*
-Nowy biznes? Ho, ho, ho. Od tej strony cię nie znałem - Stan nie mógł się nadziwić przypływowi gotówki u przyjaciela.
- Powiedziałbym nawet, że nowy rozdział życia - chełpliwie odparł Max.
- Gratulacje - mruknął przyjaciel, a Max odniósł wrażenie, że w serdecznym tonie czaiła się nutka zazdrości i powątpiewania w prawdziwość zasłyszanych informacji.
- Nowy rozdział życia? - zdziwił się Staszek, gdy usłyszał o planach swojego starego kumpla. - Reset i odbudowa relacji? Sam to wymyśliłeś?
Maks skinął głową w kierunku kuchni, gdzie Agata przygotowywała posiłek.
- Oczywiście, że prawie sam - usta powiedziały coś przeciwnego niż mowa ciała. - Ale wiążę jeszcze spore nadzieje z tą nową książką. Uważam, że mogę się nią przebić.
- Mhm, super - mruknął Staszek usiłując szybko w myślach podliczyć ilość razy, kiedy napisany przez Maksa utwór był anonsowany jako murowany bestseller. - A o czym napisałeś? Jaki gatunek?
- Brutalna sensacja bez happy endu. Coś jak Brudny Harry, tyle że w Nowym Jorku, a nie w San Francisco - oświadczył Maks i zawiesił głos oczekując reakcji przyjaciela na ten nietypowy dla niego kierunek literatury. Jednakże Staszek nie okazywał jakichkolwiek głębszych odczuć.
- Napisałeś powieść o jakimś detektywie? - zdziwił się jedynie wyborem tematu.
- Nie, o zwykłym facecie, który nie bardzo sobie radzi z życiem. Nazwałem go Max.
- O, doprawdy? Co za dziwne, egzotyczne imię - zażartował Staszek.
- Ale nie piszę tam o sobie, jeżeli to masz na myśli. Max jest Amerykaninem, daleko stąd, w zupełnie innej rzeczywistości - Maks wyjaśniał swoją koncepcję, nieco urażony kpiarskim tonem przyjaciela. - Trochę pije, trochę narzeka na swój los, czasem kłóci się z żoną, aż pewnego dnia przyciśnięty finansowo do muru pożycza pieniądze od mafiosów. Ci żądają wkrótce drakońskich odsetek, początkowo szantażują tylko Maxa, ale potem porywają jego żonę i córkę. Znaczy on tak myśli, choć w rzeczywistości... - Maks się zająknął, a potem szybko dokończył: - W końcu Max walczy nie tylko o siebie, ale już o całą rodzinę, o życie.
- Powiedziałeś, że powieść jest bez happy endu, czyli ktoś ginie? - domyślił się Staszek.
Maks kiwnął milcząco głową, co dało się różnie interpretować, niekoniecznie jako potwierdzenie. Jednak można się było domyśleć, że opisany w powieści los bohaterów nie był godny pozazdroszczenia.
- A potem ten nie-ty chodzi z ponurą miną po knajpach Nowego Jorku i pije do szarego świtu, opowiadając smętnym barmanom o tym, jak spieprzył życie sobie i innym. Ale, pomimo że jest mu z tym źle, to jednak trochę dobrze. Ma w końcu tę swoją rysę, która zostanie na nim do końca życia. Uczyni go artystą, choćby i niczego wielkiego nie stworzył... - dopowiedział nieoczekiwanie Staszek, a Maksa aż zatkało z zaskoczenia.
- E, no co ty? To fikcja. Max ze Stanów to nie ja - wyjaśnił po chwili milczenia. Jednak delikatne drżenie jego głosu sugerowałoby co innego. Za długo się znali, żeby Staszek tego nie zauważył.
Maks nikomu tego dotychczas nie powiedział, ale zawarł w tej książce wiele wątków autobiograficznych, jak w żadnej z ją poprzedzających. I pomimo deklarowanego braku wspólnoty losów Maxa i Maksa, nie mógł zaprzeczyć, że z każdą zapisywaną kartą umieszczał w przekazywanej opowieści coraz więcej obrazów samego siebie. Łączyło ich wiele - nieumiejętność egzystencji w nowoczesnym społeczeństwie, z jego bezwzględnością i wszechobecnym wyścigiem szczurów, brak pewności celu życia oraz stosunek do najbliższych, których kochają, ale i oskarżają o wiele złych rzeczy i zaniedbań. A w końcu rzecz najważniejsza - tęsknota za byciem wolnym artystą, półbogiem pławiącym się w cudownym blasku własnego talentu i niczym nieskrępowanej swobody wyrazu. Był to jeden z podstawowych powodów, dla których Maks zdenerwował się na Staszka, bo ten dotknął tej skrzętnie skrywanej tajemnicy. Maks, od kiedy pamiętał, śnił o wyrwaniu się z obecnego, marnego życia na wymarzoną wolność. Pojmował ją jako pełne zadumy i wzniosłych idei trwanie powszechnie czczonego, niezależnego artysty, który nie zawraca sobie głowy rodziną, brakiem pieniędzy, w ogóle nie zauważa trosk dnia powszedniego. Im bardziej każdy mijający dzień udowadniał mu, że nigdy do tego nie dojdzie, tym chętniej on fantazjował o jakimś niesamowitym wydarzeniu, które cudem odmieni jego los. Różne rozwiązania przychodziły mu na myśl: meteor burzący całą kamienicę, gdzie tylko jego pracownia ocaleje albo jakaś zaraza dziesiątkująca populację kraju, a omijająca jego - jednostkę wybitną i jako taką szczególnie chronioną przez Boga.
