Mały Książę - Antoine de Saint-Exupéry

Kup ebooka

9.99 zł

-
Proszę czekać

Leonowi Werthowi

Dzieci, chciałbym Was prosić, abyście mi wybaczyły, że dedykowałem tę książkę dorosłej osobie. Mam istotny powód, dla którego tak postąpiłem: ta dorosła osoba jest moim najlepszym przyjacielem, jakiego mam na świecie. Drugi, równie ważny powód: ta dorosła osoba potrafi zrozumieć wszystko, nawet książki dla dzieci. Mam jeszcze trzeci powód: ten mój przyjaciel mieszka we Francji, gdzie doskwiera mu głód i zimno. Bardzo potrzebuje więc pocieszenia. Jeśli wszystkie te powody nie wystarczą, chętnie dedykuję tę książkę dziecku, którym kiedyś był mój dorosły już przyjaciel. Wszystkie dorosłe osoby były przecież kiedyś dziećmi (ale niewiele z nich o tym pamięta).

Więc poprawiam moją dedykację:

Dla Leona Wertha,

kiedy jeszcze był małym chłopcem.

7

Rozdział I

Kiedy miałem sześć lat, zobaczyłem pewnego razu wspaniały obrazek w książce o dżungli, której tytuł brzmiał Historie prawdziwe. Przedstawiał węża boa połykającego dzikie zwierzę. Oto kopia rysunku:

W książce napisano: "Węże boa połykają swoją ofiarę całą, nie rozgryzając jej. Potem nie mogą się ruszyć i śpią przez sześć miesięcy, aż skończą trawić".

Długo myślałem o przygodach w dżungli, aż udało mi się narysować kolorową kredką mój pierwszy rysunek.

Mój rysunek numer 1. Wyglądał tak:

Pokazałem moje arcydzieło dorosłym i zapytałem ich, czy mój rysunek ich przestraszył.

Odpowiedzieli: "Dlaczego kapelusz miałby nas wystraszyć?"

8

Mój rysunek wcale nie przedstawiał kapelusza. Przedstawiał węża boa, który trawił słonia. Narysowałem więc wnętrze węża boa, żeby dorośli mogli zrozumieć. Oni zawsze potrzebują wyjaśnień.

Mój rysunek numer 2 był taki:

Dorosłe osoby poradziły mi, żebym odłożył na bok rysunki przedstawiające otwarte lub zamknięte węże boa, i zainteresował się raczej geografią, historią, matematyką i gramatyką. I tym sposobem w wieku sześciu lat porzuciłem wspaniałą karierę malarza. Zniechęciło mnie niepowodzenie mojego rysunku numer 1 i rysunku numer 2. Dorosłe osoby nigdy nic nie rozumieją same, a dzieci są zmęczone tłumaczeniem im wszystkiego w kółko...

Musiałem więc wybrać inny zawód i nauczyłem się pilotować samoloty. Latałem po całym świecie. I rzeczywiście, geografia bardzo mi w tym pomogła. Już na pierwszy rzut oka potrafiłem odróżnić Chiny od Arizony. To bardzo przydatne, jeśli człowiek zgubi się w środku nocy.

W ciągu mojego życia miałem wiele kontaktów z dorosłymi, poważnymi ludźmi. Przez długi czas mieszkałem wśród dorosłych. Obserwowałem ich z bardzo bliska. Mimo to nie zmieniłem o nich zdania.

Kiedy spotykałem kogoś, kto wydawał mi się trochę rozumny, robiłem na nim eksperyment z moim rysunkiem numer 1, który zachowałem. Chciałem sprawdzić, czy naprawdę coś rozumie. Ale za każdym razem odpowiedź brzmiała: "To kapelusz".

Wówczas nie opowiadałem już o wężach boa, dżunglach ani o gwiazdach. Dostosowywałem się do jego poziomu. Mówiłem o brydżu, o golfie, o polityce i krawatach. I ta dorosła osoba była bardzo zadowolona, że poznała tak rozsądnego człowieka...

9

Rozdział I

9

- Tak - odparłem skromnie.

- Ach! Jakie to zabawne!

Mały Książę wybuchnął uroczym śmiechem, co mnie trochę zirytowało. Wolałbym, żeby moje kłopoty traktowano poważnie. Po chwili Mały Książę dodał:

- Czyli ty też pochodzisz z nieba! Z której planety jesteś?

Nagle poczułem, że zaczynam rozumieć coś z tajemnicy jego obecności, więc szybko zapytałem:

- To znaczy, że przybywasz z innej planety?

Ale on nie odpowiedział. Delikatnie kiwał głową, patrząc na mój samolot:

- To prawda... czymś takim nie mogłeś przybyć z bardzo daleka...

I pogrążył się w rozmyślaniach. Potem wyjął z kieszeni moją owieczkę i zaczął się jej uważnie przyglądać, jakby to był wielki skarb.

