Maria Czubaszek. W coś trzeba nie wierzyć - Violetta Ozminkowski

Kup ebooka

44.00 zł
33.88 zł (29,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

Leżący Zając

Z maila Wojciecha Karolaka vel Zająca:

Masz rację, napisałem wczoraj do ciebie godzinę przed moją pobudką, czyli o siedemnastej. Sam się tego nie spodziewałem, bo u mnie już zanikło poczucie czasu. Budzę się i nie pamiętam, kiedyż to ja mogłem zasnąć? Późno było czy może wcześnie? Czy dziś jest jeszcze dziś, czy może jutro? Trudno orzec, bo jakoś nie chce się wstać.

Taka nieruchoma rzeźba "Leżący Zając".

Jak za oknem jasno, gdy się budzę, to zerkam na komórkę, czy to rano czy wieczór. Kiedykolwiek bym zamknął oczęta czy je otworzył - żadnej, cholera, różnicy. Najbardziej mnie w tym wszystkim dziwi, że przecież wczoraj się ogoliłem, a dziś ma mordka już siwym gąszczem pokryta.

Ciężkie jest życie maszynki do golenia.

I tak sobie leżę, a jak mnie zaczyna gnieść wałek, na którym opieram głowę, to myślę sobie, że to wszystko przez przeziębioną, zasmarkaną uwerturę do pandemii, która mi się zaczęła w końcu listopada. I tak leżę od tamtego czasu. Jedyna różnica to taka, że wtedy tylko kichałem, a teraz mam maseczkę i się boję.

Jak to Zając.

Przeczytałem początek książki. Piszesz, żebym poprawił ulicę Gwiazdową, bo chyba nie ma jej na mapie. Co mam poprawiać?! Sam już nawet uwierzyłem w tę ulicę Gwiazdową. To co, jeśli jej nie ma na planie Warszawy?

Wymyśliłaś ją, to jest. Nawet się w jakiś sposób z nią zżyłem. Zresztą jakby jej nie było, trzeba by zmienić spory fragment tekstu, który jest bardzo funkcjonalny w sferze sentymentalnej. Pasuje do tego, o co w tym wszystkim chodzi. A gdyby komuś udało się sprawdzić, że nigdzie nie skręcałem wtedy z Grójeckiej, toby znaczyło, że jest debil i nie wierzy w wyższe uczucia.

Miło mi, że tak ładnie piszesz o wizytach w moim burdelu. Miło, choć obawiam się, że to był ostatni moment, kiedy jeszcze można było to zaryzykować nasze spotkanie. Jutro jest rocznica odejścia Zajączki i widzę, że u mnie cztery lata bez sprzątania to o pół roku za dużo. Wprawdzie kupiliśmy z Arturem odkurzacz, ale on nie umie sam sprzątać.

Odkurzacz, nie Artur.

Całuję

Zając

 

Hobby samobójców

Jakże efektownie byłoby zacząć tę opowieść od mocnego zdania w stylu: śmierć pachnie świeżo skoszoną trawą. I nie dopisywać już, że w rzeczywistości czuć ją mieszanką aldehydu, trawy i owoców. Bo taką woń ma heksanal, związek, który komórki wydzielają w chwili zgonu.

Na szczęście, to nie jest ta chwila.

Teraz w powietrzu unosi się smród sidolu, którym czyści się linoleum. To z mopa, który stoi w przytulonym do ściany wiadrze, obok dyżurki lekarza. Doktor trzyma papierosa w ręce, bo zapach tytoniu zabija po części odór środków czyszczących. Mimo, no policzmy, ponad dwudziestu lat przepracowanych w szpitalu, ten smród za każdym razem drażni mu nozdrza. Jest jak sole trzeźwiące. Ohyda.

Szczupłe palce lekarza strząsają co jakiś czas popiół, a Maria przygląda im się, coraz bardziej podminowana. W końcu decyduje się. Wyjmuje z torebki wygniecioną paczkę carmenów i zaczyna szukać zapalniczki. Coraz szybciej grzebie w przepastnej torbie, ale w końcu nie wytrzymuje, wkłada papierosa do buzi i patrzy wyczekująco na doktora.

- Kto powiedział, że tu można palić? - Lekarz zadaje pytanie tym samym tonem, który ma policjant wypisujący mandat. I tak jak on, nie odrywa wzroku od papierów.

