Magiczny świat Słowian - Kamil Gołdowski

Kup ebooka

49.99 zł
39.99 zł (22,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Słowem wstępu

Oto dla­czego ma­gia i na­uka w rów­nej mie­rze po­cią­gają umysł ludzki, oto dla­czego obie były po­tęż­nymi bodź­cami do roz­woju wie­dzy. Po­cią­gają znu­żo­nego wę­drowca, pro­wa­dzą błą­dzą­cego o zra­nio­nych sto­pach przez pusz­czę roz­cza­ro­wań te­raź­niej­szo­ścią, ku­sząc wi­zją wspa­nia­łych per­spek­tyw w przy­szło­ści. Wpro­wa­dzają go na szczyt nie­zwy­kle wy­so­kiej góry i po­ka­zują mu pod ciem­nymi chmu­rami i mgłami prze­pły­wa­ją­cymi pod jego sto­pami wi­zję mia­sta nie­biań­skiego, da­le­kiego, być może, lecz ja­śnie­ją­cego nie­ziem­ską wspa­nia­ło­ścią, ską­pa­nego w świe­tle snów.

James George Frazer, Złota gałąź[1]

Dawno, dawno temu, kiedy na ziemiach Sło­wian nie było żad­nego krzyża, lu­dzie gro­ma­dzili się przy ogni­skach i drew­nia­nych ido­lach, żeby kul­ty­wo­wać wiarę oj­ców. Ży­cie Sło­wian było prze­peł­nione ma­gią, któ­rej do­świad­czali nie tylko pod­czas udziału w ob­rzę­dach i ry­tu­ałach, lecz także pod­czas co­dzien­nych czyn­no­ści. Dba­nie o do­bre re­la­cje z du­chami do­mo­wymi sprzy­jało utrzy­my­wa­niu po­rządku i miru do­mo­wego, na­to­miast nie­baczne lub nie­godne po­stę­po­wa­nie mo­gło skut­ko­wać spo­tka­niem ze zło­wrogą siłą nad­przy­ro­dzoną, która - choć pra­gnęła zła - przy oka­zji wy­cho­wy­wała lu­dzi do do­bra i roz­sąd­nego ży­cia.

Świat Sło­wian to nie tylko mity i wspa­niała hi­sto­ria, lecz także współ­cze­sność ota­cza­jąca nas na co dzień. Zwy­czaje daw­nych Sło­wian nie zo­stały za­po­mniane. Ule­gły wielu prze­obra­że­niom, które za­tarły ich pier­wotne źró­dła i zna­cze­nia, lecz wciąż je­ste­śmy w sta­nie zro­zu­mieć ich sens. Wi­dać to naj­le­piej na przy­kła­dzie kul­tury lu­do­wej, która, choć jest sil­nie zwią­zana z chrze­ści­jań­stwem, oka­zała się naj­bar­dziej trwałą prze­cho­wal­nią ma­gii daw­nych cza­sów. Lud­ność wiej­ska przy­jęła do­gmaty Ko­ścioła ka­to­lic­kiego dość swo­iście: za­cho­wu­jąc spe­cy­fikę re­li­gij­no­ści lu­do­wej, ni­gdy do końca nie wy­parła się przed­chrze­ści­jań­skich wie­rzeń. Dzięki fan­ta­zji pi­sa­rzy i ar­ty­stów oraz za­pa­łowi mi­ło­śni­ków te­matu mamy współ­cze­śnie do­stęp do licz­nych opo­wie­ści na te­mat wiary daw­nych Sło­wian. Dzięki wy­sił­kom na­ukow­ców róż­nych dzie­dzin do­wia­du­jemy się co­raz wię­cej o tym, w co mo­gli wie­rzyć nasi pra­przod­ko­wie, a także je­ste­śmy w sta­nie le­piej we­ry­fi­ko­wać in­for­ma­cje, które w po­wszech­nym obiegu za­częły żyć wła­snym ży­ciem.

Uwa­żam, że czło­wiek po­wi­nien dą­żyć do po­zna­nia swo­ich ko­rzeni, po­wi­nien drą­żyć co­raz głę­biej i głę­biej, żeby gdzieś tam, na końcu czy też na po­czątku, od­na­leźć sa­mego sie­bie. Współ­cze­sny świat jest bar­dzo po­dzie­lony i po­dzie­leni są też Sło­wia­nie. Na­rody sło­wiań­skie nie­ustan­nie to­czą ze sobą wojny oraz, nie­stety, nie po­tra­fią się po­ro­zu­mieć i za­po­mnieć o daw­nych krzyw­dach. Po­szcze­gólne spo­łe­czeń­stwa dzielą się z przy­czyn re­li­gij­nych i z po­wodu wy­zna­wa­nego świa­to­po­glądu na prze­ciwne grupy in­te­re­sów. Mar­no­tra­wimy czas na to, by się kłó­cić, za­miast po­szu­kać głę­boko tego, co nas łą­czy.

Wie­rzę w to, że ma­gia daw­nych Sło­wian może ule­czyć na­szą zbio­rową toż­sa­mość i spra­wić, że na nowo od­naj­dziemy się w tym świe­cie. Choć zmie­niło się sporo, wciąż od­kry­wamy wiele rze­czy nie­zmien­nych. Dla­tego chciał­bym za­pro­sić na wspólną po­dróż w głąb świata du­cho­wo­ści Sło­wian. Mam na­dzieję, że bę­dzie to oka­zja do tego, żeby od­na­leźć w so­bie i ota­cza­ją­cym świe­cie choćby cząstkę daw­nej sło­wiań­skiej ma­gii.

[1] J.G. Fra­zer, Złota ga­łąź. Stu­dia z ma­gii i re­li­gii, Kra­ków 2017, s. 49.

Rozdział 1

Początek wędrówki

Drzewo życia, Marek Hapon

Figura przewodnika

Na rynku wy­daw­ni­czym znaj­dziemy wiele ksią­żek po­ru­sza­ją­cych te­mat wie­rzeń daw­nych Sło­wian. Osoba do­piero roz­po­czy­na­jąca fa­scy­nu­jącą przy­godę z tą te­ma­tyką może czuć się za­gu­biona w gąsz­czu na­uko­wych, po­pu­lar­no­nau­ko­wych i, nie­stety, pa­ra­nau­ko­wych pu­bli­ka­cji. Na­to­miast za­pra­wieni w in­te­lek­tu­al­nych wy­pra­wach mi­ło­śnicy sło­wiańsz­czy­zny mogą z dużą dozą nie­pew­no­ści po­dejść do ko­lej­nego au­tora wy­da­ją­cego książkę na ten te­mat.

Jako czy­tel­nik bądź czy­tel­niczka masz pełne prawo nie mieć do mnie za­ufa­nia. Uwa­żam na­wet - w du­chu kar­te­zjań­skim - że pewna por­cja scep­ty­cy­zmu jest czło­wie­kowi nie­zbędna do tego, by bez wstrzą­sów psy­chicz­nych prze­trwać w tym świe­cie. Z wy­mie­nio­nych po­wo­dów czuję się zo­bo­wią­zany, by po­wie­dzieć o so­bie i o isto­cie tej książki nieco wię­cej, tak aby czy­tel­nicy mo­gli pod­jąć świa­domą de­cy­zję, czy zga­dzają się, że­bym to ja opro­wa­dził ich po świe­cie Sło­wian.

Mam na­dzieję, że dzięki tej pu­bli­ka­cji każdy, bez względu na swoje do­tych­cza­sowe oczy­ta­nie w te­ma­tach sło­wiań­skich, bę­dzie mógł od­kryć coś no­wego. Jako prze­wod­nik będę się sta­rał opie­rać na wie­dzy i ak­tu­al­nych ba­da­niach na­uko­wych; od­że­gnuję się od po­pu­lar­nych w pew­nych śro­do­wi­skach nie­nau­ko­wych nar­ra­cji na te­mat daw­nych Sło­wian. Nie ukry­wam jed­nak, że jako au­tor w wielu miej­scach będę przyj­mo­wać oso­bi­stą per­spek­tywę, zo­sta­wia­jąc so­bie prze­strzeń na dy­wa­ga­cje i fan­ta­zjo­wa­nie. Są­dzę, że uważni czy­tel­nicy nie po­winni mieć więk­szych trud­no­ści w zo­rien­to­wa­niu się, kiedy świa­do­mie od­cho­dzę od me­ri­tum i zba­czam z drogi, żeby za­czerp­nąć tchu tam, gdzie za­czy­nają się nie­skoń­czone ma­nowce ludz­kiej wy­obraźni.

Je­śli cho­dzi o moje związki z te­ma­tem Sło­wian, to je­stem przede wszyst­kim pa­sjo­na­tem i ama­to­rem, któ­remu jed­nak nie­obcy jest sza­cu­nek do me­tody na­uko­wej. W kręgu mi­ło­śni­ków sło­wiańsz­czy­zny je­stem osobą znaną za sprawą prak­ty­ko­wa­nej od kilku lat dzia­łal­no­ści po­pu­lar­no­nau­ko­wej, która roz­po­częła się nie­win­nie w 2013 roku na fali po­pu­lar­no­ści pio­senki Do­na­tana i Cleo My Sło­wia­nie. To wła­śnie wtedy, pod­czas jed­nej z za­kra­pia­nych nocy wspól­nie z dwiema ko­le­żan­kami ze stu­diów zde­cy­do­wa­li­śmy się za­ło­żyć na Fa­ce­bo­oku pro­fil My Sło­wia­nie - oby­czaje, ję­zyk, kul­tura, któ­rego ce­lem miało być rze­telne in­for­mo­wa­nie o kul­tu­ro­wym do­robku Sło­wian. Nie prze­ko­nało nas prza­śne przed­sta­wie­nie istoty by­cia Sło­wia­ni­nem - za­warte w tej pio­sence i to­wa­rzy­szą­cym jej te­le­dy­sku. Zgod­nie stwier­dzi­li­śmy, że Sło­wia­nie za­słu­gują na wię­cej, i tak oto roz­po­częła się na­sza mi­sja. Choć utwór Do­na­tana i Cleo wy­wo­łał we mnie ne­ga­tywne od­czu­cia, to z per­spek­tywy czasu mu­szę przy­znać, że wniósł do mo­jego ży­cia wiele po­zy­ty­wów i był po­tęż­nym im­pul­sem do dzia­ła­nia w tam­tym cza­sie.

Nie był to jed­nak po­czą­tek mo­ich za­in­te­re­so­wań sło­wiańsz­czy­zną. Ich źró­dła się­gają jesz­cze cza­sów szkol­nych, kiedy mo­jej po­lo­ni­stce udało się wzbu­dzić we mnie za­in­te­re­so­wa­nie mi­to­lo­gią sta­ro­żyt­nych Gre­ków i Rzy­mian. Nie­mniej opo­wie­ści o hel­leń­skich bo­gach po­zo­sta­wiły we mnie spore uczu­cie nie­do­sytu, które pró­bo­wa­łem za­spo­koić wy­po­ży­cza­niem ksią­żek o mi­to­lo­giach in­nych lu­dów. Tak oto pew­nego dnia na­tra­fi­łem na se­rię Mi­to­lo­gie świata Wy­daw­nictw Ar­ty­stycz­nych i Fil­mo­wych. Nie pa­mię­tam do­kład­nie, które po­zy­cje z tej se­rii zdą­ży­łem prze­czy­tać w tam­tym cza­sie. W gło­wie po­zo­stały mi wątki z mi­to­lo­gii Cel­tów, Az­te­ków, Egip­cjan, Ja­poń­czy­ków i Per­sów. W opo­wie­ściach każ­dego ludu od­na­la­złem in­te­re­su­jące cie­ka­wostki, mimo to żadna z tych hi­sto­rii nie ocza­ro­wała mnie do tego stop­nia, by po­zo­stać z nią my­ślami na dłu­żej.

Wszystko zmie­niło się pew­nego dnia, kiedy z bi­blio­teki wy­po­ży­czy­łem znisz­czoną Mi­to­lo­gię Sło­wian Alek­san­dra Gieysz­tora. Z per­spek­tywy do­ro­słego męż­czy­zny nie do końca dziś ro­zu­miem, ja­kim cu­dem jako czter­na­sto­la­tek prze­brną­łem przez tę po­zy­cję, gdyż jej ję­zyk jest miej­scami trudny, a za­warty w niej ob­raz mi­to­lo­gii Sło­wian roz­mywa się za sprawą mno­że­nia au­tor­skich do­my­słów i nie­do­boru prze­sła­nek do wy­cią­gnię­cia twar­dych wnio­sków. Jed­nak ta pu­bli­ka­cja mu­siała ja­koś szcze­gól­nie wpły­nąć na moją wy­obraź­nię, gdyż od tego mo­mentu za­pra­gną­łem za­głę­bić się w te­mat.

Nie­stety w tam­tym cza­sie liczba tek­stów na­uko­wych i po­pu­lar­no­nau­ko­wych o Sło­wia­nach nie mo­gła im­po­no­wać, czy­ta­łem więc to, co po pro­stu wpa­dło mi w ręce: po­czy­na­jąc od ksią­żek na­uko­wych, przez zbiory tek­stów kul­tury lu­do­wej, na dziw­nych nie­nau­ko­wych blo­gach koń­cząc. Nad­miar czę­sto za­prze­cza­ją­cych so­bie in­for­ma­cji od­kła­dał się w mo­jej gło­wie ni­czym w la­mu­sowni aż do czasu, gdy za­czą­łem pi­sać po­pu­lar­no­nau­kowe tre­ści - naj­pierw na pro­filu My Sło­wia­nie - oby­czaje, ję­zyk, kul­tura, po­tem na blogu, który za­ło­ży­łem w 2015 roku.