Możecie sobie wyobrazić, jak bardzo byłem zaciekawiony po tej wzmiance o "innych planetach". Usiłowałem więc dowiedzieć się czegoś więcej:

- Skąd przybyłeś, mały człowieczku? Gdzie jest twoje miejsce? Dokąd chcesz zabrać moją owieczkę?

Po chwili namysłu odpowiedział:

- Pudełko, które mi dałeś, jest o tyle dobre, że w nocy będzie dla niej domkiem.

- Oczywiście. A jeśli będziesz chciał, dam ci też sznurek, żeby ją uwiązać w ciągu dnia. I palik.

Ta propozycja wyraźnie zdziwiła Małego Księcia:

- Przywiązać ją? Co to za dziwny pomysł!?

- Jeśli jej nie uwiążesz, pójdzie gdzieś i się zgubi.

A mój przyjaciel znów wybuchnął śmiechem:

- A dokąd niby miałaby sobie pójść?

- Wszystko jedno gdzie. Przed siebie...

Na to Mały Książę powiedział poważnie:

- To nic nie szkodzi, u mnie jest bardzo mało miejsca...

A potem dodał, jakby z odrobiną smutku:

- Idąc cały czas przed siebie, nie da się zajść zbyt daleko...

14

Rozdział III

Rozdział IV

W ten sposób dowiedziałem się jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy: jego planeta była niewiele większa niż dom!

To wcale mnie nie zdziwiło. Wiedziałem przecież, że oprócz dużych planet, takich jak Ziemia, Jowisz, Mars czy Wenus, którym nadano imiona, istnieją setki innych - czasem tak małych, że bardzo trudno je dostrzec przez teleskop.

Kiedy astronom odkryje taką małą planetę, nadaje jej numer. Na przykład nazywa ją: "asteroida 325".

Miałem poważne powody, by sądzić, że planeta, z której pochodził Mały Książę, to asteroida B 612. Tę asteroidę zauważono tylko jeden raz przez teleskop, w 1909 roku przez pewnego tureckiego astronoma. Zaprezentował wówczas swoje odkrycie na międzynarodowym kongresie astronomicznym, ale nikt mu nie uwierzył z powodu stroju, który miał na sobie. Dorośli tacy już są.

15

15

Podobno są takie piękne. A jeśli nie one, to któż by mnie odwiedzał? Ty będziesz daleko. A co do dzikich zwierząt, nie boję się ich. Mam przecież pazurki.

I niewinnie pokazała mu swoje cztery kolce. Po czym dodała:

- Nie ociągaj się tak, to denerwujące. Postanowiłeś odejść - więc zmykaj.

Nie chciała bowiem, żeby widział, jak płacze. Była bardzo dumna...

Starannie wyczyścił swoje czynne wulkany

28

Rozdział IX

Rozdział X

Mały Książę znajdował się w okolicy asteroid 325, 326, 327, 328, 329 i 330. Postanowił więc je odwiedzić, żeby znaleźć sobie jakieś zajęcie i czegoś się nauczyć.

Pierwszą asteroidę zamieszkiwał król. Siedział ubrany w purpurę i gronostaje, na bardzo prostym, a jednocześnie majestatycznym tronie.

- Ach! Oto mój poddany! - zawołał Król, widząc Małego Księcia. A Mały Książę pomyślał:

"Jak może mnie rozpoznać, skoro nigdy wcześniej mnie nie widział?"

Nie wiedział, że królowie widzą świat w uproszczeniu, dla nich wszyscy ludzie są poddanymi.

- Podejdź bliżej, żebym mógł cię lepiej widzieć - powiedział król, bardzo dumny, że wreszcie nad kimś roztacza swą władzę.

Mały Książę rozejrzał się, szukając wzrokiem miejsca, gdzie mógłby usiąść, ale planeta była cała przykryta wielkim gronostajowym płaszczem władcy. Stał więc nadal przed królem, ale ponieważ był zmęczony, ziewnął.

- Ziewanie w obecności króla jest niezgodne z etykietą! - rzekł monarcha. - Zakazuję ci ziewać.

- Nie mogę się powstrzymać - odpowiedział Mały Książę, zawstydzony uwagą monarchy. - Mam za sobą długą podróż i nie spałem...

- W takim razie rozkazuję ci ziewać - powiedział Król. - Od lat nie widziałem nikogo, kto by ziewał. To dla mnie ciekawostka! No dalej, ziewnij jeszcze raz. To rozkaz!

- To mnie onieśmiela... już nie mogę... - powiedział Mały Książę, czerwieniąc się.

- Hm... hm... - mruknął Król, trochę zakłopotany. - W takim razie... rozkazuję ci czasem ziewać, a czasem...

Król nade wszystko domagał się szacunku dla swojego autorytetu. Nie znosił nieposłuszeństwa. Był władcą absolutnym, ale ponieważ był bardzo dobry, wydawał tylko rozsądne rozkazy.

"Gdybym na przykład - mawiał często - rozkazał generałowi zamienić się w morskiego ptaka i gdyby generał mnie nie posłuchał, to nie byłaby jego wina, tylko moja".

