Hala basenu opustoszała i zrobiło się bardzo cicho. Zostaliśmy na niej tylko ja i Rekin.
-?Ty gnojku, najpierw próbujesz na mnie jakichś dziwnych sztuczek, a potem jeszcze oszukujesz na zawodach! - zaczął Rekin, mierząc mnie z góry na dół.
-?Przecież to ty mnie wczoraj zaatakowałeś! I jeszcze dzisiaj rozlałeś wodę, żebym się poślizgnął! - odparowałem.
-?Bzdury! Co ty tam ukrywasz?!
Zawstydzony Rekin jeszcze bardziej się rozzłościł. Nagle wepchnął mnie do wody, po czym sam wskoczył za mną, przytrzymując mnie pod jej powierzchnią. Nie zdążyłem zareagować. Pod naporem jego ciała nie miałem nawet siły się ruszyć.
Wtedy kątem oka zauważyłem, że coś wpadło do basenu - latająca rybka! W wodzie jej zarysy się uwidoczniły i można było ją wyraźnie zobaczyć. Chwyciła mocno w pyszczek ubranie Rekina i wkładając w to całą siebie, usiłowała go odciągnąć. Woda w zawrotnym tempie wyżerała łuski na jej ciele. Rybka kawałek po kawałeczku znikała.
Jednak Rekin był dla niej zbyt silny, nie była w stanie ruszyć go nawet o milimetr. Wtedy wypłynęła na powierzchnię i zaciekle ugryzła go w nos.
-?Co to było?! - wrzasnął zaskoczony.
Nie miał pojęcia, skąd wzięła się ta mała rybka. I jeszcze go ugryzła! Wpatrując się w nią, bezwiednie rozluźnił rękę, a ja skorzystałem z okazji, by się uwolnić.
Rekin chciał chwycić mnie za nogę, ale wtedy rybka zasłoniła mu oczy ogonem. Zauważyłem, że staje się coraz bardziej przeźroczysta, jakby była zrobiona z lodu i właśnie topniała. Ogonek już całkowicie zniknął, a płetwy były coraz mniejsze...
Wyciągnąłem pośpiesznie rękę w jej stronę, żeby ją stamtąd zabrać, ale Rekin chwycił ją pierwszy i nie puszczał. Wytężając siły, ruszyłem, by rozewrzeć jego dłonie. Chciałem uratować latającą rybkę, ale wtedy ktoś mocno chwycił mnie za ramię i pewnym ruchem wyciągnął na powierzchnię.
Siedząc na krawędzi basenu, kaszlałem i wypluwałem wodę. Kręciło mi się w głowie.
-?Xiao Ang, nic ci nie jest? - usłyszałem.
Dopiero wtedy zorientowałem się, że osobą, która mnie wyciągnęła, był mój tata. Miał na sobie długie spodnie i skarpety, które były całe przemoczone.
Rekin w tym czasie również wyszedł z basenu. Gdy zobaczył mojego tatę, chciał się wymknąć po cichu. Jednak tata chwycił go stanowczo i powiedział:
-?Stój. To ty wczoraj pobiłeś mojego syna?
Rekin był prawie tak wysoki jak mój tata i miał od niego mocniejszą budowę. Wyszarpnął się więc, mówiąc:
-?On też mnie wczoraj uderzył!
Jednak Rekin nie mógł wiedzieć, że tata w młodości trenował sztuki walki. Kiedy zacisnął mocno uścisk na jego ramieniu i przyciągnął do siebie, chłopak nie był już w stanie wyrwać się i nawet nie ośmielił się dalej stawiać. Usiadł tylko obrażony na ziemi i mamrotał pod nosem:
-?Co to za porządki, żeby dorosły dokuczał dziecku?
Tata już miał coś powiedzieć, ale go powstrzymałem. Tę sprawę chciałem rozwiązać sam, nie potrzebowałem jego wtrącania się.
-?Gdzie się podziała moja rybka? - zwróciłem się do Rekina, dociekając.
-?Myślałem, że się przewidziałem, a to naprawdę była ryba. - Wzruszył ramionami. - Nagle zniknęła w wodzie bez śladu. Skąd mam niby wiedzieć, co się z nią stało?
-?Rybko, gdzie jesteś? - wstałem i zacząłem nawoływać.
Jednak nie przyleciała do mnie. Ponownie wskoczyłem do basenu, ale pod wodą też jej nie było.
Rekin tymczasem czmychnął z budynku.
-?Czego szukasz? - Tata był wyraźnie zdezorientowany moim zachowaniem.
Latająca rybka była gotowa się rozpuścić, aby mnie uratować. Usiadłem na brzegu basenu oszołomiony, nie wiedząc, co dalej robić.
Tata podszedł do mnie i objął mnie.
-?Dobrze, że się tu dzisiaj pojawiłem, inaczej mogłoby się to dla ciebie źle skończyć! Trener powiedział mi, że wygrałeś i od razu przybiegłem. Świetnie się dzisiaj spisałeś. Musimy to uczcić! Chodź, zjemy coś dobrego.
