Z kim będę siedzieć w ławce?
Następnego dnia rano z ciekawością poszłam do szkoły. Byłam bardzo zdziwiona, kiedy zobaczyłam budynek. Moja poprzednia szkoła była bardzo duża, uczyło się w niej mnóstwo dzieci. A ta tutaj, u babci okazała się dużo mniejsza. Była tylko jedna piąta klasa! Dlatego nie miała już żadnej dodatkowej literki A, B lub C, ponieważ nie było to konieczne. Poza moją piątą klasą jest też tylko jedna siódma. Innych klas jest więcej - po dwie w każdym roczniku. Klasy nie są też bardzo liczne, w mojej jest na przykład siedemnaście osób.
Podstawówka, jak już mówiłam, jest mała i znajduje się w całkiem ładnym gmachu. Prawie nie widać, że to szkoła, sama się zdziwiłam, kiedy już przyszliśmy tam całą naszą paczką. Myślałam, że moi przyjaciele stroją sobie ze mnie żarty.
Umówiliśmy się w parku przy bramie, bo tak się składa, że właśnie to miejsce każdy z nas ma po drodze. Leon ciągle narzekał, że nie mógł wziąć ze sobą Bezy i Pianki, swoich dwóch świnek morskich, a one za nim tęsknią w domu i pewnie też trochę się nudzą.
- Trzeba było je zabrać. - Staszek wzruszył ramionami. - Co w tym trudnego? Chyba się nie boisz pani dyrektor?
- Nie boję się nikogo i już je miałem w chlebaku, ale mama to zauważyła i kazała mi je zostawić. - Leon był niepocieszony. - Powiedziała, że hałas w szkole może im zaszkodzić.
- No tak! Jak wszyscy zaczną naraz wrzeszczeć i się przepychać na korytarzu, to na pewno wystraszą Bezę i Piankę. - Aleks pokiwała głową na znak, że zgadza się z mamą Leona.
- Przecież ja bym nie pozwolił, żeby ktoś je straszył - upierał się Leon.
- Gadanie! - Maciek się skrzywił. - Jak niby chcesz je uchronić przed tym szkolnym zamieszaniem? Przecież wiadomo, że w pierwszy dzień jest najgorzej.
- Może przyniesiesz je kiedyś na lekcje? - zaproponowała Ania. - Na przykład na biologię. W tym roku zaczynamy ten przedmiot, ciekawe, jaka będzie nowa pani.
- Beza i Pianka z pewnością zdobędą jej serce! - zażartowałam.
- Kto by ich nie polubił. A one się trochę przyzwyczają do szkoły - doszedł do wniosku Leon. - I potem już częściej będą mogły ze mną przychodzić.
- Ja też bym chciał zabrać ze sobą swojego psa, Aresa - mruknął Maciek. - Nie macie pojęcia, jaki on jest mądry! Wyszkoliłem go ostatnio do szukania śladów.
- O, to się przyda, jeśli jeszcze kiedyś będziemy badali jakąś sprawę - ucieszył się Staszek.
- Na pewno tak się stanie. Wokół jest tyle tajemnic. Jestem przekonana, że coś się niedługo wydarzy - dodała Ania.
Tak rozmawiając, dotarliśmy pod szkołę. I wtedy właśnie zobaczyłam, że mieści się ona w starym budynku, przypominającym bardziej dworek czy willę niż zwyczajną podstawówkę. Nasza ma piękny dach z wysokimi oknami, balkony, a nawet taras na parterze.
- To nie może być tutaj - stwierdziłam, patrząc na to wszystko ze zdumieniem. - To przecież czyjś dom.
- To był kiedyś czyjś dom - wyjaśniła Aleks. - Ale teraz jest tu nasza szkoła.
- Dopóki nie wybudują nowej - uzupełnił Maciek. - Już ją stawiają tam, za parkiem, ale to jeszcze potrwa.
- No i będzie do niej chodziło dużo więcej dzieci niż tutaj - wtrącił się Leon.
- Ja wcale nie chcę zmieniać szkoły - szybko powiedziała Ania. - Ten dom jest taki fajny. Całkiem inny i niecodzienny. Nikt nie ma takiej miejscówki jak my.