29

29

Rozdział X

- I co z tego wynika? - zapytał Mały Książę.

- Teraz robi obrót w ciągu jednej minuty, więc nie mam ani chwili odpoczynku. Zapalam i gaszę latarnię raz na minutę!

- To zabawne! Dzień trwa u ciebie minutę!

- To wcale nie jest to zabawne - odparł Latarnik. - Podczas gdy rozmawiamy, minął już miesiąc.

- Miesiąc?

- Tak. Trzydzieści minut. Trzydzieści dni! Dobry wieczór.

I znów zapalił swoją latarnię.

Mały Książę popatrzył na Latarnika i poczuł do niego sympatię. Polubił go za jego wierność rozkazowi. Przypomniał sobie zachody słońca, które sam kiedyś oglądał, przesuwając krzesło. Chciał pomóc swojemu nowemu przyjacielowi:

- Wiesz co... znam sposób, żebyś mógł odpoczywać, kiedy tylko zechcesz...

- Zawsze chciałbym - powiedział Latarnik.

Można bowiem być jednocześnie sumiennym i leniwym.

Mały Książę ciągnął dalej:

- Twoja planeta jest tak mała, że wystarczy zrobić trzy kroki, by obejść ją dookoła. Wystarczy, że będziesz szedł na tyle wolno, aby cały czas pozostawać w słońcu. Gdy zechcesz odpocząć, po prostu idź przed siebie - a dzień potrwa tak długo, jak zechcesz.

- To mi niewiele pomoże - odrzekł Latarnik. - To, co lubię w życiu najbardziej, to spać.

- A to pech - powiedział Mały Książę.

- A to pech - powtórzył Latarnik. - Dzień dobry.

I zgasił swoją latarnię.

"Tym człowiekiem - pomyślał Mały Książę, udając się w dalszą podróż - na pewno pogardziliby wszyscy pozostali: Król, Pyszałek, Pijak i Biznesmen. A jednak to on jako jedyny nie wydaje mi się śmieszny. Być może dlatego, że zajmuje się czymś innym niż sobą samym".

Westchnął z żalem i pomyślał jeszcze:

"To jedyny, z którym mógłbym się zaprzyjaźnić. Ale jego planeta jest naprawdę za mała. Nie ma na niej miejsca dla dwóch..."

40

Rozdział XIV

Mały Książę nie odważał się przyznać przed samym sobą, że żałował tej błogosławionej planety przede wszystkim z powodu tysiąca czterystu czterdziestu zachodów słońca w ciągu doby!

- Wykonuję tutaj straszliwie ciężką pracę.

41

Rozdział XIV

Rozdział XXI

Wtedy pojawił się lis.

- Dzień dobry - powiedział lis.

- Dzień dobry - odpowiedział grzecznie Mały Książę, odwrócił się, ale nikogo nie zobaczył.

- Jestem tutaj - odezwał się głos - pod jabłonią...

- Kim jesteś? - zapytał Mały Książę. - Jesteś bardzo ładny...

- Jestem lisem - odparł lis.

- Chodź pobawić się ze mną - zaproponował Mały Książę. - Jestem taki smutny...

- Nie mogę się z tobą bawić - powiedział lis. - Nie jestem oswojony.

- Ach, przepraszam - powiedział Mały Książę.

Ale po chwili zastanowienia dodał:

- Co to znaczy "oswoić"?

- Nie jesteś stąd - powiedział lis. - Czego szukasz?

- Szukam ludzi - odpowiedział Mały Książę. - Co to znaczy "oswoić"?

- Ludzie mają strzelby i polują - powiedział lis. - To bardzo przykre! Hodują również kury i to ich jedyne zainteresowanie. Szukasz kur?

- Nie - odrzekł Mały Książę. - Szukam przyjaciół. Co to znaczy "oswoić"?

- To rzecz, o której niestety zapomniano - powiedział lis. - To znaczy "stworzyć więzi...".

- Stworzyć więzi?

- Oczywiście - odpowiedział lis. - Na razie jesteś dla mnie tylko małym

52

chłopcem, zupełnie podobnym do stu tysięcy innych małych chłopców. I wcale cię nie potrzebuję, ty także mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem podobnym do stu tysięcy innych lisów. Ale jeśli mnie oswoisz, będziemy sobie wzajemnie potrzebni. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie...

- Zaczynam rozumieć - rzekł Mały Książę. - Jest taka róża... wydaje mi się, że mnie oswoiła...

- Możliwe - powiedział lis. - Na Ziemi spotyka się przeróżne rzeczy...

- Och! To nie jest na Ziemi - odpowiedział Mały Książę.

Lis wydał się bardzo zaintrygowany:

- Na innej planecie?

- Tak.

- Czy na tej planecie są myśliwi?

- Nie.

- To ciekawe! A kury?

- Nie.

- Jeśli przyjdziesz na przykład o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę czuć się szczęśliwy.

53

53

Rozdział XXI