Wstęp
Wstęp
Dzieje każdej tradycji religijnej kształtują się poprzez ciągły dialog
między rzeczywistością transcendentną a bieżącymi wydarzeniami w sferze
doczesnej. Wierni zwracają się ku świętej przeszłości, szukając pouczeń
bezpośrednio odnoszących się do warunków ich życia. Większość religii
opiera się na autorytecie duchowym, kimś ucieleśniającym ideały wiary.
Buddyści kontemplują spokój Buddy, stanowiący dla nich odzwierciedlenie
nirwany, najwyższego ideału, do którego osiągnięcia aspirują;
chrześcijanie widzą w Jezusie boską obecność wnoszącą w nasz świat moc
dobra i współczucia. Te wzorcowe osobowości są promykiem nadziei
rozświetlającym mroczne niejednokroć okoliczności, w jakich większość z nas szuka zbawienia w tym ułomnym świecie. Dają świadectwo, kim może
stać się człowiek.
Muzułmanie wiedzieli to od zawsze. Ich święte pismo, Koran, powierzyło
im misję stworzenia społeczeństwa opartego na przyzwoitości i sprawiedliwości, w którym wszyscy byliby traktowani z szacunkiem.
Dobrostan polityczny społeczności muzułmańskiej był i jest sprawą
najwyższej wagi. I choć realizacja powyższej misji, tak jak każdego
innego ideału religijnego, stanowi zadanie skrajnie trudne, to po każdej
porażce muzułmanie próbują się podnieść i zacząć wszystko od nowa. Wiele
muzułmańskich rytuałów, filozofii, doktryn, świętych tekstów i sanktuariów powstało w wyniku niejednokrotnie gorzkiej i samokrytycznej
analizy wydarzeń politycznych w społeczeństwie muzułmańskim.
Po dziś dzień kluczowy wpływ na kształtowanie się ideałów islamu ma
życie proroka Mahometa (ok. 570-632 r.). Jego kariera była przejawem
działania w świecie nieprzeniknionego Boga i stanowiła przykład pełnego
poddania się (a to właśnie w języku arabskim znaczy islam) boskiej
woli, do czego powinien aspirować każdy człowiek. Od czasów Proroka
zadaniem muzułmanów było zgłębianie sensu jego życia i branie go za
wzór. Nieco ponad sto lat po śmierci Mahometa, gdy islam nadal
rozprzestrzeniał się na nowe terytoria i zyskiwał nowych wyznawców,
muzułmańscy uczeni zaczęli tworzyć wielkie zbiory powiedzeń Mahometa
(hadisy) i zwyczajowych praktyk (sunnę), kładąc podwaliny pod prawo
muzułmańskie. Sunna uczyła muzułmanów naśladować sposób, w jaki Mahomet
mówił, jadł, kochał, mył się i oddawał cześć Bogu. Takie odtwarzanie w najdrobniejszych szczegółach jego codziennego sposobu życia dawało
nadzieję, że i oni wyrobią w sobie postawę całkowitego poddania się
Bogu.
Mniej więcej w tym samym czasie, w VIII i IX wieku, o życiu proroka
Mahometa zaczęli pisać pierwsi muzułmańscy historycy, tacy jak Muhammad
Ibn Ishak (zm. 767 r.), Muhammad Ibn Umar al-Wakidi (zm. ok. 820 r.),
Muhammad Ibn Sad (zm. 845 r.) i Ibn Dżarir at-Tabari (zm. 923 r.). Nie
polegali jedynie na własnej pamięci i wyobrażeniach, lecz dokonywali
poważnych prób rekonstrukcji faktów historycznych. W swoich
opracowaniach uwzględniali różne wcześniejsze dokumenty i badali źródła
przekazów ustnych, i choć czcili Mahometa jako proroka, pozwalali sobie
jednocześnie na pewną dozę krytycyzmu. To w dużej mierze dzięki ich
wysiłkom wiemy o Mahomecie więcej niż o znacznej większości pozostałych
założycieli wielkich tradycji religijnych. Te wczesne źródła stanowią
nieoceniony materiał dla wszystkich późniejszych biografów Proroka i na
kartach tej książki często będę się do nich odwoływała.
Współcześni historycy przypuszczalnie nie są jednak w pełni
usatysfakcjonowani dokonaniami owych pierwszych biografów Mahometa,
którzy jako ludzie swoich czasów często powoływali się na legendy i różne cudowne wydarzenia, obecnie interpretowane już inaczej. Mimo to ci
dawni biografowie zdawali sobie sprawę, jak złożoną materią są dostępne
im podania, dlatego nie obstawali przy jednej tylko teorii czy
interpretacji wydarzeń z pominięciem wszystkich innych. Czasami
zestawiali ze sobą dwie całkiem różne wersje danego wydarzenia, żadnej
nie faworyzując, tylko zostawiając wybór jednej z nich czytelnikom. Nie
zawsze zgadzali się ze zwyczajami, które relacjonowali, starali się
jednak jak najwierniej i najuczciwiej odtwarzać życiorys swojego
Proroka. Ich opisy mają luki. Nie wiemy na przykład prawie nic o życiu
Mahometa, zanim w wieku czterdziestu lat zaczął doświadczać jego zdaniem
pochodzących od Boga objawień. Siłą rzeczy zaczęły więc powstawać na
gruncie islamu legendy o narodzinach, dzieciństwie i młodości Mahometa,
mające ewidentnie charakter symboliczny, a nie wartość historyczną.
