Od autorki
Zaczynając pracę nad moją pierwszą powieścią, nie spodziewałam się, że świat, który stworzyłam dla Mai, rozrośnie się do takich rozmiarów...
Znalazło się w nim bowiem miejsce zarówno na "Kroniki Lenny'ego", jak i na "Antologię", w której oddałam głos kilkunastu osobom. Dwie z nich zasypały mnie taką ilością informacji, że nie miałam wyjścia i obiecałam im oddzielną książkę, czyli właśnie tę, którą, Droga Czytelniczko lub Drogi Czytelniku, trzymasz w rękach. Na sępa przyplątało się jeszcze kilka gaduł, dzięki czemu powstała kontynuacja (a może rozwinięcie) nie tylko tego jednego opowiadania. No i w momencie, gdy oddałam głos innym postaciom, udało mi się z nich wyciągnąć, dlaczego w niektórych sytuacjach zachowywały się tak, a nie inaczej, co szczerze mówiąc, niejednokrotnie mnie zaskoczyło.
Między innymi z tego powodu warto mieć pod ręką pozostałe części syjamskich serii, ale nie tylko je. A to za sprawą gościa specjalnego, który (ponownie, choć narzeka, że żyje w ciągłym niedoczasie) wprosił mi się w gości. Skubaniec wie, że go lubię, i zamiast broić tylko w swojej piaskownicy, władował się do mojej i... zawraca mi gitarę.
Może jego wątek zainteresuje Was na tyle, że sięgniecie po książki, w których jest postacią pierwszoplanową, a nie jak u mnie, epizodyczną?
Co do kalendarza i geografii, to cały czas obowiązuje ta sama zasada, co w pozostałych powieściach ze świata syjamskich serii. Znana nam rzeczywistość posłużyła mi wyłącznie za bazę, a święta ruchome totalnie zignorowałam. Niech się ruszają beze mnie...
Jak by nie patrzeć, tu wszystko zaczyna się szesnastego listopada dwutysięcznego roku, w przebudowanym w mojej głowie Gdańsku...
U Roberta w pokoju zebrali się jego koledzy z klasy, między innymi Łukasz i Rysiek. Omawiali zbliżającą się studniówkę, włącznie z kwestią, kto z kim na nią pójdzie.
Tę dyskusję przerwało pojawienie się Sary, która właśnie wróciła ze szkoły i przyszła się pochwalić bratu figurką zrobioną na zajęciach z plastyki. Przy okazji podsłuchała rozmowę chłopaków.
- Ja chcę iść z wami!
- Sarciu, jesteś za mała - próbował wytłumaczyć młodszej o dziesięć lat siostrze Robert.
- Uki... - Dziewczynka popatrzyła błagalnie na swojego ulubieńca.
- Przykro mi - westchnął ciężko Łukasz. - Ale sama słyszysz, jak do mnie mówisz. Tylko małe dziewczynki mówią do mnie Uki.
- Łukaszu, a teraz mogę z wami, z tobą - poprawiła się szybko - iść?
- Niestety, to nie zależy ode mnie - westchnął ponownie.
W oczach dziewczynki zaszkliły się łzy.
- Ale na twoją studniówkę chętnie z tobą pójdę - zapewnił.
- Chłopie, nie rób jej nadziei - szepnął Rysiek i szturchnął go w bok, za co został zgromiony wzrokiem przez Roberta.
Sara to jednak usłyszała, wygięła usta w podkówkę, upuściła przyniesioną ze szkoły figurkę z modeliny i z płaczem wybiegła z pokoju brata.
Przyjaciele błyskawicznie podnieśli się z kanapy i ruszyli za dziewczynką, która na poważnie rozszlochała się na rękach u taty.
Nieco zdezorientowany aż tak emocjonalną reakcją ośmiolatki Rysiek próbował wytłumaczyć się ze swoich słów, ale przyniosło to więcej szkody niż pożytku.
- Malutka, chodź do mnie - powiedział trzymający się do tej pory z boku Łukasz, wyciągając równocześnie ręce w stronę Sary.
- Jestem już duża. - Jej słowa ledwo dało się zrozumieć.
- Przepraszam, Saro. Chodź do mnie - powtórzył. Początkowo nie chciała, ale ostatecznie dała się namówić, i to właśnie jemu udało się powstrzymać atak płaczu dziewczynki. Pierwsze słowa, które wyszeptał jej do uszka, pozostały ich tajemnicą. Dopiero gdy z oczu Sary przestały płynąć łzy, odezwał się do niej nieco głośniej, tak że słyszeli go wszyscy obecni w pomieszczeniu:
- Obiecuję, że jeżeli tylko nie zmienisz zdania, na twoją studniówkę pójdę razem z tobą. Nawet będziesz mogła mówić, że jestem twoim chłopakiem. - Te słowa poparł położeniem dłoni dziewczynki na swoim sercu.
"Nie przeginaj", dało się odczytać z ust Roberta. Łukasz delikatnie skinął głową, ale w tym momencie dla niego najważniejsze było to, że udało się uspokoić Sarę...