Maria. Powieść ukraińska - Antoni Malczewski

Kup ebooka

24.90 zł
19.92 zł (12,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

PIEŚŃ PIERWSZA

Wszystko się dziwnie plecie

Na tym tu biednym świecie:

A kto by chciał rozumem wszystkiego dochodzić,

I zginie, a nie będzie umiał w to ugodzić.

Jan Kochanowski.

I

Ej! Ty na szybkim koniu gdzie pędzisz, kozacze?

Czy zaoczył zająca, co na stepie skacze?

Czy rozigrawszy myśli, chcesz użyć swobody

I z wiatrem ukraińskim puścić się w zawody?

Lub może do swej lubej, co czeka wśrzód niwy,

Nucąc żałośną dumkę lecisz niecierpliwy?

Bo i czapkęś nasunął, i rozpuścił wodze,

A długi tuman kurzu ciągnie się na drodze.

Zapał jakiś rozżarza twojej twarzy śniadość

I jak światełko w polu błyszczy na niej radość,

Gdy koń, co jak ty, dziki, lecz posłuszny, żyje,

Porze szumiący wicher wyciągnąwszy szyję.

Umykaj, Czarnomorcu, z swą mażą skrzypiącą,

Bo ci synowie stepu twoją sól roztrącą.

A ty, czarna ptaszyno, co każdego witasz

I krążysz, i zaglądasz, i o coś się pytasz,

Spiesz się swą tajemnicę odkryć kozakowi -

Nim skończysz twoje koło, oni ujść gotowi.

II

Pędzą - a wśrzód promieni zniżonego słońca,

Podobni do jakiego od Niebianów gońca -

I długo, i daleko, słychać kopyt brzmienie:

Bo na obszernych polach rozległe milczenie;

Ani wesołej szlachty, ni rycerstwa głosy,

Tylko wiatr szumi smutnie uginając kłosy;

Tylko z mogił westchnienia i tych jęk spod trawy,

(Co śpią na zwiędłych wieńcach swojej starej sławy.

Dzika muzyka - dziksze jeszcze do niej słowa,

Które Duch dawnej Polski potomności chowa -

A gdy cały ich zaszczyt krzaczek polnej róży,

Ah! Czyjeż serce, czyje, w żalu się nie nuży?

III

Minął już kozak bezdnię i głębokie jary,

Gdzie się lubią ukrywać wilki i Tatary;

Przyleciał do figury (co jej wzgorek znany,

Bo pod nią już od dawna upior pochowany),

Uchylił przed nią czapki, żegnał się trzy razy

I jak wiatr świsnął stepem z pilnymi rozkazy.

I koń rzeski, żadnym się urokiem nie miesza,

Tylko parschnął i wierzgnął, i dalej pośpiesza.

Ciemny Boh po granitach srebrne szarfy snuje,

A śmiały wierny kozak myśl pana zgaduje -

Szumi młyn na odnodze i wróg w łozie szumi,

A żwawy wierny konik kozaka rozumi -

I przez kwieciste łąki, przez ostre bodiaki

Lżej się nie przesuwają pierszchliwe sumaki;

I jak strzała schylony na wysokiej kuli,

Czai się zwinny kozak, do konia się tuli;

I przez puste bezdroża król pustyni rusza -

A step - koń - kozak - ciemność - jedna dzika dusza.

O! któż mu tam przynajmniej pohulać zabroni?

Zginął - w rodzinnym stepie nicht go nie dogoni.

 

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.