Sła­wo­sław.pl od po­czątku był głów­nie jed­no­oso­bo­wym pro­jek­tem, który miał wy­nieść moją dzia­łal­ność po­pu­lar­no­nau­kową na ko­lejny po­ziom. Po­mysł na na­zwę bloga był na­wią­za­niem do sło­wiań­skiego zwy­czaju nada­wa­nia imion o cha­rak­te­rze wró­żą­cym - Sła­wo­sław jako moje dziecko miał być tym, który bę­dzie sła­wić świat Sło­wian (na­zy­wa­nych cza­sem w li­te­ra­tu­rze obocz­nie "Sła­wia­nami"). Krót­kie in­for­ma­cyjne po­sty na Fa­ce­bo­oku cie­szyły się ogromną po­pu­lar­no­ścią i w naj­lep­szych cza­sach po­tra­fiły zy­skać za­sięgi li­czone w set­kach ty­sięcy od­słon. Od­czu­wa­łem jed­nak ogromny dys­kom­fort zwią­zany z roz­pro­sze­niem tych in­for­ma­cji oraz ze świa­do­mo­ścią, że wszyst­kie tre­ści znaj­dują się na ser­we­rach Fa­ce­bo­oka i w każ­dej chwili mogę je stra­cić, na przy­kład w wy­padku zba­no­wa­nia konta za po­słu­gi­wa­nie się sło­wiań­skimi wa­rian­tami swa­styki, czyli swargą bądź ko­ło­wro­tem (w tam­tych la­tach Fa­ce­book spo­ra­dycz­nie ka­so­wał ta­kie tre­ści, błęd­nie in­ter­pre­tu­jąc je jako pro­mo­wa­nie ide­olo­gii neo­na­zi­stow­skiej).

Nie umiem od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, czy pi­szę tę książkę z per­spek­tywy na­ukowca, czy ama­tora. My­ślę, że stoję gdzieś po­mię­dzy. Ode­bra­łem wyż­sze wy­kształ­ce­nie jako po­lo­ni­sta ję­zy­ko­znawca i w ży­ciu co­dzien­nym nie­obca jest mi me­toda na­ukowa, co udo­wod­ni­łem przy oka­zji pu­bli­ko­wa­nia ar­ty­ku­łów na­uko­wych, a także two­rze­nia tre­ści Sła­wo­sław.pl, które czę­sto chwa­lono wła­śnie za na­ukowy scep­ty­cyzm i sza­cu­nek do tek­stów źró­dło­wych. Spe­cja­li­styczna wie­dza z gra­ma­tyki hi­sto­rycz­nej ję­zyka pol­skiego i hi­sto­rycz­nego ję­zy­ko­znaw­stwa czę­sto były dla mnie opar­ciem w po­szu­ki­wa­niu prawdy o świe­cie Sło­wian, na przy­kład pod­czas roz­wa­żań o ety­mo­lo­gii wy­ra­zów, czyli ich ję­zy­ko­wym po­cho­dze­niu i pier­wot­nym zna­cze­niu.

Po pu­bli­ka­cji ar­ty­ku­łów na blogu zda­rzało się, że by­łem po­pra­wiany choćby w kwe­stii in­ter­pre­ta­cji źró­deł hi­sto­rycz­nych bądź ar­che­olo­gicz­nych. Za­wsze by­łem wdzięczny tym oso­bom, które w uprzejmy, choć kry­tyczny spo­sób po­tra­fiły od­nieść się do mo­ich tek­stów, gdyż dzięki temu by­łem w sta­nie na­no­sić na bie­żąco do nich po­prawki, a także ak­tu­ali­zo­wać swój stan wie­dzy w opar­ciu o now­sze i na­ukowe źró­dła. Gdy te­raz czy­tam swoje wpisy sprzed lat, cza­sem od­naj­duję błędy lub za­daję so­bie py­ta­nia, dla­czego bar­dziej nie drą­ży­łem te­matu i nie wąt­pi­łem w tezy, które wów­czas przy­ją­łem za pew­niki.

By­cie "sło­wia­no­lo­giem" wy­maga wszech­stron­nego wy­kształ­ce­nia i zna­jo­mo­ści ta­kich dzie­dzin na­uki jak: ar­che­olo­gia, hi­sto­ria, re­li­gio­znaw­stwo, an­tro­po­lo­gia kul­tury, et­no­gra­fia, lin­gwi­styka i za­pewne paru in­nych. Trzeba mieć obe­zna­nie we wszyst­kich po­da­nych ob­sza­rach, żeby cza­sem ze strzę­pów in­for­ma­cji od­two­rzyć spójny ob­raz wspól­noty daw­nych Sło­wian. Z tego po­wodu wy­daje mi się, że każda osoba zaj­mu­jąca się tym te­ma­tem bez względu na sto­pień na­ukowy za­wsze bę­dzie po czę­ści ama­to­rem. Nie uwa­żam tego za coś złego - ama­tor ozna­cza czę­sto pa­sjo­nata, który ma więk­szą mo­ty­wa­cję do tego, żeby, cza­sami błą­dząc, po­szu­ki­wać od­po­wie­dzi.

Ma­giczny świat Sło­wian w za­my­śle ma być wła­śnie taką próbą spoj­rze­nia na świat na­szych przod­ków z dwóch per­spek­tyw: re­spek­tu­ją­cego me­todę na­ukową scep­tyka i po­szu­ku­ją­cego sło­wiań­skiej toż­sa­mo­ści pa­sjo­nata, który nie pod­daje się, gdy na dro­dze na­po­tyka mur wąt­pli­wo­ści. Mam na­dzieję, że jako prze­wod­nik po świe­cie daw­nych Sło­wian będę trzy­mać się ście­żek wy­zna­czo­nych przez do­świad­czo­nych ba­da­czy, a jako pa­sjo­nat te­matu będę w sta­nie do­trzeć do serc tych, któ­rzy z róż­nych po­wo­dów do­tych­czas nie mieli oka­zji za­pa­łać więk­szym uczu­ciem do ro­dzi­mej mi­to­lo­gii. Zdaję so­bie sprawę, że same twarde dane z prac na­uko­wych nie wy­star­czą do zbu­do­wa­nia spój­nej nar­ra­cji, dla­tego siłą rze­czy czuję się ska­zany na wy­twory fan­ta­zji róż­nych po­ko­leń sło­wia­no­fi­lów. Można wśród nich wy­róż­nić na przy­kład roz­ko­cha­nych w cza­sach przed­hi­sto­rycz­nych ro­man­ty­ków, ale także osoby two­rzące pierw­sze ru­chy ro­dzi­mo­wier­cze, któ­rych dzia­ła­nia mocno wpły­nęły na kształt po­wszech­nie prze­ka­zy­wa­nej wie­dzy o za­po­mnia­nej sło­wiańsz­czyź­nie.

Pod­czas na­szej wspól­nej wę­drówki od czasu do czasu będę się po­wo­ły­wać na tek­sty na­uki i kul­tury z róż­nych dzie­dzin, które wni­kli­wie stu­dio­wa­łem i z któ­rych czer­pa­łem wie­dzę. W pew­nym stop­niu będę mu­siał pro­sić o za­ufa­nie, gdyż dużo in­for­ma­cji będę przy­wo­ły­wać z pa­mięci. Na końcu tej pu­bli­ka­cji za­mie­ści­łem spis ksią­żek i ar­ty­ku­łów, które to­wa­rzy­szyły mi w cza­sie mo­jej dzia­łal­no­ści, przy czym zdaję so­bie sprawę, że to li­sta nie­kom­pletna, a luki w niej wy­ni­kają z za­wod­no­ści ludz­kiej pa­mięci. Ta bi­blio­gra­fia jest dla osób, które po lek­tu­rze Ma­gicz­nego świata Sło­wian po­czują nie­do­syt. Na­leży ją trak­to­wać jako zbiór dro­go­wska­zów dla tych, któ­rzy po prze­czy­ta­niu tej książki za­pra­gną pójść da­lej, w sa­motną po­dróż śla­dami daw­nych Sło­wian.

Język przyjętej narracji

Jako ję­zy­ko­znawca z wy­kształ­ce­nia i osoba prze­ka­zu­jąca wie­dzę o kul­tu­rze daw­nych Sło­wian czuję się od­po­wie­dzialny za ję­zyk, któ­rego będę uży­wać w tej pu­bli­ka­cji. Lata wy­py­cha­nia et­nicz­nych wie­rzeń Sło­wian na mar­gi­nes kul­tury spra­wiły, że o ich wy­znaw­cach bar­dzo czę­sto mówi się ję­zy­kiem da­le­kim od neu­tral­no­ści. Przed­chrze­ści­jań­skich Sło­wian w dys­kur­sie spo­łecz­nym na­zywa się "po­ga­nami" a ich wie­rze­nia i ry­tu­ały - "po­gań­stwem".

Po­słu­gu­jąc się tymi wy­ra­zami, na­leży mieć na uwa­dze, że wy­wo­dzą się one z tra­dy­cji chrze­ści­jań­skiej i pier­wot­nie miały cha­rak­ter pięt­nu­jący. Ety­mo­lo­gicz­nie ro­dzina wy­ra­zów słowa "po­ga­nin" po­cho­dzi z ła­ciny, w któ­rej pa­gus ozna­cza "wieś", a pa­ga­nus - "miesz­kańca wsi, wie­śniaka". Hi­sto­ria chry­stia­ni­za­cji ziem sło­wiań­skich do­wo­dzi, że miesz­kańcy gmin wiej­skich naj­dłu­żej opie­rali się dzia­łal­no­ści chrze­ści­jań­skich mi­sjo­na­rzy. W in­nych ob­sza­rach świata było po­dob­nie - pierwsi w ko­lejce do chrzciel­nicy po kró­lach i ksią­żę­tach usta­wiali się re­pre­zen­tanci dworu i war­stwy wy­kształ­cone. Wie­śniacy w ich oczach sta­wali się sym­bo­lem za­co­fa­nia i czyn­ni­kiem ha­mu­ją­cym wpro­wa­dza­nie ładu spo­łecz­nego opar­tego na no­wej re­li­gii. Po­nie­waż lud­ność wiej­ska za­częła się ko­ja­rzyć z nie­przyj­mo­wa­niem chrze­ści­jań­stwa, ła­ciń­ski pa­ga­nus wy­kształ­cił nowe zna­cze­nie i od­tąd wy­ra­zem tym okre­ślano osoby in­nej wiary, naj­czę­ściej wy­zna­jące star­sze kulty, które można ko­ja­rzyć z ani­mi­zmem bądź po­li­te­izmem.

Ła­ciń­ski pa­ga­nus to także osoba cy­wilna, ktoś nie­za­an­ga­żo­wany w dzia­łal­ność woj­skową. Święty Pa­weł w swo­ich li­stach czę­sto okre­ślał chrze­ści­jan jako "żoł­nie­rzy Chry­stusa" (łac. mi­les Chri­sti). Osoby, które nie an­ga­żo­wały się w służbę dla Ko­ścioła, nie za­słu­gi­wały na miano "żoł­nie­rzy", więc mo­gły być co naj­wy­żej "cy­wi­lami". Bez względu na to, ja­kie sko­ja­rze­nie stało za tym, że osoby in­nej wiary za­częły być okre­ślane jako po­ga­nie, nie ma wąt­pli­wo­ści, że pier­wotną funk­cją tego wy­razu było na­pięt­no­wa­nie od­mien­no­ści.

Z cza­sem ter­min "po­gań­stwo" stał się wor­kiem bez dna, do któ­rego można było wrzu­cić każ­dego sto­ją­cego w opo­zy­cji do chrze­ści­jań­stwa[1] - nie tylko wy­znaw­ców przed­chrze­ści­jań­skich et­nicz­nych wie­rzeń, lecz także nie­wie­rzą­cych, nie­ochrz­czo­nych, a na­wet wy­znaw­ców in­nych sta­ro­te­sta­men­to­wych re­li­gii mo­no­te­istycz­nych. Wi­dać to choćby w śre­dnio­wiecz­nej Pie­śni o Ro­lan­dzie, w któ­rej ty­tu­łowy bo­ha­ter, wzór wszel­kich cnót ry­cer­skich, staje do walki prze­ciwko mu­zuł­ma­nom okre­śla­nym na­prze­mien­nie mia­nem Sa­ra­ce­nów lub wła­śnie po­gan. W ta­kim ukła­dzie zna­cze­nio­wym po­ga­nie za­wsze będą kimś pod­rzęd­nym wzglę­dem chrze­ści­jan, więc gor­szym. Co wię­cej, ter­min ten ze względu na swój nie­zwy­kle sze­roki za­kres zna­cze­niowy utrud­nia utoż­sa­mia­nie się z nim, gdyż okre­śla zbio­ro­wość bar­dzo zróż­ni­co­waną we­wnętrz­nie, o nie­jed­no­li­tym świa­to­po­glą­dzie.

Prak­ty­ko­wana przez nie­któ­rych walka z uży­wa­niem słów "po­ga­nie" i "po­gań­stwo" wy­daje się ide­olo­gicz­nie słuszna, mimo że wie­lo­krot­nie spo­tka­łem osoby, które z dumą iden­ty­fi­ko­wały się jako po­ga­nie, ro­zu­mie­jąc pod tym ter­mi­nem zbio­ro­wość lu­dzi o świa­to­po­glą­dzie re­li­gij­nym od­wo­łu­ją­cym się do daw­nych nie­mo­no­te­istycz­nych wie­rzeń. Obok dum­nych po­gan są jed­nak rów­nież tacy, któ­rych słowo "po­gań­stwo" drażni i wy­wo­łuje w nich ne­ga­tywne emo­cje. Z tego po­wodu w mo­jej książce z dużą ostroż­no­ścią będę po­słu­gi­wać się tym ter­mi­nem.

