Marco - Anna S. Kornaus
44.90 zł
35.92 zł
(35,42 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Spis treści
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Epilog
Podziękowania
Prolog
5 miesięcy wcześniej
Jest siódma rano, na zewnątrz silny wiatr i duże opady deszczu, tak witał mnie ten dzień. Ojciec wezwał mnie dziś do siebie na zebranie naszego oddziału. Sprawa jest naprawdę ważna i trzeba załatwić ją szybko. Dostawa koki nie powiodła się, a to dlatego, że mamy kreta w naszych szeregach. Ktoś był na tyle odważny, że sprzedał policji informację o przewidywanej dostawie i wbił nam nóż w plecy. Naprawdę idiota zadarł z moim ojcem, Cesarem Kastilem, głową mafii, a tym samym z nami wszystkimi.
Ubieram się szybko i wsiadam do swojego ukochanego astona martina. Pędzę z zawrotną prędkością przez ulice Nowego Jorku, żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Udaje mi się szybko wydostać z miasta i docieram do Morristown. Rodzinna posiadłość jest ogromna i tylko mój ojciec mógł pozwolić sobie na taki przepych. Uwielbiał pokazywać władzę, nawet dom musiał wzbudzać respekt. Minąwszy bramę, wjechałem na długi podjazd prowadzący do parkingu aleją drzew.
Jestem na miejscu i widzę, że sporo osób dotarło przede mną, w końcu parking jest zapełniony przez cztery czarne mercedesy. Parkuję i wysiadam z auta, które wyróżnia się na tle innych. Odpalam papierosa, zaciągam się dymem i rozmyślam nad tym, jak do tego wszystkiego mogło dojść. Jestem zły, ale w sumie to za mało powiedziane, bo tak naprawdę jestem wkurwiony i pałam chęcią mordu. Nie mogę się doczekać, aż dorwiemy tego skurwiela, wtedy dowie się, co to znaczy rodzina Kastilo - nie tylko sprzedał, ale również ruszył jednego z nas. Tylko Cesare, ja i mój brat wiemy o konsekwencjach nieudanej dostawy. Straciliśmy najlepszego człowieka, a zarazem prawą rękę ojca - dostarczono nam przesyłkę, z której jasno wynikało, że to dopiero początek. Głowa naszego przyjaciela wysłana w kartonie pełnym krwi, co za chory skurwiel.
Z zamyślenia wyrywa mnie ryk silnika parkowanego porsche. Tak, to mój młodszy imprezowy braciszek Antonio zjawił się na spotkanie.
- Proszę, proszę, kto w końcu zaszczycił nas swoją obecnością. Znudziły ci się imprezki? - witam brata z uśmieszkiem.
- Nie żartuj, dobrze wiesz, że to poważna sprawa. Musimy być w tym razem, bo może się to dla nas źle skończyć - odpiera Antonio.
- Kurwa, wiem.
Muszę mu przyznać rację, nie możemy sobie pozwolić na zlekceważenie wroga. Kolejny raz zaciągam się papierosem. Nie mamy czasu na pogaduszki, nasze role w rodzinie są proste - on zarządza naszymi klubami nocnymi, a ja jestem dwudziestoośmioletnim capo, następcą Don Cesarego, tym od torturowania i bezwzględnych egzekucji.
Udajemy się do gabinetu ojca, nasza posiadłość jest naprawdę ogromna, więc chwilę nam to zajmuje, mimo że od dzieciaka znamy każdy kąt. W końcu docieramy przed drzwi gabinetu i pukamy. Słyszymy, że mamy wejść. W środku czuć śmierć, która ma nadejść, uwielbiam to, przecież, jak mówią, jestem diabłem w ludzkiej skórze.
Don Cesare siedzi na swoim fotelu za mahoniowym biurkiem, obok niego najbardziej zaufany doradca, Norberto Cavalli, oraz najważniejsi ludzie, którzy pilnują interesów w mieście. Moją uwagę przykuwa facet w ciemnym garniturze siedzący na środku gabinetu, nie znam go, chociaż wydaje mi się znajomy. Widać, że prawie sra ze strachu.
