Mahabharata Epos indyjski - Vyasa

Kup ebooka

20.00 zł
14.06 zł (13,66 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

KSIĘGA II. SABHA-PARVAN. (KSIĘGA IZBY).

XX. Sabhakriya (Budowanie Izby).

 

Maya, budowniczy Danavów, by się odwdzięczyć Pandavom za ocalenie życia, obiecał Yudhisztirze wybudować w pałacu piękną hallę.

Krszna odjeżdża do swojej ziemi - a tymczasem Maya stworzył cudowną salę, na kolumnach wspaniałych opartą, a na środku jej sztuczny staw lotosowy z wodotryskiem. Poświęcono salę modłami i piękną muzyką apsar i gandharwów.

 

XXI. Loka-pala-sabhakhyana (Powieść o halli panów świata).

 

Narada przybył również na tą uroczystość i podziwiał piękną robotę Mayi. narada powiada, że na ziemi nie masz równie wspaniałej budowli, lecz jest w krainie bogów sala Indry, nawet piękniejsza, dzieło cieśli boskiego Viśvakarmy. Na prośbę Yudisztiry Narad wylicza cuda sali pałacu Indry, poczem dodaje, że i ludzie mogą się tam dostać, jak Hariśczandra, który odprawił uroczysty obrzęd koronacyi.

 

XXII. Radżasuya-rambha (Zamiar koronacyi).

 

Na słowa posłańca bogów Narady - Yudisztira postanowił odprawić wielki obrzęd. Wezwał tedy Krsznę, aby ów mu w rzeczy tej dopomógł i wynalazł kogo z potężnych monarchów. Najpotężniejszy był niegdyś Yayati, dziś zaś na ziemi największym monarchą jest Dżarasandha, król ziemi Magadha. Król Czediów Sisupala, król Yavanów Bhagadatta, dalej jego wasale Kamsa i Dimbhaka i t. d. wszystko to jest w służbie Dżarasandhy.

Z drugiej strony ludy Bhodża, Banga, Pundra i Kirata - są oddane Krsznie - i tak klany całej tej dzielnicy rozdzieliły się na dwa walczące ze sobą obozy.

Krszna - na czele wiernych sobie plemion, zwyciężył część stronników Dżarasandhy, a Khamsa w walce tej zginął. Wdowy Khamsy wołają zemsty - i wojownicy 18 klanów Vadava, 19 Madhava, 7 Ratha i 7 Maharatha - zbudowali potężną twierdzę Dvaravati na górach Gamanta - skąd zamierzają spaść na nieprzyjaciół Dżarasandhy.

Owóż bez Dżarasandhy, który niemało książąt uwięził, aby ich ofiarować Rudrze - bez Dżarasandhy Yudisztira nie może wykonać ofiary radżasuyi. Ale Dżarasandha ma niepomierne ambicyę: pragnie on zostać cesarzem (samradż), sam jeden chce rządzić i wszystkich innych monarchów doprowadzić do stanu służebnictwa. Owóż kto Dżarasandhę zwycięży, ten sam zostanie samradżem.

Zadanie wcale nie łatwe do rozwiązania; to też, choć Ardżuna od razu wzywał do boju - Yudisztira się namyślał - i dalej pytał o Dżarasandhę.

Krszna tedy opowiada dzieje Dżarasandhy, mianowicie zaś jego początki. Król Brhadratha miał dwie żony, ale był długie czasy bezdzietny. Pewien bramin dał im do zjedzenia owoc mango i oto każda wydała na świat jakiś płód poroniony, połowiczny - i dopiero niejaka Dżara, wiedźma z rodu Rakszasów - połączyła te dwie połowice i zrobiła z nich dziwnego potwora, któremu nadano imię Dżarasandha. Wiedźma opowiada o sobie, że zjawiła się na ziemi, by unicestwić Demony - a kto jej cześć składa - temu szczęście służy. Dżarasandha będzie najpotężniejszym z królów i sam będzie kreował monarchów. Brhadratha po pewnym czasie udał się na puszczę, by żyć w pobożnych rozmyślaniach, a tron oddał Dżarasandzie.

Od najdawniejszych lat między plemionami Dżarasandy a Krszną trwa uporczywa i nieprzerwana wojna. Trzeba więc naprzód złamać Dżarasandhę, a wtedy dopiero będzie można przystąpić do uroczystości radżasuyi.

 

XXIII. Dżarasandha-vadha (Walka z Dżarasandha).

 

Krszna wraz z Ardżuną i Bhimą, przyodziawszy strój braminów, udali się Magadhy. Z wyżyn góry oglądali potężne miasto - i obmyślali plan, jak tę twierdzę zdobyć. Poczem ruszyli do królewskiego zamku, gdzie zostali odpowiednio przyjęci - ale pomimo wszystko zachowywali się hardo i zimno - i nic o sobie mówić nie chcieli. Dopiero o północy zapowiedzieli swe wyjaśnienia. Wieńcami przystroili głowy - i gdy Dżarasandha ujrzał ich w ten sposób, zrozumiał, że nie są to bynajmniej mnichy żebrzące - więc pyta, czego by chcieli. Krszna nie tai swych zamiarów: powiada otwarcie, kim jest sam i kim są jego towarzysze. Stawia tedy Dżarasandzie do wyboru: albo niechaj wypuści uwięzionych królów albo niech przyjmie pojedynek. Dżarasandha wybrał pojedynek. Na każdy raz wyświęcił na królestwo syna swego Sahadevę (Sahadeva, syn Dżarasandhy; nie należy go mieszać z drugim Sahadevą, synem Pandu, Bharatydą - tłum.); poczem przystąpił do walki.

Pojedynek ma się odbywać na maczugi; jako przeciwnik zjawił się Bhima. Owóż wobec gromady panów i rycerzy rozpoczęła się straszliwa walka, która trwała dni czternaście. Dżarasandha był już znużony - i Krszna zwrócił uwagę Bhimy na znużenie króla Magadhy. Bhima, znając tajemnicę istoty Dżarasandhy, potężnym ciosem uderzył go w pół ciała tak, iż król rozpadł się na dwie części, jako z dwóch części był złożony. Wówczas z okrzykiem tryumfu Pandava i Krszna wyzwolili z ciemnicy uwięzionych królów, a Krszna zawładnął wozem Indry, który był u Dżarasandhy. Jako zwycięzcy wracają do Indraprasthy na wozie, a Krszna potem odjeżdża do swojej Dvaraki.

 

XXIV.Dig-vidżaya (Zwycięstwo nad krainami).

 

Bracia Pandava postanowili teraz wyruszyć na cztery strony świata - i zgromadziwszy wojsko poczwórne - zdobyć całą ziemię. Jakoż Ardżuna uderzył na Północ, Bhima na Wschód, Sahadeva na Południe, Nakula na Zachód.

Ardżuna sięgnął aż do bajecznych Uttarakurów. Bhima po przyjacielsku zakończył walkę z dawnym stronnikiem Dżarasandhy - Sisupalą. Sahadeva był w krainie, gdzie rządzi Vibhiszana i Nila (Imiona te znane są z Ramayany - tłum.).

Zdobywszy tedy Północ, Południe, Wschód i Zachód, czterej bracia powrócili do ojczyzny, oddając zdobyte ziemie w ręce Yudisztiry.

 

XXV. Radżasuya (Koronacya).

 

Krszna wówczas przybywa do ich ziemi - i przypomina słowa Narady. Vyasa wezwany zostaje, aby kierował uroczystością. Tysiące mnichów otrzymało dary milionowe. Odbywa się wielka uroczystość.

 

XXVI. Argha-harana (Walka o podział darów).

 

Po uroczystości zaczęto rozdawać obecnym królom i książętom dary. jakoż za poradą Bhiszmy pierwszą i największą nagrodę ma uzyskać Krszna. Ale Sisupala, z którym niedawno dopiero zgoda zostaią zawartą - wystąpił przeciw temu, twierdząc, że Krszna nie iest godzien takiego odznaczenia. Bhiszma go broni, dowodząc że właśnie Krszna jest największym bohaterem i najwyższą istotą na świecie. Sisupala jednak wzywa wszystkich królów do buntu przeciw Pandawiczom.

 

XXVII. Sisupala-vadha (Walka z Sisupalą).

 

Wówczas Krszna sam wyzwał na pojedynczy bój Sisupalę - i w niedługiej chwili go zwyciężył. Trup Sisupali zwalił się na ziemię; odprawiono mu uroczysty pogrzeb. Tak zakończyła się radżasuya.

Raz jeszcze książęta Pandava wystąpili jako zwycięzcy i zbawcy swej ziemi.

 

XXVIII. Dyuta (Gra).

 

Ten nieustający tryumfalny pochód Pandavy przez życie wywołał na nowo, pozornie uśpione, uczucie zazdrości i nienawiści w sercu Kurawiczów. Właśnie zaś Vyasa, gromko wysławiając Vudisztirę, zarazem jednak ostrzegał książąt, aby przez trzynaście lat unikali starć, gdyż pierwsze 13 lat po radżasuyi jest to czas krytyczny. Duryodhana zwłaszcza coraz złośliwszem okiem przyglądał się braciom stryjecznym - i nic go tak nie doprowadzało do wściekłości, jak nieustanne okrzyki narodu na cześć Yudisztiry, Bhimy i Ardżuny.

Przyjaciel Kauravy Śakuni, który sam był wcieleniem Dvapary (Kali i Dvapara - są to złe duchy gry w kości - tłum.), obmyślił taki plan, aby zgubić Pandawiczów, wyzwawszy ich na grę w kości. Z tym też pomysłem ruszył Duryodhana z Śakunim do starego Dhrtarasztry, aby mu rzecz przedstawić. Słaby król z początku się przeraził tego zamiaru, a nawet zgodnie ze słowami Vidury - zgoła go potępił, ale ostatecznie uległ naciskowi synów i przystał na ten nieszczęsny pomysł.

Vidura posłany był do Indraprasthy - i ogłasza wyzwanie Duryodhany. jednocześnie zaś Vidura ostrzega Yudisztirę, aby raczej wyzwania nie przyjął. Yudisztira jednak nie odmawia, z braćmi i z żoną przybywa do Hastinapury - i tu po raz drugi Śakuni sam go wyzywa. Rozmawiają czas jakiś o istocie gry, o jej znaczeniu moralnem i t. d. - i ostatecznie gra się zaczyna. Gra odbywa się w wielkiej sali, zbudowanej przez Mayę. Śakuni, znający wszystkie tajemnice gry, obłąkał umysł Yudhisztiry. Yudhisztira ciągle przygrywa: stracił on naprzód tysiące słoni, tysiąc worków złota, gromadę niewolników, wóz cudowny. Vidura napróżno doradza, aby grę przerwać. Yudisztira już jest opętany: nic go nie powstrzyma. Duryodhana drwi najdotkliwiej z Vidury za jego przemówienia i podsyca jeszcze namiętność graczy.

Yudhisztira przegrał swoje królestwo, swoją wolność, potem wolność swoich braci; wreszcie samą Draupadi stawia na grę. Przegrał i Draupadi. Vidura napróżno zastrzega, aby uszanowano Draupadi: wielkim śmiechem zagrzmiały Kurawicze - i wzywają Draupadi, by zeszła do halli. Królewna dwakroć odmawia - i prosi zgromadzenie, by rozważyło, czy Yudh. miał prawo ją za fant gry postawić. Bhiszma nie chciał rozwiązać tego pytania; Bhima zaś grozi, że Yudhisztirę ukarze, dopiero Ardżuna go ułagodził.

Jeden z Kurawiczów, Vikarna, bardzo grzecznie przemawia do Draupadi, ale też zaraz go wydrwił Duryodhana, a Duhsasana w nieprzyzwoity sposób zdarł z niej suknię. Cudownie jednakże, ilekroć suknię zdarto z Draupadi, nowa suknia na niej się pojawia: tak bogowie nad jej wstydem czuwali, jednakże Bhima nie wytrzymał tego widoku: zaprzysiągł on Duhsasanie, że mu połamie żebra i krew jego pić będzie. Karna ogłasza Draupadi za niewolnicę, a Duryodhana pokazuje jej nagie biodro. Bhima znów przysięga, że mu to biodro maczugą połamie. Ardżuna zaś objawia, że Yudhisztira działał niezgodnie z przysługującem mu prawem. Gra skończona - i Dhrtarasztra pozostawia Draupadi trzy dary do wyboru. Królewna wybiera wolność swych małżonków. Pandawa wracają do swego królestwa. 

 

XXIX. Anudyuta. (Odgrywanie się).

 

Dhrtarasztra z wielkim smutkiem dowiaduje się o złych stosunkach swoich synów z braćmi stryjecznymi, a dobra jego małżonka Gandhari radzi nawet, by Duryodhanę wygnać z kraju, jako główne źródło wszystkich nieszczęść rodziny.

Jednakże Dhrtarasztra nie chciał na to przystać; tymczasem Kuruidzi wzywają jeszcze Pandawę, by się odegrali. Da to wezwanie opętany przez Kali i Dvaparę, Yudhisztira zjawia się raz jeszcze i powtórnie przegrywa.

Wówczas, pozbawiony korony i królestwa, Yudhisztira, wraz z braćmi ma się udać bo puszczy na lat 12, a trzynasty rok mają błądzić po świecie - nikomu nie znani.

Królewicze, zrzuciwszy szaty monarsze, kładą na siebie skórzany strój pustelniczy, a Duhsasana w nieludzki sposób drwi z ich nieszczęścia.

Bracia wygnańcy przysięgają zemstę: Ardżuna zaklął się, że unicestwi Karnę; Bhima-Duryodhanę; Sahadeva-Śakuniego.

Yudhisztira żegna zgromadzonych: nieszczęście obudziło w nim wielkiego ducha rozwagi i przebaczenia. A ta smutna wojna domowa jest zapowiedzią jeszcze okrutniejszej wojny - i zagłady straszliwej całego rodu Bharaty.

To też Vidura, który z niepokojeni patrzy w przyszłość, postanowił również Hastinapurę opuścić, i wraz z pięcią bratanków zamierza iść do puszczy.

Draupadi - na skutek mądrego przemówienia Dhrtarasztry - uzyskała wyzwolenie i przestała być traktowaną jako przedmiot gry. Z pięcią małżonków idzie na wygnanie, przybrawszy strój pustelnicy.

Narad przybył w tym momencie i, pełny troski, przygląda się widzialnym już dla jego oczu krwawym zdarzeniom i przepowiada zagładę Kauravy. Ci zaś Dronę przywołują, aby ich bronił, gdy czas nadejdzie: ale Drona wie, że i on zginie, a śmierć mu pisana z ręki brata Draupadi, Drsztadyumny.

Najsmutniejszy ze wszystkich jest Dhrtarasztra, gdyż sam sobie nieustannie wyrzuca słabość ducha, która do tych nieszczęść dopuściła a przyszłych klęsk powstrzymać nie zdoła.

KSIĘGA III. VANA-PARVAN. (KSIĘGA PUSZCZY).

XXX. Aranya. (Las).

 

Doprowadzeni do nędzy, pozbawieni królestwa i majestatu - synowie Pandu wraz z Draupadyą udają się do lasu w kierunku północnym. Liczny tłum mieszkańców, z okrzykami rozpaczy i żałości - idzie za nimi, wołając, aby królewicze wrócili, albo, że oni pójdą za nimi. Ostatecznie Yudhisztira prosi ich, aby pochód swój zatrzymali i odeszli z powrotem do domu.

Gdy pozostali sami - zanocowali nad Gangesem z kilku braminami. Bramini pouczają Pandawów o istocie cierpienia, Yudhisztira mówi o obowiązku (dharma), a bramin Śaunaka o ośmiorakiej drodze obowiązku. W usposobieniu królewiczów widoczną jest przemiana; nieszczęście, jakkolwiek czysto zewnętrzne, nauczyło ich nowego rozumienia życia; to też wygnanie dwunastoletnie, wszyscy oni, a zwłaszcza Yudhisztira, zaczęli traktować jako szkołę mądrości i z powagą gotowali się do tego życia.

Yudhisztira, za poradą jednego bramina, jął odprawiać specyalną pokutę i błagać Słońce, aby mu dało możność przeżywienia ludzi. Objawia się Vivasvat (Słońce) i daje mu garnek miedziany, w którym na żądanie ukazuje się jadło.

W tym czasie Vidura jeszcze raz wzywał Dhrtarasztrę, aby Yudhisztirze oddał królestwo i rozwiązał ostatecznie spory. Dhrtarasztra jednak odmawia; Vidura zatem żegna dom brata i udaje się do puszczy, a tymczasem Duryodhana, Śakuni, Karna i Duhsasana zmawiają się, aby na Pandawiczów napaść w lesie. - Napróżno Vyasa i Maitreya uprzedzają złośliwych, aby się upamiętali i pogodzili się z braćmi: ci - z wyrocznych losów woli - ku zgubie własnej idą nieodwołalnie.

Pandawa zaszli do lasu Kamyaka.

KSIĘGA I. ADI-PARVAN (KSIĘGA POCZĄTKOWA).

 

Anukramanika (Przystąpienie).

 

Król Saunaka odprawiał w lesie Naimisza wielką dwunastoletnią uroczystość ofiarną, na którą sprosił braminów z dziesięciu stron świata. W czasie ofiar odbywały się nabożeństwa i modły, czytano księgi święte, rozważano żywoty wielkich riszich i tajemnice bytu, wreszcie opowiadano sobie stare legendy z historyi rodów królewskich. W tym czasie zjawił się wędrowiec z dalekich stron, bramin, imieniem Ugraśravas, zwany Sauti, syn Lomaharszany, zwanego Suta, starzec siwobrody. Sauti opowiedział, że niegdyś, będąc jeszcze młodzieńcem, był obecnym przy wielkich ofiarach wężowych, które odprawiał król Dżanamedżaja, z rodu Bhâraty - i że słyszał tam wielką opowieść, która się zowie Mahâ-Bhârata. Jest to najpiękniejsza historya, jaka na ziemię została przez bogów zesłaną. Daje ona mądrość i życie, bohaterstwo i cnotę; chroni od grzechów i od grzechów oczyszcza; ciemnych oświeca, zmartwionych pociesza, osamotnionym daje towarzystwo, zbłąkanym drogę wskazuje. I gdyby ludzie znali całą Mahâ-Bhâratę, to ziemia byłaby tak doskonałą, jak kraina bogów. Mahâ-Bhârata - to olbrzymia księga, obejmująca sześć milionów ś l o k (dwuwierszy), ale z nich 3, 000. 000 znają tylko bogowie; 1, 500. 000 - pitri (t. j. duchy ojców); 1, 400. 000 - gandharvy (tj. muzykanci niebiescy). Ludzie z całej Mahâ-Bhârata znają jedynie bez mała 100. 000 ślok, ale i tego dość dla ich szczęśliwości. Reszta rozlaną jest we wszechbycie. Znajomość jedynej cząstki tej księgi ksiąg - już podnosi człowieka.

Od kogo Sauti słyszał tę pieśń boską?

Na uroczystości Dżanamedżai opowiadał ją wieszcz Vaisampayana, tak jak się nauczył jej tekstu od swego mistrza, twórcy i składacza Mahâ-Bhâraty, wielkiego bramina, imieniem Veda-Vyâsa albo Kriszna-Dvaipayana, który był praojcem rodów Kuru i Pandu. Mahâ-Bhârata opiewa historyę wojny domowej Kuru i Pandu. Wielki mędrzec Vyâsa usunął się od rzeczy ziemskich i, w puszczy żyjąc, opisywał krwawe dzieje swoich potomków, podnosząc razem chwałę bogów, bohaterów, braminów i radżów.

