Wstęp
Wstęp
(Strach)
Nastoletnim dziewczynom chce się krzyczeć.
Chcą wydobyć z siebie oczyszczający, ogłuszający, zdecydowany,
niepowstrzymany krzyk. Transformacyjny krzyk, który zburzy mury
emocjonalne i dotrze do prawdy. Okrzyk bojowy tak głośny, że roztrzaska
szklany sufit, który mają nad sobą, i zniszczy to, co próbuje je
powstrzymać. Krzyk, który zmusi wszystkich, by posłuchali, naprawdę
posłuchali.
Nie chodzi o krzyk z irytacji, który słyszymy w chwilach, gdy są
rozdrażnione, lecz raczej o krzyk wynikający z ich ogromnej siły, krzyk,
który wstrząśnie światem. Krzyk, którego nie słyszymy, bo jest uwięziony
w środku, stłumiony przez świat, który czuje strach przed nastolatkami.
Strach, który je ucisza.
Mówi się o nich z lekceważeniem, że "działają pod wpływem hormonów", są
"szalone" i "emocjonalne". To wszystko osłabia ich głos, aż w końcu
zupełnie milkną. Narracja strachu stała się normą do tego stopnia, że
już nawet jej nie kwestionujemy. Łatwo wymienić przykłady tego zjawiska,
bo są tak powszechne i dobrze nam znane:
Rodzice, którzy spodziewają się dziecka i czują ulgę, gdy okazuje się,
że będą mieli syna, bo słyszeli o przerażającym chaosie emocjonalnym u nastolatek.
Matki, które pamiętają, jak często kłóciły się ze swoimi mamami, i teraz
boją się, że ich nastoletnie córki je znienawidzą.
Ojcowie, którzy martwią się tym, że muszą chronić swoją małą córeczkę
przed zalotami chłopców, i próbują kontrolować jej decyzje.
Szkoły obawiające się ubioru nastolatek i wprowadzające zasady, które
mają zagwarantować ich "skromność".
Dorośli przestraszeni seksualnym nacechowaniem informacji pojawiających
się w feedach w mediach społecznościowych nastolatek, którzy surowo
oceniają je jako "płytkie", "zbyt seksowne" i "nieodpowiedzialne".
Banał? Oczywiście. Ale również dominujący w społeczeństwie stereotyp na
temat nastolatek. Ten strach wkrada się w naszą własną niepewność, bo
wiemy, że nastolatka w każdej chwili może zranić nas do żywego ostrym,
wnikliwym komentarzem. Nawet osobom, które starają się być wsparciem dla
nastolatek, łatwo jest ulec powszechnemu w naszym społeczeństwie lękowi
przed jej opiniami, emocjami i potencjałem seksualnym. Dużo łatwiej jest
chować się za murami niezrozumienia i unikania. Bo jeśli naprawdę się
przyjrzymy... zobaczymy ogromną, oszałamiającą siłę nastolatki.
Siłę, która była ograniczana, wypaczana i powstrzymywana, bo ludzie nie
wiedzą, co z nią zrobić. Nie wiedzą, jak nawiązać z nią kontakt. Ze
strachu i braku zrozumienia tłumimy wyzwolonego, silnego, żarliwego
ducha dziewczyny o radosnej, uśmiechniętej, nieograniczonej twarzy, aż
pogrąży się w perfekcjonizmie i zadowalaniu innych. Aż pochłonie ją
typowy dla nastolatków niepokój. W ciągu wieloletniej pracy z nastoletnimi dziewczynami dowiedziałam się, że od dawna skutecznie
tłumimy kompletnie niedocenianą siłę tego świata.
Przez ostatnich szesnaście lat dostępowałam wielkiego i rzadkiego
zaszczytu -?byłam obdarzana zaufaniem przez nastolatki. Jako prywatna
tutorka i mentorka mam okazję godzinami prowadzić z nimi w skupieniu
głębokie, osobiste rozmowy na nurtujące je tematy. Chcę wszystkim
przedstawić mózg nastolatki, który przed wejściem mógłby mieć tabliczkę
z napisem: "Tu nie jest płytko. Tylko dla pływaków, którzy poradzą sobie
w głębokiej wodzie". Jej mózg jest wypełniony pytaniami i przemyśleniami
dotyczącymi relacji, historii świata, seksizmu, pewności siebie,
psychologii, ocen szkolnych, zaburzeń odżywiania, mediów
społecznościowych, matematyki, rasizmu, miłości, antykoncepcji,
literatury, odporności psychicznej, kolonializmu, obrazu ciała, chemii,
telewizji, sprawiedliwości społecznej, gramatyki, chłopaków, finansów,
Boga, nauczycieli, sportu, tożsamości queerowych, studiów,
samowspółczucia, celebrytów, języka hiszpańskiego, lęku, seksu, zmiany
klimatu, ortografii, feminizmu, emocji, sprawdzianów, mody, biologii,
stresu, etyki, rodziców, napaści na tle seksualnym, filmów, polityki,
odrzucenia, różnych profesji, zdrowia psychicznego, wolontariatu,
przemocy w szkole, perfekcjonizmu albo jednej z ośmiu milionów
pozostałych kwestii, o których ciągle myśli.
Prowadzimy niekończące się rozmowy, bo jest to niezwykle wyjątkowa i bezpieczna przestrzeń, w której zachęcam nastolatkę, by była w pełni
sobą. Przy mnie może być dziewczyną, która chce krzyczeć, bo mówię jej,
że ja też wciąż mam tamtą dziewczynę w sobie.
Stałam się osobą, do której nastolatka pisze wiadomości o dziesiątej
wieczorem, gdy ogarnia ją lęk i potrzebuje otuchy. Dzieli się ze mną
zarówno swoim stresem, popłakując, jak i sukcesami podczas uroczystego
posiłku i wie, że jestem osobą, która wierzy jej i wierzy w nią. Jestem
osobą, która przynosi jej donuty, by uczcić to, że zrobiła coming out
przed przyjaciółkami. Jestem osobą, która zgadza się, że Timothée
Chalamet jest naszym skarbem narodowym, a także która zawsze chętnie
porozkminia trójkąty miłosne, których pełno jest w ulubionych serialach
nastolatek. Czytamy również wakacyjne książki i potem rozmawiamy o nich
w czasie wędrówek. Jej rodzina często zaprasza mnie do udziału w ważnych
chwilach, więc siedzę na jednym z miejsc przeznaczonych dla rodziny
podczas bat micwy albo zostaję poproszona o poprowadzenie w przyszłości
jej ceremonii ślubnej. Nie wchodząc w niezwykle istotną rolę rodzica,
buduję z nastoletnimi dziewczynami relację pełną swobody i troski, która
rodzi się ze spędzania razem tak dużej części naszego życia.