Dysponujemy też bardzo skąpymi materiałami na temat wczesnej kariery
politycznej Mahometa w Mekce. Był on wówczas postacią jeszcze stosunkowo
mało znaną i nikt nie zwracał większej uwagi na jego poczynania. Naszym
głównym źródłem informacji jest święty tekst, jaki przekazał on Arabom.
Przez mniej więcej dwadzieścia trzy lata, od około 610 roku do śmierci w 632 roku, Mahomet twierdził, że przemawia do niego Bóg. Treść tych
komunikatów złożyła się na tekst znany jako Koran. Nie zawiera on
oczywiście opisu życia Mahometa i był mu ujawniany stopniowo, linijka po
linijce, werset po wersecie, rozdział po rozdziale. Niekiedy objawienia
dotyczyły konkretnych sytuacji w Mekce lub Medynie. W Koranie Bóg
udzielał odpowiedzi krytykom Mahometa, dokonywał przeglądu ich
argumentów i objaśniał głębsze znaczenie danej bitwy czy konfliktu w społeczności. W miarę objawiania Mahometowi kolejnych partii wersetów
muzułmanie uczyli się ich na pamięć, a ci, którzy byli piśmienni,
spisywali je. Pierwsza oficjalna kompilacja Koranu powstała około 650
roku, dwadzieścia lat po śmierci Mahometa, i z czasem uznano ją za
kanoniczną.
Koran to święte słowo Boże o absolutnie autorytatywnym charakterze.
Muzułmanie zdają sobie jednak sprawę, że jego treść nie zawsze jest
łatwa do zinterpretowania. Opisane w nim prawa dotyczyły niewielkiej
społeczności, natomiast sto lat po śmierci Proroka muzułmanie władali
już rozległym imperium, rozciągającym się od Himalajów po Pireneje.
Panowały w nim warunki zupełnie odmienne niż te za życia Proroka i pierwszych muzułmanów, islam musiał się więc zmieniać i iść z duchem
czasu. Pierwsze muzułmańskie opracowania historyczne powstawały w nawiązaniu do bieżących problemów. Dociekano w nich, jak wierni mogliby
odnieść poglądy i sposób działania Proroka do własnej sytuacji. Opisując
historię życia Mahometa i udzielone mu objawienia, jego pierwsi
biografowie usiłowali objaśniać niektóre fragmenty Koranu poprzez
osadzenie ich w ówczesnym kontekście historycznym. Zrozumienie, skąd
wzięły się konkretne nauki zawarte w Koranie, pozwalało z kolei na
drodze precyzyjnego procesu wyszukiwania analogii odnieść je do bieżącej
sytuacji interpretatorów. Historycy i myśliciele owych czasów wierzyli,
że wiedza o usiłowaniach Proroka, aby uczynić słowo Boże słyszalnym w VII wieku, pomoże im działać w podobnym duchu w ich własnych
uwarunkowaniach. Pisanie o proroku Mahomecie nigdy nie sprowadzało się
wyłącznie do dociekań historycznych. Dotyczy to również czasów
współczesnych. Niektórzy muzułmańscy fundamentaliści opierają swoją
wojowniczą ideologię na życiu Mahometa, a ekstremiści uważają, że
odniósłby się do ich okrucieństw z aprobatą i podziwem. Innych z kolei
bulwersują takie poglądy -?zwracają uwagę na niezwykły pluralizm Koranu,
który potępia agresję i postrzega wszystkie właściwie pojmowane religie
jako wywodzące się od tego samego Boga. Islamofobia w kulturze
zachodniej ma długi rodowód, bo sięgający czasów krucjat. W XII wieku
europejscy mnisi chrześcijańscy głosili, że islam jest brutalną religią
miecza, a Mahomet był szarlatanem, który zbrojnie narzucił swoją religię
światu. Nazywali go lubieżnikiem i zboczeńcem seksualnym. Ta wypaczona
opinia o życiu Proroka ugruntowała się na Zachodzie, utrudniając
postrzeganie go w bardziej obiektywnym świetle. Od czasu zniszczenia
wież World Trade Center 11 września 2001 roku to wrogie nastawienie,
zakładające, że Mahomet toczenie wojen miał we krwi, jest podsycane
przez chrześcijańską prawicę w Stanach Zjednoczonych i część zachodnich
mediów. Niektórzy twierdzą wręcz, że był terrorystą i pedofilem.
Nie możemy już sobie pozwalać na tego typu uprzedzenia religijne,
stanowiące wodę na młyn ekstremistów, którzy mogą wykorzystać je jako
"dowód", że świat zachodni rzeczywiście prowadzi nową krucjatę przeciwko
światu muzułmańskiemu. Mahomet nie był człowiekiem skorym do stosowania
przemocy. Powinniśmy spojrzeć na jego życie w sposób wyważony,
doceniając jego znaczące osiągnięcia. Uleganie opartym na niepełnej
wiedzy uprzedzeniom jest sprzeczne z takimi cechującymi zachodnią
kulturę wartościami jak tolerancja, liberalizm i współczucie.
