Miał duże zdolności muzyczne, dobrze rysował, znał się także na malarstwie i rzeźbie.

Zdzisław (1841-1914) ukończył prawo na uniwersytecie w Petersburgu. Walczył w powstaniu styczniowym, co skończyło się dla niego przymusową emigracją do Francji. Na uniwersytecie w Tuluzie uzyskał tytuł doktora praw. Po powrocie do Polski rozpoczął praktykę adwokacką. W Skalbmierzu założył teatr amatorski, wygłaszał prelekcje, uczestniczył w zbiórkach pieniężnych dla najuboższych. Co znamienne, tłumaczył poezję Lermontowa oraz dramaty Szekspira. Ożenił się z Marią Rogowską.

39 Informacja pozyskana od Piotra Chrząstowskiego.

40 J. Skłodowski, Pamiętnik..., s. 27-33.

41 S. Quinn, Życie Marii Curie, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 20.

42 E. Curie, Maria Curie..., s. 15.

43 Córki Józefa Skłodowskiego, Marii Bronisławy, zwanej w rodzinie Maniusią.

44 List Władysława Skłodowskiego do Władysława Knapińskiego z 13 lutego 1893 roku. Biblioteka Uniwersytetu Jagiellońskiego, sygn. BJ Rkp. 6953 III, karta 214.

45 J. Skłodowski, Pamiętnik..., s. 27-33.

46 Archiwum Państwowe w Warszawie (AP), Zesp. 160, sygn. 127, k. 8.

47 E. Curie, Maria Curie..., s. 17.

48 Tamże, s. 43, oraz M. Sadowski, M. Sobieszczak-Marciniak, Maria Skłodowska-Curie. Fotobiografia, Studio Emka, Warszawa 2011, s. 18-19.

49 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień o Marii Skłodowskiej-Curie. Pamiątkowe wiersze, złapane chwile, Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, Warszawa 2019, s. 14.

50 Tamże, s. 50.

51 Właściwie był inspektorem szkół miasta Warszawy - kimś w rodzaju kuratora, który wizytował szkoły jako nadzorca. Zob. S. Bogdanov, A. Górak, K. Latawiec, J. Legieć, Naczelnicy organów rosyjskiej administracji specjalnej w Królestwie Polskim w latach 1839-1918, t. 1, Ministerstwo Oświecenia Publicznego, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2015, s. 287.

52 Język rosyjski został wprowadzony w zaborze rosyjskim jako język urzędowy 6 czerwca 1867 roku.

53 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień..., s. 15.

54 W tym samym czasie zdiagnozowano u Bronisławy Skłodowskiej pierwsze objawy gruźlicy.

55 E. Curie, Maria Curie..., s. 22.

56 B. Dłuska, Marja Skłodowska-Curie..., s. 5.

57 E. Curie, Maria Curie..., s. 38.

58 R. Reid, Marie Curie, Camair Press, London 1984, s. 15.

59 J. Skłodowski, Pamiętnik..., s. 26.

60 M. Bragg, Na barkach gigantów. Wielcy badacze i ich odkrycia od Archimedesa do DNA, Prószyński i S-ka, Warszawa 2004, s. 164.

61 S. Quinn, Życie Marii Curie..., s. 33.

62 Tamże, s. 29.

63 B. Dłuska, Marja Skłodowska-Curie..., s. 6.

64 Susan Quinn, powołując się na wywiad z Jadwigą Sikorską, zauważa, że Maria rozpoczęła naukę w prowadzonej przez nią szkole po śmierci matki, w maju 1878 roku. Zważywszy zatem, że rok szkolny rozpoczyna się we wrześniu, Bronisława zmarła krótko przed zakończeniem roku szkolnego 1877/1878.

65 To zdanie w maszynopisie zostało przez uczoną wykreślone i zmienione na "Zawsze chciałam uciec i się schować" - Biblioth?que nationale de France (BnF), Pierre et Marie Curie. Papiers. I Oeuvres et travaux scientifiques. XIX-LXVIII Marie Curie. Oeuvres et travaux. XIX La Radiologie et la guerre. - The Story of Madame Curie, k. 2.

66 "Rzeczpospolita" nr 150, 1925, s. 7.

67 J. Skłodowski, Pamiętnik..., s. 11.

68 Tamże, s. 26.

69 M. Humphreys, Gruźlica: suchoty i cywilizacja, [w:] Wielkie epidemie w dziejach ludzkości, red. K.F. Kiple, Atena Oficyna Wydawnicza, Poznań 2002, s. 199.

70 Z. Zwolska, Robert Koch - twórca bakteriologii chorób zakaźnych, Via Medica, Gdańsk 2006, s. 41.

71 W 1865 roku francuski lekarz wojskowy Jean-Antoine Villemin opublikował pracę, w której utrzymywał, że gruźlica jest chorobą zakaźną. Dopiero 24 marca 1882 roku Robert Koch na posiedzeniu Towarzystwa Fizjologicznego w Berlinie ogłosił publicznie wyniki swoich badań dotyczących odkrycia bakterii gruźlicy, nazwanej później prątkiem Kocha.

72 E. Curie, Maria Curie..., s. 21.

73 S. Quinn, Życie Marii Curie..., s. 43.

74 J. Skłodowski, Pamiętnik..., s. 74.

75 S. Quinn, Życie Marii Curie..., s. 45.

76 M. Burdowicz-Nowicka, Nieznane materiały..., s. 490.

77 Tamże.

78 W. Śladkowski, Dla Polski i Francji. Maria Curie-Skłodowska w latach I wojny światowej, "Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska", Sectio F, LXVI, z. 1, 2011, s. 67-77.

79 E. Curie, Maria Curie..., s. 49.

80 J. Skłodowski, Pamiętnik..., s. 34-37.

81 E. Curie, Maria Curie..., s. 34.

82 J. Skłodowski, Pamiętnik..., s. 26.

83 Tamże, s. 79.

84 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień..., s. 16.

85 S. Quinn, Życie Marii Curie..., s. 53.

86 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień..., s. 16.

87 M. Skłodowska-Curie, Autobiografia..., s. 12.

88 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień..., s. 16.

89 E. Curie, Maria Curie..., s. 36.

90 M. Skłodowska-Curie, Autobiografia..., s. 12.

91 I. Joliot-Curie, Maria Curie, moja matka, Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, Warszawa 2020, s. 22.

92 M. Skłodowska-Curie, Autobiografia..., s. 14.

93 M. Sobieszczak-Marciniak, Maria Skłodowska-Curie, Kobieta wyprzedzająca epokę, MULTICO, Warszawa 2011, s. 30.

94 M. Skłodowska-Curie, Autobiografia..., s. 13.

95 E. Curie, Maria Curie..., s. 47.

96 E. Włodarczyk, I. Cytlak, Człowiek wobec krytycznych sytuacji życiowych, Wydawnictwo UAM, Poznań 2011, s. 311-318.

97 D.G. Myers, Psychologia, Zysk i S-ka, Poznań 2003, s. 568.

98 M.E.P. Seligman, E.F. Walker, D.L. Rosenhan, Psychopatologia, Zysk i S-ka, Poznań 2003, s. 282-283.

99 Chciałbym w tym miejscu podziękować mojemu przyjacielowi, socjoterapeucie Tomaszowi Skrzydło, który zwrócił mi uwagę na ten aspekt życia Marii i wyjaśnił wiele istotnych zagadnień związanych z depresją.

100 E. Curie, Maria Curie..., s. 48.

101 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień..., s. 21.

102 B. Goldsmith, Geniusz i obsesja..., s. 22.

103 K. Kabzińska, M.H. Malewicz, J. Piskurewicz, J. Róziewicz, Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie. 1881-1934, Instytut Historii Nauki PAN, Polskie Towarzystwo Chemiczne, Warszawa 1994, s. 5.

104 E. Curie, Maria Curie..., s. 55.

105 Tamże, s. 55.

106 Tamże, s. 51.

107 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień..., s. 56.

108 Jadwiga Szczawińska-Dawidowa (1864-1910) była działaczką oświatową i społeczną, zajmowała się także publicystyką.

109 E. Curie, Madame Curie, Doubleday, Doran & Company, New York 1938, s. 77.

Posługuję się dwoma wydaniami książki Ewy Curie, gdyż w języku polskim biografia jej matki nigdy nie ukazała się w całości. Wiele wątków z nieuzasadnionych dla mnie powodów zostało wykreślonych z polskiego tłumaczenia.

110 Prawdopodobnie fotografię wykonano w 1885 roku lub rok wcześniej. Wówczas Bronisława z Marią Rakowską pojechały do Paryża. Zdjęcie wykonano przed ich wyjazdem. Istnieje inne ujęcie tej fotografii, na której widnieje sama Bronisława, "żeby rodzina miała jej świeży wizerunek jak wyjedzie" - M. Augustin, H. Langevin-Joliot, N. Pigeard-Micault, Marie Curie. Une femme dans son si?cle, Gründ, Paris 2017, s. 22.

111 K. Kabzińska, M.H. Malewicz, J. Piskurewicz, J. Róziewicz, Korespondencja polska..., fot. 6.

112 E. Curie, Maria Curie..., s. 66.

113 S. Koszutski, Walka młodzieży polskiej o wielkie ideały, Dom Książki Polskiej, Warszawa 1926, s. 68.

114 L. Biliński, Z Mazowsza do..., s. 67.

115 H. Skłodowska-Szalay, Ze wspomnień..., s. 25.

116 J. Skłodowski, Pamiętnik..., s. 25.

Przedmowa

Jestem z tych, którzy wierzą, iż Nauka jest czymś bardzo pięknym.

Maria Skłodowska-Curie

Od ponad stu lat postać Marii Skłodowskiej-Curie nieodmiennie inspiruje i fascynuje kolejne pokolenia. W Polsce Maria jest uważana za Polkę, we Francji za Francuzkę i w ten sposób łączy swoją osobą te dwa zaprzyjaźnione kraje. Napisana w 1937 roku przez jej córkę biografia pt. Maria Curie została przetłumaczona na większość języków świata. W Japonii stała się szkolną lekturą, co rozsławiło Marię wśród Japończyków. We Francji przez kilka dziesięcioleci bardziej znaną osobą był mąż Marii Piotr Curie. Maria dopiero w setną rocznicę urodzin została dopisana do nazwy ulicy Piotra Curie w Dzielnicy Łacińskiej w Paryżu. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku nastąpił renesans popularności Marii. Powstała sztuka i film fabularny. Trzy kobiety, deputowane do Parlamentu Francji, wystąpiły z inicjatywą przeniesienia Marii do Panteonu, mauzoleum wybitnych Francuzów. Prezydent François Mitterrand zgodził się i zwrócił się z taką prośbą do rodziny. Ponieważ nie było mowy o Piotrze, rodzina nie wyraziła zgody. Dopiero po zapewnieniach, że małżonkowie zostaną przeniesieni i pochowani razem, rodzina przystała na tę propozycję. Przeniesieniu prochów w 1995 roku towarzyszył specjalny ceremoniał i transmisje telewizyjne. Na uroczystości byli obecni prezydenci obu krajów i rodzina Curie. François Mitterrand, już wtedy śmiertelnie chory, w doniosłym i wzruszającym przemówieniu przypomniał historię życia i dokonania Marii Skłodowskiej-Curie. Mówił o trudnościach, które musiała pokonać, i o cechach charakteru, które pozwoliły jej osiągnąć sukces. Przedstawił też poglądy Marii i Piotra na znaczenie odkryć naukowych dla rozwoju ludzkości i niebezpieczeństw z nimi związanych. Od tego momentu popularność Marii we Francji i na całym świecie zaczęła rosnąć. W 2007 roku nazwa stacji metra linii 7 w Paryżu Pierre Curie została zamieniona na Pierre et Marie Curie. W 2009 roku brytyjski magazyn "New Scientist" uznał Marię za najwybitniejszą kobietę naukowca wszech czasów (w ankiecie głosowało osiemset osobistości ze świata nauki). Rok 2011 został ustanowiony przez trzy organizacje międzynarodowe - ONZ, WHO i UNESCO - Rokiem Chemii. Jego patronką została Maria Skłodowska-Curie, która sto lat wcześniej otrzymała Nagrodę Nobla w tej dziedzinie. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił 2011 Rokiem Marii Skłodowskiej-Curie. Inauguracja roku odbyła się 29 stycznia na paryskiej Sorbonie z udziałem Prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego. Rok oficjalnie zakończyła uroczystość 29 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie. W ogłoszonym z kolei w 2018 roku plebiscycie brytyjskiego BBC History Magazine uznano Marię Skłodowską-Curie za najbardziej wpływową kobietę w historii.

Zacząłem interesować się historią rodziny Skłodowskich wiele lat temu, będąc jeszcze studentem. Moja Babcia Maria Skłodowska-Szancenbachowa1 wręczyła mi któregoś dnia liczący bez mała 400 stron, starannie oprawiony maszynopis i tonem nieprzewidującym sprzeciwu oznajmiła: - "Powinieneś to przeczytać. To pamiętnik twojego pradziadka Józefa"2. Cóż było robić... Lektura okazała się jednak całkiem interesująca. A następny w kolejności czytania pamiętnik prapradziadka Władysława (ojca Marii Skłodowskiej-Curie), napisany w XIX wieku, okazał się jeszcze bardziej pasjonujący. Los zrządził, że razem z siostrą staliśmy się właścicielami i opiekunami pamiątek, które pozostały po rodzinie Skłodowskich w Krakowie, w tym wielu fotografii i licznej korespondencji. Dlatego każda nowa publikacja o kimś z tej rodziny budzi moje żywe zainteresowanie.