Wszyscy chcą słyszeć świętą księgę Mahâ-Bhâraty, jak ją przekazała tradycya.

 

 

II. Parva-Sangraha (Spis ksiąg).

 

Sauti, wezwawszy na pomoc boga Wisznu, opowiada naprzód o swoich pielgrzymkach po różnych miejscach świętych i zaznacza, że niedawno właśnie zwiedził miejscowość zwaną Samantapanczaka, gdzie przed dawnemi laty, na przełomie wielkich tysiącleci Dvapara i Kali (Okresy dziejów bytu są u Hindów następujące: Krita, Treta, Dvapara, Kali (nasz okres)., miała miejsce tragiczna bitwa Kurawiczów z Pardawiczami; - w bitwie tej zginęła niezliczona akszauhuni (ośmnaście armij). Wszystko, co było przedtem i co było potem, aż do chwili, kiedy bezgrzeszny król Yudhisztira wstąpił do najczystszej krainy Svargi (nieba), opowiada święta (śri) Mahâ-Bhârata

Tu określa Sauti podział Mahâ-Bhârata na sto ksiąg, jak je ułożył Veda-Yyâsa i opowiada pokrótce treść, jaka się w każdej księdze zawiera, w jakiej kolei oraz jakim tonem należy je opowiadać - i jak je opowiadano w czasie wielkiej ofiary wężowej króla Dżanamedżai.

 

 

Księga I. czyli księga Początku zawiera 19 rapsodów, stanc 234.

 

Rapsod 1. Przystąpienie (stanca 1).

 

2. Spis ksiąg (st. 2).

3. Historya króla Puszyi (st. 3).

4. Historya Pulomy (st. 4 - 12).

5. Rapsod 4. Historya Astiki (13 - 58).

6. Pierwsza księga rodowodu (59 - 64).

7. Genealogia (65 - 140).

8. Dom z laki (141 - 151).

9. Walka z Hidimbą (152 - 156).

10. Walka z Baką (157-164).

11. Czitrarata, król Gandharvów (165 - 193).

12. Wybór męża (184 - 192).

13. Posag królewny (193 - 199)..

14. Wyprawa Vidury (200 - 206).

15. Ujęcie królestwa (207 - 212).

16. Pobyt Ardżuny w lasach (213 - 219).

17. Porwanie Subhadry (219 - 220).

18. Przewóz wiana (221).

19. Spalenie puszczy Khanda (322 - 234).

 

 

Księga II. czyli ks. Sali - zawiera 10 rapsodów, stanc 81.

 

Rapsod 20. Budowanie sali (st. 1 - 4).

 

21. Opis sali w pałacu bogów (st. 5 - 12).

22. Zamiar koronacyi (13 - 19).

23. Walka z Dżarasandhą (20 - 24).

23. Zdobywanie krain (25 - 32).

25. Koronacya (33 - 35).

26. Rozdawanie nagród (36 - 38):

27. Walka z Sisupalą (40 - 45).

28. Gra (46-73).

29. Odgrywanie się (44 - 81).

 

 

Księga III. czyli ks. Puszczy - rapsodów 22, stanc 315.

 

Rapsod 30. Las figowy (st. 1 - 10).

 

31. Walka z Kirmirą (11),

32. Wędrówka Ardżuny (12 - 37).

33. Powieść o góralu (38 - 41).

34. Wyprawa do nieba Indry (42 - 51).

35. Powieść o Nalu (52 - 79).

36. Wędrówka po pustelniach (80 - 156).

37. Walka z Dżatasurą (157).

38. Bitwa z Yakszami (158 - 164).

39. Czarty Nivatakavasza (165 - 175).

 

Rapsod 40. Przygoda z mężem (176 - 181).

 

41. Rapsod Markandeyi (182 - 232).

42. Rozmowa kobiet (233 - 235).

43. Przegląd krów (236 - 257).

44. Sen o antylopach (258).

45. Sprawy Drony (259 - 260).

46. Porwanie Draupadi (262 - 271).

47. Rozwiązanie Dżayadrathy (272).

48. Powieść o Ramie (273 - 292).

49. Powieść o wiernej żonie (293 - 299).

50. Utrata skarbów przez Karnę (300 - 310).

51. Zakończenie księgi puszczy (311 - 313).

 

 

Księga IV. czyli księga Viraty - rapsodów 5, stanc 72.

 

Rapsod 52. Przybycie Pandawy (st. 1 - 12).

 

53. Porozumienie (13).

54. Walka z Kiczaką (14 - 24).

55. Porwanie krów (25 - 69).

56. Uczta weselna (70 - 72).

 

 

 

Księga V. czyli księga Zbrojeń - rapsodów 19, stanc 196.

 

Rapsod 57. Zbrojenie armii (1 - 19).

 

58. Przybycie Sandżayi (20 - 32).

59. Czuwanie (32 - 40).

60. Sanatsudżata (41 - 46).

61. Zgromadzenie książąt (47 - 71).

62. Błogosławieństwo wyprawy (72 - 150).

63. Spotkanie wojsk (150 - 159).

64. Poselstwo Uluki (160 - 164).

65. Katalog bohaterów (165 - 172).

66. Powieść o Ambie (173 - 196).

 

 

Księga VI. czyli księga Bhiszmy - rapsodów 4, stanc 122.

 

Rapsod 67. Wymiary Indyj (1 - 10).

 

68. Opis ziemi (11 - 12).

69. Księga Bhagavat-gity (13 - 24).

Bhagavat-gita (25 - 42).

70. Walki Bhiszmy (43 - 122).

 

 

Księga VII. czyli księga Drony - rapsodów 8, stanc 202. Rapsod 71. Wybór Drony (1 - 16).

 

72. Walka z ludem Samśaptaków (17 - 32).

73. Śmierć Abhimanyu (38 - 71).

74. Odwet (72 - 84).

75. Walka z Dżayadrathą (85 - 152).

76. Śmierć Gatotkaczy (153 - 183).

77. Śmierć Drony (193 - 192).

78. Wyzwolenie od grotu Narayany (193 - 202).

 

 

Księga VIII. czyli księga Karny - rapsod 1, stanc 96.

 

Rapsod 79. Boje Karny (1 - 96).

 

 

Księga IX. czyli księga Śalyi - rapsodów 3, stanc 65.

 

Rapsod 80. Boje Śalyi (1 - 28).

 

81. Ukrycie w jeziorze (29).

82. Śmierć Duryodhany (30 - 65).

 

 

 

Księga X. czyli księga Uśpienia - rapsodów 2, stanc 18.

 

Rapsod 83. Uśpienie (1 - 9).

 

84. Ofiara Siwy czyli Isziki (10 - 18).

 

 

Księga XI. czyli księga Niewiast - rapsodów 3, stanc 27.

 

Rapsod 85. Dar wody (1 - 15).

 

86. Płacz kobiet (16 - 25).

87. Pogrzeb (26 - 27).

 

 

Księga XII. czyli księga Wykładów (Właściwie księga Pokoju, Uspokojenia - tłum.) - rapsodów 3, stanc 365.

 

Rapsod 88. Nauka o królewskości (1 - 130).

 

89. O przeciwieństwach prawnych (131 - 173).

90. Nauka o wyzwoleniu (174 - 365).

 

 

Księga XIII. czyli księga Nauczania - rapsodów 2, stanc 168.

 

Rapsod 91. Nauczanie (1 - 166).

 

92. Wniebowstąpienie Bhiszmy (167 - 168).

 

 

Księga XIV. czyli księga Ofiary konia - rapsodów 2, stanc 92.

 

Rapsod 93. Ofiara konia (1 - 15).

 

94. Anugita t. j. uzupełnienie Bhagavat-gity (16 - 92).

 

 

Księga XV. czyli księga Pobytu w pustelni - rapsodów 3, stanc 39.

 

Rapsod 95. Pobyt w pustelni (1 - 28).

 

96. Widzenie synów (29 - 35).

97. Przybycie Narady (37 - 39).

 

 

Księga XVI. czyli księga Mausali - rapsod 1, stanc 8.

 

Rapsod 98. Śmierć Krszny (1 - 8).

 

 

Księga XVII. czyli księga Wielkiej podróży - rapsod 1, stanc 3.

 

Rapsod 99. Wielka podróż (1 - 3).

 

 

 

Księga XVIII. czyli Wniebowstąpienie - rapsod 1, stanc 5.

 

Rapsod 100. Apoteoza (1 - 5).

 

Po wysłuchaniu spisu ksiąg radża Saunaka zapytał gęślarza, świadomego Mahâ-Bhârata, dla jakiej przyczyny Dżanamedżaya odprawiał ofiarę wężową. (Załączone tu streszczenie Mahâ-Bhârata, jak również i pomieszczona w rapsodzie VI (Początki rodowodów) Bharata-sutra - podaną jest w odmienny sposób niż w oryginale. Służyć ma to po prostu dla oryentacyi czytelnika w Mahâ-Bhârata - tłum.)

 

 

III. Pauszya.

 

Dżanamedżaya odprawiał niegdyś uroczystość ofiarną na dolinie Kurukszetry. Tu bracia jego, w czasie igrzysk łowieckich, obili młodego chłopca, który, jak się okazało, był synem suki boskiej Saramy. Gdy chłopiec ze łzami w oczach matce się skarżył na krzywdę doznaną od braci królewskich, suka boska rzuciła klątwę na króla Dżanamedżayę, że go choroba ciężka ma spotkać.

By się od tej klątwy uchronić, Dżanamedżaya wybrał sobie kapłana imieniem Somaśrava, który istotnie za pomocą modłów, zaklęć i ofiar, siłę klątwy Saramy usunął i gniew jej przebłagał. Po czym król szczęśliwie odprawił ofiarę na dolinie Kurukszetry - i wyruszył na wojnę przeciw ziemi Takszasila, którą zwycięsko pokonał i w otoczeniu swej armii, oraz licznych jeńców i łupów, wrócił do swej stolicy, pięknego grodu Hastinapury.

Po drodze, w czasie popasu, zbliżył się do króla Dżanamedżai, bramin, Utanka imieniem, i zapytał go, dlaczego zaniedbuje należnej zemsty nad królem wężów, Takszaką, który był przyczyną śmierci jego ojca? Dżanamedżaya powinien odprawić wielką uroczystość ofiarną o najpotężniejszych zaklęciach, aby ród wężowy wytępić do szczętu - i w ten sposób nie tylko pomścić śmierć, ale też zakończyć wojnę odwieczną pomiędzy rodem ludzkim a wężowym.

Wzruszony Dżanamedżaya zapytał bramina: w jaki sposób ojciec mój Parikszit utracił życie?

Sauti zatym chce opowiadać, jak króla Dżanamedżayę objaśnił Utanka, ale król Saunaka pragnąłby przede wszystkiem wiedzieć, kto jest Utanka, i dlaczego taką nienawiścią pała przeciw rodowi wężowemu.

Utanka - jako młody uczeń kapłaństwa, mieszkał u swego mistrza bramina, imieniem Veda. Kiedy zaś mistrz mu objawił, że już nauka jego jest skończona, Utanka dzięki mu złożył, lecz przed pożegnaniem Vedy, chciał jakiś dar ofiarować braminowi. Veda nie żądał nic dla siebie, ale do żony swej go odesłał. Żona Vedy powiedziała Utance, że za dni cztery ma się odbyć wielkie zebranie braminów, na którym ich żony niewątpliwie zjawią się bardzo przystrojone. Ona - żona Vedy - chce zaćmić wszystkie. Żona króla Pauszyi posiada cudowne kolczyki. "Idź i przynieś mi te kolczyki, zanim minie dzień czwarty". - Utanka wyrusza w niebezpieczną drogę; widziadła rozmaite zatrzymują go i przerażają, mimo to, idzie wciąż naprzód, aż stanął w pałacu królewskim. Król Pauszya, gdy się dowiedział, że małżonka wielkiego bramina żąda kolczyków jego żony, z pobożnością mu je oddał.

Wówczas Utanka wyruszył w drogę powrotną: na gościńcu napotkał żebraka, pod którego postacią ukrywał się król wężów Takszaka. Ten mądrą i pochlebną rozmową wnęcił się w serce Utanki, a że był czas kąpieli, obaj ruszyli do rzeki - i pierwszy rozebrał się Utanka. Wówczas wąż Takszaka, porwał kolczyki królowej Pauszyi, pomieszczone w odzieży bramina i we własnej już postaci uszedł z niemi - naprzód wpełznął do jaskini w okolicy, a tamtędy do podziemnego królestwa wężów.

Ale Utanka go poznał i wezwał pomocy Indry. Bóg rozdarł ziemię za pomocą błyskawicy i Utanka wszedł do krainy wężowej. Tu stanąwszy przed Takszaka, bramin naprzód jemu śpiewał pieśń pochwalną, ale bez skutku. Wtedy Utanka jął śpiewać wielką pochwalną pieśń na cześć Indry, który też zjawił się w postaci straszliwych ogni płomienistych. Węże przerażone zaczęły uciekać, a Takszaka oddał kolczyki. Czwarty dzień jeszcze do połowy nie doszedł, gdy Utanka złożył kolczyki w ręce żony swego mistrza; Veda jeszcze mu wytłumaczył zjawiska królestwa wężów i mówił o odwiecznej wojnie między człowiekiem a wężem i o klątwie, jaka zawisła nad pokoleniem wężowem.

Saunaka pytał: dlaczego ta odwieczna wojna? i jakaż to klątwa? i dlaczego bóg Agni przystał na pożeranie wężów? Wówczas, znawca Mahâ-Bhârata, Ugraśrava-Sauti opowiedział mu wszystkie historye z tą sprawą powiązane.

 

 

IV. Puloma.

 

Był niegdyś riszi święty, imieniem Brigu, syn Brahmy. Żoną jego była Puloma, przedtem narzeczona pewnego rakszasa (złego ducha), imieniem Puloman. Raz w nieobecności Brigu Puloman zjawił się w jego pustelni i postanowił bardzo ciężarną Pulomę porwać i unieść; przy czym wzywa na świadka boga Agni, że niegdyś była ona jego narzeczoną, i bóg Agni musi przyznać, że to prawda. Rakszas porywa małżonkę risziego, ale w tej samej chwili z jej ciężarnego łona przychodzi na świat Czyavana, którego gniewne spojrzenie zabija na miejscu Pulomana.

Brigu powraca; uradowany, że Puloma nie zniknęła, ma jednak żal do boga Agni, że tak biernie się zachował wobec grzechu czarta. Dlatego rzuca klątwę na Agni, aby się stał sarvabaksza (t. j. wszystko pożerającym, nawet rzeczy nieczyste).

Następują teraz dzieje potomków Pulomy, którzy się zowią Pauloma.

Naprzód idzie syn Brigu Czyavana, potem syn Czyavany Pramati, dalej syn Pramati Ruru.

Ruru był zaręczony z piękną apsarą (nimfą) imieniem Pamadvara. W dzień ślubu dziewica zostaje ukąszoną przez węża i umiera natychmiast. Gdy Ruru błaga Yamę (boga śmierci), aby ten ją do życia przywrócił, bóg przystaje, ale pod warunkiem, że Ruru odda jej połowę swego życia. Zgadza się na to oblubieniec i Pramadvara zmartwychwstaje. Ale od tego czasu Ruru zaprzysiągł śmierć wężom i tysiącami je tępił. Nie każdy jednak wąż jest rzeczywistym wężem. Zdarzyło się, że Ruru chciał uderzyć węża, gdy ten naraz ludzkim głosem do niego przemówił. Był to bramin, imieniem Rura, zaklęty w postać węża, aż do dnia, w którym miał zobaczyć Ruru. Bramin przekłada Ruru grzech jego postępowania, zabijanie istot żywych, które wszystkie są sobie pokrewne, i każe mu iść za przykładem, jaki ludziom dał Astika.

Kto to był Astika? o tym opowie się natychmiast - a tymczasem musimy się dowiedzieć, jak zginął Parikszit, ojciec Dżanamedżai.

 

 

V. Astika.

 

Utanka opowiedział Dżanamedżai historyę śmierci jego ojca.

Parikszit, syn Abhimanyu, był to monarcha świadomy praw i nauk boskich, ale młody i lekkomyślny. Będąc raz na polowaniu, król ten trafił sarnę, która jednakże, choć raniona, uciekła. Próżno ją myśliwiec gonił, szukając na wszystkie strony. Na koniec napotkał w lesie pustelnika, który stał przed swoją chatą, nieruchomy i milczący. Istotnie uczynił on wielki ślub milczenia, o czym Parikszit nie wiedział. Król pyta bramina, czy nie widział tu rannej, uciekającej łani - a gdy bramin milczy - powtóre i potrzecie radża to samo pytanie mu zada. Gdy pomimo kilkakrotnego pytania nie miał odpowiedzi, Parikszit uchwycił leżące na ziemi ciało zdechłego węża - na śmiech i pogardę - otoczył szyję bramina tym padłem i odszedł w głębie lasu. Bramin żadnego słowa nie powiedział, ani gestu nie uczynił, aby grzech radży powstrzymać, gdyż uczynił był ślub milczenia.

Gdy jednak ujrzał tę zniewagą ojca, syn pokutnika Śringin, również bramin potężny i w zaklęciach nieprzezwyciężony, gniewem się zapalił wielkim. Splamić czcigodną osobę bramina nieczystym padłem wężowym, grzech to niezmierny i powinien być ukarany. Śringin przeklina króla Parikszita: w ciągu ośmiu dni ma on zginąć, zduszony śmiertelnie przez węża.

Gdy usłyszał o tej klątwie król wężów Takszaka, wyruszył natychmiast w drogę w postaci bramina. Idąc tak, spotkał po drodze innego bramina, imieniem Kasyapa, który był wielkim lekarzem i umiał nawet śmierć przezwyciężać i wskrzeszać to, co umarło.

- Dokąd idziesz, Kasyapa? - zapytał Takszaka spotkanego bramina.

- Słyszałem, że dziś król Parikszit ma zginąć od trucizny węża Takszaki - chcę go wskrzesić na nowo.

- Nie wskrzesisz do życia człowieka, który zginął od zębów Takszaki.

- Nie masz śmierci, której by moja nauka nie przezwyciężyła.

- Jam jest Takszaka - rzekł wąż - i idę zabić Parikszita. Patrz, jaka moja potęga, a zobaczymy, czy ją przewyższysz.

To rzekłszy, Takszaka utopił ząb w prześlicznym drzewie figi (nyagrody) i drzewo, jadem przepojone, natychmiast powiędło, poczerniało i zgniło. Wówczas Kasyapa zbliżył się do drzewa i dotknął go swą laską, poczym formuły czarnoksięskie jął szeptać i drzewo na nowo odczarowane, zakwitło, ożyło i zazieleniało.

Ujrzawszy ten dziw, zapytał wąż lekarza:

- Czego się spodziewasz od króla ?

- Spodziewam się wielkiej nagrody. Tyle a tyle.

- Ja ci dam dwakroć tyle, a nie idź do Parikszita.

