Małżeńska intryga - Carole Mortimer

Kup ebooka

16.99 zł
13.93 zł (13,39 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Czerwiec 1817 roku, londyńska rezydencja lady Cicely Hawthorne

- Musiała uradować cię wieść o bliskich zaślubinach Hawthorne'a z panną Matthews! - Lady Jocelyn Ambrose, hrabina wdowa Chambourne, opromieniła gospodynię uśmiechem.

Lady Cicely godnie skinęła głową.

- Swaty nie obyły się bez... komplikacji, ale Adam i Magdelena na pewno będą ze sobą szczęśliwi.

Hrabina spoważniała.

- Jak się ona miewa teraz, kiedy trudności zostały zażegnane?

- Bardzo dobrze. - Lady Cicely uśmiechnęła się serdecznie. - Z radością przyznaję, że ta młoda dama jest nieugięta

- Dała dowód wielkiego hartu ducha, kiedy ten nikczemny Sheffield usiłował zrujnować jej majątek i pozycję - wtrąciła Edith St. Just, księżna wdowa Royston, ostatnia z tercetu przyjaciółek, zapowiadając nazwisko łotra pogardliwym prychnięciem.

- A jak postępują twoje plany zaślubin Roystona, moja droga? - zwróciła się do niej lady Jocelyn.

Trzy damy przyjaźniły się od pięćdziesięciu lat, od pierwszego dnia ich debiutu. Z początkiem tego sezonu obiecały sobie wzajemnie, że dopilnują zaślubin trzech wnuków, zapewniając przyszłość trzech znamienitych rodów. Lady Jocelyn pierwsza dopięła swego. Przed kilkoma tygodniami wnuk jej ogłosił zaręczyny z lady Sylvianną Moreland, a ślub miał się odbyć z końcem lipca. Lady Cicely dopiero co osiągnęła cel, a teraz już tylko Edith St. Just, księżna wdowa Royston, musiała zadbać o swojego wnuka, Justina St. Justa, prawowitego księcia Royston.

Miała niełatwe zadanie, bo hultaj był przystojny i arogancki i nieraz się zarzekał, że ożeni się dopiero, kiedy sam to uzna za stosowne. Miał już dwadzieścia osiem lat, a wciąż nie zmienił zdania.

- Sezon kończy się już za kilka tygodni... - Lady Cicely rzuciła przyjaciółce niepewne spojrzenie.

Księżna wdowa przytaknęła.

- Royston podejmie decyzję jeszcze przed balem Hepworthów.

Lady Cicely głośno westchnęła.

- To już za dwa tygodnie!

Edith uśmiechnęła się z ukontentowaniem.

- I właśnie wtedy, masz moje słowo, St. Just założy kajdany.

- Nadal jesteś przekonana, że usidli go dama, której nazwisko jest w kopercie u mego kamerdynera? - Lady Jocelyn dołączyła najwyraźniej do grona wątpiących.

Kiedy tylko trzy damy ułożyły wspomniany plan, księżna wdowa oznajmiła, że zna już imię wybranki swojego wnuka i że Royston zaręczy się z nią, nim minie sezon. Z butą przyjęła wyzwanie obu przyjaciółek i dała Edwardsowi, kamerdynerowi lady Jocelyn, liścik z nazwiskiem. Koperta miała zostać rozpieczętowana, gdy ogłoszone zostaną zaręczyny.

- Nie mam co do tego cienia wątpliwości - potwierdziła dumnie Edith.

- Ale przecież Royston nie wyraził jeszcze zainteresowania żadną z młodych dam tego sezonu. - Lady Cicely, najwrażliwsza z przyjaciółek, nie mogła przeboleć, że jej droga Edith zazna goryczy porażki.

- I nie wyrazi - wyjawiła tajemniczo księżna wdowa.

- Ale przecież...

- Nie naciskajmy już kochanej Edith. - Lady Jocelyn ścisnęła ku pokrzepieniu dłoń lady Cicely. - Czyż się kiedy myliła?

- Nigdy.

- I tym razem się nie omylę - oznajmiła wyniośle księżna wdowa, choć jej popielatoniebieskie oczy wesołością zadawały kłam chłodnemu głosowi. - Wkrótce Royston nie tylko się oświadczy, ale zrobi to z miłości!

To oświadczenie o cynicznym do szpiku kości księciu zbiło pozostałe damy z tropu w takim stopniu, że straciły chęć do dalszej dyskusji.