Doszłam do takiego przekonania piętnaście lat temu, po tym jak ajatollah
Chomejni wydał fatwę wskazującą, że Salman Rushdie i jego wydawcy
zasługują na śmierć z powodu ukazania się Szatańskich wersetów,
uznanych za bluźnierczy portret Mahometa. Fatwa była dla mnie nie do
przyjęcia i uważałam, że Rushdie ma prawo publikować, co tylko zechce,
niepokoiło mnie jednak, jak łatwo niektórzy liberalni zwolennicy
Rushdiego przechodzą od potępienia fatwy do bezpodstawnego, całkowitego
zanegowania samego islamu. Obrona liberalizmu oparta na odgrzewaniu
pochodzących ze średniowiecza uprzedzeń wydawała mi się błędna.
Wyglądało na to, że nie wyciągnęliśmy żadnych wniosków z tragedii lat
trzydziestych, kiedy tego rodzaju fanatyzm umożliwił Hitlerowi zabicie
sześciu milionów Żydów. Uświadomiłam sobie jednak, że wielu ludzi na
Zachodzie nie miało możliwości zrewidować swoich zakorzenionych
przekonań na temat Mahometa, dlatego aby im to ułatwić, postanowiłam
napisać popularnonaukową, przystępną opowieść o jego życiu. W 1991 roku
ukazała się więc książka Mahomet: biografia proroka. Po wydarzeniach z 11 września należało się jednak skupić na innych aspektach życia
Mahometa. Stąd właśnie wzięła się niniejsza, zupełnie nowa, odmienna od
poprzedniej wersja tej książki, która, mam nadzieję, stanowić będzie
bardziej bezpośrednie odniesienie do przerażających realiów świata po 11
września.
Postać Mahometa jako pewnego wzoru osobowego niesie ze sobą ważne lekcje
nie tylko dla muzułmanów, lecz także dla ludzi Zachodu. Jego życie było
dżihadem, ale jak się przekonamy, słowo to nie oznacza "świętej wojny",
tylko "zmaganie". Mahomet ciężko pracował nad zaprowadzeniem pokoju w targanej wojnami Arabii i dziś potrzebujemy ludzi gotowych do podobnego
poświęcenia. Jego życie było niestrudzoną kampanią przeciwko chciwości,
niesprawiedliwości i arogancji. Zdał sobie sprawę, że Arabia znajduje
się w punkcie zwrotnym i dawny sposób myślenia jest już nie do
utrzymania, dlatego poświęcił się całkowicie znalezieniu zupełnie
nowego, twórczego rozwiązania. Jedenasty września otworzył kolejny
rozdział ludzkich dziejów, musimy więc z takim samym zaangażowaniem
dążyć do wypracowania innego podejścia.
O dziwo, z wydarzeń w siedmiowiecznej Arabii możemy się wiele nauczyć o tle tego, co dzieje się współcześnie, i to w istocie znacznie więcej niż
z powierzchownych, chwytliwych sloganów polityków. Mahomet nie usiłował
narzucać jakiejś religijnej ortodoksji, niezbyt interesowała go bowiem
metafizyka -?chciał tylko odmienić ludzkie serca i umysły. Ducha swoich
czasów nazywał dżahilijja. Muzułmanie zwykle rozumieją to jako "czas
niewiedzy", czyli okres przedmuzułmański w Arabii. Zgodnie z ostatnimi
badaniami Mahomet przez dżahilijję rozumiał jednak nie epokę
historyczną, ale stan umysłu, w wyniku którego w VII wieku panowały w Arabii przemoc i terror. Moim zdaniem takie nastroje widać obecnie
bardzo wyraźnie nie tylko w świecie muzułmańskim, lecz również na
Zachodzie.
Paradoksalnie Mahomet stał się osobowością ponadczasową właśnie dlatego,
że tak bardzo był człowiekiem swoich czasów. Nie sposób zrozumieć, czego
dokonał, bez wiedzy o tym, z czym się mierzył. Aby przekonać się, jak ta
wiedza może nam się przydać do radzenia sobie z własnymi trudnościami,
trzeba zanurzyć się w tragiczne realia świata, który uznał go za proroka
prawie czternaście wieków temu, po jego przeżyciu na odludnym szczycie
góry nieopodal świętego miasta Mekka.
Rozdział 1. Mekka
Rozdział 1
Mekka
Później prawie nie był w stanie opisać doświadczenia, które sprawiło, że
roztrzęsiony pędził skalistym zboczem do żony. Miał wrażenie, że do
jaskini, w której spał, wdarła się jakaś przepotężna istota i unieruchomiwszy go w obezwładniającym uścisku, wycisnęła z jego płuc
całe powietrze. Struchlałemu Mahometowi błysnęła tylko myśl, że atakuje
go dżinn, jeden z ognistych duchów błąkających się po arabskich stepach
i często prowadzących podróżnych na manowce. Dżinny inspirowały także
arabskich bardów i wróżbitów. Pewien poeta określił chwilę natchnienia
jako gwałtowną napaść: jego osobisty dżinn ukazał się bez żadnego
ostrzeżenia, powalił go na ziemię i wyrwał mu z ust strofy poematu1. Kiedy więc Mahomet usłyszał krótkie polecenie
"Recytuj!", uznał zrazu, że i on został opętany. "Nie jestem żadnym
poetą", tłumaczył błagalnie. Napastnik tylko przygwoździł go ponownie do
ziemi i gdy Mahometowi wydawało się, że już więcej tego nie zniesie,
usłyszał, jak z jego własnych ust spontanicznie wydobywają się pierwsze
słowa tego, co miało stać się nowym arabskim pismem świętym.