Z okna, tuż za jego biurkiem, padają ostatnie promienie słońca. Jest kwadrans po szesnastej, ale w lutym to prawie środek nocy.

Maria wbija wzrok w popielniczkę wypełnioną po brzegi petami, ale na próżno.

Lekarz albo udaje, że nie widzi, albo jest jakieś inne "albo".

W świetle zachodzącego słońca przypomina trochę Drakulę. Zaczesane do tyłu czarne włosy, nieproporcjonalny do twarzy, duży nos i zbyt długie siekacze.

Maria siedzi skulona na krześle. W koszulce w zajączki (ostatni krzyk mody), rozciągniętej bluzie, w czarnej, krótkiej fryzurce, wygląda jak nastolatka.

Doktor odrywa wzrok od rubryki, którą musi wypełnić, i przygląda jej się, jakby dopiero ją zauważył.

- Nie masz innego hobby niż próby samobójcze?

Ona wbija teraz wzrok w linoleum, ile by dała, żeby to się wreszcie skończyło.

On wraca do przeglądania papierów, podnosi głowę razem ze swoim wielkim nosem i prawie krzyczy:

- To już druga... Co na to rodzice?!

Tego się nie spodziewała. Wzrusza ramionami.

- Co mają do tego rodzice? Sama na siebie zarabiam.

Przygląda jej się przez chwilę, ale zaraz wraca do papierów.

- Gdzie?

- W radiu.

Doktor patrzy na nią teraz tym dobrotliwym spojrzeniem wkurzonego ojca, które jeszcze trudniej znieść niż obojętność.

- Nazwisko?

- Czubaszek.

- No proszę, humor nas nie opuszcza.

Zaczyna teraz pstrykać długopisem. Nie ma czasu na zabawę w kotka i myszkę.

- A prawdziwe imię i nazwisko?

- Alicja... Alicja Maria Czubaszek, choć w dowodzie mam Maria Alicja.

Maria zaczyna szukać dokumentu w torebce i już po chwili patrzy na lekarza zaczepnie, wyraźnie zadowolona. Podaje dowód osobisty w poszarpanych, plastikowych okładkach. Uśmiecha się, lekarz nie ma pojęcia dlaczego.

 

Jeśli przyjaciele, to najlepiej na czterech łapach. Trzydziestosześcioletnia Maria Czubaszek przed Domem Prasy w Kazimierzu.

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI

PEŁNY SPIS TREŚCI:

ROZDZIAŁ I. CZY TO CIUCHCIA DO CHATTANOOGI?

Leżący Zając

Coś na kształt szczęścia

Hobby samobójców

Ja też jestem nerwus

Zalecam skok na główkę

Abstynent z czopkiem

A, to przez przypadek

Przez cholerę boję się sikać!

Dlaczego, dlaczego, dlaczego

Po co w ogóle wstawać?

Zajmij się własnym zbawieniem

Chattanooga Choo Choo

Lambretka

To nasz ślub przecież!

Życie to jest teatr

ROZDZIAŁ II. DZIEWCZYNA Z IPANEMY

Dlaczego złe rzeczy dzieją się rano?

To i owo na książeczkę docelową

Nie ma nic gorszego niż człowiek wykształcony

Skąd mam wiedzieć, czego mi nie daje?

Bombka w nosie

Poker i alkohol

Charlie Brown

Joik Lapończyków

Dupa, sałata, pieprzenie głupot

Latające myszy

Skrzat literat

ROZDZIAŁ III. MARIA

Zimny indyk

O ty, kochany Augustynie

(Nie)Najpiękniejsza Polka

Ołóweczek z głową konika

Klucz do Zająca

Goryl z hawajską gitarą

Ze strachu zeza dostałam

Dzięki Bogu, jestem ateistką

Życie powinno troszkę bawić

Nie jestem podobna do siebie?

Kocham cię, Szymonie

WOJCIECH KAROLAK. ŻYCIORYS IDEALNY MARII ALICJI CZUBASZEK

WOJCIECH KAROLAK. ŻYCIORYS IDEALNY WOJCIECHA KAROLAKA

WYMARZONY ŻYCIORYS WOJCIECHA KAROLAKA

MARIA CZUBASZEK. WYMARZONY ŻYCIORYS

AUTORKA DZIĘKUJE

BIBLIOGRAFIA