Mam na imię Zero - Luigi Ballerini

Reflow text when sidebars are open.
BIAŁO.
Zimno. Bardzo zimno. Nie dałoby się trochę podnieść temperatury?
- Natychmiast podnieść temperaturę!
Wydaję polecenie głosowe, którego nikt nie wykonuje. Jest bardzo zimno, może urządzenia sterujące nie reagują z powodu przechłodzenia. Powinni się tym zająć Technicy.
No i jest tu za dużo powietrza. Ale "tu" znaczy gdzie? Nie widzę za dobrze, mam przyćmiony wzrok, tak jakby łzy w oczach mi zamarzły.
NIE MYŚL O TYM. TERAZ ODDYCHAJ POWOLI, BO JESZCZE CI PŁUCA ZAMARZNĄ! NIE ROZGLĄDAJ SIĘ. ZAMKNIJ OCZY, SKONCENTRUJ NA TLENIE TRANSPORTOWANYM PRZEZ KREW I DOSTARCZ TKANKOM PALIWO.
OK, zwalniam oddech i zamykam oczy. Kiedy poczuję się lepiej, otworzę je. Ale nie teraz.
Okropne, kręci mi się w głowie, mam wrażenie, że jest lekka jak bańka i zaraz odczepi się od szyi i uleci w powietrze. Do tego tak mnie skręca w żołądku, jakby siedział tam pyton zaciskający się wokół zdobyczy, a w przełyku czuję szczypanie i kwaśny posmak. Nigdy wcześniej się tak nie czułem. Drapie mnie w gardle i zaczynam kaszleć.
A teraz nagle przestaję oddychać. Wiedziałem, że to tak się skończy: blokada mięśni klatki piersiowej. Jest nawet gorzej: całe ciało mam sparaliżowane, nie mogę się poruszyć. Co za dziwne odrętwienie, mięśnie są naprężone i obolałe, w każdej chwili mogłyby się zerwać. A mięśnie twarzy zmuszają mnie, żebym się uśmiechał jak idiota, jakby było coś zabawnego w tej sytuacji...
A TERAZ SIĘ USPOKÓJ. PRZYPOMNIJ SOBIE, CZEGO CIĘ UCZYŁA MADAR: SAMOKONTROLA I DYSCYPLINA. OCZYŚĆ UMYSŁ, WYTWÓRZ WEWNĄTRZ SIEBIE PUSTKĘ.
Staram się.
Samokontrola i dyscyplina. Samokontrola i dyscyplina.
Jestem dobry w ćwiczeniach na koncentrację, zawsze dostaję z nich najwyższe oceny.
Oczyszczam umysł i przywołuję pustkę wewnątrz siebie. Wewnątrz siebie. Siebie.
Widzisz, już lepiej. Działa. Mięśnie się rozluźniają. Mogę nawet odwrócić się na pięcie, wciąż z zamkniętymi oczami. Kostki mnie nie zawodzą i zachowuję idealną równowagę.
Powoli otwieram oczy.
Wielka, ogromna ściana z szarych bloków.
Wciąż mam zamglony wzrok.
Przesuwam rękę po ścianie, jest wilgotna i szorstka, w regularnych odstępach pojawiają się wystające krawędzie, jakby nie została jeszcze wykończona. Czarne drzwi tkwią wciąż w tym samym miejscu, w porównaniu ze ścianą wydają się malutkie, ale przede wszystkim SĄ ZAMKNIĘTE. Po tej stronie nie ma żadnej dźwigni ani klamki. Jeden paskudny kawałek metalu oddziela mnie od Świata i jest barierą nie do pokonania. Chciałbym umieć przejść przez nią tak jak superbohaterowie albo duchy.
Rozpaczliwie walę w drzwi, ale się nie otwierają. Obijam sobie pięści, kaleczę rękę, wszystko na nic. Madar, gdzie jesteś?
MOŻE STĄD MADAR NIE MOŻE CIĘ USŁYSZEĆ...
