1 Czego się spodziewaliście?
- Nie miałam pojęcia, że tak to będzie wyglądać - powiedziała Mary. Wyglądała na całkowicie wyczerpaną i pokonaną.
Sam wyglądał na zdenerwowanego. Nie miał ochoty rozmawiać ze mną na temat swojego małżeństwa z Mary. W zasadzie nie miał nawet ochoty być dłużej jej mężem. Miał już tego dość!
- Piętnaście lat! Piętnaście lat! I co dostaję w zamian?
Mary nie odpowiedziała. Siedziała i płakała.
- Zobacz, co zapewniła ci moja ciężka praca. Żadna z twoich znajomych nie ma takiego domu. Żadna z nich nie ma rzeczy, które ja ci zapewniłem. Żadna nie była na tylu wspaniałych wycieczkach dookoła świata. Ja ci to wszystko dałem. Ale to i tak okazuje się za mało! Mary, jestem zmęczony twoim ciągłym narzekaniem. Jestem zmęczony twoją krytyką. Mam tego serdecznie dosyć i myślę, że ty także - powiedział Sam, a jego słowa rozpłynęły się w ciszy.
Spojrzałem na tych dwojga i wiedziałem, że między nimi nie zawsze tak było. Rozmawiałem z wieloma parami, które rozważały zawarcie małżeństwa i często było to dla mnie dość frustrujące doświadczenie. Nie frustrowało mnie to, że byli w sobie zakochani "do szaleństwa". Uważam, że to piękne, gdy mężczyzna i kobieta są w siebie zapatrzeni. To wspaniałe, że chcą spędzić razem życie. Rozumiem także, że w zalewie romantycznych uczuć trudno im skoncentrować się na pracy, którą powinni wcześniej nad sobą wykonać. Żadna z tych kwestii nigdy nie była przyczyną mojej frustracji. Uważam, że głębokie oddanie sobie nawzajem naprawdę jest cudowną sprawą.
Oto co było prawdziwym powodem mojej frustracji: nierealne oczekiwania. Uf, wreszcie to powiedziałem. Jestem przekonany, że większość par wkracza w małżeństwo z nierealistycznymi oczekiwaniami. Wiele razy zasiadałem do rozmowy z parami, które - jak się wydawało - nie brały zbyt poważnie ważnych rzeczy, które Biblia ma do powiedzenia na temat życia w małżeństwie na tym świecie. Nierealistyczne oczekiwania zawsze prowadzą do rozczarowania.
Wiesz o tym, jeśli kiedykolwiek zaglądałeś na stronę agencji turystycznych, zanim wyjechałeś na kupione u nich wakacje. W rzeczywistości żadne miejsce nie jest ani tak ładne, ani funkcjonalne jak jego wersja katalogowa na stronie internetowej. Na miejscu czujesz się nieco rozczarowany, ponieważ oczekiwałeś zbyt wiele.
Zabraliśmy kiedyś naszą rodzinę na wakacje do parku rozrywki Disney World. Zapoznaliśmy się z twórczością Disneya, jednak nikt nam nie powiedział, że będziemy musieli stać w palącym słońcu i czterdziestostopniowym upale przez półtorej godziny, by załapać się na przejażdżkę trwającą zaledwie trzydzieści trzy sekundy!
Mój syn, który wówczas był małym chłopcem, wypatrzył coś, na czym chciał się przejechać. Szliśmy bardzo długo, aż w końcu dotarliśmy na koniec kolejki. Staliśmy w niej tak długo, że w końcu wywiązała się między nami taka rozmowa:
- Tato - zapytał mój syn - dlaczego tu stoimy?
- Na końcu tej kolejki czeka na ciebie wspaniała przejażdżka - odparłem, a on z wyrazem ogromnego zmęczenia zapytał:
- A co to za przejażdżka?
Czekaliśmy w kolejce tak długo, że zapomnieliśmy, po co tam stoimy. Nierealne oczekiwania zawsze prowadzą do rozczarowania.
Używanie Biblii w biblijny sposób
Część problemu polega na tym, że posługujemy się Biblią w niewłaściwy sposób. Błędnie traktujemy Biblię jako tekst ułożony tematycznie - światowe kompendium ludzkich problemów i boskich rozwiązań. Zatem, rozmawiając o małżeństwie, sięgamy do wszystkich cytatów, które o nim mówią. Biblia nie jest jednak encyklopedią. Jest historią, wielką, kompletną opowieścią o odkupieniu. W zasadzie jest czymś więcej niż tylko opowieścią. Jest opowieścią z teologicznymi objaśnieniami. Jest historią z Bożymi przypisami. To zaś oznacza, że nie zrozumiemy, co takiego Biblia ma do powiedzenia na temat małżeństwa, rozważając jedynie te fragmenty, które bezpośrednio się do niego odnoszą, ponieważ gros informacji dotyczących małżeństwa znajduje się w zupełnie innych fragmentach.