Ważnym celem przyświecającym mi podczas pisania tej książki jest
przekazanie mikrofonu nastolatkom, byśmy wszyscy mogli ich posłuchać i usłyszeć ich głos. Te dziewczyny nauczyły mnie więcej, niż ja nauczyłam
je. Towarzyszyłam im w bardzo trudnych sytuacjach, a lekcje, które z nich wyniosłam, mogą się przydać wszystkim. Gwarantuję ci, że jeśli masz
w swoim życiu nastolatkę, to kiedy przeczytasz tę książkę, nauczysz się
ją lepiej rozumieć i wspierać, a także nawiążesz z nią lepszy kontakt. A jeśli w twoim życiu nie ma żadnej nastolatki, obiecuję, że z lekcji,
którymi dzielą się w tej książce nastoletnie dziewczyny, wyciągniesz
wiele dla siebie i dzięki nim rozwiniesz się i zaznasz uzdrowienia.
Nastolatki reprezentują zmianę, której wszyscy pragniemy, a także
strach, który nas powstrzymuje.
Mądrość i siła nastoletnich dziewczyn to książka oparta na tysiącach
godzin spędzonych z ponad setką nastolatek o różnym statusie
społeczno-ekonomicznym, różnych zdolnościach, z różnych miejscowości, o różnej orientacji seksualnej, religii, pochodzących z różnych środowisk
kulturowych, a mniej więcej połowa z nich identyfikuje się jako osoby
niebiałe. Tematy wszystkich rozdziałów wybrały dziewczyny, które
opowiadały mi o swoich konkretnych problemach. Każdy z rozdziałów
opisuje, czego nauczyłam się od nastolatek na temat danego problemu.
Odkryłam, że klucz do dobrego samopoczucia dziewczyna ma w swoim
wnętrzu, ale potrzebuje po prostu kogoś, kto uwierzy w to, że będzie
potrafiła go odnaleźć.
W wielu książkach autorzy podchodzą do nastolatek z góry, doradzając
rodzicom, jak mają sprawić, by córka robiła to, czego chcą, ponieważ to
dorośli mają władzę. My natomiast zapytamy nastolatkę, czego chce ona
sama. Mam nadzieję, że efekty pozytywnie cię zaskoczą. Spodziewaj się
niespodzianek. Te dziewczyny pokazują nam wszystkim nową ścieżkę
naprzód.
Ta książka to osobisty, odważny skok na głęboką wodę. Woda ta pozostaje
w znacznej mierze niezbadana. Piętnastoletnia Waverly nie kryła
entuzjazmu, mogąc podzielić się swoimi doświadczeniami, a wyrzuciwszy z siebie całą masę głębokich przemyśleń, stwierdziła:
-?Całe życie czekałam, aż ktoś zada mi te pytania!
Nastoletnie dziewczyny uwielbiają, gdy zadaje się im inteligentne,
konkretne pytania. Nie pytania z ukrytą intencją, nie pytania, które
mają na celu zacieśnienie więzi, nie ogólne pytania w stylu: "Jak tam w szkole?". Lubią pytania dotyczące ich szczerej opinii na tematy
wymienione w tytułach rozdziałów. Co ciekawe, kiedy mówiłam nastolatkom,
że piszę tę książkę, wiele z nich wykrzyknęło:
-?To dobrze, bo pani naprawdę mnie rozumie!
Dowiedziałam się, że nastolatki wciąż czują się kompletnie
niezrozumiane. Zainspirowało mnie to, by zadać im pytanie:
-?Gdybyście mogły wybrać jedną rzecz dotyczącą nastolatek, którą dorośli
powinni lepiej rozumieć, co by to było?
Często odpowiadały:
-?Jesteśmy o wiele mądrzejsze, niż myślicie.
Kiedy zapytałam szesnastoletnią Peetę, która nie udzieliła takiej
odpowiedzi od razu, przewróciła oczami i powiedziała:
-?No cóż, to aż zbyt oczywiste. Oczywiście, że jesteśmy mądrzejsze, niż
się dorosłym wydaje. Szczerze mówiąc, chciałabym, żeby lepiej rozumieli
tyyyyle rzeczy. Właściwie wszystko.
Tak właśnie brzmiała kolejna częsta odpowiedź:
-?Wszystko.
Mam nadzieję, że wyjawiając w tej książce liczne ich tajemnice, zmienię
powszechny sposób postrzegania nastolatek, ponieważ kiedy czują się
rozumiane, rozkwitają. Są wówczas w stanie osiągnąć szczęście, siłę i poczucie, że są kompletnymi osobami.
Kiedy mówię rodzicom, że przy mnie nastoletnie dziewczyny się otwierają
i dzielą się ze mną osobistymi przemyśleniami, z niedowierzaniem
marszczą czoło:
-?Jak to pani robi? Ze mną ona nie chce rozmawiać! Jest niemiła. W ogóle
nie słucha! Jest zbyt fajna, żeby ze mną gadać. Jest taka emocjonalna.
Warczy na mnie! Nie wiem, dlaczego mnie nienawidzi!
Słyszę was i wam pomogę.
Być może sięgasz po tę książkę, bo masz problem z nawiązaniem kontaktu z córką albo z okazywaniem jej zrozumienia. W tej książce pokazuję, jak
można osiągnąć czystą kartę, by nawiązać głębszą więź z nastolatką. Tak
wielu rodziców pytało mnie, jak mają rozmawiać z córkami, że poczułam
inspirację, by przedstawić wam słowa, pytania i komentarze, które będą
miały największy wpływ na nastolatkę.
A ponieważ zależy mi na skuteczności, na końcu każdego rozdziału
opisałam pięć głównych myśli, a w Załączniku nr 2 umieściłam poradnik
zawierający konkretne słowa, które pomogą wam pogłębić rozmowy i nawiązywać kontakt nie tylko z nastolatkami, lecz również z samymi sobą
i z innymi osobami.
By nastolatki nie przewracały oczami, słysząc twoje pytania, przedstawię
ci sformułowania, dzięki którym pogłębisz rozmowy, tak by w waszej
relacji pojawiło się więcej podziwu i szacunku. Ponadto pokażę ci, jak
można szczerze komunikować się w sposób, który dziewczyna jest w stanie
usłyszeć i przyjąć. Dzięki temu nie będzie się czuła tak bardzo
niezrozumiana. Będzie się czuła dostrzeżona i usłyszana.
A kiedy tak się stanie, zdecydowanie bardziej cię polubi. A ty bardziej
polubisz ją.
Wtedy zrobi się naprawdę fajnie. Pokażę ci magię, której można
doświadczyć, kiedy nastolatka czuje się na tyle bezpiecznie, by
autentycznie być sobą. Jest to przestrzeń pełna wzlotów i upadków, a także ogromnej miłości.