Tej wizji doznał w miesiącu ramadanie roku 610. Później nazwał to
doświadczenie lajlat al-kadr ("nocą przeznaczenia"), ponieważ stał się
wtedy posłańcem Allaha, najwyższego boga Arabii. Wówczas jednak nie
rozumiał jeszcze, co się dzieje. Miał czterdzieści lat, był głową
rodziny i szanowanym kupcem w Mekce, kwitnącym mieście handlowym w Al-Hidżazie. Podobnie jak większość ówczesnych Arabów znał historie o Noem, Locie, Abrahamie, Mojżeszu i Jezusie, zdawał sobie też sprawę, że
niektórzy ludzie spodziewają się rychłego nadejścia arabskiego proroka,
ale nigdy nie przyszło mu do głowy, że to właśnie jemu zostanie
powierzona ta misja. Kiedy wydostał się z jaskini Hira i gnał na oślep
zboczem Góry Światła, Dżabal an-Nur, przepełniała go rozpacz. Jak Allah
mógł pozwolić na takie opętanie? Dżinny były kapryśne i znane z tego, że
zwykły z upodobaniem tumanić ludzi. Sytuacja w Mekce była poważna. Jego
plemię nie potrzebowało niebezpiecznego przewodnictwa jakiegoś dżinna.
Potrzebowało bezpośredniej interwencji Allaha, który zawsze był postacią
odległą i, jak wielu wierzyło, był tym samym Bogiem, którego czcili
żydzi i chrześcijanie1.
Mekka osiągnęła zdumiewający sukces. Miasto stało się międzynarodowym
centrum handlu, a zamieszkujący je kupcy i finansiści nigdy nawet nie
marzyli, że aż tak się wzbogacą. Zaledwie kilka pokoleń wcześniej ich
przodkowie żyli na surowych pustyniach północnej Arabii w skrajnej
nędzy. Od tamtych czasów dokonał się niewiarygodny wręcz postęp,
Arabowie byli bowiem w większości nomadami, a nie mieszkańcami miast.
Ziemia była tam tak jałowa, że przetrwanie wymagało nieustannego
przemieszczania się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu wody i pastwisk.
W wyżej położonych rejonach znajdowało się kilka osad rolniczych, takich
jak At-Ta'if, skąd Mekka sprowadzała większość żywności, oraz Jasrib,
jakieś czterysta kilometrów na północ. Gdzie indziej rolnictwo -?a zatem
osiadły tryb życia -?było jednak w stepowych warunkach niemożliwe, więc
nomadzi, tworząc zwarte grupy plemienne, ledwo wiązali koniec z końcem,
utrzymując się z hodowli owiec i kóz, a także koni i wielbłądów. Z powodu niewystarczających zasobów życie nomadów (badawa) wiązało się z nieustanną, zaciekłą walką o przetrwanie. Permanentnie niedożywieni, na
skraju śmierci głodowej, beduini toczyli niekończące się bitwy z innymi
plemionami o wodę, pastwiska i prawo do wypasu.
W związku z tym niezbędnym elementem koczowniczej gospodarki był ghazw
(najazd łupieżczy). W okresach niedostatku koczownicy regularnie
najeżdżali sąsiednie terytoria, licząc na pozyskanie wielbłądów, bydła
lub niewolników, jednocześnie starannie unikając jakichkolwiek zabójstw,
które mogłyby ich narazić na działania odwetowe. Nikomu nie przyszłoby
do głowy uważać takie najazdy za naganne. Ghazwy stanowiły nieodłączny,
akceptowany element życia -?nie wynikały z nienawiści z przyczyn
osobistych czy politycznych, były raczej rodzajem brawurowego sportu
narodowego, wymagającego zręczności i podlegającego jasno określonym
regułom. Był to nieodzowny, prosty i skuteczny sposób redystrybucji
zasobów tam, gdzie po prostu występowały ich niedobory.
Chociaż Mekkańczycy porzucili koczownictwo, nie przestali uważać
beduinów za strażników autentycznej kultury arabskiej. Mahomet został w dzieciństwie wysłany na pustynię, aby w plemieniu swojej mamki nasiąknąć
etosem badawy. Ukształtowało go to na całe życie. Beduinów za bardzo nie
interesowała konwencjonalna religia. Nie liczyli na żadne życie
pozagrobowe ani na wsparcie swoich bogów, którzy wydawali się niezdolni
do wywarcia znaczącego wpływu na trudne okoliczności ich egzystencji.
Najwyższą wartością było dla nich nie bóstwo, ale plemię, i każdy jego
członek musiał podporządkować swoje osobiste potrzeby i pragnienia dobru
grupy i w razie konieczności walczyć na śmierć i życie, żeby zapewnić
jej przetrwanie. Arabowie nie mieli za bardzo czasu na spekulacje o sprawach nadprzyrodzonych, skupiając się przede wszystkim na świecie
doczesnym. Na stepach fantazja była bezużyteczna, niezbędny był
pragmatyczny, trzeźwy realizm. Wypracowali jednak swego rodzaju kodeks
rycerski, który nadając ich istnieniu sens i nie pozwalając im się
poddać zwątpieniu w obliczu surowych warunków życiowych, pełnił
zasadniczo funkcję religii. Nazywali go muruwwa -?było to
skomplikowane pojęcie, trudne do jednoznacznego przetłumaczenia. Muruwwa
oznaczała odwagę, cierpliwość, wytrwałość; polegała na silnej
determinacji, aby brać odwet za wszelkie krzywdy wyrządzone grupie,
chronić jej słabszych członków i stawiać czoło jej wrogom. Dbałość o honor plemienia wymagała gotowości spieszenia z natychmiastową pomocą
współplemieńcom i okazywania bezwarunkowego posłuszeństwa swojemu
wodzowi.