Uf, znowu Bóg? - Maks zdziwił się faktem, że ponownie pomyślał o tym nienarzucającym się sąsiedzie, z którym jednak często się spotyka i wymienia grzecznościowe uśmiechy oraz zdawkowe pozdrowienia.
Dotarło do niego zaraz, że popadając w zamyślenie o swoich ideach i nierealizowalnych marzeniach, przesiedział ze Staszkiem i Agatą kilka minut, zupełnie tego nie rejestrując. Tymczasem oni rozmawiali właśnie o nim.
- Tak, tak, Staszku. Jakbyś miał namiary na jakąkolwiek robotę dla Maksa, to przyślij. Maksiu planuje wziąć się za siebie... - perorowała jego żona.
Maks przyłapywał się ostatnio, że w swoich myślach odpływa z rzeczywistości w najdziwniejszych momentach. Tak jak teraz, kiedy Agata właśnie tłumaczyła Staszkowi nową sytuację, w której jej mąż, czyli on, musi znaleźć pewne zatrudnienie, aby oddalić się od dotychczasowych głupot.
Staszek pomrukami i kiwaniem głową potwierdzał swoje poparcie dla projektu Maks - nowe, lepsze życie, zerkając jednocześnie z wyrazem troski na przyjaciela.
- Tak, tak. Jakbyś coś miał, to chętnie... - potwierdził Maks niepewnym tonem, udając, że cały czas brał czynny udział w tej pasjonującej dyskusji. - Nigdy nie wiadomo, czy się uda z tą nową książką.
Agata spiorunowała go spojrzeniem, które jasno mówiło, co ona myśli o karierze i zarabianiu poprzez słowo pisane. Staszek powoli się żegnał, dziękując za poczęstunek. Maks odprowadził go do wyjścia.
- Agata ma rację, normalna praca od-do wyjdzie ci na dobre, do pisania zawsze można wrócić. Ale nie zrobię nic wbrew tobie - Stach oświadczył szeptem przy pożegnaniu. Następnie rozglądnął się, sprawdzając, czy nikt ich nie słyszy i szepnął jeszcze ciszej niż przed sekundą. - Aha, i z tym usuwaniem rodziny w powieściach, to się zastanów. Niekiedy Opatrzność chce ukarać ludzi za głupie pomysły i dopuszcza do ich realizacji.
Po tych słowach wyszedł. Kiedy Maks zamykał drzwi za przyjacielem, jako odpowiedź na jego ostatnią radę w jego głowie na ułamek sekundy zagrzmiała mocno jedna myśl, przerażająca w swej prostocie i jednoznaczności: Przecież ja chcę, żeby oni zniknęli, pozostawiając mnie i moje marzenia w spokoju.
Zamarł w bezruchu, zaskoczony tym krzykiem wewnątrz siebie, potem ogarnęło go przerażenie. Co on najlepszego wyprawia? Jak można chcieć śmierci lub innego rodzaju odejścia swoich najbliższych osób? Przez dłuższą chwilę stał w korytarzu, uspokajając się i skrzętnie usuwając z pamięci choćby echo słów, które niespodziewanie zabrzmiały w jego głowie po słowach Staszka. Nie może wrócić w takim stanie do pokoju. Przecież ona wszystko zrozumie po jednym spojrzeniu.
- A ty co tak stoisz w ciemnościach? - Agata niespodziewani wychynęła zza rogu przedpokoju. Podeszła do Maksa i przytuliła się do niego. - Fajny ten twój Staszek. A wiesz, że ja go kiedyś wcale nie lubiłam. Wydawał mi się taki drętwy, ale teraz, po latach, to właściwie jedyna osoba, która została z twoich dawnych kolegów...
Maks objął ją i przytulił. Serce biło mu jak szalone. Po tamtej myśli został już tylko popłoch i dziwne uczucie, jakby zobaczył przez sekundę coś bardzo złego i przerażającego, a teraz nie jest pewien, czy mu się to nie śniło. Jak mógłby chcieć ją stracić? Przecież to jego ukochana żona, jego słodka Margaret...
Aż podskoczył, kiedy doszło do niego, że użył w myślach imienia żony Maxa, bohatera swojej powieści. Co się z nim dzieje? Za długo pisał tę cholerną książkę. Reset i odpoczynek od pisania to może nie taka idiotyczna idea.
- Tak, Agatko. Staszek jest prawdziwym przyjacielem. Mogę dziękować Bogu, że mam kogoś takiego - drżącym głosem potwierdził wspaniałość przyjaciela.
Znowu Bóg. Czy on nie za dużo dziś o nim wspomina?
- Kocham cię, Maks - szepnęła Agata.
- Ja ciebie też - odpowiedział.
Myśli o nieosiągalnym w jego warunkach, boskim życiu na wolności, bez zobowiązań i trosk doczesnych, odpłynęły daleko. Czuł w swoich ramionach Agatę i chciał być teraz z nią. Kochać się i zatapiać w sobie nawzajem. Jak kiedyś, zaraz po ślubie.
- Chodź, Basia już śpi. A my zacznijmy ten nowy etap życia od mocnych wrażeń - pociągnął ja do sypialni.
Jak się okazało, literacki heros, teoretycznie stworzony wyłącznie do rzeczy wyższych, pragnie również od czasu do czasu udanego seksu, do którego potrzeba drugiego człowieka, choćby i niepodzielającego wzniosłych koncepcji bujania w obłokach życia.