Dane oryginałuFree to Be: Understanding Kids & Gender Identity
Copyright ? 2024 by Jack Turban
Projekt okładki i stron tytułowych Gaba Ochalik
Zdjęcie autora na skrzydełku University of California, San Francisco
Źródło ilustracji na stronie 42 Dana Simpson
Źródło ilustracji na stronie 74 Dzięki uprzejmości Daniela Truitta
Wydawca Joanna Stryjczyk, Sylwia Ciuła
Redaktor prowadzący Barbara Surówka
Konsultacja merytoryczna polskiego wydania dr hab. n. med. Bartosz Grabski dr hab. Grzegorz Iniewicz, prof. UJ
Redakcja Magdalena Mendys
Korekta Marzena Kłos
Produkcja Anna Bączkowska
Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.: Michał Latusek
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w Internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując jej część, rób to jedynie na użytek osobisty.
Szanujmy cudzą własność i prawo.Więcej na www.legalnakultura.plPolska Izba Książki
Copyright ? for the Polish edition by Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.Warszawa 2025
ISBN: 978-83-01-24778-2
eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2025 r. (Wydanie I)
Warszawa 2025
Wydawnictwo Naukowe PWN SA02-460 Warszawa, ul. Gottlieba Daimlera 2tel. 22 69 54 321, faks 22 69 54 288infolinia 801 33 33 88e-mail: pwn@pwn.com.pl; reklama@pwn.pl www.pwn.pl
Prolog Wojny genderowe
"Gdybym się dowiedział, że ktoś jest gejem, zastrzeliłbym go. Geje nie zasługują na prawo do życia".
Miałem czternaście lat, gdy usłyszałem te słowa z ust mojego ojca. Był ubrany we flanelową koszulę, rękawy podwinął do łokci. Obserwowałem grymas gniewu, który skrywała jego bujna, gęsta broda. Ojciec patrzył przed siebie na drogę, mrużąc piwne oczy. Oczy pełne wściekłości, której nie rozumiałem. Odwoził mnie do mamy i mieliśmy przed sobą jeszcze dwugodzinną podróż. W starym volkswagenie golfie rozbrzmiewała muzyka country przerywana zakłóceniami wynikającymi ze słabego zasięgu na wiejskich terenach Pensylwanii.
Siedziałem jak sparaliżowany na miejscu pasażera. Wiedziałem, że ojciec pod swoim fotelem trzyma broń. Wiedziałem też, że jestem gejem. Spojrzałem w dół na szerokie spodnie w kolorze khaki, które nosiłem, aby wyglądać na heteryka. Odwróciłem głowę w stronę bocznej szyby, chcąc ukryć ewentualny rumieniec na moich pulchnych policzkach. Czy słowa ojca były skierowane do mnie, czy może ktoś jadący przed nami zwrócił jego uwagę jakąś ekstrawagancją? Czy wiedział, że jestem gejem? Czy zamierzał mnie zabić?
Dorastałem w strachu, że jeśli ktokolwiek odkryje moją orientację, zostanę wyrzucony z domu, pobity lub zamordowany. Przez wiele lat starałem się zmienić w heteryka. W gimnazjum zabrałem koleżankę na niezręczną randkę do kina. Mówiłem niższym głosem i miałem "męski" chód - te dwa nawyki zostały mi do dziś. W liceum przez krótki czas grałem w szkolnej drużynie lacrosse'a, zaprosiłem też dziewczynę na bal absolwentów. Ale moje wysiłki nigdy nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Nie mogłem wzbudzić w sobie ani heteroseksualności, ani odwagi, by zaakceptować siebie. W końcu zrezygnowałem z tych wszystkich starań i postanowiłem, że będę żył w ukryciu, na zawsze bez pary.
Ponieważ brak postępów w stawaniu się heterykiem wzbudzał we mnie frustrację, spędzałem niezliczone godziny na rozmyślaniu o mojej orientacji seksualnej i płci kulturowej. Zastanawiałem się: co dla mnie oznacza fakt, że jestem mężczyzną, któremu podobają się mężczyźni? Czym w ogóle jest orientacja seksualna? Czym jest płeć? Gdy już przebolałem psychologiczny uraz spowodowany stwierdzeniem ojca, że bycie gejem - absolutnie podstawowy element mojej tożsamości - to coś niewłaściwego, zafascynowałem się różnorodnością ludzkich tożsamości i związanym z nim zjawiskiem stygmatyzacji. Właśnie te zainteresowania, a także marzenie o ucieczce z Pensylwanii i zostawieniu za sobą zdarzeń z dzieciństwa, spowodowały, że w liceum bez przerwy się uczyłem. Skoro nie mogłem mieć życia romantycznego, zamierzałem zapewnić sobie wspaniałe życie studenckie. Motywowany pragnieniem ucieczki z niesprzyjającej sytuacji, zapisywałem się do wszystkich kół zainteresowań i brałem udział w zajęciach dla licealistów organizowanych przez uczelnie, co umożliwiło mi później studiowanie neuronauki na Uniwersytecie Harvarda. Następnie rozpocząłem studia medyczne na Yale. Miałem nadzieję, że dzięki sukcesom akademickim pewnego dnia świat wybaczy mi moją największą wadę - bycie gejem.
