Magiczne drzewo. Olbrzym - Andrzej Maleszka

Reflow text when sidebars are open.
Mama usiadła na czerwonym krześle. Natychmiast poczuła mrowienie w całym ciele. Zawsze to czuła, kiedy miała wykonać czar.
Kuki czekał. Filip, Tośka i Wiki dostali już wszystko, co potrzebne im do szkoły. Kuki oczywiście był na końcu, bo jest najmłodszy.
- Nie lubię tego robić - westchnęła mama. Nie cierpiała czarów.
- Ja to zrobię! - zawołał natychmiast Kuki.
W odróżnieniu od mamy on uwielbiał magię.
- Nie ma mowy.
Mama zerknęła na kartkę ze spisem niezbędnych rzeczy.
- Proszę o szkolny plecak dla Kukiego - powiedziała.
BACH! Przez okno wleciał plecak i grzmotnął w podłogę. Był zielony i miał nadrukowane motyle.
- Fajny? - spytała mama.
- Ohydny - odpowiedział Kuki. - Chcę czarny plecak, taki jak ma Filip. I bez debilnych motylków! Ja nie mam pięciu lat!
Mama westchnęła.
- Zmiana - zawołała. - Plecak ma być czarny. I bez debilnych motylków, bo mój syn nie ma pięciu lat.
Plecak natychmiast zmienił się w czarny. Motyle ożyły i odleciały przez okno. Mama poprawiła się na krześle i czytała dalej:
- Proszę jeszcze o strój sportowy dla Kukiego, o adidasy, jeansy, dwie pary. I spodnie bojówki...
- Z ośmioma kieszeniami! - zawołał Kuki.
- Z ośmioma kieszeniami! I bluzę z kapturem.
- W paski! Teraz są modne paski.
- W paski. I drugą bez pasków na wypadek zmiany mody. Dwie czapki z daszkiem, bo Kuki zawsze je gubi. Sweter i osiem koszulek.
- Jeszcze podręczniki! I zeszyty! - zawołał Kuki.
Mama to powtórzyła. TRZASK! ŚWIST! Przez okno wpadł wielki kłąb rzeczy. Zaczęły wirować wokół Kukiego jak planety wkoło Słońca.
- Czuję, że będą kłopoty! - jęknął Kuki.
Nagle rzeczy rzuciły się na Kukiego. Chłopak próbował uciec, ale koszulki i spodnie goniły go jak wściekłe nietoperze. W końcu dopadły Kukiego i same się na niego wcisnęły. Wszystkie naraz!
- Ratunku! - krzyczał Kuki.
W sekundę został ubrany we wszystkie wyczarowane rzeczy. Wyglądał jak cebula. Miał na sobie trzy pary spodni, osiem koszulek, dwie bluzy, sweter i dwie czapki. Na końcu wskoczył na niego plecak i wpadły do niego podręczniki.
- Zdejmijcie to ze mnie! - wrzeszczał Kuki.
Mama rzuciła się z pomocą i uwolniła go od kłębowiska rzeczy. Kuki oddychał z trudem.
- Już dobrze... - uspokajała go mama, pakując rzeczy do szafy. - Najważniejsze, że masz wszystko, co potrzebne do szkoły. Prawda?
- Nieprawda - powiedział Kuki.
- A czego jeszcze potrzebujesz?
- Dobrze wiesz, mamo... Zgadzasz się?
- Nie!
Kuki podbiegł do mamy.
- Proszę!
- Nie!
- Mamo! Chodzi o to, żebym był tylko trochę silniejszy. Odrobinę! Tylko malutki czar.
- Kuki, mówiłam ci sto razy. Nie zgadzam się na to!
- Mamo! Zrozum, ja jestem najniższy w klasie. Większość chłopaków jest ode mnie silniejsza. Poza tym w szkole jest Blubek, który wszystkich bije. Zaczaruj tylko, żebym był dwa razy silniejszy. To wystarczy. Nikogo nie będę bić. Słowo honoru. Po prostu będę czuł się pewniej, mamo.
- Nie mogę tego zrobić.
- Dlaczego!? - zawołał Kuki.
Mama usiadła obok niego.
- Kuki, ja nie chcę, żeby jakieś czary zmieniały mojego syna. Kocham cię takiego, jaki jesteś.
- Bo ty chcesz, żebym był ciągle małym dzieckiem!
- Nie. Ja chcę, żebyś rósł normalnie, jak każde dziecko. Bez żadnych czarów! Jeszcze będziesz duży i silny. Wszystko w swoim czasie. A na razie możesz zapisać się na zajęcia sportowe.
- Nie chcę się na nic zapisywać - mruknął ponuro Kuki.
Mama zerknęła na zegar.
- Musisz już iść. Odprowadzić cię do szkoły?
- Nie.
- Trzymaj się, mój duży synu!
- Tu są klasy. Tam stołówka - mówił Kuki, prawie biegnąc, bo chciał mieć tę dziewczynę jak najszybciej z głowy.
- Możesz iść wolniej? - poprosiła Gabi. - Bo wiesz, ja chcę wszystko dokładnie obejrzeć.
- Tu nie ma nic ciekawego.
- A ten pies?
Na korytarzu siedział mały kundelek. Miał jedno ucho większe niż drugie.
- To jest Budyń. Nasz szkolny pies. Właściwie jest niczyj, więc wszyscy się nim opiekujemy.
- Ale fajny!
