Malta. Rajska wyspa Europy. Kraina kołatek, luzzu i wykuszy - Marcin Gonera

Kup ebooka

59.99 zł
49.19 zł (50,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Autor: Marcin Gonera

Redakcja: Magdalena Binkowska

Korekta: Zofia Siewak-Sojka

Projekt graficzny okładki: Black Dog Studio Natalia Noszczyńska

eBook: Atelier Du Châteaux

Mapa: Wydawnictwo Kartografika: Ewa Lodzińska, Aneta Kaczmarek (aktualizacja)

Zdjęcie na okładce: Klaudia Gonera (zdjęcie bio autora)

 

Zdjęcia:

Marcin Gonera: (s. 6, 12, 14, 17, 18, 22, 28, 30, 31, 33, 40, 44, 47, 52, 55, 56, 59, 60, 62, 65, 69, 70, 72, 75, 79, 80, 86, 88, 91, 92, 94, 96, 100, 107, 110, 113, 115, 118, 120, 124, 128, 130, 135, 136, 138, 143, 145, 146, 150, 153, 154, 157, 161, 162, 167, 168, 171, 173, 174, 185, 188, 193, 196, 208, 210, 213, 215, 216, 220, 224, 228, 234, 239, 243, 248, 251, 252, 254, 257);

Shutterstock.com: Adwo (24, 280), Anastasiya Rekel (26), Anibal Trejo (190, 199), Apostolis Giontzis (211), AS Foodstudio (277), Birol Bali (158), Cesarz (275), Christian Popp (50), Cristian M Balate (103), dotmiller1986 (298), eldeiv (232), Eva Pruchova (49), fokke baarssen (260), Hubert Schwarz (205), Konstantin Aksenov (203), Kurka Geza Corey (176), MEDIANA (141), Mini Onion (8), Oleg_P (4), OleksSH (132), otsphoto (82), Ovidiu Alexa (108), p_anna (77), Philip Enticknap (164), pio3 (180), Pit Stock (266), Pres Panayotov (226), Robert Harding Video (270), Roberto Sorin (218), RobNaw (179), Shevchenko Andrey (85), Sophie Lenoir (272), taviphoto (76), TheLiftCreativeServices (37), View Apart (223), Wirestock Creators (43, 87), ZGPhotography (201).

Wikimedia Commons: Hans Hillewaert (35).

 

Redaktor prowadząca: Agnieszka Knapek

Kierownik redakcji: Agnieszka Górecka

 

? Copyright by Marcin Gonera

? Copyright for this edition by Wydawnictwo Pascal

 

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej książki nie może być powielana lub przekazywana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy, z wyjątkiem recenzentów, którzy mogą przytoczyć krótkie fragmenty tekstu.

 

Bielsko-Biała 2024

Wydawnictwo Pascal sp. z o.o.

ul. Zapora 25

43-382 Bielsko-Biała

tel. 338282828, fax 338282829

pascal@pascal.pl, www.pascal.pl

 

ISBN 978-83-8317-429-7

Maltańczycy za wodą i murami

- Większość budynków wykonana jest z wapienia lub piaskowca -

Ludzie za­miesz­ka­li na Wy­spach Mal­ta­ńskich, żeby uciec przed gro­źniej­szy­mi od sie­bie. Obron­no­ść to pierw­sza ce­cha miesz­ka­ńców Mal­ty, a mury to głów­ny ele­ment ar­chi­tek­tu­ry.

To było w po­bli­żu kli­fów Din­gli - miej­sca, któ­re od­wie­dza chy­ba ka­żdy tu­ry­sta przy­by­wa­jący na Mal­tę. Para Ko­re­ańczy­ków, dziew­czy­na i chło­pak, ro­bi­ła zdjęcia za­cho­dzące­go sło­ńca, jak wie­lu spo­śród spo­rej gru­py obec­nych tam wów­czas tu­ry­stów. Szu­ka­li do­bre­go ujęcia. Po­zo­wa­li, ro­bi­li zbli­że­nia, sta­wa­li na ław­ce, żeby ide­al­nie uka­zać ma­je­sta­tycz­no­ść kli­fów. Nie byli za­do­wo­le­ni z re­zul­ta­tów. W po­szu­ki­wa­niu miej­sca, któ­re by­ło­by ide­al­ne, po­su­nęli się o kil­ka kro­ków za da­le­ko. We­szli na po­lną dro­gę pro­wa­dzącą w dół. Na te­ren nie­do­stęp­ny dla tu­ry­stów. Mie­li świa­do­mo­ść, że tak nie wol­no. Wie­dzie­li o tym, bo mi­nęli kil­ka ta­bli­czek z na­pi­sem "Pri­va­te". Nic się nie wy­da­rzy­ło. Nikt na nich nie na­krzy­czał, nikt nie wy­sko­czył z bu­dyn­ku sto­jące­go kil­ka­na­ście me­trów za ogro­dze­niem, nikt ich chy­ba na­wet nie za­uwa­żył. Zro­bi­li jed­nak coś, cze­go Mal­ta­ńczy­cy nie zno­szą. Na­ru­szy­li pry­wat­no­ść. We­szli na te­ren za­re­zer­wo­wa­ny tyl­ko dla tu­byl­ców.

Anna - Po­lka miesz­ka­jąca na Mal­cie - po­wie­dzia­ła mi, że Mal­ta­ńczy­cy wy­ma­ga­ją, aby re­spek­to­wać ich pra­wo do pry­wat­no­ści. Była świad­kiem, jak krzy­cze­li na tu­ry­stów, któ­rzy - tak jak ci Ko­re­ańczy­cy - we­szli tam, gdzie nie po­win­ni wcho­dzić. Tłu­ma­czy­ła to tym, że wy­spa jest mała, tu­ry­stów mnó­stwo, więc to zro­zu­mia­łe, że miej­sco­wi chcą bro­nić pry­wat­nych en­klaw. Po­la­cy miesz­ka­jący na wy­spie zgod­nie twier­dzą, że choć mili, otwar­ci i uśmiech­ni­ęci, wy­spia­rze każą dłu­go pra­co­wać na swo­je za­ufa­nie.

- Fort Saint Angelo, w którym znajduje się siedziba Zakonu Maltańskiego -

Po wie­lu ob­ser­wa­cjach i wędrów­kach po tej cu­dow­nej wy­spie, a ta­kże po­zna­niu jej nie­zwy­kłej hi­sto­rii, po­jąłem, że w gło­wach Mal­ta­ńczy­ków ci­ągle jest mur od­dzie­la­jący ich od tych, któ­rzy nie są wy­spia­rza­mi. Nie zna­czy to wca­le, że są nie­mi­li dla tu­ry­stów. Nic z tych rze­czy. Uwiel­bia­ją lu­dzi. Są wo­bec nich życz­li­wi i otwar­ci. Przy­gląda­jąc się jed­nak co­raz do­kład­niej Mal­ta­ńczy­kom, nie mo­głem po­zbyć się wra­że­nia, że ktoś, kto nie uro­dził się na Mal­cie, za­wsze będzie tu trak­to­wa­ny jak obcy.