Mam z nastolatkami inną relację niż nauczycielki i terapeutki, bo to
inny rodzaj zażyłości, który nie wymaga oceniania. Moje przemyślenia nie
wynikają z doświadczenia klinicznego czy też akademickiego, lecz z wieloletniej pracy w roli mentorki, podczas której nawiązywałam kontakt
z nastolatką kilka razy w tygodniu -?osobiście, przez FaceTime,
komunikator, pocztę głosową, wiadomości prywatne na Instagramie albo w staroświecki sposób, czyli (uwaga!) przez telefon. Bywałam u niezwykle
wpływowych rodzin, a jednocześnie w ramach wolontariatu poświęcałam czas
na pracę z dziewczynami z zaniedbanych środowisk, na przykład od
niedawna jestem dyrektorką do spraw mentoringu w DemocraShe, organizacji
non profit, która w całych Stanach Zjednoczonych zachęca i przygotowuje
licealistki z różnych środowisk do obejmowania stanowisk kierowniczych.
Pamiętaj, że kiedy wspominam w tej książce o rodzicach, podchodzę do
nich z ogromem współczucia, miłości i szacunku. Czuję się niezwykle
zaszczycona i wdzięczna za zaufanie, którym obdarzyli mnie rodzice
dziewczyn, które wspierałam. Sama nie jestem rodzicem, co zdecydowanie
ułatwiło mi wstęp na terytorium, na które rodzice często nie są
wpuszczani. Dziewczyny mówiły mi, że łatwiej jest im przyznać się do
błędów przede mną, bo nie czują presji, nie czują się oceniane i nie mam
"vibe'u rodzica", co pomaga stworzyć przestrzeń, w której mogą czuć się
na tyle bezpiecznie, by pozwolić sobie na ogromną szczerość. Pełniłam w życiu nastolatki inną rolę, z pewnością nie tak trudną i złożoną jak
rola rodzica. Cieszę się, że dzięki temu miałam szansę poznać od środka
bardzo ludzkie, powszechne problemy dziewczyny i doświadczyć pełnego
spektrum jej mądrości.
Mądrości? Tak. Często myślimy, że wiek albo doświadczenie to główna
miara mądrości. Czas daje nam ważne lekcje, ale na podstawie historii
widzę, że nie słuchamy naszej młodzieży, mimo że to ona zawsze stała na
czele ruchów na rzecz rozwoju. Od protestów w sprawie wojny wietnamskiej
po dzisiejsze działania przeciwko zmianie klimatu -?młodzi ludzie
domagają się naszej uwagi. Ale my ich lekceważymy, bo sądzimy, że ze
względu na wiek nie mają zdolności, by zrealizować swoje postulaty. I w tej sprawie również ich nie doceniamy. Sfrustrowana osiemnastoletnia
Harper chce, byśmy wiedzieli, że:
-?Nastolatki mają niewiarygodnie głębokie myśli i uczucia. Ale w wyniku
socjalizacji spodziewamy się oceniania. Społeczeństwo wybija nam z głowy
silne dążenie do autoekspresji.
Na kolejnych stronach tej książki spojrzysz na społeczeństwo oczami
nastolatki. Żyjemy w świecie, który aż się prosi o przemianę, bo jest
pełen ludzkiego bólu, a zmiany w kierunku sprawiedliwości i uzdrawiania
rzeczywistości dzieją się powoli. W tym świecie nastoletnim dziewczynom
jest trudno.
W ciągu ostatnich trzech lat w amerykańskich mediach pojawiło się
mnóstwo artykułów, w których pisano o tym, że "nastoletnie dziewczyny
nie czują się dobrze", "nastoletnie dziewczyny wykazują rekordowy poziom
smutku" i że "wśród nastolatek panuje kryzys zdrowia psychicznego"... tak,
wiem, witaj w mojej książce.
Przedstawię w niej pewne niepokojące dane statystyczne dotyczące
problemów nastolatek, choć w chwili, gdy będziesz ją czytać, te
informacje mogą już być nieaktualne... albo i nie. Zachęcam do wyszukania
w internecie danych statystycznych na ten sam temat i sprawdzenia, czy
się zmieniły z upływem czasu. Bardzo liczę na to, że tak, ale jeśli nie,
oznacza to, że: wciąż robimy to samo, co dawniej.
Znajomość problemów nastolatek pomaga nam zrozumieć, jak moglibyśmy
stworzyć inny świat. Jeśli chcemy, by nastolatki czuły się pewne,
kompletne i silne, to właśnie o tej kwestii musimy rozmawiać.
Siedemnastoletnia Lauryn stwierdziła:
-?Chciałabym, żeby dorośli rozumieli, że mamy w sobie tyle intensywnych
uczuć, bo czujemy ogromną presję z każdej strony. Nie mamy innego
wyjścia jak gwałtownie na to reagować.
Ja sama potrzebowałam odkryć w sobie dawną nastolatkę, która czuła tak
wielką presję ze wszystkich stron. Obecnie w dziedzinie zdrowia
psychicznego dużo mówi się o uzdrowieniu wewnętrznego dziecka, ale nie
mówi się aż tyle o uzdrowieniu wewnętrznej nastolatki. Wiek dojrzewania
to zupełnie odrębny etap rozwojowy. To właśnie w tym okresie mojego
życia przytłoczyła mnie presja rodziny i społeczeństwa. Teraz na nowo
nawiązuję kontakt ze swoją wewnętrzną nastolatką, podchodząc do niej z nowym uczuciem miłości i pozwalając, by jej głos został usłyszany.
Dzięki temu, że w ten sposób uzdrowiłam siebie, jestem w stanie dać
nastolatkom to, czego sama rozpaczliwie potrzebowałam, kiedy byłam w ich
wieku. Miałam w sobie zapalniki, które musiałam rozbroić, by nawiązać
głębszy kontakt z dziewczynami. Dzięki temu, że lepiej zrozumiałam swoją
wewnętrzną nastolatkę, lepiej zrozumiałam również dziewczyny, które
wspieram, i ciebie również zachęcam do podobnej refleksji, ponieważ
pomoże ci to nawiązać bardziej pogłębiony kontakt z nastolatką, która
jest częścią twojego życia. Otwarcie podzielę się niektórymi wycinkami
swojej historii, by pokazać ci na swoim przykładzie, jak to może
wyglądać. Tak jak znane mi dziewczyny, byłam przesiąknięta strachem
pochodzącym ze świata.
Teraz jasno widzę, ile strachu wpajamy dziewczynom, i zaobserwowałam,
jak to ucisza dziewczynę, sprawiając, że jej krzyk wydaje się uwięziony
w jej wnętrzu. To uciszanie wywołuje niepokój. A niepokój nastolatki
jest silny.
Jak powiedziała mi piętnastoletnia Jade:
-?Ten niepokój wynika z tego, że czuję w sercu, że różne rzeczy są nie w porządku. Nie chcę tworzyć świata, w którym będzie więcej tego
niepokoju. Nastolatki mają ducha walki, bo dokładnie widzą, co jest nie
tak.
Mądrość i siła nastoletnich dziewczyn pokazuje, co nastolatki chcą
powiedzieć światu o tym, co jest z nim nie tak. Te dziewczyny znają
rozwiązania, ale musimy wzmacniać ich głosy, a nie je uciszać.