Nie za­mie­rzam jed­nak prze­kła­my­wać i mo­dy­fi­ko­wać tek­stów źró­dło­wych, które czę­sto były pi­sane z per­spek­tywy wy­znaw­ców do­mi­nu­ją­cej re­li­gii mo­no­te­istycz­nej. Na prze­strzeni dzie­jów nie­chrze­ści­ja­nie byli na­zy­wani licz­nymi de­pre­cjo­nu­ją­cymi okre­śle­niami, ta­kimi jak: in­no­wiercy, róż­no­wiercy, od­stępcy, nie­wierni, od­szcze­pieńcy, bał­wo­chwalcy, bez­boż­nicy, he­re­tycy czy czci­ciele dia­błów. Pięt­nu­jący cha­rak­ter wszyst­kich tych wy­ra­zów opiera się na ma­ni­pu­la­cji lub co naj­mniej skraj­nym nie­zro­zu­mie­niu dru­giej strony. Wy­znawcy ro­dzi­mych bo­gów nie są "czci­cie­lami bał­wa­nów" (bał­wo­chwal­cami), gdyż swoje ry­tu­ały od­pra­wiają przed fi­gu­rami, które są wi­ze­run­kami ich bóstw. Po­dob­nie czy­nią chrze­ści­ja­nie mo­dlący się przed świę­tymi ob­ra­zami czy fi­gu­rami. Co wię­cej, nie są też oni "od­stęp­cami" czy "nie­wier­nymi" - wręcz prze­ciw­nie! Są tymi, któ­rzy po­zo­stali wierni sta­rej wie­rze po­mimo upo­wszech­nia­ją­cego się zwy­czaju po­rzu­ca­nia jej na rzecz no­wego Boga. W prze­ci­wień­stwie do chrze­ści­jan nie wie­rzą oni w ist­nie­nie dia­błów, więc siłą rze­czy nie mogą być ich wy­znaw­cami. Bli­żej do by­cia bez­boż­ni­kiem jest chrze­ści­ja­ni­nowi, który wie­rzy w ist­nie­nie wy­łącz­nie jed­nego bó­stwa, a żeby zo­stać he­re­ty­kami, wspo­mniani wy­znawcy ro­dzi­mych bo­gów mu­sie­liby naj­pierw przy­jąć dok­tryny ja­kie­goś mo­no­te­izmu.

Za­miast przy­miot­nika "po­gań­ski" wolę po­słu­gi­wać się wy­ra­zami "przed­chrze­ści­jań­ski" bądź "et­niczny", a za­miast rze­czow­nika "po­gań­stwo" wy­bie­ram co­raz po­pu­lar­niej­sze w ostat­nich la­tach "ro­dzi­mo­wier­stwo" i "sta­ro­wier­stwo". Choć tych okre­śleń używa się w pol­sz­czyź­nie rza­dziej, ich ogromny atut sta­nowi to, że są po­wszech­nie ak­cep­to­wane w śro­do­wi­skach osób od­wo­łu­ją­cych się w swo­ich wie­rze­niach do re­li­gii daw­nych lu­dów.

W prze­szło­ści wspo­mniane wcze­śniej wy­razy "in­no­wierca" i "róż­no­wierca" su­ge­ro­wały czarno-biały spo­sób wi­dze­nia świata, który dzie­lił lu­dzi wy­łącz­nie na wy­znaw­ców mo­jej re­li­gii i całą resztę. Jed­nak około ty­siąca lat póź­niej ter­miny te po­słu­żyły wy­znaw­com ro­dzi­mych bo­gów jako in­spi­ra­cja sło­wo­twór­cza, która od­wró­ciła do­tych­cza­sowe trendy ję­zy­kowe. "Ro­dzi­mo­wierca" lub "ro­dzi­mo­wier­czyni" to osoba, która wie­rzy w ro­dzi­mych bo­gów - w prze­ci­wień­stwie do wy­znaw­ców in­nych re­li­gii, któ­rzy swo­ich bo­gów prze­jęli z ze­wnątrz. Ter­min ten tak do­brze przy­jął się w ni­szy mi­ło­śni­ków kul­tury daw­nych Sło­wian, że jest już współ­cze­śnie od­no­to­wy­wany przez słow­niki ję­zyka pol­skiego.

Wraz z upo­wszech­nie­niem się ter­minu "ro­dzi­mo­wier­stwo" po­wstała ko­niecz­ność wpro­wa­dze­nia do­dat­ko­wych roz­róż­nień. Więk­sze za­in­te­re­so­wa­nie po­wro­tem do et­nicz­nych wie­rzeń stało się zja­wi­skiem, które za­ob­ser­wo­wano nie tylko na ob­sza­rze Sło­wiańsz­czy­zny. Wśród po­tom­ków daw­nych Ger­ma­nów są współ­cze­śnie lu­dzie prak­ty­ku­jący pra­dawne kulty Thora, Wo­dana czy Bal­dura. Wśród Gre­ków mo­żemy od­na­leźć czci­cieli bo­gów olim­pij­skich, a wśród Mek­sy­ka­nów kon­ty­nu­ato­rów re­li­gii i fi­lo­zo­fii Az­te­ków. O po­wrót do wie­rzeń przed­chrze­ści­jań­skich Cel­tów swego czasu ape­lo­wała część Ame­ry­ka­nów eu­ro­pej­skiego po­cho­dze­nia, a ke­me­tyzm to współ­cze­sne wy­zna­nie od­wo­łu­jące się do wie­rzeń lu­dów sta­ro­żyt­nego Egiptu. Ze względu na wza­jemne po­wią­za­nia kul­tu­rowe poza ro­dzi­mo­wier­stwem sło­wiań­skim do­brze dziś funk­cjo­nują ta­kie ter­miny jak ro­dzi­mo­wier­stwo ger­mań­skie i cel­tyc­kie. Nic jed­nak nie stoi na prze­szko­dzie, by osoby o in­nych toż­sa­mo­ściach et­nicz­nych także iden­ty­fi­ko­wały się jako ro­dzi­mo­wiercy.

Pro­ble­mem w roz­po­wszech­nia­niu się ter­minu "ro­dzi­mo­wier­stwo" może być jego eks­klu­zyw­ność. Teo­re­tycz­nie każdy może zo­stać wy­znawcą ro­dzi­mych bo­gów, ale w za­leż­no­ści od na­ro­do­wo­ści czło­wieka są to różne ze­stawy bóstw. Ak­tu­al­nie w Pol­sce poza wy­znaw­cami bo­gów sło­wiań­skich żyją osoby iden­ty­fi­ku­jące się jako wy­znawcy przed­chrze­ści­jań­skich bóstw ger­mań­skich lub cel­tyc­kich. Uwa­żam także, że nic nie stoi na prze­szko­dzie, by ktoś spoza sło­wiań­skiego kręgu kul­tu­ro­wego zo­stał wy­znawcą Świę­to­wita lub in­nych bóstw sło­wiań­skich. Dla­tego oso­bi­ście za naj­bar­dziej in­klu­zywne okre­śle­nie uwa­żam "sta­ro­wier­stwo", które do­dat­kowo można roz­bi­jać na kon­kretne odłamy: sta­ro­wier­stwo sło­wiań­skie, ger­mań­skie, cel­tyc­kie itd.

Za­leży mi na tym, żeby ję­zyk przy­ję­tej nar­ra­cji był moż­li­wie naj­bar­dziej neu­tralny, tak żeby nie fa­wo­ry­zo­wać ani nie szy­ka­no­wać osób o żad­nym świa­to­po­glą­dzie re­li­gij­nym. Zdaję so­bie sprawę, że ze względu na po­dej­mo­wany te­mat będę po­ru­szać kwe­stie, które dla współ­cze­snych chrze­ści­jan mogą być nie­wy­godne. Moją in­ten­cją nie jest ata­ko­wa­nie wy­znaw­ców żad­nej wiary, choć omó­wie­nie pew­nych prak­tyk sto­so­wa­nych przez zwierzch­ni­ków wy­znań mo­no­te­istycz­nych na prze­strzeni wie­ków jest tu­taj ko­nieczne do tego, żeby do­brze ob­ja­śnić za­wi­ło­ści i trud­no­ści, z któ­rymi mu­szą bo­ry­kać się współ­cze­śnie lu­dzie chcący moż­li­wie naj­wier­niej od­two­rzyć świat przed­chrze­ści­jań­skich wie­rzeń Sło­wian. Uwa­żam rów­nież, że w XXI wieku świa­domy chrze­ści­ja­nin po­wi­nien uczci­wie po­dejść do grze­chów po­peł­nio­nych nie­gdyś przez przed­sta­wi­cieli Ko­ścioła i umieć wła­ści­wie je oce­nić.

Na ko­niec chciał­bym jesz­cze od­nieść się do et­no­nimu "Sło­wia­nie" i przy­miot­nika "sło­wiań­ski", które to ter­miny w toku pro­wa­dzo­nego przeze mnie wy­wodu będą się po­ja­wiać czę­sto, ale nie za­wsze będą ozna­czać to samo. W kon­tek­ście hi­sto­rycz­nym pod sło­wem "Sło­wia­nie" będę ro­zu­mieć przed­chrze­ści­jań­skie wspól­noty ple­mienne, z któ­rych z cza­sem wy­ło­niły się na­rody sło­wiań­skie. To wła­śnie ich kul­turę, zwy­czaje i wie­rze­nia uznaje się za naj­bar­dziej pier­wotne i ro­dzime - można by­łoby po­wie­dzieć: za naj­bar­dziej sło­wiań­skie, nie­prze­jęte z in­nych ko­dów kul­tu­ro­wych.

Na­leży mieć przy tym na uwa­dze, że for­mu­łu­jąc ogólne wnio­ski na te­mat Sło­wian, za­wsze będę opie­rać się na pew­nych uprosz­cze­niach, gdyż Sło­wia­nie ni­gdy nie byli mo­no­li­tem jako wspól­nota. Pierw­sze hi­sto­ryczne wzmianki o daw­nych Sło­wia­nach po­cho­dzą z VI wieku i już wtedy była to grupa zło­żona z róż­nych ple­mion. Współ­cze­śnie w ob­rę­bie wspól­noty Sło­wian wy­róż­nia się po­nad 140 grup et­nicz­nych, po­dzie­lo­nych na trzy główne odłamy kul­tu­rowe i geo­gra­ficzne:

Sło­wia­nie za­chodni (Po­lacy, Ślą­zacy, Czesi, Sło­wacy i Ser­bo­łu­ży­cza­nie), Sło­wia­nie wschodni (Ru­sini, Bia­ło­ru­sini, Ukra­ińcy, Ro­sja­nie), Sło­wia­nie po­łu­dniowi (Buł­ga­rzy, Chor­waci, Sło­weńcy, Ser­bo­wie, Czar­no­górcy, Bo­śniacy i Ma­ce­doń­czycy).

Mó­wiąc o daw­nych Sło­wia­nach, nie na­leży za­po­mi­nać o wspól­no­tach, które nie prze­trwały i gdzieś po dro­dze znik­nęły z kart hi­sto­rii. Poza Sło­wia­nami po­łab­skimi, dzięki któ­rym wiele dziś wiemy o sta­ro­sło­wiań­skich wie­rze­niach, na­leży pa­mię­tać o Ka­ran­ta­nach, któ­rzy mo­gli dać po­czą­tek Lę­dzia­nom, a także o Sło­wia­nach pa­noń­skich, z cza­sem zma­dzia­ry­zo­wa­nych. W za­leż­no­ści od re­gionu geo­gra­ficz­nego i okresu hi­sto­rycz­nego wspól­nota Sło­wian wy­glą­dała ina­czej, a od­rębne grupy miały swoje zwy­czaje i wie­rze­nia. Nie­stety, więk­szość da­nych na ten te­mat prze­pa­dła, więc oma­wia­nie róż­nic mię­dzy sło­wiań­skimi ple­mio­nami i niu­an­so­wa­nie po­da­wa­nych in­for­ma­cji na pod­sta­wie czyn­ni­ków geo­gra­ficz­nych lub cza­so­wych by­łoby da­remne i za­pro­wa­dzi­łoby nas na po­znaw­cze ma­nowce, a przede wszyst­kim by­łoby po pro­stu nu­żące dla ko­goś, kto nie pod­cho­dzi do te­matu z ty­pową dla na­ukowca dro­bia­zgo­wo­ścią.

Dawni Sło­wia­nie to dla mnie wy­łącz­nie punkt wyj­ścia, pier­wotne źró­dło, naj­głęb­sza część ko­rzeni na­szej toż­sa­mo­ści et­nicz­nej. Wspól­nota Sło­wian nie znik­nęła ani wraz z wy­od­ręb­nie­niem się po­szcze­gól­nych na­ro­dów sło­wiań­skich, ani też z uzna­niem chrze­ści­jań­stwa za do­mi­nu­jącą re­li­gię. Choć w XXI wieku duża część spo­łe­czeń­stwa iden­ty­fi­kuje się przede wszyst­kim w opar­ciu o toż­sa­mość na­ro­dową, to szer­sza toż­sa­mość et­niczna wciąż jest dla wielu waż­nym ele­men­tem au­to­iden­ty­fi­ka­cji. Dla­tego opo­wia­da­jąc na kar­tach tej książki o ma­gicz­nej rze­czy­wi­sto­ści Sło­wian, wcale nie mam na my­śli świata mi­nio­nego i utra­co­nego. Każdy z nas w co­dzien­nym ży­ciu może na swój spo­sób kon­ty­nu­ować tę dawną ma­gię. Po­zna­nie hi­sto­rii i kul­tury daw­nych Sło­wian jest tu wy­łącz­nie na­rzę­dziem po­moc­nym w osią­gnię­ciu tego wspa­nia­łego celu.

Magia a jej dawne związki z religią i nauką

Ma­gia, re­li­gia i na­uka to trzy per­spek­tywy pa­trze­nia na świat, które dają nam moż­li­wość in­ter­pre­to­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści. Jako au­tor tej książki je­stem zo­bo­wią­zany do wy­ja­śnie­nia, dla­czego jako pierw­sze w ty­tule zo­stało użyte słowo "ma­gia". W tym celu po­sta­ram się naj­pierw na­kre­ślić róż­nice zna­cze­niowe mię­dzy my­śle­niem ma­gicz­nym, re­li­gij­nym i na­uko­wym.