W niniejszej książce jako materiały źródłowe wykorzystano w szerokim zakresie wspomnienia i listy samej Marii, jej córek, wnuków, rodzeństwa, jej uczniów i współpracowników. Jest to wielkim atutem tej biografii. Dzięki temu poznajemy Marię nie jako postać pomnikową, lecz także jako człowieka pełnego życia i emocji.

Tomasz Pospieszny w dwunastu rozdziałach opowiada o Marii Skłodowskiej-Curie, osobie wybitnej, sławnej i fascynującej, a jednocześnie niezwykle skromnej.

Dwa pierwsze rozdziały poświęcone są dzieciństwu i młodości Marii. Czytamy w nich, między innymi, o pierwszych tragediach, które spotkały Marię, i o pierwszych uczuciach budzących się w młodej dziewczynie. W tych latach, kiedy po śmierci najstarszej siostry, a później śmierci matki, czworo rodzeństwa pozostało tylko z ojcem i musiało się opiekować i wspierać nawzajem, wytworzyła się w rodzinie szczególnie mocna więź. Wszyscy: Maria, Helena, Bronisława i Józef, założyli własne rodziny. Każde z nich przeżyło jakieś rodzinne tragedie, ale też osiągnęło wiele sukcesów. Wspierali się bezwarunkowo w chwilach trudnych i utrzymywali serdeczne kontakty przez całe życie.

W rozdziale trzecim czytamy o studiach Marii w Paryżu i okolicznościach poznania przez nią Piotra Curie. Ten wybitny już wtedy fizyk został przyjacielem i mentorem Marii, a wkrótce też jej miłością i mężem.

Kolejny rozdział to opowieść o jedenastu latach wspólnego życia i pracy Marii i Piotra. Połączył ich taki sam podziw dla nauki, miłość do natury, troska o sprawiedliwość społeczną, poczucie materialnej bezinteresowności i wolności. Razem stworzyli wyjątkowy zespół, składający się z chemika i fizyka, naukowców na najwyższym poziomie. Ich talenty się uzupełniały. Piotr był skłonny do marzeń i kontemplacji, ale był też genialnym konstruktorem aparatury naukowej. Razem z bratem zbudowali przyrządy służące do pomiarów bardzo małych ilości ładunku elektrycznego, wykorzystane przy badaniach nad radioaktywnością. Były one bez porównania dokładniejsze od tych, którymi dysponowali konkurenci. Maria była bardziej konsekwentna, wytrwała i lepiej zorganizowana w działaniu. Razem dokonali odkrycia, za które otrzymali w 1903 roku Nagrodę Nobla.

W następnych dwóch rozdziałach Autor przedstawia korzyści i kłopoty, jakie przyniosło uczonym uzyskanie nagrody. Opisuje tragiczną śmierć Piotra Curie w 1906 roku, trudną sytuację Marii po śmierci męża i jej przejmującą samotność. Następnie opisuje, jak Maria pełna rozpaczy stawiła czoła przeciwnościom losu i kontynuowała rozpoczętą pracę. Dzieło ukończyła i w 1911 roku otrzymała drugą Nagrodę Nobla, tym razem w dziedzinie chemii.

Rozdział siódmy opowiada o skandalu, jaki wybuchł w związku z romansem Marii z Paulem Langevinem. Również o kłopotach, jakie spowodował, o nadziejach i rozczarowaniach Marii, a także o wsparciu udzielonym jej przez przyjaciół i rodzinę.

Ósmy rozdział opisuje działalność Marii w czasie I wojny światowej. Była to bez wątpienia najbardziej humanitarna i najcenniejsza pomoc, jaką uczona mogła wymyślić i zorganizować dla rannych żołnierzy i swojego kraju. Wzbudziło to powszechny podziw i szacunek dla niej i jej córki Ireny.

W rozdziale dziewiątym Autor opowiada o podróży Marii i jej córek do Stanów Zjednoczonych i o przyjaźni z panią Meloney. Wychowanie dwóch mądrych, pięknych i utalentowanych córek, Ireny i Ewy, to ogromny sukces Marii, który dla niej samej znaczył co najmniej tak wiele, jak osiągnięcia naukowe. Następnie czytamy o pracy Marii w Instytucie Radowym w Paryżu. Stworzenie nowoczesnego ośrodka badawczego, jednego z wiodących w ówczesnym świecie naukowym, kierowanie nim i wykształcenie dużej liczby przyszłych uczonych, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, to też wielka praca Marii, często pozostająca w cieniu jej odkryć.

Rozdział dziesiąty został poświęcony odkryciu sztucznej promieniotwórczości przez Irenę i Fryderyka Joliot. Historia powtórzyła się. Małżeństwo, chemik z fizykiem, stworzyło razem idealny zespół naukowy i dokonało odkrycia, które zasłużyło na Nagrodę Nobla. Żadna inna rodzina nie osiągnęła aż tyle. Jak napisał Autor: "dziedzictwo Marii zostało przekazane". To, że Maria doczekała tego odkrycia, że jednocześnie mogła cieszyć się dwójką wspaniałych wnuków, stało się dla niej prawdziwą nagrodą od losu.

Rozdział jedenasty opisuje ostatnie miesiące życia Marii.

Końcowy rozdział opowiada o dalszych losach najbliższych członków rodziny Marii i jej przyjaciół.

Jak napisała o niej córka Ewa: Maria zawsze cierpiała skrycie nad tym, że świat chce ją widzieć inną, niż ona jest w istocie. Jednocześnie zawsze starała się ukryć swoje problemy i swoją wrażliwość przed ludźmi nienależącymi do jej najbliższego kręgu. Tomasz Pospieszny, zafascynowany od dzieciństwa postacią wielkiej uczonej, z wielką atencją, ale również dbałością o wiarygodne udokumentowanie każdej informacji, pozwala wejrzeć czytelnikom w tę sferę jej życia. Jednocześnie posiadając kompetencje w zakresie nauk ścisłych, w sposób przystępny opisuje znaczenie i miejsce odkryć i osiągnięć Marii Skłodowskiej-Curie na tle innych badań i stanu wiedzy jej współczesnych. To stanowi o szczególnych walorach tej książki.

dr inż. Piotr Chrząstowski

Kraków, kwiecień 2020 roku

Słowo wstępne

W styczniu 2011 roku odbywała się w auli Sorbony w Paryżu piękna ceremonia, jaką była inauguracja obchodów Międzynarodowego Roku Chemii i Roku Marii Skłodowskiej-Curie. Natomiast w listopadzie tegoż roku w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie miało miejsce uroczyste zamknięcie tych obchodów. W tym samym roku przypadała bowiem setna rocznica przyznania Nagrody Nobla w dziedzinie chemii tej wybitnej, niezwykłej i najbardziej rozpoznawalnej kobiecie w historii nauki. Jak wiadomo, była to jej druga Nagroda Nobla - pierwszą otrzymała z fizyki w 1903 roku wraz z mężem Piotrem Curie i Henrim Becquerelem.

Podczas uroczystości na Sorbonie, gdzie swego czasu Madame Curie była pierwszą kobietą profesorem, wysłuchaliśmy - spośród wielu ciekawych prelekcji - jednego szczególnego i wzruszającego wystąpienia francuskiego naukowca. Przepraszał on Marię Curie za przykrości i upokorzenia, których doznała sto lat temu od brukowej, nastawionej prawicowo-szowinistycznie prasy i nie tyko. Mój pobyt z żoną w Paryżu związany był również z inną miłą okolicznością, gdyż odwiedziliśmy w zakładzie opiekuńczym mającego sto lat profesora Józefa Hurwica i przekazaliśmy mu pachnącą jeszcze drukarską farbą, a wydaną przez nas w języku angielskim jego ostatnią książkę - Maria Skłodowska-Curie and Radioactivity. Autor to profesor Politechniki Warszawskiej i Université de Provence w Marsylii, twórca Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie, wybitny znawca i popularyzator historii nauki, a w szczególności badań nad promieniotwórczością oraz osiągnięć, jakich dokonała w tej dziedzinie nasza wielka rodaczka. Wizyta ta miała wyjątkowy i wzruszający charakter. Stuletni Jubilat wspominał naszą wieloletnią współpracę wydawniczą. Po wizycie rozmawialiśmy o tym, że chyba nieprędko pojawi się ktoś, kto przejmie pałeczkę od Profesora i z taką pasją oraz wielką erudycją człowieka kochającego naukę będzie pisał i opowiadał o uczonych i ich dokonaniach. Jednakże niebawem przekonaliśmy się, że nasza obawa się nie sprawdziła.

W 2015 roku ukazała się książka Tomasza Pospiesznego Nieskalana sławą. Życie i dzieło Marii Skłodowskiej-Curie, w 2016 tego samego autora Zapomniany geniusz. Lise Meitner - pierwsza dama fizyki jądrowej, a już w 2017 roku jego następna pozycja - Radowa księżniczka. Historia Ireny Joliot-Curie. W 2019 zaś Pasja i geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla.

Godna uznania jest twórczość pisarska popularyzatora nauki, którego cechuje taka niebywała aktywność. Tym bardziej że Tomasz Pospieszny jest pracownikiem naukowym, wykładowcą i profesorem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu obciążonym badaniami i zajęciami dydaktycznymi. To jednak pasja, od wielu lat pełne zaangażowania, twórcze zgłębianie tego, czego dokonały kobiety w nauce - dziedzinie przez długi czas zastrzeżonej dla mężczyzn, oraz niewątpliwy dar pisarski pozwoliły autorowi przekazać zainteresowanym czytelnikom tak wartościowe dla historii nauki pozycje książkowe. Ale profesor Tomasz Pospieszny nie zmniejsza swej aktywności twórczej i oddaje do rąk czytelników w roku 2020 nową, poprawioną, uzupełnioną materiałami źródłowymi, można rzec: całkowicie odmienioną pozycję z 2015 roku zatytułowaną Maria Skłodowska-Curie. Zakochana w nauce. Zaiste Maria była zakochana w nauce od lat szkolnych przez wszystkie etapy swej jakże trudnej, ale i pełnej blasku drogi życiowej i naukowej.

Owo zakochanie w nauce wspierały, jak zauważa Françoise Giroud - znakomita francuska dziennikarka i pisarka - "przymioty charakteryzujące umysły wybitne: pamięć, zdolność koncentracji i głód wiedzy", ponadto takie cechy charakteru, jak olbrzymia pracowitość, ambicja i wytrwałość, a nawet upór w realizacji podjętych celów. Łatwo się o tym przekonamy na kartach opracowanej na nowo przez Tomasza Pospiesznego popularnonaukowej biografii Marii Skłodowskiej-Curie. Jak pisze autor we wstępie, pragnie "w sposób rzetelny, barwny [...] bardzo osobisty, raczej popularny niż naukowy [...] przybliżenia jej taką, jaką była [...]. Nic nie przysłoniło jej osiągnięć naukowych". Powiedziałbym więcej: historia Marii Skłodowskiej-Curie i jej epokowych odkryć została opisana bardzo rzetelnie oraz z wielkim znawstwem historii nauki. Jej obraz znakomicie dopełniają licznie cytowane słowa samej Marii i wypowiedzi, listy, pamiętniki, opinie najbliższych, rodziny, współpracowników i uczniów, konkurentów naukowych, znajomych i przyjaciół, polityków, mężów stanu oraz wielu autorów książek biograficznych. Słowem - materiały źródłowe.

Z niektórymi opiniami i tekstami Tomasz Pospieszny polemizuje i wykłada swoje racje, a inne koryguje, gdy są błędne lub niezbyt ścisłe. Jak na przykład w obronnym wywodzie na temat kontrowersyjnej opinii Barbary Goldsmith o Marii chorującej przez całe życie na depresję.

Powstaje w ten sposób swego rodzaju komparatystyczny, wielowymiarowy, nie hagiograficzny ani nadmiernie krytyczny, ale prawdziwy portret tej niezwykłej kobiety. Ten obraz kreślony jest jednakże przez autora z pewnym emocjonalnym zaangażowaniem, gdyż Maria Skłodowska-Curie fascynowała go od szkolnych lat i cały czas pozostaje on wierny swojej fascynacji. Autor również posiada w swym pisarstwie zdolność do naukowego i krytycznego spojrzenia na zjawiska badawcze i odkrycia naukowe oraz opisywania emocjonalnych doznań wielkich ludzi nauki. Dlatego jego książka, wzbogacona licznymi fotografiami, jest lekturą, która sprawia zainteresowanemu czytelnikowi satysfakcję intelektualną i emocjonalną.

Na zakończenie pragnę wyrazić przekonanie, iż wspomniany profesor Józef Hurwic, który żył 105 lat i tak wiele dokonał dla popularyzacji życia i epokowych odkryć Marii Skłodowskiej-Curie, ma już godnego następcę.