Nastolatki mają ducha walki, który może być siłą niosącą zmiany na
lepsze. Mają wizję przyszłości, która daje mi wielką nadzieję. Ich silny
głos może zmotywować nas do podejmowania odważniejszych decyzji. Ich
dynamiczne emocje mogą otworzyć nasze serca. Ich mądrość może pokazać
nam, jak być bardziej ludzkim.
Ta książka pomoże nam stworzyć świat, który doceni nastoletnie
dziewczyny. Są one siłą, z którą musimy nawiązać kontakt -?dlatego
zamiast je tłamsić, lekceważyć, oceniać, zmieniać, kontrolować,
umniejszać im i się ich bać, słuchajmy nastolatek i kochajmy je
dokładnie takimi, jakie są.
KELSEY SUTTON
Rozdział pierwszy. Uczucia
ROZDZIAŁ PIERWSZY
UCZUCIA
"Jedynie w otwartej, wolnej od wartościowania przestrzeni możemy
przyznać się do naszych prawdziwych uczuć"2.
Pema Cziedryn
Madelyn to niezwykle wrażliwa
siedemnastolatka, która ogólnie jest bardzo spokojną osobą. Kiedy jednak
pojawia się na ekranie mojego komputera, bo jesteśmy jak co czwartek
umówione na rozmowę przez FaceTime, jest ewidentnie wyczerpana i zdenerwowana, a jej ból wylewa się z niej jak potężna fala.
Kiedy proszę ją, by opowiedziała mi o tym coś więcej, opisuje kłótnię, w którą wdała się dzisiaj z przyjaciółkami. Sama znam ten rodzaj kłótni, i to aż zbyt dobrze. Kiedy próbujesz umówić się ze znajomymi na weekend,
uwzględniając plany wszystkich osób, próbując wszystkich uszczęśliwić, a potem to nie wypala, ciężka praca idzie na marne i nikt jej nie docenia.
Gdy słucham Madelyn, przychodzą mi do głowy liczne rady, których
mogłabym jej udzielić. Mam o dwadzieścia lat więcej doświadczenia w planowaniu spotkań ze znajomymi -?mam to w jednym palcu. Dokładnie wiem,
jak rozwiązać jej problem. Powiem jej, co zrobiła źle i jak to naprawić.
Tego chce, prawda?
Większość osób czytających tę książkę już wie, że próby mówienia
nastolatce, co ma zrobić... nie skończą się dobrze. Jej oczy zaszklą się w ciemności, a potem, zrywając nić porozumienia, warknie: "Nieważne!",
"Nie wtrącaj się!", "Nie wiesz, o czym mówisz!", "Nie rozumiesz!".
Mimo to wszyscy rodzice czasem wpadają w tę pułapkę, ale ja nauczyłam
się, że odruch, by doradzić i naprawić sytuację, wynika z ogólnego
niezrozumienia, czego ludzie, wszyscy ludzie, naprawdę potrzebują w takiej chwili.
Czekam, aż Madelyn skończy opisywać swoje przejścia. A potem mówię:
-?No, beznadzieja.
Słuchałam, jak w trakcie opowieści opisywała swoje uczucia, i zapamiętywałam konkretne słowa, których użyła. Odpowiadam niczym
lustrzane odbicie:
-?Rozumiem, dlaczego mogłaś się poczuć sfrustrowana i wkurzona.
Rozumiem, dlaczego ci przykro, że przyjaciele nie szanują twojego czasu
i wysiłku. Zwłaszcza że chciałaś po prostu, żeby wszyscy miło spędzili
razem czas. To beznadzieja.
Widzę, jak twarz i całe ciało Madelyn rozluźniają się. W jej głosie
słychać napływ emocji, gdy odpowiada:
-?Dziękuję, że mnie pani wysłuchała. Żadna z moich przyjaciółek mnie nie
rozumiała, nie wiedziały, o co mi chodzi.
Widzę, jak emocjonalny kamień spada jej z serca. Madelyn prostuje się na
krześle. Jej uśmiech jest szerszy, ton głosu spokojniejszy, a porozumienie między nami coraz głębsze. Poczuła się dostrzeżona,
usłyszana i zrozumiana, a ja jedynie przyznałam, że jej emocje są
uzasadnione. Niczego za nią nie naprawiłam, co z reguły jest naszym
pierwszym odruchem.
Należy wyraźnie stwierdzić: to nie jest manipulacja ani fałszywa
szczerość. Naprawdę postawiłam się w sytuacji Madelyn i starałam się
wyobrazić, jak ja bym się czuła, gdybym była na jej miejscu. Dzięki
empatii było mi łatwiej zrozumieć i uszanować jej uczucia. Okazałam to,
powtarzając słowa, których sama użyła, kiedy opisywała swoje
doświadczenie. Zaufała, że jej wysłucham. Zaufała, że przyjmę ją taką,
jaka jest, i nie zacznę od razu wygłaszać kazań o tym, jaką lekcję
powinna wyciągnąć ze swojego doświadczenia.
Dowiedziałam się, że takie podejście nazywa się zapewnianiem
przestrzeni. Być może nie zdarzyło ci się słyszeć tego terminu, a może
właśnie przewracasz oczami, bo słyszysz go często. Tak czy inaczej nie
znalazłam lepszego terminu i dopóki żaden się nie pojawi, będę to
nazywać zapewnianiem przestrzeni.
Chciałabym, by uznawanie cudzych emocji przychodziło mi naturalnie, ale
nie, to podejście wykształciłam w trakcie wielu bolesnych chwil podczas
rozmów z dziewczynami. Zderzam się wtedy z ich mechanizmami obronnymi i walę głową w lodowy mur, który nastolatka postawiła tak szybko, jakby
była królową Elsą. Nastolatka broni się natychmiast i zdecydowanie. Nie
można z nią igrać. I z czasem zaczęło mi się to bardzo podobać. Patrzę
na te mechanizmy obronne z szacunkiem, bo widzę, że dziewczyna chroni
samą siebie. Wyznacza granicę i choć może czasem zabrzmieć ostro, mimo
wszystko jest to jedno z narzędzi w jej wciąż rosnącej skrzynce.
Dorośli natomiast, gdy opowiedzą komuś jakąś trudną sytuację ze swojego
życia, potem cierpliwie słuchają rad, ocen, pozytywnych interpretacji,
bagatelizujących komentarzy i pouczania, cały czas sztucznie się
uśmiechając i zakopując irytację i żal głęboko w swojej duszy, które
wyłaniają się później, gdy wybucha kryzys wieku średniego. Być może
moglibyśmy to wszystko zdusić w zarodku i powiedzieć: "Nie prosiłam o rady w tej sprawie". Jednak brzmi to dość ostro, bo najwyraźniej nikt
nie jest przyzwyczajony do komunikowania granic.
Granice wydają się nieprzyjemne i niekomfortowe -?być może dlatego, że
tak mało mamy doświadczenia w ich stosowaniu? Nastolatki nauczyły mnie
wiele o granicach, ale dowiedziałam się również, że lodowy mur nie
będzie potrzebny, jeśli po prostu nauczymy się, jak zapewniać przestrzeń
na uczucia innych osób.