Właściwie każdy fragment Biblii przekazuje nam jakąś prawdę o Bogu, nas samych, życiu na świecie, naturze ludzkich zmagań oraz boskich rozwiązań i w tym znaczeniu każda część Biblii odnosi się w pewien sposób do małżeństwa. Każdy fragment Słowa Bożego przekazuje nam jakąś prawdę pomocną we właściwym zrozumieniu fragmentów odnoszących się bezpośrednio do małżeństwa i każdy fragment mówi nam, czego powinniśmy się spodziewać w relacji małżeńskiej.
Jednym z naszych problemów jest to, iż nauczyliśmy się posługiwać Biblią w niewłaściwy sposób i to stało się przyczyną niespodzianek, których mogliśmy sobie zaoszczędzić.
Nie psujcie nam tego
Nierealistyczne oczekiwania wypływają także z innego źródła. Wydaje się, że przyszli małżonkowie nie chcą słuchać prawdy o tym, z czym nieuchronnie przyjdzie im się zmierzyć, ponieważ nie chcą, by coś rzuciło cień na odurzające uczucie, dzięki któremu stale przebywają w romantycznej ekstazie. Raz jeszcze powtórzę, że według mnie stan zakochania jest czymś naprawdę pięknym, jednak nie powinniśmy pozwalać na to, by uczucia skłaniały nas do zaprzeczania rzeczywistości.
Podobna rzecz dzieje się z tobą, gdy spożywasz przepyszny posiłek złożony ze smażonej ryby z frytkami, który ma być zwieńczony deserem w postaci ciasta czekoladowego z lodami. W momencie konsumpcji nie chcesz słuchać o tym, jaki wpływ taka dieta ma na twoje serce i talię. Nie chcesz rozmawiać o kaloriach i cholesterolu. Nie zastanawiasz się nad ilością tłuszczu i cukru zawartymi w tym posiłku. Nic z tych rzeczy. Chcesz po prostu delektować się każdym smakowitym kęsem. Chcesz zjeść rybę z frytkami, gdy są jeszcze ciepłe i chrupiące. Bez względu na to, jak bardzo się już najadłeś, zamierzasz zjeść do ostatniego okruszka całą porcję tortu czekoladowego z podwójną porcją kremu.
W silnych emocjach towarzyszących zakochaniu trudno zmusić się do trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość, czyli wszystkie te sprawy, z którymi ostatecznie, prędzej czy później, przyjdzie się zmierzyć każdej parze. Boisz się, że pod wpływem przenikliwego światła prawdy wasze uczucie wyblaknie. Boisz się, że coś odbierze ci przyjemność, której teraz doświadczasz, a to, czego właśnie doświadczasz, jest przecież jednym z najpotężniejszych doznań dostępnych człowiekowi. Miłość jest fascynująca. Motywuje do działania. Odurza. Jest w stanie zawładnąć umysłem i emocjami. Zasiadasz z osobą, którą kochasz, rozmawiając o perspektywie wspólnego życia, i chcesz, żeby uczucie, którego teraz doświadczasz, trwało wiecznie. Nie zamierzasz robić nic, co miałoby ten stan zrujnować.
Oto jak zazwyczaj to wygląda: jesteście zakochani i przekonani, że miłość, która teraz was łączy, pomoże wam pokonać wszystkie przeszkody. Nie chcecie doszukiwać się potencjalnych problemów. Nie chcecie rozmawiać o tym, co może się wydarzyć. Nie chcecie, by przyszłość rzucała cień na uczucie, którego aktualnie doświadczacie. Skupiacie się na tym, co tu i teraz. Jesteście zakochani i jest to bardzo przyjemny stan. Nie chcecie, by cokolwiek to zepsuło. Patrzycie na siebie rozmarzonym wzrokiem, pewni, że łącząca was miłość przeprowadzi was przez wszystkie trudności. Sądzicie, że nie ma się czego obawiać. Jesteście przekonani, że niewiele osób połączyła miłość tak silna jak wasza. Wiecie, że inne pary borykają się z trudnościami, ale sądzicie, że was to nie spotka. Zapewne nie połączyło ich uczucie tak silne jak wasze. Jesteście w sobie zakochani i nie macie wątpliwości, że wszystko ułoży się pomyślnie. Po prostu nie jesteście zainteresowani realistycznym spojrzeniem na wasze przyszłe życie.