Kasyapa przystał na tę propozycyę, skarb wziął i ruszył do domu. Takszaka zaś szedł teraz pewny swego dzieła na dwór Parikszita, ile że rankiem już wysłał tam swoich pomocników. Kilkanaście wężów, przybrawszy kształt braminów, ofiarowało Parikszitowi ciasta i owoce; słyszeli niby o jego nieszczęściu, więc chcą je odżegnać.

Parikszit, z pewną niewiarą oczekiwał dnia dzisiejszego, który podług klątwy miał być ostatnim dniem jego życia. Przyjął ofiarę nieznanych braminów i chętnie jadł ciasta i owoce. W jednym jabłku był maleńki robaczek biało-różowy z czarnym oczkiem. Parikszit z uśmiechem przypatrywał się robaczkowi i rzekł żartobliwie:

- Jeżeli to jest wąż, od którego mam zginąć, więc sam go sobie na szyję położę.

Jakoż tak zrobił i oto - patrz - maleńki robaczek nagle urósł do rozmiarów olbrzymich i ukazał się w swojej własnej postaci: był to złowrogi wąż Takszaka, czerwony, o czarnym, piekielnym oku. Udusił króla, który natychmiast padł martwy.

Tak zginął Parikszit - i cały ród wężowy, a przede wszystkiem Takszaka powinien zginąć przez twoją pomstę za śmierć ojca. Ofiara twoja - ofiara wężowa - była dawno w losach zapowiedziana.

Gdy usłyszał tę opowieść król Dżanamedżaya, natychmiast rozpoczął wielkie przygotowania do uroczystości ku wytępieniu wężów. Zgromadził tedy braminów co najpotężniejszych w sztuce zaklęć, a ci za pomocą formuł czarnoksięskich, jęli wywoływać węże ze wszystkich krańców świata; węże zaś szły jakby woli pozbawione, snem nieziemskim ujęte - i samochcąc wpadały na olbrzymie stosy płomienne, gdzie gorzał Agni sarvabaksza.

Już lata mijały za latami, już tysiące tysięcy węży zginęło: Takszaka jeden się nie zjawiał. Ukrył się on w niebie Indry i pochlebnemi słowy i surową pokutą ubłagał boga, iż ten go chronił od stosu. Indra otoczył swą osobę ciałem Takszaki. Ale zaklęcia braminów były tak wszechmocne, że ostatecznie Takszakę wraz z samym Indrą ściągnęły z nieba i oboje szli prosto w płomienie. Na koniec Indra wyrwał się z pierścieni Takszaki i do nieba swego uleciał. Wąż zaś powoli spływał ku ogniowi.

I naraz pieśni czarnoksięskie zamilkły, a Takszaka na dwa kroki od ognia zawisł w powietrzu.

Wszedł młodziutki, dwanaście ledwie lat liczący bramin, imieniem Astika, którego postać wielce się spodobała królowi.

- Czego pragniesz, młody braminie?

Ów zaś piękną mowę pochwalną wygłosił na cześć Dżanamedżai, iż radża oczarowany, rzekł mu:

- Jakiegokolwiek zażądasz daru, otrzymasz go ode mnie.

- Jednego tylko daru żądam: przerwij tę uroczystość, przerwij ofiarę wężową. Nasyciłeś już swoją zemstę. Odwiecznym wróżbom i klątwom stało się zadość. Królewskie dałeś słowo: niech się zakończy twoja ofiara.

I związany słowem król Dżanamedżaya, przerwał ofiarę.

Tak uratowany został od zagłady król wężów, Takszaka. Z nim zaś i wszystkie węże, które dotąd w ogniu nie zginęły.

 Dżaratkaru. Teraz trzeba powiedzieć, kto był Astika - i dlaczego stanął w obronie wężów. Był niegdyś bramin Dżaratkaru, który ślubował żyć w bezżeństwie i ubóstwie - i surowym oddawał się pokutom. Gdy raz tak stał w rozmyślaniach pobożnych, ujrzał nagle łodygę, którą mysz nadgryzała i która chyliła się w przepaść. Na drzewie zaś - na gałęziach - usłyszał głosy - i ujrzał gromady istot maleńkich, formy ludzkiej, głową na dół opuszczonych. Głosy mówiły: O my nieszczęśni! jednego tylko mamy potomka, i ten ma zemrzeć bezdzietny - tak iż ród nasz zginie! jeśli Dżaratkaru nie pojmie małżonki - biada nam, biada!

- Jam jest Dżaratkaru! Czego chcecie ode mnie, duchy, i kto wy jesteście?

- Jesteśmy twoi pitri (duchy ojców) i płaczemy nad naszą zagładą. Patrz ta łodyga to nasz ród, ta otchłań - to nasze unicestwienie, a ta mysz - to jesteś ty sam, który ród nasz strącasz w nicość.

- Zaiste - nie przeczuwałem tego. Ale żem klątwę uczynił, tedy muszę jej dotrzymać. Ożenię się więc z kobietą, coby się nazywała jak ja, Dżaratkaru, gdyż w ten sposób żenię się jakby sam ze sobą. Po wtóre żona moja niechaj nie żąda ode mnie utrzymania, albowiem zaprzysiągłem ubóstwo. A gdy urodzi dziecię, niechaj mi będzie wolno ją opuścić.

Pitri błogosławili bramina - i zniknęli natychmiast, a wraz z niemi - łodyga - i mysz - i otchłań.

Tymczasem rozmowę Dżaratkaru z duchami ojców usłyszały węże w lesie i pobiegły natychmiast do wielkiego węża - bramina, imieniem Vasuki. Ten zaś miał siostrę imieniem Dżaratkaru - i była wróżba, że z łona jej, zapłodnionego ludzkim nasieniem, narodzi się wielki bramin, który ród wężowy oswobodzi od klątwy, jaką nań rzuciła niegdyś w gniewie matka ich Kadru.

Ruszył też Vasuki na spotkanie bramina i powiedział mu:

- Dżaratkaru! szukasz małżonki imieniem Dżaratkaru. Siostra moja zowie się Dżaratkaru. O pracę dla jej utrzymania możesz nie dbać, gdyż siostra moja posiada skarby. A kiedy syna porodzi - możesz ją opuścić, jeżeli taki jest twój sąd.

Przystał na te warunki Dżaratkaru, a kiedy żona jego poczuła się brzemienną, rzekła mu dnia pewnego: - Asti (to znaczy jest) - i dlatego syn nazwany był później Astika. Kiedy zaś syn się narodził, bramin opuścił żonę, aby znów żyć w samotności i ubóstwie.

Ten to Astika, syn człowieka i niewiasty z rodu wężowego - jako pół wąż i pół człowiek - rychło przy tym poznawszy mądrość braminów - wybawił węże od okrutnej ofiary Dżanamedżai, którą już niegdyś zapowiedziała ich matka Kadru.

 Kadru i Vinata. Król Saunaka zapytał:

- Jakież to przekleństwo rzuciła Kadru, matka wężowa na swoje dzieci ?

Sauti odpowiedział:

- Wielki bramin, imieniem Kasyapa miał dwie żony; pierwsza zwała się Kadru, zaś druga Vinata. Kobiety nie żyły ze sobą w zgodzie; każda z nich chciała drugą wobec małżonka przewyższyć. Kiedy były zapłodnione, modliły się do bogów o doskonałe potomstwo - i oto, skoro nadszedł czas rozwiązania, Kadru złożyła tysiąc jaj, a Vinata tylko dwa jajka. Jaja, złożone przez Kadru, wylęgały się przez lat pięćset, aż wykluło się z nich tysiąc wężów - i tak została Kadru matką wężową. Ale jajka Vinaty nie wylęgały się jeszcze: ta więc, zaciekawiona, nadkruszyła jedno - i oto ukazała się postać cudnego młodzieńca (ptaka), ale do połowy tylko w formie skończonej. Owszem nogi i część grzbietu bezkształtne jeszcze były i niewyrobione.

- Matko, zawołał przedwcześnie narodzony, czemużeś rozłupała to jajko? Jeszcze 500 lat miałem się tu rozwijać. Przez ciebie, jako poczwara bezkształtna, istnieć będę na świecie! Przeklęta bądź! Bodajbyś została niewolnicą tej, z którą współzawodniczysz w miłości - i niech nie prędzej się skończy twoje rabstwo, aż cię drugi syn twój - za lat 500 - z drugiego jajka narodzony - przyjdzie wyzwolić!

Tak Vinatę przeklął syn jej pierwszy, imieniem Aruna - i uleciał w wyżyny ku Bogu Słońca - Suryi, który go później przyjął za woźnicę.

Tymczasem razu pewnego obie niewiasty, Kadru i Vinata stanęły nad brzegiem morza, gdy oto ukazał się cudny koń Indry zwany Uczczaihśrawa (długouchy) - i pasł się na morskiej łące.

Przyglądały mu się obie - i Vinata powiedziała:

- Ten koń jest biały!

Kadru zaś mówi:

- Nieprawda! ogon ma czarny.

I tak spierały się o barwę konia, aż założyły się - i jako zakład gry postawiły swoją wolność. Jutro mają przyjść zobaczyć konia, a która przegra, zostanie drugiej niewolnicą.

Gdy więc zakład stanął, Kadru pobiegła do swoich dzieci wężów i tak im rzecze:

- Założyłam się z Vinatą tak a tak. Idźcie natychmiast - zmieńcie się w czarne włosy - i pokryjcie sobą ciało konia.

Ale węże nie usłuchały matki i rozbiegły się w różne strony, i tylko mała cząstka uczerniła ogon konia. Wówczas to Kadru przeklęła dzieci, aby zginęły kiedyś w ogniu ofiarnym króla Dżanamedżai.

Nazajutrz koń się znów ukazał: był biały, ale ogon miał czarny. Vinata przegrała - i musi być służebnicą Kadru: teraz czekać będzie cierpliwie pięćset lat, póki się nie narodzi syn - wyzwoliciel.

Ten się narodził, a był to boski sęp Garuda - wróg wężów.

Znakomitsze węże: Takszaka, który zamordował Parikszita; Śesza, który pokutą i modłami odżegnał klątwę Kadru i otrzymał od Bogów urząd podtrzymywacza ziemi na swym grzbiecie; Anantia, t. j. nieskończony; Elapatra, który miał ducha proroczego i przewidział narodziny Astiki z Dżaratkaru i Dżaratkaru; wreszcie Vasuki, brat Dżaratkaru, wąż bramin, który się wielce zasłużył bogom przy zdobywaniu Amriti (tj. ambrozyi, niemrzy). (Sauti wylicza imion koło stu - tłum.)

 Garuda - zjawił się na świecie, jako przepotężny sęp, umiejący zmieniać postać i rozmiary według woli, siły nadzwyczajnej, która bogom nawet mogła być groźną, zwłaszcza Indra się uląkł Garudy, bo miał o nim przepowiednię, że drugi Indra się narodzi.

Garuda był jako wicher płomienny - i kiedy bogowie ujrzeli ogień płynący po błękicie, z przerażeniem zwrócili się do boga Agni (bo jeszcze nie znali przyczyny), aby świata nie spalił, ale on im rzecze:

- Nie ja to płonę, ale Garuda, wróg wężów, niszczyciel demonów, druh bogów.

Bogowie tedy z pochwalną mową zwrócili się do wielkiego sępa, aby nie palił świata. Garuda zmniejszył swą formę - i ruszył w inne strony.

Porwał on brata swego Arunę, i zaniósł go do matki. Surya tymczasem jął ogniem swoim palić światy, aż się bogowie znowu przerazili. Ale gniew Suryi nie był bez przyczyny. Chociaż bogowie przy zdobywaniu ambrozyi otumanili asurów, bóg słońca przeważnie za to cierpiał, albowiem jego to głównie ścigał asur o głowie nieśmiertelnej Rahu. (Wyjaśnienie tego fenomenu niżej - tłum.). Wówczas to bogowie wybrali Arunę na woźnicę Suryi: woźnica ochraniał światy od zbyt wielkiego żaru słońca - a słońce od złośliwości Rahu.

Garuda rozmyślał ciągle o wyzwoleniu matki ze stanu służebnicy.

Vinata na grzbiecie własnym musiała dźwigać Kadru - podług jej woli, na wyspę wężową. Raz w czasie takiej wyprawy Garuda wziął węże na wyspę - lecz umyślnie tak je poniósł, aż zaczęły goreć od płomieni słońca. Dopiero na błaganie Kadru - Garuda wywołał deszcz, który ochłodził ziemię. Uradowane węże dziękowały sępowi, a ten do matki mówił:

- Cóż mam uczynić, albowiem muszę pożerać węże, ale przedtem ciebie chcę oswobodzić.

I pytał wężów: Cóż mam dla was zrobić, aby matka moja przestała być niewolnicą ?

- Przynieś nam amritę z krainy bogów.

- Przyniosę - rzekł sęp.

Ale bo tego potrzeba siły niesłychanej: trzeba zwalczyć bogów. Dla uzyskania tej siły trzeba pochłonąć mnóstwo ciał. Vinaty poucza syna, że w pobliżu jest wyspa Niszadów: niechaj pożre cały naród, z wyjątkiem braminów, a siły uzyska.

Garuda udał się na Niszady - pożarł ich tysiące - ale nie był nasycony. Poszedł tedy do ojca swego Kasyapa i mówi mu o swem nienasyceniu. Kasyap mu rzekł:

- Jest rzeka czysta, nad której brzegami z jednej strony przebywa słoń olbrzymi (6 mil rozmiaru), z drugiej żółw (3 milowy); są to dwaj bramini, dwaj bracia, Vibhivasu i Supratika, którzy niegdyś jako ludzie żyli w wiecznej kłótni ze sobą - i tak spadli do stanu zwierząt.

I dzisiaj nieustanną walkę toczą ze sobą; tych porwij - pożryj, a będziesz syty i silny. Kiedy zaś będziesz ich pożerał - pamiętaj, żebyś żadnej istoty żywej, a zwłaszcza braminów, ciałem swoim nie zgniótł i nie zabił.

Po czym Kasyap błogosławił sępa - ten przyleciał nad czystą rzekę - i porwał jedną nogę słonia, drugą żółwia i uleciał z niemi szukając miejsca, gdzie by je pożarł. I zasiadł na jednym drzewie, ale drzewo się pod nim złamało - i z przerażeniem Garuda ujrzał dokoła gromadę krasnoludków, ale braminów. Była to wyspa Valikhilyów.

Na ten widok Garuda cofnął się i znów do ojca pospieszył, dzierżąc w żelaznych szponach - słonia i żółwia i uleciał z niemi szukając miejsca, gdzie by je pożarł. I zasiadł na jednym drzewie, ale drzewo się pod nim złamało - i z przerażeniem Garuda ujrzał bo koła gromadę krasnoludków, a jednak braminów. Była to wyspa Valikhilyów.

Na ten widok Garuda cofnął się i znów bo ojca pospieszył, dzierżąc w żelaznych szponach - słonia i żółwia. Ojciec mu wskazał górę samotną i pustynną, dokąd też poleciał sęp - i zjadłszy oba potwory - był syty i siły nagromadził.

Wówczas - zwielokrotniwszy swój kształt - ruszył przeciw niebu.

Straszne wróżby pokazały się w krainie bogów: wichry, płomienie; wieńce bogów poczęły więdnąć, a Indra krwią cały jął sączyć.

Wyruszyli bogowie bo świętego Brihaspati, by im powiedział, co znaczą te wróżby. Święty rzecze: Niegdyś, o Indro, napotkałeś krasnoludków - Valikhilyów, ale braminów - i drwić z nich począłeś. Przeto cię oni wyklęli, mówiąc, aby się narodził drugi Indra. Ten drugi Indra się narodził, a jest to wszechpotężny sęp Garuda, który też idzie na niebo Indry.

Istotnie Garuda zbliżał się w wichrach i płomieniach. Mrok pomieszany z ogniem wstrząsał niebo. Próżno bogowie walczyli z sępem; do ucieczki zmuszeni - rozpierzchli się na wszystkie strony. A kiedy jeszcze próbowali pożarem go odpędzić, Garuda 90 razy 90 rzek pochłonął i zalał niemi Agnisa.

Po czym zmniejszył się do wielkości muchy złotej i ruszył tam, gdzie stało naczynie, zawierające amritę, pod strażą dwóch wężów. Wówczas sęp zmienił się w promień i w postaci promienia uchwycił trunek nieśmiertelności - wtedy zaś we własnym kształcie uleciał z nim w wyżyny, a samo trzymanie tego naczynia już dodało mu nowej ogromnej siły.

Jeden Visznu głośno sławił ten czyn nadzwyczajny - i sam wyszedł na spotkanie sępa, ofiarując mu dary jakich zażąda.

Sęp zażądał nieśmiertelności - choćby nie pił amrity: była mu dana. Drugi zaś dar, miał oznaczyć Visznu sam: uczynił on Garudę swoim wybranym ptakiem.

Indra zaś - po krótkiej, a bezpłodnej walce - sprzymierzył się z Garudą tak, iż odtąd sęp ów święty żył dla szczęścia bogów, riszich i ludzi.

Indra, pozyskawszy przyjaźń Garudy, prosił go o zwrot ambrozyi. Sęp mu wytłumaczył, dla czego ją porwał; ma ją wężom dać, dla wyzwolenia matki, ale węże jej nie dostaną. Przyleciał w końcu na wyspę wężową i postawił na polanie, trawą kusa obrosłej - naczynie święte, wzywając węże:

- Dotrzymałem słowa. Oto jest amrita. Niechaj matka moja, Vinata, będzie wolną, a dostaniecie tej wody.

Węże zapowiedziały wyzwolenie Vinaty - i poszły się kąpać.

Vinata była wolną, ale kiedy węże przybyły na polanę - już nie było naczynia: Garuda z powrotem oddał je bogom.

Węże tylko lizać poczęły miejsce na którym stało to naczynie - i od tego czasu mają rozdwojone języki - a przy tym żyją bardzo długo.

Trawa zaś kusa, na której stała amrita - nabrała odtąd świętości - i dobrą jest na uroczystości ofiarne.

Garuda uszczęśliwiony zamieszkał z matką w lesie.

Kto czytać będzie historyę Garudy lub kto ją będzie opowiadał -wyzwolony od grzechów, pójdzie do nieba, a kto będzie czytał i rozważał dzieje Astiki - ten może się już wężów, ani złych duchów nie lękać, gdyż są wobec niego bezsilne.

Kiedy Sauti skończył tę powieść, król Saunaka rzecze:

- Tyle nieszczęść nastąpiło z powodu sporu dwóch kobiet o barwę konia. Powiedzże mi jakim sposobem ten koń się zjawił na świecie.

- Ten koń się zjawił w czasie, kiedy bogowie dla uzyskania ambrozyi, ubijali ocean, aby go zmienić w zsiadłe mleko. Był on wytworem tego zsiadania mleka oceanowego, a wraz z nim i inne bóstwa się narodziły.

- Jakże to bogowie chcieli pozyskać ambrozyę, w jakim celu i z jakiej przyczyny?

 Amrita. Opowiem ci historyę, jak bogowie zdobyli sobie nieśmiertelność. Albowiem z początku bogowie, choć długie żyli tysiąclecia, nie byli jednak nieśmiertelni. jeden tylko był nieśmiertelny, Brahma, bóg bogów, ten który jest i nie jest, istota nieistniejąca, niepojęta i wiekuista.