W szczególności nauczyłam się, że w zapewnianiu przestrzeni kluczowa
jest komunikacja. Nikt nie potrafi czytać innym ludziom w myślach.
Najlepszym sposobem, by sobie z tym poradzić, jest ujmowanie wszystkiego
w formie pytań. Kiedy widzę, że dziewczyna przeżywa trudne emocje, pytam
ją:
-?Czego teraz potrzebujesz? Chcesz, żebym po prostu posłuchała, jak
wyrzucasz to z siebie?
Odpowiedź często brzmi "tak" i wtedy po prostu pozwalam dziewczynie
uwalniać z siebie emocje.
Jeśli mam pomysły na rozwiązanie problemu, ZAWSZE ją pytam, czy chce je
poznać, zanim je przedstawię. Co ciekawe, jeśli najpierw zapewnię jej
przestrzeń, potem zwykle prosi mnie o radę -?a słowo klucz to tutaj:
"prosi". Właściwie to przedziwne, że po prostu nie możemy się zamknąć i więcej słuchać, bo wygląda na to, że często sytuacja byłaby wtedy
łatwiejsza i oszczędzilibyśmy dziewczynom kolejnych zranień.
Idea zapewniania przestrzeni to kluczowa lekcja, którą dostałam od
nastolatek. Kiedy ktoś bez komentarza wysłuchuje cudzych uczuć, tworzy w ten sposób kojącą przestrzeń, w której druga osoba może w zdrowy sposób
przepracować emocje, poczuć się zrozumiana, a także nawiązać głęboki
kontakt ze swoją ludzką naturą.
Nauczyłam się, że to zdecydowanie najlepszy sposób okazywania miłości i wsparcia nie tylko nastoletnim dziewczynom, lecz wszystkim ludziom.
Dlaczego zatem ludzie nie stosują tej metody częściej?
No cóż, by zapewniać innym taką przestrzeń, trzeba czuć się komfortowo z uczuciami. Z silnymi uczuciami znanymi również jako... uczucia. Uczucia
często są silne, ale tak dobrze je blokujemy, ignorujemy, tłumimy i ich
unikamy, że kiedy widzimy nastolatkę, która CZUJE SWOJE UCZUCIA, może
nam się wydawać, że u niej są one wyjątkowo intensywne.
Nastolatki słyną z tego, że czują swoje uczucia. Bierze się za pewnik,
że jeśli masz córkę, musisz przygotować się na emocjonalny rollercoaster
olimpijski połączony z biegiem z przeszkodami, w którym od razu jesteś
na straconej pozycji i wypadasz z torów, po czym lądujesz w kupie błota,
które masz teraz rozsmarowane po całej twarzy. Ogólnie rzecz biorąc,
rodzice nastolatek słyszą: "Powodzenia, ale na pewno polegniesz". A jaką
ostrą amunicją dysponują te nastolatki? Silnymi uczuciami.
Kiedy zapytałam nastolatki o to, co chciałyby, by dorośli lepiej
rozumieli na ich temat, wiele z nich podzieliło się ze mną
przemyśleniami na temat wyrażania emocji.
Piętnastoletnia Keisha powiedziała:
-?Chciałabym, żeby moi rodzice po prostu pozwolili mi wyrażać uczucia.
Kiedy jestem smutna, oni tego nie rozumieją. Zachowują się, jakbym była
za mało odporna.
Czternastoletnia Viola powiedziała:
-?Wcale nie z powodu hormonów jesteśmy emocjonalne i mamy uczucia. Każdy
ma uczucia, tylko że my po prostu je czujemy.
Najsilniejsze uczucia u nastolatek widziałam często podczas rekrutacji
na studia. Są one szczególnie intensywne, kiedy dziewczyna odczuwa
presję związaną z tym, że reprezentuje pierwsze pokolenie w swojej
rodzinie, które ubiega się o przyjęcie na uczelnię, albo kiedy nie ma
dostępu do zasobów, które mogłyby ułatwić proces rekrutacji. Silne
uczucia pojawiają się niezależnie od tego, czy nastolatka stara się
dostać do miejscowej uczelni czy na któryś z uniwersytetów należących do
Ivy League. Pojawiają się również wtedy, gdy dziewczyna zastanawia się
nad tym, czy w jej przypadku studia są realne, czy ją na nie stać i czy
będą dobrą decyzją. Nawet u dziewczyn, którym się poszczęściło na tyle,
że otrzymują wsparcie finansowe i pomoc w pisaniu podań o przyjęcie na
studia, cały proces wiąże się z zaskakująco silnymi emocjami, ponieważ
muszą one stawić czoła ogromnym oczekiwaniom z zewnątrz i swoim własnym.
Studia zdają się odzwierciedlać całą przyszłość nastolatki, jej
marzenia, dynamikę relacji z rodzicami, szczęście, szansę na sukces i poczucie wartości -?a to wszystko zależy od jednej decyzji: czy jej
podanie zostanie przyjęte, czy odrzucone. Jest w tym... Bardzo. Dużo.
Niepewności.
Niepewność i brak kontroli wywołują ogromny dyskomfort. Bardzo
chciałabym móc powiedzieć rodzicowi, że bez wątpienia jestem w stanie
pomóc jego córce dostać się na jej wymarzoną uczelnię. Ale nie mogę.
Wobec tego krążę w wirze niepewności, starając się dopilnować, by nikt -
ani dziecko, ani rodzic -?nie zatonął w niepokoju, w złudnym poczuciu
kontroli i kryzysie tożsamości, do którego najwyraźniej zawsze dochodzi
w trakcie rekrutacji na studia. To niekomfortowe i wówczas zapewniam
przestrzeń na wiele uczuć.
Kiedy przychodzi do mnie dziewczyna i szlocha, niepokojąc się studiami,
mogę też unikać jej uczuć i je ignorować. Mogę na siłę popychać ją do
przodu, by wykonywała w terminie niekończące się zadania i pisała
idealne prace pisemne. Próbowałam tak robić.
Siedemnastoletnia Joon siedziała przy stole w salonie i patrzyła na mnie
w panice trzy razy w tygodniu. Wydawało się, że wszystko w jej życiu
zależy od tego, czy dostanie się na Uniwersytet Yale. I kiedy dawała się
ponieść niepokojowi, kierowałam jej uwagę na zadania do wykonania, tak
naprawdę jej nie słuchając.