Między "już" a "jeszcze nie"
Teologowie mają pewien specyficzny sposób myślenia o rzeczywistości doczesnej, który może być dla nas bardzo pomocny w formowaniu realistycznych oczekiwań. Wszystko, co robimy i mówimy, wszystko, do czego się zobowiązujemy, oraz każda sytuacja i relacja, w której funkcjonujemy, istnieje w rzeczywistości między "już" a "jeszcze nie". Nie zrozumiesz w pełni rzeczy, których doświadczasz każdego dnia, dopóki nie pojmiesz, że żyjesz "pomiędzy". Wszystko w twoim życiu kształtowane jest przez naturę tego środka. Być może myślisz sobie teraz: "Nie mam pojęcia, o czym on mówi". Pozwól, że wyjaśnię.
Świadomość, że żyjesz pomiędzy "już" a "jeszcze nie" mówi ci, gdzie konkretnie znajdujesz się w Bożej historii zbawienia. Skoncentruj się, ponieważ ta wiedza ma zastosowanie w praktyce. Bóg już dał nam swoje Słowo jako przewodnika. Już posłał swojego Syna, by żył, umarł i powstał z martwych dla naszego zbawienia. Już dał nam swojego Ducha, aby w nas przebywał. Jednakże świat nie został jeszcze odnowiony. Grzech nie został jeszcze całkowicie wykorzeniony. Nie zostaliśmy jeszcze przemienieni na doskonałe podobieństwo Jezusa. Cierpienie, smutek i śmierć nie zostały jeszcze unicestwione.
Trudno jest żyć w tym "pomiędzy", ale to jest właśnie nasza rzeczywistość. Żyjemy w świecie, który nadal jest okrutnie wykoślawiony. Ta ułomność przedrze się także do twojego małżeństwa. Żyjemy z niedoskonałymi ludźmi. Twoje małżeństwo odczuje konsekwencje tych ułomności. Gdy zaczniesz w pełni rozumieć, czym jest życie między "już" a "jeszcze nie", zyskasz właściwą perspektywę, niezwykle pomocną w zrozumieniu spraw, z którymi musisz się zmierzyć, jeśli chcesz, by twoje małżeństwo było w oczach Boga zdrowe i piękne.
Przygotowana spontaniczność
Ani ty, ani ja nie wiemy na pewno, co się w naszym życiu wydarzy. Zastanów się nad tym: twoje życie nie ułożyło się według twojego planu. Dwadzieścia lat temu nie wybrałbyś dla siebie scenariusza, który realizuje się dzisiaj. Zeszły tydzień nie ułożył się zgodnie z twoimi oczekiwaniami. Dziś także się tak nie ułoży. Twoje życie rozgrywa się według mądrego planu kogoś innego (zob. Dz 17,26-27; Dn 4,34b-35). To oznacza, że każdego dnia mierzysz się z rzeczywistością, której nie miałeś zamiaru doświadczać. Z pewnością dotyczy to także twojego małżeństwa. Na drodze pojawiają się problemy, które wywierają znaczący wpływ na ciebie i twojego męża lub twoją żonę. Choroba i grzech wbijają się klinem w wasze wspólne życie. Każde małżeństwo musi mierzyć się z rzeczami, których nie było w planie. Jednakże radzenie sobie z tym, co nieoczekiwane, nie oznacza bynajmniej, że nie możecie się na to przygotować. Na szczęście na nieoczekiwane rzeczy można się w pewien sposób przygotować. Ta książka właściwie w całości mówi o zasadzie przygotowanej spontaniczności.
Wiem, że brzmi to jak sprzeczność, ale w istocie nią nie jest. Możesz być przygotowany na rzeczy, które nie wiesz, czy ci się przytrafią. Możesz być gotowy na doświadczenia, których sam byś sobie nigdy nie wymyślił. Przekonuję się, że jest to jedna z głównych funkcji Pisma Świętego. Jego lektura pozwala nam przygotować się na to, by właściwie myśleć, działać, pragnąć, decydować i mówić w świecie, w którym to nie my pociągamy za sznurki. Oto jak to działa: jeśli przyjęliśmy do serca to, co Biblia mówi o Bogu, nas samych, życiu, grzechu i otaczającym nas świecie, jesteśmy przygotowani na to, by spontanicznie i zarazem właściwie reagować na sytuacje, których się nie spodziewaliśmy.