Jako student medycyny zacząłem rozmyślać o potrzebie wspierania transpłciowej młodzieży przez lekarzy. Zawsze interesowałem się pisaniem, a na Yale pracowała Lisa Sanders, sławna lekarka i autorka cyklu artykułów o diagnozie publikowanych w "The New York Times". To na ich podstawie powstał scenariusz serialu Doktor House. Skontaktowałem się z nią mailowo. Zgodziła się na spotkanie w kawiarni.
Kiedy usiadła z kawą naprzeciwko mnie, moje serce zaczęło bić szybciej. Poczułem się onieśmielony. Miała na sobie duży biały płaszcz. Jej równo przycięta blond grzywka kończyła się tuż nad okularami. Sanders sprawiała wrażenie doświadczonej, poważnej lekarki. I od razu przeszła do rzeczy: "O czym chce pan pisać?".
Wyjaśniłem, że interesują mnie historie pacjentów LGBTQ[1], którzy cierpią, ponieważ lekarze ich nie rozumieją. Wymieniłem kilka potencjalnych tematów artykułów: o homoseksualnym mężczyźnie, który umiera na infekcję przenoszoną drogą płciową, ponieważ bał się powiedzieć lekarzowi o swojej orientacji, o lesbijce, która nie przyznała się psychiatrze do wstydu, jaki odczuwa w związku ze swoją seksualnością, oraz o lekarzach wspierających transpłciowe dzieci i młodzież.
Jej uwagę przykuła ta ostatnia propozycja. "Nie mam żadnej wiedzy na ten temat". Ton jej głosu wskazywał, że rzadko trafiała na zupełnie obce sobie zagadnienia. "Może się pan dowiedzieć o tym więcej?".
Kiedy zacząłem szukać informacji o tym, jak lekarze wspierają transpłciowe dzieciaki, Sanders uczyła mnie, jak podchodzić do tematu z perspektywy neutralnego dziennikarza. Wysłuchać każdej ze stron. Przeczytać wszystkie raporty z badań. Zdobyć wszystkie dostępne dane. Między wykładami i laboratoriami z anatomii godzinami przesiadywałem w Centrum Cushinga - pomieszczeniu w piwnicy biblioteki medycznej Yale, w którym stała kolekcja mózgów w słoikach zebrana przez słynnego neurochirurga Harveya Cushinga. W towarzystwie tych eksponatów, owiany ledwie wyczuwalnym, przypominającym woń marynaty zapachem formaldehydu, pochłaniałem literaturę dotyczącą podejścia lekarzy do związków umysłu z płcią - i odkryłem szokujący podział na dwa obozy. Studiując zakurzone księgi i najświeższe artykuły z czasopism naukowych w słabo oświetlonym pokoju z mózgami na półkach, dowiedziałem się, że niektórzy lekarze popierają terapie polegające na zmuszaniu młodych ludzi do identyfikowania się jako osoby cispłciowe. Uważają oni, że na początkowych etapach życia tożsamość płciowa jest plastyczna i że można "wyleczyć" dziecko z transpłciowości. Według nich takie postępowanie jest właściwe, ponieważ chroni młodego człowieka przed interwencjami medycznymi, w tym przed operacją. Nie mówią tego wprost, ale najwyraźniej chodzi im także o uchronienie dzieci i młodzieży przed życiem osoby transpłciowej w społeczeństwie, które traktuje takich ludzi w okropny sposób. To mnie zastanowiło: Czy gdybym mógł zmienić swoją orientację seksualną i uniknąć cierpienia związanego z byciem gejem w homofobicznym świecie, to na pewno bym tego chciał?
Druga grupa lekarzy twierdzi, że próby zmuszania transpłciowego dziecka, by stało się cispłciowe, są niebezpieczne i skazane na porażkę. Takie działania wzbudzają w młodym człowieku wstyd, powodują lęk i depresję, mogą prowadzić nawet do samobójstwa. Specjaliści z tej frakcji uznają, że wczesne lata życia dziecka odgrywają ważną rolę w rozwoju samooceny, a zawstydzanie go w tym ważnym okresie może powodować trwałe problemy ze zdrowiem psychicznym. Zalecają więc pozwalanie dzieciom, które pragną tranzycji, na kolejne interwencje - stopniowo i w kolejności od całkowicie odwracalnych (takich jak zmiana imienia lub zaimków) do nieodwracalnych (jak operacja).
Te dwa obozy wydały mi się diametralnie różne: należący do nich lekarze albo wpierali dzieci o transpłciowej tożsamości - w tym stosowanie blokerów dojrzewania i terapii hormonalnej - albo starali się je zmusić do identyfikowania się z płcią przypisaną przy urodzeniu. Każda z grup kierowała się rozsądną i logiczną argumentacją, co oznaczało, że jedna z nich z pewnością się myli. Przeraziło mnie, że należący do niej lekarze wyrządzają dzieciom nieodwracalną krzywdę. Jak jednak ocenić, która strona ma rację?
W ciągu kolejnych kilku lat poznawałem lekarzy i psychologów z całego świata prezentujących bardzo różne przekonania. Uważnie słuchałem ich wypowiedzi. Spotkałem także niezliczoną liczbę osób transpłciowych i naukowców, którzy dzielili się ze mną swoimi doświadczeniami oraz fachową wiedzą.