Unikając jej uczuć i je ignorując, nie wysłuchałam jej i nie rozumiałam
jej potrzeb. Czułam się zbyt niekomfortowo i za bardzo martwiłam się o to, by osiągnęła bardzo konkretny rezultat, a do tego dochodziła presja
ze strony rodziców. Słowami mówiła, że jej wymarzona uczelnia to Yale,
ale dlaczego w takim razie, gdy poruszała temat Uniwersytetu Michigan,
cała aż promieniała? Kiedy wracam pamięcią do naszych rozmów, słyszę jej
uczucia wyrażone z jasnością, którą teraz odkrywam. Uniwersytet Michigan
wywoływał w niej ekscytację, ciekawość i inspirację. Uniwersytet Yale
wywoływał w niej niepokój, przytłoczenie, strach i niepewność. Zamiast
poświęcić czas na te uczucia, dostrzec je, pozwolić jej poczuć je w pełni, na siłę brnęłyśmy dalej.
Ten nawyk wyrabiamy sobie często na wczesnym etapie życia, by unikać
nieprzyjemnych uczuć. Taki mechanizm radzenia sobie stosujemy, kiedy
stykamy się z niepewnością. Choć dzięki niemu możemy mieć najlepsze
oceny na świadectwie, jednocześnie odcina nam on cenny kontakt z naszymi
emocjami. W okresie dorastania sądziłam, że jeśli w sprawie jakiejś
emocji nie ma rozwiązania, to po co właściwie mam ją czuć? Przecież
byłaby to fanaberia.
Jak wiele dziewczyn nauczyłam się tego w okresie nastoletnim, kiedy moje
uczucia były tak intensywne, że aż przerażające. Odnosiłam wrażenie, że
nikt z mojego otoczenia nie jest w stanie udźwignąć moich uczuć, więc
ich wyrażanie nie było bezpieczne. Z powodu strachu i braku poczucia
bezpieczeństwa zamykałam się w sobie i brnęłam dalej.
Joon i ja utknęłyśmy w strefie stłumionych uczuć, bo tak szybko
brnęłyśmy przez przygotowania podań, że nawet nie zorientowałyśmy się,
co Joon czuje. Nie mogłyśmy zwolnić, by dostrzec, na którą uczelnię Joon
tak naprawdę chce się dostać, bo wymagałoby to więcej odwagi i wrażliwości. Joon i ja musiałybyśmy również przeprowadzić bardzo trudną
rozmowę z jej rodzicami, którzy skupieni byli głównie na mniejszych
uczelniach o prestiżowych nazwach w Nowej Anglii. Teraz wyraźnie widzę,
że Joon i ja byłyśmy tak pochłonięte tym, żeby "dalej, dalej, dalej,
działać, działać, działać" w trakcie intensywnego procesu przygotowań do
rekrutacji, że wydawało się, że nawet nie mamy czasu na przepracowanie
jej uczucia ekscytacji na myśl o większej uczelni, a nie o Nowej Anglii.
Przepracowanie uczuć wymaga czasu i na własnej skórze nauczyłam się, że
strach przerywa ten proces. Byłyśmy tak odcięte od uczuć, że Joon nawet
nie złożyła podania o przyjęcie na Uniwersytet Michigan.
I nie dostała się na Yale. Wylądowała w Amherst, gdzie była bardzo
nieszczęśliwa. Na drugim roku zaczęła pracować nad wnioskiem o przeniesienie na inną uczelnię. Tym razem praca nad podaniem wyglądała
inaczej -?poświęciłam masę czasu na słuchanie nie tylko jej słów, lecz
również uczuć. Trzeci rok studiów zaczęła już na Uniwersytecie Michigan,
gdzie była znacznie szczęśliwsza. Obie uważamy, że z tamtej sytuacji
wyciągnęłyśmy wiele potrzebnych i ważnych lekcji, ale mimo wszystko
żałuję, że nie usłyszałam jej za pierwszym razem. Żałuję, że nie
zwolniłam tempa przygotowań, by dać jej wystarczającą przestrzeń na
wszystkie autentyczne uczucia.
Obecnie, niezależnie od tego, czy chodzi o rekrutację na studia, czy o kłótnię z przyjaciółką, aktywnie zachęcam nastolatkę, by weszła razem ze
mną w tę przestrzeń. Stosuję w tym celu proste pytanie: "Jak się z tym
czujesz?".
Daję jej czas, by podzieliła się swoimi uczuciami, słucham bez oceniania
i okazuję uwagę. Jeśli trudno jej znaleźć słowa, nie przypisuję jej
jednej emocji, tylko daję jej różne opcje, by sama mogła odnaleźć tę,
którą czuje.
"Czujesz się zaniepokojona, sfrustrowana, zawiedziona, zmartwiona?
Wszystkie uczucia są tu mile widziane, nawet te trudne". Kiedy już
wysłucham jej uczuć i nazwę je jej słowami, tak by wiedziała, że je
usłyszałam i zrozumiałam, często przechodzę do jednego z moich
ulubionych pytań:
"Jak mogę cię wesprzeć w tej sytuacji?".
To proste pytanie pozwala w zaskakujący sposób nawiązać nić porozumienia
nie tylko z nastolatką, lecz również z każdą inną osobą w naszym życiu.
Pytania tego rodzaju zebrałam w Załączniku, by łatwo można było do nich
zajrzeć, i zachęcam cię do używania ich w rozmaitych sytuacjach.
Kiedy dziewczyna wyraża uczucia, jej odpowiedź na to pytanie często
brzmi: "Samo słuchanie pomaga. Nikt do tej pory nie przyznał, że mam
ciężko". Nastolatki miękną w tej przestrzeni, bo czują się usłyszane i zrozumiane.
Jeśli jej odpowiedź na to pytanie brzmi: "Nie wiem", polecam po prostu
to przyjąć i odpowiedzieć: "W porządku. Nie naciskam".
Zbudowanie takiej relacji może zająć trochę czasu. Ważne, by przyjąć
aktualną perspektywę nastolatki. Być może jeszcze nie odkryła słów,
które opisałyby wsparcie, którego potrzebuje, i ogólnie zauważyłam, że
dziewczyny i dorosłe kobiety, łącznie ze mną, wciąż uczą się kontaktu ze
swoimi potrzebami i ich rozumienia. Poruszę ten temat bardziej
szczegółowo w rozdziale o zadowalaniu innych, ale istnieją techniki
rozmowy, które tworzą więcej przestrzeni na to odkrywanie.
Zauważyłam, że ludzie, także nastoletnie dziewczyny, otwierają się,
kiedy przyjmujemy ich aktualną perspektywę i kiedy nie mamy żadnych
ukrytych zamiarów. Oznacza to, że nie mamy w planach oczekiwanego
rezultatu, a w naszym głosie nie pobrzmiewa: "Chcę, byś przyznała mi
rację" ani "Chcę, żebyś się nauczyła/zrozumiała, że...". Muszę być pod tym
względem bardzo szczera wobec siebie, bo nastolatka wyczuje motywację i ocenę niemal jak zwierzę, które instynktownie wyczuwa zagrożenie
oddalone o kilka kilometrów. A jeśli po szczerej refleksji uświadomię
sobie, że faktycznie mam ukryty zamiar, to najpierw muszę popracować nad
tym, by się go wyzbyć.
Kiedy ufam sobie i wiem, że potrafię naprawdę słuchać bez oceniania,
wpływa to pozytywnie na takie rozmowy.