Jak to: "Nie może mnie usłyszeć"?
NIE WIEM. POWIEDZIAŁEM: "MOŻE".
W takim razie co mi radzisz? Mam się odwrócić?
NIE, LEPIEJ NIE.
Posłucham cię. Może lepiej zostać tutaj, z nosem przyciśniętym do muru, żeby niczego nie widzieć.
O, TAK BĘDZIE LEPIEJ.
Tymczasem, nie wiem dlaczego, przeważa instynktowne pragnienie, żeby się odwrócić.
Robię zwrot na pięcie.
Zła decyzja: znów nie mogę oddychać.
Teraz rozumiem: to powietrze! To ono mnie niszczy. Ileż go tu jest! Ogrom, można się w nim utopić. Skończę jak tamta załoga z okrętu podwodnego, ale ja będę uwięziony w środku oceanu powietrza, które zatrzymuje oddech i dusi. I nikt nie przyjdzie mi z pomocą. Zginę uduszony powietrzem.
NIE ROZGLĄDAJ SIĘ!
Pewnie, że nie, inaczej zginę. Przecież nie jestem idiotą.
Ale poczekaj chwileczkę... Pamiętasz tamten moduł ćwiczeń z zeszłego roku, na Poziomie Siódmym?
NIE, NIE PAMIĘTAM. PRZYPOMNIJ MI.
To była naprawdę krytyczna sytuacja i żeby sobie poradzić, należało zachować spokój, skoncentrować się i zidentyfikować jedyną możliwą drogę ratunku. Wszystko sprowadzało się do tego, by nie rozpaczać, ale dokładnie przeanalizować szczegóły. Zapewne teraz jest podobnie, istnieje tylko jedno wyjście. Niech pomyślę... skoro nie mogę się wycofać, to pójdę naprzód. Skupić się, oto co muszę zrobić.
ŚWIETNY POMYSŁ: WYZNACZ SOBIE MOŻLIWY DO OSIĄGNIĘCIA CEL, A POTEM SKONCENTRUJ SIĘ NA NIM.
Tam w głębi coś jest, wygląda jak zbiorowisko wielkich ekranów; są daleko, ale jeśli pobiegnę, dotarcie do nich nie zajmie mi wiele czasu.
TEGO JUŻ CHYBA ZA WIELE. NIE SĄDZISZ, ŻE PRZESADZASZ? KIEDY MÓWIŁEM O MOŻLIWYM DO OSIĄGNIĘCIA CELU, MIAŁEM NA MYŚLI MOŻLIWY DO OSIĄGNIĘCIA. PAMIĘTAJ, ŻE PODRĘCZNIK ODRADZA ZBYT BRAWUROWE ALBO NIEROZTROPNE DZIAŁANIA W NIEBEZPIECZNYCH SYTUACJACH, KTÓRYCH RYZYKA NIE DA SIĘ SKALKULOWAĆ.
Myślisz, że jestem tak beztroski, że nie skalkulowałem ryzyka? Zrobiłem to i wiem, że dam radę. Madar zawsze była dumna z moich osiągów na elektrycznej bieżni; bez powodu nie nazywałaby mnie "swoim czempionem". W programie Kondycja Fizyczna jestem świetny, z tygodnia na tydzień poprawiam swoje czasy. Sam to wiesz, za każdym razem, kiedy biję rekord, na diagramie na monitorze Trening pojawia się zielona połyskująca chorągiewka. Trzy zielone chorągiewki to bonus gwarantujący przejście na wyższy poziom i niewiele brakuje, bym znalazł się na szczycie.
Dam radę tam dotrzeć, naprawdę.
SKORO TAK MÓWISZ.
Coś innego mnie zastanawia: przez co tak pieką mnie stopy?
Schylam się i dotykam tego czegoś.
Brr, to jest strasznie zimne! Natychmiast cofam rękę. Zostaje na niej kilka kryształków, ale już po chwili ciepło dłoni zamienia je w kroplę wody.