Owóż nadszedł czas, kiedy bogowie poczuli, że już potęga ich słabnie, że ich wieńce rudzieją, że ich szaty wiotczeją: oznaki nadchodzącego zaniku.

Zebrali się tedy na płomiennym szczycie góry Meru, aby rozważyć tę sprawę dotyczącą ich bytu. Visznu zaś powiedział:

- Amrita (ambrozya) znajduje się rozpłyniona w falach Oceanu. Trzeba, aby się zsiadła, a zdobędziemy wodę wiecznego żywota. Jeżeli poruszymy wody oceanu za pomocą góry zawierającej w sobie wszystkie szlachetne metale i wszystkie szlachetne soki roślinne - to amrita się zsiądzie.

Postanowili za tłok, którego się używa przy wyrobie masła, wziąć górę Mandara.

Zebrali się tedy wszyscy bogowie i niebogowie (asury), aby ruszyć górę z miejsca - ale sił im nie starczyło. Dopiero pobudzili wielkiego węża Anantę (Anta - Ende, koniec. Ananta - nieskończony - tłum.) i fen podniósł górę Mandara z miejsca, a wówczas bogowie ją zawiesili nad oceanem i powoli w głąb opuszczali, a wielki żółw który mieszka na dnie morza, przystał, iż na swym grzbiecie podtrzymywał górę. Tak więc z góry tej zrobiono tłok, a święty wąż Vasuki służył za sznur.

Przy tym Sury i Asury zawarli przymierze i przerwali na ten czas swą wiekuistą wojnę.

Góra Mandara regularnie ruchem obrotowym w głębi morza poruszana, rozgrzała się potężnie a złoto i srebro jej żył zaczęło się rozpływać po falach, soki roślinne, żywice i zapachy, esencje nasion kwiatowych, ptasich i zwierzęcych, wszystko to oddziałało na fale oceanu - i oto woda jego stała się mlekiem, a mleko masłem oczyszczonym.

Bogowie już omdlewali, ale Visznu im dodał swoją siłę - i oto z głębi morza wyszły kolejno Soma (Jest to razem księżyc i roślina, której sok światy - używany był przy ofiarach - tłum.), Lakszmi (fortuna), Suradevi (piękność i koń słoneczny Indry - wreszcie klejnot boski - Kauksztubha (dyament); wszystko to się zrodziło w czasie umaślania oceanu.

Na koniec ukazał się Dhanvantari (lekarz bogów), trzymając w ręku białe naczynie z ambrozyą. (Nadto urodził się wtedy słoń Airavana, oraz trucizna Kalakuta, która mogła otruć nawet boga śmierci - tłum.).

Widok ten wywołał wielką wrzawę, Danavy (t. j. złe duchy) chcieli je porwać dla siebie, ale bogowie tego nie dopuścili. Visznu przybrawszy kształt czarującej nimfy - łudził Asurów, którzy opętani żądzą, ambrozyę oddali tej kobiecie. Tak zdobyli nektar bogowie na czartach - i jeden tylko Rahu wypił łyk ambrozyi, o czym powiedzieli bogom Słońce i Księżyc.

Woda życia jeszcze nie doszła do gardła szatana, kiedy mu Visznu mieczem obciął głowę. Ciało Rahu padło martwe, ale głowa jego - która piła nieśmiertelność, żyje wiekuiście.

Zaprzysiągł też Rahu wieczną nieprzyjaźń słońcu i miesiącowi, które od czasu do czasu chce pożreć (zaćmienia), ale mądry woźnica Aruna nie dopuszcza do tego.

W chwili, kiedy Rahu padł martwy, rozpoczęła się straszliwa bitwa Surów (bogów) i Asurów (czartów), - w której bogowie, pokrzepieni ambrozyą, coraz większej nabierali siły, gdy czarty (Danavy i Daitye) - tysiącami padali, bezsilni wobec bogów. Kiedy zaś Visznu rzucił swój przepotężny, słońcu podobny, dysk w tłuszczę złych duchów - przełamały się ich szeregi - i bogowie ambrozyą pili swe zwycięstwo.

Asury zaś, strąceni zostali na ziemię, pod ziemię i w głębie morza.

Sury ukryli ambrozyę w miejscu dobrze utajonym - i pod czujną strażą.

Nikt jej nigdy nie ruszył, tylko jeden Garuda, który się zrodził na świat dla ukarania Indry.

W czasie tego ubijania morza na masło - narodził się ów koń świetlany, który stał się powodem sporu dwóch niewiast - powodem niewoli Vinaty, powodem klątwy rzuconej na węże przez matkę i powodem porwania Amrity z nieba przez Garudę.

Trzeba jeszcze dodać, że choć to było srogie przekleństwo, (wężów przez Kadru), to jednak Brahma uznał je za słuszne, ile że ród wężowy jest pełny złośliwości; natomiast ojcu wężów - Kasyapowi - Brahma dał moc zwalczania jadu wężów.

Wielka ofiara wężowa króla Dżanamandżaji od dawna była w wyrokach zapowiedziana; dlatego, Kasyapa nie mógł zatrzymać czynu Takszaki i śmierci Parikszita; albowiem spełnić się musiała klątwa, rzucona przez matkę wężów.

 

 

VI. Adi-Vamsa. (Początki rodowodu).

 

Teraz zrozumiał król Saunaka - i wszyscy zebrani dokoła risziowie bramini, dlaczego to król Dżanamadżaya czynił długoletnią ofiarę ku zagładzie wężów i dlaczego ją przerwał i jakie sprawy ludzkie, czartowskie i boże - były z tym połączone.

- Ale wspominałeś, że przy tych uroczystościach opowiadano sobie Mahâ-Bhâratę. Mów nam o niej.

- Tak jest. Opowiadano tam Mahâ-Bhâratę, a mówił ją Vaisampayana, podług nauk Vyâsy.

Tu Urgaśrava-Sauti podaje tzw. Bhârata-Sutrę (1) t. j. nić przewodnią Mahâ-Bhâraty, drugie, odmienne od Parva-Sangrahy, streszczenie poematu.

Bharata-Sutra (Nić przewodnia Mahâ-Bhârata). W księdze I-ej opowiedziany jest rodowód domu Pandu i Kuru i młodzieńcze lata królewiczów; dalej widzimy ich niezgodne pożycie, którego wynik ten, że za poradą Dhrtarasztry ojca Kuru - pięciu braci Pandava - udaje się na puszczę. W sąsiedniem państwie (Mithili) król Drupada wydaje za mąż córkę. Królewna (imieniem Draupadi) zostaje żoną wszystkich pięciu braci. - Imiona książąt Pandava: Vudhisztira, Ardżuna, Bhima, Nakula i Sahadeva. - Bracia Pandava, po uroczystości weselnej wracają do Hastinapury (stolicy Kurów).

2. Dhrtarasztra dzieli królestwo na dwie połowy: jedną oddaje swoim stu synom (Hastinapurę), drugą - Paudawiczom (Indraprastę). - Vudhisztira uzyskuje tytuł następcy tronu: w ogóle bracia Pandava są doskonalsi niż Kaurava. Ci ostatni postanowili zgubić swoich braci stryjecznych i wyzwali ich na grę w kości. Skutkiem tej gry Yudhisztira i wszyscy bracia Pandava utracili całe mienie i królestwo - i mają udać się na 12 lat na wygnanie w puszczy, a 13-ego roku błądzić nieznani.

3. Bracia Pandava przebywają w puszczy. Rozmaici mędrcy i poeci prowadzą z niemi nauczające rozmowy. Tymczasem Ardżuna udaje się bo nieba Indry, gdzie uzyskuje od boga broń cudowną.

4. Nadchodzi trzynasty rok wygnania. Królewicze pod zmienionem nazwiskiem dostają się na dwór Viraty, króla Matsyów. - Nieprzyjaciele napadają kraj - i oto Pandawa tak dzielnie w czasie wojny walczyli, że tajemnica ich pochodzenia została odsłoniętą. - Virata sprzymierzył się z rodem Pandava, którzy mu opowiadają swój stosunek do braci Kuru.

5. Królowie indyjscy dzielą się na dwa obozy: jedni stają po stronie Pandu, drudzy po stronie Kuru. Krszna, król Vadavy, wcielony bóg Wisznu, ofiaruje Duryodhanie, najstarszemu z Kuru wybór między swoją przyjaźnią a wielką armią. Duryodhana wybiera armię i Krszna staje po stronie Pandawy.

6. Rozpoczyna się bitwa na dolinie Kurukszetry. Przed bitwą Ardżuna się chwieje: żal ogarnia jego serce na myśl wojny bratobójczej. Wówczas Krszna odkrywa Ardżunie istotą rzeczy, tajemnicę bytu i przemiany form natury i ducha aż do ich ostatecznego rozwiania się się w nicości. Jest to tzw. Bhagavat-gita.

7 - 10. Opis bitwy. Powodzenie z obu stron zmienne. Śmiertelnie ranny Bhiszma, ginie Drona, Karna, Śalya - a potem wszyscy bracia Kaurava. - Po bitwie sprzymierzeńcy Pandavy oddają się snowi: w czasie snu zostają zdradziecko zamordowani.

11. Kobiety opłakują umarłych. - Uroczysty pogrzeb wszystkich, którzy w bitwie zginęli.

12 - 13. Yudhisztira wzruszony rozpaczliwą rzezią wojenną, zaczyna się zastanawiać nad obowiązkami monarchy. Udaje się do ranionego w bitwie wuja Bhiszmy, który go poucza o królewskości, o prawach, o organizacyi wojsk, o porządku społecznym, o kastach, o sprzecznościach jurydycznych, wreszcie przechodzi do nauki o istocie rzeczy, o wyzwoleniu ducha, o mądrości boskiej i t. d.

14. Yudhisztira - starożytnym obrządkiem odprawia uroczystość poświęcenia konia (asvamedhę), jako ofiarę dziękczynną i błaganie o spokój dla siebie i narodu.

15. Dhrtarasztra, który widział zdziesiątkowaną całą swoją rodzinę - wraz z żoną oddala się do pustyni, gdzie w czasie pożaru lasu - oboje, oraz matka Pandawiczów, Kunti, umierają jako święci.

16. Tymczasem Krszna powraca do swego królestwa Mansali, gdzie zapanowała anarchia. Plemię Yadava napadnięte zostało przez dzikie hordy, a stolica kraju - Dvaraka w perzynę obrócona. Krszna, ginie zabity strzałą zatrutą - i po śmierci, jako geniusz nadludzki, ulatuje do nieba, by się połączyć ze swą boską istotą Wisznu.

17. Dowiedziawszy się o śmierci Krszny - Yudhisztira postanowił opuścić życie ziemskie - i wraz z braćmi oraz Draupadi udają się wszyscy na wielką pielgrzymkę - ku krainie niebios. Po drodze wszyscy umierają, z wyjątkiem Yudhisztiry oraz psa, który się okazuje bogiem Yamą.

18. Yudhisztira wchodzi do niebios, gdzie mu Indra daje koronę empirejską i żywot wieczny. Wszyscy bracia powracają do swej pierwotnej natury boskiej.

Gdy Santi opowiedział skróconą treść historyi Bharatydów, król Sannaka go zapytał:

- Powiedz mi teraz, kto był Vyâsa - jakiego rodu - i dlaczego się zowie Dvaipayana?

- Cudowną jest historya narodzin tego wielkiego poety. Był niegdyś książę piękny i bohaterski, który małżonkę miał piękną, uścisków miłosnych spragnioną i godną uścisków, imieniem Giricza. Raz w piękny czysty dzień księżycowy, w stosowną porę, chwilę, czas - Giricza, wykąpawszy się pobożnie i odświętne włożywszy szaty - powiedziała swemu małżonkowi, że jest gotowa dziś do uścisku, płodnego w żywe następstwo i że godzina właściwa nadeszła. Książę z radością usłyszał jej słowa - i przystał na jej oświadczenie; miał zaś zjawić się w jej łożu, gdy chwila nadejdzie właściwa, jak to pobożne księgi przepisują.

I upojony miłością młody książę ruszył do lasu - gdzie krążył pełny marzeń o swej ukochanej tak, iż - zdało się - miał ją wciąż koło siebie, jakoby żywą. Tak marząc - nazbyt głęboko w mrok lasu się zapuścił - i nie mógł znaleźć właściwej drogi.

Znużony legł pod drzewem asoką, które wielce podnieca marzenia - i oto w ekstazie - nasienie przeznaczone dla Giriczy - rozgorzałe wyobraźnią radży - osunęło się na trawę.

Zasmucił się tym książę szlachetny, lecz aby nie zmarnować nasienia - zebrał je w liść - i rozmyślał jak je przechować. W tem ujrzał w pobliżu sokoła.

- Sokole! rzekł, oto jest nasienie moje. Zanieś je lotem skrzydeł twoich do mej kochanki Giriczy, która na uścisk mój czeka.

Sokół z radością chciał tą służbę dla księcia wykonać - i pod skrzydło wziął liść z nasieniem.

Ale oto po drodze spotkał drugiego sokoła. Ów, myśląc iż ten pod skrzydłem ukrywa mięso, rozpoczął z nim walkę, aby mu jadło odebrać. Napadnięty pierwszy sokół bronił się dzielnie i długo, ale ostatecznie liść z nasieniem z pod skrzydła mu wyleciał i wpadł w wodę, nad którą toczyła się walka.

W wodzie czystej rzeki płynęła właśnie ryba niezmiernej piękności, w której łono samicze spadło nasienie książęce. I ryba zawołała:

- Błogosławionyś, sokole książęcy, albowiem godzina mego wyzwolenia nadeszła!

Istotnie nie była to pospolita ryba: była to apsara (nimfa) w postać ryby zaklęta, a która miała póty w rybim gatunku istnieć, póki nie narodzi dwojga dzieci z ludzkiego nasienia.

I oto - kiedy przyszedł czas właściwy - narodziła ona chłopca i dziewczynę, imieniem Satyavati.

Dziewczyna była wielkiej piękności - a wychowywał ją rybak nad brzegiem tej rzeki zamieszkały.

Kiedy dziewczyna doszła do lat ślubnych - pewnego razu u brzegu rzeki ujrzała czółno, a w nim bramina, mędrca wielkiej potęgi, świątobliwego męża, oddanego surowej cnocie.

Ten ujrzawszy dziewicę, zaprosił ją do swego czółna - i na środek rzeki z nią popłynął.

- Oddaj mi się - bądź moją - rzekł bramin.

- Dziewczyną jestem ubogą - odrzekła - i jedynym moim skarbem jest dziewictwo: jakże mam ci się oddać?

- Przeznaczonym ci jest, abyś mi się oddała - dla dobra świata. A dziewictwo będzie ci przywrócone.

- Ale jakże, tu, na środku rzeki? gdzie wszyscy widzą.

Wówczas bramin mocą swej pobożności stworzył do koła czółna - mgłę nieprzejrzystą, tak iż byli sami.

- Mocen jestem wszystko uczynić, czego żądasz ode mnie. Powiedz, jakiego pragniesz daru?

Satyavati rzekła:

- Przyznają wszyscy, że jestem wielkiej piękności, ale matka moja była rybą - a przeto mam jedną wadę: pachnę rybą. Daj mi, wielki braminie, aby moje ciało pachniało najcudniejszą wonią, a oddam się tobie, jako twoja kochanka i żona.

Bramin na to żądanie przystał - i dał Satyavati zapach tak cudowny, że odtąd ją nazywano Yodżanagandhi t. j. na milę pachnąca.

Wtedy bramin połączył się z Satyauati w uścisku miłosnym.

Satyavati - w czasie właściwym - udała się na wyspę w pobliżu - i tam narodził się Vyasa. Jako urodzony na wyspie (dvipa) nazwany został Dvaipayana.

Satyavati później na nowo odzyskała dziewictwo - i została żoną króla Parasary. W czasie wielkiego pomoru rycerstwa, bogowie nakazali, by wezwano braminów dla utrwalenia rodów. Satyavati sprowadziła syna swego Vyâsę, który zapładnia żony swoich braci, (z Ambiki narodził Drfarasztę, z Ambaliki Pandu, z jednej niewolnicy Vidurę).

Dhrtarasztra, zwany też Kaurava (potomek Kuru) - był ojcem rodu Kuru - i miał stu synów; Pandu - miał synów pięciu (Pandava).

Synowie Kuru i synowie Pandu - toczył ze sobą krwawe i długie wojny, które stanowią treść Mâha Bhâraty.

 

 

VII. Sambhava (Rodowód).

 

Księga ta podaje szczegółowy, choć nieco chaotyczny rodowód potomków Bharaty. Rodowód nie jest jednolity, lecz wystawiony podług różnych tradycyj, tak, że mamy kilka list genealogicznych. Znajdujemy tu setki imion. Bezużytecznym byłoby powtarzać te rodowody, dlatego znakomicie skrócimy ten rozdział, najdłuższy w pierwowzorze (3126 ślok czyli dwuwierszy) - i tylko te punkty zaznaczymy, gdzie są ważniejsze legendy i podania.

 

Rodowód pierwszy. Na początku był Brahma, sam przez się bytujący, pierwoźródło zjawisk materyalnych i duchowych. - Miał on naprzód sześciu synów z ducha jego pochodzących (Mariczi i i.) oraz jedenastu synów cielesnych czyli Rudrów. Z Brahmy również pochodzą Daksza, Dharma (Prawo), Kasyapa (bóg-lekarz), Bhrigu (bóg-kapłan) i t. d. - Daksza ma 50 córek, z których rodzą się twory ziemskie. Tamra i Krodha - wyłaniają ze siebie świat zwierzęcy. - Kasyapa ze swej małżonki Aditi (nieskończoności) narodził bogów i przeciwbogów, zw. Surai Asura. - Z rodu asurów powstały złe duchy Diti i Danu oraz ich potomkowie, zwani Daitya i Danava. Synem Brahmy bezpośrednio był nadczłowieczy praojciec ludzi, imieniem Manu oraz ojciec ośmiu Vasu (bogowie rzeczy materyalnych).

Mahâ-Bhârata utożsamia wielu królów i bohaterów z bogami i asurami. Tak np. Drona to Krpa, Vidura = Atri, Drupada = Marut, Duryodhana = Kali, Śakuni = Dvapara (Kali Dvapara - są to czarty, między innemi, kierujące grą w kości - tłum.). Synowie Dhrtarasztry to Rakszasy, a Pandawicze przeciwnie są wcieleniami Indry. Królowe są podobnież boginiami. Śakuntala. Duszyanta był pierwszym królem z rodziny Puru.