A naczelną wartością była hojność, dzielenie się z innymi inwentarzem i pożywieniem. Życie na stepach byłoby niemożliwe, gdyby ludzie samolubnie
troszczyli się tylko o własne potrzeby, podczas gdy inni chodziliby
głodni. Nawet bogate plemię mogło szybko popaść w nędzę. Kto byłby wtedy
skłonny pospieszyć nam z pomocą, jeśli w okresach dostatku byliśmy
skąpi? Ta konieczność wzajemnego wsparcia stała się właśnie źródłem
cnoty muruwwy oraz wzoru, jakim był karim ("hojny bohater"), czyli
człowiek, który mało dba o dobra materialne, dzięki czemu nie upada na
duchu w okresach niedostatku. Prawdziwie szlachetny beduin nie
przejmował się tym, co przyniesie jutro, tylko swoją gościnnością i szczodrymi darami dawał świadectwo, że ceni współplemieńców bardziej niż
swój dobytek. Musiał być gotów oddać innym całe mienie -?swoje
wielbłądy, stada i niewolników -?i potrafił w jedną noc roztrwonić cały
majątek, wyprawiając wystawną ucztę dla przyjaciół i sojuszników. Ta
szczodrość karima mogła jednak być przejawem egotyzmu i prowadzić do
autodestrukcji. Aby wykazać się szlachetnością, podwyższyć swój status i polepszyć reputację, mógł on z dnia na dzień doprowadzić rodzinę do
ruiny.
Muruwwa była inspirującym ideałem, którego słabe strony stały się mimo
wszystko pod koniec VI wieku tragicznie widoczne. Solidarność plemienna
(asabijja) wiązała się z takimi cechami jak odwaga i bezinteresowność,
ale tylko w kontekście własnego plemienia. Nie istniało wtedy pojęcie
powszechnych praw człowieka. Beduin czuł się odpowiedzialny wyłącznie za
swoich krewnych i sojuszników. Nie dbał o obcych, bo nie byli mu do
niczego potrzebni, a więc komitywa z nimi nie przedstawiała żadnej
wartości. Jeśli zabicie ich miało przynieść korzyści współplemieńcom,
nie gnębiły go wyrzuty sumienia ani nie tracił czasu na filozoficzne
teoretyzowanie i rozważania etyczne. Skoro najświętszą wartością była
grupa plemienna, wspierał ją bez względu na to, czy racja była po jej
stronie, czy nie. Jak śpiewał jeden z poetów: "Jestem z plemienia
Ghazijja! Jeśli ono jest w błędzie, i ja będę w błędzie; a jeśli słuszną
podąża drogą, będę mu towarzyszyć"2. Lub zgodnie
ze słowami popularnej maksymy: "Pomagaj bratu bez względu na to, czy
jest krzywdzony, czy krzywdzi innych"3.
Każde plemię kultywowało własną, specyficzną odmianę muruwwy, która
zgodnie z wierzeniami Arabów była dziedziczona po założycielach
plemienia i przekazywana, podobnie jak inne cechy fizyczne i psychiczne,
z pokolenia na pokolenie. Tę chwalebną tradycję plemienną nazywano
hasab ("honorem rodowym")4. Szacunek dla
przodków, uważanych za najwyższy autorytet jako źródło specyfiki
plemienia, nieuchronnie prowadził do głęboko zakorzenionego
konserwatyzmu. Właściwy sposób życia (sunnę), który przekazali oni
kolejnym pokoleniom, uważano za święty i nienaruszalny. Jak wyjaśniał
inny poeta: "Ten należy do plemienia, którego ojcowie ustanowili dla
niego sunnę. Każdy lud ma swoją tradycyjną sunnę; każdy lud ma swoje
wzory do naśladowania"52. Każde,
najdrobniejsze nawet odstępstwo od obyczajów przodków traktowano jako
wielkie zło. Dany sposób postępowania cieszył się aprobatą nie dlatego,
że był przyzwoity czy szlachetny, ale po prostu dlatego, że dawno temu
usankcjonowali go praojcowie plemienia.
Beduin nie mógł sobie pozwolić na eksperymentowanie. Ignorowanie
szariatu, ścieżki prowadzącej do wodopoju, od niepamiętnych czasów
stanowiącego dla plemienia źródło przetrwania, byłoby przejawem
karygodnej nieodpowiedzialności. Aby przetrwać, postępowało się zgodnie
ze zbiorem zasad, których wartość potwierdzało wielowiekowe
doświadczenie. Ta bezwarunkowa akceptacja tradycji mogła jednak
prowadzić do silnego szowinizmu: sunnę własnego plemienia uważano za
najlepszą i niedopuszczalne było żadne inne podejście. Należycie dbać o honor plemienia można było jedynie, nie uznając żadnego innego
autorytetu -?ani ludzkiego, ani boskiego. Oczekiwano, że karim będzie
wyniosły, niepokorny, samodzielny i skrajnie niezależny. Arogancję
postrzegano nie jako wadę, tylko jako oznakę szlachetności. Skromność
świadczyła zaś o niskim pochodzeniu, o braku arystokratycznego rodowodu.