Między Europą a Afryką

Mur jest zna­ną me­ta­fo­rą, któ­ra po­wta­rza się w wie­lu opo­wia­da­niach i hi­sto­riach. Jest ele­men­tem ar­chi­tek­tu­ry fo­to­gra­fo­wa­nym przez tu­ry­stów, zda­rza się, że sta­je się sym­bo­lem ja­kie­goś miej­sca, jak ży­dow­ska Ścia­na Pła­czu, czy­li po­zo­sta­ło­ści Świ­ąty­ni Je­ro­zo­lim­skiej, albo Wiel­ki Mur Chi­ński, ma­jący bro­nić Chi­ńczy­ków przez na­jaz­da­mi ple­mion mon­gol­skich. Był ta­kże mur w Ber­li­nie, sym­bol po­dzia­łu na Wschód i Za­chód. Wa­ty­kan pra­wie cały jest oto­czo­ny mu­rem z kil­ko­ma bra­ma­mi, któ­re co­dzien­nie są za­my­ka­ne i otwie­ra­ne.

Mal­ta, choć nie­wiel­ka, ma dużo mu­rów. Tych fi­zycz­nych - to prze­cież wy­spa, któ­rą wie­le mo­carstw pró­bo­wa­ło zdo­być, więc for­ty­fi­ka­cje są nie­odłącz­ną częścią kra­jo­bra­zu mal­ta­ńskie­go, ale i tych men­tal­nych - od­dzie­la­jących Mal­ta­ńczy­ków od dwóch kon­ty­nen­tów, po­mi­ędzy któ­ry­mi leży wy­spa: Eu­ro­py i Afry­ki. Mury tak bar­dzo wro­sły w psy­chi­kę wy­spia­rzy, że gdy pod ko­niec XX wie­ku he­ral­dy­cy two­rzy­li nowy herb Mal­ty, po­sta­no­wi­li umie­ścić na nim wła­śnie mury obron­ne.

Naj­pierw tro­chę o mu­rach fi­zycz­nych, gdyż ist­nie­nie tych woj­sko­wych za­bez­pie­czeń było prze­cież głów­nym po­wo­dem po­wsta­nia mu­rów men­tal­nych. Mal­ta­ńskie mury to cy­ta­de­le, for­ty, re­du­ty, nad­sza­ńce, wie­że ob­ser­wa­cyj­ne, a ta­kże zwy­czaj­ne wy­ku­sze, któ­re są tu­taj nie tyl­ko pro­stym po­sze­rze­niem części miesz­kal­nej. Wszyst­kie te obiek­ty, ró­żnie na­zy­wa­ne, są po pro­stu mu­ra­mi. Mia­ły od­gra­dzać lu­dzi, chro­nić ich, umo­żli­wiać do­kład­ną ob­ser­wa­cję. Spra­wiać, żeby czło­wiek w ob­rębie muru czuł się w mia­rę bez­piecz­ny. Mury naj­częściej dzie­lą. Bywa jed­nak, że łączą. Na Mal­cie, chro­ni­ąc przed ze­wnętrz­ny­mi wro­ga­mi, jed­no­cze­śnie zbli­ża­ły do sie­bie miesz­ka­ńców.

- Wyspa przez wieki pełniła funkcje obronne. Po prawej stronie: Dolne Ogrody Barrakka -

Wy­spia­rze mu­sie­li się bar­dzo na­pra­co­wać i spo­ro wy­dać, żeby wznie­ść te wszyst­kie obiek­ty. Tu­ry­ści dzi­siaj je po­dzi­wia­ją lub ze względu na ich mno­go­ść po kil­ku dniach zwie­dza­nia prze­cho­dzą obok nich obo­jęt­nie. Są te­raz atrak­cja­mi tu­ry­stycz­ny­mi, a kie­dyś umo­żli­wia­ły miesz­ka­ńcom prze­trwa­nie. Nie ma szans, żeby zwie­dza­jąc Mal­tę, nie zo­ba­czyć mu­rów. To obo­wi­ąz­ko­wy ele­ment ka­żdej wy­ciecz­ki, rów­nież dla tych tu­ry­stów, któ­rzy nie in­te­re­su­ją się hi­sto­rią, mi­li­ta­ria­mi i bi­twa­mi. Są miej­sca, że za­chwy­ca­my się ja­ki­mś bu­dyn­kiem, nie ma­jąc po­jęcia, że to mur po­wsta­ły w ce­lach mi­li­tar­nych.

A oto kil­ka naj­wa­żniej­szych mu­rów - sym­bo­li Mal­ty.

Forty

For­ty to kom­plek­sy bu­dow­li po­my­śla­nych jako miej­sca dłu­giej i wy­czer­pu­jącej obro­ny, w któ­rych mimo walk mu­sia­ło to­czyć się ży­cie. To wła­ści­wie ma­lut­kie mia­stecz­ka. Mal­ta ma kil­ka wiel­kich for­tów, ale mo­żna też spoj­rzeć na wy­spę jak na je­den wiel­ki fort. Samo ukszta­łto­wa­nie te­re­nu, po­ło­że­nie, mo­rze, któ­re mo­żna uznać za ogrom­ną fosę - to wszyst­ko ele­men­ty obron­ne.

Fort Sa­int An­ge­lo w Bir­gu. Po­tężna bu­dow­la, na szczy­cie któ­rej po­wie­wa fla­ga Mal­ty (bia­łe i czer­wo­ne pasy w po­zy­cji pio­no­wej z krzy­żem św. Je­rze­go) oraz fla­ga Za­ko­nu Mal­ta­ńskie­go (bia­ły krzyż na czer­wo­nym tle). Dla­cze­go dwie fla­gi? Wła­dze dzie­rża­wią fort za­ko­no­wi, do­ce­nia­jąc jego wie­lo­wie­ko­we za­słu­gi dla roz­wo­ju wy­spy. Fort ten był wszak głów­ną sie­dzi­bą wiel­kie­go mi­strza. Cza­sa­mi prze­wod­ni­cy, chcąc spo­tęgo­wać cie­ka­wo­ść u tu­ry­stów, z eks­cy­ta­cją opo­wia­da­ją, że na te­re­nie for­tu nie obo­wi­ązu­je pra­wo mal­ta­ńskie, po­nie­waż Za­kon Mal­ta­ński, któ­ry obiekt wy­naj­mu­je, jest tak na­praw­dę mi­ni­pa­ństwem, a fort jest jed­nym z dwóch jego mi­nia­tu­ro­wych po­sia­dło­ści. Praw­dą jest, że za­kon to pod­miot pra­wa mi­ędzy­na­ro­do­we­go: ma swo­je znacz­ki, pasz­por­ty, am­ba­sa­do­rów. Jed­nak to, że po­sia­da na Mal­cie wła­sne te­ry­to­rium, to nie­praw­da. Fort jest je­dy­nie dzie­rża­wio­ny i cie­szy się tyl­ko częścio­wą eks­te­ry­to­rial­no­ścią. Nie ule­ga jed­nak wąt­pli­wo­ści, że sam Za­kon Mal­ta­ński jest swo­istym fe­no­me­nem, czy­mś ory­gi­nal­nym i nie­po­wta­rzal­nym. Jo­an­ni­ci (jego człon­ko­wie) ode­gra­li fun­da­men­tal­ną rolę w roz­wo­ju wy­spy. Wła­da­li nią przez 268 lat, od XVI do ko­ńca XVIII wie­ku; wi­ęk­szo­ść bu­dzących w nas za­chwyt za­byt­ków po­cho­dzi wła­śnie z tego okre­su.