Kiedy pisałam tę książkę, wiosną 2023 roku, sztuczna inteligencja
właśnie zaczęła zyskiwać większy wpływ na nasze życie codzienne, a pierwsze reakcje nastolatek były według mnie naprawdę godne uwagi.
Dziewczyny zaczęły prosić chatbota My AI na Snapchacie o radę w sprawie
problemów i nazywać go swoim terapeutą i najlepszym przyjacielem. Miałam
wrażenie, że bardzo szybko się zaangażowały, i wiem, że miały ku temu
powód. Sama zaczęłam zadawać chatbotowi pytania, żeby zrozumieć ten
trend, i odkryłam, że chatbot nie ocenia. To dlatego czują z nim nić
porozumienia i z ufnością opowiadają o swoich problemach.
By dać dziewczynie wrażenie porozumienia międzyludzkiego, dzięki któremu
poczuje nieoceniające wsparcie, ujmuj swoje wypowiedzi w formie pytań
zadawanych tonem pełnym autentycznego zaciekawienia. Dzięki temu
nastolatka czuje się szanowana, a cały proces toczy się wolniej, co
skutkuje większym wzajemnym zrozumieniem.
To emocjonalne porozumienie sprawia, że w tej relacji można również
wyrażać pozytywne emocje. Choć wydaje się, że skutecznie unikniemy
trudności, jeśli na siłę przebrniemy przez emocje, tak naprawdę jest to
mechanizm, który odcina nas od naszego prawdziwego emocjonalnego
centrum. Kiedy zamykam się na emocje, wpływa to również na moją zdolność
do odczuwania podnoszących na duchu emocji, takich jak miłość,
wdzięczność, radość, spokój i nadzieja.
Dorastając, nauczyłam się, że istnieją "dobre" uczucia i "złe" uczucia,
a jeśli będę naprawdę mocno się starać i wszystko zrobię "dobrze", to
nie będę czuła tych złych. Oczywiście nie jest to możliwe, bo trudności
są częścią życia niemal każdego człowieka, ale mimo to na siłę brnęłam
dalej, kurczowo trzymając się nadziei, że jestem w stanie uniknąć bólu.
Ale próbując go unikać, odcięłam się od wrażliwości, a w rezultacie od
autentycznego kontaktu z innymi ludźmi.
Widzę u nastolatek to poczucie odcięcia od innych, kiedy nie mają
bezpiecznych przestrzeni do wyrażania siebie. Kiedy ludzie dowiadują
się, że pracuję z nastolatkami, często już na początku rozmowy
wspominają o tym, że dziewczyny są "wredne". Rozwinę ten temat w rozdziale "Przyjaciółki", ale niestety, muszę wszystkim jednoznacznie
powiedzieć: Dziewczyny nie są wredne z natury. Nie jest to stała cecha,
za którą możemy je obarczać odpowiedzialnością, kiedy nam wygodnie.
Widzę, że dziewczyny bywają wredne, kiedy nie czują się bezpiecznie pod
względem emocjonalnym.
Ten stan strachu i odcięcia od innych może być bardzo ponury. Widziałam
dziewczyny, które izolowały się od świata, bo świat mówił im: "Oceniam
cię za emocje", a one odbierały to jako: "Nie jesteś akceptowana taka,
jaka jesteś".
Poczucie izolacji i samotności może mieć poważne konsekwencje. W Stanach
Zjednoczonych wśród osób w wieku od dziesięciu do dwudziestu czterech
lat wskaźnik samobójstw wzrósł od 2007 do 2018 roku o 57,4
procent3. Niestety, wiele dziewczynek mówiło mi, że miały myśli
samobójcze. Skierowałam je do terapeutów i specjalistów udzielających
bezpłatnych porad i otrzymały tam ogromną pomoc. Kilka dziewczyn
wyznało, że dokonywały samookaleczenia poprzez nacinanie skóry. Nie
prosiły mnie, bym pomogła im przestać się ciąć, bo otrzymywały już
wsparcie w tej dziedzinie. Po prostu chciały, by ktoś wysłuchał z miłością i troską ich bólu, bez zawstydzania i oceniania. Proste
odpowiedzi bardzo wiele dają:
"To bardzo trudna sytuacja". "Strasznie mi przykro, że tego
doświadczasz". "To oczywiste, że jest ci przykro". "To zrozumiałe, że
tak się czujesz".
Jeśli przeskoczę do pozytywności, naprawiania albo prób przebrnięcia
przez trudności na siłę, dziewczyny znowu schowają się za emocjonalnym
murem i prawdopodobnie nie porozmawiają o tym z żadną osobą dorosłą.
Dlatego nie robię tego, tylko przyjmuję do wiadomości problemy, z którymi się mierzą.
Wszystko i wszyscy w życiu dziewczyny mówią jej, co "powinna" robić i kim "powinna" być, więc oczywiście może ona nie czuć się na tyle
bezpiecznie, by wyrażać uczucia i swoje autentyczne "ja". Nieśmiała
Izzy, siedemnastolatka o łagodnym głosie, w napięciu marszczy czoło,
próbując wyrazić swoje uczucia w związku z tym tematem:
-?Wszyscy się tak bardzo boją. Moje uczucia są czasem tak
przytłaczające, że zaczynam się zastanawiać, czy są uzasadnione, bo moja
rodzina nie jest w stanie ich znieść, kiedy o nich opowiadam. Dlatego
zamiast je przepracować, stawiam opór. Myślę, że dorośli boją się moich
intensywnych uczuć, bo nie mają kontaktu z własnymi intensywnymi
uczuciami. Trudno im się zdobyć na chwilę empatii i przyjąć moją
aktualną perspektywę.
Izzy mądrze mówi o częstym zjawisku, które zaobserwowałam, mianowicie,
kiedy nastolatka odważnie wyraża intensywne uczucia, a jej rodzic
reaguje oporem, analizami albo lekceważeniem, dziewczyna uczy się, że
jej wrażliwość i prawdziwe "ja" nie są mile widziane. Rodzic sądzi, że
pomaga, przedstawiając rozwiązania jej problemu, ale tak naprawdę ma to
odwrotny skutek i nastolatka jeszcze mocniej trzyma się swojej prawdy.
Rodzic może się z nią nie zgadzać, ale nie ma to znaczenia. Jego córka
jest odrębną osobą doświadczającą własnego przeżycia, które jest
całkowicie uzasadnione. Jej uczucia nie są błędne. Jej uczucia są czasem
jedyną rzeczą w jej życiu, która wydaje jej się czymś prawdziwym i szczerym.
Dziewczyny borykają się również ze społeczeństwem, które nie dość, że
nie daje przestrzeni na ich uczucia, to jeszcze te uczucia stygmatyzuje.
Stereotypy związane z tożsamością nastolatki, według których ma być ona
"wredna", "emocjonalna", "owładnięta przez hormony" i "szalona", są
pełne wstydu, a nie szacunku.
