Magia miłości tom I Szczęście pod aniołem - Ewa Anna Sosnowska

Kup ebooka

25.00 zł
17.20 zł (17,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Łukasz

Nawet nie przypuszczałem, jak bardzo pójście na swoje, choćby i wynajmowane mieszkanie, ułatwia życie.

Albo utrudnia, szepnęło mi coś w głowie.

No fakt, przyznałem. Z jednej strony to większa niezależność, a z drugiej - dodatkowe wydatki. Na szczęście od poznanych w klasie maturalnej pana Feliksa i pani Klaryssy udało mi się wynająć dwupokojowe mieszkanko za stosunkowo niewielkie pieniądze.

- Może pan tu mieszkać - usłyszałem. - I tak od kilku lat stoi puste, bo nam jest wygodniej tam, gdzie mieszkamy obecnie, więc po co ma pan szukać czegoś innego?

Dla mnie to było rozwiązanie idealne, choć szczerze mówiąc, nieco obawiałem się, że wynajem po znajomości może mi się kiedyś odbić czkawką.

Na wszelki wypadek postanowiłem zachować czujność.

Od samego początku z możliwości przenocowania chętnie korzystają moi znajomi, również spoza miasta. Nie zawsze jest mi to na rękę, ale cóż... nie lubię odmawiać pomocy, tylko jak słyszę bezczelny tekst "no bo ty masz miejsce", to mnie szlag trafia i wszystkie kontrargumenty, włącznie z tym, że czasami mogę chcieć zaprosić milej widzianych gości, w tym moją dziewczynę, wylatują mi z głowy.

Na dodatek Milena od czasu do czasu coś przebąkuje, że chciałaby się do mnie wprowadzić, ale się nie zgadzam, bo cenię swoją niezależność. Zostać na noc czy dwie to co innego, ale przeprowadzka - wykluczone.

Początkowo usiłowała wymusić na mnie zmianę zdania, ale się nie dałem. W końcu przyjęła to do wiadomości i przestała się upierać, choć od czasu do czasu nie dość, że próbuje wrócić do tematu, to jeszcze w te aluzje wplata swoje pomysły na wystrój wnętrza. Dla mnie są one nie do przyjęcia, zwłaszcza w wynajmowanym mieszkaniu. A nawet gdybym był na swoim, nie wyobrażam sobie całej ściany obitej tapicerowanymi zagłówkami. Inną opcją, jaką wymyśliła, było oświetlenie w stylu hali fabrycznej. Też mnie otrząsnęło na samą myśl, dlatego po którymś równie... hmm... ciekawym pomyśle każdą kolejną próbę sprowadzenia rozmowy na ten temat ucinam niemal w zarodku.

Zresztą sam mniej więcej wiem, jak chcę mieć urządzone mieszkanie, ale najpierw muszę się nauczyć żyć na własny rachunek. Do tej pory egzystowałem albo przy rodzinie, albo na stancji.

- Pora dorosnąć - mruknąłem pod nosem i uśmiechnąłem się do siebie.

Od autorki

Zaczynając pracę nad moją pierwszą powieścią, nie spodziewałam się, że świat, który stworzyłam dla Mai, rozrośnie się do takich rozmiarów...

Znalazło się w nim bowiem miejsce zarówno na "Kroniki Lenny'ego", jak i na "Antologię", w której oddałam głos kilkunastu osobom. Dwie z nich zasypały mnie taką ilością informacji, że nie miałam wyjścia i obiecałam im oddzielną książkę, czyli właśnie tę, którą, Droga Czytelniczko lub Drogi Czytelniku, trzymasz w rękach. Na sępa przyplątało się jeszcze kilka gaduł, dzięki czemu powstała kontynuacja (a może rozwinięcie) nie tylko tego jednego opowiadania. No i w momencie, gdy oddałam głos innym postaciom, udało mi się z nich wyciągnąć, dlaczego w niektórych sytuacjach zachowywały się tak, a nie inaczej, co szczerze mówiąc, niejednokrotnie mnie zaskoczyło.

Między innymi z tego powodu warto mieć pod ręką pozostałe części syjamskich serii, ale nie tylko je. A to za sprawą gościa specjalnego, który (ponownie, choć narzeka, że żyje w ciągłym niedoczasie) wprosił mi się w gości. Skubaniec wie, że go lubię, i zamiast broić tylko w swojej piaskownicy, władował się do mojej i... zawraca mi gitarę.

Może jego wątek zainteresuje Was na tyle, że sięgniecie po książki, w których jest postacią pierwszoplanową, a nie jak u mnie, epizodyczną?

Co do kalendarza i geografii, to cały czas obowiązuje ta sama zasada, co w pozostałych powieściach ze świata syjamskich serii. Znana nam rzeczywistość posłużyła mi wyłącznie za bazę, a święta ruchome totalnie zignorowałam. Niech się ruszają beze mnie...

Jak by nie patrzeć, tu wszystko zaczyna się szesnastego listopada dwutysięcznego roku, w przebudowanym w mojej głowie Gdańsku...

U Roberta w pokoju zebrali się jego koledzy z klasy, między innymi Łukasz i Rysiek. Omawiali zbliżającą się studniówkę, włącznie z kwestią, kto z kim na nią pójdzie.

Tę dyskusję przerwało pojawienie się Sary, która właśnie wróciła ze szkoły i przyszła się pochwalić bratu figurką zrobioną na zajęciach z plastyki. Przy okazji podsłuchała rozmowę chłopaków.

- Ja chcę iść z wami!

- Sarciu, jesteś za mała - próbował wytłumaczyć młodszej o dziesięć lat siostrze Robert.

- Uki... - Dziewczynka popatrzyła błagalnie na swojego ulubieńca.

- Przykro mi - westchnął ciężko Łukasz. - Ale sama słyszysz, jak do mnie mówisz. Tylko małe dziewczynki mówią do mnie Uki.

- Łukaszu, a teraz mogę z wami, z tobą - poprawiła się szybko - iść?

- Niestety, to nie zależy ode mnie - westchnął ponownie.

W oczach dziewczynki zaszkliły się łzy.

- Ale na twoją studniówkę chętnie z tobą pójdę - zapewnił.

- Chłopie, nie rób jej nadziei - szepnął Rysiek i szturchnął go w bok, za co został zgromiony wzrokiem przez Roberta.

Sara to jednak usłyszała, wygięła usta w podkówkę, upuściła przyniesioną ze szkoły figurkę z modeliny i z płaczem wybiegła z pokoju brata.

Przyjaciele błyskawicznie podnieśli się z kanapy i ruszyli za dziewczynką, która na poważnie rozszlochała się na rękach u taty.

Nieco zdezorientowany aż tak emocjonalną reakcją ośmiolatki Rysiek próbował wytłumaczyć się ze swoich słów, ale przyniosło to więcej szkody niż pożytku.

- Malutka, chodź do mnie - powiedział trzymający się do tej pory z boku Łukasz, wyciągając równocześnie ręce w stronę Sary.

- Jestem już duża. - Jej słowa ledwo dało się zrozumieć.

- Przepraszam, Saro. Chodź do mnie - powtórzył. Początkowo nie chciała, ale ostatecznie dała się namówić, i to właśnie jemu udało się powstrzymać atak płaczu dziewczynki. Pierwsze słowa, które wyszeptał jej do uszka, pozostały ich tajemnicą. Dopiero gdy z oczu Sary przestały płynąć łzy, odezwał się do niej nieco głośniej, tak że słyszeli go wszyscy obecni w pomieszczeniu:

- Obiecuję, że jeżeli tylko nie zmienisz zdania, na twoją studniówkę pójdę razem z tobą. Nawet będziesz mogła mówić, że jestem twoim chłopakiem. - Te słowa poparł położeniem dłoni dziewczynki na swoim sercu.

"Nie przeginaj", dało się odczytać z ust Roberta. Łukasz delikatnie skinął głową, ale w tym momencie dla niego najważniejsze było to, że udało się uspokoić Sarę...