Makbet - William Shakespeare

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena 2

Obóz pod Forres. Wojenna wrzawa za sceną. Król Dunkan, Malkolm, Donalbein, Lennox z orszakiem wchodzą i spotykają rannego Żołnierza.

DUNKAN

Cóż to za człowiek krwią zbroczony? Wnosząc z jego ran, będzie on mógł nam udzielić najświeższą wieść o bitwie.

MALKOLM

Jest to mężny Wojownik, panie, którego odwadze Winienem wolność. Witaj, przyjacielu! Powiedz królowi, jaki był los bitwy, Kiedyś jej pole opuszczał.

ŻOŁNIERZ

Wątpliwy, Jak los dwóch burzą miotanych pływaków. Którzy o siebie zwarci wysilają Całą swą sztukę. Okrutny Makdonwald (Godzien haniebnej nazwy buntownika, Bo go natura mnóstwem wszelkich złości Uposażyła), wsparty posiłkami Kemów z zachodnich wysp i galloglasów. Brał już nad nami górę i fortuna, Jak nierządnica, zdała się uśmiechać Przeklętej jego sprawie: gdy wtem Makbet, Dzielny nasz Makbet, gardząc szalą szczęścia, Mieczem, dymiącym się krwią jak kadzidłem, Torując sobie drogę wśród zastępów, Przedarł się aż do zdrajcy i dopóty Nieubłagane zadawał mu cięcia, Aż go rozrąbał od czaszki do szczęki I głowę jego zatknął u blank naszych.

DUNKAN

O zacny mężu, waleczny Makbecie!

ŻOŁNIERZ

Jak gdy ze wschodu, skąd słońce zabłysło, Wypada burza brzemienna gromami, Tak z radosnego nam przed chwilą źródła Wynikła nagle bieda. Uważ, królu: Zaledwie słuszność, uzbrojona męstwem, Zmusiła nędznych kemów do ucieczki. Aliści szczęścia próbując na nowo, Wzmocniony świeżym ludem i rynsztunkiem, Natarł norweski władca.

DUNKAN

Nie strwożyłoż To naszych wodzów, Makbeta i Banka?

ŻOŁNIERZ

Jak wróble orła albo lwa zające. Zaprawdę, zdało się, że to dwa działa Podwójnie ostrym ładunkiem nabite. Z tak podwojoną uderzyli siłą Na nieprzyjaciół. Czy chcieli się skąpać W gorących ranach, czy też upamiętnić Drugą Golgotę, tego już nie umiem Powiedzieć. Siły już mnie opuszczają I rany moje wzywają pomocy.

DUNKAN

Zdobią cię one tak samo jak wieści, Które przyniosłeś: jak jedne, tak drugie Tchną chwałą. Niech go opatrzą lekarze. Żołnierz wsparty na ramieniu dwóch innych wychodzi. Wchodzi Rosse. Któż się to zbliża?

MALKOLM

Szlachetny tan Rosse.

LENNOX

Skwapliwy pośpiech widać w jego oczach. Kto tak wygląda, ten bywa zwiastunem Niezwykłych rzeczy.

ROSSE

Niech Bóg chroni króla!

DUNKAN

Witaj, szlachetny tanie! skąd przybywasz?

ROSSE

Z Fajf, miłościwy królu, gdzie norweski Sztandar przed naszym pochylony wieje I chłodzi nasze wojska. Dumny Norweg, Sam przez się silny, a do tego jeszcze Wsparty przez tego nikczemnego zdrajcę Tana Kawdoru, srogi bój rozpoczął - Gdy wtem Bellony szczęsny oblubieniec, Makbet, okryty zbroją, jako skała Stanął przeciwko niemu i samowtór Ramię z ramieniem, ostrze z ostrzem starłszy, Ukrócił hardy jego umysł: słowem, Zwycięstwo przy nas.

DUNKAN

Szczęsny dniu!

ROSSE

Król Sweno Prosi o pokój i nie wprzód mu wolno Pogrzebać ludzi poległych w tej bitwie, Aż nam do skarbca na wyspie Sankt Kolmes Dziesięć tysięcy dolarów wypłaci.

DUNKAN

Nie będzie mi już bruździł ten tan Kawdor; Już zdradom jego naznaczona meta. Idź mu śmierć obwieść, tanie, i Makbeta Powitaj jego mianem.

ROSSE

Śpieszę panie.

DUNKAN

Co on utracił, to Makbet dostanie. Wychodzą wszyscy.

Scena 3

Dzika okolica. Grzmi. Wchodzą Trzy czarownice.

PIERWSZA CZAROWNICA

Gdzieś była, siostro?

DRUGA CZAROWNICA

Wieprzem rżnęła.

TRZECIA CZAROWNICA

A ty gdzie? Opisz swoje dzieła.