Ktoś taki nadawał się tylko na niewolnika (abd). Prawdziwy karim nie
podporządkowywał się nikomu. "Odmawiamy wszystkim poddania się ich
przewodnictwu, dopóki sami ich nie poprowadzimy, i to bez lejców!",
śpiewał pewien poeta63. Karim obstawał
przy tej buntowniczej samowystarczalności nawet wobec bóstw, ponieważ
żadne nie mogło się równać z człowiekiem prawdziwie szlachetnym.
Na stepach plemię potrzebowało mężczyzn, którzy nie ugięliby się przed
niczym i których stać było na stawienie czoła największym nawet
przeciwnościom. Ta harda autonomia (istighna) mogła jednak łatwo
przeobrazić się w ryzykanctwo i brak umiaru. Beduini byli bardzo
pobudliwi i łatwo wpadali w skrajności7. Ze
względu na głębokie poczucie honoru reagowali gwałtownie na wszystko, co
postrzegali jako zagrożenie czy zniewagę. Nie chodziło o zwykłą
samoobronę -?za przejaw prawdziwej odwagi uważali atak wyprzedzający.
Według poety Zuhajra Ibn Abi Sulmy nie wystarczy, że "wojownik, zaciekły
jak lew, kontratakuje i daje nauczkę wrogowi -?powinien raczej
zaatakować pierwszy i stać się agresorem, zanim jeszcze ktoś go
skrzywdzi"84. Odwaga opiewana przez
plemiennych poetów polegała na podążaniu za przemożnym impulsem, którego
nie można było i nie należało powstrzymywać. Jeśli choć jednemu
członkowi plemienia wyrządzono krzywdę, karim konieczność wymierzenia
odwetu czuł wręcz jako fizyczny ból i dręczące pragnienie9. Wszystko to składało się na tragiczny światopogląd.
Beduini usiłowali gloryfikować swoje zmagania, ale ich dola była ciężka,
bez widoków na przyszłość. Wierzyli, że na wszystkie istoty wywiera
wpływ dahr ("czas" lub "los"), i stąd ludzkość doznaje wszelkiego
rodzaju cierpień. Byli zdania, że życie człowieka jest z góry
zdeterminowane. Wszystko przemija, więc nawet zwycięski wojownik w końcu
umiera i popada w zapomnienie. Życie wypełnione pasmem nieustannych
zmagań jest zasadniczo pozbawione sensu. Jedyną przeciwwagą dla
przenikającej ludzki los rozpaczy są przyjemności, zwłaszcza
zapomnienie, jakie można znaleźć w winie.
W przeszłości wielu beduinów próbowało opuścić stepy i wieść życie
bezpieczniejsze, osiadłe (hadara), ale przeszkodą zwykle okazywał się
brak wody i gruntów ornych, a także częste susze10. Plemię nie miało szans na założenie stałej osady,
jeśli nie dorobiło się znaczącego majątku, co było prawie nieosiągalne,
albo jeśli nie zajęło jakiejś oazy, jak w przypadku plemienia Sakif w At-Ta'ifie. Inną możliwością było podjęcie się roli pośrednika między
dwiema lub większą liczbą bogatych cywilizacji w tamtym regionie. Na
przykład zamieszkujące obrzeża Cesarstwa Bizantyńskiego plemię Ghassan,
zależne od Greków, nawróciło się na chrześcijaństwo i utworzyło państwo
buforowe broniące Bizancjum przed Persją. W VI wieku pojawiły się nowe
możliwości, gdyż doszło do rewolucji w dziedzinie środków transportu.
Beduini wynaleźli siodło pozwalające na przewożenie na wielbłądach
znacznie cięższych ładunków niż wcześniej. Kupcy z Indii, Afryki
Wschodniej, Jemenu i Bahrajnu zaczęli więc coraz częściej wozy ciągnione
przez osły zastępować wielbłądami, które potrafiły wytrzymać wiele dni
bez wody i idealnie nadawały się do przemieszczania się po pustyni.
Zagraniczni kupcy handlujący luksusowymi towarami, takimi jak kadzidło,
przyprawy, kość słoniowa, zboże, perły, drewno, tkaniny i leki,
przestali unikać szlaków przez Arabię i zaczęli prowadzić karawany
bardziej bezpośrednią drogą do Bizancjum i Syrii przez stepy,
zatrudniając beduinów do pilnowania ładunków i prowadzenia wielbłądów od
jednego wodopoju do następnego.
Mekka stała się jednym z węzłów komunikacyjnych na szlaku zmierzających
na północ karawan. Choć wzniesiono ją na litej skale, co wykluczało
jakąkolwiek działalność rolniczą, to jej atutem było dogodne położenie w centrum Al-Hidżazu oraz obecność podziemnego źródła wody, nazywanego
przez Arabów Zamzam. Przypuszczalnie właśnie z powodu zakrawającego na
cud odkrycia owego źródła w tym pustynnym regionie beduini uznali to
miejsce za święte jeszcze na długo przed powstaniem tam miasta.
Przyciągało ono pielgrzymów z całej Arabii i możliwe, że w Al-Kabie,
prastarej granitowej budowli w kształcie prostopadłościanu, mieściły się
niegdyś święte utensylia związane z kultem Zamzam. W V i VI wieku źródło
i sanktuarium (haram) znajdowały się pod kontrolą rozmaitych plemion
koczowniczych: Dżurhum, Chuza'a, i wreszcie na początku VI wieku -
plemienia Mahometa, Kurajszytów, którzy wyparli poprzedników i jako
pierwsi wznieśli wokół Al-Kaby stałe budynki.