Przeto polecam gorąco czytelnikom tę szczególną pozycję wydawniczą i pozostałe książki Tomasza Pospiesznego - te, które już są na rynku księgarskim, a także te, które się jeszcze z pewnością ukażą.

dr Stanisław Galant

Warszawa, marzec 2020 roku

Od autora

Po raz pierwszy Marią Skłodowską-Curie3 zainteresowałem się, gdy miałem może siedem, może osiem lat. Klasa, w której mieliśmy lekcje, została zalana wodą i trzeba było przenieść zajęcia do sąsiedniego budynku. Tam na parterze, w pracowni fizyki lub chemii, zaraz po prawej stronie od drzwi wisiał ogromny portret kobiety. Pani ta stała wyprostowana i była lekko lewym profilem zwrócona w kierunku widza. W lewej ręce trzymała małą kolbkę, w którą wpatrywała się z niezwykłym skupieniem. W prawej zaś trzymała szklaną tryskawkę. W tle stał wielki zbiornik z cieczą. Obraz utrzymany był w kolorystyce sepii, a twarz Marii była lekko tylko zarysowana... Mistycyzm. Pamiętam, jak wpatrywałem się w tę fotografię - fotografię pełną magii. Później zaintrygowało mnie to, że w sali było tylko jedno zdjęcie kobiety. Ściany zdobiły podobizny Einsteina, Mendelejewa, Bohra, Rutherforda, Newtona, Galileusza, Faradaya i tylko jej jednej... Tak zrodziła się moja fascynacja niezwykłym człowiekiem. Po raz pierwszy odkryłem notkę o Marii w encyklopedii. Rad, polon, fizyka, chemia, Polka, Francuzka, Nagroda Nobla z fizyki i chemii, Piotr Curie. Pojawiały się kolejne hasła, rozbudowywał się pałac mojej pamięci. Odkryłem Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie przy ulicy Freta 16. Zacząłem korespondować z jego ówczesną dyrektorką Małgorzatą Sobieszczak-Marciniak. Dostałem od niej kopię fotografii Marii. Włożyłem ją do zwykłej, skromnej drewnianej ramki i postawiłem na biurku - zdjęcie to towarzyszy mi do dziś. Czytałem, poznawałem, odkrywałem. Dzięki tej fascynacji poszedłem na studia chemiczne. Zostałem chemikiem. A wszystko to przez pewną fotografię...

Celem tej książki jest przedstawienie w sposób rzetelny, barwny, a nade wszystko poprzez słowa samej Marii i jej najbliższych, życia niezwykłego i fascynującego. Wspomnienia jej córek Ewy Curie-Labouisse i Ireny Joliot-Curie, wnuków Heleny Langevin-Joliot i Piotra Joliot, sióstr Bronisławy Dłuskiej i Heleny Skłodowskiej-Szalay, brata Józefa Skłodowskiego, uczennicy Eugénie Cotton, a w końcu samej Marii tworzą obraz kobiety pełnej pasji, skromnej, odważnej, oddanej ideałom. Chciałbym, aby osoby czytające książkę odkrywały Marię w dużej mierze dzięki jej własnym wypowiedziom.

Maria Skłodowska-Curie jest niewątpliwie jedną z najwybitniejszych uczonych wszech czasów. Przyszło jej żyć w bardzo ciekawej epoce, w której rodziła się nauka o atomie i w której marzenia alchemików o przemianie materii w złoto zostały ziszczone. Była pionierką nauki o promieniotwórczości. Zawsze dbała o swoich uczniów i współpracowników. Nigdy nie zapominała o swojej ojczyźnie, której oddała hołd, nazywając jeden z odkrytych przez siebie pierwiastków jej imieniem. Do końca życia liczyła zawsze po polsku. Znała wielu wielkich uczonych, jak choćby Alberta Einsteina, który zwykł o niej mawiać, że jest jedyną, której nie zepsuła sława. Poza nauką aktywnie działała w Międzynarodowej Komisji Współpracy Intelektualnej przy Lidze Narodów. Podczas pierwszej wojny światowej siadała za kierownicą niejednego samochodu przerobionego na ambulans, aby nieść pomoc rannym żołnierzom.

Przez całe życie była oddana nauce - swojej pasji, i rodzinie - swojej miłości. Jedno i drugie stanowiło podstawę jej egzystencji, było sensem jej wspaniałego życia. Maria była wyjątkową postacią w świecie nauki. Zwykła mawiać:

Uczony jest w swojej pracowni nie tylko technikiem, lecz również dzieckiem wpatrzonym w zjawiska przyrody, wzruszające jak baśń czarodziejska4.

Jako pierwsza kobieta zaistniała w niej na poważnie, świat liczył się z jej opinią. Wystarczy wspomnieć, że jako pierwsza kobieta otrzymała Nagrodę Nobla najpierw z fizyki, później z chemii5, jako jedyna kobieta jest jej podwójną laureatką, była pierwszą kobietą profesorem nauk ścisłych na Sorbonie, jako jedna z pierwszych kobiet weszła na Rysy i zrobiła prawo jazdy, jako jedyna kobieta uczestniczyła w konferencjach Solvaya do czasu, aż w 1933 roku dołączyły do niej jej córka Irena Joliot-Curie i austriacka fizyczka Lise Meitner. Jest pierwszą nie-Francuzką spoczywającą w paryskim Panteonie6. Pierwsza, jedyna - można długo wymieniać...

Przy tym wszystkim nad wyraz skromna. Będąc już znaną uczoną, całe swoje życie streściła w czterech zdaniach:

Jest to taka niewielka, zwykła historia, pozbawiona wielkich wydarzeń. Urodziłam się w Warszawie w rodzinie profesorskiej. Wyszłam za mąż za Piotra Curie i miałam dwoje dzieci. Dzieło moje naukowe wykonałam we Francji7.

Dlatego właśnie niniejsza praca stanowi bardzo osobistą, raczej popularną niż naukową próbę nie tyle strącenia bohaterki z piedestału i odarcia jej ze spiżu, ile przybliżenia jej taką, jaka była. Chciałbym, aby geniusz, pracowitość, upór w dążeniu do obranego celu, ale także słabość charakteru nadały ludzki wymiar tej nietuzinkowej kobiecie. Nic nie przesłoniło jej osiągnięć naukowych.

Niech ta książka będzie moim hołdem dla życia i dzieła kobiety wyjątkowej i jedynej, dla "czarodziejki o szarych oczach"8.

Dla Marii Skłodowskiej-Curie.

T.P.

Poznań, wrzesień 2014 roku

1Mania

W 1818 roku angielska pisarka i poetka epoki romantyzmu Mary Wollstonecraft Shelley, zafascynowana odkryciami naukowymi i badaniami Humphry'ego Davy'ego oraz Luigiego Galvaniego w zakresie chemii i fizjologii, napisała książkę pt. Frankenstein albo współczesny Prometeusz. Było to pierwsze, niezwykle znamienne, być może jeszcze nieśmiałe otwieranie bram w kierunku rozwoju naukowego i - co ważniejsze - popularyzacji nauki. Romantyzm - epoka duszy - zaczynał wygasać. Nadchodziło nowe - epoka rozumu. Michał Heller napisał, że "każda epoka ma swój obraz Wszechświata"9. Tak też było w drugiej połowie XIX wieku. Pozytywizm należał do niezwykle dynamicznych epok. Intensywnie rozwijała się nauka i technika, muzyka i literatura.

W klasztorze augustianów w Brnie na Morawach Gregor Mendel rozpoczynał eksperymenty z grochem zwyczajnym i opisywał pierwsze prawa genetyki. W Petersburgu Dmitrij Mendelejew uszeregował pierwiastki chemiczne w tablicę, znaną dziś jako układ okresowy. W Paryżu Louis Pasteur ogłosił, że choroby są roznoszone przez drobnoustroje, a w Berlinie jego naukowy rywal Robert Koch odkrył prątek gruźlicy. W Cambridge Charles Darwin pracował nad książką pod znamiennym tytułem O pochodzeniu gatunków, a James Clerk Maxwell opracował teorię pola magnetycznego. W Sztokholmie Alfred Nobel eksperymentował ze środkami wybuchowymi, co doprowadziło do odkrycia dynamitu, a w Berlinie Werner von Siemens skonstruował pierwszą prądnicę elektryczną. W Bonn Friedrich August Kekulé rozwiązał zagadkę budowy cząsteczki benzenu, a Rudolf Clausius wprowadził pojęcie entropii. W Londynie William Henry Perkin odkrył pierwszy syntetyczny barwnik o silnie fioletowym zabarwieniu - moweinę10. Świat nauki ulegał przemianom.

Również sztuka rozkwitała. Wystarczy wspomnieć, że Giuseppe Verdi skomponował Don Carlosa i Aidę, Richard Wagner kończył Walkirię, premierę miała Zemsta nietoperza Johanna Straussa, a Georges Bizet wprowadzał ostatnie poprawki do Carmen. W swoich pracowniach tworzyli Camille Pissarro, Édouard Manet, Edgar Degas, Jan Matejko, Paul Cézanne, Auguste Rodin czy Claude Monet. Lew Tołstoj zakończył pisanie Wojny i pokoju, Fiodor Dostojewski Zbrodni i kary, Henrik Ibsen wydał Peer Gynta, Gustave Flaubert Szkołę uczuć, Victor Hugo Nędzników, Émile Zola Germinal, a Lewis Caroll - Alicję w Krainie Czarów.

Taki świat czekał na narodziny kobiety, która miała go wielce ulepszyć.

Maria urodziła się, gdy dla Polski nie było miejsca. W wyniku rozbiorów, przegranych powstań, utraconych marzeń po upadku Napoleona naszego kraju zabrakło. Nie miał już dawnej nazwy, a jego tereny były rozdarte pomiędzy zaborców. Jedynie na moment podczas powstania styczniowego Polacy samostanowili o sobie. Później znów zostali stłamszeni i zniewoleni na długie lata11. Taka ojczyzna czekała na narodziny swej córki, która miała zaznaczyć jej istnienie na "mapie" układu okresowego na długo przed jej ponownym zaistnieniem na mapie świata.

Maria Salomea Skłodowska przyszła na świat 7 listopada 1867 roku w Warszawie przy ulicy Freta 255 (obecnie Freta 16)12, w nieistniejącej już oficynie lub na drugim piętrze kamienicy. Dziś pod tym adresem mieści się muzeum, w którym zgromadzono liczne fotografie, płaszcz, torebkę, przybornik z dwoma kałamarzami i linijką oraz rozmaite pamiątki rodzinne. Jest to jedyne na świecie biograficzne muzeum poświęcone uczonej13.

Dość interesujące jest pochodzenie nazwy tej ulicy. Na tym obszarze od XVII wieku rozwijał się handel, który nie podlegał regułom i opłatom obowiązującym w mieście. Wtedy też nadano mu nazwę "freta"14 (termin "fretha" lub "frethus" oznaczał pole nieuprawne za murami miasta)15. Miejsce to z czasem stało się częścią rozrastającej się i rozwijającej Warszawy. Ulica miała charakter rzemieślniczy i kupiecki aż do wybuchu II wojny światowej. Skupiły się tu warsztaty szewskie, krawieckie, apteki, zakłady fotograficzne.

W XVIII wieku znany ówczesny architekt Szymon Zug zaprojektował i wybudował dla warszawskiego bankiera Macieja Michała Łyszkiewicza reprezentacyjną klasycystyczną kamienicę z pięknym balkonem przy ulicy Freta 1616. W 1839 roku stała się ona siedzibą pensji - uchodzącej w tym czasie za jedną z najlepszych w mieście - i internatu dla dziewcząt, które prowadziła Eleonora Kurhanowicz z Jasińskich17. Jedna z uczennic wspominała:

Ze wszystkich pensyi w Warszawie, pani Kurhanowicz były najwięcej wziętą, u niej nauki stały bardzo wysoko, porządek, ład, jaki się tam w najdrobniejszej rzeczy znajdował, sprawiał, że pensya jej uważana była za najlepszą. Pani Kurhanowicz sama była pobożną, anielskiej prawie dobroci, a przytem była surową, panny bały się jej, ale ją kochały jak matkę18.

Na parterze znajdowały się lokale usługowe, między innymi apteka, a na pierwszym z dwóch pięter budynku ulokowano klasy szkolne, wyżej zaś pokoje uczennic, właścicielki pensji i nauczycieli. Jedną z uczennic pensji była matka Marii Skłodowskiej.

Rodzicami przyszłej uczonej byli Bronisława Skłodowska z Boguskich19 i Władysław Skłodowski. Oboje byli wykształconymi i inteligentnymi ludźmi, pochodzili z rodzin, w których wykonywano zawód nauczyciela, i cieszyli się stosunkowo wysoką pozycją społeczną. Niestety sytuacja polityczna miała niebawem pogorszyć ich położenie.

Rodzice Marii - Bronisława z Boguskich i Władysław Skłodowscy, Warszawa, ok. 1870. Ze zbiorów rodzinnych Piotra Chrząstowskiego

Matka Marii urodziła się 15 sierpnia 1835 roku we wsi Ruchnia. Pochodziła z szlacheckiej rodziny szczycącej się herbem Topór20. Warto podkreślić, że szlachta na Mazowszu była wyjątkowo rozdrobniona. Jej liczebność w tym rejonie przekraczała dwadzieścia pięć procent. W zaborze rosyjskim prowadzono bardzo dynamiczną i rygorystyczną akcję weryfikowania szlachty. Były to represje za jej masowy udział w powstaniach narodowych. Jednym z podstawowych warunków umożliwiających przejście weryfikacji było wykazanie się posiadaniem odpowiedniej ilości ziemi. Szlachtę zweryfikowaną zrównano z rosyjskim "dworianstwem". Uzyskała ona tym samym jego liczne przywileje, w tym: prawo posiadania dóbr ziemskich z poddanymi, wolność od podatków osobistych, niepodleganie przymusowemu poborowi wojskowemu, zwolnienie od kar cielesnych, dostęp do wyższych urzędów cywilnych oraz wojskowych. Dziadek Marii ze strony matki Feliks Boguski (1795-1872) był zarządcą ziemskim w Repkach i Korytnicy. Jego żona Maria z Zaruskich (1800-1878) także pochodziła z drobnej i niezamożnej szlachty. Starszy brat Marii Józef Skłodowski podaje, że dziadek uprowadził babcię i ożenił się z nią wbrew woli jej rodziców. Wspominał:

Kiedy ze wczesnych lat dziecięcych przypominam sobie tego cichego, potulnego człowieka, trudno mi w to uwierzyć. Babka, przynajmniej w wieku późniejszym, miała charakter przykry i nie cieszyła się miłością wśród wnuków. Lecz musiała to być kobieta rządna, rozumna i pracowita. Jej energii zawdzięczać należy, że mimo trudnych warunków bytu, dzieci odebrały staranne wychowanie i wykształcenie21.

Boguscy mieli sześcioro dzieci: córki Bronisławę i Ludwikę oraz synów Jana, Henryka, Władysława i Czesława. Wszyscy otrzymali staranne wykształcenie. Bronisława ukończyła wspomnianą już bardzo dobrą pensję dla dziewcząt w Warszawie mieszczącą się przy ulicy Freta 16. Szkołę tę władze carskie kontrolowały w mniejszym stopniu, ponieważ uważano, że kobiety nie będą odgrywały ważnej roli w życiu publicznym, naukowym czy politycznym (o ironio!). Dzięki takiemu podejściu Rosjan Bronisława Boguska mogła poznawać arkana pedagogiki, by prędko zostać ochmistrzynią, a wreszcie w wieku zaledwie dwudziestu czterech lat właścicielką i dyrektorką pensji. Była to sytuacja bez precedensu: Bronisława jako pierwsza kobieta w rodzinie miała własny stały dochód i mieszkanie służbowe na parterze w jednym ze skrzydeł szkoły. Warto zaznaczyć, że była osobą silną i niezależną. Zapewne po niej Maria odziedziczyła niezłomność charakteru, upór i wytrwałość w dążeniu do wyznaczonego celu. Starszy brat Marii Józef Skłodowski we wspomnieniach napisał:

Matka moja była ciemną blondynką, słusznego wzrostu i wysmukłej budowy, o regularnych, niezwykle ujmujących rysach twarzy, pełna szlachetnej powagi, wdzięku i pogody w obejściu. Była wierząca i nabożna, bez żadnej atoli skłonności do bigoterji. Wykształcenie otrzymała średnie, lecz gruntowne, na jednej z najlepszych podówczas pensji w Warszawie. Usposobienie miała z natury poważne, ale bez cienia oschłości, harmonijnie dostępne wszelkim godziwym uczuciom ludzkim, inteligencję wybitną, a przedewszystkiem jasną i niezawodną w rozstrzyganiu praktycznych zagadnień moralnych. [...]

Mało posiadam danych, ażeby odtworzyć z wyobraźni ów okres, w życiu moich rodziców zapewne najszczęśliwszy, choć ciężko zakłócony przez burzę dziejową (Powstanie Styczniowe), a po którym już wkrótce rozpoczęła się nieubłagana choroba płucna mojej matki, mająca w niespełna lat 10 pasmo dni jej przeciąć. Co mię przedewszystkiem uderza, to ogrom obowiązków, jakie przyjęła na siebie moja matka z całą pogodą i poświęceniem. Jak wywiązywała się z roli przełożonej pensji, o tem już wspomniałem. Podziw jednak najwyższy budzi we mnie, że potrafiła pogodzić pracę swą zawodową z coraz to wzrastającymi obowiązkami macierzyństwa. Bo właśnie w tym okresie, w ciągu pierwszych lat siedmiu, przyszło na świat wszystkich pięcioro nas dzieci22.

W podobnym tonie o matce pisała Maria Skłodowska-Curie w Autobiografii 23:

Matka była osobą niezwykłą. Obok wybitnej inteligencji miała wielkie serce i niezłomne poczucie obowiązku. Mimo nieskończonej wyrozumiałości i dobroci posiadała ona w rodzinie wysoki autorytet moralny. Była bardzo pobożna (oboje rodzice byli katolikami), ale zarazem tolerancyjna; różnice wiary nie mąciły jej duszy; była wyrozumiała dla wszystkich, nawet dla tych, którzy nie dzielili jej poglądów. Wywarła na mnie ogromny wpływ, ponieważ oprócz naturalnej miłości do matki czułam dla niej głęboki podziw24.

Bronisława Skłodowska była nie tylko doskonałym pedagogiem. W razie potrzeby potrafiła zająć się pracą fizyczną. Ewa Curie w biografii matki opisała, jak babcia własnoręcznie reperowała i szyła obuwie swych pociech25. Józef Skłodowski wspominał:

Szyła też sama i naprawiała nam bieliznę i ubranie. Co więcej, ponieważ trudno było nastarczyć obuwia dla naszej, pełnej temperamentu piątki, przeszła formalny kurs szewstwa. Ze wzruszeniem przypominam sobie ten warsztat i przyrządy szewskie, które zresztą okazały się wnet ponad siły naszej matki26.

Bronisława miała ponadto niezwykłe zdolności muzyczne, bardzo chętnie grała na pianinie i śpiewała. Zapewne po niej odziedziczyła talent młodsza córka Marii - Ewa.

Badacz rodziny Skłodowskich Henryk Sadaj pisał:

Rodzinę Skłodowskich szanowano w okolicy [Skalbmierzu]. Mówiono mi, iż nikogo tam tak serdecznie nie wspominają jak Skłodowskich. "Mieli oni serce dla wszystkich, nikt nie odszedł od nich bez pomocy i dobrej rady. Wszystkich mieli za ludzi, do każdego odnosili się przyjaźnie, byli bogaci, uczeni, a nie wynosili się nad innych"27.

Warto podkreślić, że bardzo często organizowali wigilie rozmaitych świąt, rozdawali ubrania i jedzenie ubogim, przekazywali datki pieniężne, a także opłacali lekarzy i kupowali lekarstwa, aby ratować chorych.

Dziadek Marii ze strony ojca Józef Skłodowski (1804-1882) pochodził z rodziny z herbem Dołęga28. Siostra uczonej Bronisława Dłuska w krótkich, niestety niewznawianych, wspomnieniach poświęconych Marii pisała:

[...] rodzina Skłodowskich pochodzi ze wsi Skłody z Ziemi Łomżyńskiej. Dziad Marji był pierwszym, który wybił się z drobno-szlacheckiego środowiska, zdobywając od 20go roku życia o własnej sile średnie i wyższe wykształcenie, oddał się pedagogji i doszedł do stanowiska dyrektora gimnazjum w Lublinie29.

Był znanym pedagogiem, absolwentem Wydziału Filozoficznego Uniwersytetu Warszawskiego, uczył fizyki i chemii30. Pracował jako nauczyciel i inspektor szkolny między innymi w Warszawie, Kielcach, Łomży, Siedlcach i Lublinie. Przez dwanaście lat był dyrektorem gimnazjum w Lublinie, gdzie zorganizował znakomitą bibliotekę (jedną z największych w marionetkowym Królestwie Kongresowym31). Wiadomo, że Skłodowski na tyle, na ile mógł, omijał przepisy i nakazy władzy carskiej. Przy różnych okazjach osobiście wykładał swoim uczniom prawdziwą historię Polski oraz przekazywał im tradycję narodową 32. Z pewnością należał do sprawiedliwych, choć - jak się wydaje - wymagających i surowych nauczycieli. Uczniów, którzy spóźnili się na lekcje, witał tubalnym zawołaniem: "I dlaczego to spóźniłeś się, bałwanie?"33. Następnie spisywał ich, a później wywoływał z klasy i chłostał w specjalnym pomieszczeniu (tzw. kozie). Ponieważ okna kozy wychodziły na ulicę, przechodnie, słysząc krzyki i płacz, często przystawali w zdumieniu. Skłodowski złożył podanie do władz, aby przenieść kozę do głębiej usytuowanego pomieszczenia34. Do jego wychowanków należał między innymi Aleksander Głowacki (Bolesław Prus), który wspominał:

W tymże gmachu miałem honor zawrzeć znajomość ze śp. Dyrektorem Skłodowskim, dziadem p. Curie-Skłodowskiej. Staruszek gęsto sadzał mnie do kozy, chociaż trudno wymienić pedagoga, któryby w sposób równie poufały nie traktował mojej godności osobistej35.

W Grzechach dzieciństwa pisarz dodawał:

Człowiek ten tak przyzwyczaił się do wypukiwania mnie z klasy w czasie lekcyj i do widywania się ze mną po lekcjach, że był szczerze zaniepokojony, gdy w którym tygodniu nie przypomniałem się jego pamięci36.

Skłodowski brał czynny udział w powstaniu listopadowym jako artylerzysta, w tym w bitwie pod Iganiami. Dostał się do niewoli rosyjskiej pod Chmielnikiem, był pędzony piechotą przez Kozaków do Warszawy - musiał przemaszerować boso 225 kilometrów, tracąc na wadze prawie dwadzieścia kilogramów. Warto podkreślić, że obydwa polskie powstania narodowe - listopadowe i styczniowe - dotknęły rodzinę Skłodowskich. Wielu krewnych zginęło, inni doznali konfiskaty majątku, a jeszcze inni zostali deportowani na Syberię. Z tego właśnie powodu Skłodowscy pamiętali o przywódcach zrywów narodowych, którzy zostali powieszeni na wałach warszawskiej Cytadeli.

Już na emeryturze Skłodowski, ciesząc się dużym zaufaniem społecznym, został wybrany wójtem Piekoszowa, gminy wiejskiej w województwie świętokrzyskim, w powiecie kieleckim, a później powierzono mu godność sędziego gminnego w sąsiednim Promniku.

Żoną Józefa była Salomea z Sagtyńskich (Sagatyńskich; 1809-1882)37 - kobieta wykształcona, która według opinii jej syna Władysława nieźle mówiła po niemiecku i francusku. Salomea wraz z Józefem uczestniczyła aktywnie w pracach lubelskiego Towarzystwa Dobroczynności, wspierała działania męża, a podczas powstania listopadowego z oddaniem opiekowała się rannymi. Małżonkowie doczekali się siedmiorga dzieci - córek Bolesławy, Bronisławy, Wandy i Wisławy oraz synów Władysława, Przemysława i Zdzisława38. Jak podaje prawnuk brata Marii Piotr Chrząstowski:

Nie zachowały się żadne fotografie ani babki Marii Skłodowskiej-Curie ze strony ojca, Salomei Sagatyńskiej, która urodziła i wychowała siedmioro dzieci, ani babki ze strony matki, Marii Zaruskiej, która urodziła i wychowała sześcioro dzieci. To znak tamtych czasów39.

Skłodowscy zadbali, aby ich dzieci otrzymały solidne wykształcenie. Ojciec Marii Władysław przyszedł na świat 20 października 1832 roku w Kielcach. Był absolwentem uniwersytetu w Petersburgu. To dało mu uprawnienia do nauczania matematyki i fizyki w szkołach rządowych i prywatnych. Cechowała go niezwykła ciekawość świata. Interesował się wieloma dziedzinami nauk przyrodniczych, jak na przykład geologią czy zoologią, na temat której opublikował książkę. Współpracował z wydawnictwem Encyklopedii Orgelbranda, publikował artykuły w tygodniku "Wszechświat" i czasopiśmie "Dziennik Powszechny". Interesował się literaturą i poezją. Znając biegle cztery języki nowożytne, tłumaczył często poetów obcych na użytek swój i swoich dzieci, którym wiele poematów recytował z pamięci. W 1899 roku wraz z zięciem Stanisławem Szalayem (mężem Heleny) przetłumaczył monumentalne dzieło Wstęp do fotografii Giuseppe Pizzighellego. Józef Skłodowski wspominał ojca jako:

[...] zaledwie średniego wzrostu, włosy miał ciemno-blond, które wcześnie zaczęły wypadać i siwieć, rysy dość regularne, choć nieco nalane z powodu otyłości, wyraz twarzy poważny i myślący. Mimo nadmiernej tuszy nie był wcale ociężały, owszem ruchy miał rzeźkie, mógł i lubił dużo chodzić. Będąc jeszcze małym chłopcem odbywałem nieraz z ojcem wielowiorstowe spacery, podczas których zwykł opowiadać o zjawiskach przyrody. [...] Chodził też ojciec nieźle po górach, chociaż wycieczki tego rodzaju rozpoczął dopiero za pierwszą bytnością w Zakopanem, a więc około pięćdziesiątki. W młodości chętnie jeździł wierzchem, a i starszym już będąc dosiadał czasem konia przy zdarzonej okazji. Bardzo lubił zimne kąpiele i pływał niezgorzej40.

Swoją przyszłą żonę poznał w szkole przy ulicy Freta 16, gdzie nauczał. W lipcu 1860 roku Władysław i Bronisława zawarli związek małżeński i zamieszkali w budynku sąsiadującym ze szkołą. Miesiąc później Bronisława jako młoda żona pisała do swojej przyjaciółki, byłej właścicielki i dyrektorki pensji przy ulicy Freta, Eleonory Kurhanowicz, o Władysławie: "co dzień go kocham więcej i cenię [...] lecz wyznaję, że wolałabym być panną Bronisławą, bo teraz przekonałam się, jak ciężkie są przejścia w życiu kobiety"41. Wyznanie odważne, zdecydowanie w stylu wyzwolonej kobiety. Przy Freta państwo Skłodowscy mieszkali osiem lat. W służbowym mieszkaniu przy pensji, mieszczącym się prawdopodobnie w oficynie kamienicy, przyszło na świat pięcioro ich dzieci: 1 sierpnia 1861 roku Zofia Maria, 26 września 1863 roku Józef Władysław, 28 marca 1865 roku Bronisława Maria, 20 kwietnia 1866 roku Helena i 7 listopada 1867 roku Maria Salomea - nazywana przez wszystkich Manią lub Anciupecio42. Rodzice Marii byli gorącymi patriotami, stąd wybór imion córki nie był przypadkowy. Pierwsze imię nadano przyszłej uczonej na cześć Maryi Dziewicy - jak pisał w 1893 roku Władysław Skłodowski z okazji chrztu wnuczki43 do księdza Władysława Knapińskiego - "powszechnej patronki całego świata katolickiego i specjalnej naszego kraju"44. Drugie imię nadano jej po babce Salomei, matce Władysława. Należy jednak podkreślić, że Władysław nie był praktykującym katolikiem, według Józefa:

Rodzeństwo Skłodowskich. Od lewej: Zofia, Helena, Maria, Józef i Bronisława, Warszawa, ok. 1871. Polska Akademia Nauk Archiwum w Warszawie

[...] nie posiadał tej prostej intuicyjnej wiary, co moja matka, ale nie był też ateistą ani materialistą. Odczuwał głęboko tragedię zwątpień ducha ludzkiego, ale wiedział, że ateizm, pojmowany zaprzeczeniem pierwiastka pozamaterialnego w świecie, nie jest na tę tragedię skutecznym lekiem, ani też mądrą odpowiedzią dla buntującego się umysłu. Jest owszem najgłupszą z religii, kultem nicości. W uczuciach swoich i całym postępowaniu ojciec rządził się etyką chrześcijańską, chociaż nie godził się pokornie z formalizmem doktryny katolickiej lub jakiejkolwiek innej45.

W akcie chrztu przyszłej uczonej zapisano:

Stawił się Władysław Skłodowski, pomocnik Inspektora Gimnazjum pierwszego w Warszawie zamieszkały, lat trzydzieści pięć mający [...] i okazał Nam dziecię płci żeńskiej urodzone tu w Warszawie pod liczbą dwieście pięćdziesiąt pięć dnia siódmego listopada roku zeszłego o godzinie dwunastej w południe z jego małżonki Bronisławy z Boguskich lat trzydzieści dwa liczącej. Dziecięciu temu na chrzcie świętym, odbytym w dniu dzisiejszym przez wyż.[ej] wspomnianego księdza Władysława Knapińskiego, nadane zostały imiona Maria Salomea [...]46.

Maria została ochrzczona 23 stycznia (w rocznicę drugiego rozbioru Polski) 1868 roku w kościele parafialnym pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. Do chrztu podawali ją Maria Skłodowska z Rogowskich - żona brata Władysława, Zdzisława Skłodowskiego - oraz Augustyn Szmurło, inspektor II Rządowego Męskiego Gimnazjum.

Ewa Curie w hagiograficznej biografii matki opisała młodych Skłodowskich w różnych okresach ich życia:

Zosia, najstarsza z rodzeństwa. Pomimo lat jeszcze niespełna dwunastu, wydaje się ona w porównaniu do tamtej gromadki osobą niemal dorosłą. Bujne popielatoblond włosy, lekkie i kręte, spływają jej swobodnie na ramiona. Twarz ma prześliczną uduchowioną, jak Madonna, i szare oczy, pełne jakichś tajemniczych tęsknot - snów... [...]47.

Oto Hela, w rozkwicie swoich lat szesnastu, najładniejsza ze wszystkich, wysoka, smukła, zręczna. Oto białoróżowa Brońcia z bujnymi jasnoblond włosami. I Józio, rosły i silny. [...]

Józio, teraz już właściwie Józef, skończywszy gimnazjum także ze złotym medalem, studiuje medycynę. Szczęśliwy! Jakże zazdroszczą mu siostry, jakże pragnęłyby i one móc kształcić się wyżej, jak bardzo czują się pokrzywdzone tym, że Uniwersytet Warszawski kobiet nie przyjmuje [...].

O, Mania również wygląda wspaniale! Przyznajmy nawet po cichu, że może trochę za dobrze... Że jest nawet cokolwiek za gruba! I na razie, jako przyciężki podlotek, najmniej ładna z sióstr. Ale i ona ma twarz pełną wdzięku, żywą, świetliste oczy, jasną cerę i jasne pukle krętych włosów48.

Natomiast siostra Marii Helena Skłodowska-Szalay w swoich wspomnieniach opowiadała:

Byłam o rok starsza od Mani, wychowywałyśmy się razem, razem przygotowywałyśmy do szkoły. W szkole byłyśmy koleżankami w tej samej klasie i siedziałyśmy obok siebie w jednej ławce. Łączyła nas głęboka miłość. Mam wyraźnie w pamięci i w oczach tę małą Maniusię, zwaną Anciupecio - najpierw jako pulchną dziewczynkę z główką okoloną kręcącymi się jasnymi włoskami, przewiązanymi czarną aksamitką, w fartuszku z falbankami, z oczkami jasnymi, siwymi, które z uśmiechem, z dobrocią i z niezwykłą powagą patrzyły na świat49.

W 1868 roku ojciec Marii został zastępcą inspektora II Gimnazjum Rządowego dla chłopców przy ulicy Nowolipki, gdzie musiała przeprowadzić się cała rodzina. Helena Skłodowska-Szalay wspominała, że mieszkali wtedy "w obrzydliwej dzielnicy Warszawy [...] Duszno tam było, brudno i hałaśliwie"50. Inspektorem szkoły był Rosjanin Władimir Michajłowicz Iwanow51, który szczególnie rygorystycznie przestrzegał zakazu nauczania w języku polskim52. Ojcu Marii z wielką trudnością przychodziło ukrywanie swoich patriotycznych przekonań.

W nowym mieszkaniu na ścianie wisiał barometr, który bardzo fascynował Manię. "On żyje, Zosiu, prawda, bo się sam rusza!"53 - wołała odkrywczo dziewczynka. Był to bez wątpienia pierwszy przyrząd naukowy, z którym przyszła uczona miała kontakt. Wkrótce po przeprowadzce matka Marii zrezygnowała z pracy zawodowej, by pomóc mężowi i zająć się domem54. To właśnie Bronisława Skłodowska była pierwszym nauczycielem małych Skłodowskich. Mania wyraźnie wyróżniała się na tle rodzeństwa, miała niesamowitą pamięć i zdolności. Bardzo szybko, bo już w wieku czterech lat, nauczyła się liczyć i czytać. Ewa Curie wspomina w biografii matki, jak mała Mania wprawiła wszystkich w zdumienie:

[...] któregoś ranka Brońcia z trudem usiłowała przesylabizować ojcu tekst elementarza, a Maria zniecierpliwiła się nagle i, wziąwszy jej książkę z ręki, przeczytała go płynnie od razu. Milczenie, które wówczas zapadło dookoła, napełniło ją w pierwszej chwili dumą, więc czytała dalej, uważając to wciąż za najmilszą i najciekawszą zabawę. Lecz nagle ogarnęło ją przerażenie... rzut oka na zdumione twarze rodziców, potem na nadąsaną trochę minę Brońci - zająknięcie, szloch - i oto zamiast cudownego "dziecka" stało już tylko dziecko czteroletnie, które żałośnie płacząc, powtarzało nieśmiałym głosikiem:

- Przepraszam! Przepraszam... ja nie naumyślnie! To nie moja wina - ani Brońci. I tylko dlatego, że to takie łatwe55.

Od tego czasu pochłaniała książki z pokaźnej biblioteki ojca. Bronisława Dłuska wspominała:

Najmłodsza z sióstr Marja - odznaczała się od dziecka niepospolitymi zdolnościami, zwłaszcza w kierunku matematycznym, nadzwyczajną bystrością i pamięcią, - co zwracało powszechną uwagę otoczenia. Nauczyła się czytać prawie sama w czwartym roku życia, bawiąc się powycinanymi z tektury literami ze swą o 2 lata starszą siostrą [Bronisławą]. Gdy tylko czytanie opanowała, niemożna jej było oderwać od książek, które pokochała namiętnie. Wielkie też zdolności miała do języków obcych - z których kilkoma włada jak polskim56.

Kiedy mała Mania zaczynała czytać, świat przestawał dla niej istnieć. W wielkim skupieniu oddawała się lekturze. Ewa Curie w biografii matki odmalowuje zabawną sytuację: Maniusia zaczytała się w książce, z palcami w uszach, żeby nie słyszeć hałasów rozbrykanego rodzeństwa. W tym czasie Hela, Bronia i ich kuzynka Henia Michałowska ułożyły wokół Marii piramidę z krzeseł. Maria, nic nie słysząc, wstała nagle, wykonała gwałtowny ruch i cała piramida runęła z wielkim hukiem, uderzając ją w łokieć. Maria podniosła się i z poważną miną, opanowana i spokojna powiedziała: "To było głupie..."57. Robert Reid, opisując dzieciństwo Marii, sugeruje, że była ona dzieckiem nieśmiałym, wątłym i nerwowym, ale nad wiek rozwiniętym. Twierdzi także, że mogła uchodzić za dziewczynkę oziębłą, zwłaszcza, gdy się jej dobrze nie znało58. W moim odczuciu jest to stwierdzenie niesłuszne. Maria całe życie była raczej osobą tłumiącą emocje, a takie zachowanie ma swoje korzenie w dzieciństwie. Poza tym analizując fotografie Marii z jej dzieciństwa, trudno uznać, że uchodziła za wątłą.

Również we wspomnieniach Józefa Skłodowskiego pojawia się obraz rodzeństwa jako dość wesołej gromadki:

Wracając do wspomnień o mojej matce, zaznaczyć jeszcze muszę jej wyrozumiałość dla dzieci, dla ich potrzeby wyładowania energji. Cała nasza piątka odznaczała się dobrem zdrowiem i żywem usposobieniem. Uczyliśmy się łatwo i dość chętnie, lecz więcej jeszcze zamiłowania mieliśmy do zabaw, zwłaszcza ruchliwych i głośnych. O ile nie na dworze, odbywały się najczęściej te igrzyska w dużym pokoju dziecinnym, który sąsiadował bezpośrednio z matczynym. Co się tam niekiedy działo! Nie wiem kto wpadł na pomysł ofiarowania nam w prezencie wielkiej skrzyni z wyjątkowo dużymi drewnianymi klockami. Budowaliśmy więc z nich domy, zamki i wieże, lecz punktem kulminacyjnym zabawy było zawsze obracanie ich w gruzy i zabawa w wojnę. Do huku pocisków dołączały się dzikie wrzaski dowódców59.

Przychylałbym się również zdecydowanie w kierunku myśli biografki Marii Susan Quinn, która twierdzi, że Skłodowska:

[...] była [...] niezwykle inteligentna. Wszystkie dzieci państwa Skłodowskich [...] później przyznawały, ze najmłodsza Maria była najzdolniejsza. Opowiadano, że potrafiła natychmiast zapamiętać słyszany wiersz: po wysłuchaniu go wychodziła do drugiego pokoju, powracała i bezbłędnie recytowała cały tekst. Miała więc od dzieciństwa wspaniałą pamięć60.

Poza książkami Mania odkryła magiczny świat nauki. W gabinecie ojca wpatrywała się jak zahipnotyzowana we wspomniany już piękny barometr ścienny oraz w gablotkę z kilkoma półkami, na których zgromadzone zostały wagi, szklane przyrządy, minerały, elektroskop ze złotymi płytkami... Anciupecio jeszcze nie wiedziała, do czego służą te wszystkie dziwne, prawie magiczne, ale już piękne w jej mniemaniu rzeczy. Od ojca dowiedziała się, że są to "przyrządy fizyczne". Zabawna nazwa, która będzie towarzyszyła Marii już do końca jej dni...