- Wyspą władali Fenicjanie, Kartagińczycy, Rzymianie, Arabowie, Anglicy, Francuzi -

Jako że jo­an­ni­ci byli ry­ce­rza­mi-za­kon­ni­ka­mi, a po­zo­sta­li miesz­ka­ńcy oso­ba­mi świec­ki­mi, po­wsta­wa­ły nie­ty­po­we po­dzia­ły. Ha­bi­ty, któ­re no­si­li go­spo­da­rze for­tu Sa­int An­ge­lo, od­gra­dza­ły ich od Mal­ta­ńczy­ków. Tych pierw­szych wy­wy­ższa­ły, tych dru­gich spy­cha­ły na dal­szy plan. Choć by­wa­ło i tak, że te dwa, wy­da­wać by się mo­gło, obce so­bie świa­ty, w ró­żny spo­sób, cza­sem grzesz­ny, łączy­ły się.

Cytadela

Cy­ta­de­la na wy­spie Gozo. Ar­chi­pe­lag Wysp Mal­ta­ńskich obej­mu­je trzy za­miesz­ka­ne wy­spy: naj­wi­ęk­szą Mal­tę, na któ­rej żyje pra­wie pół mi­lio­na osób, śred­nią Gozo z 37 ty­si­ąca­mi miesz­ka­ńców, i nie­wiel­ką Co­mi­no, któ­rą za­miesz­ku­je kil­ka osób. Jest też parę wy­se­pek bez­lud­nych. Gozo to w za­sa­dzie cy­ta­de­la. Gó­ru­je nad wy­spą i przy­po­mi­na dum­ną, a chwi­la­mi krwa­wą hi­sto­rię tego miej­sca. W XVI i XVII wie­ku miesz­ka­ńcy ze względów bez­pie­cze­ństwa mie­li obo­wi­ązek uda­wać się przed zmro­kiem do cy­ta­de­li i no­co­wać w jej mu­rach.

Lud­no­ść była bo­wiem na­ra­żo­na na ata­ki nie­przy­ja­ciół: pi­ra­tów i Tur­ków osma­ńskich. Cy­ta­de­la ze swo­imi po­tężny­mi umoc­nie­nia­mi chro­ni­ła przed tymi ata­ka­mi, ale nie za­wsze. W 1551 roku zdo­by­li ją Tur­cy i po­nad 5 ty­si­ęcy osób, któ­re wie­rzy­ły, że wy­so­kie mury ich obro­nią, zo­sta­ło za­ku­tych w kaj­da­ny, wsa­dzo­nych na stat­ki i wy­wie­zio­nych z wy­spy w cha­rak­te­rze nie­wol­ni­ków. Gozo dzie­li od Mal­ty nie­ca­łe 5 ki­lo­me­trów mo­rza, ale ró­żni­ca mi­ędzy miesz­ka­ńca­mi obu wysp jest do­strze­gal­na. Choć Mal­ta i Gozo to jed­no pa­ństwo, Go­zo­ńczy­cy czu­ją się nie­za­le­żną, in­dy­wi­du­al­ną wspól­no­tą.

Kie­dyś - na prze­ło­mie XVIII i XIX wie­ku - Gozo było na­wet krót­ko nie­pod­le­głym pa­ństew­kiem. Obec­nie z au­to­no­mii po­zo­sta­ła od­ręb­na die­ce­zja (z wła­sną ka­te­drą, bi­sku­pem i ku­rią) oraz nie­za­le­żna od Mal­ty re­pre­zen­ta­cja w pi­łce no­żnej (nie­ste­ty nie na­le­ży do FIFA i UEFA, więc może roz­gry­wać tyl­ko me­cze to­wa­rzy­skie). "Na Gozo żyje się tro­chę ina­czej niż na Mal­cie. Jest tu­taj spo­koj­nie, siel­sko i prze­pi­ęk­nie. Spo­ro Mal­ta­ńczy­ków uda­je się na Gozo pod­czas dłu­gich week­en­dów, aby od­po­cząć od zgie­łku miast Mal­ty i się zre­lak­so­wać" - opo­wia­da Do­mi­ni­ka, któ­ra miesz­ka na Gozo.

Wieże obserwacyjne

Jest ich bar­dzo dużo. Są nie­wiel­kie, lecz o wiel­kim zna­cze­niu. Stra­żni­cy, któ­rzy pe­łni­li w nich war­tę, wy­pa­try­wa­li wro­gich stat­ków, dla­te­go sto­ją głów­nie na wy­brze­żu, tuż przy mo­rzu. W nad­mia­rze in­nych, bar­dziej oka­za­łych bu­dow­li, wie­że nie są ja­ki­miś wy­jąt­ko­wy­mi atrak­cja­mi tu­ry­stycz­ny­mi. Są jed­nak sym­bo­la­mi Mal­ty. Dużo o niej mó­wią.

Pew­ne­go po­po­łud­nia, od­wie­dza­jąc po raz ko­lej­ny pla­żę G?ajn Tuf­fie­?a, przez kil­ka go­dzin sie­dzia­łem opar­ty o mur sto­jącej na wznie­sie­niu wie­ży. Pa­trzy­łem na mo­rze i za­sta­na­wia­łem się, co mo­gli czuć stra­żni­cy, któ­rych pra­ca po­le­ga­ła na nie­ustan­nym wy­pa­try­wa­niu wro­ga. Z tego miej­sca do­sko­na­le wi­dać, że wy­spa jest nie­wiel­ka, a ota­cza­jące ją mo­rze ogrom­ne. To wpły­wa­ło i wci­ąż wpły­wa na men­tal­no­ść Mal­ta­ńczy­ków. Mo­rze to mur bro­ni­ący wy­spia­rzy przed nie­przy­ja­cie­lem, da­jący czas na ze­bra­nie sił i wzmoc­nie­nie obro­ny. Mo­rze to też mur, któ­ry nie po­zwa­la uciec z wy­spy, zmu­sza­jący do cof­ni­ęcia się w głąb sie­bie i szu­ka­nia w sa­mym so­bie wie­ży osta­tecz­nej obro­ny.

Przez po­ło­że­nie ar­chi­pe­la­gu Mal­ta­ńczy­cy zo­sta­li ze­pchni­ęci na bok wiel­kich wy­da­rzeń, któ­re dzie­ją się w Eu­ro­pie. Je­śli wiel­ka hi­sto­ria do­cie­ra do wy­spy, to naj­częściej ta naj­okrut­niej­sza. Jak w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej, gdy ten mały frag­ment zie­mi na Mo­rzu Śró­dziem­nym stał się are­ną walk mi­ędzy hi­tle­row­ca­mi i alian­ta­mi.

O Mal­cie przy­po­mnie­li so­bie wiel­cy po obu stro­nach kon­flik­tu. Była to ide­al­na baza wy­pa­do­wa do Afry­ki, dla­te­go Chur­chill za­szczy­cił wy­spę barw­nym po­rów­na­niem do "nie­za­ta­pial­ne­go lot­ni­skow­ca". Dla Mal­ta­ńczy­ków był to jed­nak wąt­pli­wy za­szczyt. Sa­mo­lo­ty na­zi­stów dzień i noc zrzu­ca­ły z fu­rią na Mal­tę nisz­czy­ciel­skie bom­by. Prze­ra­że­ni Mal­ta­ńczy­cy, tak jak Po­la­cy w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej, chro­ni­li się wte­dy w ko­ścio­łach. Du­cho­wo i fi­zycz­nie. Go­spo­dar­ka, za­byt­ki i in­fra­struk­tu­ra Mal­ty le­gły w gru­zach.