PRZESZŁO CI PRZEZ OTWORY W SANDAŁACH, PEWNIE DLATEGO SIĘ CZUJESZ, JAKBY WBIJANO CI SZPILKI W STOPY.
Jest tego mnóstwo dookoła, pewnie właśnie to coś chłodzi powietrze. Oszałamia mnie. Widziałem to nieskończoną ilość razy na monitorach, ale nie sądziłem, że naprawdę istnieje, a już zupełnie się nie spodziewałem takiego zimna. Wkładam w to palec, potem obie dłonie, potem ręce aż po łokcie i wyżej. Na początku jestem rozbawiony, ale w pewnym momencie tracę czucie w rękach. Wyciągam je z przerażeniem i oglądam: są czerwone, niemal sine, jak wtedy, kiedy biorę zbyt gorącą kąpiel i potem parzy mnie skóra. Nie wiedziałem, że śnieg może sprawiać ból, to pewnie dlatego Madar nigdy nie pozwalała mi go dotknąć.
Podnoszę głowę, ogromna biała przestrzeń oddziela mnie od tamtych odległych ekranów. To wszystko jest śniegiem. Wydaje się niemożliwe, że go tutaj aż tyle. Pyton w żołądku znów zaczął mnie ściskać. Nie ma co się zastanawiać, muszę przebiec i koniec. Nie mogę stać tu bez ruchu; te drzwi już się nie otworzą.
Ciąg dalszy w wersji pełnej
JEST TAK CIEMNO, ŻE CIEMNIEJ JUŻ BYĆ NIE MOŻE.
Nawet nie wiem, jak długo tu stoję.
Bez ruchu.
Mam wrażenie, że minęła cała wieczność.
Nie podoba mi się to: jest kompletnie ciemno, tak ciemno jak nigdy dotąd. Owszem, bywało, że światła gasły na parę minut, ale wtedy na suficie rozbłyskiwały błękitne lampki i mogłem przynajmniej widzieć kontury wszystkich rzeczy w środku. Te same lampki się świecą, kiedy śpię. A kiedy coś takiego się zdarzało, Madar mówiła, żeby mnie uspokoić.
Jest ciemno. I cicho. W sumie to nawet nie byłoby dziwne: nocą w Świecie panuje cisza, ale bez żadnego światła ta cisza wydaje się za cicha. A przede wszystkim ciemność i cisza nigdy nie występowały razem. Aż do teraz.
Postanowiłem: nie ma sensu stać dalej bez ruchu, już dosyć się naczekałem. Muszę coś zrobić. Tak, teraz się ruszę. Ruszę się. Na pewno się ruszę. Gdybym tylko wiedział, co robić.
- Spokojnie, Zero, jestem tutaj i mam wszystko pod kontrolą...
Uff, całe szczęście. Mówiłem, że jest za cicho i że to się powinno skończyć. To nie mogło dłużej trwać.
A więc warto poczekać.
Na pewno Madar robi teraz porządek. Wkrótce wszystko wróci do poprzedniego stanu. Zapalą się światła, włączą się ekrany, ruszy elektryczna bieżnia, a ja będę kontynuował ćwiczenia przerwane akurat w najfajniejszym momencie. Jeszcze zdążę nadrobić, nie mam najmniejszego zamiaru zostawać w tyle.
A WIDZISZ? W KOŃCU SIĘ ODEZWAŁA. DURNY BYŁEŚ, ŻE ZACZĄŁEŚ W NIĄ WĄTPIĆ! PRZECIEŻ WIESZ, ŻE MADAR NIGDY CIĘ NIE ZOSTAWIA. JEST Z TOBĄ. OD ZAWSZE I NA ZAWSZE.
To prawda, Madar się o mnie troszczy.
- Madar, prawda, że ta ciemność zaraz się skończy?