Co miesiąc podróżowałem pociągiem do pierwszej w Stanach Zjednoczonych kliniki, która oferowała transpłciowej młodzieży terapię przy użyciu hormonów i blokerów dojrzewania. Był to wielospecjalistyczny oddział Bostońskiego Szpitala Dziecięcego zwany GeMS (Gender Multispecialty Service). Spędzałem dużo czasu z jego założycielem, endokrynologiem dziecięcym Normanem Spackiem. Ten wiecznie uśmiechnięty, towarzyski mężczyzna z kozią bródką uważał, że transpłciowość nie jest stanem umysłu, lecz całego organizmu. Tłumaczył mi, że transpłciowe dzieci czują się zdradzone przez własne ciała. Traktował transpłciowość jako zaburzenie endokrynologiczne, które uniemożliwia ciału danej osoby rozwój odpowiadający jej tożsamości. Dlatego stosował w takich przypadkach terapię hormonalną. Zanim zaczął to robić, opiekował się młodymi ludźmi w kryzysie bezdomności. Jak się okazało, dużą ich część stanowiły osoby transpłciowe. Doktor Spack słuchał ich opowieści o tym, jak wyrzucano je z domu i jak się zmagały z dysforią płciową - cierpieniem psychicznym wynikającym z niezgodności między wyglądem ciała a płcią, z którą się utożsamiamy. Ponieważ nikt inny im nie pomagał, lekarz przekonał szpital, w którym pracował, że warto otworzyć GeMS. Poleciał do Amsterdamu, gdzie specjaliści zaczęli tworzyć protokoły wspierania transpłciowej młodzieży, i przywiózł poznane tam modele leczenia do Stanów Zjednoczonych.
W trakcie studiów ja także odwiedziłem Amsterdam, aby uczyć się od lekarzy z poświęconego dysforii płciowej specjalistycznego oddziału w Centrum Medycznym Wolnego Uniwersytetu. Będąc tam, poznałem transpłciowych nastolatków i młodych dorosłych, którzy świetnie się rozwijali dzięki wsparciu lekarzy stosujących terapie hormonalne.
W tym samym czasie regularnie spotykałem się z siwobrodym okularnikiem, doktorem Kenem Zuckerem - psychologiem i kierownikiem zespołu, który opracował kryteria "dysforii płciowej" według Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Był przekonany, że transpłciowe dzieci mogą się stać cispłciowe i że należy je do tego zmuszać. Czasami porównywał transpłciowość do urojenia, a kiedyś zadał mi pytanie: "Ostatnio pewien dzieciak powiedział mi, że czuje się lisem - czy to znaczy, że powinniśmy przekształcić go w lisa?"[2].
Przez lata spotykałem transpłciowe dzieci i młodzież z całego świata - niektóre z nich były akceptowane ze swoją tożsamością płciową, większość jednak doświadczała odrzucenia. Zacząłem prowadzić własne badania z wykorzystaniem dużych baz danych, aby się dowiedzieć, co wpływa na poprawę lub pogarszanie stanu zdrowia psychicznego młodych osób transpłciowych. Pod koniec specjalizacji z psychiatrii na Harvardzie zajmowałem się transpłciowymi dorosłymi - tymi, którzy świetnie funkcjonowali, ponieważ byli akceptowani; tymi, którzy zmagali się z ciągłymi szykanami i trudnościami w dostępie do odpowiedniej opieki zdrowotnej; a także tymi, których dręczyły niechciane uczucia wywołane transfobicznymi komentarzami, jakie słyszeli w dzieciństwie od rodziców. Po stażu ukończyłem dodatkową specjalizację z psychiatrii dzieci i młodzieży na Uniwersytecie Stanforda. Pracowałem wówczas z dziećmi, które poszukiwały swojej tożsamości płciowej, oraz ich rodzicami, którzy nie wiedzieli, co robić, ale desperacko pragnęli, by ich dzieci były szczęśliwe i zdrowo się rozwijały.
Dzisiaj piszę z mojego gabinetu w budynku Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco. Kieruję tu programem kliniczno-badawczym Gender Psychiatry Program, którego celem jest pomaganie młodym ludziom i ich rodzinom w lepszym rozumieniu transpłciowości oraz radzeniu sobie z tym, jak społeczeństwo postrzega ludzi niespełniających tradycyjnych oczekiwań związanych z ich płcią biologiczną.
Od niemal dekady zajmuję się badaniem tożsamości płciowej dzieci. Podczas gdy pojęcie gender jest nośnym hasłem w polityce, wyniki badań naukowych i dane na temat tożsamości płciowej zwykle pozostają poza głównym nurtem i są nieznane opinii publicznej. Tymczasem edukacja jest nam potrzebna - właśnie teraz. Wiedza naukowa o płci społeczno-kulturowej ma ogromne znaczenie nie tylko w medycynie i psychiatrii. Wpływa także na to, jak rozumiemy siebie, nasze dzieci i społeczeństwo. Zagłębiając się w złożone zagadnienia gender, często uczymy się czegoś o sobie samych - odkrywamy, że nasza tożsamość płciowa jest mniej oczywista, niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Dowiadujemy się też dużo o społeczeństwie i polityce. Nigdy wcześniej zagadnienie płci społeczno-kulturowej nie było poruszane w polityce na tak wielką skalę. Skutkuje to rozwiązaniami prawnymi dotyczącymi opieki medycznej, edukacji i sportu. Niezależnie od tego, czy jesteś rodzicem, decydentem, naukowcem, pracownikiem ochrony zdrowia, terapeutą, nauczycielem czy po prostu osobą, która chce lepiej zrozumieć siebie i ludzi wokół, głęboka refleksja na temat gender i tożsamości płciowej z pewnością otworzy ci oczy. Przekonasz się, jak możemy współpracować, aby tworzyć bezpieczniejsze i bardziej empatyczne społeczeństwo.
