Mam na imię Mehdi. I jestem nikim - Isabel Guerra

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 4

W salonie zapadła cisza. Cisza tak ogromna, że można ją było usłyszeć. Każdy z nas analizował w tym czasie swoje własne myśli. Ja w każdym razie analizowałem moje. I wnioski, do jakich dochodziłem, napawały mnie lękiem. Głównie dlatego, że zupełnie niespodziewanie zjawiła się Layla. Jej obecność zmieniła wszystko. I skoro, jak twierdziła Parvanah Jobrani, rozmowa nie miała mieć nic wspólnego ze sprzedażą koni, z całą pewnością miała dotyczyć Layli. W przeciwnym razie, obecność córki podczas wizyty gościa byłaby nie do przyjęcia. Bałem się. Naprawdę się bałem. Jedyne, o czym byłem w stanie myśleć, to sytuacja sprzed kilku dni. Na pewno o to chodziło. Nie mogło przecież chodzić o nic innego. Layla siedziała naprzeciw mnie z opuszczoną głową. Ona też się bała. Tylko czego?

- Widzisz Mehdi - zaczęła Parvanah Jobrani spokojnym głosem. - Moja córka i ja znalazłyśmy się w bardzo trudnej sytuacji.

Potrafiłem to zrozumieć. Śmierć męża i ojca musiała być czymś bardzo bolesnym.

- Powiedziałabym... W beznadziejnej sytuacji - dodała.

Spojrzałem na nią w skupieniu. To, że sytuacja była trudna, nie miałem wątpliwości. Ale czy beznadziejna? Zarówno matka, jak i córka, miały zabezpieczoną przyszłość do końca swoich dni. Przynajmniej pod tym względem, nie nazwałbym tej sytuacji beznadziejną.

- Brak mężczyzny w rodzinie jest czymś strasznym - kontynuowała. - Czymś nie do pomyślenia.

- Owszem - przyznałem. - Ale są przecież pani bracia.

- Zapomnij o nich - powiedziała stanowczo.

Najwyraźniej coś ją zdenerwowało.

- To nie są mężczyźni, na których ja i moja córka możemy polegać. Oni mają swoje rodziny. Własne interesy i własne problemy. Ich pomoc może być chwilowa. A nawet i ta nie jest pewna.

- Nie bardzo rozumiem - przyznałem. - Skoro oni nie mogą pomóc, więc kto?

- Ty, Mehdi - rzekła kobieta, a jej spojrzenie wbiło się w moje tak intensywnie, jak gdyby zamierzało przylgnąć do niego na stałe.

Usta Parvanah Jobrani drżały. Zaraz potem nachyliła się w moim kierunku, jeszcze intensywniej spojrzała mi w oczy, aż w końcu stanowczym głosem powiedziała:

- Jedynym mężczyzną, którego ja i moja córka możemy zaakceptować w naszym domu i w naszym życiu, jesteś ty.

Dreszcz, jaki przeszedł przez moje ciało, był nie do opisania. Opanował mnie tak paniczny strach, że zamarłem całkowicie. Nie byłem w stanie ruszyć dłońmi. Nie byłem nawet w stanie przełknąć śliny. Jedynie mózg pracował jako tako. Ale nic z tego, co usłyszałem, nie miało dla mnie sensu. I całe szczęście, że matka Layli wyczytała to z mojej twarzy. Chwilę później westchnęła, przylgnęła do oparcia swojego fotela i spokojniejszym już głosem powiedziała:

- Mehdi...

W tym momencie zdołałem przełknąć ślinę.