Nauce małych Skłodowskich sprzyjała także zabawa i spacer. W każdej wolnej chwili rodzice uczyli swe dzieci przyrody, geografii czy historii Polski. Ponieważ ojciec Marii znał język rosyjski, francuski, niemiecki, grekę, łacinę i angielski, uczył pociechy także języków obcych. Często też czytał im książki w języku oryginalnym lub robił bieżący przekład literatury czy poezji. "Posiadał rzadki dar pięknego czytania na głos zarówno prozy, jak i poezji [...] mówił wiersze głosem miłym, pełnym wyrazu, a mimo to naturalnym, bez śladu afektacji"61 - napisze po latach brat Marii Józef. Młodzi Skłodowscy poznawali w ten sposób Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, ale także Byrona, Goethego, Owidiusza, Horacego, Cycerona czy Platona. Również takimi słowami Józef wspominał niesamowitą wiedzę i wszechstronność Władysława: "My dzieci nawet już po dorośnięciu tak pewne byłyśmy wszechstronności wiedzy naszego ojca, że ze wszystkimi wątpliwościami zwracaliśmy się doń, jak do encyklopedii"62. Bronisława Dłuska dodawała:

Wywarł on niewątpliwie duży wpływ na umysłowość i charakter córki [Marii]. Stosunek Marji do ojca był bardzo bliski, oparty nie tylko na głębokim przywiązaniu, lecz niewątpliwie też na uczuciu wdzięczności uczennicy do pierwszego nauczyciela, który otworzył przed nią podwoje nauki. Do końca życia ojca, t.j. do roku 1902, dzieliła się Marja z ojcem wszystkimi swymi myślami i zamierzeniami naukowymi, z czego był szczęśliwy i dumny63.

Mając niemal osiem lat, Mania rozpoczęła naukę na pensji przy ulicy Freta, którą kiedyś kierowała jej matka. Uczyła się tam w latach 1875-1877. Nie mając jeszcze skończonych dziesięciu lat, rozpoczęła naukę na prywatnej pensji żeńskiej prowadzonej przez Jadwigę Sikorską64. Szkoła oficjalnie została otwarta 3 września 1874 roku i od początku szczyciła się wysokim poziomem edukacji. W latach 1874-1918 uczyło się w niej około trzech tysięcy uczennic. Marię codziennie odprowadzała na pensję Antonina Tupalska, która zamieszkała ze Skłodowskimi, aby pomóc chorej Bronisławie. "Tupcia" - jak ją nazywały Maria i Helena - była surową starą panną, która próbowała zastąpić dziewczynkom matkę. Nie zawsze jednak z pozytywnym skutkiem. Tak czy inaczej Bronisława musiała poczuć się spokojniej, widząc, jak jej dwie najmłodsze córki uczą się w szkole panny Sikorskiej.

Sikorska bardzo szybko poznała zdolności Marii i przeniosła ją do wyższej klasy, do której uczęszczała jej o rok starsza siostra Hela. W szkole Sikorskiej uczono w dwóch programach: oficjalnym - po rosyjsku - i tajnym - po polsku. Kiedy szkołę wizytowali rosyjscy inspektorzy, Marię zawsze wybierano do odpowiedzi, ponieważ biegle mówiła po rosyjsku, miała nienaganny akcent i doskonale znała historię Rosji. Były to dla niej chwile wielkiego upokorzenia - jako Polka nienawidziła ciemięzców. Z trudem przychodziło jej wychwalanie tych, którzy niszczyli jej dziedzictwo narodowe. W angielskim maszynopisie Autobiografii Maria napisała: "Zawsze chciałam podnieść swoje małe pięści, by bronić się przed tymi ludźmi, a czasami, co muszę przyznać, pragnęłam rzucić się na nich jak kot z pazurami i drapać!"65. Delikatną i niezwykle wrażliwą psychikę Marii odkryła Sikorska, która po roku nauczania Mani zaproponowała Władysławowi, żeby poczekał rok przed kolejnym pójściem córki do szkoły. Dyrektorka pensji uważała, że Mania jest zbyt wrażliwa i za mała jeszcze na stawianie czoła okrutnej rzeczywistości. Władysława martwiło jednak coś innego: szkoły prywatne nie miały prawa wydawać dyplomów, które byłyby prawomocne w szkolnictwie wyższym. Dlatego Skłodowski zaczynał coraz poważniej myśleć o wyborze odpowiedniego gimnazjum dla córki i po roku przyjaznego i opiekuńczego pobytu Mani na pensji panny Sikorskiej przeniósł ją do rosyjskiego gimnazjum żeńskiego. Była to jedna z najlepszych szkół. Jadwiga Sikorska podczas wywiadu udzielonego w 1925 roku powiedziała, że Władysław "pod koniec feryj letnich, prawdopodobnie na usilne prośby córki żądnej wiedzy, zapisał ją do rosyjskiego gimnazjum państwowego, w którym dokończyła swe studia w Polsce"66.

Jednak zarówno Maria, jak i jej rodzeństwo poświęcali się nie tylko nauce. Kiedy nadchodził czas wakacji, zawsze wyjeżdżali do rodziny na wieś. Często gościli u stryja Ksawerego Skłodowskiego w Zawieprzycach niedaleko Lublina. Józef Skłodowski w pamiętnikach pisał:

Ale w te czasy, kiedy jeździliśmy do Zawieprzyc, było tam gwarno i wesoło. Dom był gościnny, zjeżdżali często krewni i znajomi, co razem z domowymi tworzyło liczne, przeważnie młode towarzystwo. Nie brakło więc ochoty i sposobności do wszelkiego rodzaju rozrywek. Osią jednak wszystkiego, śmiało rzec można, był koń; pod jego znakiem toczyło się życie w Zawieprzycach. Zarówno stryj Ksawery, jak i Bolesław mieli zamiłowanie do koni, to też po wszystkich folwarkach było ich wiele i dobrych, prawie wyłącznie własnego chowu. Stadnina Zawieprzycka słynęła na całą okolicę, a nawet kraj i znajdowała chętnych nabywców, zwłaszcza do armji. Łatwo więc było zawsze o konie do spacerów i wycieczek różnego rodzaju pojazdami, począwszy od karety, a kończąc na linijce. [...] Lecz na pierwszym planie stała jazda wierzchem, którą uprawiali prawie wszyscy, niezależnie od płci, a mężczyźni i od wieku. Jeździć konno było w Zawieprzycach nie tylko prawem każdego domownika i gościa, lecz niemal obowiązkiem. A nie można było jeździć bylejako, bo oprócz zwykłych spacerów odbywały się co roku na jesieni częste polowania z chartami, a wtedy trzeba było dotrwać na koniu przez wiele godzin z rzędu i gonić po najgorszych wertepach. Łatwo więc było o wypadek, a przedewszystkiem o kompromitację. Ambicja zaś rozpierała wszystkich wielka, każdy pragnął zaimponować i nikt się nie oszczędzał. To też głównie dzięki Zawieprzycom, ja i moje siostry, mając od dziecka upodobanie do sportów, wyrobiliśmy się na wcale wytrawnych jeźdźców. Nie stanowiła wyjątku pod tym względem i najmłodsza z nas, Marja, znakomity dziś profesor Sorbony i laureatka Nobla67.

Ważną rolę w życiu małych Skłodowskich odgrywał także ich ukochany pies - wyżeł Lancet. Był on tak rozpieszczany i uwielbiany, że z przymrużeniem oka spoglądano na jego niszczycielskie zapędy względem mebli czy kapeluszy i rękawiczek. Nawet Władysław Skłodowski uległ jego urokowi, pozwalając mu zajmować miejsce za plecami w ulubionym fotelu podczas poobiedniej drzemki. Zwyczajne codzienne radości i zmartwienia wydawały się jednak niczym wobec tego, co miało nadejść.

W 1871 roku Bronisława Skłodowska zaczęła bardzo poważnie chorować. Wkrótce okazało się, że cierpi na zaawansowaną gruźlicę. Data ta wydaje się prawdziwa, gdyż Józef we wspomnieniach napisał: "w notatkach mojego ojca pod rokiem 1871 znajduje się złowieszcza wzmianka, że matka piła kumys; była już widocznie chora. W roku następnym pojechała na kurację do Hall w Austrii"68. Najprawdopodobniej zaraziła się gruźlicą od szwagra, którego pielęgnowała, gdy zapadł na tę chorobę. W tamtym czasie społeczeństwo wiedziało, że to choroba zaraźliwa i w większości przypadków śmiertelna. Prowadziła do kaszlu z krwiopluciem, anemii, chorób kości, a także posoczniczego zapalenia stawów, zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych czy zapalenia osierdzia. Jednak najbardziej przerażającym objawem choroby, obok krwioplucia, było całkowite wyniszczenie organizmu. "Ofiary gruźlicy sprawiały wrażenie trawionych wewnętrznym ogniem - chudły, bladły, stawały się słabe i rozgorączkowane"69. Stan krańcowego wycieńczenia organizmu sprawił, że nazywano ją suchotami. Należała do jednej z  najgroźniejszych klęsk społecznych, wobec której medycyna była całkowicie bezsilna. W XIX wieku endemia gruźlicy przerodziła się w epidemię. W wysoko rozwiniętych Niemczech w latach 1894-1897 z powodu gruźlicy umierało rocznie jedenaście tysięcy ludzi, a liczbę chorych szacowano na milion. W całej Europie co siódmy zgon był spowodowany właśnie gruźlicą70. Leczono ją w zależności od statusu społecznego - biednych psim sadłem, roztworami kwasu karbolowego (fenolu) lub nadmanganianu potasu, bogatych zaś pojono kumysem, czyli tatarskim napojem pochodzącym ze sfermentowanego mleka klaczy, lub wysyłano do sanatoriów, gdzie w odległych miejscach w zyskaniu spokoju miał im pomagać suchy klimat. Era Roberta Kocha miała dopiero nastać, podobnie jak skuteczne metody zapobiegania i leczenia choroby 71. Był to bardzo trudny moment w życiu młodych Skłodowskich. Matka z obawy przed zarażeniem dzieci nieuleczalną chorobą nigdy ich nie całowała i nie przytulała. Pozwalała sobie jedynie na głaskanie dzieci po głowie. Gest ten był "najsłodszą i najserdeczniejszą [...] pieszczotą", jaką Mania doznała od matki72. Było to niezwykle przykre zarówno dla dzieci, jak i bardzo chorej matki. Rok później Bronisława z najstarszą córką Zosią wyjechała do uzdrowiska w austriackich Alpach, a później na południe Francji do Nicei. Jedenastoletnia Zosia w liście do swojej matki chrzestnej Eleonory Kurhanowicz pisała:

[...] jak mogę opiekuję się Mamą. Ubieram ją, rozbieram, gotuję dla niej ziółka, przygotowuję herbatę rano i wieczór, i dość często Mama powiada, że jest kontenta ze swojej Małgosi (taki mam teraz przydomek), ale ja czuję, że Mamie dziś nie wystarczam i nieraz się martwię, gdy Mamę smutną widzę, a nie mogę jej rozweselić. Kilka razy na dzień liczymy ile miesięcy trzeba tu przesiedzieć, i gniewamy się na czas, że tak powoli idzie. W Warszawie tak prędko przebiegały lata, a tu miesiąc każdy równa się rokowi73.

Wyznanie bardzo dramatyczne, przepełnione tęsknotą za domem, ojcem i rodzeństwem, ale także heroiczne. Jak bardzo najstarsza córka Skłodowskich musiała być dojrzała, skoro powierzono jej opiekę nad matką... Z dala od najbliższych, poświęcając czas chorej matce, uczyła się jednocześnie historii, geografii, arytmetyki, niemieckiego, francuskiego. Józef Skłodowski wspominał, że najstarsza siostra:

[...] była bardzo inteligentna, zdolna i pracowita. Mimo długiej przerwy w nauce przygotowawczej, zwłaszcza wykładowego języka rosyjskiego, a to z powodu wyjazdu z matką (którą się opiekowała) na południe, zdała bez opóźnienia egzamin wstępny do gimnazjum rządowego i dobrze dawała sobie potem radę. Utkwiły mi w pamięci jej mapy wielobarwne, nadzwyczaj pięknie wykończone. Miała żywą wyobraźnię i zapewne zdolności literackie. Nieraz godzinami opowiadała nam fantastyczne historie, których słuchaliśmy z natężoną uwagą. Układała też dla nas powiastki i komedyjki, znajdując w tych poczynaniach upust nie tylko dla przyrodzonych zdolności, lecz i dla uczuć opiekuńczych w stosunku do młodszego rodzeństwa74.

Jak widać, wszyscy Skłodowscy byli wyjątkowi.

Rodzina i lekarze wierzyli, że zmiana klimatu wyleczy chorą Bronisławę. Ona sama bardziej sceptycznie podchodziła do pokładanych nadziei:

Zdrowie moje coraz lepiej [...] wątpię jednak, czy stracę zupełnie kaszel [...] doktór robi mi nadzieję, iż lato, a następnie zima przepędzona w Nicei wygoją płuca zupełnie, ja jednak niewielką mam nadzieję. Tyle razy zapewniali mnie już doktorzy, iż będę zdrową, iż niedziw, niewiara w ich słowa mnie opanowała. Bóg tylko jeden tego cudu dokonać może i może też ulituje się nad naszym nieszczęściem i uratuje mnie dla dzieci 75.

Zosia Skłodowska, 1873 [?]. Ze zbiorów rodzinnych Piotra Chrząstowskiego

Cud jednak nie nastąpił...