Wykusze

Wy­kusz to frag­ment wy­sta­jący ze ścia­ny, z okna­mi, przy­po­mi­na­jący za­bu­do­wa­ny bal­kon. Na Mal­cie ma je pra­wie ka­żdy dom. Ich za­da­niem jest roz­sze­rzyć ob­szar miesz­ka­nio­wy oraz wpu­ścić do środ­ka wi­ęcej świa­tła. Tu­taj pe­łni­ły jesz­cze jed­ną funk­cję: da­wa­ły mo­żli­wo­ść zo­ba­cze­nia, co dzie­je się na uli­cy. Na ca­łej jej dłu­go­ści, po jed­nej i po dru­giej stro­nie. A za­tem mal­ta­ńskie wy­ku­sze sta­ły się do­mo­wy­mi wie­ża­mi stra­żni­czy­mi. Chro­ni­ły - da­wa­ły mo­żli­wo­ść ob­ser­wo­wa­nia, czy nie zbli­ża się agre­sor. In­for­mo­wa­ły rów­nież o tym, co się dzie­je na uli­cy, co ro­bią sąsiad i jego żona, jak ba­wią się dzie­ci. To we­dług mnie naj­bar­dziej in­try­gu­jący ele­ment obron­ny Mal­ty. Wy­ku­sze wy­mu­sza­ły na wszyst­kich miesz­ka­ńcach czuj­no­ść i go­to­wo­ść do obro­ny. Sca­la­ły wspól­no­tę i pod­trzy­my­wa­ły kon­ser­wa­tyzm. Ka­żda zmia­na, ka­żde od­stęp­stwo od tra­dy­cji, były szyb­ko za­uwa­ża­ne przez życz­li­we­go sąsia­da.

- Prawie na każdym domu zobaczyć można wykusze -

Mury bu­do­wa­no na Mal­cie w ka­żdym mo­men­cie hi­sto­rii. Nie­ty­po­wym za­byt­kiem jest Vic­to­ria Li­nes, li­nia for­ty­fi­ka­cji na­zy­wa­na też Wiel­kim Mu­rem. Li­czy tyl­ko 12 ki­lo­me­trów, ale w nie­któ­rych miej­scach łu­dząco przy­po­mi­na słyn­ny mur z Pa­ństwa Środ­ka. Chcesz zro­bić psi­ku­sa zna­jo­mym? Zrób so­bie zdjęcie na tle Vic­to­ria Li­nes, wy­ślij im i na­pisz, że jed­nak zmie­ni­łeś pla­ny i po­le­cia­łeś na urlop do Chin. Nie zo­rien­tu­ją się.

Vic­to­ria Li­nes (na­zwa nada­na na cze­ść kró­lo­wej Wik­to­rii) to pa­mi­ąt­ka po Bry­tyj­czy­kach. Po­cho­dzi z XIX stu­le­cia. Za­da­niem muru było od­dzie­le­nie pó­łno­cy wy­spy (mniej za­lud­nio­nej) od po­łud­nia. Gdy­by wro­go­wie chcie­li zdo­być Mal­tę, jako miej­sce cu­mo­wa­nia stat­ków wy­bra­li­by pó­łnoc, bo była mniej za­lud­nio­na i pe­łna za­tok, w któ­rych mo­żna się ukryć. Mur miał od­gra­dzać wy­spę i chro­nić jej naj­cen­niej­szą, por­to­wą część. Miał, ale ni­g­dy nie chro­nił, bo do­tąd nie mu­siał być wy­ko­rzy­sta­ny.

- Victoria Lines, potocznie nazywane Wielkim Murem, liczy 12 kilometrów -

For­ty, cy­ta­de­le, wie­że, wy­ku­sze. Chro­ni­ły i od­dzie­la­ły. Kszta­łto­wa­ły men­tal­no­ść miesz­ka­ńców ar­chi­pe­la­gu. Za ich bu­do­wą sta­ły kon­kret­ne po­wo­dy, wy­da­rze­nia, hi­sto­rie, któ­re mia­ły de­cy­du­jący wpływ na to, jacy są miesz­ka­ńcy tych pi­ęk­nych wysp.

 

-Fla­ga Mal­ty to bia­łe i czer­wo­ne pasy w po­zy­cji pio­no­wej z krzy­żem św. Je­rze­go.

-Za­kon Mal­ta­ński wła­dał wy­spą przez 268 lat.

-Ar­chi­pe­lag Wysp Mal­ta­ńskich obej­mu­je trzy za­miesz­ka­ne wy­spy (Mal­tę, Gozo i Co­mi­no) oraz kil­ka bez­lud­nych.

Gozo - spokój i sielanka

- Na Gozo życie toczy się wolniej -

Na Gozo mo­żna się do­stać tyl­ko dro­gą mor­ską. Re­gu­lar­nie kur­su­ją na wy­spę pro­my, oso­by pry­wat­ne mają swo­je mo­to­rów­ki i łód­ki. Na wy­spie nie ma lot­ni­ska, jest je­dy­nie lądo­wi­sko dla he­li­kop­te­rów, ale nie or­ga­ni­zu­je się re­gu­lar­nych lo­tów mi­ędzy Gozo a Mal­tą. Nie ma też oczy­wi­ście tu­ne­lu, choć z tech­nicz­ne­go punk­tu wi­dze­nia jest on mo­żli­wy do wy­bu­do­wa­nia, bo wy­spy dzie­li oko­ło 2,5 ki­lo­me­tra. Po­my­sł bu­do­wy tu­ne­lu z au­to­stra­dą często prze­wi­ja się w mal­ta­ńskich me­diach. Już w la­tach sze­śćdzie­si­ątych XX wie­ku taki po­my­sł po­ja­wił się wśród po­li­ty­ków. Wie­le na ten te­mat de­ba­to­wa­no, po­wsta­wa­ły ko­mi­sje, pro­jek­ty, ana­li­zy, zgła­sza­no po­my­sł prze­pro­wa­dze­nia re­fe­ren­dum wśród miesz­ka­ńców Gozo, ale za­wsze ko­ńczy­ło się to fia­skiem. Przede wszyst­kim dla­te­go, że po­my­słu nie po­pie­ra zde­cy­do­wa­na wi­ęk­szo­ść Go­zo­ńczy­ków. Do­mi­nu­ją ar­gu­men­ty, że tu­nel do­pro­wa­dzi do utra­ty uni­ka­to­we­go i nie­ko­mer­cyj­ne­go cha­rak­te­ru Gozo. Nie­ogra­ni­czo­ny na­pływ tu­ry­stów spra­wi­łby, że sie­lan­ko­wy na­strój wy­spy pry­słby na za­wsze.

Rze­czy­wi­ście, Gozo to wy­jąt­ko­we miej­sce. Wszyst­ko tu­taj jest po­dob­ne do tego, co mo­żna zo­ba­czyć na Mal­cie, a jed­nak wy­da­je się ja­koś ład­niej­sze i lep­sze. Na pew­no mniej jest tu­ry­stów, wy­spa nie ma tego wiel­ko­miej­skie­go szny­tu. Ży­cie to­czy się wol­niej i spo­koj­niej. Poza se­zo­nem wręcz le­ni­wie. I lu­dzie są częściej uśmiech­ni­ęci i mniej ze­stre­so­wa­ni niż na Mal­cie, któ­rej miesz­ka­ńcy w po­go­ni za pie­ni­ędz­mi zo­sta­wia­ny­mi przez tu­ry­stów wy­my­śla­ją co­raz to nowe atrak­cje.

- Tak wyglądał słynny most skalny Azure Window na Gozo -

Wszy­scy, któ­rych py­ta­łem o wra­że­nia po rej­sie na Gozo, uży­wa­li po­wta­rza­jących się przy­miot­ni­ków: pi­ęk­na, idyl­licz­na, bez­tro­ska, ci­cha, sen­na, cza­ru­jąca. Co ta­kie­go tam mo­żna zo­ba­czyć?

Przede wszyst­kim cu­dow­ną przy­ro­dę. Oto kil­ka na­tu­ral­nych atrak­cji Gozo.

Bajeczne widoki

Dwej­ra Bay. Za­to­ka na ska­li­stym za­chod­nim wy­brze­żu wy­spy z ko­smicz­nie wy­gląda­jący­mi for­ma­cja­mi skal­ny­mi. Prze­cha­dza­jąc się po ła­god­nych wznie­sie­niach, ma się wra­że­nie, jak­by się spa­ce­ro­wa­ło po...

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej

Wyspa, wyspy, wysepki

- Na wszystkich Wyspach Maltańskich mieszka ponad pół miliona ludzi -

Archi­pe­lag Wysp Mal­ta­ńskich. Je­śli chce­my być po­praw­ni geo­gra­ficz­nie, tak wła­śnie po­win­ni­śmy mó­wić. Mo­że­my też po­wie­dzieć Wy­spy Mal­ta­ńskie, na­to­miast sama Mal­ta to pa­ństwo po­ło­żo­ne na tych wy­spach, jed­no z naj­mniej­szych na świe­cie.

Jak wy­gląda ar­chi­pe­lag? Sło­wo su­ge­ru­je, że wysp jest dużo, a tak na­praw­dę, jak już wspo­mnia­łem, to tyl­ko trzy za­miesz­ka­ne: Mal­ta, Gozo i Co­mi­no, oraz kil­ka wbi­tych w zie­mię wi­ęk­szych i mniej­szych skał. W przy­pad­ku Co­mi­no mo­żna dys­ku­to­wać, czy rze­czy­wi­ście jest za­miesz­ka­na na sta­łe. W prze­wod­ni­kach pi­szą, że na wy­spie żyje jed­na ro­dzi­na, ale Co­mi­no nie ma in­fra­struk­tu­ry po­trzeb­nej do tego, żeby mo­żna było na niej miesz­kać na sta­łe. Miesz­ka­ńcy Mal­ty i Gozo, je­śli chcą, mogą być sa­mo­wy­star­czal­ni: nie mu­szą opusz­czać swo­ich wysp, żeby nor­mal­nie funk­cjo­no­wać, żyć, pra­co­wać, ba­wić się. Miesz­ka­ńcy Co­mi­no na­to­miast, by się udać do skle­pu, do urzędu, do le­ka­rza, mu­szą we­jść na łódź i swo­ją małą wy­spę opu­ścić.

Krót­ko mó­wi­ąc, praw­dzi­wie za­miesz­ka­ne są tyl­ko dwie wy­spy: Mal­ta i Gozo.

Comino

W se­zo­nie tu­ry­stycz­nym - a ten na Mal­cie trwa przez wi­ęk­szo­ść roku - na Co­mi­no w ci­ągu dnia jest mnó­stwo osób. Przy­pły­wa­ją na Blue La­go­on, żeby zo­ba­czyć nie­sa­mo­wi­cie kry­sta­licz­ną wodę, wy­kąpać się w niej (choć trze­ba wie­dzieć, że jest tu­taj chłod­niej­sza niż przy brze­gach Mal­ty), po­spa­ce­ro­wać ska­li­stym wy­brze­żem i... chcia­łbym na­pi­sać, że ta­kże po­opa­lać się na mi­nia­tu­ro­wych pla­żach, ale to nie­ła­twe. Miejsc na pla­ży jest nie­wie­le, a chęt­nych za­wsze dużo, na­wet poza głów­nym se­zo­nem tu­ry­stycz­nym. Wy­po­ży­cze­nie le­ża­ków jest oczy­wi­ście płat­ne, co spra­wia, że tu­ry­ści szu­ka­ją w mia­rę pła­skich skał, na któ­rych uda się roz­ło­żyć ręcz­nik.

- Najwyższe klify mają ponad 250 m n.p.m -

Co­mi­no to wy­spa mała, ale z ory­gi­nal­ną hi­sto­rią. Jej brzeg jest ska­li­sty, po­szar­pa­ny, z ma­ły­mi za­to­ka­mi i ja­ski­nia­mi. Daw­niej pi­ra­ci szu­ka­li tu­taj wy­tchnie­nia od swo­jej wy­czer­pu­jącej kor­sar­skiej ha­rów­ki, ale też miejsc do ukry­cia skra­dzio­nych skar­bów. Gdy zaś na­sta­ła epo­ka Za­ko­nu Mal­ta­ńskie­go, ka­wa­le­ro­wie mal­ta­ńscy ocho­czo przy­pły­wa­li na Co­mi­no, żeby na pra­wie nie­za­miesz­ka­nej wy­spie po­czuć wi­ęk­szą swo­bo­dę i za­po­lo­wać na małą zwie­rzy­nę, głów­nie kró­li­ki. Cie­ka­wym bu­dyn­kiem jest obron­na wie­ża Ma­riac­ka. Zbu­do­wa­na w XVII wie­ku, słu­ży­ła do ob­ser­wa­cji mo­rza po­mi­ędzy Gozo a Mal­tą, gdyż ten mor­ski re­jon był nie­bez­piecz­ny ze względu na pi­ra­tów na­pa­da­jących na stat­ki han­dlo­we.

- Blue Lagoon z krystalicznie czystą wodą -

Naj­słyn­niej­szym miesz­ka­ńcem Co­mi­no był Żyd, Abra­ham ben Szlo­mo Abu­la­fia. Żył w Hisz­pa­nii w XIII stu­le­ciu i był jed­nym z wy­bit­nych ka­ba­li­stów, czy­li ży­dow­skich uczo­nych prze­ko­na­nych, że Bóg stwa­rzał świat, wy­po­wia­da­jąc sło­wa po he­braj­sku. Ka­ba­li­ści po­zna­wa­li ukry­te zna­cze­nie he­braj­skich li­ter, chcąc od­two­rzyć pro­ces stwa­rza­nia, żeby osi­ągnąć mi­stycz­ne zjed­no­cze­nie z Bo­giem albo spró­bo­wać stwo­rzyć nowe byty, czy­li za­ba­wić się w Boga (np. słyn­ny go­lem z Pra­gi). Z rab­bim Abra­ha­mem jest zwi­ąza­na strasz­na le­gen­da. Otóż pew­ne­go razu po­sta­no­wił on udać się do Rzy­mu i na­wró­cić pa­pie­ża. Ojca Świ­ęte­go nie było wte­dy w Rzy­mie, bo prze­by­wał w let­niej re­zy­den­cji, a gdy do­wie­dział się o zu­chwa­łym po­my­śle Abra­ha­ma, zła­pał się za gło­wę i wy­dał wy­rok: ska­zać go na stos. Może nie­po­trzeb­nie ła­pał się za gło­wę, bo pó­źniej wy­da­rzy­ło się coś za­trwa­ża­jące­go (a może to tyl­ko po­nu­ry przy­pa­dek?). Otóż Abu­la­fia wy­ru­szył do wa­ka­cyj­ne­go domu pa­pie­ża, po czym w trak­cie dro­gi do­wie­dział się, że pa­pież nie­spo­dzie­wa­nie zma­rł. Miał udar! Rab­bi tra­fił na mie­si­ąc do wi­ęzie­nia, ale na śmie­rć nie zo­stał ska­za­ny. Pó­źniej wi­dy­wa­no go w ró­żnych częściach Eu­ro­py. Za­wsze wy­wo­ły­wał sen­sa­cję. Pod ko­niec ży­cia tra­fił na Co­mi­no. Tam kom­po­no­wał swo­je mi­stycz­ne utwo­ry i tam też naj­praw­do­po­dob­niej zma­rł.

- Wokół głównych Wysp Maltańskich zobaczyć można kilkanaście bardzo małych wysepek -

Tak więc, będąc na Co­mi­no, le­piej za­cho­wać ostro­żno­ść. Wy­sep­ka kry­je w swo­ich za­ka­mar­kach spo­ro se­kre­tów.

Cominotto

Na­prze­ciw­ko Co­mi­no leży mniej­sza Co­mi­not­to. Kur­su­ją na nią ło­dzie z Co­mi­no, bo od­le­gło­ść mi­ędzy wy­spa­mi jest nie­wiel­ka, za­le­d­wie 100 me­trów. La­zu­ro­wa woda po­mi­ędzy nimi - czy­li mod­na Blue La­go­on - za­chęca do wsko­cze­nia i prze­pły­ni­ęcia tej nie­du­żej od­le­gło­ści wpław. To nie za­wsze mądry po­my­sł. Choć mo­rze nie jest tu głębo­kie, zda­rza­ją się uto­ni­ęcia częściej niż przy in­nych pla­żach. Po­wo­dy? Sil­ne prądy mor­skie, dla­te­go trze­ba zwra­cać uwa­gę na ozna­cze­nia przy­go­to­wa­ne przez ra­tow­ni­ków. Poza tym oko­li­ce Blue La­go­on to bar­dzo roz­ryw­ko­we miej­sce. Na ło­dziach dla tu­ry­stów trwa wiecz­na dys­ko­te­ka, al­ko­hol leje się stru­mie­nia­mi. W lip­cu 2017 roku miał miej­sce je­den z naj­gor­szych dni w tu­ry­stycz­nej hi­sto­rii tego miej­sca. Z po­wo­du nie­spo­dzie­wa­nie sil­nych prądów mor­skich Blue La­go­on sta­ła się na­gle wod­nym wi­ęzie­niem dla stu tu­ry­stów. Aż dziw, że nikt nie uto­nął. Ga­ze­ta "Ti­mes of Mal­ta" in­for­mo­wa­ła, że to "je­den z naj­po­wa­żniej­szych in­cy­den­tów, jaki do­tknął za­to­kę od lat"1.

1 https://ti­me­sof­mal­ta.com/ar­tic­le/more-than-100-swim­mers-re­scu­ed-at-blue-la­go­on-amid-strong-sea-cur­rents.653325, do­stęp: 20.08.2024 r.

Filfla i Filfoletta

Nie­ba­nal­ną hi­sto­rią może się też po­chwa­lić wy­so­ka na 60 me­trów wy­sep­ka Fil­fla, 4,5 ki­lo­me­tra od brze­gów Mal­ty. Po­wierzch­nię ma nie­wiel­ką, bo tyl­ko 2 hek­ta­ry. Obok wi­dać mniej­szą sio­strza­ną Fil­fo­let­tę. W po­bli­że wy­spy nie mo­żna pod­pły­wać na od­le­gło­ść mili mor­skiej. Dla prze­sąd­nych wy­spa jest prze­klęta. We­dług le­gen­dy była kie­dyś częścią Mal­ty, ob­sza­ru Il-Ma­qlu­ba. Żyli tam jed­nak źli, grzesz­ni, roz­pust­ni lu­dzie, więc Bóg ich uka­rał, od­ry­wa­jąc te­ren, na któ­rym miesz­ka­li, i wrzu­ca­jąc go do mo­rza. Tak po­wsta­ły Fil­fla i Fil­fo­let­ta. Tyle le­gen­da, te­raz fak­ty. In­for­ma­cji na te­mat wy­se­pek nie ma zbyt wie­le. Na pew­no kie­dyś Fil­fla była wi­ęk­sza. W 1856 roku re­jon ten na­wie­dzi­ło trzęsie­nie zie­mi, któ­re mo­gło spo­wo­do­wać osu­ni­ęcie części lądu do mo­rza. W 2015 roku nie­miec­ki ba­dacz od­krył nie­zna­ną do­tąd mapę Mal­ty z za­zna­czo­ną wy­spą Fil­fla. Na pod­sta­wie tego kar­to­gra­ficz­ne­go zna­le­zi­ska ucze­ni uzna­li, że na wy­spie znaj­do­wa­ły się kie­dyś: klasz­tor, la­tar­nia mor­ska, a na­wet nie­wiel­ki fort.

- Na Blue Lagoon trzeba uważać na silne prądy morskie -

Dla­cze­go nie mo­żna do niej pod­pły­wać? Wo­kół jest za­to­pio­nych wie­le bomb, co może skut­ko­wać spek­ta­ku­lar­nym wy­bu­chem i efek­tow­nym (tyl­ko dla ob­ser­wu­jących) fi­ko­łkiem ło­dzi. W cza­sach ko­lo­nial­nych, do 1971 roku, Bry­tyj­czy­cy trak­to­wa­li Fil­flę jako cel ćwi­czeń strze­lec­kich. Wy­spa zmniej­szy­ła się naj­pierw w wy­ni­ku trzęsie­nia zie­mi, a pó­źniej swo­je do­ło­ży­li Bry­tyj­czy­cy. Nie­ustan­ne ostrze­li­wa­nie po­wo­do­wa­ło sys­te­ma­tycz­ne od­ry­wa­nie się skał i wpa­da­nie ich do mo­rza.

Fungus Rock i "grzybek maltański"

Fun­gus Rock na Gozo to nie­sa­mo­wi­te miej­sce. Gdy czy­ta się dzie­je tej wy­sep­ki, aż trud­no uwie­rzyć, że to wszyst­ko praw­da. Na tej nie­du­żej ska­le nikt nie miesz­ka, a zna­na jest z tego, że rósł na niej "grzy­bek mal­ta­ński". Brzmi po­dej­rza­nie? Przede wszyst­kim nie był to grzyb, lecz ro­śli­na, by­li­na przy­po­mi­na­jąca kszta­łtem grzyb (cy­no­mo­rium szka­rłat­ne - Cy­no­mo­rium coc­ci­neum). Ka­wa­le­ro­wie mal­ta­ńscy nie wi­dzie­li ró­żni­cy, zresz­tą istot­ne dla nich było coś zu­pe­łnie in­ne­go. Choć cy­no­mo­rium ro­śnie ta­kże w in­nych re­jo­nach, temu z Fun­gus Rock przy­pi­sy­wa­no nad­zwy­czaj­ne wła­ści­wo­ści.