Rozdział 1W krzyżowym ogniu pytańMeredith, Kyle i Sam
Meredith
Pewnego chłodnego dnia w 2017 roku zatrzymałem samochód przed domem na obrzeżach miasteczka w Nowej Anglii. Od kilku lat byłem studentem medycyny i akurat pisałem artykuł dla "New York Timesa" o transpłciowych dzieciach i kontrowersjach związanych z dbaniem o ich zdrowie. Jedna z moich wykładowczyń dowiedziała się, że o tym piszę, i powiedziała, że muszę poznać jej znajomą, Suzanne. Suzanne była dziekanką wydziału socjologii na prestiżowej uczelni i matką transpłciowej córki, która bardzo zaprzyjaźniła się z córką mojej profesorki. Dziewczynki poznały się na obozie w czasie wakacji.
Zaparkowałem swoje poobijane subaru forester rocznik 2006 na szerokim podjeździe przed domem typowym dla tej zamożnej dzielnicy położonej niedaleko uczeni. Właśnie zaczęła się jesień. Pokryty kamienną elewacją dom przypominał baśniowy zamek. Jego ściany otulał bluszcz, a po obu stronach rosły żółto-pomarańczowe o tej porze roku klony.
Ruszyłem w stronę drzwi po dywanie z szeleszczących liści. Suzanne i jej córka Meredith usłyszały warkot mojego samochodu i wyszły mi na spotkanie. Czternastolatka mierzyła około metra sześćdziesiąt, na ramiona opadały jej długie, kręcone czarne włosy. Miała na sobie niebieskie rajstopy i jaskraworóżową oversize'ową koszulkę. Suzanne stała obok niej, była nieco wyższa i miała takie same ciemne loki. Wyglądała jak typowa profesorka: sukienka o klasycznym kroju, okulary w cienkich oprawkach i złoty naszyjnik z drobnymi koralikami. Trudno było mi nie postrzegać Suzanne jako dorosłej wersji Meredith, gdy obie stały naprzeciw mnie - wyprostowane, spokojne i pewne siebie.
Meredith oznajmiła, że musi pobiec na kilka minut na górę, aby dokończyć pracę domową, i zostaliśmy z jej mamą sami. Suzanne zaprowadziła mnie do kuchni i zaparzyła herbatę. Na kwiecistej ceramicznej tacy stały filiżanki z parującym napojem. Pokój wypełnił delikatny zapach jaśminu, a Suzanne od razu przeszła do opowieści o swoich doświadczeniach z Meredith. Przemawiała jak wykładowczyni przywykła do nauczania słuchaczy ostatnich lat studiów, którzy chłoną każde jej słowo i błyskawicznie przyswajają materiał. Tymczasem ja byłem początkującym dziennikarzem i nie nadążałem z odręcznym notowaniem.
"Pewnie myśli pan, że to duży problem dla naszej rodziny, ale Meredith naprawdę świetnie sobie radzi. Musieliśmy tylko włożyć trochę wysiłku, by się wszystkiego nauczyć". Szybko zrozumiałem, że Suzanne wspiera Meredith z taką samą akademicką intensywnością, z jaką podchodzi do swojej pracy na uczelni.
Wyjaśniła, że kiedy Meredith uczęszczała do przedszkola, zawsze interesowały ją dziewczyńskie sprawy i spędzała czas z koleżankami. Mniej więcej w wieku trzech lat zapragnęła zapuścić włosy i wprost uwielbiała zwiewne tkaniny. Często biegała po domu z kuchenną ścierką na głowie. Już jako trzylatka doświadczała "efektu cockail party", słysząc zaimek ona[3].
Suzanne snuła opowieść: "Przez większość życia mieszkałam w liberalnej Nowej Anglii, więc zakładałam, że zachowania Meredith są po prostu wczesnymi oznakami tego, że wyrośnie na homoseksualnego mężczyznę. Nie wzbudzało to we mnie niepokoju. Traktowałam ją z szacunkiem i zrozumieniem. Ale już w wieku siedmiu, ośmiu i dziewięciu lat wyglądała jak dziewczynka - nosiła długie włosy i torebkę, którą jej kupiłam, bo się tego domagała. Wciąż jednak używała starego imienia i męskich zaimków".
Z czasem Meredith wykazywała coraz więcej dziewczęcych zainteresowań. Kiedy w Halloween mogła się przebrać za postać kobiecą z serialu telewizyjnego, była przeszczęśliwa. Zawsze wybierała żeńskie awatary w grach wideo, a w szkole chciała nosić kostium wróżki. Suzanne wciąż uważała, że tego typu zachowania mogą występować u cispłciowych chłopców o dziewczyńskich zainteresowaniach. Przypomniałem sobie wyniki badań, o których ostatnio czytałem i które potwierdzały słuszność jej słów. Wiele dzieci zachowujących się w ten sposób, w dorosłym życiu identyfikuje się jako osoby cispłciowe i homoseksualne. Te same badania[I] wykazały, że im więcej "zachowań niezgodnych z płcią" dane dziecko przejawia przed okresem dojrzewania, tym wyższe prawdopodobieństwo, że w wieku nastoletnim będzie spełniać kryteria "zaburzenia tożsamości płciowej"[4].