Lubię mówić, kiedy ona wszystko naprawia, bo nie czuję się dobrze w ciemności. Nie cierpię nowych sytuacji. Denerwują mnie. Wtedy krople potu zaczynają znienacka spływać mi po czole, a serce mocno bije, uderza od środka z taką siłą, jakby się chciało przedrzeć na zewnątrz przez klatkę piersiową. Madar wie, że tak się czuję, bo ona zawsze wszystko wie. Nic nie można przed nią ukryć.
- Spokojnie, Zero, jestem tutaj i mam wszystko pod kontrolą...
- Spokojnie, Zero, jestem tutaj i mam wszystko pod kontrolą...
Tylko dlaczego w kółko powtarza to samo zdanie?
NIE ZADAWAJ NIEPOTRZEBNYCH PYTAŃ. USPOKÓJ SIĘ. SŁYSZAŁEŚ PRZECIEŻ: MA WSZYSTKO POD KONTROLĄ. ZAUFAJ JEJ, PRZECIEŻ ZAWSZE SIĘ TOBĄ OPIEKOWAŁA.
- Madar, nie żartuj ze mnie! Wiesz, że potrafię się przestraszyć byle czego. Zawsze mnie napominasz, że nie powinienem się bać, bo jestem już prawie mężczyzną, ale czasem zachowuję się jak dziecko. Jeśli to żart, proszę, przestań już. Nie podoba mi się. Proszę...
- Spokojnie, Zero, jestem tutaj i mam wszystko pod kontrolą...
- Madar, to naprawdę ty?
A KTO, JAK NIE ONA? CZASEM JESTEŚ NAPRAWDĘ ŚMIESZNY.
Dlaczego tak mówisz? Jej głos wydaje się inny niż zwykle, mówi wolniej i trochę niewyraźnie, jakby trzymała w ustach cukierka albo jakby bolał ją ząb.
Pamiętasz, mnie też kiedyś bolały zęby. Musiałem dwa razy dziennie przez cały tydzień łykać tabletki. Na szczęście mi przeszło i już się nie powtórzyło. Ale od antybiotyku rozbolał mnie brzuch i musiałem co chwilę biegać do łazienki, więc zmusili mnie do picia probiotyków, które miały gorzki smak. Musiałem wyzdrowieć, by zostać na Stanowisku...
ALE CO MA TERAZ DO RZECZY BÓL ZĘBÓW I BRZUCHA? MOŻE RACZEJ SKONCENTRUJ SIĘ NA CIEMNOŚCI.
- Madar, odpowiedz mi, proszę. Powiedz coś innego, a nie w kółko jedno i to samo zdanie. Boję się!
PSST! WIESZ, ŻE NIE POWINIENEŚ KRZYCZEĆ. UTRATA CIERPLIWOŚCI JEST ABSOLUTNIE ZAKAZANA, TO ZNAK, ŻE NIE POTRAFISZ OPANOWAĆ EMOCJI, A TO NAJGORSZE, CO MOŻE CI SIĘ PRZYDARZYĆ. POD ŻADNYM POZOREM NA TO NIE POZWÓL. NAPRAWDĘ, NICZEGO SIĘ NIE NAUCZYŁEŚ.
Wiem, wiem, nie powinno się krzyczeć, nieważne, co się dzieje, a tym bardziej nie wolno stracić jasności umysłu, ale tak mnie teraz naszło. I jeszcze cały drżę. Widzisz?
JESZCZE TEGO TYLKO BRAKOWAŁO, ŻEBYŚ ZACZĄŁ DYGOTAĆ.
- Spokojnie, Zero, jestem tutaj i mam wszystko pod kontrolą...
OK, przekonałaś mnie, nie będę dygotać ani narzekać, zamiast tego użyję komendy głosowej, żeby reaktywować system.
- Światło!
Powtarzam raz jeszcze, ale to nic nie daje.
CZEMU NIE SPRÓBUJESZ RĘKAMI? MOŻE JESZCZE DZIAŁA AKTYWACJA DŹWIĘKOWA.
Dobry pomysł. Klaszczę.
Wrr, system nie odpowiada. Wszystkie ekrany są czarne. W tej ciemności nic nie zrobię. To się musi skończyć. I to już!