Ja­mes Geo­rge Fra­zer w kul­to­wej książce Złota ga­łąź za­biera czy­tel­ni­ków w po­dróż po róż­nych za­kąt­kach świata i kul­tu­rach, żeby po­ka­zać nam, jak bar­dzo je­ste­śmy do sie­bie po­dobni. Ten szkocki an­tro­po­log spo­łeczny stoi na sta­no­wi­sku, że ma­gia jest znacz­nie star­sza od re­li­gii, a re­li­gia to dru­gie sta­dium roz­woju kul­tury in­te­lek­tu­al­nej czło­wieka. Fra­zer po­do­bień­stwa mię­dzy po­szcze­gól­nymi re­li­giami tłu­ma­czył pier­wot­no­ścią my­śle­nia ma­gicz­nego, które to­wa­rzy­szyło czło­wie­kowi od mo­mentu po­wsta­nia pierw­szych spo­łe­czeństw. Uni­wer­salną wiarą, która łą­czy wszyst­kie ludy tego świata, jest wiara w sku­tecz­ność ma­gii.

Ma­gię i re­li­gię na­leży łą­czyć z tym, co nie­znane i nie­zro­zu­miałe. Współ­cze­sny czło­wiek bez względu na świa­to­po­gląd re­li­gijny w co­dzien­nym oglą­dzie rze­czy­wi­sto­ści opiera się głów­nie na po­zna­niu na­uko­wym. Dzięki zmy­słom i ro­zu­mowi ludz­kość jest w sta­nie wy­tłu­ma­czyć różne zja­wi­ska w spo­sób zgodny z ak­tu­alną wie­dzą. Mimo że po­zna­nie na­ukowe można trak­to­wać jako trze­cie sta­dium roz­woju kul­tury in­te­lek­tu­al­nej czło­wieka, na­uka ni­gdy nie bę­dzie w sta­nie roz­wią­zać wszyst­kich za­ga­dek kłę­bią­cych się w ludz­kich umy­słach. Tam, gdzie po­zna­nie ro­zu­mowe oka­zuje się bez­radne, za­czyna roz­cią­gać się dzika, nie­okieł­znana prze­strzeń dla my­śle­nia ma­gicz­nego i re­li­gij­nego.

Ma­gię i re­li­gię łą­czy wiara w na­ru­szal­ność praw na­tury, czyli prze­ko­na­nie, że ist­nieją siły mo­gące zmie­niać bieg wy­da­rzeń na na­szą ko­rzyść bądź wprost prze­ciw­nie. Au­tor Zło­tej ga­łęzi ro­bił jed­nak bar­dzo wy­raźne roz­gra­ni­cze­nie mię­dzy re­li­gią a ma­gią. Tę pierw­szą po­strze­gał jako wiarę w siły wyż­sze od czło­wieka, którą na­leży łą­czyć z prak­tyką na rzecz ubła­ga­nia i za­do­wo­le­nia owych sił. Tak ro­zu­miane my­śle­nie re­li­gijne wy­mu­sza na czło­wieku, by jego co­dzienne po­stę­po­wa­nie było re­gu­lo­wane bo­jaź­nią lub mi­ło­ścią do istot bo­skich. Kiedy w ży­ciu czło­wieka dzieje się coś nie­zro­zu­mia­łego i nie­wy­tłu­ma­czal­nego, zo­staje po­bu­dzona jego wy­obraź­nia. Osoba re­li­gijna może tłu­ma­czyć so­bie ta­kie sy­tu­acje cu­dem, czyli in­ter­wen­cją siły wyż­szej, która na­ru­szyła prawa na­tury. Mo­dli­twy lub inne formy ry­tu­ałów mają po­móc w prze­ko­na­niu bó­stwa do kon­kret­nego dzia­ła­nia, ale nad­rzędna jest sama idea od­da­nia mu na­leż­nej czci.

Wie­rze­nia ma­giczne łą­czą się z prze­ko­na­niem, że pewne wy­róż­nia­jące się osoby są w sta­nie na wspo­mniane prawa na­tury wpły­wać, dzia­ła­jąc przy tym w pe­wien szcze­gólny spo­sób w ich ob­rę­bie. Czło­wiek po­słu­gu­jący się ma­gią może cza­sem wy­ko­rzy­sty­wać wspar­cie siły nad­przy­ro­dzo­nej, ale jego po­dej­ście do tej istoty jest in­stru­men­talne i wiąże się z re­ali­za­cją kon­kret­nego celu. Ta­kie jed­nostki ko­rzy­stają z upraw­nień, które są nie­do­stępne dla więk­szo­ści lu­dzi. W róż­nych krę­gach kul­tu­ro­wych od­mien­nie na­zy­wano osoby, któ­rym przy­pi­sy­wano zdol­ność zmie­nia­nia rze­czy­wi­sto­ści. Byli to na przy­kład ma­go­wie, sza­mani, cza­row­nicy i cza­row­nice.

Czy jed­nak na­kre­śle­nie gra­nicy mię­dzy re­li­gią a ma­gią fak­tycz­nie jest ta­kie pro­ste? Czy jako lu­dzie nie je­ste­śmy zbyt mocno uza­leż­nieni od wła­snego punktu wi­dze­nia? Pier­wot­nie mia­nem ma­gów okre­ślano ka­pła­nów per­skich i za­ra­tusz­triań­skich, któ­rzy byli prze­cież przed­sta­wi­cie­lami du­cho­wień­stwa kon­kret­nych re­li­gii. Oso­bom pa­trzą­cym na świat przez pry­zmat mo­no­te­izmu ła­two przy­cho­dzi za­kwe­stio­no­wa­nie siły spraw­czej in­nego bó­stwa. Je­śli po dzia­ła­niach ka­płana in­nego wy­zna­nia wy­da­rzy się coś nie­prze­wi­dy­wal­nego, osoba wie­rząca w inne bó­stwa tłu­ma­czy to so­bie przy­pad­kiem lub ma­gią, która nie ma źró­dła w woli boga. Ta­kiemu du­chow­nemu można także spró­bo­wać za­rzu­cić oszu­stwo, dla­tego też z bie­giem czasu ma­gi­kami za­częto na­zy­wać ulicz­nych ku­gla­rzy, któ­rych wy­jąt­kowe zdol­no­ści ogra­ni­czały się do ma­nu­al­nej szyb­ko­ści i zręcz­no­ści. Dla wy­znaw­ców za­ra­tusz­tria­ni­zmu i pier­wot­nych wie­rzeń Per­sów dzia­ła­nia tam­tej­szych ka­pła­nów nie były żadną ma­gią, a ry­tu­alną prak­tyką re­li­gijną po­le­ga­jącą na kon­tak­to­wa­niu się z bó­stwem.

In­te­re­su­jący jest także zwią­zek wspo­mnia­nych ka­pła­nów-ma­gów ze spoj­rze­niem na­uko­wym. Ma­gię okre­śla się jako wie­dzę ta­jemną, która do­stępna jest wy­łącz­nie pew­nym uprzy­wi­le­jo­wa­nym oso­bom. W daw­nych tek­stach ma­go­wie czę­sto byli na­zy­wani za­mien­nie mę­dr­cami lub na­uczy­cie­lami. W ka­to­lic­kim ka­len­da­rzu li­tur­gicz­nym jest na­wet dzień im po­świę­cony - święto Trzech Króli, które mo­żemy na­zy­wać także świę­tem Trzech Mę­dr­ców lub Trzech Ma­gów. Hi­sto­ria trzech obe­zna­nych w ma­gii mę­dr­ców od­da­ją­cych po­kłon nowo na­ro­dzo­nemu Je­zu­sowi miała być bi­blij­nym do­wo­dem na wyż­szość kultu Chry­stusa nad in­nymi wy­zna­niami.

Wiedźmy, wołchwowie i żercy

Żeby do­strzec zwią­zek ma­gii z wie­dzą, nie mu­simy się­gać my­ślami do kra­jów Bli­skiego Wschodu, po­dobne wątki mo­żemy bo­wiem od­na­leźć w kul­tu­rze eu­ro­pej­skiej, także u sa­mych Sło­wian. W hi­sto­rii Sta­rego Kon­ty­nentu od XV do XVII wieku od­no­to­wano liczne pro­cesy o czary, które zwy­kło się okre­ślać mia­nem po­lo­wań na cza­row­nice.

Cza­row­ni­cami lub, rza­dziej, cza­row­ni­kami okre­ślano osoby, które, jak na­zwa wska­zuje, zaj­mo­wały się cza­rami. Ter­min cza­ro­stwo na­ro­dził się do­piero w śre­dnio­wie­czu, a po­nie­waż stał w sprzecz­no­ści z dok­try­nami chrze­ści­jań­stwa, bu­dził prze­waż­nie ne­ga­tywne sko­ja­rze­nia. Wśród Sło­wian już wcze­śniej funk­cjo­no­wało bli­sko­znaczne okre­śle­nie wiedźma (prasł. *vědьma), które ety­mo­lo­gicz­nie ozna­czało osobę wie­dzącą (od cza­sow­nika *věděti - "wie­dzieć"). Za­pewne, po­dob­nie jak w wy­padku ma­gów, i tu cho­dziło o wie­dzę ta­jemną - taką, do któ­rej mo­gły mieć do­stęp wy­łącz­nie wy­brane osoby.

Praw­do­po­dob­nie pier­wo­wzo­rem Baby Jagi, a także in­nych obec­nych w kul­tu­rze de­mo­nicz­nych przed­sta­wień wiedźm, były ży­jące w daw­nych wspól­no­tach ko­biety bie­głe w zio­ło­lecz­nic­twie i me­dy­cy­nie ogól­nej, które w swo­jej prak­tyce mo­gły cza­sem po­wo­ły­wać się na wspar­cie któ­re­goś z przed­chrze­ści­jań­skich bóstw bądź du­chów. Po­sia­dana przez wiedźmy wie­dza i au­to­ry­tet spo­łeczny mu­siały bu­dzić nie­po­kój chrze­ści­jań­skich mi­sjo­na­rzy, któ­rzy szybko za­częli przy­pi­sy­wać im kon­szachty z dia­błami. Wiedźmy nie tylko po­śred­ni­czyły w kon­tak­cie ze świa­tem du­cho­wym, lecz także wspie­rały lu­dzi cho­rych i cier­pią­cych. Trudno jest okre­ślić, w któ­rym do­kład­nie mo­men­cie hi­sto­rii prze­stały bu­dzić po­zy­tywne sko­ja­rze­nia. We­dług nie­któ­rych na­ukow­ców ich wi­ze­ru­nek za­czął się za­ła­my­wać jesz­cze przed upo­wszech­nie­niem się no­wej wiary.

Wraz z umac­nia­niem się chrze­ści­jań­stwa na po­zy­cji re­li­gii do­mi­nu­ją­cej w Eu­ro­pie wiedźmy wy­py­chano co­raz da­lej na mar­gi­nes spo­łeczny. Przy oka­zji umac­niano wśród ludu prze­ko­na­nie o tym, że wie­dzące zaj­mują się upra­wia­niem czar­nej ma­gii - ro­zu­mia­nej naj­czę­ściej jako czary w złych in­ten­cjach (np. w celu spro­wa­dze­nia śmierci, cho­roby, wy­padku bądź in­nego nie­szczę­ścia), któ­rej źró­dłem może być re­la­cja z si­łami nad­przy­ro­dzo­nymi, okre­śla­nymi jako "nie­czy­ste" (w prak­tyce okre­śle­nie to obej­mo­wało wszyst­kie istoty z wie­rzeń nie­chrze­ści­jań­skich).

W isto­cie pier­wotne "wie­dzące" czę­ściej zaj­mo­wały się prak­ty­kami, które dziś okre­ślamy mia­nem bia­łej ma­gii, czyli na przy­kład le­cze­niem, ścią­ga­niem klątw bądź od­naj­dy­wa­niem za­gu­bio­nych osób i przed­mio­tów. Do cza­sów re­li­gii mo­no­te­istycz­nych wspól­noty kul­ty­wu­jące wie­lo­bó­stwo nie dzie­liły istot nad­przy­ro­dzo­nych na do­bre i złe, na praw­dziwe i nie­praw­dziwe, na lep­sze i gor­sze. Dla­tego u tych lu­dów wy­ra­że­nie "siła nie­czy­sta" nie miało ra­cji bytu.

Je­śli za­tem przy­jąć po­zy­cję bez­stron­nego ob­ser­wa­tora, można dojść do wnio­sku, że dzia­łal­ność wiedźm opie­rała się nie tylko na ma­gii, lecz także na re­li­gii i na­uce. Pa­trząc z per­spek­tywy czło­wieka ode­rwa­nego od wła­snego kodu kul­tu­ro­wego, trudno by­łoby wska­zać róż­nicę mię­dzy ka­pła­nem mo­dlą­cym się za czy­jeś zdro­wie a wiedźmą wy­ko­nu­jącą ry­tuał w tej sa­mej in­ten­cji. Choć cza­row­ni­com czę­sto przy­pi­sy­wano umie­jęt­ność ma­ni­pu­lo­wa­nia isto­tami nad­przy­ro­dzo­nymi i wpły­wa­nia na nie, to na­leży mieć świa­do­mość, że tego typu ocena ich dzia­łań jest wy­łącz­nie su­biek­tywną opi­nią i rów­nie do­brze można by­łoby za­rzu­cić to samo ka­pła­nowi do­wol­nej re­li­gii, który nie tylko za­nosi prośby do swo­jego bó­stwa, lecz także pró­buje na nie wy­wrzeć wpływ, na przy­kład przez skła­da­nie ofiar i od­pra­wia­nie ry­tu­ałów w ra­mach li­tur­gii.

Z per­spek­tywy po­nad ty­siąca lat trudno oce­nić, na ile ak­tyw­ność wiedźm mo­gła mieć zwią­zek ze spra­wo­wa­niem kultu przed­chrze­ści­jań­skich bóstw. Naj­moc­niej­szą prze­słanką prze­ma­wia­jącą za tym, że w nich uczest­ni­czyły, jest to, iż osoby za­an­ga­żo­wane w pro­cesy o czary po­wszech­nie przy­pi­sy­wały cza­row­ni­com róż­nego typu re­la­cje z isto­tami pie­kiel­nymi. W kul­tu­rze lu­do­wej można jed­nak od­na­leźć także pewne do­wody na obronę tezy, że cza­row­nice dzia­łały przede wszyst­kim w opar­ciu o kla­sycz­nie ro­zu­mianą ma­gię. Oskar Kol­berg, pro­wa­dząc w XIX wieku ba­da­nia et­no­gra­ficzne na zie­miach pol­skich, na­po­tkał in­for­ma­to­rów twier­dzą­cych, że cza­row­nice swoją moc czer­pią nie z sił nie­czy­stych, a "z na­tury". Tak było na przy­kład z wiedź­mami w Wiel­ko­pol­sce, które w tym re­gio­nie, za­pewne za sprawą tabu ję­zy­ko­wego, na­zy­wano "ciot­kami" bądź "cio­tami"[2].

Po­zy­tywne sko­ja­rze­nia z wiedź­mami nie prze­trwały próby czasu, a zmierz­chem spo­łecz­nej wiary w zdol­ność upra­wia­nia ma­gii stały się przy­wo­ły­wane na po­czątku tego pod­roz­działu pro­cesy o czary. Choć na tle in­nych na­ro­dów eu­ro­pej­skich na­rody sło­wiań­skie nie były tak bar­dzo za­an­ga­żo­wane w po­lo­wa­nia na cza­row­nice, to ana­liza źró­deł nie po­zo­sta­wia wąt­pli­wo­ści, że i na na­szych zie­miach część spo­łe­czeń­stwa ogar­nęła dziwna cho­roba umy­słu, ob­ja­wia­jąca się chę­cią walki z tymi, któ­rzy byli inni i nie wpi­sy­wali się w po­żą­dane wzorce kul­tu­rowe. Przyj­muje się, że na zie­miach pol­skich od XVI do XVIII wieku w wy­niku spa­le­nia na sto­sie lub sa­mo­są­dów zgi­nęło od 20 do 40 ty­sięcy ko­biet po­są­dzo­nych o czary[3].

Na­leży mieć przy tym na uwa­dze, że tylko część tej zbio­ro­wo­ści sta­no­wiły ko­biety kon­ty­nu­ujące prak­tyki daw­nych wiedźm. Osoby zaj­mu­jące się me­dy­cyną i zio­ło­lecz­nic­twem w lu­do­wych wspól­no­tach ka­to­lic­kich nie za­wsze były ostra­cy­zo­wane, cza­sem je sza­no­wano, a na­wet an­ga­żo­wano w śledz­twa prze­ciwko rze­ko­mym cza­row­ni­com. Ana­liza ma­te­ria­łów źró­dło­wych do­wo­dzi, że pro­cesy o czary były czę­sto wy­łącz­nie pre­tek­stem do usu­nię­cia ze spo­łe­czeń­stwa nie­wy­god­nych jed­no­stek: lo­kal­nych bun­tow­ni­czek, ko­biet roz­wią­złych lub po pro­stu człon­kiń ro­dzin prze­ciw­ni­ków po­li­tycz­nych, któ­rych chciało się skom­pro­mi­to­wać. To krwawe żniwo nie by­łoby moż­liwe, gdyby nie upo­wszech­niana przez ka­to­li­ków i pro­te­stan­tów wiara w czary, a wraz z nią lęk przed tym, co inne i nie­znane. Oso­bli­wo­ścią tam­tych cza­sów było roz­pa­la­nie stosu dla ko­biet, które były ko­chan­kami księży. W ta­kich sy­tu­acjach win­nym nie był ka­płan ży­jący w kłam­stwie i ła­miący ce­li­bat, ale ko­bieta, która rze­komo dzięki ma­gii zdo­łała uwieść pa­ste­rza dusz.

Wśród daw­nych sło­wiań­skich wspól­not bez wąt­pie­nia ist­niały wy­jąt­kowe osoby, któ­rych rolą spo­łeczną było po­śred­ni­cze­nie mię­dzy sfe­rami sa­crum i pro­fa­num. Rze­koma moc wiedźm mo­gła brać się z ma­ni­pu­lo­wa­nia si­łami na­tury i z ma­gii, ale z pew­no­ścią nie było tak w przy­padku osób peł­nią­cych w przed­chrze­ści­jań­skiej kul­tu­rze funk­cję po­śred­ni­ków w kon­tak­tach z bó­stwami. Mowa tu­taj o żer­cach i woł­chwach. Być może w daw­nych wspól­no­tach sło­wiań­skich ist­niało wię­cej ról spo­łecz­nych o cha­rak­te­rze re­li­gij­nym, przy czym frag­men­ta­rycz­ność ma­te­riału źró­dło­wego nie po­zwala na od­two­rze­nie do­kład­nej struk­tury przed­chrze­ści­jań­skich ple­mion.

Po­da­nia o żer­cach i woł­chwach po­cho­dzą ze skraj­nych stron Sło­wiańsz­czy­zny - z za­chodu i wschodu. Po­mimo dość istot­nych róż­nic te dwa typy po­gań­skich ka­pła­nów były pod pew­nymi wzglę­dami zbli­żone. Jed­nych i dru­gich zwy­kło się dziś wy­obra­żać jako mocno za­ro­śnię­tych star­szych męż­czyzn ubra­nych w białe, po­włó­czy­ste szaty. Za­równo żercy, jak i woł­chwo­wie zaj­mo­wali się skła­da­niem ofiar, wró­że­niem i prze­wod­ni­cze­niem pod­czas ry­tu­ałów. Zde­cy­do­wa­nie róż­nił ich styl spra­wo­wa­nej po­sługi. Żercy we wspól­no­cie mieli wiele prak­tycz­nych za­dań: opie­ko­wali się świą­ty­niami (tzw. chra­mami i ką­ci­nami) oraz świę­tymi ga­jami, wy­zna­czali ter­miny świąt, a także ko­ja­rzyli osoby do swaćby, czyli sło­wiań­skiego ob­rządku ślub­nego. Na­to­miast woł­chwów można by­łoby okre­ślić mia­nem sło­wiań­skich sza­ma­nów, gdyż kon­takt ze świa­tem nad­przy­ro­dzo­nym na­wią­zy­wali pod­czas eks­tazy wy­wo­ła­nej na przy­kład tań­cem lub środ­kami odu­rza­ją­cymi. Przy­pi­sy­wano im także zdol­no­ści wró­że­nia i kon­tak­to­wa­nia się z du­chami zmar­łych, to jest dzia­dami.

Ety­mo­lo­gicz­nie rzecz bio­rąc, żerca (prasł. *žьrьcь, *ži­rьcь) to przede wszyst­kim ka­płan-ofiar­nik. Ter­min jest w bli­skim związku z lek­se­mem "żer­twa", ro­zu­mia­nym jako ofiara ca­ło­palna wśród Sło­wian po­łu­dnio­wych i wschod­nich[4]. Co cie­kawe, do tej ro­dziny wy­ra­zów na­leżą także słowa "żar­cie" oraz "żyr" (tłuszcz), gdyż bar­dzo czę­sto po­gań­skim bo­gom skła­dano w ofie­rze wła­śnie je­dze­nie. Z ko­lei obiata, czyli inna sło­wiań­ska na­zwa ofiary, jest spo­krew­niona z wy­ra­zem "obiad". Z od­da­wa­niem czci bó­stwom czę­sto wią­zały się ry­tu­alne uczty, które były przy­go­to­wy­wane przez żer­ców.

W tym miej­scu warto wspo­mnieć, że w sta­ro­polsz­czyź­nie na okre­śle­nie sta­ro­sty we­sel­nego uży­wano słowa "ży­rzec". Nic w tym dziw­nego, gdyż do jego obo­wiąz­ków na­le­żało mię­dzy in­nymi prze­pro­wa­dza­nie ry­tu­ałów we­sel­nych, któ­rym przy­pi­sy­wano ma­giczną moc. W bar­dziej od­le­głych cza­sach sta­ro­sta we­selny, zwany także swa­tem, po­dob­nie jak przed­chrze­ści­jań­ski żerca był upraw­niony do udzie­la­nia ślu­bów. Można przy­pusz­czać, że wraz z po­stę­pem chry­stia­ni­za­cji funk­cje żer­ców ode­rwały się od sfery sa­crum i ule­gły ze­świec­cze­niu. Część ich obo­wiąz­ków prze­jęli sta­ro­ści we­selni, a reszta prze­szła w za­kres kom­pe­ten­cji chrze­ści­jań­skich ka­pła­nów.

Naj­wię­cej o kul­to­wych obo­wiąz­kach żer­ców wiemy z kro­niki Saxo Gram­ma­ti­cusa[5], który po­dró­żo­wał do Ar­kony, cen­trum kultu Świę­to­wita, i w roz­bu­do­wa­nych ustę­pach opi­sał gród, świą­ty­nię oraz Święto Plo­nów ob­cho­dzone pod­czas jego wi­zyty. Ten duń­ski kro­ni­karz dał nam wni­kliwą ana­lizę wy­glądu żer­ców, któ­rzy we­dług niego wy­róż­niali się spo­śród miesz­kań­ców Ar­kony dłu­gimi wło­sami. Opi­sał także czyn­no­ści przy­go­to­waw­cze do ob­cho­dów święta, w tym do­kładne sprzą­ta­nie świą­tyni po­łą­czone z ry­tu­al­nym wstrzy­my­wa­niem od­de­chu, co miało zwią­zek z po­sza­no­wa­niem tra­dy­cji pod­trzy­my­wa­nia w świą­tyni wiecz­nego ognia. W kro­nice Saxo Gram­ma­ti­cusa znaj­dziemy rów­nież szcze­gó­łowe opisy prze­biegu ry­tu­ałów, ta­kich jak wró­że­nie uro­dzaju i skła­da­nie ofiar. W dziele au­tor wspo­mina też o świą­tyn­nym skarbcu, nad któ­rym pie­czę spra­wo­wali ka­płani Świę­to­wita. Z ko­lei nie­miecki kro­ni­karz Hel­mold[6] zwraca uwagę na to, że w daw­nych wspól­no­tach żercy peł­nili cza­sem funk­cje sę­dziów i po­słów. Prze­pro­wa­dzali pro­cesy są­dowe w świę­tych ga­jach, żeby osą­dzać oczami bo­gów, a także - już w do­bie chry­stia­ni­za­cji - gro­ma­dzili do­okoła sie­bie stron­nic­twa i per­trak­to­wali z ksią­żę­tami oraz in­nymi oso­bami ze szczytu wła­dzy.

Wspo­mnia­nych wcze­śniej woł­chwów okre­śla się jako ma­gów lub wróż­bi­tów daw­nych wspól­not sło­wiań­skich. We­dług wschod­nio­sło­wiań­skich le­gend po­dob­nie jak żercy zaj­mo­wali się skła­da­niem ofiar. Z tek­stów źró­dło­wych można jed­nak wy­wnio­sko­wać, że woł­chwo­wie byli w więk­szym stop­niu za­ko­twi­czeni w świe­cie nad­przy­ro­dzo­nym, z któ­rym utrzy­my­wali stałą łącz­ność - stam­tąd czer­pali wie­dzę i zdol­ność wró­że­nia. Woł­chwo­wie byli także straż­ni­kami tra­dy­cji ust­nej. Zwy­kło się ko­ja­rzyć ich ze śpie­wem bądź re­cy­to­wa­niem po­ezji do wtóru gę­śli.

Wy­raz "wołchw" jest spo­krew­niony z imie­niem sło­wiań­skiego boga We­lesa bądź Wo­łosa. Nie­przy­pad­kowo funk­cje woł­chwów po­kry­wały się z kom­pe­ten­cjami tego bó­stwa. Przyj­muje się, że uzna­wano We­lesa za bo­skiego opie­kuna dusz zmar­łych, a także wróż­bi­tów i po­etów. Woł­chwo­wie za­tem jako słu­dzy We­lesa zaj­mo­wali się wróż­biar­stwem, utrzy­my­wali kon­takt z za­świa­tami, a także za­pew­niali cią­głość kul­tury za sprawą prze­ka­zów ust­nych. W Sło­wie o wy­pra­wie Igora, ano­ni­mo­wym za­bytku li­te­ra­tury sta­ro­ru­skiej z końca XII wieku, au­tor przy­wo­łuje po­stać Bo­jana - gę­śla­rza i ru­skiego po­ety ob­da­rzo­nego mocą wró­że­nia, któ­rego na­zywa "wnu­kiem We­le­so­wym".

Cza­sem przy­pi­sy­wano woł­chwom zdol­ność przy­bie­ra­nia zwie­rzę­cej po­staci, co nie po­winno dzi­wić, je­śli weź­miemy pod uwagę, że wspo­mniany We­les był także opie­ku­nem by­dła i zwie­rzyny le­śnej. Być może dla­tego czę­sto przyj­mo­wano, że woł­chwo­wie za­kła­dali na sie­bie skóry ścią­gnięte ze zwie­rząt, a na gło­wie no­sili zwie­rzęce rogi. W no­wo­grodz­kich by­li­nach[7] jed­nym z czar­nych cha­rak­te­rów jest Wołchw Wsie­sła­wie­wicz: zły czar­no­księż­nik ob­da­rzony mocą przy­bie­ra­nia po­staci zwie­rzę­cych. Inne źró­dła wspo­mi­nają, że sta­nął on na czele wy­prawy prze­ciwko in­dyj­skiemu kró­lowi, która to eks­pe­dy­cja udała się dzięki ma­gicz­nym mo­com Wsie­sła­wie­wi­cza. Naj­pierw przy­brał on po­stać gro­no­staja, żeby pod osłoną nocy znisz­czyć skła­do­wi­sko broni prze­ciw­nika, a na­stęp­nie prze­mie­nił sie­bie i swo­ich wo­jow­ni­ków w mrówki, żeby prze­do­stać się do wnę­trza grodu króla.

Woł­chwo­wie, choć żyli ra­czej na ubo­czu daw­nych wspól­not, cie­szyli się ogrom­nym spo­łecz­nym po­wa­ża­niem. Nic dziw­nego, że w do­bie chry­stia­ni­za­cji sło­wiań­scy wróż­bici za­częli peł­nić funk­cje po­li­tyczne i gro­ma­dzić wo­kół sie­bie osoby bun­tu­jące się prze­ciwko za­pro­wa­dza­niu no­wego po­rządku re­li­gij­nego. Z Po­wie­ści mi­nio­nych lat[8] wiemy, że na po­czątku XI wieku siły bun­tow­ni­cze prze­ciwko księ­ciu Gle­bowi[9] gro­ma­dziły się wła­śnie z ini­cja­tywy jed­nego z woł­chwów. Po chry­stia­ni­za­cji ziem ru­skich zwierzch­nicy pań­stwa i władz ko­ściel­nych su­rowo tę­pili dzia­łal­ność woł­chwów. W 1227 roku w No­wo­gro­dzie czte­rech spa­lono na sto­sie. Jesz­cze w dru­giej po­ło­wie XIV wieku przed­sta­wi­ciele Ko­ścioła wal­czyli z ostat­nimi bun­tow­ni­kami pod­bu­rza­nymi przez sło­wiań­skich wróż­bi­tów.

Ze świa­tem nad­przy­ro­dzo­nym woł­chwo­wie na­wią­zy­wali kon­takt przez ta­niec, a dzięki środ­kom odu­rza­ją­cym zy­ski­wali zdol­ność wiesz­czego wi­dze­nia. W daw­nych wspól­no­tach sło­wiań­skich zwy­kło uwa­żać się ich za wi­dzą­cych wię­cej, czyli wi­du­nów. Cie­szyli się wśród ludu po­wszech­nym sza­cun­kiem i uzna­niem nie dla­tego, że umieli wpa­dać w trans, ale z po­wodu po­sia­da­nej wie­dzy i prak­tycz­nych umie­jęt­no­ści, przy­dat­nych choćby w le­cze­niu roz­ma­itych do­le­gli­wo­ści. Pod tym wzglę­dem woł­chwo­wie peł­nili po­dobne funk­cje, co oma­wiane wcze­śniej wiedźmy, a sprawą dys­ku­syjną po­zo­staje to, czy swoją moc czer­pali z sił na­tury (ma­gia), od bóstw (re­li­gia), czy z wie­dzy o ota­cza­ją­cym świe­cie (na­uka).

Z bie­giem czasu ry­tu­ały od­pra­wiane przez woł­chwów za­częto na­zy­wać gu­słami, a osoby je spra­wu­jące - gu­śla­rzami bądź gu­ślar­kami. W do­bie za­an­ga­żo­wa­nej chry­stia­ni­za­cji Ko­ściół dą­żył do tego, by cał­ko­wi­cie wy­ple­nić wiarę we wró­że­nie i ma­gię, lecz kul­tura lu­dowa, nie­przej­mu­jąca się zbyt­nio ka­te­chi­zmem, bar­dzo długo była w sta­nie go­dzić wiarę w chrze­ści­jań­skiego Boga z wiarą w gu­sła, dla­tego też w wielu wspól­no­tach wiej­skich przez wieki funk­cjo­no­wały osoby wy­ko­rzy­stu­jące w prak­tyce wie­dzę o "ma­gicz­nej" mocy przy­rody. Wraz z za­ni­kiem przed­chrze­ści­jań­skich kul­tów ma­giczno-lecz­ni­cze kom­pe­ten­cje woł­chwów i wiedźm prze­jęli wró­żo­wie, szep­tuni, szep­tunki, zna­cho­rzy i zna­chorki.

Można po­wie­dzieć, że po­dob­nie jak w wy­padku żer­ców funk­cje woł­chwów ule­gły ze­świec­cze­niu. Kon­ty­nu­ato­rami ich dzia­łal­no­ści w kul­tu­rze sta­ro­pol­skiej byli lu­dowi ga­wę­dzia­rze od­po­wie­dzialni za prze­ka­zy­wa­nie wie­dzy i hi­sto­rii. Duża część daw­nych przed­chrze­ści­jań­skich wie­rzeń jest dziś re­kon­stru­owana wła­śnie w opar­ciu o tek­sty folk­lo­ry­styczne. Być może, gdyby woł­chwo­wie nie wy­kształ­cili u Sło­wian na­wyku prze­ka­zy­wa­nia tra­dy­cji w for­mie ust­nej, dziś o wiele mniej wie­dzie­li­by­śmy o wie­rze na­szych pra­oj­ców.

In­for­ma­cje o sło­wiań­skich ka­pła­nach mo­żemy czer­pać rów­nież ze źró­deł pi­sa­nych po­dej­mu­ją­cych te­mat przed­chrze­ści­jań­skich Bał­tów, gdyż Sło­wia­nie mają bar­dzo wiele z Bał­tami wspól­nego. Więk­szość ba­da­czy przyj­muje hi­po­tezę, że po roz­pa­dzie wspól­noty pra­in­do­eu­ro­pej­skiej te dwie grupy et­no­lin­gwi­styczne two­rzyły spo­łecz­ność bał­to­sło­wiań­ską. Bał­tów i Sło­wian łą­czy kult tego sa­mego na­czel­nego gro­mo­wład­nego bó­stwa - Pe­runa bądź Per­kuna, któ­remu cześć od­da­wano w świę­tych ga­jach, gdzie w cen­trum czę­sto rósł ma­je­sta­tyczny dąb, sym­bol bo­sko­ści pana sło­wiań­skiego i bał­tyj­skiego pan­te­onu. Bał­tyj­scy ka­płani, na­zy­wani waj­de­lo­tami, zaj­mo­wali się pod­trzy­my­wa­niem wiecz­nego ognia, pło­ną­cego nie­opo­dal naj­więk­szego z dę­bów. Waj­de­loci zaj­mo­wali się rów­nież wró­że­niem, le­cze­niem i cza­rami, przez co wy­ka­zy­wali po­do­bień­stwa za­równo do żer­ców, jak i woł­chwów. O zna­cze­niu wiecz­nego ognia świad­czy kara śmierci dla ka­płana, który po­zwo­liłby na jego wy­ga­śnię­cie.

Ten hi­sto­ryczno-kul­tu­rowy wy­wód po­zwala na wy­cią­gnię­cie wnio­sku, że roz­róż­nie­nie mię­dzy ma­gią a re­li­gią zbyt czę­sto opiera się na su­biek­tyw­nym wra­że­niu i poj­mo­wa­niu świata wy­łącz­nie przez pry­zmat jed­nego kodu kul­tu­ro­wego. Je­śli miał­bym spró­bo­wać wy­ja­śnić, jak ro­zu­miem róż­nicę mię­dzy re­li­gią a ma­gią, sku­pił­bym się przede wszyst­kim na stop­niu sfor­ma­li­zo­wa­nia. U lu­dzi my­śle­nie ma­giczne i re­li­gijne ak­ty­wują się w sy­tu­acjach na­po­tka­nia cze­goś nie­zna­nego i nie­zro­zu­mia­łego. Re­li­gia sys­te­ma­ty­zuje zbiór my­śli o pod­łożu ma­gicz­nym, na­daje im pewną struk­turę i układa w spójną nar­ra­cję, przez co spra­wia, że nie­wy­tłu­ma­czalne zo­staje ob­ja­śnione w opar­ciu o wiarę w dzia­ła­nie sił wyż­szych. Ma­gia wy­myka się jed­nak ustruk­tu­ry­zo­wa­nym ka­te­go­riom i woli po­zo­stać nie­wy­ja­śnioną ta­jem­nicą.

Współ­cze­śni ro­dzi­mo­wiercy i inne osoby przy­wią­zane do et­nicz­nych wie­rzeń Sło­wian wspo­mi­nają cza­sem o tym, że słowo "re­li­gia" ko­ja­rzy im się ne­ga­tyw­nie, dla­tego wolą mó­wić o wie­rze daw­nych Sło­wian. Na pewno nie ma ra­cji bytu mó­wie­nie o re­li­gii przed­chrze­ści­jań­skich Sło­wian, gdyż Sło­wia­nie - roz­bici na liczne ple­miona - nie wy­kształ­cili jed­nego spój­nego sys­temu wie­rzeń. Można dziś po­wąt­pie­wać także, na ile ustruk­tu­ry­zo­wane były wie­rze­nia w ob­rę­bie po­szcze­gól­nych ple­mion, gdyż współ­cze­śni ba­da­cze nie mają do dys­po­zy­cji żad­nego tek­stu źró­dło­wego, który mógłby peł­nić funk­cję trak­tatu wy­ra­ża­ją­cego ów­cze­sną myśl re­li­gijną. Uwa­żam, że funk­cje sło­wiań­skich żer­ców i woł­chwów, a także bli­skow­schod­nich ma­gów, nie róż­niły się znacz­nie od tych spra­wo­wa­nych przez współ­cze­snych du­chow­nych wy­znań mo­no­te­istycz­nych. Za­rzu­ca­nie im upra­wia­nia ne­ga­tyw­nie poj­mo­wa­nej ma­gii wy­ni­kało wy­łącz­nie z chęci osła­bie­nia po­zy­cji nie­wy­god­nej kon­ku­ren­cji.

Moim zda­niem sys­temy wie­rzeń daw­nych Sło­wian w ob­rę­bie mniej­szych wspól­not były spójne i jed­no­lite, a za­tem bliż­sze my­śle­niu re­li­gij­nemu. Lecz frag­men­ta­rycz­ność na­szej wie­dzy o daw­nych Sło­wia­nach spra­wia, że współ­cze­snemu czło­wie­kowi świat ten jawi się jako ma­giczny z po­wodu nie­do­po­wie­dzeń i zwią­za­nej z tym aury ta­jem­ni­czo­ści. Ro­dzi­mo­wiercy przez ana­lizę źró­deł i wła­sną in­tu­icję two­rzą dziś od­rębne sys­temy prze­ko­nań re­li­gij­nych, sta­ra­jąc się prze­ka­zy­wać spójną nar­ra­cję o swo­jej wie­rze. Ogół współ­cze­snych Sło­wian za­do­wala się jed­nak szcząt­kami wie­dzy i pod­cho­dzi do nich jak do świata dawno za­po­mnia­nej ma­gii.

Bez względu na to, jaki spo­sób my­śle­nia o świe­cie daw­nych Sło­wian przyj­miemy, stoję na sta­no­wi­sku, że każdy po­wi­nien dą­żyć do po­zna­nia naj­star­szych ko­rzeni zbio­ro­wej toż­sa­mo­ści. Osoby, któ­rym bli­skie jest my­śle­nie ma­giczne, mogą wy­ko­rzy­stać wie­dzę pra­oj­ców jako na­rzę­dzie po­mocne do in­ter­pre­to­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści. Stu­dio­wa­nie pra­daw­nych wie­rzeń może być także środ­kiem po­trzeb­nym do po­głę­bie­nia wła­snej du­cho­wo­ści i roz­woju my­śle­nia re­li­gij­nego. Je­śli zaś cho­dzi o osoby twardo trzy­ma­jące się my­śle­nia na­uko­wego, dla nich na­uka o sta­ro­sło­wiań­skich wie­rze­niach bę­dzie przy­datna przede wszyst­kim do po­sze­rze­nia ho­ry­zon­tów i lep­szego zro­zu­mie­nia pro­ce­sów hi­sto­ryczno-kul­tu­ro­wych. Na­leży mieć wszakże na uwa­dze, że nie każda ma­gia za­prze­cza na­uce. Słowo "ma­gia" jest współ­cze­śnie ro­zu­miane czę­ściej jako nie­zwy­kła siła od­dzia­ły­wa­nia, znie­wa­la­jący urok ko­goś lub cze­goś. Jako pa­sjo­nat oko­ło­sło­wiań­skich te­ma­tów uwa­żam, że tego ro­dzaju ma­gii daw­nym Sło­wia­nom od­mó­wić nie można, gdyż do dziś fa­scy­nują i po­bu­dzają do in­ten­syw­nego my­śle­nia.

[1] Po­dział świata na chrze­ści­jan i po­gan to kla­syczna re­ali­za­cja opo­zy­cji swój/obcy, która wiąże się ze skraj­nie uprosz­czo­nym po­strze­ga­niem świata. Lin­gwi­ści zaj­mu­jący się ba­da­niem ję­zy­ko­wych ob­ra­zów świata zwra­cają uwagę na to, że taki spo­sób mó­wie­nia nie służy bu­do­wa­niu dia­logu, utrud­nia ko­mu­ni­ka­cję, zbyt uprasz­cza ob­raz rze­czy­wi­sto­ści, a także wzmac­nia spo­łeczne an­ta­go­ni­zmy. Po­dobne po­działy można od­na­leźć w in­nych re­li­giach mo­no­te­istycz­nych, por. ży­dow­skiego goja lub mu­zuł­mań­skiego giaura.

[2] O by­cie cza­row­nicą czę­sto po­dej­rze­wano ko­biety sa­motne: nie­za­mężne i bez­dzietne lub też owdo­wiałe i na­zna­czone traumą ży­ciową (np. śmier­cią wła­snych dzieci). Mocno przy­wią­zana do tra­dy­cyj­nych ról spo­łecz­nych lud­ność wiej­ska nie­przy­chyl­nym okiem pa­trzyła na stare panny, zło­śli­wie okre­ślane m.in. jako "ciotka" lub "ciota". Przy­pusz­cza się, że w kul­tu­rze lu­do­wej uni­kano na­zy­wa­nia ko­goś cza­row­nicą wprost, stąd wy­kształ­ciła się druga, oboczna i po­zba­wiona grozy na­zwa ko­biety po­dej­rze­wa­nej o upra­wia­nie cza­rów.

[3] Bar­dziej za­in­te­re­so­wa­nych wspo­mnia­nymi źró­dłami od­sy­łam do mo­no­gra­fii Boh­dana Ba­ra­now­skiego, który w swo­jej dzia­łal­no­ści na­uko­wej trzy­krot­nie po­wra­cał do te­matu wiedźm i cza­row­nic.

[4] Wśród ogółu Sło­wian za­chod­nich na na­zwa­nie ofiary na­leż­nej bo­gom uży­wano słowa "obiata", a wśród Sło­wian po­łab­skich od­no­to­wano także na­zwę "trzeba". Po przy­ję­ciu chrze­ści­jań­stwa obiaty prze­trwały w za­chod­nio­sło­wiań­skim folk­lo­rze jako uczty wy­pra­wiane przez bo­ga­tych dla bied­nych (w ten spo­sób osoby ma­jętne mo­gły so­bie wy­ku­pić u Boga ła­skę i od­ku­pie­nie win).

[5] Saxo Gram­ma­ti­cus (Saxo Gra­ma­tyk; ok. 1150-1220) - duń­ski hi­sto­ryk i kro­ni­karz, au­tor Ge­sta Da­no­rum, czyli spi­sa­nej po ła­ci­nie hi­sto­rii Da­nii (przyp. red.).

[6] Hel­mold (1125-1177) - sa­ski hi­sto­ryk, pro­boszcz pa­ra­fii w Bo­sau, kro­ni­karz pod­czas nie­miec­kich wy­praw chry­stia­ni­za­cyj­nych na Po­mo­rzu Za­chod­nim i Po­ła­biu, au­tor Chro­nica Sla­vo­rum (Kro­niki Sło­wian) (przyp. red.).

[7] By­liny - tra­dy­cyjne ru­skie epic­kie pie­śni opie­wa­jące czyny daw­nych bo­ha­te­rów (przyp. red.).

[8] Po­wieść mi­nio­nych lat (Po­wieść do­roczna lub Kro­nika Ne­stora) - naj­star­szy ru­ski la­to­pis, opi­su­jący wy­da­rze­nia z hi­sto­rii Rusi od cza­sów naj­daw­niej­szych do XII w. (przyp. red.).

[9] Gleb (?-1015) - syn Wło­dzi­mie­rza I Wiel­kiego, książę mu­rom­ski - od mia­sta Mu­rom w Ro­sji (przyp. red.).

Zakończenie

Ma­giczny świat Sło­wian to nie rze­czy­wi­stość, która ode­szła w za­po­mnie­nie wraz z upo­wszech­nie­niem się chrze­ści­jań­stwa. To świat, który nie tylko prze­trwał okres chry­stia­ni­za­cji, lecz trwa do dziś. To także świat, który ulega sta­łym prze­obra­że­niom. Z po­wodu frag­men­ta­rycz­no­ści in­for­ma­cji na te­mat daw­nych Sło­wian nie po­tra­fimy dziś w spo­sób wia­ry­godny i nie­pod­wa­żalny zre­kon­stru­ować ich wie­rzeń. Za­pewne ten stan rze­czy już się nie zmieni...

Bez względu na zbio­rową bez­rad­ność te­mat mi­to­lo­gii sło­wiań­skiej bę­dzie roz­pa­lał na­szą wy­obraź­nię i sprawi, że co ja­kiś czas lu­dzie na­uki i kul­tury będą two­rzyć wła­sne nar­ra­cje na te­mat tego, czym były lub są ma­giczne wie­rze­nia lu­dów sło­wiań­skich. Na­sza zbio­rowa toż­sa­mość po­trze­buje ich jako dro­go­wskazu iden­ty­fi­ka­cyj­nego, szcze­gól­nie w świe­tle swo­istego prze­mę­cze­nia do­tych­cza­so­wymi ko­dami kul­tu­ro­wymi. Zgłę­bia­nie tych za­gad­nień dla wielu może być in­te­re­su­ją­cym spo­so­bem na po­szu­ki­wa­nie sa­mego sie­bie, a także oka­zją do zwe­ry­fi­ko­wa­nia swo­jej do­tych­cza­so­wej wie­dzy na te­mat źró­deł prak­ty­ko­wa­nych przez nich zwy­cza­jów i tra­dy­cji.

Jako do­świad­czony prze­wod­nik po ma­gicz­nym świe­cie Sło­wian mogę za­le­cić ta­kim oso­bom wy­łącz­nie to, by nie bały się błą­dzić i po­szu­ki­wać od­po­wie­dzi na wła­sną rękę. Oczy­wi­ście warto przy tym wszyst­kim za­cho­wać zdrowy scep­ty­cyzm. Choć na każdą hi­po­tezę na­leży spo­glą­dać okiem wąt­pią­cego kry­tyka, wy­pada pod­cho­dzić z więk­szym sza­cun­kiem do osób uzna­wa­nych za au­to­ry­tety na­ukowe. Wiele z daw­nych uni­wer­sy­tec­kich usta­leń nie prze­trwało próby czasu i zo­stało zre­wi­do­wa­nych przez współ­cze­snych ba­da­czy, któ­rzy dys­po­nują lep­szą me­to­do­lo­gią i lep­szymi na­rzę­dziami. W tym wszyst­kim za­in­te­re­so­wa­nie ama­to­rów jest po­trzebne, gdyż mo­ty­wuje i za­chęca do dzia­ła­nia. Na­leży jed­nak pod­cho­dzić z więk­szą nie­uf­no­ścią do tez, które są sta­wiane w opar­ciu o bar­dzo wą­tłe prze­słanki przez osoby nie­ma­jące od­po­wied­niego warsz­tatu ba­daw­czego.

Poza zgłę­bia­niem me­an­drów ma­gicz­nego świata Sło­wian warto współ­two­rzyć go sa­memu na co dzień przez prak­ty­ko­wa­nie zwy­cza­jów i ry­tu­ałów, które były znane na na­szych zie­miach na długo przed tym, kiedy po raz pierw­szy od­pra­wiono tu chrze­ści­jań­ską mszę. Dzięki od­po­wied­niemu na­sta­wie­niu można się prze­ko­nać że świat ten to coś wię­cej niż ide­owy kon­cept, który mo­żemy je­dy­nie pró­bo­wać wy­obra­zić so­bie w opar­ciu o do­stępną wie­dzę. Ma­giczny świat Sło­wian to miej­sce, w któ­rym mo­żemy żyć tu i te­raz. To rze­czy­wi­stość, któ­rej mo­żemy do­świad­czać na po­zio­mie zmy­sło­wym, umy­sło­wym i du­cho­wym. Wy­maga to jed­nak od­po­wied­niego przy­go­to­wa­nia i chęci do sa­mo­dziel­nych po­szu­ki­wań.

Bibliografia

Monografie i artykuły:

Abra­ham Wła­dy­sław, Or­ga­ni­za­cya Ko­ścioła w Pol­sce do po­łowy wieku XII, Lwów 1890.

Abra­mo­wicz An­drzej, Ba­nasz­kie­wicz Ja­cek i in., Sło­wiańsz­czy­zna w Eu­ro­pie śre­dnio­wiecz­nej, cz. 1, In­sty­tut Ar­che­olo­gii i Et­no­lo­gii PAN, Lu­blin 1996.

Ada­mow­ski Jan, O sym­bo­lice wiel­ka­noc­nego jaja, "Twór­czość Lu­dowa" 1992, nr 1-2, s. 38-40.

Ba­ra­now­ski Boh­dan, O hul­ta­jach, wiedź­mach i wsze­tecz­ni­cach. Szkice z oby­cza­jów XVII i XVIII wieku, Re­plika, War­szawa 2020.

Ba­ra­now­ski Boh­dan, Po­że­gna­nie z dia­błem i cza­row­nicą, Re­plika, War­szawa 2020.

Ba­ra­now­ski Boh­dan, Pro­cesy cza­row­nic w Pol­sce w XVII i XVIII wieku, Re­plika, War­szawa 2021.

Ba­ra­now­ski Boh­dan, W kręgu upio­rów i wil­ko­ła­ków. De­mo­no­lo­gia sło­wiań­ska, Re­plika, War­szawa 2019.

Bart­miń­ski Je­rzy, Ję­zy­kowe pod­stawy ob­razu świata, Wy­daw­nic­two UMCS, Lu­blin 2009.

Bro­żyna Woj­sław, Ręce Swa­roga. Ger­mań­ska sym­bo­lika w służ­bie sło­wiań­skiego ro­dzi­mo­wier­stwa, "Gniazdo. Ro­dzima wiara i kul­tura" 2019, nr 19, s. 36-41.

Brück­ner Alek­san­der, Dzieje kul­tury pol­skiej. Od cza­sów przed­hi­sto­rycz­nych do 1506 roku, t. 1, PWN, War­szawa 1965.

Brück­ner Alek­san­der, Mi­to­lo­gia sło­wiań­ska i pol­ska, wstęp i oprac. Sta­ni­sław Urbań­czyk, PWN, War­szawa 1980.

Brück­ner Alek­san­der, Sta­ro­żytna Li­twa. Ludy i bogi. Szkice hi­sto­ryczne i mi­to­lo­giczne, Re­plika, Po­znań 2023.

Bu­jak Jan, O ge­ne­zie i zmien­nych funk­cjach lalki, ZNUJ, "Prace Et­no­gra­ficzne" 1983, z. 18, s. 7-22.

Buko An­drzej, Ar­che­olo­gia Pol­ski wcze­sno­śre­dnio­wiecz­nej. Od­kry­cia - hi­po­tezy - in­ter­pre­ta­cje, Wy­daw­nic­two Trio, War­szawa 2011.

By­stroń Jan Sta­ni­sław, Zwy­czaje żni­wiar­skie w Pol­sce, Na­kła­dem Aka­de­mii Umie­jęt­no­ści, Kra­ków 1916.

Fra­zer Ja­mes Geo­rge, Złota ga­łąź. Stu­dia z ma­gii i re­li­gii, Vis-á-vis Etiuda, War­szawa 2017.

Gier­lach Bo­gu­sław, Sank­tu­aria sło­wiań­skie, Re­plika, War­szawa 2024.

Gieysz­tor Alek­san­der, Mi­to­lo­gia Sło­wian, Wy­daw­nic­twa Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego, War­szawa 2006.

Go­łę­biow­ska-Su­chor­ska Agnieszka, Dziew­czę przę­dzie, Pan Bóg nitki daje. O spój­no­ści lu­do­wej wi­zji świata, Wy­daw­nic­two UKW, Byd­goszcz 2011.

Górny Halszka, Sło­wiań­skie imiona dwu­czło­nowe za­cho­wane w naj­star­szych pol­skich to­po­ni­mach (re­ko­ne­sans), "Ono­ma­stica" 2017, t. 61, nr 1, s. 255-264.

Hen­sel Wi­told, Sło­wiańsz­czy­zna wcze­sno­śre­dnio­wieczna. Za­rys kul­tury ma­te­rial­nej, PWN, War­szawa 1987.

Ja­guś Ja­cek, Uwagi na te­mat wy­mowy ma­gicz­nej śre­dnio­wiecz­nych amu­le­tów i ozdób na zie­miach pol­skich, "An­na­les Uni­ver­si­ta­tis Ma­riae Cu­rie-Skło­dow­ska. Sec­tio F, Hi­sto­ria" 2003, Vol. 58, s. 7-24.

Ja­ku­bow­ski Sta­ni­sław, Teka pra­sło­wiań­skich mo­ty­wów ar­chi­tek­to­nicz­nych. Dwa­dzie­ścia sie­dem drze­wo­ry­tów, Na­kła­dem Księ­garni Or­bis, Kra­ków 1923.

Ja­nion Ma­ria, Nie­sa­mo­wita Sło­wiańsz­czy­zna, Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, Kra­ków 2006.

Kacz­mar­czyk Bo­żena, Lalki do za­bawy i nie tylko... O for­mie i funk­cji la­lek w kul­tu­rze tra­dy­cyj­nej i współ­cze­snej, Mu­zeum Et­no­gra­ficzne im. Se­we­ryna Udzieli, Kra­ków 2014.

Kaj­kow­ski Ka­mil, Mity, kult i ry­tuał. O du­cho­wo­ści nad­bał­tyc­kich Sło­wian, Tri­glav, Szcze­cin 2017.

Kha­ma­iko Na­ta­lia, Cre­scent pen­dants (lun­nitsa) in 11th-13th cen­tury Rus': Pa­gan amu­let or Chri­stian or­na­ment?, "Acta Ar­cha­eolo­gica Car­pa­thica" 2011, z. 46, s. 7-28.

Kle­men­sie­wicz Ze­non, Hi­sto­ria ję­zyka pol­skiego, PWN, War­szawa 2002.

Kol­berg Oskar, Dzieła wszyst­kie, Za­kład Na­ro­dowy im. Osso­liń­skich, Wro­cław 1958-1983.

Ko­neczny Fe­liks, Dzieje Pol­ski. Od po­czątku Pia­stów do III roz­bioru Pol­ski, Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, Kra­ków 1982.

Ko­wal­czy­kówna Ma­ria, Tańce i za­bawy w świe­tle rę­ko­pi­sów śre­dnio­wiecz­nych Bi­blio­teki Ja­giel­loń­skiej, "Biu­le­tyn Bi­blio­teki Ja­giel­loń­skiej" 1984-1985, r. 34-35, s. 71-88.

Ko­wa­lik Ar­tur, Ko­smo­lo­gia daw­nych Sło­wian. Pro­le­go­mena do teo­lo­gii po­li­tycz­nej daw­nych Sło­wian, "An­na­les Uni­ver­si­ta­tis Ma­riae Cu­rie-Skło­dow­ska. Sec­tio F, Hi­sto­ria" 2003, t. 58, s. 7-24.

Kó­čka-Krenz Hanna, Wcze­sno­śre­dnio­wieczna bi­żu­te­ria za­chod­nio­sło­wiań­ska, "Stu­dia Led­nic­kie" 2014, t. 13, s. 27-38.

Kra­wiec Adam, Sek­su­al­ność w śre­dnio­wiecz­nej Pol­sce, Wy­daw­nic­two Na­ukowe UAM, Po­znań 2000.

Ku­cy­pera Pa­weł, Pranke Piotr, Wa­dyl Sła­wo­mir, Wcze­sno­śre­dnio­wieczne mi­nia­tu­rowe to­porki me­ta­lowe z Eu­ropy Środ­kowo-Wschod­niej i Pół­noc­nej, [w:] Rze­czy co­dzienne przez pry­zmat rze­czy, Ku­cy­pera Pa­weł, Wa­dyl Sła­wo­mir (red.), Wy­daw­nic­two Na­ukowe UMK, To­ruń 2010.

Le­cie­je­wicz Lech (red.), Mały słow­nik kul­tury daw­nych Sło­wian, Wie­dza Po­wszechna, War­szawa 1972.

Le­cie­je­wicz Lech (red.), Sło­wiańsz­czy­zna za­chod­nia, Za­kład Na­ro­dowy im. Osso­liń­skich, Wro­cław 1976.

Le­vack Brian P., Po­lo­wa­nie na cza­row­nice w Eu­ro­pie wcze­sno­no­wo­żyt­nej, Za­kład Na­ro­dowy im. Osso­liń­skich, War­szawa 2001.

Lévy-Bruhl Lu­cien, Czyn­no­ści umy­słowe w spo­łe­czeń­stwach pier­wot­nych, PWN, War­szawa 1992.

Link­ner Ta­de­usz, Sło­wiań­skie bogi i de­mony. Z rę­ko­pisu Bro­ni­sława Tren­tow­skiego, Mar­press, Gdańsk 2019.

Lu­bicz Alek­san­der, Mi­to­lo­gia sło­wiań­ska: po­dług Na­ru­sze­wi­cza, Le­le­wela, Bo­gu­sław­skiego, Brück­nera i Gru­szew­skiego, re­print, Mi­nia­tura, Kra­ków 1991.

Łacny Dag­mara, Mo­tanki - lalki sło­wiań­skie jako lu­dowa forma au­to­te­ra­pii, "Zwier­cia­dło" 11.03.2022, do­stęp on­line: zwier­cia­dlo.pl.

Łow­miań­ski Hen­ryk, Re­li­gia Sło­wian i jej upa­dek (w. VI-XII), PWN, War­szawa 1979.

Łozko Ha­łyna, Ro­dzima wiara ukra­iń­ska, To­po­rzeł, Wro­cław 1997.

Łu­czyń­ski Mi­chał, Ję­zy­kowo-kul­tu­rowy ob­raz Mo­ko­szy: próba re­kon­struk­cji, "NO­MOS" 2013, nr 79, s. 48-77.

Ma­ła­chow­ska Syl­wia, Wcze­sno­śre­dnio­wieczne za­wieszki pół­księ­ży­co­wate zna­le­zione na te­re­nach ziem pol­skich, "Ar­che­olo­gia Pol­ski" 1998, t. 43, z. 1-2, s. 37-127.

Mączka Ry­szard, Ta­jem­nice pan­te­onu Jana Dłu­go­sza: szkice re­li­gio­znaw­czo-hi­sto­ryczne, wyd. 2 popr., na­kła­dem au­tora, Wro­cław 2012.

Mich­niuk Ju­styna, Sło­wiań­skie sym­bole na pi­san­kach Ser­bo­łu­ży­czan, "Sło­wiań­ska Agen­cja Pra­sowa" 24.04.2021, do­stęp on­line: isap.info.pl.

Mo­szyń­ski Ka­zi­mierz, Kul­tura lu­dowa Sło­wian, t. 1-2, Pol­ska Aka­de­mia Umie­jęt­no­ści, Kra­ków 1929-1939.

Ogro­dow­ska Bar­bara, Pol­skie ob­rzędy i zwy­czaje do­roczne, Muza, War­szawa 2010.

Pan­kalla An­drzej Bro­ni­sław, Ko­śnik Kon­rad Ka­zi­mierz, In­dy­ge­niczna psy­cho­lo­gia Sło­wian. Wpro­wa­dze­nie do re­al­nej na­uki o du­szy, Uni­ver­si­tas, Kra­ków 2018.

Pełka Le­onard J., Pol­ska de­mo­no­lo­gia lu­dowa. Wie­rze­nia daw­nych Sło­wian, Re­plika, War­szawa 2020.

Pełka Le­onard J., Ry­tu­ały, ob­rzędy, święta. Od cza­sów sło­wiań­skich po wiek XX, Re­plika, War­szawa 2022.

Pełka Le­onard J., U stóp sło­wiań­skiego par­nasu. Bo­go­wie i gu­sła, Re­plika, War­szawa 2021.

Ry­ba­kow Bo­ris Alek­san­dro­wicz, Ja­zy­cze­stwo driew­nich Sła­wian, Na­uka, Mo­skwa 1981 (Рыбаков Борис Александрович, Язычество древних славян, Наука, Москва 1981).

Sam­so­no­wicz Hen­ryk (red.), Na­ro­dziny śre­dnio­wiecz­nej Eu­ropy, Bel­lona, War­szawa 1999.

Si­kor­ski Da­riusz An­drzej, Re­li­gie daw­nych Sło­wian, Wy­daw­nic­two Po­znań­skie, Po­znań 2023.

Simp­son Scott, Na­tive Fa­ith. Po­lish Neo-Pa­ga­nism at the Brink of the 21st Cen­tury, Za­kład Wy­daw­ni­czy No­mos, Kra­ków 2000.

Sko­nieczna-Gaw­lik Do­brawa, Tro­pem ba­da­czy Za­głę­bia Dą­brow­skiego, Re­gio­nalny In­sty­tut Kul­tury w Ka­to­wi­cach, Ka­to­wice 2016.

Strzel­czyk Je­rzy, Apo­sto­ło­wie Eu­ropy, Wy­daw­nic­two Po­znań­skie, Po­znań 2010.

Strzel­czyk Je­rzy, Mity, po­da­nia i wie­rze­nia daw­nych Sło­wian, Re­bis, Po­znań 2007.

Strzel­czyk Je­rzy, Od Pra­sło­wian do Po­la­ków. Dzieje na­rodu i pań­stwa pol­skiego, Kra­jowa Agen­cja Wy­daw­ni­cza, Kra­ków 1987.

Suszko Hen­ryk, La­to­pis hu­styń­ski. Opra­co­wa­nie, prze­kład i ko­men­ta­rze, Wy­daw­nic­two Uni­wer­sy­tetu Wro­cław­skiego, Wro­cław 2003.

Szaj­no­cha Ka­rol, Ja­dwiga i Ja­giełło, PIW, War­szawa 1969.

Szcze­pa­nik Pa­weł, Wcze­sno­śre­dnio­wieczne fi­gurki wie­lo­twa­rzowe z te­re­nów ba­senu Mo­rza Bał­tyc­kiego - do­wód kon­tak­tów mię­dzy­kul­tu­ro­wych czy uni­wer­salny fe­no­men?, "Ar­cha­eolo­gia Hi­sto­rica Po­lona"" 2013, t. 21, s. 49-60.

Szcze­pa­nik Pa­weł, Sło­wiań­skie za­światy. Wie­rze­nia, wi­zje i mity, Tri­glav, Szcze­cin 2018.

Szyc Jo­achim An­toni, Sło­wiań­scy bo­go­wie, War­szawa 1865.

Szy­jew­ski An­drzej, Re­li­gia Sło­wian, WAM, Kra­ków 2003.

Szy­żen­ski Ro­man Wi­tal­je­wicz, Su­ro­ve­gina Eka­te­rina Sier­gie­jewna, Oso­bien­no­sti pro­wie­die­nija sow­rie­mien­nogo sła­wian­skogo ja­zy­cze­skogo prazd­nika (na pri­mie­rie or­ga­ni­za­cyi dnia Pie­runa), "Ob­szcze­stwo: fi­ło­so­fija, isto­rija, kul­tura" (Шиженский Роман Витальевич, Суровегина Екатерина Сергеевна, Особенности проведения современного славянского языческого праздника (на примере организации дня Перуна), "Общество: философия, история, культура", 2015.

Szy­man­der­ska Hanna, Pol­ska Wiel­ka­noc. Tra­dy­cja, zwy­czaje, po­trawy, Wa­tra, War­szawa 1990.

Świ­dziń­ska Agata, Lalki-mo­tanki jako me­toda pracy nad zro­zu­mie­niem do­świad­cze­nia mi­gra­cyj­nego, "Kul­tura i Edu­ka­cja" 2020, nr 3 (129), s. 184-201.

Ta­szycki Wi­told, Naj­daw­niej­sze pol­skie imiona oso­bowe, Pol­ska Aka­de­mia Umie­jęt­no­ści, Kra­ków 1925.

Trę­bacz­kie­wicz-Oziem­ska Te­resa, Rola ka­pła­nów (żer­ców) w ży­ciu ple­mion Sło­wian Po­łab­skich, "Acta Ar­cha­eolo­gica Lo­dzien­sia" 1968, nr 17, s. 97-106.

Váňa Zde­n?k, Świat daw­nych Sło­wian, PIW, War­szawa 1985.

Wy­pu­stek An­drzej, Ma­gia an­tyczna, Za­kład Na­ro­dowy im. Osso­liń­skich, Wro­cław 2001.

Urbań­czyk Prze­my­sław, Co się stało w 966 roku?, Zysk i S-ka, Po­znań 2016.

Urbań­czyk Prze­my­sław, Mieszko Pierw­szy Ta­jem­ni­czy, Wy­daw­nic­two Na­ukowe UMK, To­ruń 2013.

Urbań­czyk Prze­my­sław, Za­nim Pol­ska zo­stała Pol­ską, Wy­daw­nic­two Na­ukowe UMK, To­ruń 2015.

Urbań­czyk Sta­ni­sław, Dawni Sło­wia­nie. Wiara i kult, Za­kład Na­ro­dowy im. Osso­liń­skich, Wro­cław 1991.

Średniowieczne kroniki i zabytki piśmiennictwa:

Dłu­gosz Jan, Rocz­niki czyli kro­niki sław­nego Kró­le­stwa Pol­skiego, przeł. Ka­rol Me­che­rzyń­ski, do­stęp on­line: Wi­ki­źró­dła.

Gall Ano­nim, Kro­nika Pol­ska, przeł. Ro­man Gro­decki, Za­kład Na­ro­dowy im. Osso­liń­skich, Wro­cław 1996.

Hel­molda Kro­nika Sło­wian, przeł. Jó­zef Ma­tu­szew­ski, Re­plika, War­szawa 2024.

Her­bord, Dia­log o ży­ciu św. Ot­tona bi­skupa bam­ber­skiego, "Mo­nu­menta Po­lo­niae Hi­sto­rica. Se­ries Nova", t. 7, cz. 3, PWN, War­szawa 1969.

Ka­dłu­bek Win­centy, Kro­nika pol­ska, przeł. Bry­gida Kür­bis, Za­kład Na­ro­dowy im. Osso­liń­skich, Wro­cław 2003.

Ko­smas, Kro­nika Cze­chów, przeł. Ma­ria Woj­cie­chow­ska, PWN, War­szawa 1968.

Kro­nika Thiet­mara, przeł. Ma­rian Zyg­munt Je­dlicki, Uni­ver­si­tas, Kra­ków 2014.

La­buda Ge­rard, Sło­wiańsz­czy­zna pier­wotna. Wy­bór tek­stów. Ma­te­riały źró­dłowe do hi­sto­rii Pol­ski epoki feu­dal­nej, t. 1, Ma­rian Ma­ło­wist (red.), PWN, War­szawa 1954.

Le­wicki Ta­de­usz i in., Źró­dła arab­skie do dzie­jów Sło­wiańsz­czy­zny, t. 1-4, Za­kład Na­ro­dowy im. Osso­liń­skich, Wro­cław-Kra­ków 1956-1988.

Ma­gi­stri Adam Bre­men­sis Ge­sta Ham­ma­bur­gen­sis ec­c­le­siae pon­ti­fi­cum, [w:] "Mo­nu­menta Ger­ma­niae Hi­sto­rica. Scrip­to­res re­rum Ger­ma­ni­ca­rum", t. 2, Ha­no­wer-Lipsk 1917.

Po­wieść mi­nio­nych lat. Naj­star­sza kro­nika ki­jow­ska, przeł. Fran­ci­szek Sie­licki, Tem­plum, Wo­dzi­sław Ślą­ski 2014.

Re­la­cja Ibra­hima ibn Ja­kuba z po­dróży do kra­jów sło­wiań­skich w prze­ka­zie Al-Be­kriego, przeł. Ta­de­usz Ko­wal­ski, [w:] Mo­nu­menta Po­lo­niae Hi­sto­rica, se­ria 2, t. 1, Kra­ków, 1946.

Saxo Gram­ma­ti­cus, Ge­sta Da­no­rum. Kro­nika Da­nii, przeł. Jan Wo­łucki, Wy­daw­nic­two Ar­mo­ryka, War­szawa 2014.

Słowo o wy­pra­wie Igora, czyli wy­prawa Igora na Po­łow­ców, przeł. Au­gust Bie­low­ski (wier­szem) i An­drzej Sarwa (prozą), Wy­daw­nic­two Ar­mo­ryka, War­szawa 2013.