Często zasiadam do rozmów z parami, które są zaskoczone rzeczywistością, z którą przyszło im się mierzyć. Gdy daję im możliwość podzielenia się swoją historią, po raz kolejny przekonuję się, że przyszło im mierzyć się dokładnie z tymi samymi trudnościami, których - według nauczania Biblii - grzeszni ludzie powinni się spodziewać na tym upadłym świecie. Dziwne to uczucie rozmawiać z żoną, która jest zszokowana faktem, że jej mąż jest grzesznikiem, lub z mężem, który nie jest w stanie zmierzyć się z faktem, że jego żona czasem zachowuje się egoistycznie.
Nie jestem w stanie zliczyć par, które były zaskoczone faktem, że ich małżeństwo potrzebuje regularnej pomocy Bożej łaski. Ponieważ nie wzięli na poważnie nauczania Biblii, nie mieli pojęcia, jak się zachować, gdy w końcu, w wirze codziennego życia, trafiła kosa na kamień i gdy dotarli do punktu, gdzie łaska stała się ich jedyną nadzieją.
Ludzie nie biorą na poważnie nie tylko potrzeby przewidywania potencjalnych problemów, ale także obietnicy Bożej pomocy. Przygotowana spontaniczność nie ogranicza się do świadomości tego, co może się nam przydarzyć, a co za tym idzie - wzbudzenia odpowiedniej gotowości. Chodzi także o wiedzę, czym zostaliśmy obdarowani, byśmy mogli stawiać czoło wyzwaniom z odwagą i nadzieją.
W tej książce zaproponuję ci pewien styl życia, którego istotnym elementem jest gotowość i który opiera się na praktycznej i życiodajnej mądrości Bożego Słowa. Ta mądrość pozwoli ci być dobrze przygotowanym, choć w twoim życiu to nie ty stoisz za sterem i tak naprawdę nie masz pojęcia, co czeka tuż za rogiem.
Pewnych rzeczy możesz się spodziewać
Jim zachorował i musiał pożegnać się z kolejnymi awansami w swojej firmie. To wywołało w jego małżeństwie z Jen stres, którego nigdy by się nie spodziewał. Brad i Savannah mieli na głowie coraz więcej spraw i w końcu przestali komunikować się ze sobą we właściwy sposób, a ich małżeństwo boleśnie na tym ucierpiało. Brent przez wiele lat w ukryciu zmagał się ze swoim grzechem, a gdy Liz w końcu to odkryła, omal nie doszło do rozpadu małżeństwa. India i Frank zawsze walczyli ze sobą o sprawowanie kontroli. Trwanie w takim związku było dla nich bardzo męczące. Alfie i Sue zawsze byli na innym etapie rozwoju duchowego. Jared i Sally byli w sobie szaleńczo zakochani, ale problemy finansowe generowały w ich małżeństwie sporo stresu. Matka Jung ciągle wciągała ją w emocjonalne gierki, usiłując zapewnić sobie jej lojalność. To powodowało wiele konfliktów między nią a Kimem.
Wszystkie te małżeństwa mają ze sobą coś wspólnego. Po pierwsze, żadne z nich nie jest całkiem nieudane. Nikt nie zamierza odejść. Nikt jak dotąd nie dopuścił się zdrady. Nie ma tam przemocy i wykorzystywania. Mimo tego żadne z tych małżeństw nie doświadczyło tego, co przeznaczył dla nich Bóg, łącząc ich ze sobą. Wszystkie były zaskoczone wyzwaniami, z którymi przyszło im się mierzyć.
Po drugie, wszystko, z czym mierzyły się te pary, zostało zapowiedziane w tekście Pisma Świętego, w zawartych w nim prawdach, naukach i nakazach. Te pary powinny zatem spodziewać się rzeczy, które zostały im zapowiedziane. Gdyby patrzyły na Biblię jak na okno, przez które mogą spoglądać na własne małżeństwo, wiedzieliby, czego się spodziewać, a tym samym uniknęliby nieprzyjemnych niespodzianek.
Zatem czym są owe niezwykle ważne nauki zawarte w Piśmie Świętym, na podstawie których możemy formułować realistyczne oczekiwania dotyczące naszego małżeństwa?
1) Twoje małżeństwo istnieje w upadłym, grzesznym świecie.