- Madar, proszę, zaśpiewaj piosenkę, wiesz którą, tę, co mi się tak podoba, tę, którą śpiewałaś mi wieczorem, jak byłem mały, kiedy nie mogłem zasnąć albo budziłem się w nocy ze złych snów.
- Spokojnie, Zero, jestem tutaj i mam wszystko pod kontrolą...
- Spokoo... Spokoo... Spokoo...
No nie, coś tu jest nie tak. Coś tu naprawdę jest nie w porządku. Drżę coraz mocniej, moje ręce poruszają się same; to też nie powinno się zdarzyć, ale co na to poradzić? Nie potrafię tego kontrolować.
MASZ RACJĘ, TO NIE JEST ANI TROCHĘ W PORZĄDKU.
- Spo-spokoo... Spo-spokoo...
PSST... SŁYSZAŁEŚ?
Jasne, że słyszę! Wciąż powtarza "spokoo".
NIE, NIE TO, CHODZIŁO MI O TAMTO "KLIK". GDZIEŚ STAMTĄD.
Też mi się wydawało, że słyszę jakieś "klik", coś jak suchy stukot wydobywający się z Pokoju. Mówisz, że warto to sprawdzić? Może Madar poddaje mnie testowi na odwagę i oczekuje, że nie okażę się cykorem.
HMM, TROCHĘ NIM JESTEŚ...
To wiemy tylko ty i ja. No dobrze, pewnie ona też... Ale tym razem nie mogę jej rozczarować.
Idę sprawdzić. Jeśli to test, to chcę go zdać.
Przez te kompletne ciemności najpierw muszę sobie przypomnieć, gdzie co stoi na Siłowni.
Zacznijmy od zejścia z tej przeklętej bieżni, która, kiedy wszystko zgasło, zatrzymała się nagle i mało mnie nie zabiła. Miejmy nadzieję, że Madar doceni, że zachowałem równowagę. Już za to jedno zasłużyłem na dodatkowy punkt.
A niech to, jestem tak podenerwowany, że moje ręce uchwyciły się maszyny tak mocno jak wtedy, kiedy dostaję skurczów od nadmiernego wysiłku i z trudnością prostuję palce.
TIAAA, OD NADMIERNEGO WYSIŁKU... WTEDY, KIEDY UDAJESZ, ŻE ĆWICZYSZ, TEŻ? WYDAJE CI SIĘ, ŻE MADAR TEGO NIE WIDZI?
Nie wydaje mi się, żeby to był najlepszy czas na wyciąganie takich tematów. Poza tym tylko ja wiem, jaki ból czuję w mięśniach po ćwiczeniach. Zwłaszcza w nocy, kiedy nogi nie chcą leżeć spokojnie i same wędrują po całym łóżku, bez chwili odpoczynku.
Ale nie rozpraszaj mnie. Skoro już zszedłem z tej bieżni, chodźmy poszukać drzwi. Są dokładnie za Motylkiem, na którym pracuję nad mięśniami pleców i klatki piersiowej. Polecono mi je ćwiczyć najsolidniej, bo używam ich najczęściej. Chociaż gdyby to ode mnie zależało, wykonywałbym tylko ćwiczenia na ławeczce, te na muskulaturę brzucha i ud. Po prostu je uwielbiam.
W ciągu ostatnich miesięcy bardzo urosłem. Jestem nie tylko wyższy, lecz także zmężniałem i czuję się silniejszy. Zaczęły mi nawet rosnąć włosy na brodzie pod baczkami. Poprosiłem, by mi pozwolono je zgolić, ale Madar powiedziała, że na razie tak jest dobrze i to jeszcze nie pora. Wkrótce pokażą mi film na wideo o tym, co to znaczy "stać się mężczyzną". Na razie wiem tylko tyle, że po Syntezie przez jakiś czas jest się dzieckiem, potem chłopakiem, a na końcu zostajesz mężczyzną. Z nagrania nauczę się wielu innych rzeczy o przemianie z chłopaka w mężczyznę. W sumie to już próbowałem na własną rękę się czegoś o tym dowiedzieć, ale na ekranie pojawił się napis: "Wyszukiwanie niedozwolone", i zrobiło mi się przykro. Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać. Skoro trzeba być posłusznym, to we wszystkim. Mam tylko nadzieję, że nie rozczarowałem Madar swoją ciekawością.