Pewnego razu wyruszył on na łowy z wielkim orszakiem. Przybył do pustelni Kasyapy, w miejscu zwanem Malini, w górach Himalajskich. Pustelnia jest bezludna, i dopiero na długie wołanie króla zjawia się Śakuntala, dziewica niezmiernej piękności. Król dowiaduje się od niej, że jej przybrany ojciec Kanva poszedł do lasu po owoce. - O swem pochodzeniu Śakuntala prawi rzecz taką: niegdyś Indra tak się przeraził potężnej ascezy Visvamitry, od której góry zaczęły dymić, że dla jej przełamania zesłał mu cudną nimfę Menakę, by go uwiodła i do grzechu doprowadziła. Jakoż święty uległ czarom boginki i przez dziesięć lat żył z nią w miłości. Po dziesięciu latach Visvamitra przebudził się z zapomnienia - i córkę swoją, która się z tego związku narodziła umieścił w pustelni Kasyapy, na górze Malini, wybrawszy jej za ojca - ogrodnika Kanvę. Ponieważ nad dzieckiem czuwały ptaki (śakunta) - nazwana jest Śakuntalą. - Król Duszyanta wielce się w pannie rozmiłował - i natychmiast sposobem Gandharwów się z nią ożenił, zaprzysiągłszy jej, że gdyby miała syna - uczyni go swym następcą tronu. Poczem ją żegna, mówiąc, aby w swoim czasie do stolicy jego przybyła. - Właśnie zaś powrócił ojciec (Kanva), który dał swe przyzwolenie na te zaślubiny. - Sakuntala ma syna, imieniem Saryadamana, a gdy chłopiec doszedł lat sześciu, pod wszelkim względem dowodząc swej wyższości - matka udaje się z nim na dwór Duszyanty, do Hastinapury. Król początkowo odpycha przybyłą Sakuntalę - i zaprzecza swego ojcostwa jej dziecku, ale na głos z nieba ostatecznie syna przyznaje, przyczem nadaje mu imię Bharata. Od tego Bharaty cały ród imię to nosił (Dzieje Sahuntali w misterny sposób opracował w formie scenicznej poeta indyjski z VII w. - Kalidasa - tłum.).

Rodowód domu Pum (Lub jak chcą inni Rodowód podług Puranów tj. podług. dawnej tradycyi - tłum.). Daksza - syn Brahmy (albo Praczety) miał 50 córek. Z tych Dharma wziął za żony 10, Kasyapa - 13, Czandra - 27. - Z Kasyapy narodził się Visvavat (tj. słońce); z Visvavata - Yama (bóg śmierci) i Manu (praczłowiek). Z Manu - narodzili się Manava - pierwoludzie i Manusza - ludzie. Mami miał 10 synów; z tych najsłynniejsi Ila - na przemiany mężczyzna i kobieta oraz syn jego Pururava - wróg braminów.

Pururava z Urvasi miał sześciu synów; z nich Ayu miał czterech synów; z dzieci Ayu - Dahusza, słynny licznemi ofiarami koni miał synów sześciu, a z synów Nahuszy - Yayati miał z dwóch żon pięciu synów: Yadu, Tur. vasu, Druhyu, Anu, Puru.

 

Żywot Yayati. Król ten miał dwie żony: Devayani oraz Śarmisztę. Kobiety żyły ze sobą w niezgodzie, już zanim zostały mu poślubione.

Devayani była córką Śukry, który jedyny umiał poległych w boju wskrzeszać do życia. Syn Brhaspati, imieniem Kacza, chciał się tej sztuki nauczyć i do Śukry poszedł za pasterza. Devayani sztuki tej go nauczyła - i gdy go Danavy (złe duchy) po trzykroć zabiły, sama go do życia przywróciła. Chciała ona, by Kacza został jej mężem, lecz on uważał ją jako siostrę i nie chciał na to przystać. Przeklęła go, aby nigdy swej sztuki nie mógł uprawiać; on zaś ją przeklął, aby mężem jej nie był żaden riszi (święty, półbóg). - Kacza odszedł i nauczył bogów sztuki wskrzeszania umarłych.

Devayani pewnego razu z dworem swoich dziewic kąpała się w rzece, a jednocześnie przybyła Śarmiszta. Sukienki swoje ułożyły na brzegu, ale Indra dla igraszki taki wiatr zrobił, że suknie się pomieszały - i kiedy dziewczyny wyszły z wody, zaczęła się między niemi bitwa o te suknie, aż Śarmiszta rzuciła Devayanię do studni. - Przechodził właśnie Yayati, który wydobył dziewicę ze studni. - Śukra dowiedziawszy się o tem przeklął Śarmisztę, aby stała się służebnicą jego córki. - Yayati został mężem Devayani i miał z nią dwóch synów (Yadu i Turvasu ), a potajemnie ożenił się z Śarmiszta - i miał z nią trzech synów Druhyu, Anu i Puru. Gdy się o tej zdradzie dowiedziała Devayani - oskarżyła Yayati przed ojcem. Ów zaś przeklął zięcia, aby natychmiast się zestarzał chyba, gdyby który z jego synów starość jego wziął na siebie. - Yayati wezwał synów, pytając, który zgodzi się w mgnieniu oka o 1000 lat postarzeć. Synowie długo milczeli, aż na koniec odezwał się Puru; klątwę ojca wziął na siebie i stał się nagle starcem. To też potomkowie Puru - mieli uzyskać tron, gdy inni synowie na zawsze go utracili. Po 1000 latach Yayati zwrócił synowi swemu Puru młodość i królestwo, sam zaś udał się na puszczę dla umartwień. (Z rodziny Yabu pochodzi półbóg Krszna, który w Mahâ-Bhârata gra wielką rolę. - Od Turvasu pochodzi naród Yavana (Grecy?) - tłum.)

To też za życia jeszcze poszedł do nieba, ale tu okazało się, że była w nim wielka pycha; uważał się bowiem za największego pokutnika na świecie. Za to powtórnie z nieba na ziemię strącony - i nową pokutę czyni: poczem do niebios dopuszczony. W tym rozdziale znajdują się liczne rozważania o wędrówce dusz, o grzechu i cnocie, o karze i nagrodzie za czyny ziemskie; nadto o obowiązkach mnichów (muni).

 

Narodziny Dhrtarasztry i Pandu. Pewien riszi imieniem Mahabisza ujrzał raz w zebraniu bogów Gangę obnażoną; za to bogowie strącili go na ziemię, aby się narodził jako syn Parasary, a również i Ganga miała zejść na ziemię w postaci kobiety. - Parasara (król) udał się do lasu jako pustelnik - gdzie zeszła ku niemu królewna - bogini Ganga i została żoną jego syna Santanu. - Ganga siedmiu swoich synów rzuciła w wodę, ale ósmego ocalono, jest to Bhiszma. Królewicz skutkiem pewnej klątwy nie może się żenić - i sam dla ojca swego sprowadza drugą żonę: Satyavati (matka Vyasy - autora Mahabharaty). - Santanu miał z nią dwóch synów: Czitrangadę i Viczitraviryę. - Biszma ożenił jednego z Ambiką, drugiego z Ambaliką. Ale Czitrangada został przez pewnego Gandharvę zabity, a Viczitravirya umarł wkrótce z suchot. - Ród Puru niejako wymarł.

Wówczas Satyavati wezwała Bhiszmę, aby zastąpił zmarłych braci: ten jednakże, klątwą dotknięty, nie może tego uczynić i przypomina, jak to w dawnych czasach, gdy Parasu-Rama szlachtę wytępił, bramini utrwalili wymierające pokolenia. Radzi tedy, aby Satyavati wezwała syna swego - Vyâsę; ten niechaj prawo dziewierskie (Levirat: w razie śmierci męża - brat jego (żony dziewierz-levir) stawał się jej mężem - tłum.) wykona.

Vyasa tedy połączył się z żonami swych braci. Z Ambiki, która na widok Vyasy zamknęła oczy, narodził się Dritarasztra, niewidomy. Z Ambaliki, która na widok jego zbladła, narodził się Pandu, tj. blady. Wreszcie z jednej niewolnicy Vyasa miał trzeciego syna Vidurę.

Narodziny synów Dhrtarasztry. Dhrtarasztra ożenił się z królewną Gandhari, córką Gandharów. Aby tak samo jak mąż być niewidomą, Gandhari nosiła na oczach czarną przepaskę. - Żona Drtaraszfry po dwóch latach urodziła olbrzymią masę bezkształtnego mięsa. Za poradą Vyasy mięso to rzucono w wodę, gdzie rozpadło się na 101 kawałków, które przez dwa lata przechowywano w garnkach z masłem. W końcu rozwinęło się z nich stu chłopców i jedna dziewczyna. - Najstarszy z chłopców był Duryodhana. - Synowie Dritarasztry, nazywali się od praojca Kuru - Kaurava (Kurawicze).

 

Synowie Pandu. Król ten miał dwie żony: Kunti i Madri. - Kunti, jeszcze przed ślubem, słynęła pod imieniem Prita. Miała ona zaklęcie (mantrę), za pomocą której mogła się łączyć z każdym bogiem. W ten sposób przez boga Suryę miała syna, imieniem Karna. Za ziemskiego ojca służył mu pewien woźnica (Adiratha), ale chłopiec nie wiedział, kto jest jego matką. Wychowywał się on z dziećmi Dhrtarasztry - i z tej nieświadomości wynikły później liczne nieszczęścia.

Pandu zabił raz na polowaniu parę gazel, złączoną w uścisku - i pewien bramin go za to przeklął, aby nie miał dzieci i aby nigdy nie zaznał miłości. - Pandu wówczas udał się na puszczę i trwał w pokucie. - A iż dzieci długi czas nie miał, przeto żony jego - Kunti i Madri za pomocą mantry wezwały bogów, aby im dali dzieci - i bogowie wysłuchali ich zaklęcia.

Kunti miała trzech synów: najstarszy Yudhisztira był synem Yamy czyli Dharmy. Bhimasena, zwany też Bhima - był synem Vayu. Ardżuna wreszcie był synem Indry. - Madri zasię z dwóch Aswinów miała dwóch synów: Sahadevę i Nakulę.

Młodzieńcy ci, będąc synami bogów, byli jednakże dziećmi króla Pandu. A przytem byli wszyscy wcieleniem Indry - pięciokrotnie z Indrą identyczni - i w rzeczy samej identyczni pomiędzy sobą.

Po narodzeniu swoich pięciu synów Pundu sądził, że klątwa minęła - i pragnął się oddać miłości z żoną; ale oto bóg pokarał go śmiercią. Stos mu przygotowano, a żona jego Madri razem z nim na stos weszła i w ogniu spłonęła (Jest to pierwszy opis spalenia się wdowy w poezyi indyjskiej - tłum.).

Kunti zaś z dziećmi powróciła bo Hastinapury. Tu jednakże śród ludu szemrać poczęto, mówiąc, że chłopcy nie są dziećmi Pandu, że są to dzieci niewiadomego dochowku. Wówczas to deszcz kwiatów spadł z nieba na dzieci i zagrzmiała muzyka arf niebieskich, czym bogowie stwierdzili prawość pochodzenia Pandawiczów.

Wychowanie królewiczów oddano w ręce bramina Drony; nadto zaś kierował niemi wuj Bhiszma. - Młodzi królewicze żyli ze sobą w wielkiej niezgodzie; mianowicie Kaurava prześladowali Pandavę; zwłaszcza zaś był złośliwy Duryodhana, o którym już przy urodzeniu istniały wróżby, że cały rób przez niego zginie. Vibura radził go uśmiercić w zarobku, ale Dhrtarasztra nie przystał na to.

Drona - był posiadaczem broni zaklętej i nauczał królewiczów wszelkiej sztuki rycerskiej, gdy Bhiszma wtajemniczał ich w Pismo.

 

Niezgoda królewiczów. Głównym winowajcą walk i niezgody książąt Dhrtarasztrydów i Pandawiczów był najstarszy syn ślepego króla - Duryodhana. Był on zazdrosny zwłaszcza o Bhimasenę, który we wszystkich zabawach dziecinnych zwyciężał Kurawiczów. Z tego powodu Duryodhana raz bał jakąś trutkę Bhimie i strącił go bo wody Gangesu. Bhimę jednak uratował wąż Vasuki, który jad z niego wyssał. Poczem daje mu pić tęgie wino życia. Bhima wypił go ośm konwi i dopiero po ośmiu dniach się przebudził. Kunti wielce była o niego stroskana - to też niemałą odczuła radość po jego powrocie.

 

Ardżuna - wysunął się później na czoło Pandawiczów - i zasłynął jako znakomity łucznik, procarz, potężny we władaniu miecza, i znawca koni. jeden tylko Karna, syn Prity, długi czas mu dorównywał, ale Ardżuna i jego zwyciężył w pojedynczym boju.

Drona był niegdyś w przyjaźni z królem Drupadą; później Drupada go obraził, więc Drona go porzucił, przysięgając zemstę. - Obecnie, gdy edukacya książąt została skończoną, Drona domaga się nagrody: ukarania Drupady. Książęta - pod wodzą Ardżuny - urządzają wyprawę wojenną przeciw Drupadzie, który dostaje się jako jeniec w ręce Drony. Królestwo jego opanowane i na dwie połowy zostaje podzielone: jedną Ardżuna pozostawia Drupadzie, w drugiej osadza na tronie swego mistrza Dronę.

 

Yudhisztira - był najstarszy z książąt Pandava. Był on też najmędrszy z nich i najcnotliwszy, wcielenie samego Dharmy (Prawa). - Gdy Ardżuna Sokoła zdobywa sąsiednie królestwa (Yavanę, Sauvirę i i.), Dhrtarasztra tymczasem, oceniwszy należycie zalety swoich synów i synów swego brata - wybrał Yudhisztirę na yuvaradżę (młodego współdzierżcę korony), czem naród był wielce uradowany. - Jednakże potęga Pandawiczów zaczęła niepokoić Dhrtarasztrę.

 

 

VIII. Dżatu-griha (Dom z laki).

 

Toteż, gdy Duryodhana, niezadowolony z chęci mianowania yuvaradżą Dhrtarasztry, zaczął u ojca przeciw Pandavie intrygi, słaby król zgodził się na złośliwy projekt swych synów. Szło o to, żeby Pandawiczów na pewien czas oddalić, a Duryodhana zamierzał w tym okresie silną armię przygotować. Dhrtarasztra nakazał synom Pandu, aby na parę lat udali się do lasu Varanavata. Duryodhana zaś polecił cieślom zbudować dom z laki, aby go w sposób zdradziecki podpalić wraz z książętami.

Yudhisztira z braćmi postanowili mieszkać w tym domu: nocą podziemne przejście budowali, a we dnie polować dla poznania puszczy. - Po roku Pandava sami podpalają dom - i podziemną drogą uchodzą wszyscy pięciu wraz ze swą matką Kunti, - Wieść o spaleniu domu z laki szybko doszła do Hastinapury, i śród Kauravy uważano, że ich bracia stryjeczni zginęli. Dhrtarasztra nakazał uroczystość pogrzebową.

Tymczasem Kunti z dziećmi szły coraz głębiej w puszcze, aż znużeni spoczęli pod figą. Bhima poszedł po wodę, a gdy powrócił wszystkich zastał pogrążonych w śnie głębokim.

 

 

IX. Hidimba-Vadha (Walka z Hidimbą).

 

Rakszas Hidimba poczuł ludzkie mięso. - Posyła zatem siostrę swoją Hidimbi, by ich ściągnęła do siebie. Wiedźma przybrawszy kształt pięknej dziewczyny, wyruszyła ku ludziom, ale na widok Bhimy wielce się w nimq rozkochała - i odmieniła zamiary. Owszem oświadczyła mu swe uczucia - i powiedziała, co jej brat nakazał. Olbrzym, widząc przyjazną rozmowę siostry z człowiekiem grozić zaczął śmiercią i ludziom i jej samej. Wreszcie po długim sporze rozpoczął walkę z Bhimą. W tym czasie przebudzili się uśpieni i Hidimbi rzecz im powiedziała. Złośliwy Hidimb (W wierszu brata zowiemy: Hidimb, siostrą Hidimba - tłum.) zginął w tem starciu, ale Bhima i kobietę chce zabić. Ostatecznie prośbom Bhima ulega i żeni się z tą istotą. - Kiedy się im narodził syn, Bhima kobietę pożegnał i w dalszą drogę wyruszył z braćmi i matką. Poszli do miasta Ekaczakry.

 

WALKA Z CZARTEM.

 

I.

 

Utrudzona tą pielgrzymką, wyczerpana od pragnienia,

Do swych synów rzecze Kunti, macierz Pandów pokolenia:

- Wyczerpana od pragnienia, schnę - goreję! Dajcie wody!

Gdy usłyszy skargę matki, poruszony Bhima młody,

Ze współczuciem śledzi wkoło, czyli znajdzie gdzie krynicę,

Aż ci ujrzą po wędrówce dzikiej puszczy okolicę.

Tam ciernista rosła figa, co rozkoszą cię napawa.

Razem z matką w cieniu figi zatrzymali się Pandava.

- Woda będzie wnet! Bhim rzecze - wy spocznijcie, duch mój spieszy!

Oto słychać klucz żurawi, jak się wodą świeżą cieszy.

Pewnie tutaj gdzie w pobliżu jakie czyste jest jezioro -

- Idź - tak rzecze Yudisztira - idź, skąd ludzie wodę biorą.

Spiesznie Bhima rusza w drogę nad jezioro, gdzie żurawie;

A gdy wody tam zaczerpnął - i wykąpał się we stawie -

Do swej matki i do braci spieszy, wody dzbanek niesie

I powraca do rodziny - pod figowiec w czarnym lesie.

Tutaj smutek i tęsknota rozdzierają Bhimie łono:

Widzi braci snem ujętych, matkę we śnie pogrążoną.

Żal mu serce żre gorący, skarga duszę mu przenika.

- Jest-że większy ból na ziemi, większy ból dla śmiertelnika?

Tu uśpioną widzę macierz oraz brata koło brata;

Ci, co niegdyś w swych namiotach, w puszczy tam Varanavata -

Słodko spali jak na puchu - leżą dziś na gołej ziemi.

Ona - siostra Vasudevy, strojna szaty królewskiemi,

Ona, Kunti - córka króla, pełna czarów niepodobnych,

Godna zamków marmurowych, manel złotych, szat ozdobnych,

Musi spać na gołej ziemi, chociaż tron się jej należy!

Cóż gorszego w życiu ujrzę, cóż boleśniej mnie uderzy,

Jak ten widok monarszego lwa, co w puszczy śpi tu dzikiej

I Ardżuny promiennego tam! łucznika nad łuczniki.

I bliźniaki dwaj - obliczem piękni - niby dwa Aswiny.

Spoczywają tu na ziemi, jak nikczemne sudrów syny!

Umęczeni śpią w spokoju pod tą figi czarną gęstwą -

Nieświadomi, niepamiętni na tych puszcz niebezpieczeństwo.

Mówił tak wielkoramienny, gniewem cały wskroś dyszący!

Dłonią w dłoń potężnie walił, westchnieniami gorejący.

Żal rozpalał jego duszę, niby ognia krwawa łuna,

Kiedy ujrzał, jak śpi Kunti, Yudisztira i Ardżuna.

Ci bez troski tam leżeli, niby urodzeni w puszczy:

- Tu w pobliżu - mówi Bhima od nieznanych wrogów,tłuszczy

Ja ich czujnie bronić będę: gdy tu śpią ci wędrownicy!

Rzecz takową postanowił Bhim - i stanie na strażnicy.

 

II.

 

Gdy zaś owi drzemią w lesie - stał tam ludzi wróg zażarty,

Rakszas Hidimb, co na śpiących - patrzył o pień drzewa wsparty.

Ludożerca bezlitosny, mocy strasznej - ciemnoskóry -

Jak jesienny wielki obłok, tak ohydny i ponury.

Zęby szczerzył jak kły wilcze, bo go długie dręczą głody.

Włos czerwony miał na głowie i czerwone kudły brody.

Grzbiet miał wielki, długie uszy, głodny był Pandusów ciała;

Bezforemna, krwawooka bestia groźna i zuchwała,

Gdy mu ludzkie mięso pachnie, tak do siostry swej powiada:

- Długo brakło mi tej strawy, którą rakszas chciwie jada.