Sam nie może uwierzyć, że został zwolniony po tylu latach pracy. Julie zmaga się z perspektywą życia z przewlekle chorym mężczyzną. Jared nigdy nie przypuszczał, że będzie musiał radzić sobie z problemami, które teraz stwarza jego syn. Mary czuje się jak więzień w swoim ukochanym domu położonym w okolicy, która stała się niebezpieczna. Sherri zmaga się z reakcjami, które wywołało jej małżeństwo z mężczyzną o innym kolorze skóry. John często zastanawia się, dlaczego życie musi być takie trudne.
Wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Nasze małżeństwa istnieją w świecie, który nie funkcjonuje według Bożego zamiaru. W ten czy inny sposób niemal każdego dnia twoje małżeństwo doświadcza skutków jego ułomności. Może dobija cię zwykły trud codziennego życia w grzesznym świecie, a może zmagasz się z naprawdę poważnymi problemami, które wywróciły do góry nogami twoje życie i małżeństwo. Jedno jest pewne: nie uciekniesz przed otoczeniem, w którym Bóg powołał cię do istnienia. To nie przypadek, że nasze małżeństwa funkcjonują w tym ułomnym świecie. To nie przypadek, że musisz się zmagać z takimi właśnie problemami. Decyduje o tym nie los, zbieg okoliczności czy łut szczęścia. Wszystko jest częścią Bożego zbawczego planu. Z siedemnastego rozdziału Dziejów Apostolskich dowiadujemy się, że to On decyduje o liczbie dni twojego życia oraz miejscu, w którym je spędzisz. On wie, w jakich warunkach żyjesz i nie jest zaskoczony wyzwaniami, z którymi się mierzysz. Choć może ty sam tego nie dostrzegasz, wszystko, co cię spotyka, służy konkretnym celom. Jestem przekonany, że zrozumienie natury tego upadłego świata oraz Bożego zamysłu związanego z umieszczeniem ciebie w nim jest kluczowe dla zbudowania małżeństwa opartego na jedności, zrozumieniu i miłości.
Nic lepiej nie oddaje natury rzeczywistości, z którą mierzymy się tu, na ziemi, niż określenia zawarte w samej Biblii: "smutek", "doświadczenia", "próby" (1 P 1,6-7)1. Te słowa powinny dać nam do myślenia. Ze wszystkich określeń, które Piotr ma do dyspozycji, by opisać, czego Bóg dokonuje w nas poprzez otoczenie, w którym żyjemy, apostoł celowo posługuje się tymi trzema słowami. Po pierwsze, nie zdołasz uniknąć smutku na tym grzesznym świecie. Ów smutek może przyjąć postać krótkotrwałego zasmucenia się z powodu drobnego niepowodzenia lub długiej żałoby z powodu poważnej straty. Chodzi o to, że smutek dotyka nas wszystkich w ten czy inny sposób. Po drugie, wszyscy jesteśmy doświadczani. Przyjdzie nam stawić czoło sprawom, których nie planowaliśmy i których nigdy nie wpisalibyśmy w swój grafik. Odczujemy smutek, ponieważ przyjdą na nas doświadczenia, których się nie spodziewaliśmy. Trzecie słowo dopełnia opisu życia na tym upadłym świecie. Słowo "próbować/poddawać próbie" nie ma nic wspólnego z testowaniem w warunkach egzaminacyjnych. W tym kontekście "próbować" znaczy "hartować" lub "oczyszczać".
Za pomocą tego słowa Bóg przekazuje ci jedną z najważniejszych rzeczy, której w życiu doczesnym nigdy w pełni nie pojmiesz. Bóg postanowił umieścić cię na tym grzesznym świecie, gdzie żyjesz, kochasz i pracujesz, ponieważ zamierzył posłużyć się trudnościami, których tu doświadczasz, by dokonać czegoś, czego nie można dokonać w inny sposób. Większość z nas nosi w sobie pewne osobiste wyobrażenie o szczęściu. Oczywiście, nie ma nic złego w tym, że chcemy być szczęśliwi, nie jest też rzeczą niewłaściwą dążyć do bycia szczęśliwym w małżeństwie. Bóg obdarzył nas zdolnością cieszenia się i dał nam mnóstwo rzeczy, z których możemy czerpać radość. Problem zatem nie tkwi w tym, że cel jest niewłaściwy, lecz w tym, że jest zbyt skromny. Bóg pracuje nad czymś znacznie głębszym, niezbędnym i mającym wymiar wieczny. Gdyby nad tym nie pracował, nie byłby wierny danej ci obietnicy. Bóg ma na celu twoją osobistą świętość. Niech nie odstraszają cię użyte tu sformułowania. Znaczą one tylko to, że Bóg posługuje się różnymi elementami twojej codzienności, aby cię przemienić.