Rzeczywiście chyba tak było. Mnie spodobało się tutaj od razu. Przed wejściem pracował jakiś pan, który starannie grabił liście. Kiedy się do nas odwrócił, zobaczyłam, że jest to młody człowiek o wesołej twarzy.
- Cześć, czwarta klaso! - zawołał, machając do nas z sympatią.
- Już piąta! - W głosie Staszka zabrzmiała pewna uraza. - Czwarta była w ubiegłym roku.
- O, przepraszam! Jak to się szybko zmienia - zatroskał się. - Z tej okazji mam dla was zagadkę: "Płynie jak rzeka, choć to nie woda, często go marnujesz, a potem ci szkoda". Co to takiego?
- Czas! - odpowiedziałam bez wahania.
- Znakomicie! Jak masz na imię, bo jeszcze cię tutaj nie widziałem? - spytał pan z grabiami.
- Maja. I jestem nowa. Od dzisiaj w piątej klasie - pochwaliłam się, a on pokiwał głową.
- Zatem, Maju, wszystkiego dobrego. Widzę, że lubisz łamigłówki i logiczne zagadki. Zobaczysz, nie zabraknie ci ich w tej szkole.
I odsunął się, żebyśmy mogli wejść do holu.
- Kto to jest? - spytałam Anię. - Jakiś nauczyciel?
Przyjaciółka się roześmiała.
- Nasz pan woźny. On zawsze wymyśla takie rymowane zagadki. Myślę, że kiedyś chciał być poetą.
- Może nadal nim jest. Praca w szkole wcale w tym nie przeszkadza - dorzuciła Aleks.
Nasza klasa mieściła się na parterze i była dużym pomieszczeniem pomalowanym na wesołe kolory. Widać było, że są tu osoby uzdolnione w rysunkach, bo na ścianach oprócz tego, co zwykle się tam znajduje - tablicy i różnych naukowych obrazków - sporo było dekoracji wykonanych rękami uczniów.
- To sala biologiczna, a nasza poprzednia pani uczyła przyrody - wyjaśnił mi Leon. - Dlatego na ścianach rysowaliśmy kwiaty i zwierzęta. Podobają ci się?
- Bardzo - potwierdziłam. - Mam nadzieję, że i ja będę mogła coś namalować.
- Teraz, skoro naszą wychowawczynią ma być Marcelina, to może powinniśmy narysować coś nowego? - zastanowiła się Aleks. Moja paczka wiedziała już, że Marcelina przejmuje naszą klasę, bo powiedziałam im to od razu, gdy się spotkaliśmy przy bramie parku. I wszyscy uznali, że to fantastyczna wiadomość.
- Tylko co? Klucze wiolinowe i pięciolinię? Zresztą w naszej szkole nie ma pracowni muzycznej. - Maciek zmarszczył nos.
- Może instrumenty muzyczne? Na przykład trąbę! - dodał Staszek.
- Sam jesteś trąba! - wypalił Leon. - Nie zniszczymy tych pięknych zwierząt i roślin.
- W takim razie ty jesteś cymbał! - odgryzł się Staszek, rozzłoszczony na kolegę.
- No to ty jesteś bęben! Przynajmniej tak wygląda twoja głowa. Wielka, pusta w środku, bo rozumu ty nie masz. Wystarczy uderzyć pałeczką, a powstanie głuchy dźwięk, bo wiatr hula ci pod czaszką. - Leon chwycił łopatkę na długiej rączce do czyszczenia akwarium i chciał nią pacnąć Staszka. Kolega jednak odsunął się szybko i wyrwał mu łopatkę.
- Chłopaki! Co robicie? Nie bijcie się! - zawołał Maciek.
- Pani już idzie. - Aleks stała w otwartych drzwiach i zerkała na korytarz. - Razem z panią dyrektor! - dodała groźnie.
To sprawiło, że Staszek i Leon natychmiast odskoczyli od siebie i usiedli w ławkach, jak gdyby nigdy nic.
- Maja! - zawołał do mnie Leon. - Chodź i usiądź ze mną. Tu jest wolne miejsce.
Wszyscy zaczęli się trochę śmiać i poszturchiwać łokciami. Ja też się lekko zawstydziłam. Szczerze mówiąc, wolałabym usiąść z jakąś dziewczyną, na przykład z Anią, ale ona już miała towarzystwo w ławce, czyli Aleks.