- Cynomorium szkarłatne - kiedyś wierzono, że ma cudowne właściwości -

"Grzy­bek" bu­dził ró­żne od­czu­cia; pi­sa­no o nim: "dziw­na i od­ra­ża­jąco wy­gląda­jąca czar­na ro­śli­na, ro­dzaj grzy­ba". Jed­no­cze­śnie uwa­ża­no, że jego spo­ży­cie dzia­ła re­we­la­cyj­nie na or­ga­nizm. Ko­rzeń był ser­wo­wa­ny na ró­żne spo­so­by, pod­da­wa­ny ob­rób­ce ter­micz­nej, pie­czo­ny, prosz­ko­wa­ny i do­da­wa­ny do wina, mio­du lub wina i mio­du ra­zem. Le­czo­no nim apo­plek­sję, czer­won­kę, sto­so­wa­no na ura­zy krwo­tocz­ne. Jo­an­ni­ci nie­źle na tym za­ra­bia­li. Naj­pierw roz­re­kla­mo­wa­li "grzy­bek mal­ta­ński" jako nad­zwy­czaj­ny śro­dek na wie­le cho­rób, sto­su­jąc chwy­ty mar­ke­tin­go­we, któ­rych nie po­wsty­dzi­łby się wspó­łcze­sny dział PR wiel­kie­go kon­cer­nu. Ro­ze­sła­li prób­ki leku - ład­nie za­pa­ko­wa­ne, za dar­mo, z in­try­gu­jącym opi­sem dzia­ła­nia - do wpły­wo­wych eu­ro­pej­skich dwo­rów. Wzbu­dzi­li w ten spo­sób za­cie­ka­wie­nie i cze­ka­li, aż za­czną spły­wać za­mó­wie­nia.

Był to strzał w dzie­si­ąt­kę. Lek po­zy­ski­wa­ny z cy­no­mo­rium szka­rłat­ne­go oka­zał się hi­tem, a ska­łę, na któ­rej ro­sło, ob­jęto ści­słą ochro­ną. Do­stęp do niej mie­li tyl­ko za­kon­ni ap­te­ka­rze. W wie­ży w po­bli­żu Fun­gus Rock po­sta­wio­no stra­żni­ków, któ­rych je­dy­nym za­da­niem był mo­ni­to­ring ska­ły. In­tru­zi nie mo­gli ukra­ść ro­śli­ny, a kary był wy­so­kie. Za wtar­gni­ęcie na ska­łę gro­zi­ły ga­le­ry, za kra­dzież na­wet śmie­rć. Ry­ce­rze wy­gła­dzi­li ścia­ny ska­ły, żeby śmia­łkom nie przy­szło do gło­wy pró­bo­wać się na nią wdra­pać. A jak mal­ta­ńscy ap­te­ka­rze do­sta­wa­li się na Fun­gus Rock? Skon­stru­owa­li spe­cjal­ny śro­dek lo­ko­mo­cji. Mi­ędzy brze­giem Gozo a ska­łą (50 me­trów od­le­gło­ści) prze­rzu­ci­li liny, na nich za­cze­pi­li kosz, do któ­re­go wcho­dził zbie­racz "grzyb­ków". Pó­źniej prze­ci­ąga­li go li­na­mi, a ten wy­ska­ki­wał z ko­sza i za­bie­rał się do zbie­ra­nia.

"Ziemia św. Pawła"

To nie­je­dy­ny lek, na któ­rym ka­wa­le­ro­wie mal­ta­ńscy za­ra­bia­li. Zna­ny był ta­kże me­dy­ka­ment na ukąsze­nie węży, tak zwa­na "zie­mia św. Pa­wła". Jej pro­duk­cja była prost­sza. Wy­star­czy­ło ze­brać ka­mie­nie w gro­cie św. Pa­wła w Ra­ba­cie, sprosz­ko­wać je, ład­nie za­pa­ko­wać i in­te­res się kręcił. Pro­szek był po­dob­no an­ti­do­tum na ukąsze­nia, po­ma­gał rów­nież przy od­tru­wa­niu or­ga­ni­zmu. Oczy­wi­ście nie miał żad­nych wła­ści­wo­ści lecz­ni­czych, jego dzia­ła­nie było kwe­stią wia­ry. Do uwia­ry­god­nie­nia i re­kla­my pro­duk­tu uży­to hi­sto­rii opi­sa­nej w Dzie­jach Apo­stol­skich, kie­dy to św. Pa­weł po roz­bi­ciu się stat­ku na Mal­cie roz­pa­lał ogni­sko i ukąsił go wąż, nie wy­rządza­jąc mu żad­nej krzyw­dy. Uzna­no, że zie­mia, po któ­rej stąpał apo­stoł, ma nad­zwy­czaj­ną moc. "Zie­mię św. Pa­wła" mie­sza­no z wi­nem, mio­dem lub spi­ry­tu­sem.

- Św. Paweł z Tarsu przebywał na wyspie przez około trzy miesiące -

Wy­spy Świ­ęte­go Pa­wła to dwie wy­sep­ki w oko­li­cach mia­sta Mel­lie­ha. W tych oko­li­cach miał we­dług tra­dy­cji roz­bić się sta­tek ze św. Pa­włem (choć we­dług in­nej - roz­trza­skał się o brzeg Gozo). Na wi­ęk­szej z wysp na pa­mi­ąt­kę tego wy­da­rze­nia w XIX wie­ku po­sta­wio­no po­mnik św. Pa­wła. Bar­dziej in­try­gu­jąca jest jed­nak inna sta­tua - Chry­stus Że­gla­rzy. Da­rem­nie szu­kać go jed­nak na lądzie. Wy­ko­na­ny z brązu po­mnik znaj­du­je się pod wodą. Za­to­pio­no go w 1990 roku w po­bli­żu Wysp Świ­ęte­go Pa­wła, a w 2000 roku zo­stał prze­nie­sio­ny w po­bli­że Qaw­ra Pint. Znaj­du­je się na głębo­ko­ści 35 me­trów i tyl­ko do­świad­cze­ni nur­ko­wie mogą go po­dzi­wiać.

Manoela i Halfa Rock

Na Wy­spie Ma­no­ela stoi je­den z daw­nych for­tów. Dla tu­ry­stów jest za­mkni­ęty, za to często kręcą się tam ubra­ni w hi­sto­rycz­ne stro­je ak­to­rzy, jest to bo­wiem ide­al­na sce­ne­ria dla fil­mów hi­sto­rycz­nych. Kręco­no tu mi­ędzy in­ny­mi nie­któ­re od­cin­ki po­pu­lar­ne­go se­ria­lu "Gra o tron". Na wy­spie po­noć wa­łęsa się spo­ro du­chów, a miej­sco­wi uwa­ża­ją, że miej­sce jest na­wie­dzo­ne. Czy mogą mieć ra­cję? W cza­sach epi­de­mii dżu­my na wy­spie funk­cjo­no­wał szpi­tal dla za­ra­żo­nych, więc zma­rło tu spo­ro lu­dzi.