Więc w ich ciałach się wytarzam, poczem będę żreć ich bryły -

Połknę mięso ich ze szczętem - i wysączę krwi ich żyły.

Ciepłą krew ich chłeptać będę, pełną miarą - źródło siły!

Zbadaj, siostro, co za jedni, bo już chciałbym mieć ich w łapach:

Silnie działa na me nozdrza - rozpiera mię ludzki zapach.

Zabij mi tych wszystkich ludzi - ściągnij tutaj mi ich ciało.

Tych, co w naszym śpią tu lesie - mówię-ć, siostro, zabij śmiało.

 

Hidimba.

 

Gdy te ciała porąbiemy - jako prawy ludożerca,

Dasz mi dział mój! Żreć je będziem. Spełnią wolę twego serca.

A gdy mięso ich pożremy - i gdy głód się nasz uśmierzy -

Zatańczymy krąg wesoły - w takt na leśnej tu trzebieży.

Gdy Hidimba usłyszała, co jej Hidimb rzekł poczwarny,

Spiesznie idzie w cienie figi, spełnić rozkaz jego czarny.

Spiesznie idzie w cienie figi, gdzie usnęli Pandawicze:

Razem z niemi ujrzy również Kunti, matki ich oblicze.

Spali wszyscy. Tylko jeden czuwał przy nich mężny Bhima,

Gdy ujrzała wiedźma Bhima, potężnego, jak olbrzyma;

Niepojęty żar miłości ją rozpalił doń płomienny.

 

Hidimba.

 

Ciemnowłosy ten, promienny rycerz-lew wielkoramienny,

Pięknobrody, pięknooki mężem będzie mi - zaiste!

Co mi kazał brat uczynić, rozkazanie to nieczyste!

Miłość męża jest potężna, większa niźli miłość brata.

Chwilę potrwa moja rozkosz, gdy ich zgładzą z tego świata,

A gdy ich nie zgładzę z świata, rozkosz mam na długie lata.

Więc przybiera kształt człowieczy, samej sobie niepodobny.

Czarujący i prześwietny - i słonecznie przeozdobny.

I tak staje przed mocarzem promienista i wytworna -

Niebiańskiemi strojna szaty - i wstydliwa i pokorna.

I z uśmiechem tak powiada panna, cudna na obliczu:

- Kto ty jesteś ? skąd ty jesteś, mów, o piękny królewiczu ?

Kto są ci, co śpią tu w koło ludzie formy na pół boskiej?

Śpią tu niby w domu własnym - tak spokojnie i bez troski,

Niestrwożeni, pełni męstwa śpią tu w głębi ciemnych lasów:

Gdzie dokoła tłum upiorów i złośliwa czerń rakszasów.

Jest tu rakszas ludożerca - Hidimb - takci go ochrzczono,

Brat mój; on tu mię przysyła - mnie bezwstydny zawstydzoną.

On by pragnął się nasycić braci twoich mięsem krasnym,

Lecz, gdym ciebie zobaczyła - podobnego bogom jasnym,

Męża nie chcę już innego - kocham ciebie, czczę i lubię.

Toż, gdy o tem wiesz, rycerzu, pomyśl więc o rychłym ślubie.

Tęskni duch mój, tęskni ciało - miły, cześć mą uczcij zatem!

Ja ocalę cię, rycerzu, przed złowrogim moim bratem.

Na wyżynach mieszkać będziem, mężem moim bądź, sokole!

Ja w powietrzu latać umiem, gdy natężę swoją wolę!

Rozkosz czerpaj niewymowną - tu i tam - złączony ze mną:

Teraz mów, lotosooki, czy ci mowa ma przyjemną?

 

Bhima.

 

Matkę, braci starszych, młodszych, tych rycerzy wszystkich świetnych,

Mów, opuścić czyliż mogę? Któż to zrobi ze szlachetnych ?

Zali człowiek mnie podobny matkę, braci swych porzuci,

Zostawiwszy ich czartowi, sam zaś pójdzie szlakiem chuci?

 

Hidimba.

 

Obudź śpiących, bohaterze, spełnij wolę swego serca.

Ja ocalę was od brata: zginie groźny ludożerca.

 

Bhima.

 

Tych, co tutaj śpią spokojnie pod zielonej figi dachem -

Mamże budzić ich na próżno, przepełniony dyabła strachem ?

O trwożliwa, niema tworu, który moją moc wytrzyma:

Nigandharwów - yakszów - ludzi nie przerazi ci się Bhima.

Idź lub zostań, czarnooka, czyń jak zechcesz, jasnoszata,

Lecz mi przyślij, o wysmukła, krwiożerczego swego brata.

 

III.

 

Długo czekał swojej siostry, książę biesów, Hidimb krwawy.

Więc opuszcza swoje miejsce, idąc tam, gdzie są Pandawy.

Szedł potężny, ogniooki, miał czerwony włos rozwiany.

Tak burzliwe mkną obłoki - skroś ponurych nieb tumany.

A gdy ujrzy go Hidimba - idącego tu olbrzyma -

Co jak wicher groźnie kroczy, tak zawoła wnet do Bhima.

- Patrz - już idzie bezlitośny - ludożerca dziko gniewny.

Czyń, co mówię! Zbudź rodzeństwo, bowiem los wasz jest niepewny.

Ja zaś latam wedle woli - siły mam niewyczerpane.

Na grzbiet wejdź mi - w wyż ulecę - i na szczytach nieba stanę.

Braci swoich oraz matkę ze snu zbudź, o bohaterze -

Wszystkich na kark swój pomieszczę i uniosę po eterze.

 

Bhima.

 

Nie poradzi, nie wydoli przeciw mojej sile mocy!

Ja go wrychle zgładzę, ujrzysz: legnie w mroku wiecznej nocy.

Ten ci rakszas bojaźliwy, strzymać ręki mej nie zdoła:

Ani żaden olbrzym świata, ani żaden mocarz zgoła.

Spójrz na prężne te ramiona - na te bary lwie, te dłonie -

Na te uda jak maczugi, na żelazo to w mem łonie.

Taką, pojmij, moc posiada tylko Indra, pan wszechrzeczy.

Nie lekceważ mnie, o piękna, żem w postaci jest człowieczej.

 

Hidimba.

 

Królewiczu, bogom równy - nie, ja cię nie lekceważę:

Lecz od ludzi potężniejsze są rakszasy, puszcz mocarze.

Gdy z Hidimba pięknobiodrą tak rozmawiał Bhim Pandava:

Olbrzym słyszy jego słowa i jak wicher zły się stawa.

A gdy siostrę swą obaczy, w ludzki kształt przyobleczoną,

Z twarzą niby księżyc jasny, z głową kwieciem umajoną

I mającą piękne włosy, piękne usta, brwi, źrenice -

Skórę lśniącą i paznokcie, z złotych kół naramiennice;

Suknię jasną barwy złotej, i ozdoby - i klejnoty -

I że ufnie koło Bhima swoją dłoń na sercu trzyma:

Przeczuł, że tu bruździ Karna (Karna - amor - bóg miłości - tłum.) i zaryczał gniewem ostrym -

I jak burza gromko woła do swej zawstydzonej siostry.

I szeroko rozwarł oczy - i do tej, co kształt swój krasi

W promienisty zwid uroczy - rzecze rakszas do rakszasi:

- Kto jest ten, co dręczonemu głodem - opór mi tu stawia.

Czyż, Hidimbo, gniewu mego, dusza twa się nie obawia ?

Biada ci, bezecna wozgro, co mi sprawiasz mękę głodu.

Tyś jest hańbą rodu ojców, hańbą tyś rakszasów rodu.

Ale tych, coś ty zjednała, budząc gniew mój przeciw sobie:

Wymorduję w okamgnieniu - i ty sama legniesz w grobie.

Mówił tak czerwonooki groźny Hidimb do Hidemby -

I ponuro szczęką zgrzytał i zębami bił o zęby.

 

IV.

 

Bhimasena, widząc czarta, jak się zbliża do ich koła,

Pełny gniewu na swą siostrę, tak ze śmiechem nań zawoła.

- Hej-że, biesie, tych co słodko śpią tu - niechaj nikt nie budzi!

Na mnie, nocny ty włóczęgo, na mnie uderz, wrogu ludzi.

Na mnie uderz! Siostry swojej nie zabijaj, wilkołaku!

Toż nie ciebie miała w braku, lecz innego miała w braku.

Nie jest to jej wola własna, że ją miłość ku mnie skłania.

Tak Ananga (Ananga - bóg miłości - tłum.) chciał potężny, który na wskroś nas pochłania

Twoja siostra, o piekielny, hańbo rodu wszech rakszasów,

Na twój rozkaz tu przybyła i ujrzała mnie śród lasów.

Pokochała mnie, trwożliwa; ona rodu wam nie kala.

Karny wola! nie, na siostrę niech twój gniew się nie zapala.

Do mnie pójdź, o pójdź, nikczemny, nie zabijaj płci niewieściej!

Ze mną wystąp tu do boju - sam na sam - ty psie bez cześci.

Dzisiaj jeszcze poślę ciebie - do pomrocznych krain Yamy:

Łeb ci zwali się z kadłuba, rozmiażdżony na ułamy.

Niby słoń cię zdepczę łapą - i na ziemię cię powalę!

Jeszcze dziś cię pożrą kruki, krwawe sępy i szakale.

 Żreć też będą cię z rozkoszą, gdy cię złamię w rychłej walce.

Wnet też w całej okolicy ród wytępię wasz, padalce!

Tam, gdzieś długo krążył władny, pożerając ludzkie ciało,

Ujrzy siostra twa zagładę nad tą rasą waszą całą!

Jako góra wali górę, jako lew na słonia wpada -

Tak ja rzucę się na ciebie - srom ci wieczny i zagłada!

Wyzwolony człowiek w lesie - paść tu będzie swoje stada.

 

Hidimb.

 

Po co próżne te przechwałki i ta cała gadanina ?

Jeśliś mocen - stań do walki, niechaj twoja moc zaczyna.

Chwalisz siebie, żeś jest siłacz, niezwalczony i wytrawny -

Ale w boju ze mną poznasz - kto jest w mocy bardziej sprawny.

Tych uśpionych nie przebudzę, niechaj sobie śpią w spokoju -

Ciebie naprzód, nikły tworze, unicestwię w krwawym boju.

Gdy ty zginiesz, ci co śpią tu - pójdą na śmierć i zagładę.

Potem zasię ta nikczemna śmiercią padnie za swą zdradę.

Tak ci ryczał ów krwiożerczy bies i w górę wznosi ramię

I tak runie wprost na Bhimę, który wrogów mężnie łamie.

Alić naraz Bhim potężny chwyci ramię to do góry -

I tak ściśnie niby kleszczem, aż się ugiął ciemnoskóry.

Tak go ujął i tak wlecze, choć mu ów oporem stanie -

Lecz na osiem strzałów z łuku wlecze go, niby lew łanię.

Nagle rakszas wściekły z gniewu, że się zgiął pod wojownikiem -

Sam w ramiona chwyci Bhimę i zaryczy wielkim rykiem.

Ale znów go Bhim powali - z mocą moc a siła z siłą.

- Milczeć! woła Bhim - tu drzemią bracia moi z matką miłą.

Znów się rzucą na się wzajem obaj - niby wielkoludy -

Rakszas Hidimb i Pandava straszne męstwa czyniąc cudy.

Drzewa w okrąg połamali, aż się pęki sypią kwietnie,

Jak dwa słonie walczą pijane, silne, sześćdziesięcioletnie.

Od tej wrzawy naraz Kunti się zbudziła i książęta -

Przy nich zaś Hidimba stała, jasną szatą owinięta.

Gdy ujrzeli piękną postać nieznajomej przebudzeni,

Lwy książęce z dobrą Kunti - patrzą: nimfa czyli ksieni ?

Widząc piękną tę Hidimbę Kunti, zacna białogłowa,

W miły uśmiech składa usta i wyrzecze takie słowa.

- Czyjaś jest i kto ty jesteś, piękna równie z zorzą ranną -

I dlaczego tu przybywasz, mów nam, o nieznana panno!

Czyś ty jest tych puszcz boginka - czy Apsara - czy Kinnari ?

To nam wszystko mów, o piękna, wedle prawdy, wedle wiary!

 

Hidimba.

 

Bór ten wokół, który zda się czarnej chmury burzą ciemną -

Zamieszkuje, wiedz, o pani, rakszas Hidimb razem ze mną.

Ja zaś jestem jego siostra, chociaż mi to wyznać smutnie:

Brat mię przysłał tutaj do was, bym ubiła was okrutnie.

Więc na rozkaz mego brata - z temi przyszłam tu zamiary,

Lecz gdy ujrzę postać Bhima - miłość czyni ze mną czary.

Że zaś wszystko na tej ziemi, krąży tak jak żąda Karna,

Więc gdy ujrzę twego syna, pokochałam go ja sama.

Za małżonka go wybrałam, bohatera twego syna -

Chciałam wnet nasycić żądzę, lecz on was nie zapomina.

Długo próżno gdy mnie czekał, Hidimb w końcu tu przyleci,

Aby sam mógł pomordować, dobra matko, twoje dzieci.

Ale tu mój narzeczony, syn twój srodze go posiecze,

Miażdży go mocarną ręką, gwałtownika w dal powlecze.

Jak ścierają się mocarze, jak jednego drugi łamie;

Jak znużeni są już bojem, patrz: tam walczą ramię w ramię.

Gdy usłyszy te jej słowa, Yudhisztira wstał z pod drzewa -

I Ardżuna i Nakula i przebiegły Sahadeva.

I ujrzeli bohaterów jako z jednym walczy drugi -

Dwa olbrzymy - lwy drapieżne z ramionami jak maczugi.

Już ów tego - ten owego - chwyci w górę pełny siły.

Pole zda się ciemną chmurą, w koło czarne krążą pyły.

Kurz okrywa bojowników, co się wnet na szczęt rozniosą

- Świecą zaś niby dwie skały, operlone srebrną rosą.

A gdy widzi, że na chwilę Bhimę rakszas ów przeważa,

Oto Ardżun go zagrzewa i podsyca moc mocarza.

 

Ardżuna.

 

Nie rozpaczaj, wielkoręki, my dopomóc ci gotowi -

Wypoczęci, nieznużeni - pójdziem przeciw rakszasowi.

Ja tu stoję, miły bracie, ja powalę go jak drzewo.

Potem matki bronić będzie brat Nakula z Sahadevą.

 

Bhima.

 

Patrzyć możesz, siedząc z dala! Za mnie nie trwoż się dla czarta.

Z moich ramion już nie ujdzie ta poczwara wskróś rozdarta.

 

Ardżuna.

 

Śpiesz z nim! dopędź go do kresu - hej! śmierć zadaj temu biesu!

My pomożem ci! Z tych progów precz wnet pójdziem, klęsko wrogów!

A gdy dzień przeminie jasny, o godzinie zmroku szarej -

Toć rakszasów moc urasta do ogromnej zwykle miary.

Nie trać czasu, bracie Bhimo! przede zmrokiem złam demona.

Siły wszystkie zbierz, witeziu, nim on czarem cię pokona.

Bhim gdy słyszy takie słowa, zapłomieniał mową brata.

I jak wicher stał się czarny w dniu zagłady wielkiej świata;

Chmurobarwne ciało biesa, twardemi swych rąk żelazy -

W górę porwał Bhim potężny, wstrząsając nim ze sto razy.

 

Bhima.

 

Próżno ludzkiem żyłeś mięsem, próżno byłeś pełen zbrodni.

Smierć! to jedno ciebie czeka - zginiesz zaraz, jak niegodni.

 

Ardżuna.

 

Gdy ci trudnym bój się stanie z tym rakszasem, krzyknij jeno.

Ja wspomogę ciebie, bracie, radę sobie dam z hieną!

Albo sam ja go zniweczę, pozwól, miły Vrkodaro (Vrkodara - drugie imię Bhimy (Bhimaseny) - tłum.);

Gdyś znużony walką, spocznij, ja uporam się z poczwarą.

Gdy usłyszy Bhim tę mowę, skrzepił ramię swe mocarne

I na ziemię zwalił biesa, co jak bydlę padł ofiarne.

Tak zmiażdżony dłonią Bhimy, Hidimb zwalił się jak dąb -

Z rykiem padł, a ryk szedł echem w puszczę niby huk stu trąb.

Teraz w dłonie trupa chwyci niezwalczony Bhim Pandawa.

I na dwoje go rozsieka i tak wobec braci stawa.

Ci sławili męstwo brata, który walczył jako lew!

 

 

X. Baka-Vadha (Walka z Baką).

 

Pandava żyją jako pustelnicy u pewnego bramina. Bramin lamentuje. Bhima pyta bramina o powód tego lamentu. Bramin rzecz objaśnia. Jest tu w okolicy rakszas Baka, który co dzień pożera stóg ryżu, jednego bawołu i jednego człowieka. Król jest wobec niego bezsilny. - Dziś na mnie przyszła kolej! Ja mu wyznaczony jestem na pożarcie: ofiary żony ani dzieci przyjąć nie mogę.

 

LAMENT BRAMINA.

 

I.

Gdy szlachetne Pandawy w leśnej samotni za miastem

Przebywali ukryci, minęło czasu nie mało. 

Raz królewicze wygnańcy wyszli, by zbierać jałmużnę..

Bhima jeden pozostał w chacie, śród puszczy, wraz z matką.

Naraz Kunti usłyszy w domu bramina tuż obok,

Jęk i lament okropny, rozdzierający do trzewia.

Kunti nie mogła wytrzymać już owych skarg i lamentu,

Więc poruszona współczuciem, politowaniem serdecznem,

W duchu wstrząśniona do głębi, szlachetna matka Pandawy,

Do syna swego, czcigodna, słowo powiada wzruszone:

- Synu mój, w szczęściu i ciszy żyjem tu w domu bramina,.

Wolni od Duryodhany, bez troski, gościnnie przyjęci.

Zawsze też myślę o tem, jak braminowi odpłacić,

Jaką im oddać przysługę, dla gospodarza przyjemną.

Prawy człowiek, zaiste, nie zapomina usługi

I co mu inny uczyni, toć on mu zwraca podwójnie.

Przeto złagodzić bym chciała ból, co dolega mu teraz.

W tej mu żałości dopomóc, za przyjaźń mu się wywdzięczyć.

 

Bhima.

 

Tedy poznajmy istotę łez jego, i skąd pochodzą?

Toż postanowię, chociażbym rzecz miał uczynić najcięższą.

A gdy tak mówią, powtóre głos usłyszeli bramina,

Zbolałego kapłana, a żona mu towarzyszyła.

Do środka chaty więc idzie wielkodusznego bramina

Kunti, a spieszy tak właśnie jak krowa za krzykiem cielęcia.

W izbie tam ujrzy bramina wraz z jego żoną i synem,

Oraz i córkę w pobliżu z głową ku ziemi schyloną.

 

Bramin.

 

Klątwa pełnemu cierpienia życiu, gdzie wszystko nietrwałe!

Życie - to źródło boleści, od wszystkich mroków zależne.

Cierpienie z życiem się wiąże, życie - to wieczne cierpienie.

Kto żyw, ten wciąż znosi klęski, skądkolwiek na niego spadają.

Bo jedna dusza ma służyć Prawu - i Dobru - Żądzy

(W oryginale wiersz ten brzmi: atma hy'eko hi dharmarthai

kamam cza sa niśevate to znaczy: dusza jedna służy trzem potęgom,

które są: dharma, artha, kama. Dharma - prawo,

mądrość, obowiązek, cnota, religia; artha - dobro, interes, zysk,

bogactwo; kama - żądza cielesna, miłość, namiętność.

Człowiek jest jednocześnie pod władzą tych trzech potęg,

a różnoraka ich kombinacya stanowi o jego wartości, szczęściu i kierunku życia - tłum.)

Zrzec się jednego z tych trojga jest niewymownem cierpieniem.

Niektórzy za dobro najwyższe czczą wyzwolenie, lecz błądzą.

Zasię na żądzy bogactwa całe się piekło opiera.

Tęsknić za dobrem to męka, większa zaś - dobro uzyskać.

Bowiem, gdyś dobro uzyskał, dobro przestaje być dobrem.

Kto żądzę oparł o dobro, temu rozłąka jest bólem.

Żadnego środka nie widzę, coby mię zbawił od nędzy,

Coby mej żonie i córce ze synem wraz dał ocalenie.

Niegdyś mówiłem do ciebie, pamiętasz, bramini szlachetna:

"Tam, gdzie jest szczęście, tam idźmy! lecz tyś mnie słuchać nie chciała

Tu się rodziłam, tu wzrosłam, tu żyją moi rodzice"

Taką mi dałaś odpowiedź, o nierozważna, gdym błagał.

Ale twój ojciec do nieba już odszedł, a za nim twa matka,

Oraz i krewni za nimi, jakaż ci radość tu mieszkać?

Nazbyt kochałaś swych krewnych i nie posłuchałaś słów moich.

Oto krewni pomarli, nad czem ja sam też płakałem!

Dziś moja własna śmierć blisko, bo żadną miarą nie mogę

Kogoś z was ofiarować, by żyć nikczemnie samemu.

Ciebie pobożnie myślącej, która mi jesteś jak matka.

Ciebie od bogów wybranej, coś mi najwyższem jest dobrem,

Którą mi niegdyś twój rodzic za towarzyszkę dał wierną,

Którą, jak pismo nam każe, wybrałem i poślubiłem.

Szlachetna i obyczajna, ty rodzicielko mych dzieci,

Ciebie, o dobra, bezgrzeszna mamże dla życia własnego

Mamże cię oddać śmierci, o wierna, oddana niewiasto ?

Lecz jakże mógłbym ja syna oddać na żer, ofiarować,

W młodzieńczych oddać go latach, toć jeszcze dziecko jest małe!

Tę zaś, co wielki mi Brahma stworzył na jutro dla męża;

Co mnie i dziadom stanowi możność licznego potomstwa;

Tę, com wychował troskliwie w pokorze, mądrości i cnocie,

Tę córę mą ukochaną mamże sromotnie opuścić?

Jedni tak mówią, że ojciec więcej miłuje syna,

Drudzy: że więcej córkę. Ja równo kocham oboje.

Córki mojej bezgrzesznej, ach, jakże wyrzec się mogę ?

Gdy się zaś sam ofiaruję, to dla nich droga do grobu.

Bo opuszczone prze zemnie żyć nie wydoła to troje!

A jedno z trojga poświęcić, mędrzec to hańbą nazowie.

W nędzę popadłem okropną, ach, nie uniknę nieszczęścia !

O rozpaczy! gdzież znajdę wraz z mą rodziną ucieczkę?

Lepiej umrzyjmy razem, bo życia tak już nie wytrzymam!

 

II.

 

Braminka.

 

Nie powinieneś tak jęczeć, niby człek nisko zrodzony.

Nie czas zaiste na skargi, ty o tem wiesz, o rozumny!

Los nieuchronny tak każe, że ludzie muszą umierać.

Ale co jest nieuchronne, na to nie można się skarżyć.

I żony i córki i syna dla szczęścia pożąda śmiertelnik.

Przeto, powstrzymaj swą rozpacz, ja sama tam pójdę, o mędrcze!

Toż obowiązek najwyższy małżonki, a wieczny na ziemi,

By ofiarować swe życie, gdy męża los tego wymaga.

Tak ci mój czyn wykonany stanowi twe wyzwolenie.

Wiekuiście trwa w niebie, chwałę na ziemi przynosi.

Wzniosły to obowiązek, który ci chcę uświadomić.

Twoje to artha i dharma, tak zaspakajasz oboje.

Czego zaś mąż chce od żony, toś już ode mnie uzyskał.

Syna ci dałam i córkę, tak ci swój dług wypłaciłam.

Ale nie zdołam, o panie, ani ich karmić ni bronić!

Twej pozbawiona opieki, o władco dóbr moich i życia,

Jakże utrzymam te dzieci, jak samą siebie utrzymam ?

Wdowa, bez męża, bezbronna, z niedorosłemi dzieciny,

Mogęż je karmić i żywić i z drogi cnoty nie zboczyć?

A kiedy mocni i dumni będą pożądać twej córy,

Nic nie lękając się ciebie: mów, jakże będę jej bronić?

Jak ptaki rzucają się chciwie na ziarno, co leży na drodze:

Tak się zbliżają mężczyźni do wdowy, co żyje samotna.

Gdy mnie jednakże bezczelni swemi pochlebstwy otoczą,

Mogęż na drodze stać cnoty, co pożądaniem jest dobrych?

Córa jedyna twych ojców, ta jasna dziewica bez grzechu

Czyli na drodze tej wytrwa niepokalana i czysta?

Mogęż tej pannie bezbronnej dać pożądane te cnoty?

Od niebezpieczeństw ją bronić, jak ty byś to czynił, o panie!

Oni zaś, ci niegodziwcy na twoją córkę bezbronną,

Nastawać będą łakomie, na moje słowa nie bacząc;

A gdy ja sama jej nie dam, pomna twych cnót i nauki,

Oni ją porwą przemocą, jak żuraw jadło ofiarne.

A gdy się syn twój wyrodzi i, niepodobny do ciebie,

W złej mocy będzie miał siostrę, com ją na świat ten wydała:

Toż w hańbie żyć będę sama, i samej sobie już obca.

Ludzie drwić będą ze mnie, i umrę od wstydu i żalu.

A gdy ja zginę, toż dzieci bez twej opieki i mojej

Sponiewierają się, zemrą jak ryba, z wody wyjęta.

Niewątpliwa zaiste jest owa zguba nas trojga,

Gdy osierocisz nas, panie, a przeto nas nie opuszczaj.

Szczęściem najwyższem kobiety jest przed małżonkiem iść w niebo,

Gdy porodziła dziatwę: tak nauczają nas księgi.

Mogę się wyrzec syna, mogę się wyrzec i córki,

Mogę się wyrzec i krewnych dla ciebie i życia wiecznego.

Niźli ofiara z pokutą, niżeli dary pobożne,

Wyższą jest troską małżonki, szczęście i dobro jej męża.

To, co ja czynić zamierzam jest obowiązkiem najwyższym.

Dobra życzenie przyspieszyć, to rodu mojego jest dobre.

Dzieci pożądasz, bogactwa oraz przyjaciół, tak mówią,

Dla ochrony od złego, dlategoż się pragnie i żony.

Lecz cała rodu istota, i utrwalenie też rodu

Niczem się zda wobec atmy (Jaźń wewnętrzna istoty ludzkiej,

dusza osobista jako cząstka Duszy powszechnej,

razem mikrokosmos i makrokosmos psychiczny - tłum.): tak nauczają nas księgi.

Pozwól mym obowiązkom zadość uczynić, o panie,

Ocal siebie prze zemnie i dzieci moje zachowaj.

Szczędzić należy niewiastę, tak ci nas prawo naucza.

I rakszas także zna prawo, więc rakszas mię nie zabije.

Śmierć mężczyzny jest pewna, śmierć zaś kobiety wątpliwa.

Przeto winieneś, braminie, wysłać mię tam, do rakszasa.

Dość miałam w życiu radości, spełniłam swe powołanie.

Dzieci mam z twego nasienia, a więc mię śmierć nie przeraża.

Dzieci mam, stara już jestem, i pragnę służyć ci wiernie.

Wszystko to w duchu zważywszy, postanowienie zrobiłam.

Gdy się poświęcę, bez trudu ty inną znajdziesz kobietę.

Tak obowiązek swój spełnisz, jako przystało, o riszi.

Nie jest to grzech dla mężczyzny liczne zaślubiać kobiety.

Wielce zaś grzeszy niewiasta, co za mąż powtórnie wychodzi.

Rozważ to wszystko, i grzech ten: iść samowolnie ku śmierci.

Rychło też ocal siebie i ród twój i dzieci tych dwoje.

Słysząc tę żony przemowę, mąż ją przycisnął do piersi

I łzy wylewał gorące, bardzo z nią razem wzruszony.

 

III.

 

Gdy w onym domu żałobnym taka się toczy rozmowa,

Pełna zadumy posępnej, naraz odezwie się córka.

- Cóż was tak srodze zasmuca, że jak sieroty płaczecie?

Moich też słów posłuchajcie, a pobłażliwi mi bądźcie.

Mnie odmawiacie tej chwały, nie masz tu wątpliwości.

Wyrzeczcie się wyrzeczalnego: tak ocalicie się wszyscy.

Toż poco pragnie się dzieci? Ocala nas, tak się powiada. 

Czas taki właśnie nadchodzi: ocalcie się za mą przyczyną.

Niech syn tu czyni obiaty, albo niech tam je odprawia:

Zawszeć jest syn ofiarnikiem, a przeto go mądrzeć zwie synem.

Toż córczynego zbawienia żądają też nieraz pradziady.

Tak ja dzisiaj uczynię, ojca ratując od śmierci.

Brat pacholęciem jest jeszcze: gdy ojciec do nieba odejdzie,

Chłopiec ten zgoła przepadnie, to niewątpliwa jest prawda.

Gdyby zaś poszedł do nieba on, co się po mnie narodził,

Ginie praojców ofiara, i ginie ród cały do szczętu.

Pozbawiona zaś ojca zarówno jak matki i brata,

Najboleśniej zraniona umrę, do łez nienawykła.

Gdy jednak sam się ocalasz, brat żyć będzie i matka,

Syn jest atma (tj. ma swoją duszę własną, gdy kobieta ma tylko duszę,

jakby odbitą od duszy męskiej - tłum.) , małżonka jest przyjaciółką, a córka -

Cierpieniem; z cierpienia się wyzwól i podług prawa czyń ze mną.

Jużci bezdomna sierota, tu się i tam błąkająca,

Zginę niechybnie, o mistrzu, gdy ciebie na ziemi nie stanie.

Gdy jednak ród ten ocalę, gdy go wyzwolę od zguby,

Będę zbierała owoce, skoro wypełnię swoje dzieło.

Lecz gdy ty sam idziesz na śmierć, mnie opuszczając, o święty,

W rozpacz się gorzką pogrążę, od czego broń mnie, o panie.

Dla mnie to samej, o mistrzu, dla mego rodu, dla cnoty

Wyrzecz się wyrzeczalnego: życie zachowaj dla wszystkich.

Spełń ten czyn nieuchronny i czasu nie trać, tak proszę.

Jest-li większy ból dla nas, niż gdybyś odszedł do nieba,

A my o chleby żebrali, jako psy błądząc dokoła.

Toż gdyś przeze mnie ocalon, wraz ocaleni są wszyscy.

Ja nieśmiertelnym dorównam, pełna radości i szczęścia.

A zaś bogowie i pitri (Pitri - duchy ojców - tłum.) też się ucieszą tym czynem,

Mając twoje obiaty, co im zbawienie przynoszą.

Tak się skarżyli kolejno i razem gorzko płakali,

Ojciec i matka wzruszona, i córka z nimi płakała.

Widząc, jako ci płaczą, przemówił też i chłopczyna;

Oczy szeroko rozwarłszy, takie szczebiotał wyrazy.

- Nie płaczcie, ojcze i matko, nie płacz, o siostro kochana!

I uśmiechnięty obchodzi całą rodzinę dokoła,

I oto, słomkę podnosząc, tak opowiada z zapałem:

- Nie płaczcie! Tem ja zabiję tego brzydkiego olbrzyma!

Chociaż gorzką słuchacze byli przejęci rozpaczą,

Przecież na szczebiot dziecięcy przez chwilę się słodko uśmiechną.

 

Gdy się o sprawie dowiedział Bhima, za poradą matki oraz Yudiszriry wyruszył przeciw Bace. Ostatecznie Baka w pojedynku tym zginął. Bhima zakazał ludożerstwa pozostałym rakszasom. - Ludzie przychodzili z miasta oglądać potwornego trupa, ale nie wiedzieli kto go zabił, ile że bracia Pandava ukrywali swe imię i pobyt swój w puszczy.

 

 

XI. Czitraratha.

 

Pewien bramin przybywa do siedziby Pandawiczów i opowiada im o dzieciach króla Drupady. Ma on syna imieniem Drsztadyumnę oraz córkę niezmiernej piękności imieniem Krsznaa, zwaną też po ojcu Draupadi. - Królewna jest w latach ślubnych - i niedługo mają się odbyć jej zwoliny czyli svayamvara (samowybór męża). - Książęta postanowili udać się na tę uroczystość. - Po drodze spotkali się oni z gandharvą imieniem Czitraratha, który się początkowo wrogo względem nich zachował, ale potem się z nimi pogodził i zawarł przymierze. Naucza on ich znaczenia kapłaństwa i doradza im, aby wzięli kapłana domowego (purohitę), przyczem im wskazuje niejakiego Dhaumyę, jako bardzo właściwego na ten urząd.

Czitraratha opowiada młodzieńcom liczne historye, dowodzące potęgi braminów (dzieje Viśvamitry, Kalmasapady, Aurvy).

 

 

 

XII. Svayamvara (Wybór męża).

 

Pandawicze udają się w sąsiedztwo stolicy Drupadów i tu w chacie pewnego garncarza żyją jako bramini-pustelnicy. Urządzono wielką arenę dla zalotników. Drsztadyumna - brat panny młodej - ogłasza, że ten uzyska dziewicę, kto zegnie potężny łuk i pięciu strzałami trafi do celu. Da zwoliny przybyli wszyscy Kurawicze, ród Vrszni, ich przyjaciele i wielu innych. Był również Karna.

Nie mniej też przybył na tę uroczystość półbóg Krszna wraz z bratem swym Baladevą, dawnym mistrzem Bhimaseny; w tajemniczych braminach poznali oni Pandawiczów. Kolejno występują rycerze, próbując łuku. Nikt prócz Karny zgiąć go nie może, ale Draupadi nie chce syna woźnicy. Wówczas zjawia się Ardżuna, który wykonał wszystkie warunki konkursu. Jemu zatem przyznaną jest Draupadi. Inni zalotnicy, gniewni z tego wyroku, rzucają się na Ardżunę, ale ten zwalczył ich wszystkich a tymczasem bracia Ardżuny wzięli królewnę pod swoją opiekę. Po krótkiem starciu nieprzyjaciele Pandavy uchodzą, a zwycięzcy idą do Kunti z wieścią o całej sprawie. (Darka im rzecze: Cieszcie się nią wszyscy razem! W ten sposób Draupadi została żoną pięciu braci naraz. Brat jej podsłuchuje rozmowę królewiczów, chcąc zbadać, co za jedni.

 

 

XIII. Vaivahika (Posag królewny).

 

Drupada, ojciec panny, posyła swego purohitę, by ten zbadał ród zalotników. Yudisztira odpowiedział wymijająco, ale ostatecznie przy uczcie potajemnie dał mu się poznać. Poczem żąda dziewicy - jako wspólnej małżonki pięciu braci.

Trojakie jest wyjaśnienie tego osobliwego małżeństwa. Racyonaliści mówią, że i dziś jeszcze w Tybecie istnieje wielomęstwo - i przy małej ilości kobiet - jedna osoba służy jako żona siedmiu ludziom.

Wykład ludowy jest ten, że Draupadi w poprzedniem życiu pięć razy błagała bogów o małżonka, więc teraz otrzymuje pięciu jednocześnie. Wreszcie mistyka tłumaczy, że pięciu braci Pandava - są pięciokrotnem wcieleniem Indry - czyli że są sobie identyczni - są jedną istotą.

Vyasa łączy wykład ludowy z mistycznym: Draupadi prosiła o męża pięciokrotnie - i otrzymuje teraz pięciokrotną tożsamość Indry (Drupada jest królem ludu zwanego Panczala. Stąd królewna zowie się Panczali, a ponieważ pancza po sanskr. znaczy pięć, przeto samo przezwisko Draupadi mogło podsunąć legendę - tłum.)

Dodać trzeba, że wobec całej powodzi nadprzyrodzonych związków małżeńskich w Mahâ-Bhârata, ten nie jest od innych dziwniejszy.

Odbywają się zaślubiny Draupadi z Pandavą: naprzód małżonkiem jej zostaje Yudisztira, potem inni.

Król Drupada wypłaca bogate wiano pannie młodej.

 

 

XIV. Vidura-gamana (Wyprawa Vidury).

 

Vidura, młodszy brat Dhrtarasztry i Pandu, dowiedział się w niedługim czasie o tryumfie Pandawiczów w próbie łuku. Kaurava są pełni gniewu i pragnęliby się zemścić nad braćmi stryjecznymi. Duryodhana, Karna, Śakuni, obmyślają nową wyprawę. Bhiszma, a z nim i Drona, przeciwnie radzą, aby się z Pandavą pogodzić i połowę królestwa im oddać. Dhrtarasztra jest tego samego zdania - i wysyła Vidurę bo króla Drupady, aby mu się pokłonić, dary mu bogate przywozi z Hastinapury i prosi, by swoich zięciów odpuścił.

 

 

XV. Radżyalabha (Ujęcie królestwa).

 

Wraz z żoną królewicze jadą do Hastinapury. Dhrtarasztra ofiaruje im połowę królestwa, imieniem Khandavaprastha. Królewicze pod wodzą Vyasy zbudowali tu nową stolicę Indraprastha. Był też z nimi półbóg, Yadava z rodu, Krszna, syn Vasudevy.

W tym czasie przybył do nich mędrzec Narada, a widząc ich współżycie z jedną żoną, uprzedza ich, aby unikali zazdrości - i opowiada im historyę Sundy i Upasundy.

 

SUNDA I UPASUNDA.

 

Był potężny niegdyś Asur Hiranya-Kasipu zwan.

Prawnuk jego był Nikumba, Daityów ludu możny pan.

Ten dwóch synów miał potężnych, bohaterskich, duchem groźnych.

Jeden z synów zwał się Sunda, drugi zwał się Upasunda.

Obaj jednej byli myśli i jednego zawżdy czynu;

Nierozłączni z sobą nigdy, zło i dobro dzielą społem.

Razem jedli, razem pili, razem spali, wędrowali,

Wolę zasie swą nawzajem temu ten wypełnia w lot.

Jednej myśli, uczuć, pragnień - jakby obaj byli jednem.

Tak-ci rosły bohatery, aż rzecz jedną postanowią.

Postanowią w krzepkim duchu, aby zdobyć niebios troje.

Gdy ofiary odprawili, do Windyjskich ruszą gór

I pokuty co najsroższe uprawiali długi czas.

W głodzie żyli i pragnieniu, nieczesani, w szatach z łyka.

Duchem zmysły swe ujarzmią, wiatrem jeno karmiąc żywot,

Ciało własne zdając mękom, stali długi czas na palcach.

Z wyciągniętym wzwyż ramieniem, nie ruszając nigdy źrenic;

Aż pokuty ich wszechmocą przepalona - poruszona

Jęła dymić góra Windya: patrzeć na to - istny dziw!

Widząc groźne te pokuty, przerazili się bogowie:

By to samoudręczenie złamać - drogi poszukują.

Kuszą braci czarem złota, czarem ciał kobiecych woni,

Lecz ci wierni swym zamiarom, nie przerwali swej pokuty.

Znów ułudy niezwyczajne, stworzą bogi tym ascetom;

Siostry, matki, lube żony ukazują się im wciąż,

Przerażone, a ścigane przez okrutnych wielkoludów,

W przerażeniu wołające: hej, pomocy! hej, pomocy!

Lecz ci wierni swym zamiarom, nie przerwali swej pokuty.

Że ich nic nie poruszało, że ich troski nie zachwieją,

Przeto znikły te niewiasty i to całe złudowisko.

Aż-ci wielki Ojciec bytu do asurów się przybliży.

By im wielkie nadać łaski dłonią swą błogosławiącą.

Ale Sunda-Upasunda, bracia duchem przepotężni,

Gdy ujrzeli Ojca bytu - na krzyż ręce swoje złożą

I tak Bramie, co zestąpił, pełnym siły rzekną głosem:

- Jeśliś, Panie, zadowolon tą pokutą naszą wielką,

Żeśmy prawdę i ułudę, rozpoznali, Ojcze, wskroś,

Że zdobyliśmy potęgę, wolą tworząc samych siebie,

Tedy, Panie, łaskę uczyń, daj nam żywą nieśmiertelność.

- Wszelką łaskę nadam wam, jedno krom nieśmiertelności.

Wybierajcie inny dar, równy zaś nieśmiertelności.

Panowania-ście pragnęli: taka wasza myśl pokuty,

Przeto właśnie wam nie będzie daną żywa nieśmiertelność.

Opanować niebios troje - taka wasza myśl pokuty:

Przeto, syny Daityowe, wola wasza się nie spełni.

 

Snuda Upasunda.

 

Co w trzech światach się znajduje - ile istot w nich się mieści,

Nieruchomych czy ruchomych, niechaj nic nas nie zwycięży!

Niechaj nic nas nie przeważy: tylko gdyby nadszedł dzień,

Że będziemy walczyć z sobą, jeden niech drugiego złamie.

Tylko wzajem sami siebie byśmy mogli przezwyciężyć,

Zresztą żaden inny twór - taką łaskę daj nam, Ojcze!

 

Brama.

 

- Coście rzekli - czego chcecie - iście dane będzie wam.

Ten jedyny rodzaj śmierci wam solennie przeznaczony.

Gdy Praojciec braciom obu ofiarował taki dar -

Pohamował ich ascezę i do nieba idzie stref:

Gdy zaś dar ten uzyskali bracia Sunda-Upasunda,

Których odtąd nikt na świecie nie mógł zabić - do dom ruszą.

Toż radością ich powrotu cały naród się radował.

Wonnościami włos obleją i w kędziory go utrefią -

W barwne szaty się przystroją, a w girlandy i klejnoty.

Potem uczty jęli sprawiać ku wszelakich żądz uciesze.

- Jedzmy! kąpmy się w pachnidłach, rozkoszujmy się miłością.

Pijmy! śpiew nam niechaj dzwoni. - Tak wołano w każdym domu.

Krzyk godowy brzmi dokoła - pocałunki - rąk klaskanie -

Aż z radości wskroś pijana grzmi stolica Daityowa.

Tak Daityom, co do woli odmieniają kształtów cień,

Upływały na igrzyskach lata - gdyby jeden dzień!

 

II.

 

Gdy minęły igrzysk lata, na zdobycie Indry świata

Zgromadzili tęgie wici bracia męstwem znakomici.

Od przyjaciół pożegnani, od starostów i doradców -

Wyruszyli o północy, gdy lśnią gwiazdy strasznej mocy.

Mieli wojsko niezliczone, w obowiązku wyćwiczone,

Zbrojne w łuki, miecze, włócznie; w świat wyruszą bracia hucznie.

Toż zaklęcia, modły, męstwo wielkie wróżą im zwycięstwo.

Na powietrze się unoszą żądne boju Daityów syny,

Latające podług woli, i w niebieskie mkną wyżyny.

Gdy poznali rzecz bogowie, więc świadomi Ojca łaski,

Wnet opuszczą troje niebios, płynąc w wyższych Rajów blaski.

Gdy zdobyli Indry sfery - tłum wytępią bohatery

Powietrzniaków, żywiołaków i rakszasów i yakszasów.

Toż zwyciężą silni bracia podziemnego Węża państwo -

I nad morzem opanują Mleczhasowe mnogie plemię.

Poczem zdobyć zamierzali obaj bracia całą ziemię.

Wić gromadzą doborową i okrzykną takie słowo:

- Króle, mędrcy i bramini - osiągają ofiar mocą

Nieśmiertelnych istot blask i szczęśliwość ich promienną.

Że zaś ci, co czynią tak, - to Asurów wieczne wrogi,

Przeto niszczyć ich należy, podwoiwszy ducha siły.

Tak gromadą wyruszyli z Zachodniego brzegu morza -

Duchy, pełne okrucieństwa, idąc w różne świata krańce.

Kto ofiarę bogom składał, kto ofiarą rozporządzał,

Zabijali go - i dalej bohatery w strony cztery

Szły - i ogień gdzie się pali na ołtarzach czyli w chatach,

Zgaszą, zmącą, w wodę strącą, groźną siłą swą niszczącą.

Gdy zaklęcia wygłaszają - pustelników duchy mocne -

Łaską Bramy przygaszone, modły nikną bezowocne -

Gdy więc modły zanikały jako groty w piasku ławy -

Pełne trwogi w swej ascezie precz uchodzą mnichy święte;

Ci, co zmysłów panowanie - już zdobyli - cel pokuty -

Jako węże przed orłami uchodzili przed tą dwójcą.

W gruzach stały wciąż pustelnie - i ołtarze - i świat cały,

Spustoszony - niby rażon groźną ręką boga czasu.

Gdy książęta, mędrcy znikli i kapłani rozmyślacze,

Dalej szerzą swe zniszczenie pożądliwe krwi - Asury.

Więc, przyjąwszy postać słoni - w czasie rui - z groźnym rykiem -

Szerzą w puszczach władztwo Yamy, śmierć powszechną i ruinę.

Znów tygrysy - znowu lwy - znów rozwiani jako mgły -

W gruz niszczyli święte gaje, gdzie asceta bogów śni

Bez monarchów i kapłanów, bez ksiąg świętych i ołtarzy -

Przepełniona jękiem - lękiem, bez zakupna i przedaży,

Bez festynów uroczystych - była ziemia dziś dokoła -

Bez libacyj winnych bogom i bez ślubnych godów zgoła.

Bez oraczy - bez pasterzy, gród i sioło w zgliszczach leży.

Aż od kości-czaszek tłoku - cały świat był straszny oku,

I zburzony na wsze strony cały świat był straszny oku.

Słońce, księżyc, gwiazdy jasne i mieszkańcy nieb dziedziny -

W przerażeniu patrzą wielkim na Daityów straszne czyny.

A gdy bracia zwyciężyli ziemię ogniem wytępienia:

Bogi szły do Kurukszetry i błagały wyzwolenia.

 

III.

 

Zatem wszyscy bogomędrcy, riszyowie wszyscy święci -

Zatroskani byli srodze tym powszechnym wyniszczeniem.

Ci zwycięzcy czyści gniewu, władcy ducha, zmysłów pany,

Szli do zamku Prarodzica, rozżaleni świata żalem.

W otoczeniu bogomędrców, świętych riszich i braminów -

Był tam Brama, władca raju, był tam Agni, był tam Vayu,

Był tam Indra, Księżyc, Słońce - wiecznie w Bramy wzrok patrzące.

Więc świadkowie opowiedzą: gwałty Sundy-Upasundy,

Jak zrobili - co zrobili, jaka złość ich oraz moc.

Powiedzieli o tem wszystkiem bytu Prastworzycielowi.

Gdy zaś Brama wyrozumiał wobec sejmu bogów rzecz:

Jedno mgnienie myślał o tem, jaki bogów ma być czyn.

Śmierci wyrok wydał na nich - i zawoła Visvakarmy,

Widząc tuż Wszechbudownika - i rozkaże taką rzecz:

- Czarującą stwórz mi pannę! rzecze wzniosły Mahadeva.

Rozmodlony Visvakarma, treść pojąwszy jego słów,

Czarującą tworzy pannę: nieruchome i ruchome

W jedność łączy w niej Budownik, że patrzącym istny dziw!

Złoto, gemmy drogocenne zdobią ciało jej promienne.

Ogniem pereł i kamieni - oto posąg skrzy się - mieni -

Tak starowinę jest ulana panna ta przez Budownika,

Że się przy niej wyda niczem każda światów trzech podwika

Każda bowiem cząstka ciała - doskonała jak potrzeba,

Tak że rychło w niej rozpoznasz nieśmiertelną córę nieba.

Cudna, jako płomień słońca, wielkie ognie żądz budząca,

Każdy rozum tumaniąca - każdy wzrok oślepiająca.

Więc, złożywszy w krzyż ramiona, rzecze Bramie ta stworzona:

- Jakaż, powiedz, królu, sprawa, że do bytu duch mój stawa ?

- Idź, i zbudź, błogosławiona, w sercu dwóch straszliwych braci,

Płomienisty ogień żądzy - czarem cudnej swej postaci.

By na widok twój, Apsaro, na tę postać doskonałą,

Rozdwoili się, skłócili walką z chuci rozgorzałą.

- Tak! - w ukłonach chyląc ramię, czysta nimfa rzecze Bramie -

I obeszła - w prawo - w lewo - kołem wszystek niebian chór.

Zgromadzenie jasnych bogów oraz świętych riszich zbór

Tam odwraca ciągle oczy, gdzie Apsary wid uroczy.

Każdy wzrok był skierowany w cudną postać boskiej dziewy -

Każdy wzrok wysokich niebian, prócz jednego Mahadewy.

Gdy schodziła w dół - na ziemię - ważą sprawę bogi - święci:

- Rzecz spełniona! - tak wołają, czarem piękna jej dotknięci.

Gdy schodziła Tilottama - toż opuścił wielki Brama

Rzeszę bogów wniebowziętą - i w siedzibę swą szedł świętą.

 

IV.

 

Gdy podbili świat dwaj bracia z konieczności wyzwoleni -

I trójniebo przerazili, trud swój mieli za skończony;

Bogom, yakszom i gandarwom, królom, wężom i olbrzymom

Zrabowali wszystkie skarby, wielce tem uszczęśliwieni.

Gdy nie było już nikogo, coby godzien był ich walki -

Próżni trudu, obaj ninie godowali jak bogowie.

Zażywali pieszczot, wieńców, słodkich woni, jadła w bród

I napoi płomienistych, które w sercu żarzą krew.

Tak po gajach, po dąbrowach, tak po górach a dolinach -

W czaru pełnych okolicach - żyli jako nieśmiertelni.

Raz na zboczu góry Windyi, gdzie są hale gładko równe,

W drzew zielonych bujnym cieniu - oddawali się rozkoszy.

Miękkie łoża tam wniesiono - oraz stoły jadłem kryte:

Tam więc obaj spoczywali, otoczeni rojem niewiast.

Wtem z muzyką dźwięczną dąży ku Daityom orszak kobiet.

Pieśni głoszą wielotonne te boginie krasołonne.

Owo cudna Tillotama, sypiąc w lesie kwiaty wonne

I uwodne ornamenta, purpurową suknią spięta -

Szła, zbierając karnikary, rozkwitnione nad moczary.

Zwolna idzie na szczyt góry, gdzie siedziały te Asury.

Obaj trunkiem upojeni, obu w oczach skra się mieni.

Toż na widok Krasopani - zadrżą tak oczarowani,

Aż na łożach podskoczyli, śpieszą ku niej w jednej chwili.

Opętała dusze obie, każdy ciągnie ją ku sobie.

Prawe ramię Tilottamy rozgorzały chwyci Sunda,

Lewe ramię Tilottamy chwyci żądny Upasunda.

Ogniem żądzy swej pijani - rwą się obaj ku tej pani:

Podnieceni swą potęgą, niby wina czarą tęgą -

Tak obojgiem upojeni - wzajem na się marszczą brew -

I zakrzykną - gdy im z żądzy rozbujała huczy krew.

- Moja żona! twoja jątrew (Jątrew (stpol.) - bratowa, żona brata - tłum.)! - tak do brata woła Sunda.

- Moja żona! twoja jątrew! - tak zaryczy Upasunda.

- Nie, nie twoja! - moja, moja! - tak ich dziki szał rozdrażni.

Jej pięknością opętani - zapomnieli o przyjaźni.

Aż pochwycą ostre miecze - i brat brata wzajem siecze -

I gdy miecz się z mieczem szczepi, obaj dyszą żądzą ślepi.

- Moja - moja! - z tym okrzykiem - patrzcie - brat zabija brata,

I upadną straszne trupy - gdy ich wzajem miecz rozpłata.

I upadną krwią oblani, jako spadłe z nieb otchłani

Słońca dwa. - Aż przerażony Daityów lud uchodzi srogi -

Pełny zgrozy, pełny trwogi - hen, w piekielne śpieszy progi.

Aż ci świata Prastworzyciel, riszyowie, święci, bogi -

Zeszli uczcić czarozłudą Tilottamę krasoudą:

Więc praojciec Mahadeua, by zlać na nią wielkie łaski,

Dał jej sfery promieniące czarownymi samoblaski.

I łaskawie do tej dziewy tak przemawia krasobrewej:

- Będziesz kroczyć po przestworzach, kędy słońce krojczy w zorzach,

(Tillottama zostaje przemieniona w gwiazdę, poranną,

która towarzyszy wschodzącemu słońcu - tłum.)

Zyskasz taki blask uroczy, że nie spojrzy ci nikt w oczy,

A gdy taki dar uzyszcze, cud - Apsara od Praojca -

Ów trójniebo Indrze zwrócił i do swego szedł ogrojca.

 

Królewicze układ robią, że ktoby ujrzał Draupadi z innym, ten na dwanaście lat uda się na wygnanie do puszczy.

 

 

XVI. Ardżuna-vana-vasa (Pobyt Ardżuny w lasach).

 

Ardżuna pierwszy mimo woli złamał układy; zszedł Yudisztirę z Draupadi sam na sam. Z tego powodu musi na dwanaście lat udać się na wygnanie.

Idzie naprzód do Gangadvary, gdzie w czasie kąpieli ujrzała go córka króla wężowego, Ulupi - i ukochał ją Ardżuna. Mało wiele czasu zabawiwszy w zamku podwodnym, pojechał dalej i zwiedza pustelnie rozmaite, aż przybył do Kalingi, poczem ruszył do Manipury. Upodobał sobie córę królewską Czitrangadę, którą też za żonę dostał - i żył z nią trzy lata. Urodził mu się syn Babhruvana. Stąd udaje się do świętego miejsca pielgrzymek zwanego Daritirtha, wielce niebezpiecznego z powodu krokodyli, co tam mieszkały; były to właściwie dziewice, w liczbie pięciu, zaklęte w postać krokodyli przez pewnego bramina. Dopiero wejście Ardżuny do jeziora - miało je odczarować. Właśnie zaś Ardżuna wszedł do wody - i oto zaklęte krokodyle na nowo przybrały postać pięknych dziewic. Dokonawszy tego czynu, Ardżuna wrócił do Czitrangady, i znów dłuższy czas tam pobył. Poczem udał się na puszczę, i zatrzymał się u braminów, już to w Gokarnie, już w Aparancie. W ziemi Prabhasa spotkał się z Krszną, i razem z nim pojechał do Dvaraki, rodzinnego miasta Krszny.

 

 

XVII. Subhadra-harana (Porwanie Subhadry).

 

Ardżuna wraz z Krszną przybyli do stolicy w czasie uroczystości góralskiej, gdy całe miasto oddawało się uczcie i tańcom. Tu Ardżuna ujrzał siostrę Krszny - Subhadrę i wielce się w niej rozmiłował; za zgodą też Krszny porwał dziewicę i tajemnie poślubił. Zgromadzeni książęta Bhodżów, Wrszniów, Andhaków grożą mu pościgiem, ale ich Krszna uspokaja. Jeden tylko Baladeva (zwany też Balarama), brat Krszny, zapowiada zemstę.

 

 

XVIII. Harana-harana (Przewóz posagu).

 

Ardżuna ostatecznie pogodził się z krewnymi Subhadry i w Dvarace ojciec królewny sprawił mu huczne gody. Poczem Ardżuna mieszka na dworze teścia, aż bo upływu dwunastego roku wygnania. Narodził mu się tu syn Abhimanyu. Wracają bo Indraprasthy, dokąd też Krszna przywozi bogaty posag swej siostry.

Draupadi w tym czasie miała pięciu synów; każdy z Pandawiczów był ojcem jednego z nich. Ardżuna wybrany został ich wychowawcą.

 

 

XIX. Khandava-daha (Spalenie lasu Khandavy).

 

W czasie skwarów letnich Ardżuna z Krszną udali się do puszczy Khandava. Zjawił się im pewien potężny bramin; jak się okazało potem, był to sam Agni. Powiedział on im, że las ten jest siedzibą istot nieprzyjaznych bogom; Agni chciał wytępić mrok dyabelski, słowem Kandavę spalić, ale Indra nie dopuszcza do pożaru, gdyż tu mieszka jego przyjaciel, wąż Takszaka. Przeciw łunie pożaru wysyła on zawsze obfity deszcz. To też wzywa Krsznę i Ardżunę, jako wcielenia Nary i Narayany (Nara i Narayana - są to różne postaci boga Wisznu. Krszna jest równy Ardżunie - tłum.), aby las podpalili. Ardżunie baje on boski łuk Gandivę, Krsznie - dysk Vadżranabha (to jest chmurę piorunową) - i sam podpala wrażą puszczę.

Krszna i Ardżuna szerzą śmierć śród mieszkańców lasu: ludzi, wężów, danavów, rakszasów. Na próżno Indra deszczem zalewa pożar: nic już nie powstrzyma rozpętanego ognia. Nawet Indrę samego zwalczają Krszna i Ardżuna; Agni im dopomaga. Bogowie się cofają. Puszcza Khandava spopielona zupełnie.

Niewiele istot pozostało przy życiu: syn węża Takszaki Aśvasena, oraz asur Maya (Maya - jest to asur budowniczy, artysta. W języku zendzkim maya = sztuka. Oprócz tego Maya - w języku filozof. ind. - złudzenie. Takież imię Maya - nosi matka Buddy. Podobnież u Rzymian Maja zowie się matka Merkurego - tłum.), który właśnie był poza lasem. Nadto czterech synów bramina Mandapala - bogowie zamienili w ptaki.

Pożar trwał dni piętnaście.

Gdy pożar minął - bogowie cześć złożyli Krsznie i Ardżunie, a Indra udobruchany, obiecał Ardżunie oręż boga Siwy..