W kolejnych latach szkoły podstawowej teoria Suzanne o tym, że Meredith jest cispłciowym chłopcem o dziewczęcych zainteresowaniach nie do końca się potwierdzała. Kiedy chłopcy i dziewczynki byli dzieleni na osobne grupy, Meredith wracała do domu z płaczem. Początkowo Suzanne myślała, że chce po prostu przebywać w towarzystwie dzieci, z którymi się przyjaźni - czyli głównie dziewczynek. Jej rozpacz miała jednak dużo głębszą przyczynę, której mała Meredith nie była w stanie wyrazić słowami.
"Mniej więcej po roku od pierwszego załamania w szkole podstawowej Meredith zasugerowała mi, że chodzi jej o coś więcej niż spędzanie czasu z dziewczynkami. Powiedziała, że jest dziewczynką. To była dla mnie nowość. Nie miałam o tym pojęcia". W psychiatrii takie upieranie się przy tożsamości niezgodnej z płcią przypisaną przy urodzeniu często uważa się za ważny czynnik, który odróżnia dzieci cispłciowe wykazujące zainteresowania nietypowe dla płci biologicznej od dzieci transpłciowych.
"Zakładam, że nie jest to normalna spontaniczna reakcja emocjonalna na takie wyznanie, ale zaczęłam czytać wszystkie artykuły naukowe o transpłciowych dzieciach, jakie udawało mi się znaleźć. Byłam przerażona tym, że prawie nic na ten temat nie napisano i że nie ma gotowych odpowiedzi na moje liczne pytania i wątpliwości. Miałam koleżankę, wykładowczynię na innym uniwersytecie, która specjalizowała się w psychologii rozwojowej. Regularnie prosiłam ją o pomoc w zrozumieniu znalezionych informacji. Transpłciowość leżała w kręgu jej zainteresowań naukowych, więc zyskałam świetne wsparcie merytoryczne".
Zamyśliłem się przez chwilę. W psychiatrii czasami obserwujemy mechanizm obronny zwany "intelektualizacją". Polega on na tym, że dana osoba dystansuje się od trudnych emocjonalnie sytuacji przez analizowanie ich na gruncie rozumowym. Ja sam często popełniam ten grzech. Jednak emocje, które odczuwała Suzanne - miłość i troska - były oczywiste. Jako matka chciała, by jej dziecko było zdrowe i szczęśliwe. Pragnęła postępować właściwie. Poszukiwała odpowiedzi, aby wesprzeć córkę.
Koleżanką, o której opowiadała, okazała się dr Krisitina Olson, profesorka psychologii z Uniwersytetu Princeton i jedna z czołowych ekspertek w kwestii rozwoju poznawczego transpłciowych dzieci. Olson interesowała się tożsamością płciową dzieci, jeszcze zanim zaczęła spędzać czas z Suzanne i jej córką. Sprawa Meredith skłoniła ją do zgłębiania tematu, dzięki czemu Olson znalazła się w grupie najsłynniejszych psychologów w kraju.
Kiedy Olson poznała Suzanne i jej rodzinę, była asystentką na wydziale psychologii i badała, jak małe dzieci uczą się o pochodzeniu rasowym i etnicznym swoich koleżanek i kolegów. Spędzając czas z Meredith i Suzanne, zetknęła się z niezwykłym dzieckiem i literaturą naukową, która przedstawiała tezy zupełnie niezgodne z jej osobistym doświadczeniem. To spowodowało, że zaczęła badać dzieci takie jak Meredith. Za swoje osiągnięcia otrzymała stypendium MacArthura, które umożliwiło jej kontynuację badania TransYouth Project mającego na celu lepsze zrozumienie i wspieranie zdrowia psychicznego transpłciowych dzieci z całych Stanów Zjednoczonych.
Olson pomogła Suzanne przebrnąć przez dostępną literaturę na temat transpłciowych dzieci. Wspólnie odkryły, że na ogół badacze stwierdzają, iż większość dzieci, które przed okresem dojrzewania doświadczają "wątpliwości związanych z płcią" - jakkolwiek niejasno to brzmi - wyrasta na osoby cispłciowe i homoseksualne. Zwróciły także uwagę na osobliwy aspekt dotychczasowych badań - uczestniczące w nich dzieci nie były jak Meredith. Na przykład chłopcy, którzy uwielbiali lalki lub bawili się tylko z koleżankami, chociaż przejawiali zainteresowania "atypowe" w kontekście płci biologicznej, nie mówili o sobie, że są dziewczynkami z taką pewnością i uporczywością, z jaką robiła to córka Suzanne. Dzieci biorące udział w jednym z badań zapytano o tożsamość płciową[II]. Aż 90% z nich wskazało płeć zgodną z przypisaną im przy urodzeniu.
W końcu Meredith powiedziała mamie, że chce używać nowego imienia i żeńskich zaimków. Poprosiła też o kupienie ubrań w dziale dla dziewcząt. Zgodnie z zaleceniami Amerykańskiej Akademii Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Suzanne zabrała Meredith do terapeuty, aby omówić jej decyzję o "tranzycji społecznej"[5]. Warto zauważyć, że chociaż dawniej była to powszechna praktyka, obecnie wielu rodziców nie decyduje się na konsultację z terapeutą w sprawie dzieci przed okresem dojrzewania, szczególnie jeśli nie doświadczają one problemów ze zdrowiem psychicznym i funkcjonują we wspierającym środowisku. Dla Meredith i jej rodziców sytuacja była jednak tak nowa i niezwykła, że postanowili skorzystać z wiedzy i porad specjalisty.