W swojej miłości do ciebie wie, że nie jesteś jeszcze takim, jakim cię widział w swoim stwórczym zamiarze. Choć może ci być trudno to przyznać, nadal mieszka w tobie grzech i ten grzech stale przeszkadza ci stać się takim, jakim Bóg zawsze chciał, abyś był. Ten grzech jest także największą przeszkodą w budowaniu małżeństwa opartego na jedności, zrozumieniu i miłości. Bóg posługuje się okolicznościami twojego życia, by cię przemienić, czyli uwolnić cię od ciebie samego. A ponieważ cię kocha, jest gotów pozbawić cię twojego tymczasowego szczęścia, by posunąć się o krok dalej w procesie twojej przemiany i twojego ocalenia, co niezmiennie jest Jego najważniejszym celem.
Gdy zaczniesz widzieć rzeczywistość przez pryzmat Bożych celów, życie nie tylko zacznie mieć sens (trudności, które napotykasz, nie są bezsensowną udręką, lecz narzędziem przemiany), ale natychmiast zagości w nim nadzieja. Jest nadzieja na ocalenie ciebie i twojego małżeństwa, ponieważ Bóg jest wśród was obecny i posługuje się różnymi doświadczeniami, by kształtować w tobie człowieka według Jego zamysłu. W im większym stopniu dokonuje się ta przemiana, tym lepiej reagujesz na to, co ci się przydarza i stajesz się lepszą osobą, a to skutkuje bardziej udanym małżeństwem.
Nie oznacza to bynajmniej, że przestaniesz doświadczać smutku. Sam Jezus nie raz ronił łzy smutku, chodząc po tym świecie. Jednakże ten smutek nie jest ciemnym tunelem, do którego wepchnął cię los, lecz pożytecznym narzędziem w rękach kochającego Boga, który wie, jak bardzo jesteś potrzebujący i chce ci ofiarować dary łaski, które będą trwać na wieki.
Zatem, choć ten grzeszny świat wraz z całym swym uposażeniem w ten czy inny sposób zdoła wedrzeć się do twojego domu, nie musi cię to przerażać. Bóg jest z tobą i stale pracuje nad tym, by te zasmucające doświadczenia rodziły dobre owoce w tobie i poprzez ciebie.
2) Jesteś grzesznikiem w związku małżeńskim z drugim grzesznikiem.
Rozwinę ten temat w dalszej części książki, jednak już teraz warto sobie uzmysłowić, że ani ja, ani ty nie żyjemy z osobą nieskazitelną. Wydaje się to oczywiste, gdy się o tym czyta, lecz prawda jest taka, że wiele osób wchodzi w małżeństwo z bagażem nierealistycznych oczekiwań wobec osoby, z którą spędzi życie. Warto pamiętać, że każdy z nas wnosi do małżeństwa coś, co wywiera na nie destrukcyjny wpływ i nie pozwala mu się rozwijać. Tym czymś jest grzech. Większość z trudności napotykanych w małżeństwie nie ma charakteru intencjonalnego czy też osobistego. W większości sytuacji małżeńskich zgrzyty nie pojawiają się dlatego, że jeden z małżonków całkiem celowo robi coś, by utrudnić życie drugiej osobie. Owszem, może się to zdarzyć w chwili zagniewania. Najczęściej po prostu doświadczasz skutków grzechu, słabości i nieudolności osoby, z którą dzielisz życie. Zatem, jeśli twoja żona ma gorszy dzień, na pewno w jakiś sposób to odczujesz. Jeśli twój mąż zdenerwował się w pracy, jest bardzo prawdopodobne, że ową złość przyniesie ze sobą do domu.
Nie raz okażesz się egoistą. W pewnych sytuacjach będziesz odzywał się w nieprzyjemny sposób. Pojawią się zazdrość, zgorzknienie i konflikt. Nie unikniesz tego, ponieważ jesteś osobą grzeszną dzieląca życie z drugim grzesznikiem. Jeśli zbagatelizujesz fakt, że każde z was wniosło do małżeństwa swoją własną walkę z grzechem, oto co się stanie: każdą okazję do służenia drugiej osobie zmienisz w okazję do wyrażania zagniewania. Gdy na własne oczy widzisz grzech, słabość lub niepowodzenie twojego męża lub twojej żony, nigdy nie jest to dziełem przypadku - zawsze jest łaską. Bóg kocha twojego współmałżonka, jest zdecydowany przemieniać tę osobę swoją łaską i wybrał ciebie jako narzędzie dokonywania tej przemiany. Będzie cię zatem stawiał w sytuacjach, gdy zobaczysz, usłyszysz i osobiście doświadczysz tego, co w twoim mężu lub żonie musi uleć zmianie, abyś mógł stać się narzędziem ocalenia tej drugiej osoby.