Właśnie Aleks zauważyła moją nieszczególnie zadowoloną minę i powiedziała szybko:
- Niech pani zadecyduje, gdzie ma siedzieć Maja. Zawsze nas usadzała na początku roku, pamiętacie?
Moi nowi koledzy pokiwali głowami, a ja byłam ciekawa, czy tak samo będzie robiła Marcelina. Stanęłam więc koło akwarium i w tym momencie do klasy weszły pani dyrektor i wychowawczyni.
- Dzień dobry, piąta klaso! - powiedziała pani dyrektor. Miała bardzo miły uśmiech, a mnie zrobiło się przyjemnie. Kiedy ktoś się uśmiecha, ja też od razu to robię. Macie podobnie? Nie sposób nie uśmiechnąć się do sympatycznej osoby, prawda?
- Dzień dobry pani! - wykrzyknęliśmy wszyscy.
- Bardzo się cieszę, że was widzę. - Pani dyrektor rozejrzała się po klasie. - To jest wasza nowa nauczycielka, czyli pani Marcelina. Na pewno ją znacie.
- O tak! Jasne! Pewnie! Kto by nie znał? Widziałam panią na festynie w parku! A ja w domu kultury na koncercie! Jak pani świetnie śpiewa! Czy ja też mogę z panią zaśpiewać? O raju, jak fajnie, że będzie pani u nas!
Jak widzicie, wszyscy zaczęli się przekrzykiwać i po chwili zrobił się taki hałas, że niczego nie można było zrozumieć. Nikt już nie siedział w ławce, tylko wszyscy stali, podskakiwali i przepychali się do przodu, żeby zobaczyć Marcelinę i z nią porozmawiać.
Pani dyrektor uniosła rękę do góry.
- Cisza! Spokój, moi drodzy, bo nic nie słyszę. Wiecie, że trzeba mówić po kolei, a nie jeden przez drugiego?
Pokiwaliśmy głowami na znak, że rozumiemy, ale i tak każdy z nas chciał zadać Marcelinie jakieś pytanie.
Ona natomiast uśmiechała się delikatnie i wyglądała na bardzo zaskoczoną. Ale na mile zaskoczoną, bo chyba nie myślała, że tak dobrze ją tutaj znają.
- Pani Marcelina będzie was uczyła muzyki i została waszą wychowawczynią. Mam też inną miłą informację. Wasza poprzednia pani przekazuje wam pozdrowienia, bo właśnie urodziła dziecko. Wszystko u niej w porządku, ale na razie jest na urlopie macierzyńskim i życzy wam powodzenia w nauce biologii.
Wszyscy się cieszyli, że Marcelina będzie naszą wychowawczynią, no i byli zadowoleni, że poprzednia pani nie odeszła ze szkoły na zawsze, a w dodatku została mamą. To musiała być dla niej wielka radość.
- Uspokójcie się! - Pani dyrektor pokręciła głową, bo Maciek wskoczył na krzesło i zaczął krzyczeć: "Wiwat! Hurra! Niech żyje nam!", a dziewczyna z pierwszej ławki, która miała na imię Tola, zaproponowała, żeby zaśpiewać Sto lat! dla naszej poprzedniej pani i jej dziecka.
- Widzę, pani Marcelino, że w tej klasie nie będzie się pani nudziła - powiedziała pani dyrektor. - I od razu ma tu pani wielu chętnych do szkolnego zespołu. Mogą śpiewać i tańczyć właściwie bez przygotowania. - Tu pani wskazała Staszka i Leona, którzy zapomnieli, że się przed chwilą pokłócili, i teraz wywijali koło tablicy jakieś dzikie pląsy, wyrzucając w górę ręce i krzycząc: "Brawo! Bravissimo!". Oczywiście na cześć Marceliny, poprzedniej pani i w ogóle z emocji.
- Tak, to niezwykle żywiołowa klasa - oceniła Marcelina z uśmiechem.
- Zatem zostawiam panią z nimi. - Pani dyrektor pożegnała się i wyszła, a my zostaliśmy z naszą nową wychowawczynią.
- Siadajcie - zarządziła Marcelina. Wszyscy usiedli poza mną, bo jak pamiętacie, nie miałam jeszcze swojego miejsca w ławce.