Szukanie terapeuty z odpowiednim przygotowaniem było żmudne i męczące, ale kilka miesięcy później Meredith zgłosiła się na pierwsze spotkanie z dr Carey. Carey była niewysoką cispłciową kobietą, która ubierała się androgynicznie - zwykle nosiła klasyczne koszule i dżinsy. Jako jedna z niewielu terapeutów w okolicy miała doświadczenie w pracy z transpłciowymi dorosłymi i dziećmi. Meredith wspomina, że od razu poczuła się przy niej swobodnie, ponieważ Carey podchodziła do tematu płci z zaciekawieniem i niczego nie oceniała. Przyjęła niedyrektywne podejście i zadawała otwarte pytania, nie przyjmując z góry żadnych założeń na temat tożsamości płciowej Meredith. Poprosiła ją, by opowiedziała o swojej relacji z płcią, a później wspólnie się zastanawiały, co to oznacza w kontekście tradycyjnych ról płciowych, orientacji seksualnej i tak dalej. Rozmawiały o tym, z czym się wiąże przejście tranzycji społecznej, przyjęcie nowego imienia i nowych zaimków oraz zmiana stylu ubierania się. Razem wyobrażały sobie: jak by się czuła Meredith w trakcie tranzycji? Jak dzieci w szkole zareagowałyby na jej przemianę? Jak zareagowałaby jej rodzina? Czy zmiana imienia jest ostateczna, czy w przyszłości Meredith będzie mogła zmienić je ponownie, jeśli poczuje taką potrzebę?
Przez cały okres pracy z Meredith dr Carey spotykała się regularnie także z Suzanne i pytała, jak sytuacja wygląda z jej perspektywy. Suzanne zauważyła, że Meredith stresuje się za każdym razem, gdy musi zrobić coś "chłopięcego", na przykład kiedy w trakcie zajęć pozalekcyjnych dzieci są dzielone na grupy według płci albo kiedy ktoś wprost nazywa ją chłopcem.
Ponieważ jednak Meredith miała długie włosy i często nosiła damskie ubrania, zdarzało się, że obcy ludzie brali ją za dziewczynę. W takich sytuacjach promieniała, a jej humor poprawiał się na resztę dnia. Psycholodzy czasami nazywają to doświadczenie "euforią płciową".
Chociaż dr Carey i Meredith rozmawiały o tym, że można być cispłciowym chłopcem i mieć zainteresowania tradycyjnie uważane za dziewczęce, Meredith nigdy nie czuła, że to jej historia. Była przekonana, że jest dziewczyną. Po roku spotkań z terapeutką przeszła tranzycję społeczną. Razem z rodziną zdecydowała, że rozpoczęcie nauki w gimnazjum to odpowiedni moment na taki krok. Zaczęła używać imienia Meredith i zaimków ona/jej. Nosiła tylko damskie i neutralne płciowo ubrania. Suzanne wysłała do szkoły i kościoła listy, w których wyjaśniła sytuację córki. Ponieważ była powszechnie szanowana i aktywnie działała w społecznościach szkolnej i wyznaniowej, tranzycja Meredith została przyjęta stosunkowo spokojnie.
Suzanne spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała: "Szczerze mówiąc, byłam bardzo zaskoczona. Nie było z tym prawie żadnego problemu". Inne dzieci w szkole czasami zadawały pytania, ale gdy Meredith wyjaśniała im, o co chodzi, zawsze mówiły "okej" i akceptowały sytuację. Chociaż młodzież pozostawała niewzruszona, niektórzy dorośli przyjęli wyraźnie oceniającą postawę wobec Suzanne i Meredith. Nigdy jednak nie wyrażali otwarcie swoich zastrzeżeń. Suzanne nie powiedziała mi tego wprost, ale między wierszami wyczytałem, że ponieważ cieszyła się tak ogromnym szacunkiem w społeczności, dorośli krytyczni wobec tranzycji Meredith woleli się nie odzywać.
Zacząłem się zastanawiać, co by się stało z Meredith, gdyby jej matka nie miała tak silnej pozycji w lokalnym środowisku. Czy wówczas także wszystko poszłoby gładko?
Po długiej rozmowie Suzanne zasugerowała, że powinienem usiąść w salonie i porozmawiać z Meredith. "Myślę, że poczuje się swobodniej, jeśli będziecie mogli sobie pogadać w cztery oczy" - powiedziała. "Będę na górze. Zawołajcie mnie, gdybyście czegoś potrzebowali".
Usiedliśmy z Meredith na ustawionych naprzeciwko siebie kwiecistych kanapach. Przyniosła zdjęcia z okresu tuż po tranzycji społecznej. Na każdym z nich uśmiechała się od ucha do ucha. Wyznała jednak, że w tamtym czasie bardzo się bała dojrzewania. Nie wyobrażała sobie, że jej ciało może zacząć się rozwijać w sposób zupełnie nieodpowiadający temu, kim naprawdę była. W chwili tranzycji społecznej miała jedenaście lat. Doktor Carey powiedziała jej, że proces dojrzewania rozpoczyna się w niejednakowym wieku u różnych osób, ale dzieci, którym przy urodzeniu przypisano płeć męską, zwykle zaczynają dojrzewać około dwunastego roku życia.