Ojcem założycielem Kurajszytów był Kusajj Ibn Kilab, który w okresie,
gdy Mekka stawała się popularnym punktem szlaków handlowych, zjednoczył
wiele wcześniej walczących ze sobą klanów, luźno ze sobą spokrewnionych
i spowinowaconych. Nazwa "Kurajszyci" mogła pochodzić od słowa
takarrusz -?akumulacja, zyskiwanie11 -?gdyż
uzyskana nadwyżka kapitałowa umożliwiła im osiadły tryb życia, w przeciwieństwie do plemion Dżurhum i Chuza'a, które nie były w stanie
porzucić idei badawy. Wpierw udało im się zapewnić sobie wyłączność na
obsługę zagranicznych karawan i w ten sposób zmonopolizować handel
między regionami północnymi a południowymi. Stopniowo przejęli kontrolę
nad aktywnością kupiecką w całej Arabii, rozwijającą się w wyniku
napływu towarów z innych części świata. Na początku VI wieku rozpoczęła
się wymiana towarowa między plemionami beduińskimi12. Kupcy zjeżdżali się na regularnie organizowane co
roku w różnych częściach Arabii targi według harmonogramu
umożliwiającego okrążanie półwyspu w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek
zegara. Pierwszy targ (suk) w roku odbywał się w Al-Bahrajnie, regionie
najgęściej zaludnionym, kolejne w Omanie, Hadramaucie i Jemenie, a cały
cykl dopełniało pięć suków w Mekce i jej okolicach. Ostatni odbywał się
w Ukazie tuż przed miesiącem, w którym miał miejsce hadżdż, tradycyjna
pielgrzymka do Mekki i Al-Kaby.
W pierwszej połowie VI wieku Kurajszyci zaczęli wysyłać własne karawany
do Syrii i Jemenu i z czasem stali się niezależnymi kupcami. Mimo takich
osiągnięć zdawali sobie sprawę ze swoich słabości. Ponieważ rolnictwo
nie miało w Mekce racji bytu, polegali wyłącznie na wymianie towarowej,
stąd w razie załamania gospodarki byliby skazani na śmierć głodową.
Wszyscy zatem zajmowali się handlem -?jako bankierzy, finansiści lub
kupcy. W osadach rolniczych duch badawy praktycznie nie osłabł, ponieważ
bardziej pasował do gospodarki rolnej, ale Kurajszyci musieli wypracować
etos ściśle kupiecki kosztem wielu tradycyjnych wartości muruwwy.
Musieli na przykład stać się ludem dbającym o pokój, ponieważ
rozpowszechnione na stepach wojny plemienne uniemożliwiłyby prowadzenie
interesów. Mekka musiała być miejscem, w którym kupcy wszelkich plemion
mogliby gromadzić się bez przeszkód i obaw przed napaścią. Kurajszyci
konsekwentnie unikali więc konfliktów, zachowując pełną rezerwy
neutralność. Przed ich przybyciem wokół Zamzam i Al-Kaby często toczyły
się krwawe starcia między plemionami rywalizującymi o kontrolę nad tymi
prestiżowymi miejscami. Kurajszyci tymczasem w bardzo umiejętny sposób
ustanowili haram, strefę wokół Al-Kaby o promieniu trzydziestu
kilometrów, gdzie zabroniono wszelkich aktów przemocy13. Zawarli specjalne porozumienia z plemionami
beduińskimi, które obiecały nie atakować karawan w okresie odbywania się
targów, a tytułem rekompensaty za utratę dochodów uzyskały pozwolenie,
aby służyć kupcom jako przewodnicy i obrońcy.
Handel i religia były więc w Mekce nierozerwalnie ze sobą splecione.
Pielgrzymka do Mekki stała się punktem kulminacyjnym tury objazdowej po
kolejnych sukach, a Kurajszyci zreorganizowali kult i architekturę
sanktuarium, czyniąc z niego ośrodek duchowy wszystkich plemion
arabskich. Choć beduinów nie interesowali zbytnio bogowie, każde plemię
miało własne bóstwo nadrzędne, zwykle reprezentowane przez kamienną
podobiznę. Kurajszyci zebrali totemy skonfederowanych plemion i umieścili je w haramie. Patronujące własnemu plemieniu bóstwo można było
więc odtąd czcić jedynie, odwiedzając Mekkę. Idea świętości Al-Kaby
stanowiła zatem niezbędny warunek powodzenia i przetrwania Kurajszytów,
z czego ich rywale zdawali sobie dobrze sprawę. Aby odciągnąć
pielgrzymów i kupców od Kurajszytów, gubernator Abisynii i Jemenu
zbudował w Sanie konkurencyjne sanktuarium. Następnie w 547 roku
poprowadził swoje wojska na Mekkę, aby pokazać, że miasto tak naprawdę
nie jest pod żadną szczególną ochroną przed działaniami wojennymi.
Podobno jednak gdy dotarł na przedmieścia Mekki, jego słoń bojowy padł
na kolana i odmówił zaatakowania haramu. Ów cud zrobił na Abisyńczykach
takie wrażenie, że wrócili do domu, a Rok Słonia stał się symbolem
świętej nietykalności Mekki145.