Często w tych zsyłanych nam przez Boga chwilach służby zamiast stać się Bożym narzędziem przemiany, ulegamy własnej złości, ponieważ nie dostajemy tego, czego chcemy. Kolejnym powodem, dla którego zmieniamy chwile służby w chwile zagniewania, jest to, że bierzemy do siebie to, co nie jest w nas wymierzone. Pod koniec nieudanego dnia w pracy twój mąż nie powie sam do siebie: "Oto co teraz zrobię: wyładuję całą złość na swojej żonie, żeby miała równie nieudany dzień jak ja". Nic podobnego. Przykrość, której doświadczasz, nie ma z tobą nic wspólnego. Owszem, jest to twój kłopot, ponieważ ten rozzłoszczony mężczyzna jest twoim mężem. Jednakże to, czego doświadczasz, nie jest wymierzone w ciebie w sposób świadomy. Dzielisz życie z grzesznikiem i doświadczasz jego grzeszności.
Gdy bierzemy do siebie to, co nie zostało bezpośrednio w nas wymierzone, mamy skłonność do przyjmowania pozycji obronnej i stawiania siebie w roli przeciwnika. Gdy się to dzieje, twoją główną motywacją do działania nie jest zaradzenie duchowej potrzebie twojego małżonka, którą Bóg właśnie ci ukazał, lecz bronienie siebie, swojego grafiku, swojego spokoju itp. Twoja reakcja zatem nie służy drugiej osobie, lecz jest wymierzona przeciwko niej. Zamiast ją wspomóc, chcesz jedynie szybko się z nią rozprawić, by móc wrócić do swoich spraw. Przyznajmy to szczerze: każdy z nas tego doświadczył.
Gdy przyjmujemy pozycję obronną, eskalujemy problem, który zrzuciła na nas ta druga osoba. To prowadzi do kolejnych komplikacji: ponieważ zmieniliśmy okazję do służby na okazję do wyrażenia zagniewania, biorąc do siebie to, co nie zostało w nas wymierzone, i przyjęliśmy postawę obronną, sięgamy po szybkie rozwiązania, które nie dotykają sedna problemu. Zamiast szukać sposobów na wsparcie drugiej osoby, mówimy jej, by wzięła się w garść, usiłujemy w jakiś sposób zamknąć jej usta lub złościmy się i tym samym zmieniamy moment słabości w poważną konfrontację.
W takiej sytuacji Biblia okazuje się dla nas nieocenioną pomocą. Świat Biblii jest podobny do naszego - pogmatwany i ułomny. Jej bohaterowie są podobni do ciebie i twojego współmałżonka - są ludźmi słabymi i zawodnymi. Sytuacje opisane w Biblii są takie jak te, z którymi mierzysz się na co dzień - skomplikowane i nieprzewidywalne. Biblia nie jest uładzoną księgą religijną. Nie raz zszokuje cię szczerością, z jaką przedstawia nasz niedoskonały świat. Można powiedzieć, że od bratobójczego mordu Kaina po zdradę chciwego Judasza z każdej strony Biblii sączą się krew, pot i łzy. To uczciwe przedstawienie świata, w którym żyjemy, samo w sobie jest aktem Bożego miłosierdzia. Pozwala nam wyjrzeć przez to okno i zobaczyć świat takim, jakim w istocie on jest, nie zaś takim, jakim go sobie wyobrażamy. Robi to, abyśmy ukształtowali w sobie realistyczne spojrzenie na życie, a następnie przyszli do Niego w pokorze, prosząc o pomoc, którą On jeden jest w stanie nam dać.
3) Bóg jest wierny, potężny i gotowy do pomocy.
Usiłując kształtować w sobie realistyczne spojrzenie na swoje małżeństwo, powinniście wziąć pod uwagę jeszcze jedną ważną rzecz. Poza uznaniem ułomności tego świata oraz własnej grzeszności, musicie także pamiętać, że w swoich zmaganiach nie jesteście zdani tylko na własne siły. Biblia mówi, że Bóg jest blisko nas, tak blisko, że w chwili słabości możesz wyciągnąć rękę i Go dotknąć (Dz 17,27). Owszem, żyjecie w kiepskim sąsiedztwie (upadły świat) i sami także jesteście dalecy od ideału (skażenie grzechem), ale nie musicie się z tym zmagać o własnych siłach. Bóg, który wybrał dla was takie, a nie inne okoliczności życia, żyje w nich razem z wami i jest gotów dać wam wszystko, czego potrzebujecie.