- Jesteśmy wszyscy, możemy zaczynać - mówi Don Cesare, a wszyscy zgodnie kiwają głowami. - Doskonale wiecie, że ostatnie sprawy dotyczące dostawy towaru wymknęły nam się spod kontroli. Ktoś doniósł na policję o miejscu i godzinie przerzutu. Musicie starannie zbadać te okoliczności i wskazać osoby, które mogą być za to odpowiedzialne.
Doskonale wiem, że gdyby ktokolwiek coś wiedział, to od razu by nas poinformował. Nieznajomy facet zaczyna się wiercić na krześle. Dziwi mnie, co tutaj robi.
- Dziś jest z nami Josh Young - oznajmia Cesare i spogląda na nieznajomego.
A więc tak się nazywa, ale co on, do cholery, tu robi? Czemu ojciec wtajemnicza go w nasze sprawy?
- To nasz człowiek, który dbał o przerzut towaru, był podwładnym Taylora; kiedy dotarł z nim na miejsce, po chwili gliny zrobiły nalot.
Ojciec dziwnie patrzy na Josha, znam to spojrzenie i zdaję sobie sprawę, że zaraz rozpęta się piekło. W końcu stało się jasne, kim jest; słyszałem o nim, ale nigdy go nie widziałem. Jest mało znaczącym pionkiem, który ma dobrze wykonywać swoją robotę.
- Jak ci się, kurwa, udało uciec przed nalotem? Wiedziałeś o tym? - ryczy Alfonso, jeden z naszych.
- Usłyszałem w oddali radiowozy, więc ostrzegłem wszystkich i zacząłem uciekać. Schowałem się w rowie i czekałem, aż sytuacja się uspokoi, a gliny się zawiną.
Marne wytłumaczenie, jego oddech jest coraz płytszy, co pokazuje jego zdenerwowanie. Widzę wzburzenie wśród wszystkich zebranych, coś tu nie pasuje.
- Jasne, i siedziałeś w tym pieprzonym rowie parę godzin, aż się zmyją, ale pierdolisz. - Alfonso nie wytrzymuje, podchodzi do Josha i chwyciwszy go za szyję, poddusza. - Mów, co wiesz, chyba że ci życie niemiłe.
Cesare wstaje i każe Alfonsowi się uspokoić, usiąść na miejscu. Josh haustem łapie tlen, spogląda na ojca, który stoi i kontynuuje, ale ten jakby nie słyszał.
- Don, naprawdę nie kłamię, wiesz, że jestem wobec was lojalny, nigdy bym was nie zdradził.
Nie chcę w to wierzyć i widzę, że ojciec też mu nie wierzy. Coś mi się w nim nie podoba. A ojciec wie więcej, niż nam mówi.
- Powiedz nam, tu zgromadzonym, jak było tamtego wieczoru; każdy szczegół nam się przyda w szukaniu winnego - odpiera ojciec i siada z powrotem na fotelu.
Dziwi mnie jego opanowanie, gdyż zauważam mięsień drgający na jego policzku. Wszyscy wokół ze spokojem patrzą na Josha i czekają na wyjaśnienia.
- Jechałem, jak kazałeś, w wskazane miejsce razem z Taylorem i całym towarem. Wszystko było w porządku, przysięgam. Dojechaliśmy do magazynu, tam czekali już na nas ludzie. Zaczęliśmy wyciągać towar i przekładać do skrzynek, żeby przewieźć dalej. No i usłyszałem radiowozy. Mówiłem wszystkim, żeby zostawić towar i uciekać, ale Taylor i reszta nie posłuchali, więc sam zacząłem uciekać.
Ciekawe, koleś mnie coraz bardziej drażni; sprawdzam, czy mam broń przy sobie. Jest tam, gdzie zawsze, za paskiem spodni. Słucham dalej.