Meredith wspomina, jak płakała na samą myśl o tym, że będzie jedyną dziewczynką w klasie, której zmienia się głos. Szukając w internecie informacji o osobach transpłciowych, dowiedziała się o istnieniu blokerów dojrzewania, leków, które tymczasowo hamują ten proces. Desperacko się ich domagała. Niestety w latach dziesiątych XXI wieku żadna klinika w okolicy nie oferowała takiej terapii. Chociaż w Holandii blokery dojrzewania stosowano już w latach osiemdziesiątych XX wieku, a w Bostońskim Szpitalu Dziecięcym - od końca lat dziewięćdziesiątych, w pobliżu miejsca zamieszkania Meredith specjalistyczne leczenie wciąż było niedostępne.
Meredith wyznała, że kiedy powiedziała mamie o blokerach dojrzewania, ta od razu "weszła w tryb profesorki". Suzanne pochłaniała wszystkie możliwe artykuły na temat tej formy terapii. Wydawało się, że dla Meredith blokery byłyby wręcz idealnym rozwiązaniem. Leki te zapobiegają bowiem przemianom, których dziewczynka tak bardzo się obawiała: hamują wzrost jabłka Adama, mutację głosu i rozwój wielu innych męskich cech fizycznych spowodowanych zwiększonym stężeniem testosteronu w okresie dojrzewania. Suzanne przeczytała, że skutki działania blokerów są odwracalne: gdyby Meredith z jakiegokolwiek powodu zechciała przejść przez swoje endogenne[6] dojrzewanie, wystarczyło odstawić leki, a zmiany w ciele nastąpiłyby samoistnie. Głównym skutkiem ubocznym stosowania tych środków jest zmniejszenie gęstości kości, które lekarze mogą ściśle monitorować. Przepisując blokery dojrzewania, zwykle zaleca się także suplementy zawierające wapń i witaminę D oraz regularne ćwiczenia fizyczne w celu poprawy gęstości kości. Meredith i Suzanne miały jeden podstawowy problem - żaden lekarz przyjmujący w ich okolicy nie zdobył doświadczenia w stosowaniu blokerów dojrzewania u transpłciowych nastolatków.
Suzanne zgłosiła się do znajomej endokrynolog dziecięcej, dr Stenton, i opowiedziała jej o sytuacji Meredith. Lekarka zgodziła się nauczyć protokołu stosowania blokerów u nastolatków i zastosować go u Meredith we współpracy z jej terapeutką, która była przekonana, że dojrzewanie endogenne odbiłoby się negatywnie na zdrowiu psychicznym dziewczynki.
Meredith zaczęła dojrzewać niedługo po dwunastych urodzinach. Endokrynolodzy opisują postęp tego procesu za pomocą tak zwanej skali Tannera. Pierwsze stadium faktycznego dojrzewania płciowego odpowiada etapowi 2 tej skali. U nastolatków, którym przy urodzeniu przypisano płeć męską, następuje wówczas wzrost jąder i pojawiają się włosy łonowe. U osób z przypisaną płcią żeńską etap ten charakteryzuje się wzrostem i uwypukleniem otoczki brodawek sutkowych.
Jak można było się spodziewać, gdy tylko Meredith weszła w okres dojrzewania, zaczęła doświadczać ataków paniki w związku ze zmianami zachodzącymi w jej ciele. Doktor Stenton szybko zaproponowała blokery dojrzewania, o których już od roku rozmawiała z Meredith i jej rodziną. Skonsultowała się z terapeutką Meredith i zdecydowała o podawaniu tych leków w formie implantu, zanim pojawiły się jakiekolwiek oznaki dojrzewania endogennego.
Około roku po rozpoczęciu terapii blokerami dojrzewania Meredith opowiedziała mi więcej o tych środkach. Siedząc naprzeciwko mnie na kanapie w rodzinnym salonie, podwinęła rękaw i poprosiła, abym dotknął jej bicepsa. Na jej ramieniu tuż pod skórą dało się wyczuć mały patyczek, który powoli uwalniał lek do krwiobiegu. Celem terapii było wyłączenie tych komórek w mózgu, które bez leczenia uruchomiłyby proces zmian chemicznych w ciele powodujących pojawienie się włosów łonowych, mutację głosu i inne oznaki dojrzewania endogennego. Implant Meredith przypominał popularne implanty antykoncepcyjne stosowane przez wiele znanych mi osób.
Meredith powiedziała, że blokery dojrzewania działają wspaniale i że chciałaby wkrótce zacząć przyjmować estrogeny. "Męczy mnie to, że jestem jedyną dziewczyną w klasie, która wygląda jak dziecko". Zmrużyła oczy, a na jej twarzy widać było lekką irytację. Wyznała, że czuje się niezręcznie z tym, że jej koleżanki się "rozwijają", a ona nie. Ponieważ wciąż wyglądała jak mała dziewczynka, miała poczucie nieprzystawania do grupy.
Mimo to Meredith była szczęśliwa. W szkole dostawała same najwyższe oceny. Była gwiazdą szkolnej wersji musicalu Annie. W tym roku dwóch kolegów chciało się z nią umówić. Jednego z nich zapytała wprost: "Ale wiesz, że jestem trans?". Spojrzał jej w oczy i odpowiedział: "Tak, Meredith, wiem, że jesteś trans. Wiem też, że jesteś śliczna i mądra. Pójdziesz ze mną na tę dyskotekę?".