PIERWSZA CZAROWNICA

Żona jednego kupca wełny Kasztanów miała rańtuch pełny I złote łuszczyła z nich jądro. "Daj mi je", rzekłam, a ta kukła Ze wzgardą na mnie fukła: "Precz, stary czopie, precz, ty flądro!" Poczekaj no, pomyślałam, ptaszku, Pokażę ja ci, czym ja czop! Mąż jej popłynął do Damaszku, Na sicie śmignę za nim w trop I w spodzie okrętu skurczona Przycupnę jak szczur bez ogona; Za babę odpowie mi chłop.

DRUGA CZAROWNICA

Mój wiatr ci dam.

TRZECIA CZAROWNICA

I ja mój dam.

PIERWSZA CZAROWNICA

Dziękuję wam. W mocy mej wszystkie inne mam; Wszystkie porty, gdzie szaleją, I przeciągi, kędy wieją Zmienną róży swej koleją; Kłuć go będę, szczypać, dręczyć, Cherlać musi i kawęczyć; Snu nie znajdzie w noc i we dnie. Przez dni siedm, siedm razy siedm Pastwą będzie wrażych wiedm; A jeżeli z burz nawały Okręt jego ma wyjść cały, Trzeba, by go wichrów szały Tęgo pierwej skołatały. Patrzcie, co to ja mam.

DRUGA CZAROWNICA

Pokaż nam. Jakiś skóry kawalec.

PIERWSZA CZAROWNICA

Sternika to jest palec, Którego orkan mój pomacał, Kiedy do domu wracał.

TRZECIA CZAROWNICA

Trąba brzmi, puzon dmie: Makbet, Makbet zbliża się.

WSZYSTKIE TRZY

Dalej, dalej, siostry wiedźmy, Czarodziejski krąg zawiedźmy Ot tak, ot tak, ot tak; Trzykroć tak i trzykroć wspak, Trzykroć jeszcze do dziewięciu: Pst! - już po zaklęciu. Wchodzą Makbet z Banko.

MAKBET

Tak ponurego dnia i tak pięknego, Jak żyję, nigdy jeszcze nie widziałem.

BANKO

Dalekoż jeszcze Forres? Ale któż są Te tam postacie wywiędłe i szpetne? Nie zdają się mieć nic wspólnego z ziemią, Są jednak: na niej. Żyweż wy jesteście? Zdolne na ludzką mowę odpowiedzieć? Zdawałoby się, że mnie rozumiecie, Bo wszystkie razem chude swoje palce Do ust zapadłych przykładacie. Pozór Niewieści macie, ale wasze brody Nie pozwalają mi w tę płeć uwierzyć.

MAKBET

Jeśli możecie, mówcie - kto jesteście?

PIERWSZA CZAROWNICA

Cześć ci, Makbecie! Cześć ci, tanie Glamis!

DRUGA CZAROWNICA

Cześć ci, Makbecie! Cześć ci, tanie Kawdor!

TRZECIA CZAROWNICA

Cześć ci, Makbecie! Przyszły królu, cześć ci!

BANKO

Czego się wzdrygasz, zacny przyjacielu? Zdajesz się jakby przerażony wróżbą Tak mile brzmiącą? W imię prawdy! mówcie: Czyście wy tylko łudzącymi mary, Czy rzeczywiście tym, czym się rzekomo Jawicie oku? Szlachetnego mego Współtowarzysza broni pozdrawiacie Rzędem tytułów, przechodzących wszelkie Jego nadzieje, mnie nic nie mówicie. Jeśli, świadome siejby czasu, wiecie, Które się ziarno udać ma, a które Zmarnieć, żadnego nie wydawszy plonu, Przemówcie do mnie, który ani stoję O wasze względy, ani się niełaski Waszej obawiam.

CZAROWNICE

Cześć ci, Banko, cześć!

PIERWSZA CZAROWNICA

Mniej wielkim będziesz niż Makbet, a większym.

DRUGA CZAROWNICA

Nie tak szczęśliwym, a przecie szczęśliwszym.

TRZECIA CZAROWNICA

Nie będąc królem, królów płodzić będziesz: Cześć wam więc obu, Makbecie i Banko!

PIERWSZA CZAROWNICA

Makbecie, Banko, cześć wam!

DRUGA CZAROWNICA

Cześć wam!

TRZECIA CZAROWNICA

Cześć wam!

MAKBET

Ciemne Sybille, więcej mi powiedzcie! Przez śmierć Sinela jestem tanem Glamis, O tym wiem; ale skądże tanem Kawdor? Tan Kawdor żyje w szczęściu i dostatku. Królem zaś zostać jest to dla mnie rzeczą Mniej jeszcze mieścić się mogącą w sferze Prawdopodobieństw niż być tanem Kawdor, Mówcie, skąd macie tę dziwną wiadomość? I w jakim celu nas tu na tych wrzosach Zatrzymujecie tak dziwnym proroctwem? Odpowiadajcie, rozkazuję wam. Czarownice znikają.

BANKO

Ziemia wydaje bańki tak jak woda: Mieliśmy próbę ich. Gdzież one prysły?

MAKBET

W powietrze. Co się zdawało cielesne, To się rozwiało jako z wiatrem oddech, Gdyby się były jedną chwilę dłużej Wstrzymały!