TERAZ SIĘ NIE ROZPRASZAJ, PAMIĘTAJ, ŻE CELEM JEST OPUSZCZENIE SIŁOWNI. SKONCENTRUJ SIĘ!
To wcale nie jest łatwe, trzeba najpierw odtworzyć w głowie mapę miejsca.
Auć! Walnąłem w coś nogą. To chyba te odważniki, które zostawiłem na ziemi, zanim wszedłem na bieżnię.
A WIDZISZ? ILE RAZY MADAR POWTARZAŁA, ŻE NALEŻY WSZYSTKO ZANIEŚĆ NA MIEJSCE ZARAZ PO WYKORZYSTANIU? MADAR ZAWSZE MA RACJĘ.
OK, następnym razem będę bardziej uważał. No i ty też mnie na pewno przypilnujesz.
Nareszcie dotarłem do ściany. Odtąd wszystko już będzie proste: wystarczy przylgnąć do niej i przesuwać dłońmi po powierzchni, dopóki nie poczuję otworu drzwi, które są dokładnie na środku.
Powoli... powoli... Jeszcze troszkę i powinienem tam być. Jeśli to próba, radzę sobie w wielkim stylu. Madar będzie ze mnie dumna i dziś na kolację dostanę w nagrodę lody sojowe, może nawet polane wegańską czekoladą i kruszonymi orzechami laskowymi. Nagroda za wielkie osiągnięcia.
Niedługo włączą się wszystkie światła naraz i usłyszę, jak klaszcze, mówiąc: "Brawo, próba zaliczona!".
- Spo... spo... spo... Spo... spokoo...
Co za męka, ta cała historia. To na pewno jeden z tych trudniejszych testów. Co najmniej za dziesięć punktów. Policzmy: z dziesięcioma punktami zaliczyłbym ten poziom i wszedłbym na wyższy...
O, prawie doszedłem do Pokoju.
No nie. Jeszcze siku mi się zachciało. Akurat teraz. Zsikam się zaraz.
MUSISZ OPRÓŻNIĆ PĘCHERZ PRZED KAŻDĄ SESJĄ TRENINGOWĄ. TAKIE SĄ PRZEPISY. I ZNOWU ICH NIE PRZESTRZEGAŁEŚ: WIDZIAŁEM, ŻE NIE BYŁEŚ W ŁAZIENCE PRZED PÓJŚCIEM NA SIŁOWNIĘ. ZASŁUŻYŁEŚ NA KARNĄ NOTĘ W DZIENNIKU.
Ale co miałem zrobić, kiedy wcześniej mi się nie chciało?
NIEWAŻNE, CZY CI SIĘ CHCIAŁO, CZY NIE, MASZ IŚĆ DO ŁAZIENKI I JUŻ. PRZEPISÓW NALEŻY PRZESTRZEGAĆ.
Oj tam, łazienka jest tuż obok i zaraz się tam dostanę.
Przesuwam się wzdłuż ściany.
Robienie siku w ciemności jest łatwe: kiedy wstaję w nocy, bardzo mało widać.
No, nareszcie. Wchodzę do Pokoju. Na ścianie, przy której stoi łóżko, pojawiła się jakaś dziwna szczelina. Sączy się przez nią szarawa poświata. Bardzo dziwne, nigdy jej tam nie było, przysięgam. Nigdy jej nie widziałem. Nigdy wcześniej.
Idę zobaczyć, co tam jest.
NIE, ZATRZYMAJ SIĘ. NIE IDŹ. LEPIEJ ZACHOWAĆ OSTROŻNOŚĆ I ZAPYTAĆ MADAR.