Nie wytrzymałem i odepchnąłem go, krzycząc:
-?Nie dzięki tobie dzisiaj wygrałem, a dzięki latającej rybce!
-?Jakiej rybce? Ty też zacząłeś hodować rybki?
Pokiwałem głową, po czym od razu nią pokręciłem. Nawet gdybym opowiedział tacie o wszystkim, to i tak by nie uwierzył.
Tata nagle się zaśmiał i tajemniczo powiedział:
-?Wracajmy do domu, mam dla ciebie niespodziankę!
Do domu? Właśnie! Może rybka sama wróciła do domu? W końcu mieszka w tamtym okrągłym akwarium. Jeżeli tak zrobiła, możliwe, że odzyska swoją dawną formę!
Kiedy jednak weszliśmy do domu, ujrzałem, że jej akwarium stoi na stole w dużym pokoju, a w środku pływa czarna welonka!
-?Niespodzianka! To twój prezent urodzinowy! - powiedział tata, wyraźnie zadowolony. - Zobaczyłem, że leży u ciebie w pokoju puste akwarium. Sam je kupiłeś? Niesamowite, że idziesz w moje ślady. Ach, jaki ojciec, taki syn! No popatrz tylko, wybrałem dla ciebie najlepszą z moich rybek!
Wpatrywałem się w czarną welonkę bez słowa, ale moje myśli szalały. Jakie puste akwarium?! Przecież to był domek latającej rybki! Ona najbardziej boi się wody, teraz już nigdy nie wróci!
Sięgnąłem do akwarium, żeby wyłowić welonkę. Rybka w popłochu uciekała przed moją ręką.
-?Tego akwarium nie wolno napełniać wodą! Moja rybka może utonąć! - wydarłem się na tatę.
Popatrzył na mnie z konsternacją.
-?Wygląda, jakby jej niczego tu nie brakowało - odparł ostrożnie.
-?To nie jest moja rybka!
Tata chciał zabrać mi akwarium, ale przeze mnie stało się mokre i śliskie. Kiedy więc się o nie siłowaliśmy, wypadło nam z rąk i roztrzaskało na błyszczące kawałeczki. Czarna welonka podrygiwała żałośnie na ziemi.
-?Co właściwie chciałeś tym osiągnąć?! - zezłościł się tata. - Próbowałem tylko dać ci zaległy prezent urodzinowy!
-?Zaległy? Teraz już za późno! Nie wszystko da się nadrobić!
W przypływie złości wybiegłem z domu.
Na zewnątrz padał deszcz, jednak nie powstrzymało mnie to. Biegłem przed siebie, dopóki starczyło mi sił. Zdyszany zatrzymałem się na rogu jakiejś nieznanej mi uliczki. Łzy mieszały się z kroplami deszczu i razem spływały z mojej twarzy.
Błagam, zrobię wszystko, żeby latająca rybka do mnie wróciła! - zaklinałem w duchu. W tym momencie deszcz przestał padać mi na głowę. Uniosłem wzrok i zobaczyłem rozłożony nade mną parasol.
Trzymała go miła staruszka. Miała całą pomarszczoną twarz i siwiutkie włosy. Jej pełne uśmiechu oczy wykrzywiały się niczym półksiężyce.
-?Czyżbyś coś zgubił? - zapytała.
Miała bardzo przyjemny głos. Nie przypominał głosu starszej osoby, lecz dźwięk najpiękniejszego instrumentu muzycznego na świecie. Miałem wrażenie, że już kiedyś go słyszałem.
-?Skąd pani wie?
-?Być może jestem w stanie pomóc ci to odzyskać. Chodź ze mną.
Starsza pani skinęła na mnie dłonią.
Podążyłem za nią. Przeszliśmy przez cichą alejkę między murami tradycyjnej, niskiej zabudowy, do wejścia na niewielkie podwórze. Szary mur obrośnięty był winobluszczem, przez co wyglądał, jakby zawieszono na nim zielony gobelin. Daszek pokryty był strzechą z długich ogonów tataraku.
Deszcz ustał, a na niebie pojawiła się tęcza. Nagle brama wejściowa przed nami otworzyła się sama. Odruchowo cofnąłem się o krok.
-?Wejdź, proszę - powiedziała staruszka łagodnym tonem i poprowadziła mnie w głąb podwórza.
Było ono całe porośnięte roślinami, których zapach aż uderzał w nozdrza. Krople wody mieniły się wśród kwiatów niczym kryształowe koraliki. Przyjrzałem się im uważnie, to nie były wcale żadne wyszukane gatunki, ale najzwyczajniejsze, polne kwiaty. Nie było w nich niczego niezwykłego, a jednak każdy z nich był bardzo piękny, jakby ktoś rzucił na nie czar. Nie spodziewałem się, że polne kwiaty mogą być takie urodziwe.
Wszedłem za starszą panią do budynku wewnątrz podwórza. Przy ścianach stały wysokie drewniane regały, na których poukładane były setki dawnych zabawek. Niektóre z nich znałem: latawce, wańki-wstańki, kolorowe szmaciane tygrysy, ale większości nie potrafiłem nawet nazwać. Na oko wszystkie te zabawki miały już swoje lata, ale były w bardzo dobrym stanie, wszystkie bardzo czyściutkie.
Między nimi zobaczyłem drewniany szyld z napisem: "Magiczny Sklep z Zabawkami".
Taki sam napis widniał na tamtej paczce!
-?Czy to pani dała mi latającą rybkę?
Staruszka pokręciła głową.
-?Ktoś inny ci ją podarował. Wymienił swoją najcenniejszą rzecz na tę zabawkę.
-?Kto to był? Gdzie teraz jest?
-?Poczekaj tu cierpliwie, a zaraz sam się przekonasz.
Usiedliśmy na bujanych fotelach wśród kwiatów, kołysząc się lekko wraz z delikatnymi powiewami wiatru. Czułem się, jakby czas stanął w miejscu. Zachodzące słońce świeciło na nas łagodnie, jakby spowijało nas złotą kołderką, a wiatr przynosił świeżą woń kwiatów i trawy.
Kiedy ten ktoś w końcu się pojawi? - niecierpliwiłem się.
Staruszka zupełnie jakby przejrzała moje myśli, wyciągnęła drewniany kalejdoskop i podając mi go, powiedziała:
-?Spójrz.
Roztargniony wziąłem go od niej i przyłożyłem do oka. Soczewka odbijała widok podwórka: rośliny, kwiaty, dom, a także niebo i chmury.
-?Przekręć go, a ujrzysz to, co chcesz zobaczyć - rozległ się jej piękny głos gdzieś przy moim uchu.
Powolutku obracałem kalejdoskop, a obraz w nim zmieniał się wraz z ruchem moich palców. Niczym przetaczająca się woda, niebo z ziemią zamieniały się miejscami, a kolory mieszały ze sobą, tworząc ciągle nowe wzory z niezliczonych lśniących płytek. Przepiękne!
Patrzyłem na nie jak zahipnotyzowany, tracąc poczucie czasu. Kiedy odłożyłem kalejdoskop, starszej pani nie było już w bujaku obok. Powietrze wypełniała wilgotna mgła, zatapiając w sobie sklep i podwórze z kwiatami, które stały się ledwo widoczne, jak widmo, które może w każdej chwili zniknąć.
Otulony mgłą zmrużyłem oczy i poczułem się bardzo sennie. W tym momencie od strony bramy do podwórza rozległo się pukanie. Poszedłem otworzyć, pod bramą stał siwiuteńki staruszek, przygarbiony, o pomarszczonej twarzy, poruszał się bardzo, bardzo powoli. Od razu było widać, że jest mocno leciwy. Miałem wrażenie, że gdzieś już go widziałem.
-?Czy to sklep z zabawkami? - zapytał.
Pokiwałem twierdząco głową.
-?Chciałbym kupić zabawkę, potrzebuję jej na już - kontynuował, wyraźnie się niecierpliwiąc.
Rozejrzałem się dookoła, starszej pani wciąż nie było nigdzie w pobliżu.
-?Właścicielki nie ma teraz w sklepie. Proszę spróbować przyjść jutro.
-?Nie mam tyle czasu. Muszę wejść i się rozejrzeć.
Staruszek wyminął mnie podirytowany i wszedł na podwórze. Nie miałem lepszego wyjścia, niż podążać za nim. Zaczął przechadzać się chwiejnie między półkami, szukając czegoś wśród licznych zabawek.
-?Chcę kupić prezent dla mojego syna, dzisiaj ma urodziny. Skończy sześć lat. Wcześniej zawsze zapominałem o jego urodzinach, w tym roku będzie inaczej. Dzisiaj spotka się z kolegami, muszę kupić mu najpiękniejszy lampion.
Urodziny? Sam dopiero co obchodziłem urodziny bez żadnego prezentu.
Starszy pan obszedł cały sklep, jednak nie znalazł żadnego lampionu. Westchnął zawiedziony.
Wtedy dostrzegłem miękkie światełko migoczące wśród traw. Otworzyłem szeroko oczy.
To moja latająca rybka!
Pływała między giętkimi źdźbłami tak swobodnie, jakby była w seledynowym stawie. Czyli cały czas była tutaj!
Podbiegłem do niej, a ona wyskoczyła z traw i wzbiła się w powietrze. Szybko zdjąłem z siebie kurtkę i gwałtownie wyrzuciłem do góry, łapiąc rybkę do środka. Kiedy jednak ją rozwinąłem, ku mojemu zaskoczeniu, zobaczyłem papierowy lampion w kształcie złotej welonki, który ani drgnął.
Przetarłem oczy, myśląc, że coś mi się przewidziało.
-?Właśnie czegoś takiego szukałem! Mojemu synkowi na pewno spodoba się taki lampion! - ucieszył się staruszek, po czym popatrzył na zegarek. - Jeszcze zdążę! To pędzę do niego! - dodał, zabierając mi z rąk papierową welonkę i szybko wychodząc.
Chwila! Przecież to moja latająca rybka! - pomyślałem, ruszając za nim w pościg.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
wydawnictwodialog.pl