Trzeba przeformułować ten schemat. Lubię myśleć o uczuciach nastolatki
jak o zespole punkrockowym z wieloma eklektycznymi instrumentami.
Wszyscy grają głośno i z pasją, odważnie łamiąc zasady muzyki, poddając
się mocnym rytmom, nie brzmiąc melodyjnie, ale odkrywając dramatyczne i ekscentryczne dźwięki.
Większość dorosłych natomiast wyraża uczucia jak ledwie słyszalny flet,
który stara się brzmieć przyjemnie, ale tak naprawdę słychać tylko
przytłumioną wersję danej osoby.
Nie twierdzę, że powinniśmy wyrażać uczucia lekkomyślnie i reaktywnie.
Temat bezpiecznego i zdrowego radzenia sobie z uczuciami rozwinę
później, ale najpierw musimy w ogóle przyznać, że te uczucia istnieją.
Każdy człowiek doznaje lęków, obaw, rozczarowań, zmartwień, frustracji,
żalu. A kiedy odbieramy te wszystkie uczucia, może nam być boleśnie
trudno po prostu siedzieć i zapewniać przestrzeń osobie zmagającej się z tymi wszystkimi emocjami.
Ktoś, kto słucha twojego stłumionego fletu, nie poprawi twojego
samopoczucia, bo ten flet nie daje szczerego obrazu tego, co czujesz.
Wszyscy potrzebujemy, by ktoś kiwał głową w rytm naszego głośnego
punkowego beatu, nie próbując przerwać ani udoskonalić naszej piosenki.
Kiedy byłam nastolatką, tak bardzo się bałam, że nie pozwalałam dorosłym
usłyszeć swojego zespołu punkrockowego w całej okazałości, bo sądziłam,
że nie spodoba im się ta muzyka. Jak zauważyła osiemnastoletnia Nora:
-?Bardzo się boimy, bo nie wiemy, jak rodzice zareagują na nasze uczucia
i na to, co mamy do powiedzenia. Boimy się, że nie zostaniemy usłyszane
nawet przez własnych rodziców.
Moi rodzice byli osobami działającymi niezwykle logicznie i praktycznie,
więc jeśli chodzi o uczucia, mieli tylko narzędzia przekazane im przez
ich rodziców, a zatem pochodzę z rodziny, w której od wielu pokoleń są
sami produktywni, skuteczni mistrzowie brnący za wszelką cenę do przodu.
Rozwinęłam zdolność do nadmiernego analizowania i dzięki temu miałam
wrażenie, że jestem inteligentna, bo skupiałam się na swoim mózgu, a nie
na emocjach. Teraz jednak widzę wyraźnie, że był to tylko mechanizm
obronny, który już mi nie służy.
Chowałam wszystkie punkowe instrumenty, często nieświadomie, w małej
szafce w swoim wnętrzu, bo to wydawało się najłatwiejszym i najmniej
bolesnym sposobem, by iść do przodu.
Później moje życie było tak intensywne, że ta szafka się otworzyła i stare punkowe instrumenty zaczęły się z niej wysypywać. Okazało się, że
moja "inteligencja" oparta na nadmiernych analizach wywoływała u mnie
stres, bezsenność, niepewność, lęk i próby kontrolowania innych ludzi.
Dzięki temu natomiast, że uczyłam się na podstawie mądrych emocji
nastolatek, zdołałam otworzyć nowe drzwi prowadzące do mojej wewnętrznej
nastolatki i uwolnić jej intensywne uczucia.
A co jest teraz bezpieczną i zdrową przestrzenią, w której mogę je
uwolnić? Dowiedziałam się, że chodzi po prostu o to, by zidentyfikować
dane uczucie i je poczuć. Dr Jill Bolte Taylor, neuronaukowczyni, która
studiowała na Uniwersytecie Harvarda, prowadziła badania, z których
wynika, że emocja wywołuje "90-sekundowy proces chemiczny w ciele;
jakakolwiek reakcja emocjonalna trwająca dłużej jest już tylko wyborem
danej osoby, która postanawia tkwić w tej emocjonalnej pętli... Oznacza
to, że możesz obserwować ten proces przez 90 sekund, możesz go odczuwać,
a potem możesz zobaczyć, jak przemija"4. Udowodniono, że
nazwanie emocji w trakcie tego procesu skutecznie pomaga zakończyć cykl.
Dziewięćdziesiąt sekund, by pozwolić emocji wybrzmieć i przeminąć,
kontra dziesięciolecia wpychania uczuć do szafki i brnięcia na siłę do
przodu. Wow, szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej!
Tak czy inaczej wiem, jak to jest bać się przyznać przed sobą do
naprawdę bolesnych uczuć -?bo może te emocje będą trwały bez końca i popadnę w depresję, nie będę przyjemnym towarzystwem dla innych i nie
będę potrafiła znaleźć rozwiązania, które pozwoliłoby mi przestać je
odczuwać.
Nauczyłam się, że rozwiązaniem jest paradoksalnie regulacja emocjonalna.
Według Narodowych Instytutów Zdrowia dysfunkcjonalne strategie regulacji
emocjonalnej obejmują "ruminacje i tłumienie emocji"5. Z ich
badań wynika, że takie nadmierne analizowanie i tłumienie uczuć prowadzi
do depresji i chorób fizjologicznych. Badania te wykazały również, w jaki sposób "czucie uczuć" w bezpiecznej przestrzeni (konstruktywna
regulacja emocjonalna) zmniejsza to ryzyko.
Dostrzeganie i nazywanie uczuć jest podstawą technik regulacji
emocjonalnej, a pomocne jest również uważne tworzenie przestrzeni dla
emocji i akceptacji wobec nich. Terapeuci mogą zaproponować również inne
strategie, ale zachęcam wszystkich, by szukali takich, które będą im
służyć.
Chcę podkreślić, że nastolatki instynktownie wiedziały, że intensywne
uczucia są zdrową i normalną częścią ludzkiej natury, jeszcze zanim
potwierdziły to jakiekolwiek badania naukowe. W rozmowie ze mną Nora
rozwinęła ten temat następująco:
-?Warto pozwolić uczuciom, by się wydarzyły, bo wtedy można zaobserwować
wiele ich różnych aspektów, które nie były widoczne, gdy trzymaliśmy je
w sobie.
Społeczeństwo tak bardzo lekceważy dziewczyny za "dramatyzowanie", że
przegapiliśmy ich wielką mądrość.
Naprawdę bardzo staram się korzystać z tej mądrości w swoim życiu. Kiedy
niedawno przeżywałam żałobę po śmierci przyjaciółki, podczas przyjęcia
urodzinowego zalała mnie fala emocji. Widząc takie emocje w sytuacji
towarzyskiej, inni goście czuli dyskomfort i natychmiast przystąpili do
wygłaszania banałów, by, tak jak wielu z nas zostało nauczonych,
osiągnąć następujący cel: Zakończyć płacz jak najszybciej, za wszelką
cenę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki