Na Malediwach też mieszkają ludzie
Zamknij oczy i pomyśl: "Malediwy". Co widzisz? Zapewne ciąg pokrytych strzechą drewnianych domków na wodzie, soczyście zielone palmy zwisające nad turkusową taflą, białe jak śnieg plaże. Prawda? Malediwy kojarzą się nam głównie z rajskim i ekskluzywnym wypoczynkiem. Nie wyobrażamy sobie Malediwów jako kraju. Takiego, w którym toczy się czyjaś codzienność. Kraju, który ma swój język, kuchnię, walutę i kulturę. Czy tam w ogóle ktoś mieszka? Ano mieszka. Ten kraj, liczący 1,2 tys. wysepek, rozpościerających się na 820 km z południa na północ i 150 km z zachodu na wschód, to dom prawie 400 tys. osób. W skład Malediwów wchodzi 26 atoli kształtem przypominających sznur korali, które wyrosły na podmorskim łańcuchu wulkanicznym. Atol to zbiór wszystkich wysepek występujących w okolicy, a porównać go można do województwa. Malediwczycy zamieszkują 202 wyspy, nazywane "lokalnymi". Gdyby je wszystkie połączyć, miałyby tyle samo powierzchni, co Kraków (mieszkańców na Malediwach jest o połowę mniej niż w Krakowie).
Wszechobecny na Malediwach lazur
Garść faktów i legend
Historia osiedlenia się pierwszych ludzi na Malediwach nie jest do końca znana. Niektóre znalezione artefakty i dokumenty ze stanowisk archeologicznych dowodzą, że kultura starożytnych Malediwów przypominała kulturę i tradycje całego regionu Oceanu Indyjskiego. Odkrycia archeologów, którzy odwiedzili wyspy w latach 80. XX w., wskazują na to, że Malediwy były zamieszkiwane już w 550 r. naszej ery przez buddystów przybyłych prawdopodobnie ze Sri Lanki. Archeolog Thor Heyerdahl, członek tej ekspedycji, napisał książkę The Maldive Mystery, relacjonując w niej wyprawę oraz opisując to, co udało im się ustalić. Co ciekawe, przeszukiwali oni wówczas tereny Nilandhoo (wyspy, na której dziś mieszkam), gdyż skrywa ona wiele tajemnic i zakopanych pod ziemią skarbów1. Odnaleźli m.in. rzymską monetę z 90 r., należącą prawdopodobnie do czcicieli Słońca ze starożytnej cywilizacji doliny Indusu2, którzy być może dotarli na Malediwy przez Indie i Sri Lankę. Wzmianki o Malediwach, jakie pojawiły się w źródłach pisanych z czasów rzymskich, miały popierać tę tezę, jednak teoria nie spotkała się z akceptacją.
1 Zakopanych dlatego, aby ich nie rozkradziono. Zdarzały się rówież wypadki: miejscowi po ciemku potykali się i wpadali do wykopalisk.
2 Pierwsza historyczna cywilizacja na obszarze subkontynentu indyjskiego; zajmowała największy obszar spośród czterech starożytnych cywilizacji.
Inne źródła wskazują na to, że wyspy są zamieszkane dłużej niż 2,5 tys. lat. Nie wiadomo jednak, skąd dokładnie pochodzili pierwsi mieszkańcy oraz która wyspa jako pierwsza została zasiedlona. Dowody na bezpośredni wpływ kulturowy Indii można odnaleźć chociażby w technologii budowy łodzi. Może to gudżaraccy rozbitkowie trafili na wyspy? Inna teoria głosi, że wygnańcy z Gudżaratu osiedlili się na Malediwach i tak jak na Sri Lance zaszczepili tu swoją kulturę i tradycje3. Jednak lekkie różnice w wyglądzie i zachowaniu mieszkańców na poszczególnych wyspach mogą świadczyć o tym, że ich pochodzenie jest zróżnicowane.
3 Gudżaraci znajdują się w czołówce migracji na świecie; uznaje się ich za największych kupców i przedsiębiorców w Indiach.
Malediwy przez długie lata były wykorzystywane jako przystań na szlakach handlowych
Malediwy przez długie lata były wykorzystywane jako przystań na szlakach handlowych Azji oraz tych prowadzących do Europy. Były też centrum handlu muszlami kauri, które już w starożytności służyły jako środek płatniczy. Główni arabscy podróżnicy z IX-XI w. pozostawili interesujące opisy stylu życia wyspiarzy. We wszystkich sprawozdaniach zgadzają się co do cech fizycznych mieszkańców wysp, zachowania, architektury i budownictwa okrętowego, gospodarki i wszelkich transakcji. Utrzymywano regularne stosunki handlowe z Arabią, Indiami i Chinami, sprzedając suszone ryby, orzechy kokosowe i trzcinę cukrową. Walutą były właśnie kauri.
Pierwszym królem Malediwów był Koimala Kalo, który panował w latach 1117-1141. Lokalna legenda głosi, że Koimala, będący księciem z subkontynentu indyjskiego, poprosił mieszkańców wyspy Giraavaru (dzisiaj znajduje się na niej hotel sieci 4 Seasons), o pozwolenie na osiedlenie się na pobliskiej dużej wyspie. Wyspiarze zaakceptowali prośbę księcia. Nazwali wyspę Maa-le (dzisiejsze Malé), a gdy go lepiej poznali, postawili mu pałac. Odtąd Malé jest siedzibą administracji i stolicą kraju.
Drugi najstarszy meczet, będący wcześniej świątynią buddyjską
Istnieje jeszcze jedna wersja tej historii, jakoby Koimala był syngaleskim księciem z Cejlonu, który udał się po ślubie z córką króla wyspy w podróż na Malediwy. W przerwie w podróży odpoczywali przez jakiś czas na Rasgetheemu, co znaczy "wyspa króla". Wyspiarze poprosili, aby para została i ostatecznie uczynili Koimalę swym władcą. Zamieszkali w Malé. Kroniki podają, że władca przyjął islam w 12. roku swojego panowania. Część czasu panował więc jako buddysta, a część jako muzułmanin. Podróżnik Ibrahim Ibn Battuta, który przebywał na terenie Malediwów przez dziewięć miesięcy, odnotował w swoich pismach, że konwersja całego królestwa Malediwów została dokonana przez Bakarata Jusufa Al-Barbarę (islamskiego filozofa pochodzącego z Iraku) w 1153 r. Od tego czasu Malediwy są krajem muzułmańskim. Wyspa Nilandhoo była ostatnią, która przyjęła islam. Wciąż stoi na niej świątynia buddyjska z tamtych czasów, która została zamieniona na meczet. Jest to druga najstarsza budowla tego typu w kraju. Pierwsza znajduje się w Malé.
Od 1153 r. Malediwy są krajem muzułmańskim
Malediwy pozostawały niezależnym krajem, dopóki nie zainteresowali się nimi Portugalczycy. W 1558 r. wysłali wyprawę przeciwko Malediwom pod dowództwem kapitana Andreasa Andre. Pokonał on panującego wówczas sułtana Alego VI i po jego śmierci ogłosił Malediwy terytorium portugalskim. Jednak panowanie Portugalczyków nie trwało zbyt długo. Mohamed Thakurufaan i jego dwaj bracia oraz trzej inni młodzi mieszkańcy wyspy Utheemu wymyślili strategię wyzwolenia kraju. Prowadzili odważną wojnę partyzancką przy wsparciu ludzi, którzy byli gotowi poświęcić się dla wielkiej sprawy. W 1573 r. Thakurufaan zastrzelił w Malé kapitana Andreasa, kończąc panowanie Portugalczyków na Malediwach, i na prośbę mieszkańców sam został sułtanem. Podczas swojego 12-letniego panowania wprowadził system monetarny. Pierwsze monety (digu laari), które wyparły kauri (na Malediwach nazywały się boli), były w kształcie spinki do włosów i zostały wybite pierwszy raz przez jego syna, sułtana Ibrahima III. Laari były spotykane w krajach wokół Morza Arabskiego, a ich nazwa pochodzi od Lar (perskiego miasta, które było pionierem w produkcji laari). Przez prawie dwa stulecia były tłoczone przez wielu islamskich władców, także na Malediwach, i używane w międzynarodowym handlu.
W 1835 r. cała działalność importowa i eksportowa Malediwów była prowadzona w Malé. Produkty z każdego atolu przywożono na łodziach i wymieniano na inne przedmioty codziennego użytku. Handel zagraniczny podzielono na dwa sektory. Kupcy z Czittagongu, Galle i wybrzeża Malabaru regularnie odwiedzali Malediwy, a wyspiarze handlowali na swoich statkach. Ludzie wywozili stąd głównie ryby, liny z włókna kokosowego, kauri, skorupy żółwia i tradycyjne malediwskie słodycze. Na wyspy przywożono ryż, sól, daktyle, tytoń liściasty, bawełniane tkaniny, curry, brązowy cukier i wiele artykułów gospodarstwa domowego. Sułtani również angażowali się w handel. Jeździli do Indii, zabierając włókno i orzechy kokosowe. W zamian przywozili ryż i ubrania.
W latach 1887-1965 Malediwy pozostawały brytyjskim protektoratem. W 1965 r. Wielka Brytania uznała wyspy za suwerenne i niezależne państwo i przestała być odpowiedzialna za ich obronę (choć zachowała jeszcze wyspę Gan na południu, na której znajdowała się baza sił powietrznych, i płaciła czynsz do 1976 r.).
Po referendum w 1968 r. sułtanat został zniesiony. Pierwszy prezydent, Mohamed Amid Didi, przeszedł na emeryturę, przeprowadzając się na Sri Lankę, a jego następcą został Ibrahim Nasir. W 1972 r. załamał się lankijski rynek suszonych ryb, które były najważniejszym towarem eksportowym Malediwów. Ceny w kraju rosły, wybuchały bunty, organizowano spiski, zaczęły się wygnania, gdy Nasir próbował utrzymać się przy władzy. W obawie o swoje życie w 1978 r. ustąpił z funkcji prezydenta i uciekł do Singapuru, podobno zabierając ze sobą 4 mln dolarów z narodowej kasy Malediwów. Na jego miejscu pojawił się Maumoon Abdul Gayoom. Potępił reżim Nasira, wypędził kilku jego współpracowników i został okrzyknięty reformatorem. Jego styl rządzenia początkowo był dość otwarty, ale nie zrobił żadnego kroku, aby wprowadzić na Malediwach demokrację. Próba zamachu na Maumoona w 1980 r. została odkryta i powstrzymana, jednak doprowadziła do wygnania jeszcze większej liczby osób. W 1983 r. został wybrany na kolejną kadencję. Promował edukację, zdrowie, przemysł oraz turystykę. Wywalczył pełne członkostwo w Południowoazjatyckim Stowarzyszeniu Współpracy Regionalnej (SAARC). Gospodarka w latach 80. XX w. zaczęła się skupiać głównie na turystyce.
W 1988 r. Maumoon rozpoczął trzecią kadencję jako prezydent, będąc jedynym kandydatem. Zaledwie miesiąc później grupa niezadowolonych malediwskich przedsiębiorców podjęła próbę zamachu stanu, zatrudniając 90 tamilskich najemników ze Sri Lanki. Zajęli oni kilka kluczowych baz wojskowych, ale nie udało się im zdobyć siedziby Narodowej Służby Bezpieczeństwa (NSS). Ponad 1,6 tys. indyjskich spadochroniarzy wysłanych przez premiera Indii Rajiva Gandhiego zniweczyło zamach, a Tamilowie uciekli łodzią w kierunku Sri Lanki, zabierając 27 zakładników. Zginęło wówczas 14 osób, a 40 zostało rannych. Żaden turysta nie ucierpiał, nie byli oni nawet niczego świadomi. Próba zamachu sprawiła, że standardy zachowania policji i Narodowej Służby Bezpieczeństwa uległy pogorszeniu. Torturowano osoby przebywające w aresztach, a Służba Bezpieczeństwa stała się podmiotem budzącym powszechny strach. W 1993 r. Mamooun został nominowany na czwartą kadencję, potwierdzoną zdecydowaną większością głosów w referendum. Po raz kolejny nie było wolnych wyborów.
Lata 90. XX w. przyniosły szybki rozwój. 90% kraju zyskało elektryczność, dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej, a na atolach powstały szkoły średnie4. Malé zostało otoczone falochronem, który został zasponsorowany przez Japończyków (okazał się bardzo przydatny kilka lat później, kiedy tsunami uderzyło w Malediwy). Telefony komórkowe stały się powszechnie dostępne. W 1997 r. rozpoczęto prace na nowej wyspie w pobliżu stolicy - Hulhumalé, zbudowanej na zrekultywowanym lądzie, aby pomieścić rosnącą populację.
4 Wcześniej była tylko jedna szkoła, w Malé, do której uczęszczał cały rocznik. Uczniowie przenosili się na czas nauki do stolicy.
Historia współczesna
Kraj się rozwijał gospodarczo dzięki przemysłowi turystycznemu i rybnemu, ale doświadczał również wielu problemów. Wzrosła liczba przestępstw w stolicy, rozwój wpływał negatywnie na środowisko, pojawiły się dysproporcje regionalne, wysokie bezrobocie wśród młodzieży i nierówności dochodów.
Prąd El Ni?o z 1998 r., który wywołał blaknięcie koralowców, okazał się szkodliwy dla turystyki i był sygnałem, że globalne ocieplenie może zagrozić istnieniu kraju. Kiedy Maumoon rozpoczynał swoją piątą już kadencję jako prezydent w 1998 r., jego priorytetem było środowisko oraz podnoszący się poziom wód oceanu.
We wrześniu 2003 r. przebywający w więzieniu na wyspie Maafushi 19-letni Evan Naseem został pobity na śmierć przez strażników. Jego rodzina wystawiła poddane torturom zwłoki na widok publiczny w Malé. W stolicy wybuchły spontaniczne zamieszki. Parlament obrzucono kamieniami, a posterunki policji podpalono. NSS pobiła i aresztowała wielu uczestników zamieszek. W tym samym miesiącu prezydent Maumoon został ponownie nominowany na jedynego kandydata na prezydenta przez parlament, który w dużej części składał się z członków rodziny Maumoona i osób wyznaczonych przez samego prezydenta. Tymczasem w Colombo na Sri Lance została założona przez młodych aktywistów oraz byłego więźnia politycznego Mohammeda Nasheeda (znanego jako Anni) Malediwska Partia Demokratyczna (MDP).
Pod naciskiem kolegów w 2004 r. Maumoon przedstawił własny program reform. Jego propozycje obejmowały wystawienie wielu kandydatów w przedterminowych wyborach, z limitem dwóch kadencji prezydenta, i legalizację partii politycznych.
Niektóre wyspy zostały opuszczone i dziś są nazywane "wyspami duchów"
Gdy wydawało się, że nadchodzą zmiany, 26 grudnia 2004 r. tsunami pochłonęło tysiące ofiar na całym kontynencie. Nisko położone Malediwy (zaledwie 1,5 m n.p.m.) bardzo ucierpiały. Zginęło 89 osób, 24 uznano za zaginione, a wiele wysp i hoteli zostało kompletnie zniszczonych. Wysiedlono ok. 15 tys. ludzi, a niektóre wyspy zostały opuszczone i dziś są nazywane "wyspami duchów". Malediwczycy byli gotowi na zmiany.
W sierpniu 2008 r. Maumoon podpisał nową konstytucję, uchwaloną wcześniej przez parlament, która wprowadziła po raz pierwszy wielopartyjne wybory prezydenckie. Malediwską Partię Demokratyczną reprezentował Anni. Pierwsze demokratyczne wybory prezydenckie na Malediwach odbyły się 8 października 2008 r. W pierwszej turze głosowania wzięło udział sześciu kandydatów. Anni zajął drugie miejsce z poparciem 24,90%; urzędujący prezydent Maumoon zdobył 40,3% głosów. W drugiej turze Anni otrzymał poparcie od wszystkich pozostałych kandydatów opozycji, pokonując Maumoona z poparciem 53,65% i stając się pierwszym demokratycznie wybranym przywódcą kraju. W jednym ze swoich pierwszych oświadczeń zapewnił, że jego administracja nie będzie dążyć do ścigania żadnego członka rządu, w szczególności byłego prezydenta. Następnie rząd rozpoczął radykalną reformę i wdrażanie programu liberalizacji, kładąc nacisk na następujące punkty: uczynić Malediwy krajem neutralnym pod względem emisji dwutlenku węgla do roku 2020, utworzyć suwerenny fundusz inwestycyjny w celu zakupu ziemi w przypadku zalania kraju w wyniku podnoszenia się poziomu oceanów, wprowadzić całkowity zakaz polowania na rekiny, sprywatyzować ponad 20 państwowych przedsiębiorstw, zbudować krajową sieć promową, zdywersyfikować branżę turystyczną poprzez zakończenie długoterminowej polityki oddzielania mieszkańców od turystów, utworzyć systemy podatkowe, emerytalne i opieki zdrowotnej.
17 października 2009 r. prezydent Nasheed wraz z 11 ministrami swojego gabinetu odbył posiedzenie rządu... 4 m pod wodą. Miało to zwrócić uwagę opinii publicznej na problem podnoszenia się poziomu mórz i oceanów, co wiąże się z ociepleniem klimatu.
W 2009 r. prezydent Nasheed wraz z 11 ministrami swojego gabinetu odbył posiedzenie rządu... pod wodą
Po objęciu władzy przez Nasheeda w kraju dochodziło do napięć między organami władzy wykonawczej i ustawodawczej. Na wyspach wybuchały protesty, a w Malé doszło do starć demonstrujących z policją. Rząd oskarżył opozycję, z partią byłego prezydenta na czele, o podsycanie niepokojów społecznych. Demonstrujący domagali się dymisji prezydenta, zarzucając mu prowadzenie nieskutecznej polityki gospodarczej.
W styczniu 2012 r. doszło do wybuchu kryzysu politycznego i kolejnych antyrządowych protestów, gdy na wniosek rządu został aresztowany sędzia Abdulla Mohamed, któremu zarzucano korupcję i stronniczość. Przeciwko jego aresztowaniu protestowała opozycja z byłym prezydentem Maumoonem na czele, głosząc, że działania rządu są sprzeczne z konstytucją. W proteście przeciwko aresztowaniu sędziego na ulice wyszły tysiące osób, wśród których byli zwolennicy partii opozycyjnych. Do demonstrujących przyłączyła się część oddziałów policji, która opanowała m.in. siedzibę telewizji, nadając propagandowe treści i wychwalając byłego prezydenta. Po tym, jak rząd odmówił ujawnienia opinii publicznej jakichkolwiek informacji odnośnie tej całej sytuacji, protesty zaczęły się nasilać. Pojawiły się żądania przeprowadzenia niezależnego śledztwa w sprawie aresztowania sędziego. Na placu Republiki protestowano przez 22 dni, a policja odmówiła użycia siły i przyłączyła się do niezadowolonych obywateli.
W końcu, aby złagodzić napięcie, Anni zrezygnował ze stanowiska głowy państwa, a nowym prezydentem został wiceprezydent Mohammed Waheed. MDP określiła te wydarzenia mianem "zamachu stanu" zaaranżowanego przez wiceprezydenta Waheeda oraz Abdulla Yameena, przyrodniego brata Maumoona, oraz ogłosiła, że wszyscy członkowie partii w całym kraju wyjdą na ulice w ramach protestów. Anni stanął na czele tych na placu Republiki w Malé, ogłaszając, że został zmuszony do rezygnacji. Nowe władze przekonywały, że to nie był zamach stanu, a jedynie spełnienie woli ludu, na próżno. Po nasilających się protestach zwolenników MDP Waheed zadeklarował przeprowadzenie wyborów i powołanie nowego rządu, złożonego z przedstawicieli różnych partii politycznych. Tego samego dnia nakazał zwolnienie aresztowanego sędziego Abdulla. Liderem partii MDP został Ibrahim Mohamed Solih (znany jako Ibu).
Wybory odbyły się we wrześniu 2013 r., a wzięło w nich udział czterech kandydatów: urzędujący prezydent Waheed, który kandydował jako niezależny, były prezydent Mohamed Nasheed z partii MDP, Ibrahim Gasim z partii Jumhoorie (wtedy najbogatszy obywatel Malediwów, posiadający sieć sześciu hoteli) oraz Abdull Yameen z partii PPM (Postępowa Partia Malediwów), który wygrał prawybory w swoim ugrupowaniu. Na 140 lokalnych wyspach ustawiono 167 urn do głosowania, w którym wzięło udział ponad 31 tys. zwolenników partii PPM.
Po pierwszej turze, wskazującej na zwycięstwo Nasheeda sąd unieważnił wybory i odwołał planowaną drugą turę. Głosując za unieważnieniem, sędzia Didi odniósł się do poufnego raportu policyjnego, w którym stwierdzono, że w wyborach głosowało ponad 5 tys. "niekwalifikujących się osób", w tym osoby zmarłe i dzieci poniżej 18. roku życia. W listopadzie 2013 r., w ponownie przeprowadzonych wyborach, żaden z kandydatów nie uzyskał większości. Do drugiej tury weszło dwóch liderów: Anni oraz Yameen. Została ona zaplanowana tydzień później, ze względu na konieczność powołania nowego prezydenta do 11 listopada, jednak ostatecznie wybory zostały przełożone przez Sąd Najwyższy na 16 listopada, gdyż Yameen stwierdził, że potrzebuje więcej czasu na kampanię. Ostatecznie zwyciężył w drugiej turze, poparty przez trzeciego kandydata, Ibrahima Gasima, zdobywając 51,39% głosów.
Podczas kampanii na wyspach pojawiają się chorągiewki w kolorze partii politycznych. Kolor żółty należy do MDP
Lider partii MDP pozostał aktywny politycznie, a przeciw niemu wytoczono proces za przekroczenie uprawnień jako prezydenta w zarządzeniu o aresztowanie sędziego. W marcu 2015 r. został skazany na 13 lat więzienia pod kontrowersyjnym zarzutem terroryzmu, kiedy Yameen był u władzy5. Wywołało to powszechne protesty jego zwolenników. W 2016 r. pozwolono mu wyjechać do Wielkiej Brytanii na operację kręgosłupa, a on złożył wniosek o azyl polityczny, który został mu przyznany. Od tego czasu Anni kontynuował kampanię na rzecz demokratycznych reform z bezpiecznej odległości.
5 Na motorówce, którą podróżował Yameen, wybuchła bomba. Spekuluje się, że była to ustawka: podobno zawsze siadał po prawej stronie łodzi, jednak gdy doszło do wybuchu, siedział w zupełnie innym miejscu.
Malediwy przeszły wiele kryzysów konstytucyjnych pod coraz bardziej autokratycznym przywództwem prezydenta Yameena. W 2018 r. ogłosił on stan wyjątkowy, który dał mu kontrowersyjne uprawnienia do zatrzymywania liderów opozycji i ograniczania władzy sądowniczej i ustawodawczej6.
6 Wielu turystów zrezygnowało w tym czasie z podróży na Malediwy, obawiając się ataków terrorystycznych organizowanych przez tzw. Państwo Islamskie. Jednak powód wprowadzenia stanu wyjątkowego był polityczny, turystom nie zagrażało żadne niebezpieczeństwo.
W czerwcu 2018 r. ogłoszono datę kolejnych wyborów prezydenckich: 23 września. Oczekiwano, że Anni będzie kandydował, ale ten musiał ustąpić, gdyż Komisja Wyborcza zakazała udziału w wyborach kandydatom skazanym za przestępstwa. Maumoon również nie mógł kandydować, ponieważ przebywał w więzieniu. Zjednoczona opozycja wybrała Ibrahima Soliha do walki z politycznym rywalem. Przygotowania do wyborów nie były łatwym zadaniem. Mówił on głośno o tym, że mogą zostać sfałszowane. Aresztowania ciągle trwały, a na dzień przed wyborami policja przeszukała pomieszczenia biurowe MDP. Ibu wygrał i został szóstym w historii Malediwów prezydentem, uzyskując 58,3% poparcia przy frekwencji 89,22%.
Kandydat na prezydenta Ibu, witający się z mieszkańcami Nilandhoo, 2018 r.
Yameenowi przedstawiono zarzuty prania ogromnych ilości pieniędzy i defraudacji. Anni wrócił do kraju i został gorąco przyjęty przez sympatyków, licznie oczekujących go w Malé. Obiecał przeprowadzenie reform i położenie kresu korupcji rządu oraz zapoczątkowanie nowej ery stabilności i demokracji. W kolejnych wyborach parlamentarnych partia MDP wróciła na szczyt, uzyskując 60 (na 87) mandatów. PPM zdobyło zaledwie cztery miejsca w parlamencie. Anni ogłosił, że czasy roleksów już się skończyły, odnosząc się do głośnych skandali: podobno "kupowano" posłów za luksusowe prezenty7.
7 Jeśli ktoś jest bardziej zainteresowany tematem, na YouTube jest reportaż świetnie demaskujący to zjawisko: https://www.youtube.com/watch?v=15N9K3wXh0Y&t=1343s [dostęp: 5 lipca 2021 r.]
Oprócz wyborów prezydenckich na wyspach odbywają się również wybory sołtysa wyspy oraz prezydenta atolu. Te pierwsze organizuje się co pięć lat. Już kilkanaście miesięcy wcześniej kandydaci mogą się zgłaszać, rozpoczyna się kampania i ustalanie strategii. Szansę na wygraną mają głównie ci, którzy pochodzą z dużych rodzin lub cieszą się szacunkiem w gronie znajomych. Często partia polityczna nie ma żadnego znaczenia, ważne, że to brat mamy, kumpel z boiska czy kuzynka szwagra. Kobiety mogą brać udział w wyborach. W parlamencie również jest ich wiele, także na stanowiskach ministerialnych.
Podczas wyborów wybiera się kilka osób na poszczególne urzędy, m.in. głównego sołtysa i dwóch urzędników niższego szczebla. Na Nilandhoo, gdzie w 2021 r. zdolnych do głosowania było 1290 mieszkańców, frekwencja wynosiła ok. 85%. Na wyspie były dwa okręgi wyborcze, do których przyporządkowani byli mieszkańcy w zależności od miejsca zamieszkania. Wyspę podzielono na pół; jeden okręg był na terenie szkoły, a drugi na terenie centrum szkolenia. Mieszkańcy mogli wejść jedynie z dowodem osobistym. Wszystkie inne przedmioty, takie jak portfele i telefony, musieli zostawić na murku przed wejściem. Głosować było można od 7.00 do 18.00, a o 20.00 odbyło się liczenie głosów, w którym mogli uczestniczyć mieszkańcy. Karty do głosowania były odczytywane na głos. Wyspiarze skrupulatnie zapisywali wszystkie wyczytywane nazwiska, aby wiedzieć kto wygrał, jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem wyników. Nowo wybrani kandydaci objęli stanowiska miesiąc po wyborach. Tego samego dnia wybierano również prezydenta atolu: został wyłoniony spośród kandydatów, jacy zgłosili się ze wszystkich wysp na danym atolu.
Co pięć lat wybierani są członkowie parlamentu z siedzibą w Malé, tzw. majilis. Kandydaci mogą się zgłaszać z każdej lokalnej wyspy, a cała procedura wygląda tak samo jak w przypadku wyborów sołtysa. Prezydent atolu jest również przedstawicielem danego archipelagu w parlamencie. W 2021 r. po raz pierwszy zostały wybrane przedstawicielki Komitetu Rozwoju Kobiet, odpowiedzialne za ochronę praw kobiet i zwiększanie ich udziału w życiu politycznym.
Język Malediwów
Malediwy mają własny język o nazwie dhivehi
Malediwy mają własny język o nazwie dhivehi. Używany jest tylko tam, a jego dialekt na wyspie Minicoy, która należała kiedyś do Malediwów (dziś administracyjnie podlega pod Indie). W sanskrycie8 dhivehi oznacza "wyspiarze". Bas to "język", zatem dhivehi bas to "język wyspiarzy". Lingwista Harry Charles Purvis Bell nazwał język malediwski dives. Było to zgodne z nazwą kraju, ponieważ "-dives" w słowie "Maldives" oraz divehi pochodzą od słowa "wyspa". Dhivehi jest spokrewniony z syngaleskim, którym posługują się mieszkańcy Sri Lanki, ale nie są szczególnie podobne9. W ciągu dziejów na rozwój dhivehi wpłynęło wiele języków: arabski, francuski, perski, portugalski, hinduski i angielski. Dhivehi prawdopodobnie odłączył się od syngaleskiego nie wcześniej niż w X w., jednak ani w historii wysp, ani w syngaleskich kronikach nie ma o tym mowy. Malediwy są całkowicie nieobecne w dokumentach ze Sri Lanki sprzed XII w.
8 Sanskryt to język indoaryjski z rodziny indoeuropejskiej; literacki język starożytnych i średniowiecznych Indii.
9 Będąc na Sri Lance, mieliśmy wrażenie, że co dziesiąte słowo brzmi bardzo podobnie jak w języku dhivehi.
Dhivehi ma siedem dialektów, które różnią się słownictwem i wymową
Dhivehi ma siedem dialektów, które różnią się słownictwem i wymową, a te mające najmniej wspólnego można spotkać na atolach wysuniętych najbardziej na południe. Dialekt najbardziej przypominający ten, w którym mówi się w Malé, można usłyszeć na wyspie Minicoy na północy, dziś należącej do Indii.
Najstarszym odnalezionym napisem w języku malediwskim jest ten na kamieniu koralowym, którego pochodzenie szacuje się na VII lub VIII w. Od XVI w. język malediwski zapisywany jest pismem thaana, od prawej do lewej.
W połowie lat 70. XX w. rząd wprowadził teleksy. Było to postrzegane jako wielki postęp, jednak wiadomości można było zapisać tylko w alfabecie łacińskim. W 1976 r. rząd zatwierdził transliterację łacińską (dhivehi latin); wydrukowane broszury informacyjne zostały rozpowszechnione na atolach oraz na statkach handlowych. Wprowadzenie łaciny było traktowane z podejrzliwością, niektórzy obawiali się bowiem, że spowoduje to upadek thaana. Prezydent Maumoon po objęciu władzy w 1978 r. przywrócił ten zapis, który dziś jest stosowany równolegle z łacińską transkrypcją. To jeden z niewielu języków na świecie, którego nie ma w translatorze Google.
Atole na Malediwach są oznaczane literami alfabetu
Szyk wyrazów w malediwskim nie jest sztywny. Można niemal dowolnie ustawić ich kolejność w zdaniu, a sens wypowiedzi będzie taki sam. Wiele słów jest zapożyczonych z języka angielskiego, głównie terminy naukowe i techniczne (np. telefon, radio, uwaga, anulować, samochód, rower, bilet). Osoby mające na co dzień styczność z językiem angielskim mają tendencję do wplatania w wypowiedź anglicyzmów. Niektóre zapożyczone wyrazy przyjęły się do tego stopnia, że mogłoby się wydawać, iż nie mają w języku dhivehi odpowiedników. Zapożyczono również kilka słów z arabskiego i perskiego, głównie terminów związanych z islamem i sądownictwem (np. modlitwa, post, data). Zawieruszyło się nawet kilka wyrazów portugalskich, np. stół czy włócznia myśliwska.
Kompleks hotelowy Vilu Reef
Ciekawostka: atole na Malediwach są oznaczane literami alfabetu. I tak np. atol Faafu, Kaafu, Noonu to nic innego jak atol L, H i D. Nazwy wysp pochodzą od czegoś, co jest dla nich charakterystyczne, np. Bileydhoo od słowa biley, co oznacza "liść betelu" - tam najwięcej tych liści rośnie. Duże kompleksy hotelowe mają nazwy w języku dhivehi, które kojarzą się z turystyką, oceanem, morskimi zwierzętami i wakacjami, np. Reethi Rah to "piękna wyspa", Filitheyo to nazwa przynęty na ryby, a Kurumba to młody kokos.
Początki turystyki
Turystyka to branża, która niewątpliwie wniosła na Malediwy postęp i dobrobyt. Pierwszy hotel pojawił się w 1972 r. Wcześniej ten odległy archipelag zamieszkiwany przez rybaków nie był zbyt dobrze znany światu. Uważano, że turystyka w tym miejscu nie ma racji bytu, gdyż na Malediwach nie było wtedy nic: ani telefonów, ani lotniska (oprócz małego lądowiska wytyczonego przez ochotników na wyspie Hulhulé, ale bez regularnych połączeń), ani banków, ani bazy noclegowej, ani infrastruktury. Malediwy prawie przegapiły swoją szansę na rozwój turystyki.
Zaczęło się od przypadkowego spotkania Ahmeda Naseema, ówczesnego pracownika Ambasady Malediwów (który został w późniejszych latach ministrem spraw zagranicznych) z George'em Corbinem - pracownikiem włoskiego biura podróży, w Colombo na Sri Lance. Corbin szukał dziewiczych wysp, na których mógłby organizować wakacje dla Włochów. Swoją pierwszą podróż z Colombo do Malé w 1971 r. odbył na pokładzie statku towarowego. Wyspy tak bardzo mu się spodobały, że po krótkim czasie wrócił z pierwszymi turystami. Byli to głównie dziennikarze i fotograficy. Zatrzymali się w skromnych pokojach w trzech domach w Malé, a opiekowali się nimi lokalni gospodarze, w tym Hussain Afeef (dziś właściciel kilku luksusowych hoteli) oraz jego przyjaciel Maniku.
Malediwy okazały się idealnym miejscem do pływania, opalania się i łowienia ryb. Corbin był tak nimi zauroczony, że obiecał przysyłać włoskich turystów regularnie, gdy tylko zostaną przygotowane odpowiednie miejsca noclegowe. Zainspirowani młodzi mężczyźni nawiązali współpracę z dzierżawcą wyspy Vihamanaafushi, niezamieszkanej plantacji palm kokosowych bardzo blisko lądowiska. Odległość była bardzo istotna, gdyż transfer mógł się odbywać wyłącznie drewnianą łodzią. Nie było hydroplanów ani łodzi motorowych. I tak powstał pierwszy kompleks hotelowy na Malediwach o nazwie Kurumba (w języku dhivehi "kokos"), który z powodzeniem funkcjonuje do dziś.
Koszt jednej nocy w trzygwiazdkowym hotelu "bez fajerwerków" zaczyna się od 1000 zł. "Z fajerwerkami" to nawet 50 tys. zł
Maniku wraz z przyjaciółmi, korzystając z pomocy finansowej Corbina, zbudował 30 prostych pokoi z kamienia koralowego, drewna kokosowego i strzechy palmowej. Każdy miał toaletę i prysznic ze słoną wodą, były minimalistycznie umeblowane i miały bezpośredni dostęp do plaży. Nie było pomostu - łódź dobijała do nabrzeża i turyści wyskakiwali na brzeg. Panowie przygotowywali posiłki z książki kucharskiej, którą Maniku przetłumaczył z języka angielskiego. Serwowane były w kantynie lub w postaci grilla na plaży. Afeef został menedżerem ośrodka, który oficjalne otwarcie miał 3 października 1972 r. i przez resztę roku był zarezerwowany do ostatniego miejsca. Malediwczycy nic nie wiedzieli o turystyce. To turyści pomogli im się rozwijać, gdy spełniali ich prośby i wsłuchiwali się w ich potrzeby. Początkowo hotel przyjmował 60 gości miesięcznie, dziś jest to 14 tys., a do tego blisko 450 osób z obsługi. W 2003 r. kompleks przeszedł transformację na miarę XXI stulecia. Oferuje pokoje o wysokim standardzie z prywatnym basenem i jacuzzi, a także rodzinne wille.
Takie kompleksy hotelowe, w nomenklaturze branży turystycznej często nazywane resortami, zajmują zwykle całą wyspę. Nie toczy się tam codzienne życie mieszkańców, nie ma szkół, sklepów, meczetów. Są to miejsca stworzone tylko dla turystów i poza obsługą hotelową oraz turystami nie ma tam nikogo więcej. Takich ośrodków na Malediwach jest dziś ponad 130. Powstają na niezamieszkanych wyspach lub takich, które są usypywane od zera. Roślinność się sadzi, a wielkie palmy przywozi w całości z pobliskich bezludnych lub lokalnych wysp. Koszt jednej nocy w takim przeciętnym, trzygwiazdkowym hotelu "bez fajerwerków" zaczyna się od 1000 zł. "Z fajerwerkami" to nawet 50 tys. zł. Zatem nie ma co się dziwić, że Malediwy to jeden z najdroższych kierunków na świecie.
W 2010 r. pojawiła się opcja niskobudżetowa, tzw. guest house'y na lokalnych wyspach. Taki dom gościnny (pensjonat) może być otwarty i prowadzony tylko przez lokalną społeczność. Mieszkańcy, aby otrzymać licencję, muszą spełnić warunki wyznaczone przez Ministerstwo Turystyki: odpowiednią liczbę pokoi (minimum trzy), podstawowe wyposażenie, oznakowania typu "EXIT", "No smoking" itp. Opcja ta okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż aktualnie na wypoczynek na wyspach może sobie pozwolić zdecydowanie więcej osób: przeciętny Kowalski, a nie tylko piłkarze, rosyjscy politycy czy arabscy szejkowie. Również lokalna społeczność ma szansę zarobić na turystyce, a nie tylko najbogatsi oraz zagraniczni inwestorzy czy hotelowe sieciówki. Pobyt w guest housie wiąże się jednak z pewnymi wyrzeczeniami, ale o tym opowiem w innym rozdziale.
Wyspą, która zapoczątkowała turystykę lokalną na Malediwach, była Maafushi. To właśnie tam spędziłam swoje wakacje w 2013 r. Wtedy było tam zaledwie kilka guest house'ów, a turystyka dopiero raczkowała. Dziś jest ich ok. 60 (na wyspie o powierzchni 1000 na 200 m!). Gdybym dziś wybierała się po raz pierwszy na Malediwy, pewnie bym jej nie wybrała. Skutecznie odstraszyłyby mnie 10-piętrowe betonowe hotele wyrastające tuż za plecami maleńkiej plaży. Maafushi jest dziś mocno turystyczna. Szwędając się po niej, można spotkać więcej turystów niż mieszkańców, którzy w większości posprzedawali swoje ziemie pod kolejne hotele i wyprowadzili się do Malé. Idea guest house'ów na Maafushi mocno wymknęła się spod kontroli. Zamysłem było przybliżenie turystom lokalnej kultury, spędzanie czasu z miejscowymi, obserwowanie, jak żyją, co jedzą i jak spędzają czas. Pierwsze pokoje wprawdzie miały to, czego wymagało Ministerstwo Turystyki, ale wyposażenie było raczej skromne i podstawowe. Dziś hotele na Maafushi mają z tą ideą niewiele wspólnego: to luksusowe obiekty oferujące po 90 pokoi, z basenami na dachu, które aby uniknąć płacenia wyższych podatków, zostały podciągnięte pod kategorię "guest house". Wyparły one niestety wiele rodzinnych biznesów, które musiały mocno zaniżać ceny, aby móc się utrzymać na rynku. Na wyspie jest wiele atrakcji w postaci możliwości uprawiania sportów wodnych, a ze stanowisk, które je sprzedają, bez przerwy dobiega głośna muzyka. Jest też wiele restauracji, w których obsługują głównie Filipinki (byłam tam jakiś czas temu i trudno mi było tam się odnaleźć; nie potrafiłam dostrzec tego Maafushi, dzięki któremu pokochałam Malediwy, no i czułam się momentami tak, jakbym była na Filipinach). Są oczywiście zwolennicy takiego komercyjnego lub pseudoluksusowego wypoczynku (bo to ani kompleks hotelowy, ani lokalna wyspa), ale oczywiście nie brakuje też tych, którzy wolą miejsca poza utartym szlakiem. Dzięki bogatej ofercie noclegowej każdy turysta znajdzie na Malediwach odpowiednie miejsce dla siebie. Ja całkiem niedawno zdałam sobie sprawę, że od czasu tych kilku guest house'ów, które były dostępne, kiedy po raz pierwszy przyleciałam na Malediwy, powstało ich w całym kraju blisko 550! Dwa z nich prowadzimy z Imranem na wyspie Nilandhoo, ale w ogóle nie odczuliśmy tego, że tak szybko rośnie nam konkurencja. Zainteresowanie tym, co oferujemy, przerasta nasze najśmielsze oczekiwania. Jak dotąd jako jedyni na Nilandhoo regularnie przyjmujemy gości, więc mimo zainteresowania i pełnego obłożenia, o tłumach nie ma tutaj mowy.
Mieszkańcy Malediwów
Malediwczycy są tak bardzo inni i tak bardzo egzotyczni, że zdecydowanie zasługują na osobny rozdział w tej książce. Tym bardziej, że mamy możliwość spotykania się z nimi dopiero od 10 lat, bo wcześniej turyści nie odwiedzali lokalnych wysp i prawdopodobnie wiele osób nawet nie zdawało sobie sprawy, że na wysepkach, tuż obok kompleksów hotelowych, ktoś w ogóle mieszka. Niewiele jest informacji czy publikacji na temat ich życia. Ja po ośmiu latach mogę śmiało powiedzieć, że poznałam ich już bardzo dobrze. Absurdalne sytuacje mieszają się z tymi chwytającymi za serce i sprawiają, że czasami targają mną bardzo skrajne emocje. Zwykle kończy się happy endem, gdyż trudno się długo na nich gniewać. Potrafią człowieka rozbroić i o tym też wam opowiem.
Moim zdaniem wyspiarze są bardzo ładnymi ludźmi: delikatne rysy twarzy, proste, zgrabne noski, kształtne usta, kruczoczarne, gęste włosy, ciemna skóra, śnieżnobiałe, równiutkie zęby i piękny uśmiech. Dzieci wyglądają jak laleczki: wielkie czarne oczy, długie rzęsy, rączki i nóżki obwieszone złotem już od najmłodszych lat.
Mieszkańcy jedzą świeże kokosy prosto z palmy
Kobiety, jak na kraj muzułmański przystało, noszą chusty, jednak pojawiły się one tak naprawdę całkiem niedawno, bo w 2004 r. Po tym, jak 26 grudnia Malediwy nawiedziło tsunami, marokański konserwatywny imam skutecznie nastraszył mieszkańców, że to, co ich spotkało, jest karą za niestosowanie się do zasad islamu10. Choć dziś znów można spotkać wiele kobiet, które chust nie noszą, to nadal większość z nich je ma. Bardzo rzadkim widokiem są te, które zasłaniają całą twarz i noszą rękawiczki. Z chustami generalnie jest tak, że są dobrowolne, jednak te kobiety, które nie chcą ich ściągnąć, są przekonane, że postępują właściwie. Byłam kiedyś świadkiem rozmowy 10-letniej dziewczynki z mamą: powiedziała, że chciałaby zacząć nosić chustę od najbliższego ramadanu, bo jest na nią gotowa. Nikt jej do tego nie zmuszał, sama podjęła taką decyzję. Widziała, że wszystkie kobiety w domu je noszą, więc i ona chciała mieć swoją.
10 Dziś mieszkańcy podobnie mówią o czwartej już fali pandemii.
Wiele nastolatek i dziewczyn nosi bardziej młodzieżowe ubrania, np. kolorowe tuniki do rurek lub legginsów, torebki na łańcuszku, sandały na koturnie. Czasem modnie wystylizowany hidżab w formie turbanu, do którego są przypięte dekoracyjne broszki. Starsze kobiety zakładają suknie do ziemi w kolorowe wzory i kwiaty lub jednokolorowe. Mężczyźni noszą materiałowe spodnie w kant, często w stylu "woda w piwnicy", lub po prostu dżinsy, do tego jednokolorowe lub hawajskie koszule, a młodzież najczęściej szorty a la surfer, tak do 18.00, bo później przebierają się w rurki i dżinsy. Do tego T-shirty z modnymi motywami lub kolorowe koszule. Zapach perfum czuje się tutaj na każdym kroku. Lubią markowe okulary i telefony - czasem wstyd pokazać się ze starym samsungiem. Sami mają po dwa: starą Nokię 100, która służy do dzwonienia, oraz wypasiony iPhone lub Samsung, do mediów społecznościowych, zdjęć i grania. Nokię w czasie dzwonienia trzyma się odwrotnie (wyświetlacz nie jest przy uchu, tylko od zewnętrznej strony). Podobno lepiej wtedy słychać.
Malediwczycy preferują tryb życia raczej poranno-nocny
Jak wygląda dzień Malediwczyków? Preferują raczej tryb poranno-nocny. To nieprzypadkowe, gdyż na Malediwach panuje klimat tropikalny - przez 365 dni w roku jest bardzo gorąco i wilgotno. Największe upały w ciągu dnia mieszkańcy po prostu przesypiają. Dzień zaczyna się bardzo wcześnie, bo tuż po pierwszej modlitwie, która przypada na ok. 4.3011. Po niej mężczyźni udają się do portu, gdzie w swoich drewnianych dwuosobowych łupinkach bądź z brzegu łowią ryby, z których zostaną przygotowane posiłki dla wszystkich członków rodziny. Gdy tylko słońce pojawi się na horyzoncie, od razu robi się gorąco, więc wracają do domów.
11 Godziny modlitw nie są sztywne, w skali roku mogą być przesunięte o 20-30 minut, co jest podyktowane fazami księżyca.
Poranne zamiatanie ulic ręcznie wykonanymi miotełkami
Kobiety natomiast zabierają się za porządki. Codziennie każda zamiata uliczkę przed swoim domem, dokładnie od jednego krańca płotu do drugiego. Mają do tego specjalne miotełki, zrobione własnoręcznie ze środków palmowych liści.
Około godz. 6.00 z każdego domostwa unoszą się zapachy smażonych placków roshi i rybnego curry. Malediwska kuchnia jest dość specyficzna, rybna, niewiele w niej owoców i warzyw. Na śniadanie i kolację jada się również ciepłe posiłki. Nie ma typowego pieczywa, serów czy wędlin. Kromkę chleba zastępuje placek roshi, czyli naleśnik smażony na sucho na żeliwnej patelni rozgrzanej do czerwoności. Takich placków panie domu potrafią zrobić nawet i 100 dziennie, gdyż malediwskie domostwa zamieszkuje wiele osób. To często cztery pokolenia pod jednym dachem. Placki jada się w ciągu całego dnia: na śniadanie, obiad i kolację, dodając do tego sos curry, zupę rybną bądź pastę tuńczykowo-kokosową z limonką. Od samego rana czynne są lokalne kawiarnio-restauracje, gdzie wyspiarze po modlitwie i połowach wstępują na kawę, herbatę i lekkie przekąski. Rozmawiają przy tym o polityce (to bardzo gorący temat ostatnimi czasy) oraz plotkują. Tak, malediwscy mężczyźni to chyba najwięksi plotkarze.
O 7.00 dzieci zaczynają szkołę. System szkolnictwa to podstawówka, gimnazjum i szkoła średnia. Na niektórych wyspach jest tylko ta pierwsza, więc po jej ukończeniu dzieci przeprowadzają się na czas nauki do Malé, gdzie mieszkają u ciotek bądź innych członków rodziny. Ostatnio popularne stały się stancje. Jeśli w jednym domu jest kilkoro dzieci w wieku szkolnym, to cała rodzina przeprowadza się na czas ich edukacji do stolicy. Niektórzy wracają na wieś, a inni zostają w mieście (Malé to jedno z dwóch miast na Malediwach).
Do godz. 15.30 wioski zamierają
W każdej malediwskiej szkole uczniowie noszą mundurki: granatowo-czarny lub biały, dzięki czemu wyglądają schludnie i profesjonalnie. Jedna lekcja trwa 40 minut, a zajęcia kończą się o 12.30. W trakcie lekcji jest dłuższa przerwa i wszyscy rozchodzą się wtedy do domów na drugie śniadanie.
Do 15.30 wioski zamierają. Mało kogo można spotkać wtedy na ulicach. Większość śpi, uciekając poniekąd od palącego słońca, które nie sprzyja wykonywaniu żadnych obowiązków. Domy bardzo często nie mają w ogóle okien (lub okna są, ale wychodzą na przykład z sypialni do dużego pokoju lub na korytarz). Nie każdy ma w domu klimatyzację, bo ta zaczęła się na wyspach dopiero pojawiać. Podłogi to kafelki w jednolitym kolorze, w ciapki bądź w paski. W salonie stoi ciężka kanapa lub drewniana ławeczka z kolorowymi poduchami. Dekoracje, głównie ze sztucznych kwiatów, na ścianach ślubne zdjęcia w pozłacanych ramach, na stole cerata - brokatowa lub w kwiaty. Obowiązkowo duży telewizor, który zdaje się zajmować honorowe miejsce. Poszczególne pokoje wyglądają bardzo podobnie. Różowe, niebieskie, zielone bądź fioletowe ściany, ciężkie zasłony, których prawie nigdy się nie odsuwa (żeby żaden promyk słońca nie dostał się do środka), wiatrak na suficie, szafa na ubrania i toaletka z lustrem. Sufity są pomalowane na ten sam kolor co ściany, przez co wnętrze wydaje się ciemniejsze i sprawia wrażenie chłodniejszego. W każdym domu wygląda to niemal tak samo, choć niektóre mają bardziej nowoczesne umeblowanie w formie całych kompletów sypialnianych, a w innych wyposażenie to zbieranina różnych mebli.
Rodzinny dom Imrana, po prawej mama
Malediwczycy żyją stadnie: w jednym domu mieszka kilka pokoleń - rodzice, dziadkowie, dzieci z mężem i żoną oraz ich potomstwo. Każdy ma własny pokój - sypialnię - z prywatną łazienką, a do wspólnych pomieszczeń należą: salon, jadalnia, kuchnia, pralnia i ogród. W jednym domu potrafi mieszkać nawet 20 osób. Dopiero jak dzieci trochę podrosną i możliwości finansowe na to pozawalają, młode małżeństwo przenosi się na swoje lub dzieci (kuzynostwo) w podobnym wieku zamieszkują w jednym pokoju.
Ja przez osiem miesięcy mieszkałam w domu rodzinnym mojego męża (który wtedy jeszcze nim nie był), w jego pokoju. Obie siostry już dawno się wyprowadziły, zostali tylko rodzice oraz trzej synowie. Dom miał cztery pokoje, zatem każdemu przypadał jeden (dla rodziców i każdego z braci). Nie było klimatyzacji, okna wychodziły na zielony korytarz, na którym stały dwa drewniane krzesła plażowe, a pomiędzy nimi szafka na buty. Przez całą dobę grało małe czarne radyjko (w nocy też nie wolno go było wyłączać; na początku ciężko się było przyzwyczaić, ale jak się nagle zepsuło, to jakoś tak dziwnie cicho się w nocy zrobiło). W radiu leciały folklorystyczne hity muzyczne, wiadomości, kwizy i pięć modlitw. Na środku naszego pokoju stał wielki metalowy wiatrak, trochę zardzewiały. W łazience były płytki z motywem ciemnoniebieskich kwiatów. Była toaleta, plastikowy zestaw z prostokątnym, białym, regulowanym lustrem i półeczką do kompletu, a spod prysznica leciała tylko zimna woda. Biorąc pod uwagę to, że bez klimatyzacji w pokoju było momentami jak w piekarniku, szczególnie nad ranem, nawet gdyby ta ciepła woda w łazience była, to pewnie w ogóle bym jej nie odkręcała. Spaliśmy na materacu, bez żadnego stelaża. W kącie stała mała szafa, którą całą zapełniłam swoimi rzeczami, w drugim kącie był metalowy stojak na ręczniki i pranie. Przy oknie biurko z niebieskim plastikowym krzesłem ogrodowym, które pełniły funkcję mojego biura przez kilka miesięcy. Gdybym była sama, to pewnie nigdy nie zdecydowałabym się na takie warunki, ale jak człowiek jest zakochany, to jest mu tak bardzo wszystko jedno. Pokój rodziców to była czysta poezja! Mama nie pozwalała wyrzucić żadnego mebla. Na każdej ścianie stała jedna szafa, niektóre pamiętały chyba jeszcze lata sześćdziesiąte. Zdjęcia dzieci i wnuków na ścianach, plastikowe kwiaty na toaletce. Ten pokój wyglądał jak u dziadków na wsi.
W domu rodziców Imrana przez całą dobę grało małe radyjko
Malediwskie domostwa mogą sprawiać wrażenie skromnych i biednych, jednak to tylko pozory. Mieszkańcy nie mają wielkich potrzeb i korzystają z przedmiotów do ich ostatniego tchu. I tak na przykład w domu rodzinnym Imrana metalowy stelaż od łóżka, który prawdopodobnie już nie nadawał się do naprawy, stał się zewnętrznym stojakiem na wielkie metalowe i żeliwne naczynia, w których mama gotowała ryż, zupę rybną oraz tłoczyła olej kokosowy (właśnie mnie olśniło, dlaczego spaliśmy na samym materacu...). Naczynia w większości domów myje się i suszy na zewnątrz. Zdarzają się też kuchnie, które zostały dobudowane do reszty domu i często nie mają jednej lub dwóch ścian.
Po godz. 16.00, już po modlitwie, mieszkańcy powoli zaczynają wyłaniać się z domów. W porcie, przed domami i przed sklepami można zauważyć, że ruch jest zdecydowanie większy. Słońce jest już nieco niżej, temperatura lekko spada. Nietoperze latają coraz niżej i jest ich coraz więcej. Czaple szukają miejsca, by ułożyć się do snu. Małe ptaszki biorą ostatnią kąpiel w oceanie, po czym uciekają w krzaki. A mieszkańcy zasiadają w lokalnych hamaczkach o nazwie jolly i rozpoczynają rutynowe kto, z kim i dlaczego lub łowią w porcie ryby.
Kobiety idą z dziećmi na plac zabaw w kolorze tęczy, usytuowany na skraju wyspy, pod wysokimi palmami. Niektórzy ojcowie zabierają najmłodsze dzieci na przejażdżkę skuterem i jeżdżą tak aż do zachodu słońca, czyli do 18.00.
Miejscowa drużyna piłkarska każdego popołudnia gra w nogę. Jest też damska drużyna piłki siatkowej oraz palanta, który króluje wśród emigrantów z Bangladeszu i Indii. W niezidentyfikowanej grze polegającej na odbijaniu patykiem tyłem i za siebie małej piłeczki lub lotki drużyny najczęściej są mieszane: stary, młody i polski turysta.
O tej porze lokalny port zaczyna tętnić życiem, zbliża się bowiem transport z Malé. W porcie zbiera się wielu gapiów, ciekawych tego, kto przyjechał, co przywiózł, czy są turyści, a jeśli tak to ilu i z jakiego kraju. W porcie, w cieniu rzucanym przez wysokie palmy, siedzi starszy pan sprzedający popcorn i lokalne przysmaki. Z radyjka dobiegają melodie z lat jego młodości.
Po 18.00 wyspa znów pustoszeje. Nietoperze latają jeszcze niżej. Intensywnie pachnie jaśmin, a na łąkach odzywają się świerszcze. Na niebie widać gwiazdy, a w bezchmurny dzień bez problemu gołym okiem można dostrzec Drogę Mleczną. Liście palmowe lekko bujają się na wietrze. I znów jest jak na bezludnej wyspie. Do 20.00 jest bardzo spokojnie. Raczej nikt wtedy nie odwiedza rodziny czy znajomych, mało kogo można spotkać w restauracji, sklepy są nieczynne, nie dzwoni się do ludzi, bo i tak nikt nie odbierze. To czas na modlitwę, zadumę i wyciszenie.
Mieszkańcy chętnie chodzą na plażę podczas zachodu słońca
Po godz. 18.00 wyspa znów pustoszeje
Za odrabianie lekcji dzieci i młodzież biorą się dopiero po 20.00. Na zewnątrz tego dnia już nie wyjdą, bo dzieci o tej porze już się "na mieście" nie widuje. Mężczyźni i kobiety zasiadają przed telewizorami i oglądają hinduskie telenowele lub znów idą do restauracji, gdzie można wrócić do plotek i tematów politycznych. Jest naprawdę głośno i jeśli ktoś obcy obserwuje Malediwczyków z boku, na pewno myśli, że wszyscy się kłócą. Nic bardziej mylnego - po prostu wszyscy mówią w tym samym momencie coraz głośniej, żeby zagłuszyć pozostałych. Znów otwierają się sklepy, które będą czynne do 23.00. Oczywiście wszystkim przypomina się pięć minut przed zamknięciem, że jeszcze nie zrobili zakupów, więc przez to często sklepiki zamykane są pół godziny po czasie. Restauracje natomiast działają do ostatniego klienta, czyli nierzadko zamykają się dopiero gdzieś w środku nocy.
Na Malediwach weekend zaczyna się w czwartek wieczorem
Jak żyje się w kraju, w którym przez cały rok zmrok zapada o 18.00? Można się przyzwyczaić. Słońce w ciągu dnia świeci bardzo mocno, jest go pod dostatkiem, dlatego kiedy zachodzi, to raczej odczuwa się ulgę. Wieczory nadal są ciepłe i przyjemne, życie towarzyskie toczy się na całego, więc to, że jest ciemno, nie ma większego znaczenia.
Dzień wolny spędzany nad wodą
Na Malediwach weekend zaczyna się w czwartek. Piątek to dzień święty - taka polska niedziela. Między 12.30 a 13.00 odbywa się najważniejsza w ciągu tygodnia modlitwa. Wszyscy mężczyźni i chłopcy, odświętnie ubrani, udają się do meczetów. Kobiety też mogą się modlić w świątyniach, ale z reguły zostają w domach i tylko słuchają "kazania" w radiu lub z megafonu najbliższego meczetu, w międzyczasie przygotowując odświętny posiłek. W piątek jada się trochę lepiej niż w pozostałe dni tygodnia. Na stole pojawia się grillowany kurczak lub wołowina z chili, sok z owoców sezonowych, a na deser ciasto czekoladowe lub o konsystencji budyniu. Sobota jest bardzo podobna do naszej - to dzień wolny od szkoły, a także pracy w instytucjach państwowych i bankach. Niedziela natomiast jest pierwszym dniem tygodnia. W piątki i soboty na plaży można spotkać mieszkańców, gdyż są to jedyne dni (do tego wszystkie dni świąteczne i wolne od pracy), kiedy dzieci mogą z niej korzystać: w innym czasie mają zakaz, bo zamiast na lekcje, skręcałyby na plażę. W weekendy całe rodziny biorą udział w piknikach na plaży lub na pobliskich bezludnych wysepkach.
Gdzie pracują i czym zajmują się Malediwczycy
Bardzo często moi goście pytają o to, czym zajmuje się lokalna społeczność. Główne gałęzie malediwskiej gospodarki to rybołówstwo i oczywiście turystyka. Na wyspach nie ma żadnych fabryk i przemysłu (może poza fabryką konserw z tuńczyka, które są przeznaczone głównie na eksport, ale też dostępne w lokalnej sprzedaży, oraz rozlewni Coca-Coli, która jako jedyna na świecie do produkcji napojów wykorzystuje odsalaną wodę morską). Nie ma ziemi, na której można cokolwiek na większą skalę uprawiać. Odpada zatem wiele form zatrudnienia i opcji zarabiania pieniędzy.
Miejscowa rozlewnia Coca-Coli, jako jedyna na świecie, wykorzystuje do produkcji napoju odsalaną wodę
W każdym malediwskim domu jest jakiś rybak. Oprócz prostych połowów z brzegu lub z małej drewnianej łódeczki w porcie, gdzie łowi się rybki na własny użytek, na Malediwach istnieją łodzie rybackie (tzw. dhoni) w tradycyjnym stylu, z długim drewnianym noskiem z przodu (choć zaczęły się pojawiać już bardziej nowoczesne, z klimatyzacją i telewizorem w kajutach), zatrudniające mężczyzn. Pod pokładem mają wielkie chłodnie z lodem, w których przechowuje się złowione tuńczyki. Właścicielem takiej łodzi jest rybak, który w nią zainwestował odłożone lub pożyczone z banku pieniądze. Łódź wypływa na kilka dni, a nawet tygodni, często bardzo daleko, poza atole. Rybacy mają naprawdę wiele ciekawych historii do opowiedzenia. Mój Imranek też był przez chwilę takim rybakiem (zresztą chyba pierwszą poważną pracą każdego Malediwczyka było łowienie ryb na takiej drewnianej łodzi, tzw. yellow fin tuna dhoni). Opowiadał mi kiedyś, jak bawił się z delfinami, wrzucając do wody jakiś przedmiot, a one mu go odrzucały. Opowiadał o stadach wygłodniałych rekinów, które zasadzały się na sieci pełne małych rybek, o ośmiornicach, których jedna macka była dłuższa od całej łodzi. Szkoda, że wtedy nie było smartfonów i nie można było tego uwiecznić! Zresztą pewnie w takich momentach raczej nikt nie myślałby o nagrywaniu. Chociaż zdarza mi się czasem dostać filmy z rekinami czy delfinami od znajomego, który jest zawodowym rybakiem. Dzwoni do mnie po północy podekscytowany, że rekin wielorybi pływa tuż obok łodzi i pokazuje mi to wszystko na żywo.
Praca na yellow fin tuna dhoni jest bardzo ciężka, w parzących promieniach słonecznych i upale. Ręce są cały czas w ruchu. Łowi się nie tylko małe tuńczyki, ale również ważące po 100 kg ogromne tuńczyki żółtopłetwe. Wynagrodzenie jest całkiem niezłe. Po trzech, czasem pięciu tygodniach taki rybak potrafi zarobić nawet 2000 dolarów. Ryby są sprzedawane do fabryki tuńczyka, na markecie rybnym w Malé, do restauracji hotelowych i na lokalne wyspy. Na Nilandhoo trafiają do wędzarni i suszarni. Odpowiednio wyfiletowany, przygotowany i uwędzony tuńczyk suszy się potem na słońcu. To jeden z rarytasów, eksportowany między innymi na Sri Lankę. Suszarnio-wędzarnią zarządza jedna rodzina, a pracuje w niej sporo kobiet i mężczyzn - mieszkańców wyspy Nilandhoo. Gdy rybacy wracają z połowów, mają zajęcie na kilka dni.
Filetowanie tuńczyka
W branży turystycznej młodzież zdobywa doświadczenie głównie w lokalnych guest house'ach. Ci nieco starsi pracują w kompleksach hotelowych na każdym możliwym stanowisku. Znaczna część wyspiarzy wiąże swoją przyszłość właśnie z turystyką. Chętnie uczą się języków obcych i nabywają doświadczenia, które może im ułatwić pracę w tej branży. Kończą kursy nurkowe lub na pilota hydroplanu, wyrabiają licencję na prowadzenie łodzi, rozwijają pasję fotograficzną, szkolą się w zakresie udzielania pierwszej pomocy, a doświadczenie w gotowaniu (szczególnie dań spoza lokalnej kuchni) zdobywają w okolicznych hotelach, pracując jako pomocnicy w kuchni. Wielu Malediwczyków uprawia surfing i kitesurfing, więc często są zatrudniani jako instruktorzy sportów wodnych. W hotelach również zajmują wysokie stanowiska, menedżerskie i dyrektorskie.
Choć branża turystyczna jest zdominowana przez mężczyzn, kobiety także odnoszą w niej sukcesy. Często pojawia się pytanie, czy one w ogóle mogą pracować. Oczywiście! Nikt im tego nie zabrania. Już na samym początku przygody z Malediwami można zwrócić uwagę na liczbę kobiet pracujących na lotnisku, choćby przy odprawie paszportowej. Kobiety pracują również w policji czy w wojsku. Ostatnio obejrzałam reportaż o instruktorce nurkowania, prowadzącej własną szkółkę. Można je czasem spotkać w taksówce, na motorówce i na wysokich stanowiskach w hotelach. Dzięki ciężkiej pracy i determinacji w ciągu kilku lat przeszły przez wszystkie szczeble kariery i stały się menedżerkami w luksusowych obiektach, np. w Marriotcie czy Sheratonie.
Obywatel Bangladeszu na wyspie Nilandhoo
Branża turystyczna jest zdominowana przez mężczyzn, ale kobiety także odnoszą w niej sukcesy
Na Malediwach zatrudnia się również wiele osób z zagranicy, głównie z krajów sąsiadujących, gdyż Malediwczycy nie każdy fach mają w ręku. Trudno znaleźć masażystę czy barmana, wszak Malediwy to kraj muzułmański i żaden wyspiarz nie powinien mieć kontaktu z alkoholem. Barmanem w basenowym barze będzie najczęściej mieszkaniec Sri Lanki lub Indii, a masażystką Balijka lub Tajka. Na lokalnych wyspach można również spotkać obywateli Bangladeszu, którzy są wizualnie bardzo do Malediwczyków podobni i na pierwszy rzut oka bardzo ciężko ich odróżnić. Pracują jako kelnerzy w lokalnych jadłodajniach, na budowie, jako krawcy. Często można ich spotkać też w guest house'ach: na przykład nasz Salim pochodzi z tego kraju. Oprócz wizualnego podobieństwa, mają również podobną kulturę.
Ciężko jest na Malediwy przyjechać i po prostu zamieszkać. To dość hermetyczny kraj
W kompleksach hotelowych pracują chyba wszystkie możliwe nacje: wielu Rosjan, Niemców i Włochów, którzy są odpowiedzialni za relacje z gośćmi ze swoich krajów, są instruktorami nurkowania lub lekarzami. Na lokalnej wyspie oprócz mieszkańców Bangladeszu i Indii nie są zatrudniani żadni obcokrajowcy. Biorąc pod uwagę fakt, że miejsc pracy nie ma zbyt wiele, dziwne byłoby zatrudnianie osób z zewnątrz i zabieranie tym samym pracy miejscowym. Ciężko jest też na Malediwy przyjechać i po prostu zamieszkać. To dość hermetyczny kraj, który mocno strzeże swojej kultury i niezależności. Związki mieszane nie są popularne, a wizy turystyczne są wydawane na 30 dni i nie ma takich, które umożliwiałaby dłuższy pobyt. Wizę można przedłużyć do 90 dni, ale nie można w tym czasie podejmować żadnej pracy. Nie da się wynająć mieszkania bądź domku. Można za to zamieszkać w guest housie, tak by właściciel mógł odprowadzić odpowiednie podatki (jak za każdego turystę). Dłuższy wakacyjny pobyt, maksymalnie do trzech miesięcy - tak, ale przyjazd w ciemno, by coś sobie znaleźć i zamieszkać, już niekoniecznie. Formalnie nie ma takiej możliwości, wiz ani chęci ze strony malediwskiego rządu. Może dlatego, że Malediwy to bardzo atrakcyjny kraj, ale ma mało miejsca? W końcu zamieszkane wyspy zajmują łącznie powierzchnię jednego miasta w Polsce.
Wynagrodzenia w hotelach nie są aż tak duże, jakby się mogło wydawać, zakładając, że jeden nocleg w takim miejscu kosztuje nawet 8 tys. zł, ale są porównywalne do pensji w Polsce. Podstawa to 300-1000 dolarów, w zależności od stanowiska (więcej na wyższych szczeblach); dwa razy tyle wpada z napiwków w dobrym sezonie, a one są obowiązkowo dodawane do rachunków turystów w postaci 10-procentowej tzw. service charge. Zdarza się, że na wakacje przyjedzie Shakira, która na niczym nie oszczędza. Podczas jednej z jej wizyt, po podliczeniu wszystkiego i rozparcelowaniu między pracowników, każdemu przypadło dodatkowo po 5,2 tys. dolarów napiwku. To był prawdopodobnie najwyższy napiwek w historii Malediwów.
Zamieszkane wyspy Malediwów zajmują łącznie powierzchnię jednego miasta w Polsce
Na Nilandhoo nie ma wielu miejsc noclegowych, oprócz naszych guest house'ów. Nie jest to wyspa typowo turystyczna, więc jedyne przychody z turystyki generuję ja, oczywiście oprócz zatrudnionych u nas osób, łącznie siedmiu, na takich stanowiskach jak kucharz, sprzątacz, kelner czy osoba odbierająca gości z lotniska. Na wyspie korzystamy z usług lokalnego rybaka, który dostarcza nam do restauracji świeże ryby i owoce morza, pani, która smaży w domu placki roshi, podawane do śniadań serwowanych naszym gościom, są też panowie zaopatrujący nas w kokosy, banany i niektóre lokalne warzywa, pani, która zajmuje się ogrodem oraz osoby regularnie pomagające podczas wycieczek z gośćmi, organizujące pikniki na bezludnych wyspach, szukające delfinów, łowiące ryby czy pływające z turystami. No i wreszcie sklepiki i...
.
.
.
...(fragment)...
Całość dostępna w wersji pełnej