Idę tam.
POWIEDZIAŁEM CI, ŻEBYŚ NIE SZEDŁ!
A ja powiedziałem, że idę. To z pewnością część próby. Bo skoro nie, to jakim cudem by się otworzyła?
Powoli wkładam palce w szczelinę.
Wow, drzwi!
Znów czuję, że drżą mi ręce, ale ignoruję to i otwieram. Ależ one są ciężkie!
Teraz już widzę nieco więcej.
Co to za pomieszczenie?
GDZIEŚ TY WLAZŁ?
Sam jestem ciekawy. Na ścianach wiszą lampy, które rzucają zimne, stłumione światło. Rozglądam się. Tylko kable, długie metry czarnych kabli ciągną się wzdłuż czarnych ścian.
- Spokoo... Spo... Spokoo...
W tym miejscu głos Madar brzmi bardzo donośnie. Aż podskakuję ze strachu. Zatykam uszy dłońmi. I tak go słyszę. Jest tak głośny, że wszystko wibruje. Nawet mój brzuch, aż po serce, które znów łomoce jak obłąkane i wymierza ciosy od środka.
NATYCHMIAST WRACAJ, TUTAJ MOŻE BYĆ NIEBEZPIECZNIE.
Tym razem masz rację, lepiej, jak cię posłucham.
Odwracam się gwałtownie, potykam się o kabel, który zygzakiem układa się na posadzce jak złośliwy wąż w bezgwiezdną noc na sawannie. Żeby nie upaść, chwytam za inny kabel i zrzucam pudełko, które spada z okropnym hałasem. Taki czarny sześcian.
Tam w środku jest Madar!
- Spokoooo... - krzyczy, a potem wyłącza się z takim dźwiękiem, jakby coś ją wessało.
Odwracam się.
O nie! Powiedz, że to nieprawda, powiedz, że to nieprawda! Szczelina zniknęła, nie da się wrócić do Pokoju.
JESTEŚ ODCIĘTY!
Zdzieram sobie palce, próbując ją wymacać. No już, no już, no już! Gdzie jesteś, przeklęta szczelino?
Nie ma jej. Wszystko na próżno.
Niedługo w tym pomieszczeniu zabraknie powietrza: wczoraj wieczorem oglądałem film o okręcie podwodnym, który osiadł na dnie oceanu. Marynarze zginęli, uwięzieni jak myszy w pułapce bez wyjścia. Zginęli, jeden po drugim. Nikt nie próbował ich uratować.
Nie chcę się udusić.
Powietrza, potrzebuję powietrza.
STARAJ SIĘ ZACHOWAĆ SPOKÓJ. JEŚLI SIĘ EMOCJONUJESZ, ZUŻYWASZ WIĘCEJ TLENU. PRZYPOMNIJ SOBIE SZKOLENIE. WŁAŚNIE ZNALAZŁEŚ SIĘ W NIEBEZPIECZNEJ SYTUACJI: MUSISZ OSZCZĘDZAĆ ODDECH I ENERGIĘ. KONTROLUJ KAŻDY GEST, RUSZAJ SIĘ TYLKO WTEDY, KIEDY DOKŁADNIE WIESZ, CO CHCESZ ZROBIĆ.
Odwracam się i pośrodku absurdalnego kłębowiska kabli dostrzegam czarne drzwi. Wcześniej ich nie było. A może po prostu ich nie widziałem? Na samym środku mają długą czerwoną dźwignię i zieloną tabliczkę z napisem Wyjście bezpieczeństwa. O, tego właśnie potrzebowałem! Zresztą sam przed chwilą powiedziałeś, że to niebezpieczna sytuacja. Naciskam na dźwignię, popycham drzwi i wychodzę. Zamykają się natychmiast, zaraz za mną. Znów słyszę klik. Ten stukot jest jeszcze głośniejszy niż wcześniej. Dudni mi w głowie, jest mi niedobrze.
GDZIEŚ TY WLAZŁ?