ROZDZIAŁ 2
Weronika położyła się do łóżka, ale po dziesięciu minutach wstała, wzięła laptop i usiadła w pościeli, opierając się wygodnie o zagłówek. Dobrze wiedziała, że nie zaśnie, bo pomysły na dom pracy twórczej tak kotłowały się w jej głowie, że po prostu musiały znaleźć ujście. I nie miało znaczenia to, czy wierzyła w możliwość odniesienia sukcesu: jej umysł już pracował nad projektem, więc bez sensu było z tym walczyć. Znała siebie i wiedziała, że taka walka jest z góry skazana na porażkę.
- No to chodźcie, pomysły - szepnęła i uruchomiła program.
Zaczęła od pokoju dla malarza, bo uznała, że to będzie najłatwiejsze: miała doświadczenie, ponieważ projektowała galerię sztuki, a później jeszcze konsultowała się ze znajomymi artystami malarzami w związku z projektowaniem pracowni dla młodej artystki.
"A w sprawie śpiewaczki porozmawiam z Małgosią" - postanowiła. "Ona chyba kiedyś współpracowała z jakąś diwą operową, podczas kręcenia jednego z filmów".
Straciła poczucie czasu, bo nowe koncepcje pojawiały się nieustannie, więc wykorzystała to, projektując kolejne pomieszczenia, których organizator konkursu przewidział osiem. Pracowała jak natchniona do momentu, gdy usłyszała cichy dźwięk świadczący o tym, że otworzyła się brama wjazdowa. Weronika zamarła i nasłuchiwała, a gdy kilka sekund później rozległ się warkot silnika samochodu, uśmiechnęła się z niedowierzaniem, zapisała pracę, wyłączyła laptop i odłożyła go na stół. Z bijącym mocno sercem ruszyła na spotkanie nocnemu gościowi, ale dotarła tylko do schodów na górę, a on już biegł w jej stronę, rozkładając szeroko ramiona. Wpadła w nie i przylgnęła do Darka, szukając ustami jego ust. Tak bardzo się za nim stęskniła!
- Wariacie, jechałeś aż z Warszawy - szepnęła.
- Nie mogłem pozwolić, żebyś zarwała noc z powodu pracy - odpowiedział. - I postanowiłem dać ci lepszy powód.
Pocałowali się i pociągnęła go w stronę łóżka.
Następnego dnia obudzili się dopiero o dziesiątej. Oboje przyjęli to z zaskoczeniem, ale uznali, że mogą zrobić sobie małe wagary. Zjedli śniadanie w łóżku, wypili kawę i dopiero wtedy Weronika sięgnęła po laptop i zaprezentowała Darkowi efekty wczorajszej nocnej pracy. Oglądał z uwagą i chwalił jej pomysłowość, a także obiecał poszukać informacji na temat najnowszych metod wyciszania pomieszczeń, żeby oszczędzić jej choć tyle trudności.
- Kiedy musisz wracać do Warszawy? - zapytała.
- Jutro rano pojadę. Tata co prawda marudził, ale dał mi cały dzień, bo powiedział, że jak mnie widzi z tą miną męczennika, to ma ochotę mnie zamurować w ścianie i zostawić. W ciągu tygodnia powinniśmy skończyć, mimo że Tomek urywa się w każdy piątek, żeby spotkać się z Lidką.
- Cudownie, że miłość kwitnie.
Lidka była córką Patrycji i Jacka, który mieszkał w Olszowym Jarze i dowiedział się o swoim ojcostwie dopiero rok temu. Dziewczyna studiowała w Krakowie i tego lata spędziła bardzo długie wakacje w Olszowym Jarze, podczas których nie tylko podjęła współpracę z portalem Olszowe wieści, ale też straciła głowę dla młodszego brata Darka, Tomka. Ku zdumieniu rodziny Wrońskich (a także mieszkańców wioski), przyzwyczajonych do tego, że chłopak zwykle skakał z kwiatka na kwiatek, Tomek po raz pierwszy w życiu bardzo mocno zaangażował się w relację.
- Tak - przyznał Darek. - Tata nawet nie narzeka na te jego wolne weekendy, bo oboje z mamą uznali, że jest szansa, aby także ich młodszy syn wreszcie spoważniał. Tak się wyrazili... Ale powiedz mi, czy twoim zdaniem ja spoważniałem? - Słowo "spoważniałem" wymówił tak, jakby było synonimem do "zapadłem na trąd". Weronika popatrzyła na niego z uwagą i udawała, że się namyśla.
- Ani trochę - stwierdziła w końcu. - Jesteś takim samym bzikiem, jak na początku naszej znajomości, gdy półnagi paradowałeś po kuchni w Północnej Chacie.
Przypomnieli sobie ich pierwsze spotkanie, kiedy uciekali ze wzgórza podczas szalejącej nawałnicy, a potem przeczekali ją w domu kuzynki Weroniki.
- Półnagi! - mruknął Darek. - Wiesz, jak mi było głupio? Ale gdy się wywaliłem na ścieżce, to część tego błota ze żwirkiem dostała mi się pod dżinsy i uznałem, że jeśli będę siedział z tobą i drapał się po tyłku, to wyjdzie gorzej, niż kiedy przyjdę w szlafroku, a ten upiorny peeling spiorę w umywalce...
Roześmiali się, a potem stwierdzili, że skoro już mają dzień dla siebie, potraktują go jak niedzielę, więc wybrali się na spacer na polanę, która była miejscem ich pierwszej randki, a także oświadczyn Darka. Zaręczyli się podczas kupalnocki, właśnie tutaj, w środku lasu, w ciemnościach, kiedy pachniały maliny i poziomki, a znad rzeki widać było blask płonącego świętojańskiego ogniska.
- O każdej porze jest tutaj pięknie - szepnęła Weronika, kiedy dotarli do polany, którą w tym momencie porastały wrzosy, tworząc przepiękny kobierzec. Pomiędzy ich kwiatami, jeszcze nie w pełni rozwiniętymi, wyłaniały się czerwone główki muchomorów.
- Obiecałem, że pokażę ci ją w każdej odsłonie i właśnie wypełniłem obietnicę - powiedział Darek. - Chociaż nie, jeszcze musisz zobaczyć ją w jesiennej szacie!
- Na pewno tego nie przegapię.
Wrócili do domu tylko po to, żeby zabrać kilka kanapek i wodę, i powędrowali na wzgórze, by na jego szczycie zrobić sobie piknik. Patrzyli na rozciągający się w dole sad otaczający ich dom oraz Północną Chatę, jak nazywano w Olszowym Jarze dom Małgosi, i oboje jednocześnie pomyśleli, że jeszcze rok wcześniej nawet sobie nie wyobrażali, jak bardzo zmieni się ich życie w ciągu tych kilku miesięcy. Weronika straciła pracę, założyła własną firmę, przygotowała Północną Chatę na powrót Małgosi, zaadaptowała odziedziczone po dziadkach budynki gospodarcze na własny dom i biuro, a na dodatek zakochała się w Darku i zgodziła się zostać jego żoną. Chwilami miała wrażenie, że to wszystko dzieje się zbyt szybko, że jedne wydarzenia pociągają za sobą drugie i nie ma możliwości, by je celebrować, by oswoić się z jedną zmianą, bo już do drzwi puka kolejna, ale jednocześnie czuła, że jest na właściwej drodze i że nareszcie odpowiada jej kierunek, w którym podąża jej życie.
"W końcu słucham siebie i nie staram się zadowolić wszystkich wokół" - uznała, a potem spojrzała na Darka, który stał obok, tak samo zamyślony. "Może rzeczywiście moje życie nabrało jakiegoś szalonego tempa, ale jak na razie dobrze się w nim czuję, więc nie ma sensu analizować i rozwodzić się nad szczegółami".
- Chyba musimy wracać - powiedziała. - Żeby nas tu zmrok nie zastał.
- Chodźmy - zgodził się. - Ale tamtędy!
Chwycili się za ręce i ruszyli w dół inną ścieżką niż ta, którą tutaj przyszli, mocno zarośniętą, trawersującą zbocze, bo Darek miał nadzieję, że po słonecznej stronie wzgórza zakwitły już zimowity, a chciał je pokazać Weronice. Nie rozczarował się. Były tam! Jeszcze nie w pełni rozwinięte, ale ich jasnofioletowe główki wyłaniały się spośród traw, jakby pragnęły przywitać się z niebem.
- Jakie śliczne! - zachwyciła się Weronika. - Musimy kupić kilka cebulek i posadzić je wokół domu!
Darek złapał się za głowę.
- Myślisz, że się jeszcze zmieszczą? - zapytał, a w jego głosie pobrzmiewało rozbawienie.
- Będą musiały!
Ogród i sad, który otaczał dom Weroniki i Darka, rzeczywiście tonął w kwiatach. Wiele z nich było samosiejkami, ale projektantka nie mogła pozwolić, żeby w jej uroczym zakątku zabrakło ulubionych roślin, więc kupiła ich całe mnóstwo. Teraz wokół warzywnika rozkwitły różnokolorowe astry, a pomiędzy nimi fioletowa kocimiętka, biała smagliczka i pomarańczowe aksamitki. Po drugiej stronie Weronika posadziła róże i one też odwdzięczyły się pięknymi kwiatami w wielu odcieniach, bo podczas zakupów nie mogła się zdecydować, czy chce czerwone, białe, herbaciane, czy różowe, aż wreszcie uznała, że jakoś się pomieszczą wszystkie gatunki.
"I miałam rację" - myślała, gdy już zeszli ze szczytu i wolnym krokiem przemierzali sad.
Jabłonie, grusze i śliwy miały mnóstwo owoców, bo ze względu na nawał pracy Weronika nie nadążała ich zbierać. Z częścią uporały się na początku września, kiedy jeszcze w Olszowym Jarze była Lidka, a resztę zrywała po trochu, gdy wychodziła do ogrodu, by zrobić sobie przerwę w pracy.
- Jeszcze tydzień i wracam, to wtedy zajmę się sadem - obiecał Darek, jakby czytał w jej myślach. - Mamy już co prawda kolejne zlecenie na remont, ale w sąsiedniej wsi, więc będę na miejscu.
- Cieszę się... Ja też postaram się trochę przystopować z pracą, bo w tej chwili siedzę nad projektami po kilkanaście godzin dziennie, nawet w weekendy - przyznała. - Zrobiłam bardzo dużo i cieszę się z tego, ale teraz, gdy pomoże mi Wojtek, będzie trochę lżej.
Ten nadmiar pracy w sumie bardzo dobrze ją nastrajał, bo dzięki niemu przez najbliższych kilka miesięcy nie musiała martwić się o to, czy zdoła utrzymać firmę. Doskonale wiedziała, że dobra passa kiedyś się skończy, dlatego nie odmówiła żadnemu z klientów i spędzała całe dnie przy komputerze. Ten jeden, który przeżyła tak beztrosko z Darkiem, teraz wywołał u niej wyrzuty sumienia, ale szybko je odrzuciła, obiecując, że jutro popracuje od świtu do nocy.
"Zresztą taki wypoczynek i reset wśród zieleni na pewno dobrze wpłynął na mój umysł i teraz będzie pracował ze zdwojoną siłą" - uznała.