Poza chorobą Bronisława miała obawy związane z domowymi finansami i edukacją dzieci. 20 maja 1874 roku w liście do Kurhanowicz pisała:

Gdyby chociaż Pan Bóg poszczęścił nam na pensjonarkach dobrze płatnych i tym sposobem pozwolił zrównoważyć tę straszną szczerbę sprawioną w naszych funduszach przez moją chorobę, w przeciwnym razie nie wiem doprawdy, jak my sobie damy radę przy obecnej drożyźnie i wzrastających potrzebach. [...]

[...] ja przy obecnym stanie zdrowia nie wiem czy będę mogła wziąć na siebie chociaż część nauki, a edukacja domowa strasznie kosztowna i dziewczynki moje wszystkie już będą potrzebowały gruntownej nauki, co z niemi zrobić, jak się urządzić - doprawdy nie wiem. [...]

Jak to mój jedynak będzie sobie radził w szkole, aż strach mnie przejmuje, gdy sobie pomyślę, że on ma już iść do gimnazjum. Ja tak bym chciała uczyć go jeszcze w domu chociaż rok, nie wiem jednak czy to się uda76.

W liście z 24 listopada z Nicei Bronisława kontynuowała:

Rzeczywiście domowa edukacja bardzo dużo kosztuje i pomimo najszczerszej chęci trzeba się rozstać z tą myślą. Ja stanowczo jestem zdecydowana umieścić Zosię w jakim zakładzie naukowym po powrocie do kraju. Niech droga Pani myśli i rozpytuje się77.

Dziećmi Skłodowskich pod nieobecność Bronisławy zajęła się jej siostra - Ludwika Michałowska. Władysław Skłodowski poświęcał im cały swój czas na edukację i wpajanie wartości patriotycznych. Polski patriotyzm Marii "był autentyczny i trwały. Wzrastał z atmosfery rodzinnego domu, w którym kultywowano tradycję w powiązaniu z ideałami pozytywistycznymi, z zauroczenia literaturą i słowem ojczystym, z umiłowania rodzinnej ziemi i krajobrazów: Mazowsza, Wisły, Tatr"78. Swoistym buntem, a zarazem przejawem młodzieńczej niedojrzałości była także postawa małej Marii, która wracając codziennie ze szkoły wraz z przyjaciółką Kazią Przyborowską, miała w zwyczaju spluwać na ufundowany przez cara pomnik na cześć polskich oficerów lojalistów poległych w noc listopadową. Widniała na nim inskrypcja: "Polakom w dniu 17/29 listopada 1830 roku poległym za wierność swojemu monarsze", która w szczególny sposób wzbudzała niechęć patriotów do kolaborantów. Jeśli Maria i Kazia zapomniały o swojej codziennej patriotycznej "powinności", wracały i spluwały z pogardą dwukrotnie79.

W 1873 roku ojciec Marii za tajne nauczanie polskiej historii został zwolniony z funkcji zastępcy dyrektora i cała rodzina Skłodowskich po raz kolejny musiała się przeprowadzić. W nowym domu, dla podratowania sytuacji finansowej, Władysław otworzył niewielką szkołę z internatem dla chłopców. Józef wspominał, że w pamięci pozostało mu:

[...] wrażenie jakiegoś hałaśliwego młyna, czy też ula, w którym panował gwar nieustanny. Po powrocie ze szkoły i wspólnym obiedzie, przy którym siadało do 20 osób, zaczynały się we wszystkich wolnych kątach lekcje dodatkowe i korepetycje nie tylko dla pensjonariuszy, lecz i dla uczniów przychodnich. Jednocześnie, a głównie później, odbywało się odrabianie ustnych i piśmiennych zadań szkolnych. W każdym pokoju uczyło się kilku chłopców, jedni po cichu, inni mrucząc pod nosem, inni wreszcie prawie na głos, przeszkadzając sąsiadom i wraz to nawoływani przez nich do porządku; nie brakło też oczywiście rozmów postronnych, dogadywań, konceptów, sprzeczek, a czasem i kuksańców80.

W tym samym roku do domu wróciła Bronisława z Zosią. Niestety stan jej zdrowia nie uległ znacznemu polepszeniu. Życie dotkliwie doświadczyło rodzinę także rok później. Nadchodziła wielka tragedia, która na zawsze miała zmienić życie Mani. Wśród uczniów Władysława wybuchła epidemia tyfusu. Dwie jego córki, Zosia i Bronia, zachorowały. Młodsza pokonała chorobę, jednak najstarsza siostra Zosia jej nie przezwyciężyła. Zmarła 31 stycznia 1874 roku w wieku zaledwie piętnastu lat. Tragedię Skłodowskich opisała Ewa Curie:

[...] pewnej tragicznej środy, ojciec zaprowadził Józia, Helę i Manię do swojej najstarszej dziewczynki. Biało ubraną i - mimo króciutko przy samej skórze ściętych włosów - piękną jak marzenie, jak obraz, ujrzeli ją po raz ostatni. Z trumny przesłała im ostatni uśmiech warg zastygłych81.

Józef Skłodowski w pamiętniku napisał:

[...] spotkał rodzinę naszą cios straszny, śmierć Zosi w piętnastej wiośnie życia, zupełnie niespodziewanie z tyfusu. Było to pierwsze ciężkie zmartwienie w mojem życiu, a dla matki cios ostateczny, który ją dobił. Siłą nieomal powstrzymywano ją od bytności na pogrzebie; z okna na ulicy Karmelickiej i Nowolipia, gdzie wówczas mieszkaliśmy na drugim piętrze, żegnała trumnę pierworodnej, najukochańszej córki. We dwa lata później 9 maja 1878 roku zmarła i z tego mieszkania odprowadzaliśmy ją na Powązki82.

Wydaje się, że był on najbardziej związany z siostrą, co najprawdopodobniej wynikało z podobnego wieku. Wedle jego słów:

[...] była ona najlepszą, najwierniejszą, towarzyszką mego dzieciństwa. Stratę jej odebrałem ciężko, a choć wydać się to może dziwne - dotąd jeszcze, po upływie z górą pół wieku, nie mogę wspomnieć o niej bez żalu. Dzień 31 stycznia pozostał na zawsze pierwszą bolesną rocznicą w moim życiu...83

Był to ogromny cios dla całej rodziny Skłodowskich. Helena po latach wspominała: "Śmierć najstarszej naszej siostry fatalnie wpłynęła na naszą matkę, która nie mogła pogodzić się ze stratą dziecka"84. Bronisława przeżyła ciężko stratę córki, która jeszcze nie tak dawno była jej przyjaciółką, opiekunką i nadzieją na lepsze dni. Wpłynęło to bezpośrednio na pogorszenie jej stanu zdrowia. Władysław Skłodowski w liście do syna z 1877 roku relacjonował: "wszystko byłoby dobrze, gdyby mama była silniejszą i zdrowszą, dotąd w stanie jej zdrowia nie ma widocznej różnicy na lepsze"85. Niestety rok później w wieku czterdziestu dwóch lat matka Marii zmarła. Helena we wspomnieniach napisała: "zgromadziliśmy się przy jej łóżku, a ona patrząc na nas ze smutkiem zrobiła znak krzyża nad naszymi głowami i powiedziała gasnącym głosem: "Kocham was". Nazajutrz odeszła"86. Śmierć matki była dla Marii wielką stratą. Jako dojrzała kobieta tak to ujęła: "Cios ten był pierwszym poważnym zmartwieniem w mym życiu i pogrążył mnie w głębokiej rozpaczy"87. Jej starsza siostra Helena pisała, że Maniusia "najczęściej siadywała gdzieś w kąciku i płakała gorzko; zalewała się łzami nie dając się pocieszyć"88. Mania była przecież małą, zaledwie jedenastoletnią dziewczynką, która pragnęła objęć matki, jej czułości i pocałunków. Czas ten sprawił, że Mania przestała wierzyć w Boga. Wcześniej przez wiele lat modliła się, aby oszczędził matkę, a zabrał ją: "Spraw, niech ja umrę, byle ona żyła"89. Bóg nie przyjął jej ofiary i nie wysłuchał modlitw. Tę stratę będzie odczuwała do końca życia. Po latach tak to wspominała:

Urodziłam się w Warszawie 7 listopada 1867 roku jako ostatnie z pięciorga dzieci. Ponieważ jednak najstarsza siostra zmarła wcześnie, w piętnastym roku życia, pozostało nas czworo - trzy siostry i brat. Matka nasza, ciężko dotknięta stratą córki i wyczerpana długą chorobą płuc, umarła w wieku czterdziestu dwóch lat, pozostawiając męża z dziećmi w największym smutku. Miałam wtedy dopiero dziewięć lat, a mój najstarszy brat zaledwie trzynaście [w rzeczywistości Maria w chwili śmierci matki miała jedenaście lat, a Józef piętnaście]90.

Irena Joliot-Curie, poświęcając matce krótkie wspomnienia, powiązała wydarzenia z dzieciństwa z tragedią, która spotkała Marię już jako dorosłą kobietę:

[...] kiedy - jako jeszcze dziecko [Maria] - straciła matkę, ogarnęło ją takie uczucie buntu przeciw wielkiej niesprawiedliwości losu, że na zawsze utraciła wiarę katolicką, w której została wychowana. Po śmierci mego ojca to samo uczucie buntu i rozgoryczenia nie pozwoliło jej mówić o nim przez długie lata i dopiero pod koniec życia nieco chętniej wspominała wspólne życie91.

Po raz pierwszy Mania potrzebowała psychicznej odskoczni od ciężkiej codzienności. Znalazła ją w nauce. Podobnie w późniejszych latach to w pracy będzie znajdować schronienie przed przykrymi doświadczeniami.

W 1878 roku Maria rozpoczęła naukę w III Rządowym Gimnazjum Żeńskim. Uczyła się doskonale, nie miała kłopotu z żadnym przedmiotem. Z łatwością przychodziła jej nauka matematyki, historii, i języków obcych. Była zauroczona literaturą i poezją, sama także pisała wiersze. Po latach wspominała:

Od dzieciństwa kochałam poezję i chętnie uczyłam się na pamięć długich nieraz utworów lub urywków z naszych wielkich poetów; do najbardziej ulubionych przeze mnie należeli Mickiewicz, Krasiński i Słowacki. Upodobanie to rozwinęło się jeszcze bardziej, kiedy nabrałam wprawy w językach obcych; wcześnie bowiem zaczęłam się uczyć francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego. Szybko zasmakowałam w literaturze pięknej pisanej w tych językach. Później odczułam też potrzebę nauki angielskiego - i udało mi się poznać ten język i literaturę anglojęzyczną92.

Jedynym kłopotem Marii byli nauczyciele - Rosjanie wrogo nastawieni do Polaków i w ten sposób odnoszący się do uczniów. "I jakie zawiłe uczucia, skomplikowane refleksje, jaką walkę wewnętrzną powoduje fakt, że przecież to, co ci nienawistni nauczyciele-ciemiężcy wykładają, jest ciekawe... że trzeba, kochając naukę, nienawidzić tych, którzy uczą..."93. Szykanowanie uczniów było na porządku dziennym. W napisanej po latach Autobiografii Maria wspominała:

[...] wartość nauki była nader wątpliwa, a atmosfera w szkole wprost nie do wytrzymania. Dzieci, wiecznie podejrzewane i szpiegowane, wiedziały, że jedna rozmowa po polsku albo nieostrożne słowo mogły poważnie zaszkodzić nie tylko im samym, lecz także rodzicom. We wrogim otoczeniu traciły całą radość życia, a przedwczesne uczucie nieufności i oburzenia przytłaczało jak zmora ich dzieciństwo. Z drugiej zaś strony tak nienormalne warunki rozwoju w stopniu najwyższym podniecały uczucia patriotyczne młodzieży polskiej94.