- Czemu stoisz, Maju? - zatroszczyła się nauczycielka.
- Ona jest nowa - powiedziała Tola. - A nasza poprzednia pani zawsze pomagała znaleźć miejsce nowym osobom.
- I przesadzała po swojemu - dodała Aleks.
Marcelina przytaknęła i zamyśliła się na chwilę.
- A co byście powiedzieli na to, żeby co tydzień zmieniać miejsce w ławce? W ten sposób możecie siedzieć z każdą osobą w klasie. To chyba ciekawe urozmaicenie, prawda?
- Ale chłopaki mają siedzieć z dziewczynami? - zdumiał się wysoki chłopiec, który aktualnie zajmował ławkę tuż za Leonem i miał na imię Kacper.
- My nie chcemy z chłopakami - odezwała się dziewczynka spod okna, Zuza.
- Właśnie - poparła ją Wiktoria, która dzieliła z nią ławkę. - Tak jest nam dobrze.
- Dziewczyny są beznadziejne - dodał Kacper.
- Wcale nie, a w każdym razie nie wszystkie. - Staszek postanowił oddać sprawiedliwość dziewczynom z naszej paczki.
- To sam sobie siadaj w ławce z dziewczyną - zaperzył się Kacper.
- Proszę o spokój - odezwała się Marcelina. - Moim zdaniem taka zmiana to szansa, żebyście się lepiej poznali. Być może łączy was więcej, niż myślicie, wspólne zainteresowania, pasje. Chyba czas, żebyście je odkryli.
- Ja mam psa - odezwał się Maciek. - I w ogóle lubię różne zwierzęta, bo interesuję się przyrodą.
- Ja też! Mam kota i rybki akwariowe - rzuciła Tola z pierwszej ławki.
- Świetnie! To może usiądziecie w tym tygodniu razem? A w przyszłym opowiecie na lekcji wychowawczej o swoich zwierzakach? - zaproponowała Marcelina. Tola i Maciek skinęli głową, a Staszek wstał ze swojego miejsca w ławce, żeby ustąpić je Toli.
- Ja interesuję się sportem - powiedział Kacper.
- Mogę z tobą usiąść - odpowiedziała Aleks. - Też uprawiam różne sporty i pokażę ci, że dziewczyny wcale nie są beznadziejne.
- W sporcie są gorsze - upierał się Kacper. - Nie umiecie szybko biegać.
- No to zobaczymy. Zakład? - Aleks wyciągnęła rękę. - Za tydzień pani Marcelina rozstrzygnie, kto z nas jest lepszy w bieganiu.
- Zgoda. I tak przegrasz - chełpił się Kacper, przenosząc się do ławki Aleks.
Każdy po kolei mówił, czym się interesuje, i w ten sposób znajdował swoją nową parę z ławki. Było to całkiem w porządku, choć kilka osób zdążyło się przy okazji pokłócić, jak to bywa w takich sytuacjach. Bo nie wszystko idzie gładko, kiedy musisz się zdecydować na opuszczenie swej ławki, w której jest ci dobrze, i na zmianę towarzystwa.
- A ty, Maju? - zapytała mnie w końcu Marcelina. - Czym się interesujesz najbardziej?
- Ona wszystko robi świetnie - powiedziała Ania, która siedziała teraz z niskim chłopcem w okularach o imieniu Bartek.
- To tak jak Staszek, który uważa, że zna się na wszystkim - pisnęła Wiktoria, niezbyt zadowolona, że zamiast Zuzy ma do towarzystwa Leona.
Staszek się skrzywił, bo nie lubi, kiedy mu ktoś dogryza.
- Usiądziesz ze mną? - spytał, a ja kiwnęłam głową.
Mam więc teraz miejsce w drugiej ławce pod oknem. To najlepszy punkt obserwacyjny ze wszystkich! Można wyglądać na zewnątrz, wiedzieć, co się dzieje w szkolnym ogródku. A do tego koło okna stoją akwaria z rybkami. I takim dziwnym stworzeniem, które nazywa się aksolotl i o którym wam jeszcze opowiem.
Bardzo się ucieszyłam z mojej ławki i w ogóle z towarzystwa w klasie. Chyba będzie mi tu miło!