Piszę te słowa kilka dni po Wielkanocy, więc moje myśli krążą wokół pustego grobu. Zastanów się przez chwilę, jaką prawdę przekazuje ci pusty grób Jezusa Chrystusa. Na pewno uczy nas, że Bóg jest wierny. Wiele wieków wcześniej, gdy Adam i Ewa okazali Bogu nieposłuszeństwo, ten obiecał, że raz na zawsze zniszczy zło. Posłał zatem swojego Syna, by pokonał grzech i śmierć przez swoje ukrzyżowanie i zmartwychwstanie. Przez tysiące lat Bóg pamiętał o tej obietnicy. Nie znużył się i nie zmienił zdania. Złożył obietnicę, a następnie tak układał różne elementy dziejów ludzkości (te ważne i mniej ważne), by Jezus Chrystus przyszedł na świat w odpowiednim momencie, by dotrzymać danego słowa.
Otwarty grób przypomina nam także o tym, że Bóg jest potężny. Jest potężny zarówno w swojej mocy, jak i sile. Pomyśl, jak wielką władzę musiał sprawować nad wszystkimi wydarzeniami, miejscami i relacjami, by zagwarantować, że Jezus przyjdzie na świat we właściwym momencie i wypełni zadanie, które zostało Mu zlecone! Poza tym, czy istnieje większa moc, niż moc władania śmiercią? Niezwykłą mocą Bożą Jezus zrzucił całun, który przykrywał Jego martwe ciało, i wyszedł z grobu. Siłacze, którzy występują w programach telewizyjnych, może i są w stanie ciągnąć autobus za linę trzymaną w zębach, ale w końcu umrą i zupełnie nic nie da się z tym zrobić.
Pusty grób wskazuje na jeszcze jedną ważną rzecz. Uczy nas, że Bóg jest skłonny do pomocy. Dlaczego Bóg miałby się posunąć tak daleko, by nam pomóc? Dlaczego w ogóle miałby zwracać na nas uwagę, a co dopiero nas ratować? Dlaczego miałby poświęcać własnego Syna? Ponieważ tego chce. Z natury jest skłonny pomagać. Musimy zrozumieć, że Jego skłonność i gotowość do niesienia nam pomocy nie wypływają z tego, co w nas zobaczył, lecz z tego, co jest istotą Jego samego. Chce nam pomagać, ponieważ jest definicją miłosierdzia. Jest źródłem miłości. Jest dobry, łagodny, cierpliwy i łaskawy. Gdy my jesteśmy oporni, zapatrzeni w siebie samych i nastawieni na realizację własnych zamierzeń, On nadal pozostaje pełen dobrych chęci i gotowy do współpracy. On uwielbia przemieniać nas swoją łaską. Raduje się ocalaniem nas swoją potężną miłością.
Gdy następnym razem ktoś przeciw tobie zawini lub grzeszny świat znów wedrze się do twojego życia, nie panikuj i nie uciekaj. Stań wyprostowany mimo swojej słabości i dezorientacji i powiedz: "Nie jestem sam. Bóg jest ze mną, a On jest wierny, potężny i gotowy do udzielenia mi pomocy". Możesz realistycznie patrzeć na świat i jednocześnie być pełnym nadziei. Realistyczne oczekiwania nie formułują się na bazie nadziei pozbawionej szczerości ani też na szczerości pozbawionej nadziei. Realizm plasuje się gdzieś w miejscu przecięcia bezwzględnej uczciwości i bezkompromisowej nadziei. Jedno i drugie może być obecne w twoim małżeństwie dzięki Bożemu Słowu i Bożej łasce.
Czy oczekiwania, jakie żywisz wobec swojego małżeństwa, są realistyczne?
zobowiązanie numer 1: Będziemy na bieżąco przyznawać się do błędów i prosić o przebaczenie.
zobowiązanie numer 2: Uznamy, że zmiany i nieustanny rozwój są wpisane w naszą codzienność.
zobowiązanie numer 3: Razem będziemy pracować nad budowaniem wzajemnego zaufania.
zobowiązanie numer 4: Będziemy świadomie budować relację miłości.
zobowiązanie numer 5: Będziemy podchodzić do tego, co nas dzieli, z łaską i wdzięcznością.
zobowiązanie numer 6: Będziemy chronić nasze małżeństwo.