- Po paru godzinach, jak się uspokoiło i glin nie było, poszedłem do magazynu. Tam nic nie było, wszystko wzięli. Widziałem tylko tę krew na betonie.
Po tych słowach coś się we mnie gotuje, nie panuję nad sobą; w dwóch krokach przemierzam dystans między mną a Joshem. Spoglądam mu w oczy, wyciągam broń i celuję prosto w nogę. Odbezpieczam broń i strzelam. Pada, łapie się za nogę i wyje z bólu.
- O jakiej krwi mówisz? Bo tak się składa, że mam, kurwa, raporty policyjne i nie ma tam o niej ani słowa.
Nikt nie wie, ale zapłaciliśmy za te raporty, żeby wiedzieć, czy tam zginął nasz przyjaciel Taylor.
- Musi być tam wzmianka o krwi, przysięgam przecież zmasakrowali go, dostaliście dowód - mówi niezrozumiałe, zwijając się przy tym z bólu.
Te słowa mnie mrożą, wiem, że go zabiję.
Ojciec wstaje, a Antonio podbiega i łapie mnie za rękę. Wszyscy zgromadzeni zaczynają pytać, o co chodzi, ale ja się wyłączam, nie słucham ich. Mam przed sobą zdrajcę. Nasza trójka doskonale o tym wie, ojciec musiał to wiedzieć wcześniej i dlatego zaprosił go na spotkanie.
Między mną a Joshem pojawia się ojciec.
- Marco, opanuj się, to dom naszej rodziny, nie możesz go tu zabić ze względu na matkę. Trzeba wyciągnąć z niego informacje. I ty, Marco, się nim zajmiesz, jesteś w tym najlepszy.
Kiwam głową, nie mogę sprzeciwić się Don Cesarowi.
Wszyscy są w szoku i patrzą na to, co się dzieje.
- A ty, Josh - Cesare odwraca się do Josha - byłeś na tyle głupi, że sam się wygadałeś. Wiesz, z kim zadarłeś, myślałeś, że będę mieć litość dla ciebie i dla niej. Myślisz, że udało ci się mnie oszukać. Czy ona była tego warta, co, Josh?
- Błagam, don, wybacz mi oni mnie szantażowali; błagam, chciałem ją chronić - prosi ojca o litość Josh.
Patrzę na niego z pogardą i już snuję plany, co będę z nim robić.
- Dobrze wiem, Josh, na kim ci tak bardzo zależy. Chciałeś ją ochronić, ale przed nami jej nie ochronisz.
- Boże, tylko nie ona, powiem wam wszystko, ale nic jej nie róbcie.
Stoję i przyglądam się, jak Josh płaszczy się przed Don Cesarem, na którego twarzy widnieje złowieszczy uśmiech. Rana Josha coraz bardziej krwawi, a ten mimo to błaga o litość dla niej. Ciekawe, kim ona jest. Nie mogę już wytrzymać i uderzam go w głowę pistoletem, a on traci przytomność.
- Weźcie to ścierwo do piwnicy magazynu. Opatrzcie go, żeby nie zdechł, bo czeka go większa zabawa - informuję Antonia i Alfonsa.
Patrzę, jak wciągają go na prześcieradło, żeby potem wynieść.
- Teraz musimy dowiedzieć się, kto mu to zlecił, co zdradził o nas i najważniejsze, jaką wtykę mają w policji, skoro cała jest pod naszym wpływem, a mimo to zrobili nalot. Ty, Marco... - mówi Cesare, kiedy wynoszą Josha. - Wyciągnij z niego wszystkie informacje, a później zajmiesz się jego dziwką; tu, w kopercie, masz wiadomości o niej.
Mam świadomość, że on wiedział już wszystko przed spotkaniem.
- Z wielką chęcią to uczynię, ojcze - oznajmiam i nie słucham niczego więcej.
Zalewa mnie chęć mordu, nie mogę doczekać się torturowania Josha. A tą dziwką zajmę się później. Chowam kopertę do kieszeni i ruszam za chłopakami, którzy wynoszą Josha. Nigdy nie igra się z diabłem...