Patrzyłem, jak się rumieni, opowiadając mi tę historię, i myślałem o poznanych wcześniej innych nastolatkach, którym nie pozwolono na tranzycję. Wielu z nich zmagało się z niską samooceną, nienawiścią do siebie i depresją. Często byli wielokrotnie hospitalizowani z powodu myśli samobójczych. Tymczasem Meredith świetnie się czuła i rozwijała. Byłem tym zachwycony. Oczywiście taki obrót spraw okazał się możliwy głównie dzięki kontaktom Suzanne, jej uprzywilejowanej pozycji społeczno-ekonomicznej, dostępowi do najnowszych artykułów naukowych i niezwykłej zdolności osiągania zamierzonych celów dzięki współpracy ze specjalistami i lekarzami.
Po herbacie i dłuższej rozmowie z Meredith podziękowałem jej i Suzanne za poświęcony mi czas i się pożegnałem.
Wracając do domu, doświadczyłem niespodziewanej mieszaniny emocji. Część mnie była pogodna i pełna nadziei - w końcu Meredith tak dobrze sobie radziła, a wspierające środowisko umożliwiało jej swobodny rozwój. Równocześnie jednak czułem w żołądku dziwny ścisk, którego nie potrafiłem do końca wyjaśnić. Bezwiednie wbijałem paznokcie w kierownicę. Musiałem otworzyć okno, aby ochłonąć. Radość z sytuacji Meredith skrywała inną warstwę: smutek i złość związane z moim dzieciństwem. Myślałem o tym, że nigdy nie otrzymałem bezwarunkowej miłości ani wsparcia, i o tym, jak bardzo przez to cierpiałem. Do dziś codziennie noszę z sobą ten ból. To doświadczenie niekorzystnie wpływa na moją samoocenę i umiejętność kochania samego siebie. Zacząłem rozmyślać o innych transpłciowych dzieciakach w kraju. Większość z nich nie może liczyć na takie wsparcie, jakie Suzanne daje Meredith. A przecież wszystkie dzieci zasługują na ten rodzaj miłości i oddania. Niezależnie od tego, czy ich trudności są związane z płcią, czy wynikają z zupełnie innych czynników, szacunek i możliwość bycia słuchanym mają ogromny pozytywny wpływ na młodych ludzi. Relacje z rodzicami często determinują naszą samoocenę i charakter naszych związków z ludźmi w dorosłym życiu. Jeżeli w dzieciństwie doświadczyliśmy miłości i szacunku, czujemy się bezpieczniej w dojrzałych relacjach, umiemy kochać i szanować innych. Jeśli jednak dorastaliśmy w poczuciu wstydu i niezrozumienia, w dorosłych związkach często przejawiamy lęk, który prowadzi do konfliktów i niepewności. Chociaż skutki negatywnych doświadczeń z rodzicami można złagodzić dzięki terapii i pozytywnym relacjom z innymi, wspierające środowisko rodzinne to jeden z najważniejszych czynników prognozujących dobry stan zdrowia psychicznego w dorosłości[III].
[1] LGBTQ (Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender, Queer) - skrótowiec odnoszący się do lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queer (przyp. red.).
[2] Warto wspomnieć, że dr Zucker popierał stosowanie blokerów dojrzewania i terapii hormonalnej u wielu transpłciowych nastolatków. Jego przekonanie o słuszności zmuszania młodych ludzi, by się identyfikowali z płcią przypisaną przy urodzeniu, dotyczyło tylko dzieci, które nie weszły jeszcze w okres dojrzewania.
[3] Suzanne nauczyła mnie, że efekt coctkail party to zjawisko polegające na skupianiu się na konkretnym bodźcu słuchowym i ignorowaniu pozostałych odgłosów. Na przykład Meredith ożywiała się, gdy ktoś wymawiał słowo ona nawet w zatłoczonym pomieszczeniu, gdzie wszyscy mówili równocześnie.
[4] Badania na ten temat są skomplikowane i mają pewne ograniczenia. Diagnoza "zaburzenia tożsamości płciowej" ze starszej wersji kryteriów diagnostycznych zaburzeń psychicznych Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, DSM) nie odnosiła się wprost do transpłciowości i mogła niesłusznie obejmować wiele cispłciowych osób, które po prostu przejawiały zainteresowania i zachowania "nietypowe dla płci". W piątej edycji DSM zastąpiono ją nowym terminem "dysforia płciowa".
[5] Tranzycja społeczna polega na ujawnieniu swojej transpłciowości i funkcjonowaniu w relacjach społecznych zgodnie z tożsamością płciową (płcią odczuwaną). Ujawnianie się (coming out) przebiega zazwyczaj stopniowo - przed kolejnymi osobami czy grupami osób. Tranzycja społeczna dokonuje się poprzez funkcjonowanie z wybranym imieniem (chosen name) i zmianę w sposobie ekspresji siebie na zgodną z tożsamością, co może pociągać za sobą zmiany w relacjach z innymi ludźmi. Oprócz tranzycji społecznej wyróżniamy również tranzycję medyczną (obejmującą terapię hormonalną oraz zabiegi chirurgiczne) i prawną (polegającą na korekcie płci metrykalnej we wszystkich dokumentach) (przyp. Grzegorz Iniewicz).
[6] Chciałbym przeprosić czytelników za użycie tego żargonowego określenia. Według słownika oksfordzkiego endogenny oznacza "powstający lub rozwijający się wewnątrz organizmu", a egzogenny - "powstający lub rozwijający się na zewnątrz organizmu". Unikam określenia dojrzewanie biologiczne, ponieważ zarówno dojrzewanie endogenne, jak i egzogenne (np. wywołane estrogenami w tabletkach lub zastrzykami z testosteronu) ma charakter procesów biologicznych.