Hal­fa Rock (po mal­ta­ńsku Ska­ła Przy­si­ęgi) to mi­kro­sko­pij­na wy­sep­ka u wy­brze­ży Gozo, z któ­rą wi­ąże się cie­ka­wa, choć smut­na le­gen­da. Uczy nas ona, żeby ostro­żnie kie­ro­wać swo­je pro­śby do naj­bli­ższych. W ob­lęże­niu Mal­ty przez Osma­nów w XVI wie­ku brał udział słyn­ny mu­zu­łma­ński pi­rat Dra­gut (Tur­gut). Prze­pły­wa­jąc swo­im stat­kiem obok Gozo, zo­ba­czył, że na wy­spie ro­sną wi­no­ro­śle. Za­pra­gnął skosz­to­wać owo­ców, za­py­tał więc swo­ich ma­ry­na­rzy, czy któ­ryś od­wa­ży­łby się pod­pły­nąć na wy­spę i do­star­czyć mu wi­no­gro­na. Zgło­sił się jego syn. Wy­pra­wa się po­wio­dła, syn po­wró­cił trium­fal­nie z ki­ścia­mi wi­no­gron oraz z wy­rwa­nym z ko­rze­nia­mi krze­wem. Nie do­stał jed­nak na­gro­dy. Oj­ciec ska­zał go na śmie­rć. Mu­zu­łma­ni­no­wi nie wol­no nisz­czyć wi­no­ro­śli, wy­ry­wa­jąc ją z ko­rze­nia­mi. Oj­ciec był zroz­pa­czo­ny, ale kon­se­kwent­ny. Po śmier­ci syna zło­żył przy­si­ęgę, że ni­g­dy już nie zje tych owo­ców. Na pa­mi­ąt­kę tej nie­for­tun­nej owo­co­wej za­chcian­ki ska­łę, któ­ra była nie­mym świad­kiem tej sce­ny, na­zwa­no Ska­łą Przy­si­ęgi.

 

-Mi­ędzy wy­spa­mi Co­mi­no i Co­mi­not­to znaj­du­je się Blue La­go­on z kry­sta­licz­nie czy­stą wodą.

-Na wy­sep­ce Fun­gus Rock na Gozo ro­śnie ro­śli­na (cy­no­mo­rium szka­rłat­ne), któ­rej przy­pi­sy­wa­no cu­dow­ne wła­ści­wo­ści.

-W cza­sach ko­lo­nial­nych Bry­tyj­czy­cy trak­to­wa­li wy­sep­kę Fil­fla jak tar­czę na strzel­ni­cy - strze­la­li do niej, ćwi­cząc cel­no­ść.

Wstęp

- Na wyspie słońce świeci przez 300 dni w roku -

Zapra­szam cię w nie­zwy­kłą pod­róż po pi­ęk­nej, sło­necz­nej wy­spie na Mo­rzu Śró­dziem­nym. Nie tyl­ko po­znasz za­byt­ki, cie­ka­wost­ki, zwy­cza­je i kuch­nię, lecz rów­nież zaj­rzysz w du­szę Mal­ty - pa­ństwa wiel­ko­ści War­sza­wy za­gu­bio­ne­go po­mi­ędzy Eu­ro­pą a Afry­ką. Od­wie­dza­jąc nowy kraj, wy­pa­da po­znać jego hi­sto­rię, wy­da­rze­nia, któ­re wpły­nęły na miesz­ka­ńców, lo­kal­ną po­li­ty­kę i pro­ble­my, z któ­ry­mi bo­ry­ka­ją się lu­dzie. Je­śli chce­my po­trak­to­wać wy­jazd jak od­kryw­czą wy­pra­wę w nie­zna­ne, po­win­ni­śmy sta­rać się zro­zu­mieć men­tal­no­ść go­spo­da­rzy.

Mal­ta jest pe­łna ta­jem­nic i sprzecz­no­ści. W cza­sach pre­hi­sto­rycz­nych ta­jem­ni­czy lu­dzie wznie­śli tu me­ga­li­tycz­ne świ­ąty­nie, któ­rych frag­men­ty mo­że­my po­dzi­wiać na wy­spie po dziś dzień. Ba­da­jący je ar­che­olo­dzy sta­wia­ją wi­ęcej py­tań, niż udzie­la­ją od­po­wie­dzi. We­dług nie­któ­rych tak po­tężnych bu­dow­li nie mo­gli zbu­do­wać zwy­kli śmier­tel­ni­cy. Więc kto? Gi­gan­ci? Ko­smi­ci?

Wy­spą wła­da­li Fe­ni­cja­nie, Kar­ta­gi­ńczy­cy, Rzy­mia­nie i Ara­bo­wie. W XVI wie­ku na Mal­tę przy­by­li jo­an­ni­ci, któ­rzy do tej pory głów­nie wspó­łor­ga­ni­zo­wa­li wy­pra­wy krzy­żo­we. Do­brze się tu­taj za­go­spo­da­ro­wa­li i za­wład­nęli wszyst­ki­mi mal­ta­ński­mi wy­spa­mi na bli­sko 300 lat. Za­bu­do­wa­li wy­spę in­fra­struk­tu­rą, bu­dyn­ka­mi obron­ny­mi, miesz­kal­ny­mi i sa­kral­ny­mi. Tych ostat­nich jest tak wie­le, że aż trud­no zli­czyć. Mówi się, że Mal­ta ma tyle ko­ścio­łów, ile jest dni w roku.

- Na fladze znajduje się krzyż św. Jerzego na pamiątkę bohaterstwa Maltańczyków w czasie drugiej wojny światowej -

W XVIII wie­ku Na­po­le­on, któ­re­go żo­łnie­rze do­tar­li aż tu­taj, po­wie­dział ka­wa­le­rom mal­ta­ńskim adieu, a dwa lata pó­źniej Bry­tyj­czy­cy po­wie­dzie­li Fran­cu­zom go­od­bye. Mo­car­stwa in­te­re­so­wa­ły się wy­spą z uwa­gi na jej stra­te­gicz­ne po­ło­że­nie. Mal­ta była ko­lo­nią bry­tyj­ską do po­ło­wy XX wie­ku. Ca­łko­wi­tą wol­no­ścią cie­szy się do­pie­ro od 1974 roku.

Obec­nie ar­chi­pe­la­giem za­wład­nęli tu­ry­ści, rów­nież Po­la­cy. Je­ste­śmy w czo­łów­ce na­ro­do­wo­ści, któ­re od­wie­dza­ją Mal­tę. Po­rów­nu­jąc hi­sto­rię wy­spy i Pol­ski, mo­że­my zna­le­źć wie­le ele­men­tów wspól­nych. Mal­ta przez wie­le lat była oku­po­wa­na, w cza­sie dru­giej woj­ny świa­to­wej do­zna­ła bom­bar­do­wań i gło­du, we­szła do Unii Eu­ro­pej­skiej w tym sa­mym roku co Pol­ska i od tego cza­su szyb­ko za­czął ro­snąć po­ziom ży­cia na wy­spie. Mal­ta­ńczy­cy bar­dzo lu­bią Po­la­ków. Z en­tu­zja­zmem re­agu­ją na in­for­ma­cję o tu­ry­stach z na­sze­go kra­ju. Po­la­cy, któ­rzy wra­ca­ją z Mal­ty, mó­wią, że wy­spa jest nie­sa­mo­wi­ta. I zwy­kle pa­da­ją po­wta­rza­jące się przy­miot­ni­ki: pi­ęk­na, go­rąca, bo­ga­ta, cie­ka­wa.

Na wy­spie, któ­rą w kon­te­kście Eu­ro­py mo­żna na­zwać raj­ską, jest wła­ści­wie wszyst­ko, cze­go szu­ka­ją Po­la­cy wy­je­żdża­jący na urlop: sło­ńce, wy­so­ka tem­pe­ra­tu­ra, wspa­nia­ła ar­chi­tek­tu­ra, są życz­li­wi, nie­za­bie­ga­ni lu­dzie. I wszędzie stąd jest bli­sko. Ale w raju był też wąż, dla­te­go Mal­ta ma i ciem­ne stro­ny. O nich rów­nież się do­wiesz, czy­ta­jąc tę ksi­ążkę.