Gabi pogłaskała Budynia. Pies skakał zadowolony i polizał ją po ręce. Kukiego to złościło, bo wszyscy mówili, że Budyń jego lubi najbardziej.
- Możesz się pospieszyć? - mruknął.
Zeszli do szatni.
- To są szafki naszej klasy. A tam nie wolno wchodzić. - Kuki pokazał żółte drzwi. - Tam są zawory gazu. Jak coś ruszysz, to szkoła wyleci w powietrze. Koniec zwiedzania. Cześć.
- A sala gimnastyczna?
Kuki zrobił nieszczęśliwą minę, ale podszedł do szklanych drzwi.
- Sala jest tutaj. Weszli do wielkiej sali gimnastycznej, z widownią i dwoma boiskami do kosza.
- Mamy najlepszą salę w mieście - powiedział Kuki, zerkając dumnie na Gabi.
- Ja wolę pływalnię. Jestem dobra w nurkowaniu. Interesuję się życiem podwodnym. Mnie w ogóle interesują podróże. Lubisz podróże?
- Nie - skłamał Kuki. Ta dziewczyna coraz bardziej go wkurzała.
- Ty się łatwo denerwujesz, prawda? - powiedziała Gabi. - Jak chcesz, to ci pokażę ćwiczenia uspokajające. Chcesz?
- Nie!
- Dobrze grasz w kosza?
- Nie.
- Ja też nie.
Gabi chwyciła piłkę i rzuciła do kosza. Nie trafiła. Piłka poleciała na widownię. TRACH! Coś trzasnęło, a potem rozległ się wrzask:
- Co robisz, kretynie?!
Kuki obrócił się i zastygł.
Na widowni siedział Blubek. Był czternastolatkiem rozmiaru XL. Poza graniem na komputerze najbardziej lubił tłuc młodszych uczniów.
- Rozwaliłeś mi konsolę! - ryknął Blubek.
Na podłodze leżała konsolka PSP. Odpadła jakaś klapka i wyleciała bateria. Obok była piłka.
- Zabiję was! - Blubek popędził w ich stronę.
- Gabi, uciekaj! - krzyknął Kuki i rzucił się do ucieczki.
Gabi pobiegła za nim. Wybiegli z sali i popędzili pustym korytarzem. Wpadli do szatni i schowali się za szafkami.
- Kto to był? - spytała szeptem Gabi.
- Blubek. On wszystkich bije. Albo wciska ludzi do muszli klozetowej. Albo wkłada pająki za koszulę!
- Serio?
- Tak.
- Powinien jeść magnez - szepnęła dziewczyna. - Czytałam, że to uspokaja...
- Cicho... Kuki nadsłuchiwał.
- Chyba poszedł... Chodź!
Wysunęli się z kryjówki i ostrożnie ruszyli do drzwi.
TRACH!
Zza szafki wysunęła się wielka łapa, chwytając Kukiego za kaptur.
- Mam cię, draniu! Blubek pociągnął wyrywającego się Kukiego.
- Rozwaliłeś mi konsolę! Zatłukę cię!
- Zostaw go! - zawołała Gabi. - To ja zrobiłam. Blubek się odwrócił.
- Ty?
- Tak.
Blubek pchnął Kukiego, który poleciał na podłogę. Podszedł do Gabi. Blokował jej drogę, więc nie mogła uciec. Kuki ze zdziwieniem zobaczył, że Gabi nie jest zbytnio wystraszona. A przynajmniej tego nie okazuje.
- Powinieneś jeść magnez - powiedziała Gabi.
- Co? - warknął Blubek.
- Magnez. Byłbyś dużo spokojniejszy.
- Ja cię zaraz uspokoję.
Chwycił Gabi.
- Lubisz pająki? - spytał złowieszczo. - Tu mam jednego.
Wyciągnął z kieszeni pudełko. Gabi zaczęła się wyrywać.
- Puszczaj. Mam alergię na robaki!
Kuki zerwał się.
- Zostaw ją, Blubek. Słyszysz! Zostaw ją!
Wiedział, że zadzieranie z Blubkiem jest skrajnie niebezpieczne. Ale po prostu czuł, że musi coś zrobić. Doskoczył do Blubka i rąbnął go plecakiem.
- Ała!
Blubek puścił dziewczynę. Odwrócił się. Był naprawdę wściekły. Złapał Kukiego wpół. Popędził z wierzgającym chłopakiem do holu.
- Puszczaj mnie!
Na środku holu stało wiadro pełne brudnej wody i mop. Blubek złapał wiadro i wcisnął je Kukiemu na głowę. Cuchnąca ciecz wylała się na nową bluzę i spodnie.
Blubek zarechotał.
Kuki powoli zdjął wiadro z głowy. Brudna woda ściekała mu po twarzy.
Otarł oczy. Pierwsze, co zobaczył, to Gabi, która patrzyła wystraszona. Blubek też przestał się śmiać. Chyba poczuł, że przesadził.
- Dobra - mruknął. - Chciałeś, to dostałeś. Odszedł.
Gabi podbiegła do Kukiego klęczącego na podłodze. Zdjęła bluzę i zaczęła nią delikatnie wycierać twarz chłopca.
- Poczekaj... - szepnęła. - Wytrę ci oczy, bo dostaniesz zapalenia.
Kuki nie słuchał jej. Odwrócił się i krzyknął do odchodzącego Blubka:
- Zmienię cię w śmierdzącego szczura! Zobaczysz! Zerwał się i popędził do wyjścia.