Ten kult nie był bynajmniej przejawem pustego, cynicznego żerowania na
ludzkiej pobożności. Rytuały hadżdżu stanowiły też dla arabskich
pielgrzymów źródło głębokich przeżyć. Pod koniec tury po sukach
docierali do Mekki pełni ekscytacji i poczucia spełnienia. Karawany były
sprawdzane przez Kurajszytów, wielbłądy uwalniane od swojego brzemienia,
a kupcy i ich słudzy mogli za skromną opłatą udać się w celu oddania
hołdu bóstwom w haramie. Idąc wąskimi uliczkami przedmieść, wznosili
rytualne okrzyki, oznajmiając swoją obecność oczekującym ich bogom. To
ponowne spotkanie ze świętymi symbolami swojego plemienia po długiej
wędrówce po półwyspie sprawiało wrażenie powrotu do domu. Po dotarciu do
Al-Kaby, otoczonej przez 360 totemów plemiennych, zaczynali odprawiać
tradycyjne obrzędy, które odbywały się w Mekce i okolicach. Pierwotnym
celem tych rytuałów mogło być wywołanie zimowych deszczów. Pielgrzymi
siedem razy biegli truchtem między położonymi od wschodniej strony
Al-Kaby pagórkami As-Safa i Al-Marwa, modlili się u podnóża oddalonej o dwadzieścia kilometrów od miasta góry Arafat, odbywali całonocne
czuwanie na uważanej za siedzibę boga piorunów równinie Muzdalifa,
obrzucali kamykami trzy kolumny w dolinie Mina, a na zakończenie
pielgrzymki składali w ofierze swoje najcenniejsze wielbłądzice,
symbolizujące ich majątek, a zatem i ich samych.
Najsłynniejszym rytuałem hadżdżu był tawaf, siedem okrążeń Al-Kaby w kierunku odwrotnym do ruchu wskazówek zegara6, co stanowiło
symboliczne odtworzenie okrężnego szlaku handlowego wokół Arabii i przydawało handlowym poczynaniom Arabów duchowej wymowy. Tawaf stał się
popularnym obrzędem religijnym, a mieszkańcy miasta i ich goście
wykonywali go przez cały rok. Struktura haramu nabrała charakteru
archetypowego, cechującego sanktuaria innych miast w świecie
starożytnym15. Al-Kaba symbolizowała świat, a jej narożniki reprezentowały jego cztery kierunki. We wschodnim
narożniku osadzony został Czarny Kamień, kawałek bazaltu pochodzący z meteorytu, który spadając, połączył niegdyś w rozbłysku niebo z ziemią.
Kiedy pielgrzymi truchtem okrążali ogromny granitowy prostopadłościan,
wzorując się na obiegu Słońca wokół Ziemi, zestrajali się z fundamentalnym porządkiem kosmosu. Krąg jest uniwersalnym symbolem
pełni, a praktyka rytualnego okrążania obiektu kultu i nieustannego
powracania do punktu wyjścia wzbudza w wiernych poczucie cykliczności i regularności. Obchód Al-Kaby pozwalał pielgrzymom odnajdywać właściwy
kierunek w życiu i swoje wewnętrzne centrum, a regularny rytm truchtu
stopniowo ogołacał ich umysły ze zbędnych myśli i pomagał wejść w bardziej medytacyjny stan.
Te zreformowane obrzędy uczyniły z Mekki centrum Arabii. Podczas gdy
pielgrzymi innych wyznań musieli opuszczać swoje ojczyzny i udawać się
do odległych miejsc, Arabowie nie musieli opuszczać półwyspu, co samo w sobie ugruntowało się jako obowiązujące prawo. Wszystko to wzmocniło
centralną pozycję Mekki w świecie arabskim16. Co
więcej, miasto było odizolowane, a to dawało Arabom niespotykaną
swobodę. Pobliskich mocarstw, takich jak Persja czy Bizancjum, nie
interesowały surowe tereny Półwyspu Arabskiego, więc Kurajszyci mogli
bez ich imperialnych zakusów budować nowoczesną gospodarkę. Świat bywał
w Mekce, ale nie na tyle długo, by wtrącać się w jej sprawy. Arabowie
mogli więc kształtować własną ideologię, a jednocześnie dowolnie czerpać
z wiedzy i doświadczenia swoich bardziej rozwiniętych sąsiadów. Nie
wywierano na nich presji, aby nawrócili się na obcą religię czy
zaakceptowali jakąś oficjalną ortodoksję. Zamknięty krąg zarówno cyklu
handlowego, jak i rytuałów hadżdż symbolizował ich dumną
samowystarczalność, która z biegiem lat stała się cechą
charakterystyczną ich kultury miejskiej.
Ze względu na izolację od wielkich mocarstw trapiące je problemy nie
wpływały negatywnie na gospodarkę mekkańską -?Kurajszyci wręcz na nich
korzystali. Jeszcze przed 570 rokiem, w którym narodził się Mahomet,
Persja i Bizancjum toczyły ze sobą serię wyniszczających wojen, które
poważnie osłabiły oba imperia. Syria i Mezopotamia stały się polem
bitwy, wiele szlaków handlowych przestało funkcjonować, a Mekka przejęła
kontrolę nad całym pośrednictwem handlowym między północą a południem17. Potęga Kurajszytów wzrosła jeszcze
bardziej, ale zaczynało do nich docierać, że płacą za swój sukces zbyt
wysoką cenę. U schyłku VI wieku miasto pogrążyło się w kryzysie duchowym
i moralnym.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki