Magiczne opowieści - Justyna Nosorowska

Kup ebooka

19.95 zł

-
Proszę czekać
  "Szary i Skoczek - o odwadze, która zmienia serca"  
W głębokim, ciemnym lesie mieszkał ogromny niedźwiedź o  
imieniu Szary.  
Był tak wielki, że kiedy szedł ścieżką, pod jego ciężarem  
chrupały gałęzie i uginały się mchy.  
A gdy tylko się zatrzymał i spojrzał swoimi małymi, błyszczącymi  
oczami... nawet najodważniejsze zwierzęta drżały ze strachu.  
I bardzo mu się to podobało.  
- Ha, ha! - ryczał z zadowoleniem, chowając pisklęta  
ptakom i patrząc, jak biedne mamy trzepoczą skrzydełkami i piszczą,  
szukając dzieci w gniazdach.  
- Ale zabawa! - chichotał, gdy lisek z puszystym ogonem  
uciekał przed jego wielką łapą, zostawiając za sobą tylko ślady w  
błocie.  
Nocą było jeszcze gorzej.  
Szary wędrował cicho, choć był taki wielki, że aż dziw, jak umiał być  
bezszelestny.  
Przemierzał ścieżki i zaglądał do nor, aż w końcu nagle ryczał tak  
potężnie, że echo odbijało się od drzew, a zwierzęta zamierały z  
przerażenia.  
Wszystkie małe stworzonka: myszki, sarenki, jeże i sowy... chowały  
się w swoich kryjówkach i nawet nie śmiały oddychać.  
  Narada na polanie  
Pewnego dnia zwierzęta miały już dość.  
Od rana w lesie słychać było szepty i pomruki.  
Wszystkie zwierzęta - małe i duże - zebrały się na dużej,  
słonecznej polanie.  
Przyszły wilki i lisy, sarny i jelenie, sowy, dzięcioły, wiewiórki, a  
nawet małe myszki wyglądały ostrożnie spod liści.  
Na środku stanął wilk i spojrzał na wszystkich swoimi żółtymi  
oczami.  
- Trzeba coś zrobić z tym niedźwiedziem! - zawołał głośno, tak że  
echo odbiło się od drzew.  
- Przecież on nas wszystkich dręczy! Nikt już nie ma siły go znosić!  
W polanie podniosły się głosy:  
- Tak! Tak!  
- Ma rację!  
- Nie można tak dalej żyć!  
Ale zaraz odezwała się sowa, która siedziała na najniższej  
gałęzi:  
- Tak, ale co? - spytała spokojnym, mądrym głosem. - Przecież  
sami się go boimy.  
Padły różne pomysły.  
Z lasu rozlegały się głosy z każdej strony:  
- Wystraszyć go!  
- Oblać wodą!  
- Zrobić pułapkę!  
- Albo... schować się w norach i nigdy więcej nie wychodzić!  
Ale im dłużej mówili, tym bardziej zwierzęta czuły, że żaden z  
tych pomysłów nie jest dobry.  
Polana nagle ucichła. Tylko gdzieś w trawie słychać było cichy  
szelest i śpiew ptaków.  
I wtedy, z samego końca kręgu, rozległ się cichy głosik:  
- A może... się z nim zaprzyjaźnić?  
Wszystkie głowy naraz odwróciły się w tamtą stronę.  
Na środek polany wyszedł Skoczek - najmniejszy zajączek w  
całym lesie.  
Był tak mały, że ledwie było go widać zza wysokiej trawy.  
- Ja spróbuję - powiedział spokojnie, prostując uszy i  
patrząc wszystkim w oczy.  
Na polanie rozległ się gromki śmiech:  
- Ty?! - zawołała wiewiórka, podskakując z rozbawienia.  
- Najmniejszy z nas wszystkich?! - dodał lis, kiwając głową.  
- Przecież on cię jednym kłapnięciem zje! - wołały ptaki.  
Ale Skoczek tylko się uśmiechnął.  
Nic nie odpowiedział, nie spuszczał wzroku, a potem odwrócił się i  
pomaszerował w stronę groty Szarego.  
Wysokie trawy szeleściły pod jego drobnymi łapkami, a cały las  
patrzył za nim z niedowierzaniem.  
  Spotkanie w grocie  
W grocie było ciemno i pachniało miodem.  
Ze sklepienia zwisały cienkie pajęczyny, a z kąta dobiegał cichy  
szum wiatru.  
Wielki niedźwiedź Szary leżał na ziemi, ciężko dysząc i jęcząc z bólu.  
Jego ogromne łapy drżały, a oczy błyszczały dziwnym, wilgotnym  
blaskiem.  
Do środka nieśmiało wsunął się mały zajączek.  
Stanął tuż za progiem i zapytał cicho:  
- Co cię boli?  
Niedźwiedź poderwał się gwałtownie, a echo jego głosu  
odbiło się od ścian:  
- Kto tu wszedł?! - ryknął groźnie. - Zjem cię, mały pyszałku!  
Ale Skoczek nie drgnął nawet na moment.  
Stał spokojnie, patrząc Szaremu prosto w oczy.  
I odparł łagodnie:  
- Niedźwiedzie nie jedzą zajączków.  
Szary aż zamilkł, zaskoczony.  
- No... faktycznie... - mruknął zmieszany, spuszczając wzrok.  
- To co cię boli? - powtórzył Skoczek, robiąc kilka kroków w  
stronę niedźwiedzia.  
Niedźwiedź westchnął głęboko.  
- W stopę wbił mi się kolec... - przyznał cicho. - Mam za grube  
łapy, żeby go wyjąć. A boli okropnie.  
Zajączek podszedł jeszcze bliżej i spojrzał na wielką łapę.  
Rzeczywiście, z miękkiej poduszki wystawał długi, ostry kolec.  
- Spokojnie - powiedział Skoczek, kiwając głową. - Mam  
małe łapki, więc dam radę.  
Tylko może trochę zaboleć.  
Szary usiadł i zamknął oczy.  
W jego sercu pojawiło się dziwne ukłucie...  
Nie tylko w łapie, ale także głęboko, gdzieś w środku.  
"Jeśli inni bali się mnie tak, jak ja teraz się boję..." - pomyślał ze  
smutkiem. - "Już nigdy więcej nie będę ich straszyć."  
Nagle usłyszał radosny głosik:  
- Już! - powiedział Skoczek wesoło. - Kolec wyjęty!  
Szary otworzył oczy i spojrzał na małego zajączka, który stał  
obok, trzymając kolec w łapkach.  
- Dlaczego mi pomogłeś? - spytał cicho. - Przecież zawsze  
byłem dla was okropny...  
Skoczek uśmiechnął się łagodnie.  
- Bo wiedziałem, że nie ma na świecie nikogo, kto byłby do końca  
zły - odpowiedział.  
- Chciałbym być twoim przyjacielem.  
Szary patrzył na niego przez chwilę w milczeniu.  
A potem uśmiechnął się pierwszy raz od dawna i mruknął ciepło:  
- Przyjacielem? Moim?  
- Tak! Bądźmy przyjaciółmi!