1
Słowa - niektóre wzniosłe, inne pospolite. Są też takie, które posiadają niezwykłą moc wprowadzania harmonii i pokoju. Opowie o tym pewien cukiernik. Przenieśmy się więc do niewielkiej miejscowości, gdzie pomiędzy domami stoi budynek ozdobiony szyldem "Emil zaprasza".
- Emil, przyjacielu - powiedział nieznajomy mężczyzna, rozglądając się po cukierni i szukając wzrokiem dawnego znajomego.
- Pan Emil jest na zapleczu - oznajmiła młoda dziewczyna, stojąca za ladą. - Pójdę po niego.
Po chwili zjawił się cukiernik i rozradowanym głosem rzekł:
- Zygmunt, to ty? Ile to już lat minęło?
- Nie widzieliśmy się, odkąd opuściliśmy szkolne mury - przypomniał Zygmunt.
- Co porabiałeś przez ten czas?
- Wyjechałem, założyłem rodzinę.
- A teraz wracasz?
- Niezupełnie. Przyjechałem, bo mam do ciebie sprawę, a raczej prośbę.
- Mów śmiało. Jeśli tylko będę mógł w czymś pomóc.
- Chodzi o mojego syna. Ma podobne zainteresowania do twoich.
- Tak?
- To zdolny chłopak i bardzo pracowity. Tylko trochę porywczy. Niestety przez swoje zachowanie traci wiele.
Po tych słowach Zygmunt zamilkł. Rozejrzał się ponownie po cukierni, po czym ociągając się wyznał ze smutkiem w głosie:
- Nikt nie chce przyjąć go na praktykę.
Emil roześmiał się serdecznie, poklepał znajomego po ramieniu i wesołym tonem zapytał:
- Chcesz, abym to ja przygarnął go?
- Tak - potwierdził Zygmunt.
- No cóż, pracy u mnie sporo. Twój syn przyda się tutaj.
- Dziękuję, przyjacielu - powiedział Zygmunt, ściskając dłoń cukiernika. - Przyślę go do ciebie.
- Przez wzgląd na starą znajomość - zaznaczył Emil.