Maria odczuwała szczególną niechęć do niemieckich nauczycieli: panny Mayer uczącej robót ręcznych oraz pana Medinga, który nauczał języka niemieckiego. Być może mała Polka irytowała ich swoją indywidualnością, uporem, prostolinijnością, zdolnościami, doskonałą pamięcią. Zwłaszcza panna Mayer szczególnie upodobała sobie gnębienie niezależnej i inteligentnej Marii. Miała do niej pretensje o kręcone włosy, niezależny charakter, "pogardliwy uśmiech". Pewnego razu, udzielając reprymendy "krnąbrnej" Marii, powiedziała: "Nie wolno ci patrzeć na mnie w ten sposób! Nie pozwalam ci spoglądać na mnie z góry!". Maria, która była wyższa od nauczycielki o głowę, odparła: "Kiedy, niestety, nie mogę inaczej..."95. Inteligentna i odważna riposta jak na młodą osóbkę. Nie dziwi jednak to, że wskutek życia pod ciągłą presją Maria psychicznie dojrzała szybciej niż jej rówieśnicy. Była bardziej niż oni spokojna, wyważona w sądach, rozważna. Była też bardziej słuchaczem niż duszą towarzystwa. Barbara Goldsmith utrzymuje, że Maria od wczesnych lat młodzieńczych zdradzała skłonności do depresji, na którą cierpiała całe życie. Nie do końca podzielam ten pogląd. Należy pamiętać, że uczona doznała wielu traumatycznych i trudnych przeżyć w dzieciństwie (śmierć siostry, matki, nękanie przez zaborcę - szczególnie odczuwane w gimnazjum), młodości (odpowiedzialność za utrzymywanie siostry, tęsknota za bliskimi) i w wieku dojrzałym (poronienie, tragiczna śmierć męża, "afera Langevin", ciągła walka o należną jej jako uczonej pozycję w świecie zdominowanym przez mężczyzn). Według mnie nie powinniśmy przede wszystkim mylić przeżywania żałoby czy straty z depresją. Sytuacje przypomniane powyżej sprzyjają raczej kryzysowi, czyli czasowemu załamaniu biorącemu się ze straty związanej z dezorganizacją życia oraz bezskutecznym dążeniom do pokonania chwilowych trudności96. Pamiętać trzeba, że w chwilach wielkiego napięcia psychicznego uczona potrafiła racjonalnie działać i w domu, i w pracy. David Myers definiuje zespół depresyjny jako "zaburzenia nastroju, w których bez widocznej przyczyny następuje trwające kilka tygodni przygnębienie, poczucie braku własnej wartości oraz zniechęcenie do wykonywania codziennych czynności"97. Z drugiej strony osoby dorosłe, które tak jak Maria doświadczyły straty matki przed jedenastym rokiem życia i przechodzą obecnie lub w niedawnej przeszłości kryzys, wykazują trzy razy większą predyspozycję do zapadania na depresję98. Sama Maria z kolei jako dojrzała już kobieta swój stan psychofizyczny określała jako zmęczenie, wyczerpanie czy problemy z nerwami. Przy tym mimo wielu trudności potrafiła cieszyć się życiem i korzystać z niego99. W liście do swojej przyjaciółki z gimnazjum Kazimiery Przyborowskiej czternastoletnia Maria napisała:

Czy wiesz Kaziu! Ja jednak kocham gimnazjum; może się roześmiejesz, a jednak powiem Ci, że je kocham, i to bardzo; teraz to widzę, choć nie myśl, żebym miała tęsknić do niego, o wcale nie! Ale nie martwi mnie myśl, że do niego powrócę i nie zdaje mi się już, że te dwa lata takie będą strasznie ciężkie i długie nie do przebicia100.

W 1883 roku, w wieku zaledwie szesnastu lat, Maria ukończyła III Żeńskie Gimnazjum Rządowe ze złotym medalem. Nie powinno to dziwić. Jej pilność, dążenie do perfekcji, skrupulatność i cierpliwość zaowocują także w przyszłości. Takie samo zaangażowanie będzie widoczne, kiedy Maria skupi uwagę na zagadnieniach związanych z radioaktywnością. Wystarczy prześledzić dzienniki laboratoryjne i porównać charaktery pisma Marii i Piotra. Jego - nieco chaotyczne, dość proste, raczej niechlujne, często przekreślone lub podkreślone. I jej - równe, pochyłe, wręcz kaligraficzne, zgrabne, analityczne i metodyczne: widzę i zapisuję. Ta perfekcyjna uczennica będzie w Marii przez całe życie.

Zdana matura bardzo ją cieszyła, ale jednocześnie uświadamiała, że dalszy rozwój naukowy w zniszczonej i poszarpanej przez wrogów ojczyźnie jest niemożliwy. Maria zdawała też sobie sprawę z tego, że jej zdolności intelektualne nie są w pełni rozwinięte i mimo doskonałych wyników w nauce ma pewne braki. Jednak na uzupełnienie i poznanie wszystkich cudów nauki przyjdzie dla niej jeszcze pora.

Maria Skłodowska w wieku 16 lat, 1883. Domena publiczna

W tamtym czasie Maria i Helena były zakochane w uczniu pensji na Nowolipkach - Witoldzie Romockim. Była to pierwsza, żeby nie powiedzieć dziecięca, miłość. Helena wspominała:

[...] odznaczał się [on] urodą i elegancją. [...] Otóż obie z Marią zakochałyśmy się w nim! Miłość ta była nieraz oblewana łzami zazdrości. Ja nawet chciałam ją utrwalić w powieści. Tytuł znalazłam łatwo: "Siostry rywalki". Brzmiało to bardzo sensacyjnie. Ale - skończyło się na tytule [...]101.

Wysiłek intelektualny, matura w wieku szesnastu lat, ciągłe dokształcanie się, samorozwój, życie w ciągłym strachu i pod presją, ukrywanie patriotyzmu, a wreszcie najważniejsze: śmierć siostry i matki, osłabiły i załamały Marię. Barbara Goldsmith, biografka uczonej, pisze wprost o jej załamaniu nerwowym - "całymi dniami leżała w swoim łóżku, w zaciemnionym pokoju, nie odzywając się i niewiele jedząc"102. Władysław Skłodowski zareagował błyskawicznie: postanowił ją wysłać do rodziny Boguskich na wieś dla podreperowania sił. Tam Maria spędziła długie, roczne wakacje, po których wróciła do formy. Trudne lektury zastąpiła lekkimi powieściami. Przebywając na wakacjach, delektowała się wolnością. W liście do Kazi Przyborowskiej pisała:

Nie czytam nic poważnego, same romansidła, w których Numa wychodzi zawsze za Pompiliusza. [...] Czuję się też niesłychanie głupią mimo patentu dojrzałości i godności osoby, która skończyła naukę103.

Spacery, wędrówki, świeże powietrze, kontakt z przyrodą, zbieranie poziomek, jazda konna, letnie kąpiele w rzece, zimowe kuligi, "biały mazur, oberek z figurami, doskonale nauczony walc"104 - niemal oderwanie od codzienności sprawiło, że Maria odzyskała równowagę psychiczną. Zwierzała się Broni: "pewno się w życiu mojem drugi raz tak nie zabawię" oraz "byłam ogromnie wesoła, naśmiałam się i nażartowałam, jak chyba nigdy w życiu"105. A w liście do Kazi pisała:

Nie mogę uwierzyć, aby geometryja i algebra jeszcze istniały na świecie. Zupełnie o nich zapomniałam! [...] Nieraz przychodzi mi ochota śmiać się z siebie i z prawdziwą przyjemnością rozważam mój brak rozumu106.

Helena Skłodowska po latach wspominała:

Wakacje się skończyły, minęły jak sen, ale pamięć po nich została. Ileż to razy wspominałyśmy z Manią, ileż razy mówiłyśmy o Kępie i o jej gospodarzach... Każde takie wspomnienie wywoływało uśmiech na twarzy, a nawet łzę rozrzewnienia w oku. Dobrze jest, jeżeli człowiek ma choć jedno takie głupie lato w życiu poza sobą107.

Po powrocie do Warszawy we wrześniu 1884 roku Maria poznała Bronisławę Piasecką - nauczycielkę, którą przepełniały idee pozytywizmu. Pod jej wpływem siostry Skłodowskie wstąpiły na Uniwersytet Latający zorganizowany w 1882 roku przez Jadwigę Szczawińską-Dawidową108. Początkowo Maria planowała, że pozostanie w Warszawie i obejmie posadę nauczycielki dla dziewcząt. "To wszystko, czego pragnę. Życie nie zasługuje na to, by się nim zamartwiać" - pisała w liście do Heni Michałowskiej109. Właściwie jej światopogląd nie był jeszcze w pełni skrystalizowany. Z pewnością formował się na podstawie założeń wynikających z haseł pracy u podstaw oraz związanych z walką o poprawę stosunków społecznych. Bez wątpienia ważne dla przyszłej uczonej były także walka z umysłowym, kulturalnym, społecznym i ekonomicznym zacofaniem kraju, walka o emancypację kobiet i równouprawnienie wszystkich ludzi. W tym okresie Maria i Bronisława, chcąc podkreślić swoją niezależność i emancypację, ścięły włosy. Uważały się za idealne pozytywistki. Na fotografii z 1886 roku110 ofiarowanej przyjaciółce Marii Rakowskiej siostry Skłodowskie napisały: "Idealnej pozytywistce dwie pozytywne idealistki"111. Tutaj też Skłodowskie poznały wybitnych profesorów, którzy przekazali im zakazaną przez władzę wiedzę. Zafascynowane pozytywizmem zaczęły udzielać korepetycji, często w myśl ideałów - nieodpłatnie. Po latach Maria napisała:

Bardzo żywe wspomnienie zachowałam z owych zebrań. Pamiętam ich miłą atmosferę koleżeństwa i współpracy intelektualnej, do dzisiaj sądzę, że idee, którymi kierowaliśmy się wówczas, są jedyną podstawą, na jakiej można budować postęp społeczny. Nie można bowiem mieć nadziei na skierowanie świata ku lepszym drogom, o ile się jednostek nie skieruje ku lepszemu. W tym celu każdy z nas powinien pracować nad udoskonaleniem się własnym, jednocześnie zdając sobie sprawę ze swej, osobistej odpowiedzialności za całokształt tego, co się dzieje w świecie, i z tego, że obowiązkiem bezpośrednim każdego z nas jest dopomagać tym, którym możemy stać się najbardziej użyteczni...112

Maria (z lewej) i Bronisława Skłodowskie, Warszawa, 1886 [bardziej prawdopodobny wydaje się 1885]. Domena publiczna.Fotografia została podarowana Marii Rakowskiej z dedykacją: "Idealnej pozytywistce dwie pozytywne idealistki"

Wspaniałość oraz wkład Uniwersytetu Latającego w kulturę i naukę polską polegały na tym między innymi, że posiadał on wspaniałych nauczycieli i pedagogów, a także był tajny. Przez to w dużej mierze specyficznie elitarny. Kiedy po upadku powstania styczniowego car Aleksander II nakazał likwidację wszystkich polskich instytucji i rozpoczął czas surowych represji, walka z zaborcą poprzez rozwój intelektualny była nieoceniona. Darmowe wykłady odbywały się zawsze w prywatnych mieszkaniach (między innymi u panien Sikorskiej i Piaseckiej), których adresy, oczywiście z powodów bezpieczeństwa, zmieniały się bardzo często. Wykrycie przez władze rosyjskie takiego spotkania groziło zesłaniem na Syberię, a w efekcie śmiercią. Wykładowcami byli najczęściej profesorowie o wysokich kwalifikacjach akademickich. Stanisław Koszutski pisał o ówczesnej sytuacji polskich uczonych:

Bardzo wybitne nasze siły naukowe musiały kryć się ze swoimi wykładami po prywatnych lokalach, gniotąc się wraz z dziesiątkami słuchaczy w niewielkich salkach, podczas gdy należne im miejsce w audytoriach Uniwersytetu Warszawskiego zajmowały te wszystkie moskiewskie "stupajki" pseudonaukowe w rodzaju Filewiczów, Blochów, Ziłowowów113.

Studentki łączono w małe grupy, aby w razie niebezpieczeństwa carskiej kontroli wszystkie mogły spokojnie i szybko się rozejść. Nauczano biologii, anatomii, chemii, fizyki, ale także nauk humanistycznych: prawa, socjologii, historii czy literatury, zgodnie z pozytywistycznymi ideami takich umysłów współczesnej Europy jak Spencer, Comte, Pasteur, Darwin. Nauka odbywała się w języku polskim, przez co idee Uniwersytetu Latającego podtrzymywały polskość i patriotyzm. Jedna ze słuchaczek, Jadwiga Hertz-Górska, wspominała:

Dziś, po szeregu lat po odzyskaniu niepodległości, pozostało majestatyczne wspomnienie powagi, niezłomnej dążności do nauki, żelaznej siły woli w walce o czystość duszy polskiej. Ta żelazna wola nie łamała szesnastoletnich dziewcząt, dążących w najfatalniejszych warunkach z Woli na Pragę i z Mokotowa na Powązki, aby z ust polskiego uczonego usłyszeć słowa, kształcące rozum, duszę i serce, podniecające do dalszej pracy, do dalszej walki. Były to silne, niezapomniane chwile114.

Młode siostry Skłodowskie były oczarowane zakazanym światem wiedzy. I tutaj Maria była najlepsza. Jej siostra Helena po latach we wspomnieniach napisała:

Profesor Mahrburg wykładał nam etykę i psychologię. Z braku książek mieliśmy kurs odtwarzać z notatek. Profesor kontrolował notatki bardzo starannie, chcąc je wykorzystać dla następnych zespołów. Otóż zeszyt Marii kwalifikował się jako obowiązkowy podręcznik. Nie znalazł w nim żadnego błędu! A przecież dobrze widziałam, że podczas wykładu bardzo mało notowała. Od czasu do czasu zapisała jakiś pojedynczy wyraz, jakieś zdanie. Kurs cały odtwarzała w domu z pamięci. A etyka nie jest łatwa, przynajmniej dla mnie była bardzo trudna115.

Maria rozsmakowała się w zdobywaniu wiedzy. Musiała znaleźć sposób, aby móc podjąć studia. Mogła wyjechać do Paryża lub Petersburga. Mogła też zostać nauczycielką w Warszawie lub wyjść za mąż. Józef Skłodowski napisał, że jego siostry "nie nadawały się do roli tzw. panny na wydaniu, choć wówczas był to typ bardzo jeszcze pospolity"116. I faktycznie miał rację. W głowie Marii narodził się pewien pomysł, który musiała zrealizować. Musiała, aby zdobyć Sorbonę.