BANKO

Powiedz mi, czy rzeczywiście Było tu coś takiego, o czym mówim, Czy też, nie wiedząc o tym, spożyliśmy Owej niezdrowej rośliny, od której Zmysły durzeją?

MAKBET

Masz być ojcem królów.

BANKO

A ty sam królem.

MAKBET

I tanem Kawdoru. Nie także brzmiało to, cośmy słyszeli?

BANKO

Tak, co do joty. Któż to ku nam zdąża? Wchodzą Rosse i Angus.

ROSSE

Król się z najwyższą radością dowiedział O tym podwójnym zwycięstwie, Makbecie. Kiedy mu twoje osobiste starcie Z wodzem powstańczych wojsk opisywano, Zdumienie wiodło w nim spór z uwielbieniem I usta jego sypały pochwały; Lecz słów mu na nie zbrakło, gdy usłyszał, Jakeś to jeszcze w tym samym dniu, niczym Nieustraszony, bo nawet widokiem Własnego dzieła, na pobojowisku Rozbił norweskie hufce. Lotem ptaka Szła wieść za wieścią, a każdy jej goniec Podnosił twoje zasługi w obronie Praw majestatu i dodawał wątku Do chwały twego imienia.

ANGUS

Jesteśmy Przysłani, wodzu, żeby ci oznajmić Królewskie dzięki, żeby cię przed króla Powieść oblicze, nie żeby wypłacić Dług waleczności twojej przynależny.

ROSSE

Na wstęp do większych zaszczytów, Makbecie, Jakieć czekają, kazał mi król ciebie Powitać tanem Kawdoru. Cześć ci więc pod tym tytułem, cny tanie, Bo od tej pory on jest twoim.

BANKO do siebie

Przebóg! Więc szatan mówi prawdę?

MAKBET

Kawdor żyje, Dlaczegoż w cudze szaty mnie stroicie?

ROSSE

Ten, co tę nazwę nosił, żyje jeszcze; Ale na życiu, którego niegodzien, Surowy cięży wyrok! Czy on w zmowie Był z Norweżczykiem, czy skrytą pomocą Wspierał przywódcę buntu, czy nareszcie Knuł z obydwoma zamach na kraj własny, Tego ja nie wiem, tylko wiem, że zdrada Stanu, wyznana i udowodniona, Upadku jego stała się przyczyną.

MAKBET do siebie

Glamis i Kawdor! Najważniejszej jeszcze Brakuje rzeczy. głośnoDzięki wam, panowie; na stronie do Banka Wątpiszże widzieć twe dzieci królami, Gdy ci te same usta to przyrzekły, Które nazwały mnie tanem Kawdoru?

BANKO podobnież do niego

Wieszczba ta, jeśli wiarę w niej położysz, Może zapalić w tobie niebezpieczną Żądzę korony. Często, przyjacielu, Narzędzia piekła prawdę nam podają, Aby nas w zgubne potem sieci wplątać; Łudzą nam duszę uczciwym pozorem, Aby nas znęcić w przepaść następstw; głośnoSłówko, Mości panowie.

MAKBET do siebie

Dwie wróżby, będące Niby prologiem świetniejszej przyszłości, Już się sprawdziły. głośno Za trud wasz, panowie, Wdzięczny wam jestem.

znowu do siebie

To nadprzyrodzone Proroctwo złym być nie może, nie może Także być dobrym. Jestli złym, dlaczegóż Zapowiedziało mi wiernie godziwy Początek mego powodzenia? jestli, Przeciwnie, dobrym, dlaczegóż mi skrycie Nasuwa myśli, od których strasznego Obrazu włos mi się jeży i serce Moje hartowne w kontr naturze bije? Obecna zgroza nie tyle jest straszna, Ile okropne twory wyobraźni, Mordercze widma, bytujące dotąd Tylko w fantazji mojej, tak dalece Wstrząsają moje jestestwo, że wszystkie Męskie me władze w sen się ulatniają I to jest tylko we mnie, czego nie ma,

BANKO na stronie

Czy uważacie, jak się nasz przyjaciel Zadumał?

MAKBET wciąż do siebie

Chceli los, abym był królem, Niech mię bez przyczynienia się mojego Ukoronuje.

BANKO jak wyżej

Nowe dostojeństwa Są snadź dla niego jako nowa suknia, Która czas jakiś noszona dopiero Dobrze przystaje.

MAKBET jak wyżej

Niech będzie, co będzie; Czas wszystko równo w swym unosi pędzie.

BANKO

Szlachetny tanie, czekamy na ciebie.

MAKBET

Wybaczcie, umysł mój był zaprzątniony Odgrzebywaniem zapomnianych rzeczy. Trud wasz, panowie moi, zapisałem Do księgi, którą co dzień odczytuję. Idźmy do króla. do Banka Nie zapomnij o tym, Co zaszło, a gdy czas znajdziesz po temu I bieg wypadków pokaże, o ile Można do tego wagę przywiązywać, Poufnie o tym pomówimy znowu.

BANKO

Najchętniej.

MAKBET

Teraz dość. Idźmy, panowie. Wychodzą.